Nie planowała przyjeżdżać aż do Guildwood. Ale skoro już tu była, to musi skorzystać z okazji. Może tutaj uda jej się porządnie pooddychać? Albo zobaczyć coś ciekawego? Oby, bo inaczej ją popierdoli do reszty. Ruszyła na oślep przed siebie, nadal bez żadnego planu. Na pewno zrozumie, że dotarła do celu, gdy po prostu go zobaczy.
Zatrzymała się przy metalowej drabince prowadzącej na dach. To chyba był jakiś sklep z pasmanterią. Na pewno nie miała ochoty wchodzić do środka, więc może po prostu wdrapie się na górę? Tak, to brzmiało interesująco. Dotknęła zimnych szczebli. Nie były śliskie, nie powinna zrobić sobie krzywdy. A zresztą! To wcale nie było tak wysoko, co najwyżej dwa piętra. Może półtora? Z góry też trudno było jej to ocenić. Przeszła po płaskim dachu, szukając na nim czegoś, na czym mogłaby zawiesić oko. Metalowe kominy nie wyglądały interesująco. Walające się w kącie niedopałki i butelki były jeszcze gorsze. Westchnęła ciężko i już chciała schodzić, kiedy jej wzrok przykuł zakład pogrzebowy. Budynek stojący na przeciwko miał w sobie coś, czego nie była w stanie jeszcze zidentyfikować. Może to przez to, że patrzyła na niego z tej perspektywy? Trochę jak nieboszczyk w połowie drogi. A to był już calkiem niezły pomysł.
Bez strachu usiadła po turecku na brzegu dachu tak, by mieć dobry widok na wejście do zakładu. Wyjęła z plecaka szkicownik. Przerzuciła kilka rzeczy, by odkryć, że nie wzięła ze sobą ołówków. Wymamrotała kilka przekleństw, zanim dokopała się do długopisów. To jej musi wystarczyć.
Zaciągnęła się papierosem, przyglądając się niedokończonemu rysunkowi. Dodała widokowi nieco uroku, dorysowując postaci wnoszące do środka trumnę. Poszerzyła trochę drzwi, bo nie była pewna, czy w tych przednich trumna w ogóle by się zmieściła. Drzwi od zewnątrz niezręcznie przytrzymywał jakiś mały chłopiec. Całość była surowa, ostre kreski mocno osadzały rysunek w gęstej rzeczywistości. Czegoś tu jeszcze brakowało i nie chodziło tylko o szlify końcowe.
— No weź mnie zostaw, nie mam żadnego żarcia — mruknęła do mewy, która usilnie próbowała ją zaczepiać, krążąc dookoła. Dawno by jej coś dała, ale naprawdę nie miała czego. Machnęła szkicownikiem, chcąc przestraszyć ptaka. Problem w tym, że mewa wpadła na podobny pomysł. Trzepnęła skrzydłami, zaskakując tym River. Notes wypadł jej z rąk i poszybował w dół, o mało nie uderzając w łeb jakiejś dziewczyny stojącej obok wejścia.
— Kurwa mać. — Westchnęła krótko, wsuwając długopis do kieszeni. Wyjęła papieros z ust. Wsunęła między wargi dwa palce i gwizdnęła głośno, chcąc zwrócić na siebie uwagę stojącej na dole brunetki.
— Ej! Nic ci nie jest? To nie był atak, możesz mu zaufać. Trafiłabym, gdybym chciała — zawołała głośniej w jej stronę i machnęła ręką, żeby dziewczyna na dole nie miała żadnych wątpliwości, że głos słyszany z góry, to tylko Cross, a nie wzywające ją bóstwa.
— Dasz radę mi go odrzucić? — dodała, gasząc papieros o beton obok siebie. Jeśli nie będzie musiała od razu stąd schodzić, to tylko lepiej dla niej. Przecież jeszcze nie skończyła.
Ruelle I. Prescott