Pozwoliła sobie na życie w bajce, na te kilka chwil zamknęła się wraz z Alexem w tej małej bańce tylko po to aby poczuć coś więcej, nie... aby poczuć coś innego. Co dokładnie? Delikatne szczęście, które było jak cienka tafla lodu, która pod wpływem ciepła ich opuszków lada moment zniknie. Spokój, który przychodził wraz z zachodem ciepłego hawajskiego słońca. Dla uczucia wolności i beztroski, której oboje nie mogli poczuć we wczesnych latach swojego życia. I najpewniej dla wielu innych uczuć i emocji, których sama Maddie nie umiała nazwać i określić. Blondynka widziała jak patrzył na nią Hall, jak swoimi ciemnymi oczami, w których zawsze świeciły niebezpieczne iskierki wodził po jej twarzy, jak spoglądał w oczy zdecydowanie za długo niż tak naprawdę wypadało. I wiecie co? To było spojrzenie, które trzeba zapamiętać do końca swojego życia i o trzy dni dłużej.
- Chciałeś powiedzieć o własny interes, który ma nadzieję dzisiaj zacumować w Hawajskim porcie. - parsknęła wywracając oczami. Przy nim wszystko przychodziło jej łatwo, zdecydowanie zbyt łatwo. Blondynka od zawsze umiała pyskować, ale zazwyczaj chodziło tylko o pyskówkę, teraz przy tym facecie...Japierdole przepadła jak jakaś głupia gówniara.
Doskonale pamiętała tą obietnicę, którą jej złożył tamtego wieczoru w jej apartamencie. Ostatnio ona się przed nim otworzyła, widział ją w jednym z najgorszych momentów jej życia z czego w dalszym ciągu nie była zadowolona. Chciała wiedzieć więcej, chciała wiedzieć jakie ma problemy, chciała mu pomóc w jakikolwiek sposób, ale ten wyjazd nie był miejscem na to wszystko. To miał być miły przerywnik i sama Mads nie miała zamiaru niczego spierdolić. I żadnej ewentualnej komecie spadającej na wyspę, czy erupcji wulkanu na to nie pozwoli. Nie i chuj, kropka.
- Mhm... - zamruczała cicho korzystając z tego, że była w jego ramionach nachyliła swoje usta nad jego uchem.
- A zasłużyłeś? - odpowiedziała pytaniem na pytanie odsuwając się od jego twarzy na taką odległość aby widzieć tą jego, uniosła brew w górę i zagryzła delikatnie swoją dolną wargę. Może zaskoczy to wielu, ale Mads striptizu jeszcze przed nikim nie robiła, nawet do bielizny, a co dopiero do golaska. I to nie tak, że się wstydziła (bo czasami bywało tak, że ubierała na siebie zdecydowanie mniej), ale po pierwsze nikt nigdy jej o to nie prosił, po drugie nie było dla kogo, o. Także jeśli to miał być ich wspólny pierwszy raz to idzie w to jak w dym.
- Moje łóżko jest Twoim łóżkiem, Twoje jest moim, tak to chyba szło, nie? A nie czekaj, pojebałam przysłowia, chodziło mi o su casa es mi casa. Prawie to samo. - rzuciła, a kąciki jej ust wykrzywiły się w łobuzerskim uśmiechu. To była prawda, nie musiał jej tam zaciągać, bo szybciej do niego wejdzie niż nawet Alex o tym pomyśli. Większy problem będzie miał z wywaleniem jej z niego, tak samo jak ze swojego własnego życia. Bo jak Madison Lennox wchodziła to całą osobą i była trochę jak taki brokat, niby się go pozbywasz, a jebaniec i tak jeszcze gdzieś świeci i kuje w oczy. (Porównanie jej do brokatu były zdecydowanie lepsze niż do takiego starego grzyba na ścianie, który po polaniu milionem preparatów i tak wraca, a Maddie nie ma nic wspólnego z grzybem, szczególnie wizualnie, bo trująca owszem jest, haha.)
- Już się uzależniłam, jestem jak pieprzony narkoman. - wyznała cicho i ze szczerością w głosie. Takie uzależnienie było o miliony razy lepsze niż te tabletki, które w złych momentach łykała jak najlepsze na świecie cukierki. I nie przesadzała, uzależniła się od jego dotyku, spojrzenia i głosu, który działał na każdy nerw w jej ciele. Było to pojebane, bo Lennox nie potrafiła rozumieć jak bardzo może działać człowiek na innego człowieka, nie miała zamiaru jednak tego rozkładać na czynniki pierwsze. Bo było to dobre uzależnienie, o ile takie może być.
Kiedy bosymi stopami dotknęła zimnej podłogi instynktownie i z czystego przyzwyczajenie przyległa swoim ciałem do jego, własnymi biodrami do tych Alexa sprawiając, że jakakolwiek przestrzeń zniknęła, tak jakby bała się, że chociaż delikatna dziurka między ich całami mogłaby ich rozdzielić. Z jej ust wyrwało się ciche westchnienie, w którym skrywało się czyste pożądanie wymieszane z zadowoleniem.
- Po warunkiem, że ta wieża będzie na wysokości Twojego mieszkania. - bo halo, bardziej niż zamknięcie przerażała ją wysokość takiej wieży, a oglądała roszpunkę i widziała jak wysoko mieszkała i aż nie wiedziała czy szumiało jej w głowie od tego obrazu czy jego ciepłego ciała. Trochę z niej hipokrytka też, bo mieszkała na najwyższym piętrze jednego z apartamentowców w centrum Toronto, ale do okien nie podchodziła, podziwiała z daleka.
Słysząc jego parsknięcie wywróciła oczami i delikatnie pokiwała głową na boki.
- Rozmawialiśmy o tym, to my kobiety wygrywamy, po prostu pozwalamy wam myśleć, że jest inaczej. - odpowiedziała niemalże od razu, w jej tonie głosu nie było słychać zdenerwowania, raczej się z nim droczyła. Od zawsze kobieta była głową, a facet tylko szyją! I to nawet ponoć jacyś naukowcy tak stwierdzili, a im się ufa.
Nie ruszyła się z miejsca, obserwowała najlepszy widok w swoim życiu... Jego. Szczególnie kiedy ściągnął swoją koszulkę, a Mads mogła podziwiać jego dobrze zbudowaną klatkę piersiową, a nawet plecy kiedy odwrócił się do niej tyłem. Dostrzegając ostatnie rysy swoich własnych paznokci na jego skórze zagryzła delikatnie dolną wargę.
- Kurwa, jesteś naprawdę niemożliwy. - rzuciła zaskoczona, serio była w szoku bo takiego komplementu z jego ust się nie spodziewała, albo może powinna się spodziewać tylko była w szoku? Chuj wie, ale mogła być dla niego nawet i statkiem kosmicznym, byleby była jego.
Chyba nieświadomie robiła dla niej show, które ona miała zrobić jemu, ale nie mówiła tego głośno, zachowała tą myśl dla siebie, obserwowała, chłonęła widok jego ciała i w głębi duszy skakała jak mała dziewczynka.
- Pod warunkiem, że na jeden mój Ty wypijesz cztery. - nie miała zamiaru szybko tracić filmu, a czysta to było zabójstwo, z resztą... Miała pewną fantazję, chciała zobaczyć go bardziej pijanego od siebie. Dziwne pragnienie, prawda? Ale chciała, sama nie wiedziała jeszcze po co.
Kolejnym pytaniem zbił ją trochę z tropu, zmarszczyła brwii.
- Grzeczne dziewczynki nie grają w karty, chyba, że mówisz o pasjansie albo uno, to tak. - wyznała zgodnie z prawdą, nikt jej nigdy nie nauczył gry w pokera, ojciec twierdził, że powinna trzymać się od tego z daleka bo takiej damie jak ona nie wypada, a rodzeństwo nigdy nie miało czasu ją nauczyć. Trochę przykre...
Schyliła się i zgarnęła w ręce jego mokre ubrania, które rozrzucił po pomieszczeniu niemalże jak dziecko, kiedy się wyprostowała ciemnowłosego już nie było, ale doskonale słyszała jego krzyk. Skierowała się w stronę jego źródła i zatrzymała się przy jedynych drzwiach, których jeszcze nie otworzył.
- To nie będzie gra fair, ale zgadzam się. - bo może i nie znała zasad, ale była sobą, doskonale umiała je obchodzić i ignorować, miała swój własny plan.
- A co do łazienki to jest w sypialni. - dodała i wolną dłonią chwyciła za klamkę, nacisnęła ją i pchnęła drzwi do wielkiego pokoju gdzie po środku stało łóżko, pokój był z widokiem na przepiękną zieleń i ocean. No i nie zapomnijmy o wielkiej otwartej łazience gdzie z wanny czy oszklonego prysznica widać było nie tylko widok za tarasowymi drzwiami, ale również łóżko. Które było idealnym punktem obserwacyjnym. Madison weszła do pomieszczenia głębiej, ubrania Alexa rzuciła gdzieś na kafle tuż przy łazience i sama pozbyła się własnej koszulki, która wylądowała w tym samym miejscu.
- Chcesz mi może pomóc? - zapytała słodko odwracając się do niego przodem i wzrokiem kierując go na swoje własne mokre szorty, które dalej miała na zgrabnym tyłku.
- Chyba zamek się zaciął od tej słonej wody. - rzuciła i zabawnie poruszała brwiami.
I to są momenty, krótkie chwile, które zostaną z nimi już zawsze.
my little love