30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Strzeliła oczami, słysząc o wariactwie jako zalecie. W ogóle jej to nie przekonywała. Przed sobą miała obrazy własnego ojca, mówiącego o jej niestabilności przez hormony. Przecież żadna kobieta nie powinna być prezesem, tak wiele może się stać. Okres, owulacja, nie mówiąc już o hormonach ciążowych. Oczami Christophera każda kobieta była wariatką, a jedynie upór Cherry doprowadził ją do stanowiska, choć cały czas z widmem małżeństwa. Przecież wiadomo, w jaki sposób atrakcyjna kobieta pozyskiwała inwestorów.
Chciałbyś — prychnęła, wywracając teatralnie oczyma. Zawstydzał ją, ale miała w sobie za dużo dumy, by się do tego przyznać. Odpowiedź twierdząca nie wchodziła w grę, kiedy warzyły się losy ich relacji. Ta zabawa między nimi w kotka i myszkę, wchodziła na całkiem nowy, wyższy poziom, od którego chciała móc się uwolnić.
Chcesz to proszę bardzo — z jej głosu wybrzmiewała pewność. Nieczyste myśli coraz bardziej zataczały tory w jej głowie. Oni razem na jej biurko, albo stojąc przed pierdoloną panoramą Toronto, albo na jej blacie kuchennym, czy pod prysznicem. Potrząsnęła głową, próbując wybić sobie te myśli z głowy. Nie raz opierała się przystojniakom o dobrej gadce, Ethan nie różnił się od nich w żaden sposób — przekonaj się, jakie myśli ma blondynka. Może macie te same — dodała po chwili, próbując zgasić go jak peta. Cherry przypominała chodzącego aniołka. Czysta głowa, czyste ciało. Zwłaszcza kiedy w duchu modliła się, żeby nie dotknął tej blondynki. Najlepiej byłoby zmienić temat, zakończyć go.
Zgadza się — kiwnęła głową — przynajmniej do zakończenia kolacji — nie miała zielonego pojęcia, z jakiego powodu właściwie to powiedziała. Coś ją wewnętrznie ruszyło, gdy wypowiadała te słowa. Nie spodziewała się nich po samej sobie. Cała się wyprostowała, bo pierwszy raz przepchnęła delikatną granicę między nimi i jawnie go prowokowała, a nie powinna.
Prawda — mogła się zgodzić z jego słowami, ale... — byle przez to nie wpaść w kłopoty — a Cherry miała do tego predyspozycje, kiedy coś przestało być zaplanowane. Za szybko puszczały jej jakiekolwiek hamulce, kiedy poczuła się bezpiecznie oraz pewnie — Charlie? — powtórzyła za nim, unosząc obie brwi ku górze. Już są po imieniu? Zabije Charlesa — mówisz o moim bliźniaku? co za kanalia, pomyślała, a w głowie zaczęła wyzywać sojusz plemników i zdradę krwi. Będzie musiała się z nim rozmówić — ma dosyć obowiązków, żebym musiała obarczać go moimi, poza tym... — w porę ugryzła się w język — nieważne. — mruknęła pod nosem. Ethan powodował mięknięcie jej murów, ale nie na tyle by przyznała głośno, że nawet Charliego się obawiała. Nie spodziewała się, by zabrał jej stołek. Za to że ojciec by mu go oddał, kiedy ona byłaby niedyspozycyjna. Ta potrzeba kontroli, która nią kierowała, złożona była z wielu czynników, które zaczynały się u niej w rodzinie.
Następnym razem Cię osika — prychnęła Cherry, bo już trenerka Koko zaczęła ją trenować takiej komendy. Tylko czy przy takim przystojniaku o niej nie zapomni? — Arnie? Masz zwierzaka? — spytała, przechylając głowę — pokaż — ciekawiło ją, czy ma jakiegoś shitzu, czy innego maltańczyka. Głośno szczeka, mało robi. Idealnie dogrywałoby się do obrazu w jej głowie — i się nie dowiemy, bo nie trafię do twojego mieszkania — stwierdziła krótko Marshall, wbijając w niego brązowe tęczówki. Chociaż mogłaby, nawet w tym momencie chciała, bo wydawał się inny. Nawet kiedy skomentował parówkową, a właściwie hot-dogową sytuację, zachował w sobie coś takiego jak klasa.
Wolisz bakłażany od marchewek? — spytała wprost, bo wydało się jej to niezwykle interesujące. Dwuznaczności padające przy ich stole wydawały się powoli iskrzyć, a atmosfera z każdą chwilą stawała się coraz bardziej gęsta.
Dobrze — mruknęła, wpatrując się w niego z ciekawością. Tygrysie krewetki? Pieczone bakłażany? Szef kuchni będzie zastanawiał się, z kim ma do czynienia, bo nie miała zamiaru być mu dłużna w tej kwestii — dla pana w takim razie Carpaccio di Anguria con Ricotta e Menta, na danie główne Anatra Arrosto con Salsa di Amarene, a na deser Pesche al Mascarpone con Miele e Mandorle — cienko krojony arbuz z ricottą i świeżą miętą, pieczona kaczka z sosem z wiśni, a na deser brzoskwinie z kremem mascarpone. Mógłby poznać bliżej jej brzoskwinkę... — dobry wybór — mruknęła, kiedy kelner przyjął zamówienie. Spojrzała się na niego badawczo i parsknęła śmiechem — Toast się pije we dwóch, a moje szkło jest puste — zauważyła, stukając paznokciem we własne szkło. Potrzebowała jeszcze dwóch kieliszków, by poczuć się lepiej. Chociaż wino powodowało u pań Marshall chcicę, to był chyba zły wybór — dżentelmen by pamiętał o damie — zauważyła, chwytając na butelkę. Sama sobą musiała się zająć i jak tu wszystkiego nie kontrolować?
Dlaczego tak właściwie nasza firma i skąd ta twoja miłość do owoców? — zagadnęła, bo w oczekiwaniu na jedzenie musieli o czymś rozmawiać. Skoro owoce, podróże były niebezpieczne, rozsądnym był powrót do neutralnych tematów. Takich jak praca i jej biurko w gabinecie.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej ojciec był typowym konserwatystą - tyle Ethan wiedział o najstarszym Marshallu. Nie znał go osobiście, a jedynie ze wzmianek jego rodziców, bo utrzymywali z nim przyjazne stosunki. Brunet zupełnie więc nie wiedział, w co się pakował. Raczej nie dojdzie między nimi do zgody, bo już samo poniżanie kobiet, a tym bardziej własnej córki ze względu na swoją płeć, całkowicie przekreślało ich sojusz.
Czyli tak - stwierdził z przekonaniem, widząc, jak przewróciła oczami. Czy takim tekstem nie rzucało się wtedy, kiedy brakowało komuś argumentów? Podobało mu się, jak się ze sobą droczyli, przez co ich relacja nabierała rumieńców. Uwielbiał takie gry słowne i tańczenie na granicy przyzwoitości, a Cherry stanowiła dla niego godną rywalkę. Chociaż… czy na pewno rywalkę, skoro prowadziło to do obopólnej satysfakcji?
Chcesz, to proszę bardzo zadźwięczało w jego uszach, a bijąca od niej pewność siebie sprawiła, że na chwilę rozchylił nieco wargi i zastygł w bezruchu, zastanawiając się, czy mówiła poważnie i czego właściwie od niego teraz oczekiwała. Czy naprawdę chciała pominąć tę kolację i znaleźć się teraz w ustronnym miejscu? Szybko jednak sprowadziła go na ziemię. - Z chęcią przekonałbym się, jakie myśli skrywają się w Twojej głowie - mruknął, wpatrując się intensywnie w jej brązowe tęczówki. Ta blondynka wyjątkowo mocno zaszła jej za skórę, skoro nie przestawała o niej wspominać. Ktoś tu chyba odczuwał zazdrość.
Brzmi wystarczająco zachęcająco - zgodził się, obserwując jej reakcję na własne słowa. Wyglądało na to, że powoli zaczynała się łamać, co było cholernie przyjemnym uczuciem. Aż nie potrafił ukryć szelmowskiego uśmiechu, który przemknął mu po twarzy na myśl, że zapowiadał się arcy ciekawy wieczór. Nie przypuszczałby, że potoczy się w ten sposób, bo przecież jeszcze chwilę temu zwracała się do niego na pan.
A co z adrenaliną przyspieszającą bicie serca, ilekroć jesteś o krok od nich? - zapytał nieco głębszym tonem. - Nie lubisz tego dreszczu emocji, który przeszywa ciało, kiedy niemal łamiesz własne zasady, żeby spełnić swoje skryte pragnienia? - Przekrzywił nieco głowę, z uwagą się jej przyglądając w oczekiwaniu na odpowiedź. Już nie mówił tylko o nieplanowanych przygodach podczas podróży. Czy naprawdę wszystko musiała mieć zaplanowane od A do Z, czy pozwalała sobie dać się ponieść, jeśli jej na czymś zależało? Z pewnością uważała go za kłopot, ale miał nadzieję, że wart był zaspokojenia jej… ciekawości.
Yhm, a jest jeszcze jakiś inny wiceprezes o tym imieniu? - przytaknął i postawił pytanie retorycznie, nie widząc w tym nic złego. Jej brat był na tyle rozsądny, że nie określał tak stanowczo barier. Następnie wysłuchał jej krótkiej odpowiedzi, całkiem trafnej, odnotowując to nagłe urwanie tematu. A więc było coś jeszcze, czego obecnie nie miał w planach poruszać. - No dobrze, jestem jeszcze w stanie zrozumieć pracę w tygodniu, ale czy w weekend naprawdę musisz być cały czas pod telefonem? Panią Prezes powinno interesować wyłącznie mięso. - Kącik ust drgnął nieznacznie do góry, kiedy przypomniał jej własne słowa do niego, gdy w swoim gabinecie próbowała wyznaczyć między nimi granice. W tym momencie, ku jego zadowoleniu, postawiona linia znacząco się wytarła. A jeśli chodziło o samą pracę, to według niego należało znaleźć kompromisy, gdyż zdecydowanie łatwo można było się w niej zatracić. Nie tylko pracą człowiek powinien żyć. Jej również coś od życia się należało.
Następnym razem? - złapał ją za słowo, unosząc wyżej brew z czającym się w oczach rozbawieniem, ignorując część o sikaniu, która wydała mu się wręcz absurdalna. To miał być następny raz? Z chęcią spotkałby Koko ponownie. I jej Pańcię również, w bardziej swobodnych okolicznościach. - Tak, też pies. Samiec - uściślił, nieco zaskoczony jej prośbą, ale sięgnął po telefon z wewnętrznej kieszeni marynarki, szybko przechodząc do galerii, żeby pokazać jej ostatni filmik ze swoim golden retrieverem, tak w razie, jakby Cherry uznała zdjęcia samego psa za stockowe. - Proszę. Uwielbia przesiadywać na kolanach - wyznał, pokazując jej telefon i mimowolnie uśmiechając się na widok swojej złotej kulki. Nie tylko Marshall miała bzika na punkcie swojej pupilki. - Przecież zaproponowałem, że mogę Cię zaprowadzić. Zaniesienie też wchodzi w grę - odparł z łobuzerskim błyskiem w oku. Bez względu na to, czy miała orientację w terenie, czy nie, był w stanie zrobić wszystko, żeby trafiła do jego łóżka. Miał ochotę poznać nie tylko jej nieodgadniony umysł, ale i każdy centymetr jej ciała.
Ja? Nie interesuje mnie ani to, ani to. Wolę soczyste, krągłe owoce. Arbuzy, brzoskwinie… wisienki - wyznał z tajemniczym wyrazem twarzy, a jego myśli zdradzały iskry w intensywnym spojrzeniu, z jakim patrzył na Cherry. Pytała, więc odpowiadał. Czy chciała wiedzieć jeszcze coś więcej?
Najwyraźniej uważnie go słuchała, skoro zdecydowała się dopasować dania pod jego upodobania. Od tych niemal ciągle uniesionych kącików ust prawdopodobnie będzie miał jutro zakwasy, ale wprost nie mógł się przy niej powstrzymać. Kiedy nie była już taka wredna to okazywało się, że naprawdę dobrze się przy niej bawił. I to na trzeźwo! Na jej uwagę o toaście prychnął w rozbawieniu. - Czy złodziej może być dżentelmenem, a wariatka damą? - Uniósł wyżej brew. Mógł wytknąć jej, że mogła zaprezentować swój feminizm, ale nie był taki. Za to kelnera powinien zrugać. - Aż tak jesteś spragniona? - zmrużył nieco oczy, widząc, jak sięga po butelkę. - Pozwól, damie nie przystoi - odłożył swój kieliszek i wyciągnął dłoń po wino. Tą samą, na której widniał fragment tatuażu. Gdy oba kieliszki zostały już napełnione, w końcu upił spory łyk wina, po czym oparł się swobodniej o oparcie krzesła.
Panele to przyszłość, a ja swoją przyszłość traktuję bardzo poważnie - powiedział, bezwiednie przesuwając palcami po nóżce stojącego przed nim kieliszka. Skrzętnie wybrnął z dość niewygodnego dla niego tematu. - A co do owoców… każdy w życiu potrzebuje trochę słodyczy. Poza tym niektórym nadzwyczaj trudno się oprzeć - uznał, podnosząc na nią znaczące spojrzenie. Wiedział, jak sprawić dobre wrażenie na każdej kobiecie. I pewnie każda inna już dawno by mu uległa, ale Cherry zdecydowanie nie była jak każda inna, a przez to niezmiernie go pociągała. Mówił prawdę. Niezwykle trudno było jej się oprzeć. I wcale nie chciał tego robić.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Nic nie odpowiedziała na jego, czyli tak, zamiast tego zgrabnie i szybko kopnęła go pod stołem, nawet przez moment nie zastanawiając się, ile siły powinna użyć. Szybkie kopnięcie, delikatny uśmiech przy stole, niech zdaje sobie sprawę z jednego. Charity Marshall nie zawstydza się w tak jawny, prowokujący pod stołem. Trafiła w jego łydkę, a na jej twarzy pojawił się przepiękny, uroczy uśmiech, który nie był w stanie zejść z jej twarzy. Należało mu się.
Na całe szczęście nie potrafisz, a widok który byś zastał — przerwała na moment, a jej usta ułożyły się w uroczy uśmiech — cóż, nie byłbyś zadowolony — uniosła zaledwie jeden kącik ust, wyglądając przy tym całkiem zadziornie. Pewnie spodziewałby się zobaczyć, jak w myślach rozpina mu każdy guzik koszuli, albo jak znajdują się w jej apartamencie na jednym z wyższych pięter Toronto, wpatrując się w przepiękny widok. Cokolwiek miałoby się zadziać, ona dziękowała bogu za brak tej umiejętności.
Po zakończeniu kolacji planuję powrót do siebie — mruknęła cicho, próbując wyklarować gęstą atmosferę przez jej własne słowa. Zaczynała się potykać w tej przedziwnej wojnie na spojrzenia, teksty, a w duchu cieszyła się, że kontakt cielesny jest ograniczony. Dawno nie czuła tak po prostu, zwyczajnie ludzkiej bliskości. Dobra, miała rodzinę oraz przyjaciół. Za to Ethan wraz z trwaniem kolacji proponował jej coś znacznie niebezpiecznego.
Kiedy łamię własne zasady kończy się to wybuchowo — cały czas patrzyła mu prosto w oczy. Potrafiła dać się ponieść chwili, ale ostatnie miesiące nauczyły ją jednego. Nie było to tego warte. Spalone włosy, złamane serce, zdewastowane ciało i psychika. Naprawdę miałaby dalej wymieniać powody? — katastrofa murowana. Poza tym łamanie własnych zasad jest odrobinę niemoralne, nie uważasz? — trochę jak zdradzanie samego siebie, a Charity brzydziła się zdradą najbardziej — tak pytasz, jakbyś chciał złamać jedną z nich — spoglądała na niego badawczo, próbując wyczytać coś z jego twarzy. Jedna z głośniejszych, ba ważniejszych zasad Marshall brzmiała następująco: nie spotykam się z nikim z pracy, a on próbował ją łamać na wszelkie możliwe sposoby. Czuła to podskórnie.
Nie podoba mi się, że tak łatwo łamiesz bariery — a przede wszystkim to, że Charlie tak łatwo na to pozwolił. Z jakiegoś, konkretnego powodu Cherry była do niego uprzedzona. Przez psa. Nie dał jej wtedy wyjścia, musiała się na niego rzucić, a później została spacyfikowana. Takie sytuacje naprawdę długo w niej siedziały — tak. — w weekendy, w trakcie wakacji. Cherry była wręcz uzależniona od pracy. Może dlatego kiedy usłyszała brzęczenie telefonu, od razu po niego chwyciła. Jej twarz stała się spokojniejsza, łagodniejsza — Cora pyta o sponsorów, pewnie szykuje jakąś galę charytatywną — mruknęła, szybko odpisując jej na wiadomość. Naczelne pytanie brzmiało, o jakich sponsorów dokładnie chodziło? — mięso dotyczy Ciebie, a nie innych — stwierdziła, przechylając delikatnie głowę. Próbowała kontrolować, na ile mogła. Sprawdzała umowy, dopytywała o wyniki, próbowała wprowadzać nowe rozwiązania, w całym biurze unikała tylko jednej osoby, Ethana.
Zabieram Koko do biura — nie liczyła na wspólne bieganie z psami. Choć może powinna zacząć, bo w trakcie pokazywania jej zwierząt zamieniała się w małą dziewczynkę. Pochyliła się delikatnie nad stolikiem i pierwszy raz na jej twarzy przy Ethanie pojawił się szczery, szeroki uśmiech — słodziak — pies, nie Ethan. Hartley bardziej przypominał bestię, ale chyba... chciała usiąść mu na kolanach, by zatkać mu usta. Zwłaszcza kiedy tak ją prowokował, brew delikatnie jej drgnęła — a powiedz mi, co miałabym robić z twoim mieszkaniu? Oprócz poznawania psa — dopytała, przechylając delikatnie głowę i wpatrując się bacznie w mężczyznę. Miał w sobie coś, czemu byłaby w stanie ulec. Gdyby tylko miał dobrą wymówkę, by zaprosić ją do siebie...
Makijaż był odpowiednią bronią przeciwko Ethanowi. Niemalże czuła delikatne wypieki pojawiające się na jej policzkach, kiedy wymieniał soczyste owoce. Zwłaszcza interesowały ją wisienki. Mogłaby temu ulec, ale wtedy przypomniała sobie o jednym owocku, którego nie wymienił. Widziała na jego social mediach. Te serduszka, wspólne żarty i zdjęcia. Tak bezczelnie ją podrywał, a był zajęty. No, typowy dupek.
Będziesz się cały czas czepiał moich słów? — prychnęła Charity, kręcąc głową. Złodziej i wariatka. Przepięknie brzmiące określenia — muszę zająć czymś usta — stwierdziła Cherry. Był niebezpiecznie blisko nich, dzielił ich stół, a i tak miała jedynie dwie opcje dialogowe. Posmakować jego zakazanych ust, albo zacząć go wyzywać. Trzecią było wino, które przechwycił, by napełnić kieliszek — dziękuję — mruknęła, przesuwając kieliszek w swoją stronę. Coraz bardziej ciekawił ją tatuaż, który skrywał pod ubraniem. Kwiat. Aż po głowie przeszła jej myśl, czy kwiaty uwielbiał równie bardzo jak niektóre owoce?
Nie tylko my produkujemy panele — nie odkryła Ameryki tym stwierdzeniem, nie rekrutowali też na stanowiska dyrektora finansowego. Cała historia pojawienia się Ethana w firmie mocno jej śmierdziała — dość marne wytłumaczenie — wzruszyła ramionami i zaraz dodała — to jak widzisz swoją przyszłość, skoro traktujesz ją poważnie? — sięgnęła kieliszek, upijając z niego solidny łyk. Z Ethanem cały czas musiała się pilnować. Nie była w stanie stwierdzić, które słowa były prawdziwe, a które tylko grą.
Do jakich konkretnych owoców masz słabość, czy do wszystkich, które spotkasz? — dopytała, przechylając głowę. Uniosła kieliszek, upijając z niego spory łyk. Przejrzała jego social media i znalazła tam jednego owocka, o którym trzeba było powiedzieć głośno, zanim zaczną wkraczać na niebezpieczne tereny. Bo tak, poczuła delikatnie ukłucie zazdrości — może cytrusy powinny Ci odpowiadać? Klementynki na przykład? — nigdy tak badawczo na niego nie spojrzała, na całe szczęście przyszedł kelner z ich przystawkami. Klementynka. Dlaczego przyszła jej na myśl akurat teraz?
Dziękujemy — uśmiechnęła się delikatnie w stronę kelnera — smacznego Ethan — mruknęła, a sama sięgnęła po swoje tygrysie krewetki. Niby skupiała się na jedzeniu, wzrokiem cały czas spoglądała na Hartleya i jego... arbuza.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niespodziewany ból w łydce sprawił, że mocniej zacisnął szczęki, tłumiąc przeciągłe stęknięcie. Skrzywił się pod wpływem kopnięcia, bo kobieta tym razem miała na sobie szpilki - znacznie twardszą podeszwę niż buty sportowe. Jednak widząc jej uroczy uśmiech jakby nigdy nic, odwzajemnił go. Czy podczas każdej rozmowy, kiedy brakowało jej argumentów, przechodziła do fizycznego ataku?
Biorąc pod uwagę fakt, jak rozpoczynasz grę wstępną, mógłby to być iście fascynujący widok - przyznał z aroganckim uśmiechem, zupełnie nieprzekonany wyglądem aniołka, którego zgrywała. Co więcej, jeśli w trakcie zwykłej rozmowy bywała brutalna, to co działo się, gdy nikt nie patrzył? Jej gorący temperament rozbudzał jego wyobraźnię. Najwyraźniej uwielbiała czuć władzę i sprawczość w wielu dziedzinach życia. Z tym, że w łóżku zwykle to on dominował, więc miał przeczucie, że walka z nią, bez względu na ostateczny wynik, wiązałaby się z ogromną przyjemnością.
Ależ dziękuję za propozycję. Będzie mi niezmiernie miło Ci towarzyszyć - zmrużył nieco oczy z łobuzerskim błyskiem, po raz kolejny przekształcając jej wypowiedź na własną korzyść. Oczywiście na pewno nie miała tego na myśli, ale przekomarzanie się z nią było silniejsze od niego. Mógłby to robić bez końca, a właściwie dopóki nie osiągną odpowiedniego konsensusu. Cielesnego, rzecz jasna.
Tam, gdzie są iskry, w końcu pojawia się ogień - podjął odważnie jej spojrzenie. Jakkolwiek mogła temu zaprzeczać, napięcie i iskry między nimi stale wzrastało, a on zdawał się w ogóle nie bać ognia, przed którym go ostrzegała. - Można przymknąć oko na swoją moralność, gdy dane pragnienie jest tego warte. - A ona była warta wszystkiego. Wierzył, że cały jego wysiłek nie pójdzie na marne, a oboje mogli na tym zyskać. - Nie jedną - uznał, uśmiechając się tajemniczo, gdy przez jego głowę przemknęły mu zasady, o których mówiła w biurze. Zwracanie się do siebie na pan-pani - złamana. Tworzenie między sobą dystansu w relacji przełożona-podwładny - właśnie tę barierę przeskoczyli. Brak zbliżeń i możliwości przyciągania jej do siebie - kwestia czasu. Spotykanie się ze współpracownikiem - to również bez wątpienia dało się złamać. Ambitnie dążył do celu, a wino w jej kieliszku i wzajemne przyciąganie między nimi wiele mu ułatwiało.
To jedna z wielu moich umiejętności - wzruszył beztrosko ramionami. Akurat z Charliem zadziwiająco szybko odnaleźli wspólny język. I choć zaczęło się od rozmowy o Cherry i wzajemnego wybadania gruntu, dzięki rozsądnemu podejściu Marshalla spodziewał się między nimi całkiem fajnej współpracy.
Kiedy znowu zajrzała do telefonu, zaczął dostrzegać problem. - Przekieruj ją do mnie - zaproponował. Skoro chodziło o pieniądze, był odpowiednią osobą do załatwienia sprawy. I może wkupienia się przy tym w łaski kolejnego Marshalla? - Pewnie powinienem się cieszyć, że dajesz mi taką przestrzeń do działania - uznał na jej stwierdzenie o konkretach. - To chyba świadczy o zaufaniu? - dopytał, zdając sobie sprawę, że było zupełnie na odwrót, jednak ciekawiła go jej pokrętna logika. Czy oddanie mu władzy w finansach i przychodzenie tylko z ważnymi sprawami nie uderzało w jej poczucie kontroli?
Och, czyli dasz jej możliwość ponownych ucieczek do mnie, jeśli Pańcia znowu da jej w kość? - przygryzł wargę, starając się nieco zakamuflować ten zadziorny uśmieszek na swojej twarzy. Powinien zostawiać drzwi otwarte? I czy powinien znowu uważać na jakiegoś kuksańca lub kopnięcie pod stołem? Z każdą chwilą przy niej coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że po niej można się było wszystkiego spodziewać.
Na chwilę zatrzymał wzrok na jej uśmiechu, gdy patrzyła na Arniego, szczerym i naprawdę ładnym. Mógł przewidzieć, że wystarczyło pokazać zdjęcia psa, żeby skraść kobiecie serce. Może gdyby wiedział, to zrobiłby to wcześniej? Pewnie nie, wolał nie wyciągać zbyt szybko asów z rękawa. Na jej pytanie wbił wzrok w jej brązowe, magnetyczne spojrzenie. - Zdecydowanie byś się tam nie nudziła - wyznał cicho z powagą. W obecnej chwili chodziło mu po głowie wiele pomysłów. - Mówiłem Ci o podróżach i zatrzymywaniu się, żeby być tu i teraz. W każdym miejscu, które uważam za wyjątkowe, nagrywam dochodzące z otoczenia dźwięki, które potem przypominają mi o miejscach, w których byłem. W jednej chwili mogłabyś się przenieść do słonecznej Toskanii, deszczowej Anglii czy malowniczej Sri Lanki - przyglądał się jej intensywnie, z tej niewielkiej odległości wdychając wyjątkowo kobiecy zapach jej perfum, obserwując miarowe unoszenie się jej klatki piersiowej, niewielkie rozszerzenie się brązowych tęczówek i drgnięcie warg, które już od pierwszego ich spotkania miał ochotę poznać własnymi.
Mówisz, jakbyś sama tego ciągle nie robiła - zaśmiał się cicho. Pobijał ją tą samą bronią. - I tym czymś ma być kieliszek z winem? - Uniósł wyżej brew. Znał o wiele lepsze sposoby, by zająć jej usta. Najlepiej sobą, tu, gorsząc przy tym wszystkich ludzi dookoła. Coraz mniej obchodziła go cała reszta.
Ale to wy stajecie się coraz bardziej konkurencyjni, w Toronto nie macie sobie równych - rzucił komplementem, jakby uważał to za oczywistą oczywistość, po czym ponownie sięgnął ustami szkło, by poczuć w gardle przyjemny smak wina. Starannie przy tym dobierał słowa i uważał na swoje zachowanie, by nie dostrzegła w tym niczego podejrzanego. Technicznie rzecz biorąc przecież mówił prawdę, tak? - To prosta wizja. Dobra praca, podróże po świecie, piekielnie piękna i jeszcze bardziej inteligentna kobieta u boku. - Spojrzał na nią, jej brązowe oczy, opadające niemal na ramiona ciemne włosy, karminowe usta, biel przylegającej do jej zgrabnego ciała sukienki. Tak, mógł mówić o niej. W wizji jego rodziców tak właśnie miało wyglądać jego życie. I gdy tak jej postać odbijała się w jego zielonych tęczówkach, wcale nie miał nic przeciwko temu, gdyż z każdą chwilą naprawdę zyskiwała w jego oczach.
Przez chwilę zbiła go z tropu, błądząc słowami w dwuznacznościach, ale kiedy usłyszał to magiczne słowo, wstrzymał na moment powietrze, nieznacznie rozchylając przy tym wargi. - Czyżbyś przeglądała mój profil, Cherry? - Uniósł brew, a jego usta rozszerzyły się pod wpływem łobuzerskiego uśmiechu. Wyraźnie mu zaimponowała. I była o niego zazdrosna? - Mówisz o Clem, tak? Jest wyjątkowa i zawsze taka pozostanie - wyznał otwarcie. Nie zamierzał tego ukrywać. - To moja niedoszła bratowa. Traktuję ją jak siostrę - ostatecznie wyjaśnił. Ot, cała filozofia. Zawsze byli ze sobą blisko. Clementine już jednemu Hartley’owi serce oddała, więc to w zupełności wystarczyło. Szkoda tylko, że z takim tragicznym skutkiem.
Dziękuję, i wzajemnie, Cherry - uśmiechnął się w jej stronę, zanim wziął do ręki cienki plasterek arbuza, zupełnie ignorując sztućce. Nie odwracając od niej spojrzenia powoli zaczął odgryzać kawałek po kawałku. - Mm, naprawdę fantastyczne danie - zamruczał z uznaniem, wciąż obserwując przyglądającą mu się z uwagą ciemnowłosą. - Jeśli chcesz spróbować, wystarczy poprosić - dodał, uśmiechając się przy tym zadziornie.


Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Prychnęła jedynie krótko, słysząc o grze wstępnej. Widocznie nigdy nie miał dobrej gry wstępnej, skoro rzucał takimi frazesami. Zawsze wygrała. Jedynie raz dała się w pełni zdominować i nie chciała drugi raz zrobić tego samego błędu. Wystarczyło, że go przeprosiła. To było wystarczającą skazą na honorze. Choćby właśnie chciała zedrzeć z niego marynarkę wraz z koszulą, sprawić, że przez krótki moment zamknie usta, to musiała się powstrzymać. Przypominał jej benzynę, wystarczyła jedna iskra, by razem zapłonęli.
Naprawdę myślisz, że wpuszczę Cię do mojego domu? — spytała, zawieszając na nim dość chłodne spojrzenie — to urocze — mruknęła krótko, a na jej twarzy pojawił się prawdziwy, fałszywy uśmiech. Irytował ją ciągłym przeciąganiem linii na własną korzyść. Niby to ona lubiła kontrolować sytuację? Ethan w ogóle nie był od niej lepszy. Prowokował ją na każdym kroku. Miała w sobie sporo emocji, a on był w stanie wyciągnąć z niej te najgorsze. Oczy wręcz jej płonęły, chociaż powoli zaczynała gubić powód, dla którego to robiły.
Kiedy pojawia się ogień, trawi on wszystko, co spotka na własnej drodze — ani na moment nie unikała jego spojrzenia. Patrzyła w niego intensywnie, licząc, że finalnie przestraszy się jej. Im dłużej trwało to spotkanie, tym bardziej zaczynała wchodzić w stan alarmowy. Tyle że nie wiedziała, do czego on dokładnie zmierzał. Zmrużyła delikatnie oczy, czekając na jakąkolwiek jego reakcję. Drgnięcie kącika ust, uniesienie brwi. Wraz z trwającą ciszą coraz bardziej zaczynała poddawać się panującej atmosferze między nimi — kiedy jesteś kobietą, nie na każde pragnienie możesz sobie pozwolić — wycedziła wprost. Ile razy ojciec powtarzał jej, że nie powinna kierować się emocjami. Ludzie przez to coraz mniej brali ją na poważnie, a ona postanowiła na to przystać. Hormony, okresy, ciąże, ktoś taki nie mógł być stabilnym prezesem. Zbyt wiele razy to słyszała, by pozwolić sobie na utratę kontroli — którą najbardziej? — informacje były najbardziej sprawą, którą miała we własnym życiu. Zawsze kierowała się tą zasadą. Dopóki nie znało się pewnego obrazu sytuacji oraz ryzyka, nie można było się decydować na konkretną decyzję. Tylko jego zielone oczy oraz zadziorny uśmiech w ogóle nie ułatwiały sprawy, a wręcz przeciwnie. Na słowa o umiejętności zjednywania sobie ludzi jedynie krótko strzeliła oczyma. Co miała mu na to odpowiedzieć? Irytowało ją to. Jeszcze brakowało, by Cora się z nim polubiła. Jedynie w sojuszu jajników doszukiwała się jakiegokolwiek sensu istnienia. Kto jak nie jej siostry stanie po jej stronie?
Już to zrobiłam — mruknęła cicho, kręcąc głową. Jeśli jeszcze Cora zacznie go uwielbiać, to wybuchnie i stanie obok siebie. Ile razy miała tłumaczyć ludziom, że Hartley miał kurwiki w oczach? Jednocześnie ją przyciągały, nawet jeśli widziała w nich coś, czego powinna unikać — to świadczy o tym, że nie chcę słyszeć twojego jazgotu. Poza tym mogę mieć ludzi od pilnowania Ciebie, nie pomyślałeś o tym? — zagadnęła, przechylając głowę. Zwyczajnie nie chciała go widywać, móc uspokoić własny oddech oraz własne myśli. Sama myśl o zaufaniu mu powodowała w niej oczywisty bunt.
Nie, nie dam. — stwierdziła krótko, choć bardziej niż na jego słowach, skupiła się na jego ustach. Dlaczego on je zagryzał i powodował w niej niemałą chęć ich spróbowania? Jego zielone oczy ofiarowały jej więcej niż była w stanie pojąć. Niemalże czuła, jak chodzi po bardzo cienkim lodzie, by zaraz wpaść pod lód.
Nie podejmuję decyzji, nie znając ryzyka i szans — stwierdziła spokojnym tonem, szczypiąc się jednocześnie w nogę, by jej fantazja nie poleciała zbyt daleko — nagrywasz dźwięki? Brzmisz, jak zboczeniec nagrywający kobiety — musiała zepsuć jego przepiękną wizję. Nie miała zamiaru oddawać mu się za łatwo. Nie chciała mieć przed sobą faceta bez kompleksów, potrafiącego rozmawiać o podróżach w romantyczny sposób. Wystarczył krótki błysk we wyobraźni, a ona niemalże czuła jak pod wpływem jego słów miękły jej kolana.
Znów strzeliła oczyma na to jego odbijanie.
A co innego? — spytała wprost Charity, odkładając przez moment kieliszek. Tyle że im dłużej na niego patrzyła, tym częściej wzrok opadał jej na jego usta. Cholera, coraz bardziej dla niego ginęła.
Przynajmniej umiesz być dobrym pochlebcą — stwierdziła, słysząc o jej rodzinnej firmie. Oczywiście, byli najlepsi na rynku, tyle wystarczyło, by delikatnie urosły jej skrzydła. Problem pojawił się, gdy słyszała drugą wypowiedź Hartleya. Słuchała w ciszy, by finalnie podsumować go w ten sposób — brzmi... przeciętnie — typowe marzenia każdego mężczyzny. Problem był inny. Ona chciała zostać jego kobietą. Musiała wbić mocno paznokcie w swoje udo, by nie rozmarzyć się do końca i by wypowiedzieć te słowa.
Dziwi Cię to naprawdę? — uniosła jedną brew. Zdążył zauważyć jej próbę kontrolowania każdego aspektu życia. Nic dziwnego nie było w skontrolowaniu social medii Ethana. Przynajmniej tak uważała, choć sporo czasu doszukiwała się w nim nieścisłości. Widziała zwierzęta, kobiety, sprawdzała obserwowane zespoły. Zdecydowanie poświęciła mu zbyt wiele czasu, jak na totalnie niezainteresowaną kobietę. I nie mogła powstrzymać się od strzelenia oczami, słysząc o Clem. Aż chciało się jej prychnąć, słysząc o jej wyjątkowości. Chciała podnieść triumf, ostateczna bariera nie do przekroczenia, ale wtedy kompletnie zbił ją z tropu — oh, rozumiem... — stwierdziła, wzdychając ciężko. Ostatni racjonalny argument przeciwko Hartleyowi finalnie upadł. Nie miała żadnego powodu, by unikać jego spojrzeń. W ciszy zabrała się za kosztowanie krewetek, choć cały czas wzrokiem wędrowała ku niemu. On razem z tym arbuzem, momentami wstrzymywała oddech. Wyglądał zdecydowanie zbyt dobrze, a w innym miejscu wyglądałby jeszcze lepiej.
To mnie nakarm, Ethan — nie wierzyła, że naprawdę to powiedziała. Samo wypowiedzenie tych słów sporo ją kosztowało, a proszenie? Nie, to mężczyźni prosili o jej uwagę, nie odwrotnie — naucz się jednego, ja nie proszę ani nie przeprasza, dodała już w myślach. Tyle że Hartleyowi nic nie robiły jego słowa. Za to pochyliła się delikatnie nad stołem, otwierając usta. Czekała wręcz z błyszczącymi oczyma, aż ją nakarmi.
Chcesz trochę krewetki? — spytała, o ile dał jej arbuza.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Drobna poprawka - nigdy wcześniej nie miał takiej gry wstępnej. Żadna nie opierała mu się aż tak długo, jak Cherry, dlatego tym więcej satysfakcji sprawi mu wygranie toczącej się gry i chwilowe jej ujarzmienie. Z każdą chwilą coraz bardziej chciał zasmakować jej ust i wargami pozostawić palące ślady na jej delikatnej skórze. Tlił się w niej płomień, który zamierzał rozpalić do czerwoności.
O ile tam dotrzemy - przyznał, wzruszając przy tym nonszalancko ramionami. Jej słowa mówiły jedno, ale kiedy patrzył w jej oczy, dostrzegał w nich niebezpieczne iskry. Jeszcze wiele mogło się zmienić, a plany ulec zmianie. Chociażby mogli nie zdążyć do mieszkania, gdyby napięcie między nimi stało się zbyt nieznośne, żeby nadal móc się opierać buzującym w nich emocjom. Tylko czy takiej kobiecie nie należało się wszystko, co najlepsze?
Nie boję się podejmować takiego ryzyka - świadczyło o tym odważne spojrzenie, które jej nie ustępowało. Mogła próbować go odstraszyć, ale był zdeterminowany, żeby zdobyć to, czego pragnął. Żeby zdobyć . Albo była to ogromna odwaga, albo czysta głupota, jednak z każdą upływającą minutą uświadamiał się w przekonaniu, że ta gra warta była świeczki. Cherry od początku wydawała się niebezpieczną kobietą i to właśnie go w niej pociągało najbardziej. - Kwestia perspektywy. Tak naprawdę nic ani nikt nie powinien Cię ograniczać - powiedział z pełną powagą. Naprawdę tak uważał. Kobiety od zawsze miały pod górkę w kwestiach, w których to mężczyźni byli zwykle liderami. Patriarchat był mocno przereklamowany. A mizoginizm wręcz niedopuszczalny. Na jej pytanie uśmiechnął się łobuzersko. - Przekonasz się, kiedy to osiągnę. - Czyli możliwe, że już całkiem niedługo. Czasem właśnie ta niepewność była najbardziej ekscytująca. Jakkolwiek by chciała, pewnych rzeczy nie dało się zaplanować lub przewidzieć. Chciał, by dała się temu porwać i przekonać się, czy jej decyzja była słuszna.
Świetnie - stwierdził z zadowoleniem na przytaknięcie odnośnie Cory. Postara się jej pomóc tak, jak będzie to możliwe. I sprawić, że może dzięki temu siostra Cherry jednak trochę go polubi? - Czyli masz na mnie oko? - podchwycił z nieznacznym rozbawieniem. Czyli mu nie ufała, ale schodziła mu z drogi? To zwyczajnie nie trzymało się kupy. - Czemu tak naprawdę mnie unikasz? - zapytał wprost i utkwił w niej zielone tęczówki. Zarzekała się, że jej nie interesował, nie bez powodu też wspominała wtedy o granicach, choć poprzednim razem nie mówił otwarcie o swoim zainteresowaniu nią. To po prostu musiało wisieć w powietrzu.
Ryzykujesz wyłącznie możliwość dobrej zabawy. Nie o to w tym chodzi? - zapytał z uniesioną do góry brwią. Nie negocjowała właśnie kontraktu na miliony, to była prosta kalkulacja. Czego się obawiała? Jej uwaga o zboczeńcu wywołała parsknięcie śmiechem. - Och, akurat w obecności kobiety mój umysł i dłonie zajmują się zupełnie czym innym. - Przez jego twarz przebiegł lubieżny uśmiech. Wtedy skupiał się wyłącznie na doznaniach, własnych i jej. Nigdy wcześniej nie przyszło mu do głowy, by nagrywać odgłosy kochających się ludzi. Choć może to wcale nie był taki głupi pomysł? Prawie jak sekstaśma, ale wpływająca przede wszystkim na zmysł słuchu.
Hmm… - udał na moment zastanowienie, po czym pochylił się nieco do przodu, spoglądając na jej ponętne wargi. - Na przykład mogłabyś je zająć mną - wyznał niższym tonem, po chwili powracając spojrzeniem w jej brązowe oczy, a jego oczy roziskrzyły się pod wpływem zawadiackich ogników. Jeśli tylko chciała, jego wargi i ciało pozostawały do jej dyspozycji. Wyprostował się ponownie na krześle, gdy przeszli do tematu firmy. Uśmiechnął się tylko odrobinę, gdy znów nazwała go pochlebcą, uznając jej komplement.
Yhym. A jak wygląda Twoja wizja? Jak widzisz swoją przyszłość za 10 lat? - Przeciętny facet w tych czasach nie musiał zadowalać się jedną kobietą, zwłaszcza, jeśli mógł mieć je na pęczki. Nie tego jednak od niego oczekiwano. Ethan musiał się postarać godnie zastąpić Michaela i zadbać o swoje nazwisko.
Dziwi mnie, że zrobiłaś to tak szczegółowo - przyznał. Pamięcią próbował wrócić do momentu, kiedy on ostatnio wstawiał zdjęcie z Clem? Może w okolicach świąt, które ich rodziny wciąż razem spędzali? Wcześniej widywali się częściej, bo i łatwiej było o spotkanie, kiedy starszy Hartley wciąż żył. Ale teraz, po jego powrocie, ich kontakt się odnowił. Na jej reakcję nie odpowiedział nic, woląc nie odgrzebywać starych ran. Zajął się więc swoim jedzeniem. Słodkim arbuzem, który konsumował powoli, patrząc na nią z typową dla niego pewnością siebie, a jego myśli mimowolnie stawały się coraz bardziej nieprzyzwoite. Zdecydowanie bardziej wolałby teraz chrupać coś innego.
Jak sobie życzysz, ma cherie - powiedział miękko. Nie musiała dwa razy powtarzać. Pochylił się w jej stronę z wyciągniętym w jej kierunku nadgryzionym przez siebie plastrem arbuza, obserwując, jak różowy miąższ znika w jej ustach i sensualnie porusza wargami, delektując się smakiem. Na moment wstrzymał powietrze, nagle czując przemożną ochotę sam zatopić w nich swoje wargi i przekonać się, czy smakują lepiej, niż ta przystawka. Był więcej niż pewien, że to one będą stanowiły dla niego najlepsze możliwe danie. Pierwsze, drugie i ostatnie.
Na jej pytanie uśmiechnął się przelotnie. - Nie krępuj się. - Był już wystarczająco blisko, by mogła się z nim podzielić własnym posiłkiem. Odsunął pozostały kawałek arbuza na bezpieczną odległość, czekając na jej ruch.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Nie będę cały czas Ci udowodniała, że nie jestem Tobą zainteresowana — stwierdziła finalnie Charity poważnym tonem, wkładając sobie kosmyk niesfornych włosów za ucho. Tyle że nawet ona zdawała sobie sprawę, jak bardzo się myliła. Mogła się oszukiwać, ale nie była w stanie zrobić na to nic. Pociągał ją ten pewny siebie uśmiech, który nawet na krótki moment nie schodził jej z twarzy. Próbowała za każdym razem zbić go z tropu, ale ten upór nawet na niej robił wrażenie.
Pamiętaj, że każde działanie ma swoje konsekwencje — pracowali razem, był jej współpracownikiem, podwładnym. Chciała móc z nim zapłonąć, spalić się w całości, ale wybrzmiewał z jej ust spory problem. Nie wrócą już do relacji, którą próbowała z nim ustalić. Codziennie będą się widzieli, a już teraz oczami wyobraźni widziała, jak samą siebie z nim na wielkim biurko we własnym gabinecie — powiedz to zarządowi. — wycedziła, kręcąc głową. Jako prezeska mogła pozwolić sobie na wiele, ale miała równie wiele ograniczeń obok, których nie mogła przejść obojętnie. Jej dobre imię było dobrym imieniem firmy. To były fakty niepodważalne. Strzeliła oczami. Kiedy to osiągnie? Łamanie jej zasad? Łamanie samej Cherry? Dbała o własne dobre imię, o własną moralność, a przede wszystkim o własny dobrostan. Ten dobrostan powoli zaczynał kierować się w stronę jego zielonych oczu.
Ktoś inny ma, nie ja — wzruszyła delikatnie ramionami. Miała zaufanych ludzi w firmie, a Ethan zdecydowanie do nich nie należał. Ba, wszedł do firmy, jakby należała do jego rodziny. Od ojca nie była w stanie niczego dowiedzieć się o Hartley'ach, irytowało ją to. Może firmie by nie zaszkodził, ale jej tak. Christopher miał sporo problemów przez płeć Charity. Wcale nie zdziwiłoby ją, gdyby mężczyzna siedzący przed nią, pracował dla ojca i zbierał na nią materiały. Tylko te ogniki wydawały się nią bardziej zawładnąć, niż sama by się spodziewała — nie potrzebuję codziennie podnosić sobie ciśnienia, jeśli mam być szczera — idealna wymówka wręcz niepodważalna. Rozpalał ją fizycznie i emocjonalnie. Łatwiej się jej funkcjonowało, kiedy nie zatracała się w tym idealnie, skrojonym garniturze, bujnej, czarnej czuprynie, za którą miała ochotę chwycić. Poza tym jako jedyny zmusił ją do kapitulacji oraz przeprosin, używając jej najczulszego punktu, Koko.
Problem w tym, że nie widzę w tym tylko dobrej zabawy — widziała konsekwencje. Trafienie do jego apartamentu wiązałoby się ze zniknięciem jednego napięcia, a pojawieniem się drugiego większego i bardziej trwałego, od którego nie byłaby w stanie uciec. Wtedy drugi raz by uległa, ale tym razem wręcz na własną prośbę — nie wątpię. — działał na nią. Ten lubieżny uśmiech sprawił, że przez jej ciało przeszły dreszcze. Działał na nią wyłącznie słowami, a gdyby tak... zniknął między nimi stolik mogłoby jeszcze goręcej.
Chciałbyś. — mruknęła widocznie speszona. Nerwowo przełknęła ślinę, a jej wzrok mimowolnie spadł na jego usta. Czy podziałałaby na nią tak samo jak ich właściciel? W próbie zyskania pewności siebie uniosła brodę wyżej. Nie mogła z nim rozmawiać, coraz bardziej się w tym utwierdzała, wraz z każdą sekunda rozbrajał ją jeszcze bardziej.
Northland Power dominuje cały świat — stwierdziła bez żadnego zastanowienia. Oczywiście, ona na czele wielkiego sukcesu. Od jej ostatniego zerwania nie do końca wierzyła w miłość, a rodzina utwierdzała ją, że zakładanie rodziny to same problemy. Łatwiej było zostać pracoholikiem — to mój plan na za dziesięć lat — do którego dążyła krok po kroku. Każdy krok miała starannie zaplanowany, kontrolowała pracowników, a nawet samą siebie. Zaplanowała podbój każdego możliwego rynku i czekała na to, aż dosięgnie celu.
Nie ma o czym rozmawiać — mruknęła, kręcąc głową. Owszem, zrobiła to szczegółowo. Tylko czy to był reseach, czy stalkowanie? Na to odpowiedzi nie znała.
Miałeś mnie tak nie nazywać — przypomniała mu, spoglądając na arbuza. Pochyliła się do niego powoli, biorąc pierwszego gryza. Zamiast niego wolałaby mieć kogoś innego w ustach. Powoli go przegryzła, cały czas patrząc mu prosto w oczy, a po wszystkim oblizała usta. Wyprostowała się i nabrała kawałek krewetki na widelec — proszę — znów się pochyliła w jego stronę, a serce zabiło jej mocniej. Jego perfumy uniemożliwiały standardowe funkcjonowanie. Wpatrywała się w niego jak w obrazek. Po wszystkim krótko odchrząknęła, a kelner przyniósł im danie główne.
I jak? — spytała po pierwszych paru gryzach. Sama nie tknęła żadnego bakłażana, bo na te na talerzu przestała mieć ochotę — smakuje Ci? — czekała w ciszy na jego odpowiedź, po czym sama zaczęła jeść własne danie główne. Mogłoby być inne, bardziej ogniste. Takie jak Ethan.
Pójdę się przewietrzyć, muszę zapalić — stwierdziła, kończąc pieczone bakłażany. Odłożyła sztućce i wyszła. Nie była w stanie znieść panującej między nimi atmosfery. Była gęsta, gorąca, a Cherry wydawało się, że wystarczyła zaledwie jedna iskra, żeby wszystko spłonęło. Jeszcze jeden uśmiech, a byłaby w stanie się na niego rzucić. Działał na nią, a dopiero chłodne powietrze doprowadziło ją do porządku.
Gdzieś na tyłach restauracji na ogrodzie znajdowała się palarnia. Podparła się o jedną ze ścian i wyciągnęła iqosa. Potrzebowała uporządkować myśli, bo... Ethan był jej wrogiem. Pracowała z nim. To od razu skreślało go z możliwości zostania jej niezobowiązującym kutasem. Dlatego uciekła, bo wystarczył moment, a uwierzyłaby w jego piękne zielone oczy.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie musisz - stwierdził krótko, patrząc, jak zawija niesforny kosmyk za ucho, odsłaniając w ten sposób nieco szyję. Nie musiała mu niczego udowadniać, bo i tak domyślał się prawdy. Powoli, acz skutecznie jej bariery ulegały załamaniu i było tylko kwestią czasu, aż Ethan osiągnie to, co zamierzał - spróbować smaku jej ust i rozpalić tlący się w niej płomień. Kierował się już nie tylko odgórną wolą rodziców, ale i własnymi pragnieniami. A ona bez wątpienia stała się jego pragnieniem.
Jakie konsekwencje przewidujesz w tym przypadku? - podchwycił, nieznacznie mrużąc przy tym oczy. Próbowała go ostrzec i zniechęcić jednocześnie, ale powiedział już, że nie bał się podjąć ryzyka. Nie mógł więc się teraz wycofać. I nie chciał, w wyobraźni widząc ich razem, niemal czując na sobie jej dotyk i gorący, przyspieszony oddech. Nie potrafił już wymazać jej z własnych myśli. - Jeśli zajdzie taka potrzeba, nie omieszkam - skinął głową. Stanąć w jej obronie? Nie widział w tym żadnego problemu. Rzadko postępował zgodnie z utartymi schematami, zwykle prowadziła go odwaga i otwartość na wyzwania, co czasem pewnie traktowano jako przejaw arogancji i krnąbrności. Jeśli tylko potrzebowałaby wsparcia, otrzyma go od niego, choćby musiał się komuś sprzeciwić. Po to dla niej był, czy nie tak brzmiało jego zadanie?
Na jej następne słowa tylko uśmiechnął się kącikiem ust. Oczywiście, że nie miała go bezpośrednio na oku, bo przecież osobiście go unikała. Wyznaczyła mu granice, które miały być nie do przeskoczenia. Z tym, że tego wieczoru zaczęły się zacierać, dzięki czemu wreszcie mógł się do niej zbliżyć. Aczkolwiek wciąż przeszkadzał mu w tym nieszczęsny stolik. - Takiego ciśnienia moglibyśmy się z łatwością pozbyć - odparł z wyzwaniem w oczach. Tak, jak białej sukienki, którą miała na sobie. Niezmiernie ciekawiło go, co skrywało się pod tym wiskozowym materiałem. Lepszego sposobu na jej problem nie znał, choć niewykluczone, że pomógłby wyłącznie na chwilę. Co nie przeszkadzało w tym, by próbować dalej.
Tylko co takiego? - przekrzywił nieco głowę, czekając na jej odpowiedź. Czy chodziło jej o rosnące pożądanie, przed którym nie sposób już będzie uciec? Jeśli tak, to doskonale to rozumiał. W tym momencie powstrzymywał go tylko stolik i miejsce publiczne, żeby dać się ponieść rozpalającym się w nim emocjom. Teraz jego umysł i dłonie wolały zająć się Cherry.
Chciałbyś. Gdy się speszyła, kąciki jego ust rozszerzyły się w zuchwałym uśmiechu. Straciła całą argumentację. A on? Oczywiście, że chciał. Jej karminowe usta wydawały się wyjątkowo ponętne, by się im oprzeć. Ale chciał o wiele więcej. Chciał wargami zasmakować ją całą.
To przyszłość firmy, a Twoja? - ściągnął nieco brwi. Nie kupował tego. Można było wciągnąć się w pracoholizm, ale poza pracą istniało również życie prywatne. Interesowało go przede wszystkim, co za dziesięć lat chciała zastać wieczorem po powrocie do mieszkania? To nie mogło pozostać takie płytkie.
Niczego Ci nie obiecałem - zauważył cicho. Ale kiedy obserwował ruch jej warg podczas kosztowania arbuza, mogłaby na nim wymóc wiele i uległby jej, jeśli w zamian pozwoliłaby mu tylko wypieścić swoje wargi. Cholera, kogo on oszukiwał… doskonale zdawał sobie sprawę, że to byłby zaledwie początek tego, co chciał z nią zrobić.
Kiedy nastąpiła jego kolej, wziął do ust krewetkę i niespiesznie zsunął ją sobie z widelca, choć jedzenie było ostatnim, o czym w tej chwili myślał, nie spuszczając wzroku z Cherry, dzieląc z nią tę niemal intymną chwilę. Gdy skończył, zwilżył językiem wargi. - Dziękuję - powiedział z nieznacznym uśmiechem, po czym odchylił się ponownie na oparcie krzesła w momencie nadejścia kelnera.
Trafiłaś w mój gust - przyznał, jedząc swoją kaczkę w słodkim, wiśniowym sosie, choć bynajmniej nie mówił o swoim posiłku. - A jak Twój bakłażan? - Często o nim wspominała tuż przed złożeniem zamówienia. Aczkolwiek biorąc pod uwagę dwuznaczność przeplataną przez cały ten wieczór, chyba najbardziej usatysfakcjonowałoby ją zaserwowanie jej całkiem innego… bakłażana.
Skończyli jeść praktycznie w tym samym momencie. Zdążył jedynie sięgnąć po kieliszek z winem, gdy Cherry wyznała, że wychodzi na zewnątrz. Elektryzujący impuls sprawił, że wypił całą zawartość szkła i wyszedł za nią. Miał szansę, którą musiał wykorzystać.
Starał się zachować opanowanie i zagłuszyć serce dudniące mu w uszach, kiedy z wyczuciem otworzył drzwi palarni. Od razu odnalazł ją wzrokiem. Stała oparta o ścianę, w białej sukience przed kolano i z zamyślonym spojrzeniem sprawiając wrażenie zupełnie niewinnej, filigranowej kobiety. Ale to ona wzbudzała w nim intensywne emocje, które doprowadziły go właśnie do tego miejsca. Tu, gdzie mogli zostać chwilę tête à tête.
Podobno palenie jest niezdrowe - zagadnął z nieznacznym uśmiechem. - Ale rozumiem, potrzebujesz zająć czymś usta. - Skupił na niej swoje zielone spojrzenie, niespiesznie zmniejszając między nimi dystans. Krok po kroku zbliżając się do niej tak, jak zrobił to w biurze. - Nie mną. Bo nie jesteś zainteresowana ani tym, jak bardzo mi się podobasz… - kontynuował, przystając przy niej na wyciągnięcie ręki. Momentalnie wyczuł zmysłowy zapach jej perfum, który zdominował pozostałą między nimi przestrzeń - ….ani jak moje dłonie chcą błądzić po Twoim ciele… - cały czas nie spuszczając z niej wzroku, dłonią przesunął po jej talii, zaciskając palce na jej biodrze, by zdecydowanym ruchem przyciągnąć ją do siebie, a następnie wolną dłonią poprawił niesforny kosmyk włosów za jej ucho, delikatnie muskając przy tym jej policzek - …ani tym, że chcę zbadać Twoją skórę milimetr po milimetrze… - zbliżył się ustami do jej szyi, by podrażnić ją gorącym oddechem, w trakcie drogi do góry niby niechcący muskając ją wargami - …tak jak miękkość Twoich warg… - szepnął jej do ucha i nosem przesunął wzdłuż linii jej szczęki - …i sprawić, że zapłoniesz - mruknął, sam czując coraz większą ekscytację tym, że była tak blisko, a jej tortury zdawały się być również i jego. Ujął jej brodę, by uzyskać do jej ust lepszy dostęp. - A więc powiedz mi, jak bardzo na Ciebie nie działam - ich usta dzieliły milimetry, gdy wyszeptał słowa, drażniąc jej wargi i czekając z coraz większą niecierpliwością na jej reakcję. Bijące od niej gorąco, odurzający zapach perfum i zbudowane między nimi napięcie z każdą sekundą stawały się coraz bardziej nie do zniesienia.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

To nie będzie więcej mu udowadniała. Zgodził się. Czy było tu o czymkolwiek dyskutować? Raz jeszcze spojrzała w jego oczy, próbując odnaleźć w nich jakąś nić zrozumienia. Potwierdzenia, że nie musiała mu niczego udowadniać, ale spotkała się z czymś odwrotnym.
Moglibyśmy nie mieć gdzie pracować, lub umrzeć, gdyby ogień strawił wszystko — wycedziła, uśmiechając się przy tym uroczo. Spróbowała przesunąć wątek na coś mniej dwuznacznego. Musiała uwolnić się od atmosfery, którą można byłoby ciąć nożem. Wystarczyło, że spojrzała przez moment w jego oczy, by zdać sobie sprawę z nieuniknionej porażki. Podobnie jak we własną przegraną z napięcie, nie wierzyła mu w bunt przeciwko zarządowi. Raz próbował podważyć jej zdanie, praktycznie na samym wejściu, a teraz widziała w nim jedynie wroga, który... był niesamowicie gorący. Tylko to kobiety były oceniane przez to, że z kimś się przespały, a nie mężczyźni.
A w jaki sposób, Hartley? — spytała, wpatrując się w niego. W jej wyobraźni powstawały coraz to nowe obrazy. Ethan zajadający się wisienkami, Ethan w jej apartamencie, Ethan głaszczący Koko. Chociaż jedna była zdecydowanie za gorąca, żeby wrzucić ją w środek posta bez hajdów. Zlustrowała wzrokiem jego garnitur, zatrzymując się na rękawie. Naprawdę chciała móc poznać tatuaże, który skrywał pod koszulą, dowiedzieć się, co się znajduje pod spodem. Dotknąć każdego najmniejszego kawałka ciała.
Pułapkę. — coraz bardziej Hartley wydawał się dla niej chodzącym chaosem, wirem powietrza wciągającym Cię do środka. Choćby kusiła ją w całości wizja jego apartamentu, mogłaby się dowiedzieć więcej o wrogu. Poznać jego nawyki, codzienność, wspomnienia, a jednocześnie przekraczającym tę magiczną granicę nie byłoby powrotu. Nie mogłaby mu nie ulegać, zbyt długo pragnęła bliskości, by nie dać się wykorzystywać, za bardzo ufała ludziom, do których się zbliżyła.
To naczynia połączone — rozłożyła ręce, jakby była to najbardziej oczywista oczywistość — jeżdżę po świecie, zwiedzam, załatwiam, a dzieci mojego rodzeństwa mają fundusz powierniczy na całe życie — od ostatniego związku nie widziała siebie ze szczęśliwą rodziną z dziećmi i domem z ogrodem. Taka rzeczywistość zwyczajnie nie istniała. Za to mogła skupić się na jednej sprawie. Było nią Northland Power. Poświęciła mu całe swoje życie, podobnie jak rodzinnym obowiązkom, nie chciała zwalniać tempa, a ewentualnego partnera odczytałaby, jako własną słabość.
Nie mogła ani przez moment oderwać wzroku od jego ust. Z każdą sekundą czuła, że ten stół zaczynał jej przeszkadzać. Ethan był jak zakazany owoc, im bardziej odsuwała go od siebie, tym bardziej chciała go skosztować. Diabeł musiał ją bardzo kusić, zwłaszcza kiedy podsuwała mu krewetkę. Ten krótki moment sprawił, że nie mogła myśleć już o nikim innym. Cała sala restauracyjna zniknęła, a byli jedynie oni. Musiała aż odchrząknąć, kiedy kelner przyniósł im danie główne.
Cieszę się — mruknęła, widząc, jak delektował się wybornym smakiem wiśni. Chociaż mógłby spróbować innej wisienki — wyborny — coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że wolałaby zdecydowanie innego bakłażana. Na pewno nie zaserwowanego na talerzu, a w pościeli jej łóżka przy lekko przygaszonym świetle i bez wielkiego grona obserwatorów. Może właśnie ta myśl spowodowała, że musiała wstać, ochłonąć, bo inaczej spłonęłaby razem z nim. Ze wszystkich emocji nie zauważyła, kiedy znalazł się wraz z nią na palarni. Ledwo wsunęła iqosa do ust, a już spoglądała na niego w świetle ulicznych lamp.
Albo schłodzić atmosferę... — mruknęła, unosząc na niego wzrok. Wtedy już wiedziała, że to był błąd. Mogła jeszcze od niego uciec, ale ta zieleń oświetlona żółtymi jarzeniówkami była dla niej hipnotyzująca. Nie ruszyła się nawet na krok, ręce zwisały jej, a ona czekała, aż Ethan będzie bliżej. Jego słowa coraz bardziej do niej docierały, chciała wiedzieć, jak bardzo mu się podoba. Dlatego uniosła brodę wyżej, nie mogła być jak ofiara, czekająca na atak drapieżnika. Chociaż każda komórka ciała wręcz krzyczała, błagając, by zbadał każdy kawałek jej ciała. Mogła być dumną panią prezes, ale bliskość Hartleya i intensywny zapach jego perfum odbierała jej zmysły.
Wstrzymała oddech, czując jego dotyk. Rozpalał ją, a przechodzący dreszcz po ciele utwierdził ją, że pragnęła wszystkiego. Dłoni błądzących po jej ciele, zbadania skóry milimetr po milimetrze oraz sprawienia, że zapłonie tylko dla niego. Chciała tego, a jego oddech i dotyk odebrały jej resztę rozumu. Przez krótki moment stała w ciszy, czując jego gorący oddech, a odległość między ich ustami stawała się coraz większą torturą.
Robię to, tylko po to żebyś wreszcie się uciszył — odpowiedziała mu, praktycznie muskając jego wargi własnymi. To była ostatnia deska ratunku. Nie zadziałała. Bardzo mocno nie zadziałała. Chwyciła go za koszulę, przyciągając go, by posmakować ust Ethana. Nie muskała jego ust, całowała go z całym ogniem, który czuła, kiedy siedzieli przy stole. Tylko coś biło na ostatni alarm, zrobiła błąd, wiedziała o tym. Odsunęła go dłonią, czując irracjonalny głód. Chciała więcej, ale nie mogła sobie na to, na niego pozwolić. Odchrząknęła cicho.
Jeszcze deser — odpowiedziała, oddalając się od niego o krok. Tylko o jaki deser chodziło? Ethana, czy Panny Cotty? Spojrzała jeszcze raz krótko w jego zielone oczy i chciała wrócić do wnętrza restauracji.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba nie o takim ogniu mówiliśmy - przez jego twarz przebiegł niesforny uśmiech. Musiał przyznać, że zgrabny wybieg przed tematem, który właściwie sama im podsunęła, wspominając o wybuchowym zakończeniu. A on zwyczajnie uwielbiał być wciągany w takie gry. Z każdą chwilą w towarzystwie Cherry coraz bardziej dostrzegał, że ciemnowłosa pogrywała sobie z nim i podsycała ogień po to, by prędzej czy później się wycofać. Zastanawiało go tylko, co było tego wynikiem, gdyż wraz z upływającym czasem nie dało się zaprzeczyć, że między nimi nic się nie działo. Podejmowała grę, łapiąc go za słowa, a więc wzbudzał w niej coraz większe zaintrygowanie tak, jak ona w nim. Czego naprawdę się bała?
Jesteś zbyt bystra, by nie wiedzieć, o co mi chodzi - odparł na jej pytanie. Czy tylko próbowała go prowokować do wyjawienia jej swoich własnych myśli, czy jednak obawiała się usłyszeć zbyt wiele? Czy wolała, żeby mówił do niej bezpośrednio, czy odpowiadały jej te aluzje, a to wszystko było częścią gry? Miał w głowie wiele pytań, które na razie musiały zostać bez odpowiedzi.
Kącik jego ust drgnął nieznacznie, ale nie skomentował jej odpowiedzi. Choć dopiero co sama ostrzegała go przed sobą, tak miała rację - rzeczywiście stanowił dla niej pułapkę. Jej instynkt samozachowawczy działał poprawnie, jednak nadal zamierzał uśpić jego czujność. Gdyby tylko mógł zbliżyć się do niej, poczuć na sobie jej oddech i usta…
Brzmi samotnie - stwierdził cicho. Przyglądał się jej przez chwilę w zamyśleniu. Nie próbował jej osądzać, ale jej wizja zupełnie mu tu nie pasowała. Każdy prędzej czy później dążył do posiadania u boku kogoś, w kim można było mieć oparcie. Jakie wydarzenia z przeszłości sprawiły, że przestała walczyć o własne szczęście? Kolejne pytanie, które rzucił w eter świadomości z nadzieją, że może kiedyś uzyska na nie odpowiedź. Na razie jednak Cherry wciąż robiła przed nim uniki, choćby tą ucieczką do palarni.
Potrzebowała schłodzić atmosferę? Doskonale wiedział, o czym mówiła. Z tym, że atmosfera między nimi była zbyt gęsta, zbyt ognista, żeby tak po prostu zrezygnować z jej potencjału. Rządziło nim wiele emocji, z których pożądanie i ciekawość, co z tego wyniknie, wiodły prym i kierowały jego ciałem, skupiając jego umysł wyłącznie na niej. Z każdym jego krokiem, z każdym oddechem dzielonego z nią powietrza, z każdym dotykiem jej ciała za pomocą dłoni i ust, coraz bardziej zatracał się we własnej grze. Przyciągała go niczym magnes tak, że nie sposób było się jej oprzeć. To, jak pod jego wpływem wstrzymywała oddech, a gorące powietrze odbijało się od niego, drażniąc jego skórę, tylko wzmacniało w nim poczucie, że igrał z ogniem. Tracił dla niej zmysły, a mimo to nie zamierzał przestawać.
Kiedy Cherry przyciągnęła go do siebie za koszulę z uderzającą władczością, z satysfakcją poddał się pocałunkowi, wreszcie wpijając się w jej wargi. Instynktownie położył dłoń na jej karku, a drugą przesunął na jej lędźwie, całkowicie zamykając przestrzeń między nimi. Łapczywie smakował jej ust, oddając się intensywnej pieszczocie z równie ogromnym oddaniem, czując, jak każdym ruchem języka rozpalała go coraz bardziej. Czekał na to cały wieczór, ale wciąż było mu mało.
Dlatego tym większe zaskoczenie poczuł, gdy w końcu się od niego odsunęła. Na kilka sekund zastygł, próbując zarejestrować, co się stało, przez co udało jej się nieco zwiększyć między nimi dystans. Nie odrywał od niej wzroku, starając się wyrównać oddech po intensywnym zbliżeniu. Nie mógł jej pozwolić, żeby znów mu uciekła.
Jedynym deserem, jakiego chcę spróbować, jesteś Ty, Cherry - odparł z błyskiem w oku, przyciągając jej ciało ponownie do siebie tym razem obojgiem ramion, żeby już mu się nie wyrwała, tym samym wpadając na jej usta, by znów poczuć je na własnych. Jednocześnie naparł na nią własnym ciałem, przyciskając ją plecami do ściany i dłońmi zaczął wodzić od jej karku, przez plecy, aż po pośladki, zaciskając na nich raz po raz palce, by podsycić płonący w nich żar. W międzyczasie próbował też nasycić się jej wargami, choć jej bliskość i gorący oddech jedynie wzmagały w nim apetyt. W pewnym momencie jego gorąca dłoń przesunęła się po jej udzie, odnajdując zakończenie jej sukienki i wsunął palce pod materiał. Całą sobą doprowadzała go do szaleństwa, a on pragnął spełnić każde ze swoich słów.

Cherry Marshall
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”