ODPOWIEDZ
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wakacje to było coś czego potrzebowała, czego tak naprawdę potrzebowali oboje, ona i Alex. Po wielu upadkach ich relacja w końcu zaczęła szybować w górę, nie do końca wiedziała jeszcze na czym tak naprawdę stoi, ale nie było jej to potrzebne do szczęścia. Przynajmniej teraz. Chciała spędzić z nim czas, przyjemnie i z dala od wszystkiego i wszystkich, tym bardziej, że z buciorami do jej życia wrócił Williams, a to zwiastowało tylko i wyłącznie kłopoty. Na ten wyjazd Maddie miała jechać z przyjaciółką, ale ta w ostatniej chwili zrezygnowała, mogła zabrać Corę, ale ona ostatnio jak dzikus się zachowuje i Lennox bała się, że poleci w dżunglę, znajdzie małpy i zostanie z nimi. I to wcale nie tak, że Alex był jej ostatnim wyborem, był pierwszym, ale nie wiedziała jak się do tego wszystkiego zabrać. Japierdole, śmiesznie to brzmi, Madison Lennox nie wiedziała jak zaprosić faceta na wakacje, niesłychane. Co ten facet z nią wyprawia. Koniec końców udało się, ciemnowłosy nawet ogarnął sobie w pracy wolne, a kilka dni później spotkali się na lotnisku. Lot nie był wcale taki straszny jak myślała, tym razem nie bała się wysokości, nie musiała opróżniać całego zapasu alkoholu jaki mieli na pokładzie, wystarczyły jej tylko ramiona Halla, w których zasnęła i obudziła się kilka minut przed lądowaniem.
Ich rajem na ziemii były Hawaje, a konkretniej wyspa Maui i mała willa nad samą plażą, z dala od głównych dróg, z pięknymi i zapierającymi w dech piersiach widokami. - Witamy w raju! - rzuciła rozweselony kiedy zostawiła swoją walizkę tuż przy wejściu i weszła głębiej do domu, przeszła przez hol i stanęła w dość dużym salonie z otwieranym tarasem gdzie za oknami znajdował się basen, a tuż za nim wejście na prywatną plażę i piękny ocean. Było rano, ale kompletnie nie czuła zmęczenia, wręcz przeciwnie, miała sporo siły! - I jak Ci się podoba, Hall? - zapytała z szerokim uśmiechem na ustach patrząc na niego przez chwilę, a potem niczym szczęśliwe dziecko podbiegła do tych drzwi tarasowych i otworzyła je szeroko zaciągając się cudownym morskim powietrzem. Energia była zdecydowanie inna, wszystkie swoje obawy, zmartwienia i to co jej ciążyło zostawiła za sobą, w Toronto. Obiecała sobie również, że ten wyjazd będzie przyjemny i przywiozą z niego tylko te najlepsze wspomnienia, te które wspominać będą z uśmiechami na ustach.
Odwróciła się znów w jego stronę, patrzyła na niego przez kilka długich chwil, lepszego towarzysza podróży nie mogła sobie wymarzyć. - No weź coś powiedz, musi Ci się podobać. - rzuciła, ruszyła się i swoje kroki skierowała w jego stronę. Kiedy znalazła się wystarczająco blisko swoimi dłońmi objęła jego szyję i swoim ciałem przyległa do jego. - Nie ma tutaj nikogo, najbliższy dom jest kilka kilometrów stąd. Mamy basen, pełny barek jak i lodówkę, prywatną plażę i co najważniejsze...siebie. - ostatnie słowo wymruczała mu w usta, a potem musnęła je delikatnie swoimi. Co jak co, ale liczyła się z jego zdaniem, miała nadzieję, że mu się podoba, że cały ten wyjazd będzie również przyjemny dla niego. Bo po tych całych życiowych turbulencjach potrzebowali spokoju, potrzebowali siebie, po prostu.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To był jego pierwszy lot samolotem nad Oceanem Spokojnym (i pierwszy lot w ogóle ever, już pierdolić ten ocean). Ostatnie kilkanaście godzin pamiętał jak przez mgłę. Zaczęło się już na lotnisku w Toronto, gdzie kompletnie poległ w starciu z bramkami bezpieczeństwa. Najpierw zapomniał wyjąć pasek ze spodni, potem monety w kieszeni uruchomiły tę wielką bramkę wykrywającą metal i chuj wie co jeszcze, a na koniec o mało nie wdał się w dyskusję z pracownikiem security check, który kazał mu wyrzucić ulubioną zapalniczkę. Gdyby nie Maddie, pewnie spędziłby urlop w areszcie na lotnisku, zamiast w klasie biznes. Potem był samolot. Pierwszy raz w życiu widział świat z góry i choć udawał, że to NIC TAKIEGO, przez połowę lotu siedział z nosem przyklejonym do szyby, podczas gdy Maddie spała bezpiecznie w jego ramionach. Patrzył na te pierdolone chmury i czuł się dziwnie mały, a jednocześnie POTĘŻNY. Bardzo dziwne uczucie. W samolocie spędzili ponad dziesięć godzin, a Alex cudem nie oszalał w tej małej blaszanej puszce, która w każdym momencie mogłaby się spierdolić do oceanu. No, ale przeżyli! Dlatego teraz, stojąc w salonie willi, która wyglądała jak z katalogu dla miliarderów, Alex wciąż walczył z lekkim oszołomieniem. To miejsce ociekało luksusem - od kafelków po zapach oceanicznej bryzy wpadającej przez otwarty taras. Czuł dyskomfort w klatce piersiowej na myśl o tym, ile to wszystko musiało kosztować i że Maddie za wszystko zapłaciła. Był przyzwyczajony do dbania tylko o siebie i swoją dupę, a tu... proszę, dostał raj na tacy. I to całkiem za darmo. Tę rozmowę postanowił jednak odłożyć w czasie, nie chcąc psuć im nastrojów już pierwszego dnia. Witamy w raju! I jak Ci się podoba, Hall? No weź coś powiedz, musi Ci się podobać. - Podoba? To jest... kurwa, nierealne - wychrypiał w końcu, wypuszczając głośno powietrze. Odstawił swoją sportową torbę, która wyglądała tu niemal nie na miejscu, na ziemię, po czym pozwolił, by blondyna oplotła ramionami jego szyję. Bliskość Maddie zadziałała na niego kojąco. Wszystkie myśli o pracy, o Toronto i o tym, że prawdopodobnie musiałby pracować rok, żeby opłacić tydzień w takim miejscu, odpłynęły na dalszy plan. Kiedy poczuł jej ciało przylegające do swojego i usłyszał to wymruczane w usta słowo siebie, jego dłonie odruchowo zsunęły się na jej biodra, przyciągając ją jeszcze mocniej do swojej klatki piersiowej. - Wiesz, co mi się najbardziej podoba w tym zestawieniu? - mruknął, odpowiadając na jej delikatne muśnięcie ust znacznie głębszym, zaborczym pocałunkiem, który... już smakował słońcem. - Brak ludzi w promieniu kilometrów. Bo to oznacza, że nie będę musiał się hamować, jak będę chciał ci pokazać, jak bardzo doceniam to zaproszenie - dodał, dalej mrucząc w jej usta, nie przerywając pocałunku. Czuł się jak dzieciak na pierwszej wycieczce szkolnej, choć za nic w świecie by się do tego nie przyznał. Wszystko tu było inne - powietrze pachniało kwiatami, słońce nie paliło, a Maddie... kurwa, była taka radosna, że nastrój udzielił się również jemu. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, przerwał pocałunek i zanim zdążyła chociażby mrugnąć, wsunął jedną rękę pod jej kolana, a drugą pod plecy. Jednym, pewnym ruchem podniósł ją z ziemi, jakby ważyła tyle co piórko, po czym przycisnął do swojej klatki piersiowej. Spojrzał w jej brązowe oczy i wyszczerzył zęby w bezczelnym uśmiechu. - Lennox, nawet nie wiesz, jak bardzo ułatwiłaś mi podjęcie decyzji o tym, co zrobimy jako pierwsze. Skoro nie ma tu sąsiadów, to znaczy, że nikt nie usłyszy, jak będziesz piszczeć, gdy wrzucę cię do tego oceanu - rzucił wesoło, po czym przeniósł Maddie przez próg drzwi tarasowych i zaczął powoli nieść ją ku wodzie. - I'm walking on sunshine, wooah - zanucił przy tym, dalej się do niej uśmiechając i czując na twarzy fantastyczne promienie słońca. Cholera, to sobie naładują witaminkę D, nie ma co.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Co to za wycieczka bez jakiś drobnych przygód, fakt faktem o mało co ten samolot nie odleciał bez nich, ale wspólnie jakoś dali radę. Musiała przyznać, że widok nieporadnego na lotnisku Alexa wyzwalał w niej takie ciepłe uczucia, był słodki kiedy nie wiedział co robić ani gdzie się kierować. Dobrze, że Mads jakieś doświadczenie miała bo wtedy to już na bank palcem po mapie mogli sobie jechać.
I nie, nie dostał tego za darmo, będzie bardzo dłuuuuuugo musiał się męczyć aby odpracować te wakacje, ale spokojnie, sposób w jaki będzie musiał to zrobić mu się spodoba, ba oboje będą z tego zadowoleni, mhm. A tak na poważnie to dla Lennox nigdy nie liczyła się kasa i to nie tak, że bogatym łatwiej to mówić, ona w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa nigdy nie korzystała z rodzinnego nazwiska. Całą kasę jaką zebrała trzymała na gorsze czasy, jedyne na co pozwalała ojcu to opłacać jej apartament bo uważała, że przez te lata tak jej to może wynagrodzić. Tyle. Patrząc teraz na twarz Halla i ta energia, która od niego biła w momencie pojawienia się na Hawajach... Warte to było każdego centa. - Czyli jeszcze umiem Cię zaskoczyć. - rzuciła stwierdzenie rozbawiona, po tym wyjeździe buzia będzie ją boleć bo nie umiała przestać się uśmiechać. I to było przyjemne, jedyny ich problem na ten moment to co zrobią z całym tym wolnym czasem i prywatnością jaką mają do dyspozycji. Maddie też nie mogła się doczekać aż zrzuci z siebie te wszystkie zbędne szmatki i wskoczy w bikini, a może wcale go nie potrzebuje? Przecież mogła chodzić bez niego, po coś jednak tą prywatność tutaj mają.
Uniosła brew w górę i mruknęła zadowolona z pocałunku, który pogłębił, ona niemalże natychmiast go odwzajemniła. - Podoba mi się Twoje myślenie, Hall. - wyrzuciła z siebie z delikatnym uśmiechem w jego usta, które smakowały tak samo jak tamtego ranka kilka dni wcześniej. Czy ktoś będzie zdziwiony jak powiem, że Mads odebrała jego słowa trochę źle? Przy nim nie umiała myśleć zbyt racjonalnie, tak jakby jej mózg spakował walizkę i wyprowadził się na czas kiedy ona była w pobliżu Alexa. I przy nim wszystko kojarzyło jej się dwuznacznie, ale co się dziwić skoro miała przy sobie takie ciastko, które smakowało jak crumble cookies z najlepszej na świecie cukierni. Także kiedy chwycił ją w swoje ramiona i podniósł Maddie tylko zachichotała, ale sekundę później jej mina musiała być bezcenna kiedy dotarły do niej jego słowa. - Serio, kurwa? Ja liczyłam, że zabierzesz mnie do łóżka, a nie do oceanu! - nawet jakby starała się być zła to w tych okolicznościach słabo jej to wychodziło. Albo nie cofam... Dopiero kiedy usłyszała jak śpiewa piosenkę jej mina wygrała. I wyglądała dosłownie jak emotka typu :o bo pierwszy raz słyszała jak cokolwiek śpiewa. - Słońce Ci już zaszkodziło? - zapytała spoglądając na niego jak sobie wesoło kroczy z nią na rękach. Morski wiatr rozwiewał jej włosy, a w nosie czuła morską bryzę. - Halo, postaw mnie! Nie jestem syrenką ani morskim skarbem! - dopiero po kilku sekundach obudziła się, jakby przypomniała sobie co właśnie robił. Nawet zaczęła nogami machać aby mu się wyrwać, wolała już dupą zaliczyć spotkanie z piaskiem niż to aby wrzucił ją do tego oceanu. - Nie umiem pływać! - wydarła się licząc, że to go jakoś zatrzyma. Kłamała, okej. Umiała pływać, nawet dobrze, ale tego nie musiał wiedzieć, nie?
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czyli jeszcze umiem Cię zaskoczyć. Oczywiście, że odpowiedź brzmiała - tak, jak najbardziej. Nie zamierzał jednak się do tego tak otwarcie przyznawać. Choć w ostatnim czasie rozmawiali ze sobą coraz więcej, a ich wspólne noce i dni powoli stawały się nową codziennością, Alex wciąż miał wrażenie, że Lennox, owszem, była jak otwarta książka, ale napisana w języku, którego dopiero zaczynał się uczyć. Właśnie dlatego chciał ją odkrywać kawałek po kawałku, powoli, by nic mu nie umknęło. Była skomplikowaną, luksusową układanką, którą zamierzał układać przez cały ten wyjazd. Jej pomruki były miodem na jego serce, ale nie chciał tak szybko przechodzić do konkretów, mimo że najchętniej pozbawiłby ją ubrań i przeszedł do rzeczy od razu po wejściu do kwatery. Podoba mi się Twoje myślenie, Hall. Nie masz innej opcji, skarbie, jesteś na mnie skazana. Serio, kurwa? Ja liczyłam, że zabierzesz mnie do łóżka, a nie do oceanu! Uśmiechnął się pod nosem i zaśmiał, kiedy tak trzymał ją na rękach i powoli prowadził w stronę wody. Owszem, między nimi pulsowało napięcie, którego nie dało się ignorować, a raczej ignorowanie go było bardzo trudne, ale... Czy był zauroczony? Może trochę, teraz jego myśli bardziej obezwładniał czysty, brutalny wręcz pociąg fizyczny, który sprawiał, że każde dotknięcie jej skóry pod dłońmi paliło go bardziej niż hawajskie słońce. Chciał jej tutaj, chciał jej teraz, chciał jej w każdym możliwym miejscu tej przeklętej willi, a świadomość, że byli tu zupełnie sami, tylko podbijała stawkę... I właśnie dlatego najpierw wolał ochłonąć niż skończyć w niej w dwie minuty. Zaśmiał się i uniósł do góry jedną brew, uśmiechając się przy tym zadziornie. - Lennox, na łóżko przyjdzie czas. I wierz mi, jak już cię tam zaniosę, to nie wypuszczę cię przez najbliższe dwa dni - mruknął, nachylając się do jej ucha, by jego głos był ledwie słyszalnym, gorącym szeptem. Nie przestał mruczeć pod nosem tekstu piosenki, nawet kiedy zaczęła się wiercić. Jej nogi machające w powietrzu tylko utrudniały mu zadanie, ale Alex był zbyt silny i zbyt zdeterminowany, by dać się tak łatwo wybić z rytmu. Cieszył się jej bliskością, zapachem jej włosów i tym, jak jej ciało napinało się w jego ramionach. Halo, postaw mnie! Nie jestem syrenką ani morskim skarbem! Znowu się zaśmiał. - Zgadza się, syrenki są nudne, a skarby leżą bezczynnie na dnie - skwitował, posyłając jej bezczelne wręcz spojrzenie. Na dźwięk jej wrzasku o tym, że nie umie pływać, nawet się nie zatrzymał. Właściwie to nawet przyspieszył kroku, co przy jego długich nogach oznaczało, że w kilka sekund pokonali pas drobnego piasku i znaleźli się tuż przy brzegu. - Nie umiesz pływać? Akurat, Lennox. Coś mi tu kręcisz - zanurzył twarz w jej szyi i musnął ją przelotnie ustami. Dobrze, że zdjęli buty tuż po wejściu do domku, bo teraz mógł po prostu dać krok do przodu i... pierwsza fala obmyła jego kostki. Piasek uciekał mu spod stóp razem z cofającą się wodą, a on parł do przodu, ignorując wszelkie protesty Maddie. Nie zatrzymał się, dopóki ocean nie sięgnął mu do pasa. Woda była przyjemnie ciepła, tak samo jak skóra Lennox, która kurczowo do niego przylegała. Nadal mieli na sobie ubrania, ale... kto by się tym przejmował? Niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie kąpał się w ciuchach. Uwolnił Maddie z uścisku i pozwolił, aby oplotła go udami w pasie. Sam przeniósł dłonie na jej pośladki w obcisłych szortach i przyciągnął do siebie mocno. Bryza rozwiała jego włosy, a na ramionach pojawiła się gęsia skórka. Zunurzył dłonie pod krawędź jej mokrych szortów, czując pod palcami jej rozgrzane ciało, które tak drastycznie kontrastowało z temperaturą oceanu. Przesunął wzrok na jej usta, które już lśniły od drobinek wody. - Miałaś rację, łóżko byłoby prostsze - mruknął pod nosem z uśmiechem, ale po chwili przymknął oczy, czując przyjemne, ciepłe promienie słońca na swojej skórze. Cholera, to serio był raj na ziemi. Żyć, nie umierać.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kiedyś jej życie kręciło się wokoło imprez, dobrej zabawy, jeszcze lepszego towarzystwa i braku hamulców. Myślała, że przejdzie jej to z wiekiem, że pewnego dnia się obudzi i stwierdzi, że tego nie potrzebuje do szczęścia, ale tak się nie stało. Przynajmniej do momentu, w którym nie poznała bruneta o przyjemnie brązowych oczach. Ta nowa codzienność, w której rozmawiali, spędzali ze sobą czas i dogryzali sobie wzajemnie aby finalnie skończyć w łóżku bardzo jej odpowiadała, kurde mogłaby się nawet to tego przyzwyczaić. I jak na ironię, bardzo tego chciała. Bo zrozumiała, że ten bad boy był powodem dla którego chciała żyć normalnie i naprawdę, z całym tym bagażem emocjonalnym, który ta relacja gwarantowała i obiecywała.
Prawda była taka, że było jej bez różnicy czy będzie to łóżko, stół w salonie, blat w kuchni czy brzeg tuż nad oceanem. Kiedy wróciła do domu po spędzeniu dwóch dni w mieszkaniu Alexa czuła się...szczęśliwa. Wieczorem oglądając swoje własne ciało i widząc odciski jego długich palców na swoich biodrach ciepło zalało jej wnętrze. Nigdy nie lubiła być naznaczona, czuła się jak przedmiot, ale teraz jej to nie przeszkadzało. Ba, za każdym razem mógł jej zostawiać takie pamiątki. I kwestia tych dwóch minut jest dyskusyjna tak, jeszcze tak źle z nim nie było! Chyba! - Teraz to będę musiała się zastanowić czy chcę iść z Tobą do łóżka, najpierw mnie tutaj nakręcasz co ze mną nie zrobisz, całujesz, a kiedy już jestem napalona to chuj...wrzucasz mnie do oceanu. Strażak z Ciebie byłby żaden. - splotła ręce na swoich piersiach i odwróciła głowę gdzieś w bok, z tą postawą, w jego ramionach wyglądała jak niezadowolone dziecko, które siłą zostało zabrane z placu zabaw. Najważniejszą zasadą tego wyjazdu było brak kłótni, nie chciała tracić na nie czasu, z resztą ten raj nie zasługiwał na to, tak jak oni. - Dobra, dobra, rozumiem! Napaliłam się i chcesz mnie ostudzić bo boisz się, że Cię wykorzystam. Ale mogłeś chociaż poczekać aż się pozbędę ubrań. - parsknęła rozbawiona i nawet skusiła się na wywrócenie swoimi ciemnymi oczami. Poprawiła uścisk swoich rąk wokoło jego szyi przylegając jeszcze bardziej. - Warto było spróbować, nie? - rzuciła cicho i delikatnie zagryzła swoją dolną wargę kiedy poczuła na skórze gorące usta chłopaka. Jeszcze chwile pewnie walczyła, ale kiedy domyśliła się, że jest na przegranej pozycji odpuściła. Kilka chwil później czuła jak ciepła oceaniczna fala moczy jej spodenki, ciarki przeszły po jej ciele. Puścił ją, a ona zwinnie oplotła swoimi nogami jego pas zaciskając uda na męskich biodrach. Błękitny kolor oceanu był przyjemny, tak samo jak dźwięk fal, który był przyjemnym przerywnikiem w czasie ich milczenia. Kąciki jej ust drgnęły w górę w tej samej chwili kiedy jego gorące palce znalazły się pod krawędzią jej spodenek. - Widzisz, czasem mądrego trzeba słuchać. - halo, na lepszy tekst nie było jej stać, bo swój wzrok zatrzymała na twarzy Alexandra. Patrzyła jak stał z przymkniętymi powiekami i uśmiechem na ustach, jak jego twarz była rozluźniona, jak czerpał energię ze słońca, które otulało jego twarz. - Ten widok warty jest wszystkiego. - szepnęła i uniosła jedną ze swoich dłoni aby położyć ją na policzku ciemnowłosego. Kciukiem delikatnie gładziła jego skórę. - Lubię tą wersję Ciebie, Hall. - dodała ze szczerością w głosie i kiedy otworzył swoje oczy mógł ujrzeć jej twarz, na której znajdował się najbardziej ciepły, szczery i uroczy uśmiech na świecie. Chciała poznać każdą jego wersję, tą dobrą, złą, zagubioną, tą najjaśniejszą i tą najciemniejszą.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doskonale znał ten etap. To był ten moment, kiedy wszystko było jeszcze świeże i cholernie intensywne. Pierwsze wspólne noce, wiadomości pisane nad ranem, te durne motyle w brzuchu i ta irytująca, a jednocześnie uzależniająca chęć, żeby każdą wolną sekundę spędzać obok tej drugiej osoby. Jednak nie czekał, aż coś się pomiędzy nimi spierdoli, bo przecież w jego życiu zawsze coś musiało pójść nie tak. Tutaj, na Maui, patrząc w jej ciemne oczy, postanowił po prostu brać całymi garściami to, co los im oferował. Pierwszy raz czuł się swobodnie obok drugiej osoby, przy niej nie musiał niczego udawać i mógł być po prostu sobą - a w tej chwili był radosnym, pojebanym dzieciakiem. Trzymał ją teraz w ramionach, fale kołysały wokół nich, słońce powoli zbliżało się ku zachodowi, a on po prostu się uśmiechał i miał nastrój na rewrite the stars razem z Lennox. - Daję ci po prostu chwilę, żebyś mogła złapać oddech, bo w sypialni raczej ci na to nie pozwolę - wymruczał wprost do jej ucha, gładząc nagą skórę jej pleców, tuż pod nasiąkniętym wodą materiałem. Palce Alexa poruszały się powoli, niemal leniwie, ale zaborczy sposób, w jaki przyciągał ją do siebie, mówił coś zupełnie innego. Czuł pod dłońmi każdą linię jej kręgosłupa i to, jak drżała - nie wiadomo, czy z powodu chłodniejszej fali, czy przez ten niski, obiecujący szept, którym ją właśnie poczęstował. - Gdybym pozwolił ci się pozbyć ubrań na brzegu, nie zobaczyłbym, jak wyglądasz w mokrej koszulce - palnął, puszczając jej perskie oczko. Czuł się przy niej tak cholernie swobodnie. Ta wakacyjna atmosfera i fakt, że Madison potrafiła go tak łatwo rozśmieszyć... Raj na ziemi. Nie myślał o tym, co będzie jutro ani co zostało w Toronto. Liczyło się tylko to, że słońce powoli zachodziło, a on trzymał w ramionach dziewczynę, przy której mógł zachowywać się jak dzieciak. Gdy uniosła dłoń i położyła ją na jego policzku, chwilę zwlekał, zanim otworzył oczy, ciesząc się jej dotykiem. Lubię tę wersję ciebie, Hall. Spojrzał wprost w jej brązowe tęczówki, poważniejąc. Uśmiechała się do niego tak szczerze, tak uroczo, tak... po swojemu, że serce mu przyspieszyło. To było coś, czego Alex nie potrafił jeszcze nazwać, a może po prostu bał się to zrobić. Przez chwilę po prostu w milczeniu chłonął ten widok, pozwalając, by ta chwila trwała jak najdłużej. - Pierwszy raz od dawna nie mam ochoty nigdzie uciekać - wyznał szczerze, wsłuchując się w szum fal. Nad nimi hawajskie niebo zaczynało mienić się kolorami. Słońce powoli zanurzało się w oceanie, malując chmury na odcienie różu, fioletu i głębokiego złota. Powietrze stawało się nieco chłodniejsze, ale woda dalej pozostawała przyjemnie ciepła. No i ciało Maddie też było gorące pod jego palcami. Przesunął palcami po jej mokrych włosach, odgarniając je z czoła z niezwykłą u niego delikatnością i zatrzymał dłoń na jej karku, kciukiem gładząc skórę tuż za uchem. Patrzył na jej twarz, która w świetle zachodzącego słońca wyglądała wprost... niesamowicie. - Jesteś cholernie piękna, wiesz? - mruknął, uśmiechając się pod nosem. - I nie mówię tylko o tym, jak wyglądasz w tej mokrej koszulce, choć to też pomaga - rzucił zaraz i zaśmiał się cicho. Połączenie tego nierealnego, hawajskiego zachodu słońca i ciepła jej ciała sprawiało, że miał w głowie kompletne pstro, ale kto by się tym przejmował? Tak działały kobiety na mężczyzn od zarania dziejów. Wystarczyło jedno spojrzenie, zapach skóry, delikatny dotyk w odpowiednim miejscu i już Alex zapominał o bożym świecie. W głowie odbijała mu się echem tylko jedna myśl - być blisko niej. I tyle. Kurwa, chciał, żeby czuła się przy nim jak najważniejsza osoba na świecie i zastanawiał się, czy to dobrze, czy źle, że tak chciał? Yyy. No, pstro, że tak się powtórzę. - Chodźmy stąd - mruknął, nie odrywając wzroku od jej oczu i nie ruszając się z miejsca. Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, nachylił się i złożył na jej ustach pocałunek, który był zupełnie inny niż te dotychczasowe. Nie był ani zachłanny, ani brutalny - był miękki, leniwy i cholernie czuły, jakby Alex chciał jej w ten sposób podziękować za to, że po prostu przy nim była. Maddie smakowała solą i słońcem, a on starał się zapamiętać ten smak, jakby ktoś zaraz miał ją mu wyrwać z objęć. Kiedy w końcu się odsunął, uśmiechnął się zadziornie, mocniej zacisnął ramiona wokół jej ciała i zaczął pewnie brnąć w stronę brzegu. Gdy w końcu poczuł pod stopami suchy, gorący jeszcze piasek, nie postawił jej na ziemi, bo dziś była jego passenger princess, okej? Szedł prosto w stronę tarasu, zostawiając za sobą ścieżkę z kapiącej wody, zupełnie nie przejmując się tym, że ich mokre ciuchy ważyły teraz tonę.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Szczerze? Katastrofa była nieunikniona i oboje dobrze o tym wiedzieli, ale żadne z nich nie miało odwagi powiedzieć tego na głos. A może nawet o tym pomyśleć? Niby nie można przyciągać do siebie złych myśli, ale inaczej się nie dało. Byli do siebie bardzo podobni, ciężko im było cieszyć się z tych najmniejszych i najwspanialszych chwil bo życie ich nauczyło (jego na pewno bardziej niż ją), że trzeba być gotowym na kolejny cios, który pojawić się może z zaskoczenia.
Ten wyjazd miał być przyjemnym przerywnikiem, miejscem, w którym mogą być naprawdę sobą, bez oceniania i spojrzeń innych, bez całego bagażu emocjonalnego, który każdego dnia dźwigali na swoich barkach w Toronto. I chyba faktycznie Maui okaże się tym ich rajem na ziemi, bo są tutaj dopiero od kilku godzin, a na ich twarzach widać uśmiechy, a w oczach ten szczególny dziecięcy blask.
Zaśmiała się, krótko, ale wesoło i dźwięcznie odchylając delikatnie własną głowę gdzieś do tyłu. - Jesteś bardzo łaskawy, Hall. - wymruczała czując jego usta tuż przy swoim uchu. Opuszki jego palców powoli przesuwały się po jej plecach wywołując przyjemne ciarki, które wraz z ciepłem rozlewały się po jej całym ciele. Wystarczyła tylko chwila, krótka sekunda aby cały jej układ nerwowy reagował tak jakby ktoś poraził ją prądem. - Gdybym wiedziała, że chcesz oglądać mnie w mokrej koszulce to nie ubrała bym stanika. Widok zdecydowanie byłby lepszy. - odpowiedziała, a jej głos był rozbawiony, tak samo jak uśmiech, którego nawet jakby chciała nie potrafiła się pozbyć. Mads zapomniała jak to jest być z kimś przy kim można powiedzieć wszystko, zrobić to na co człowiek miał ochotę bez obawy o ocenę. Nigdy to tego głośno się nie przyznała, ale od zawsze chciała mieć osobę, dla której będzie ważna, jak nie najważniejsza na świecie. I vice versa oczywiście.
Pierwszy raz od dawna nie mam ochoty nigdzie uciekać. i te kilka słów wystarczyło aby serce Maddie jakoś dziwnie się ścisnęło. Nigdy jeszcze nie rozmawiali na poważniejsze tematy, nie dzielili się ze sobą jakimiś prywatnymi rzeczami, a tym bardziej historiami. Słyszała milion różnych plotek na temat Alexa, nie przeszkadzało jej to bo cholera wie co było prawdą, a co wymysłem. Nie o to też w tym chodziło. Lennox chciała i gotowa była zrobić wszystko aby nie musiał więcej uciekać, nawet jeśli miałaby zejść do samego piekła czy podpalić cały świat. Nigdy też nie pozwoliłaby mu uciec, nie bez niej, bo ona potrafiła się przyczepić, a do niego przyczepiła się już dawno! Z zamyśleń wyrwała ją dopiero dłoń ciemnowłosego kiedy zgarnął kosmyk włosów z jej czoła i znów wykonał ten jeden prosty gest, kciukiem gładził delikatną skórę za uchem, znalazł ten jeden punkt, który potrafił ją wyciszyć i uspokoić kiedy była potrzeba. - Nie wiedziałam, że z Ciebie taki romantyk. Gdybym Cię nie znała to pomyślała bym, że chcesz mnie poderwać. Albo co gorsza zaciągnąć do łóżka. - zmarszczyła delikatnie nos, a jego cichy śmiech był taki... Prawdziwy i szczery. I naprawdę przez sekundę wydawało jej się, że przed oczami ma beztroskiego nastolatka, a nie mężczyznę, który w swoim życiu widział zbyt wiele złych rzeczy. Pragnęła aby od teraz widział tylko i wyłącznie światło i dobre rzeczy. Nigdy dla nikogo niczego nie pragnęła tak bardzo jak dla niego. Mruknęła cicho z zadowolenia wprost jego usta kiedy zbliżył te swoje i połączył je w delikatnym pocałunku. Miała wrażenie, że powoli chowające się za horyzontem słońce bardziej grzało jej nagie ramiona niż kilka chwil wcześniej. - Uważaj bo się przyzwyczaję do tego, że nosisz mnie na rękach. - odezwała się patrząc na niego kiedy kierowali się w stronę brzegu, a potem willi, z której kilkanaście minut temu wyszli. Wiatr, który wiał totalnie jej nie przeszkadzał, bo jedyne co czuła to jego gorące palce na swoim ciele. - Coś może mi odjebać i będę chciała abyś traktował mnie jak księżniczkę. - dodała rozbawiona i nachyliła się nad jego uchem, swoim gorącym oddechem musnęła jego skórę, a potem ustami dotknęła płatka jego ucha. - A jednak bardzo lubię tą naszą grę, Hall. - szepnęła zagryzając ten płatek delikatnie. Nie wyrywała się z jego objęć, nawet wtedy kiedy przekroczyli próg willi i mógłby postawić ją na ziemie. Odsunęła twarz w taki sposób aby widzieć jego oczy. - Może drinka? Nie wiem czy mają tutaj Twoje ulubione paliwo rakietowe, ale coś może uda mi się znaleźć. - zaproponowała poruszając zabawnie brwiami, a na usta wkradł się jej najbardziej głupkowaty uśmiech na jaki ją było stać.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla Alexa ta sielanka była nienaturalna i niemal prowokująca. Myśl o tym, że mógłby być po prostu sobą przerażała go najbardziej - bo co, jeśli pod tą maską pewnego siebie łobuza nie zostało już nic, co nadawałoby się do życia w hawajskim raju? A jednak patrzył na Maddie i po raz pierwszy od lat miał ochotę zaryzykować wszystko, byle tylko móc patrzeć jej głęboko w oczy i nie wypuszczać jej z objęć. Przywiązał się do niej zdecydowanie zbyt szybko i wystawiał się na zranienie na swoje własne życzenie, jednak… Maddie była jak narkotyki i chciał ją ćpać codziennie, 24/7. Jesteś bardzo łaskawy, Hall. - Nie, po prostu dbam o swoje interesy - wyszczerzył się. Widział, że była w szampańskim nastroju, jej śmiech działał na niego kojąco, odcinając go od syfu, który zostawili za sobą. Nie miał zamiaru psuć tego żadnymi poważnymi tematami. Chciał po prostu chłonąć jej obecność, każdy gest i zapach. Czuł jednak pod skórą, że jeśli faktycznie będzie chciał zatrzymać ją przy sobie na dłużej, prędzej czy później będzie musiał się przed nią uzewnętrznić, ale… jeszcze nie teraz. Tę chwilę wolał odwlekać jak najdłużej. Gdybym wiedziała, że chcesz oglądać mnie w mokrej koszulce to nie ubrałabym stanika. Widok zdecydowanie byłby lepszy. - Zawsze możesz go dla mnie zdjąć, prawda? - mruknął, a jego wzrok pociemniał, bo miał baaardzo bujną wyobraźnię. Ojojojoj… - Skoro już o tym mowa, mogę dostać show? - zagadnął z rozbrajającym uśmiechem na ustach. Wizja Maddie rozbierającej się przed nim, tylko dla niego, była po prostu OSOM. Nigdy wcześniej żadna dziewczyna nie zrobiła dla niego profesjonalnego striptizu (ani żadnego striptizu, lol), a Lennox była jedyną osobą, z którą chciał spróbować wielu rzeczy po raz pierwszy. Chciał być widzem, jurorem i nagrodą w jednym, o. Gdybym Cię nie znała to pomyślałabym, że chcesz mnie poderwać. Albo co gorsza zaciągnąć do łóżka. Nie była w błędzie. - Nie muszę cię zaciągać do łóżka, sama tam wejdziesz. Poza tym jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz - puścił jej oczko, uśmiechając się zawadiacko. Wpadła mu jeszcze luźna myśl do głowy, że nie chciał, żeby przesadnie się o niego martwiła, widząc w nim tylko skrzywdzonego faceta. Chciał korzystać z tego wyjazdu na sto procent. Samolot, Hawaje, luksusowa willa... to był jego pierwszy raz w takim świecie i, kurwa, nie zamierzał tego spierdolić, zwłaszcza że miał u boku najlepszą możliwą kobietę. Poważne tematy mogły poczekać, prawda? Kto by chciał sobie psuć wakacje życia pierdoleniem o szopenie życiu w bidulu i trudnym dzieciństwie. Uważaj, bo się przyzwyczaję do tego, że nosisz mnie na rękach. - To pułapka, słońce. Chcę, żebyś się ode mnie uzależniła - odparł, a cwany uśmiech nie znikał z jego twarzy ani na moment. W końcu dotarli do swojej kwatery, więc Alex wszedł do środka, dalej trzymając Maddie w ramionach i zostawiając za sobą mokre ślady na lśniącej podłodze, ale miał to gdzieś. Postawił Maddie delikatnie na ziemi i nie cofnął rąk - jego dłonie wciąż spoczywały na jej ciele, przyciągając ją blisko. Chciał ją mieć blisko, kurwa. Coś może mi odjebać i będę chciała abyś traktował mnie jak księżniczkę. Poczuł jej gorący oddech tuż przy uchu i aż przeszedł go dreszcz. Przysunął się jeszcze bliżej. Tak chciała grać? - Jak zacznę cię traktować jak księżniczkę, to zamknę cię w najwyższej wieży i nikomu nie dam klucza - wyszeptał prosto do jej ucha, jednocześnie mocniej ściskając jej biodro. Przy okazji przyszło mu do głowy, że z nim u boku rola księżniczki mogłaby być dla Maddie bardzo intensywna. Chyba domyślacie się, dlaczego. A jednak bardzo lubię tą naszą grę, Hall. - Dziwne, bo to ja zawsze wygrywam - parsknął po chwili śmiechem. Był święcie przekonany o swojej racji i nawet jeśli Maddie będzie usiłowała wyprowadzić go z błędu, nie planował odpuścić łatwo. Zdjął z siebie mokrą koszulkę i rzucił ją na podłogę akurat w momencie, gdy Maddie zaproponowała drinki i dodała coś o jego ulubionym paliwie rakietowym. Zmrużył oczy. - Ty jesteś rakieta, Lennox - podroczył się z nią, po czym bezceremonialnie zaczął rozpinać rozporek i przemoczone dżinsy wylądowały obok koszulki. - Co powiesz na czystą? - rzucił mimochodem, po czym przesunął wzrokiem w stronę tarasu, gdzie szum fal mieszał się z ciepłym wiatrem. Nagle wpadł na pewien pomysł. - Grałaś kiedyś w karty, Lennox? - zagadnął po chwili, kierując się powoli w głąb willi. - Ej, gdzie łazienka? Proponuję szybki prysznic i pokera z widokiem na ocean - zawołał, gdy był już w korytarzu. Po kolei otwierał losowe drzwi, ale trafił na spiżarnię, gabinet i kino domowe. Wtf, gdzie łazienka? Jeden prysznic dzielił go od rozbieranego pokera z Madison Lennox na tarasie, o ile ta jego słodka blondyneczka się zgodzi, a on nie mógł znaleźć łazienki?

sweetheart
isiek
wszystko git jest
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”