
— Jak Pan cieszył się, czyniąc wam dobrze i rozmnażając was, tak będzie się cieszył, gdy was zgubi i wyniszczy.
Kobiecy szept przerwał ciszę typową dla tych kilku chwil pomiędzy ostatnim skradzionym pocałunkiem a złapaniem za klamkę. Dzierżone w wypielęgnowanych dłoniach Słowo Boże naznaczone było zębem czasu – właściciel musiał wejść w jego posiadanie lata wcześniej i z imponującą częstotliwością wertować zadrukowane kartki. Wygłoszony wers był jednym z niewielu podkreślonych fragmentów. Gabriele zwykł zapisywać najistotniejsze nauki w osobnym notesie. Lubił dodawać do nich własne komentarze i interpretacje. Marcella przewróciła się z pleców na bok, opierając głowę na wnętrzu dłoni. Drugą ręką wciąż przewracała strony w poszukiwaniu kolejnych śladów pióra. Zaaferowana leżącą przed nią księgą, nie dostrzegła wyraźnej zmiany w postawie mężczyzny. Napiął mięśnie, nerwowo rozglądając się za niewielkim, acz niebywale ważnym, elementem codziennego ubioru. Koloratka wtopiła się w biel pościeli, zmuszając bruneta do ponownego zbliżenia się do łóżka.
— Tak go uwiodła usilną swoją namową, zniewoliła go gładkością swoich ust. Zatem idzie za nią, idzie jak byk do rzeźni i jak przestępca przywiązany do swoich pęt, póki strzała nie przebije mu wątroby. Spieszy się do sideł jak ptak – nie wiedząc, że chodzi o jego duszę.
Huk zatrzaskiwanej Biblii wypełnił pomieszczenie. Gabriele gwałtownie wyrwał swoją własność, niedbale wyrzucając ją na stojący w kącie fotel, jakby zapomniał o jej świętości. Rinaldi podniosła się do pozycji siedzącej, ignorując skrzypienie starego drewna i zsuwający się z nagiego ciała materiał. Spojrzenie ciemnych oczu wbijało się w przystojną twarz, wyczekując wyjaśnień. Z podobną porywczością kochanek podniósł swój kołnierzyk i bez słowa się oddalił. Walczył z zamknięciem własnego nesesera, jakby trzymał go po raz pierwszy.
— O co chodzi?
Nie była pewna, o co tak naprawdę go pytała – o wyróżnione wersety czy o nagłą zmianę nastroju. Dla niej święta księga chrześcijan nic nie znaczyła, dla niego z kolei była całym światem. Tym ją urzekł; wierzył prawdziwie i głęboko. Tam, gdzie widziała tylko pusty obowiązek i obłudę, on pokazywał jej sens i nadzieję płynącą z bycia dzieckiem bożym. Później narodziło się coś, co według niej było najbliższe błogosławieństwu. Gabriele od początku nazywał to inaczej.
Grzech.
— Tommaso wie o wszystkim.
— O nas?
— O wszystkim. O tym, że nie odpuściłaś. Że chcesz napisać ten reportaż i dalej grzebiesz w jego przeszłości. O tym, że mnie wykorzystałaś. Omamiłaś, żebym obrócił się przeciwko własnemu wujowi.
— Wykorzystałam cię? Omamiłam?
Marcella podniosła ton i wyskoczyła z łóżka. Zatrzymała się tuż przy mężczyźnie, ale nie zdecydowała się go dotknąć. Swoimi oskarżeniami nakreślił między nimi granicę, której nie mogła przekroczyć. Duma, choć tak zbędna w podobnych sytuacjach, nie pozwoliła jej na dalszą wokalizację pytań i próbę zaprzeczenia. Wiedziała, co to dla niej oznacza. Koniec walki o sprawiedliwość, planów o obnażeniu chociaż tej niewielkiej części problemu wykorzystywań seksualnych w kościele. Koniec relacji, którą miała za przedsmak nieba, do którego wierni tak bardzo chcą się dostać po śmierci.
— Byłem naprawdę dobrym kapłanem, dopóki się nie pojawiłaś.
Toronto, 2026
Ponad dwa lata tułaczki. Pokuty, jak określiłaby to matka Rinaldi, surowej i zasłużonej. Wpierw uciekła do Paryża, lecz elegancki świat Francuzów okazał się za blisko ojczyzny. Musiała przenieść się dalej – Galicja była cudowna. Świetne jedzenie, piękna przyroda. Zbyt przyjemne miejsce na odbywanie kary. Oslo okazało się za chłodne dla jej włoskiej krwi. Spędziła tam raptem miesiąc, zanim przeniosła się do Sacramento. Kalifornia była dla niej łaskawa, ale musiała kontynuować wędrówkę po świecie, gdy demony zaczęły deptać jej po piętach.
Kanada wydała się idealną destynacją na kolejne tygodnie, może miesiące. Wystarczająco świeża, by jej nie nużyć, ale nie nazbyt egzotyczna i przytłaczająca. Nie czuje się tu jak w domu i taki właśnie był cel. Niewygoda, obcość i samotność.
Tylko ona i wyświechtany egzemplarz Pisma Świętego.