-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Za to była nieco zaskoczona ilością pytań Charity i Charlesa o lamy. Zachowywali się jakby żyli od wczoraj i byli nieogarnięci jak żyć.- Przyjąć, dbać i kochać?! Jak o każde zwierzątko!- żachnęła się, bo nie rozumiała ich pytania i takiego przeżywania, że dostali po zwierzątku. Mieli warunki i przestrzeń, żeby zapewnić im wszystko co najlepsze.
Dobrze, że przynajmniej porządne imiona im nadali!- Blair, masz rację! Bardzo ładne imię - przytaknęła głowa wyobrażając już sobie jak będzie się zwracać do synka. - Leokadia również, ale właśnie! Czy imiona nie powinny być na C tak jak nasze?- bo może to była tradycja rodzinna, którą należało utrzymać? Cora akurat w tej kwestii nie chciała odbiegać od reszty, bo było to coś unikatowego u Marshalli.
- Luz Charlie, robiłam ostatnio test i były tylko dwie kreski, więc w takim razie to tylko bliźniaki- machnęła na niego ręką nawet nie spoglądając na niego, a przeglądając menu. - Na jaką farmę?!- teraz podniosła głowę i spojrzała w przerażeniu na brata. Czy on już chciał oddać Machiavellego?!
- Nie, zaraz będzie kolejny prezent. Nie wszystko naraz Cherry- przesłała buziaka w powietrzu siostrze i gdy kelnerka zabrała od nich zamówienie, to blondynka uznała, że to moment na niespodziankę numer trzy.
Włożyła palce do ust i… zagwizdała aż wszyscy kelnerzy się na nią obejrzeli. Po chwili jednak z zaplecza wyjechał jeden z nich z wielką drewnianą skrzynią, z którą się zatrzymał tuż przed bliźniakami. Otworzył wieko, a w środku okazały się butelki z winem i whisky - wszystkie ten sam rocznik, co Cherry i Charlie. Dodatkowo jeszcze wisiał dokument potwierdzający, że kupiły dla nich własną winiarnię we Włoszech. Te to miały rozmach, co nie?! - Może chociaż ten prezent docenicie stare pryki- dodała śmiejąc się trochę z rodzeństwa.
Blair Mayfield
Charlie Marshall
Cherry Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Przepychanki między rodzeństwem odnośnie tego, kto pierwszy wyczołgał się na świat, zdawały się już nie robić na nich wrażenia. Uwagę Mayfield bardziej przykuły słowa Cory i to był ten moment, w którym miała problem w odróżnieniu jej żartu od oznajmienia nowiny. — Ty tak na serio? — rzuciła w kierunku najmłodszej Marshall, oczami wyobraźni widząc, jak niedługo będą otwierać przedszkole, aby zająć się… nowymi nabytkami. — One mają swój domek na farmie pod Toronto, mogą tam mieszkać, ale musicie je też odwiedzać i dbać — potwierdziła, bo w końcu gdzieś były przypisane; nie miały w książeczce wpisanych ich adresów, choć bez wątpienia imiona i nazwiska swoich właścicieli. — I w gruncie rzeczy, mogłabym sobie wyobrazić go na naszym dywanie. Przykro mi by było, gdyby go zadeptał, ale teksturą i kolorem całkiem wtopiłby się w otoczenie — stwierdziła, mierząc spojrzeniem Machiavellego i doszła do wniosku, że był naprawdę w podobnym odcieniu co wspomniany dywan. Może jednak byłby dobrym współlokatorem? Niestety nie brała go pod uwagę jako kolejnego domownika, już wiedziała, że zakłócałby spokój w ich mieszkaniu i poodrywałby frędzle z puchatych poduszek na kanapie.
Przez chwilę nawiązała kontakt wzrokowy z Corą; to był dobry moment, żeby dać prezent, który w jej mniemaniu był pewniakiem. Z pewnością przypadnie im do gustu bardziej niż lama, aczkolwiek Blair była przekonana, że nie doceniają jej potencjału w stu procentach. Drugi prezent przynajmniej da im wymówkę na bliźniaczy wypad, gdzie nieco odetchną od pracy. Choć czy wycieczki na farmę do ich lam też nie były dobrym powodem na wyjazd?
Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— To lamy, a nie dzieci Cora — stwierdziła, strzelając oczyma. Lamy co prawda zostaną członkami rodziny Marshall, ale bez przesady. Nawet Koko nie była Coco, a to była wręcz prawdziwa córeczka Cherry. Ukochana z kokardką i czekającą w apartamencie na własną panią. Jej by dała imię na C, a nie tak ogromnym zwierzakom.
— Badanie rynkowe posłużyłyby naszej firmie — mruknęła do Charliego, wywracając oczyma. Nienawidziła spóźnień. Uważała to za stratę pieniędzy, to była jedna z lekcji, którą jeszcze bardziej podkreślił jej były — czas to pieniądz — stwierdziła, delikatnie wzruszając przy tym ramionami. Co mogłaby powiedzieć więcej?
— Firmy bym Ci nigdy nie oddała braciszku, ale zamówienia robisz najlepsze — zacmokała najstarsza i wpatrywała się z uśmiechem we wszystkie dania wjeżdżające na stół. Uśmiech na twarzy stawał się odrobinę większy wraz z każdą sekundą.
— Blair, to zrób mi zdjęcie waszej lamy na dywanie — odparła bez większego zastanowienia do przyjaciółki. Chciałaby móc to zobaczyć, a zwłaszcza minę brata, gdy zwierzak postanowi postawić klocka. Cassie też by pewnie ze śmiechu aż umarła.
— Chyba czas zacząć modlitwę do jakiegoś prezentowego boga — westchnęła ciężko Charity, nie wyobrażając sobie kolejnej niespodzianki. Czy tym razem zamiast lam wjadą karaluchy? Bo Cherry i Charlie to prawdziwe pasożyty w życiu Blair oraz Cory? Nie wiedziała, czego się spodziewać, aż złożyła dłonie, a kiedy blondynka klasnęła, to cała się wyprostowała.
— A to zdecydowanie doceniam — oczy jej błyszczały, a uśmiech nie chciał schodzić z twarzy. Aż wstała, by przytulić młodszą siostrę — jesteś najlepsza Cora, ty też Blair — dodała, by w końcu wzrok padł na brata — to co Charlie? Kiedy robimy wycieczkę? — tylko ona i on. Jak w łonie matki.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Blair Mayfield
Cherry Marshall
Cora Marshall
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
I wyobrażając sobie lamę na tym milusim marokańskim dywanie u Blair i Charliego, aż się rozmarzyła. - Mi też wyślij ich fotkę! Może powinniście do ich domku sprawić taki dywan?- przecież nawet ich zagroda mogłaby być stylowa jak życie wszystkich Marshalli ! Nieważne jaka płeć I wiek, a także gatunek jak widać. Chociaż Cora miała przez chwilę moment, że myślała, że ich rodzina się zaraz powiększy. Jak widać, że Charlie z tego powodu nie skakał z radości. - Spokojnie, to tylko żarcik- zaśmiała się tak jak z jego testu na covid.- Dwie kreski oznaczają ciążę i niekoniecznie musi być ona bliźniacza. Lekarz powiedział, że prawdopodobnie to będzie tylko jedno dziecko, ale nie wiemy jeszcze jakiej płci- wyjaśniła bratu najspokojniej jak umiała. Jak widać, tylko on i Blair się przejęli nowina, że zostaną ciocią i wujkiem.
Lecz kiedy uśmiechnęli się w końcu na widok kolejnych prezentów, to blondynka odwzajemniła ich podziękowania w formie uścisków. - Ciesze się, że chociaż z tym prezentem trafiliśmy w Wasze gusta- bo jak widać byli dosyć wybredni, więc cieszyła się razem z nimi, a przy tym zaczęła już jeść , bo umierała z głodu.
Blair Mayfield Cherry Marshall Charlie Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— To tylko dywan — rzuciła, będąc w stanie dyskutować w tym temacie i postawić na swoim. Może nie tu, może nie teraz, choć wątpiła, aby wrócili do tego bezsensownego tematu w domu lub kiedykolwiek. — Zdjęcie może dostaniecie, choć nie obiecuję, że na dywanie z maroka. Albo stanie obok niego — stwierdziła, bo humor jej się trzymał, w porównaniu do bliźniaków. Cherry zaczynała luzować, jednak obecność lam nie działała na korzyść Charlesa. Położyła mu dłoń na kolanie, zwracając na siebie jego wzrok, a sama nieco łagodniejszym spojrzeniem sugerowała mu, że żartowała.
Zapowiedź kolejnego prezentu przyszła wręcz idealnie, akurat ten podarunek był bezpieczną opcją — w końcu wszyscy zgromadzeni tutaj lubili wino, a posiadanie własnej winiarni było luksusem, którego nikt by nie odmówił. Dlatego cieszyła się, że choć część ich wspólnego prezentu przypadła im do gustu w stu procentach. Choć nie skreślała lam, była przekonana, że z czasem i do nich się przyzwyczają! — Modlitwy zostały wysłuchane — zaśmiała się na komentarz Cherry. — Oby służyła wam przez długie lata. — Zwłaszcza w chwilach odpoczynku i upamiętniania, że zawsze mieli siebie. Posiadanie bliźniaka wiązało się z o wiele większą więzią niż z całą resztą rodzeństwa. Wzniosła kieliszek, dołączając się do tego toastu — pierwsza część akceptacji nowych zwierzaków. Teraz można było na spokojnie zacząć jeść zamówione pyszności.
Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— Nie nazwę tak dzieci — zaprotestowała ostro Cherry, mierząc Corę chłodnym wzrokiem. Dla niej takie kwestie w ogóle nie istniały. Wolałaby się wypruć, umrzeć, niż nazwałaby w ten sposób dziecko. Zresztą... ona czuła w środku, że to będzie chłopiec. Jeżeli spotka odpowiedniego mężczyznę, to musiał być chłopiec.
— O jakich dwóch kreskach rozmawiamy? — spytała zaciekawiona, przechylając delikatnie głowę i marszcząc przy tym brwi. To ją wyrwało i patrzyła raz na Corę, raz na Charliego. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, wyraźnie czekała na wyjaśnienia.
— Daj spokój Charlie, przecież są takie słodkie — zacmokała Charity, uśmiechając się szeroko. Mała zemsta na bracie bliźniaku zawsze była wskazana, nieważne co by się działo, uwielbiała wbijać mu szpileczki — koniecznie na dywanie z Maroka, Blair — zaraz puściła jej oczko. Naprawdę na to liczyła. Mała zemsta. Może Blair, patrząc na to, co się stanie, powinna to zrobić? Utrzeć nosa Charliemu.
— Jesteście niesamowite — stwierdziła z wielkim uśmiechem Marshall, patrząc to na jedną to na drugą. Winiarnia była jej małym spełnieniem marzeń teraz tylko zostało zatrudnienie odpowiednich ludzi, którzy się nią zajmą pod ich nieobecność — zdecydowanie będzie, oby tylko Charlie zamiast wiceprezesa wielkiej korporacji nie chciał zostać prezesem winiarni — parsknęła Cherry, bo byłaby w stanie w to uwierzyć. Stworzyłby wielką, włoską sieć najlepszych i najdroższych win. Jakoś byłaby w stanie w to uwierzyć.
Uniosła kieliszek ku górze, kiedy wznieśli toast. Upiła delikatnego łyka, a zaraz uśmiechnęła się szerzej.
— Dziękuję, to piękne Charlie — rzuciła i zaraz przytuliła się do brata. Czas na jej wielką niespodziankę — Cóż... — chciała z tym poczekać na osobności, ale... chyba nie było na co — mój prezent nie będzie taki drobny — raczej płaski, gruba teczka, którą przekazała bratu — proszę, to akt własności willi na Teneryfie. Niedługo wyślę Cię tam na podróż służbową, więc przyda się — puściła mu oczko. Cherry lubiła praktyczne prezenty, a skoro miała go tam wysłać, by podpisał jeden z ważniejszych kontraktów... to niech mu się powodzi.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Cherry Marshall
Cora Marshall
Blair Mayfield
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przysłuchiwała się tej rozmowie o łamach i dywanie z Maroko za bardzo już nie wiedząc o co chodzi. Czy w ogóle ktokolwiek mógł wejść na ten unikalny dywan w ich domu? Czy wszyscy chodzili wokół dywanu, aby nie naruszyć tego ręcznie tkanego włosia?- Lamy są prezentem i macie o nie dbać jakby były Waszym dzieckiem! My z Blair nie będziemy im potem terapii opłacać- wystarczyło, że one wybuliły niezły hajs na te lamy. To przecież niemały prezent! Nie mówiąc już o winach i winiarni. Cora naprawdę sporo nadszarpnęła swój budżet. Najwyżej przez kolejny miesiąc będzie żyć o chlebie i wodzie. Albo zacznie wyżerać jedzenie z lodówki Cherry. Może jednak z lodówki Charliego, bo Cherry ją pogoni, a u brata to chociaż Blair się za nią wstawi. Na razie jednak korzystała, że była w restauracji i pewnie solenizanci płacili, więc zajadała się krewetkami, gdy Charity i Charles wręczali sobie prezenty. Pióro ją niezbyt obeszło, sama miała znacznie lepszy ołówek z dzwoneczkiem, ale dom?! - Ale czad! Też chcę dom na urodziny!- aż pisnęła klaszcząc w dłonie z radości. Tak, też chciała taki prezent! I miała nadzieję, że kiedyś się takiego doczeka.
Blair Mayfield Cherry Marshall Charlie Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Cieszy mnie ten uśmiech, trzeba było tak od razu — rzuciła rozbawiona, na uciechę bliźniaczki jej narzeczonego. Z pewnością i po chwili czasu, i lama ją tak właśnie cieszyła! Czy nie był to piękny zestaw? Włoska winiarnia i milutkie zwierzątko; idealny zestaw antystresowy dla głów międzynarodowej firmy. Nie dziwiły jej już potencjalnie wspólne plany biznesowe, niektóre zachowania dziedziczyło się we krwi. Może obydwoje wyssali to z mlekiem matki?
Cherry swoim prezentem zrobiła furorę, był to dobrze trafiony prezent, choć przypadku tu nie było. Wieczór był miły i zdecydowanie mijał zbyt szybko, w akompaniamencie dobrego jedzenia, drinków i śmiechów najbliższych. Czasami żałowała, że nie można było zatrzymać czasu na jedną, dłuższą chwilę. Doceniała takie spotkania, choć nie zawsze udawało im się zebrać i beztrosko posiedzieć, skoro każde z nich miało zaplanowane dni w kalendarzu. Tym bardziej czuła wdzięczność, za wszystko co miała, zwłaszcza za bliskie relacje, które były najważniejsze. W końcu z taką ekipą można wydostać się z niejednego bajora. Jedno było pewne, Blair miała nadzieję, że każde ich urodziny będą w tak cudownym towarzystwie jak dziś — oczywiście, łącznie z lamami, jako nowymi członkami rodziny!
/zt x4
Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall