Nie posiadał szczególnej biegłości w rozróżnianiu stworzeń morskich, znał ich nazwy potoczne - w większości - ale kiedy Daniel wspomniał o orleniu, Lian spojrzał na niego w taki sposób, jakby dzieciak właśnie zmienił kolor na jego oczach. Z kontekstu domyślił się, że chodzi o płaszczkę, ewentualnie coś podobnego.
Jego edukacja przebiegała nieco inną ścieżką niż ta konwencjonalna. Okres wczesnoszkolny opierał się o homeschooling, więc przez lata nie nauczył się jak we właściwy sposób nawiązywać stabilne relacje z rówieśnikami. Widywał inne dzieciaki albo na koncertach albo podczas podróży, czy to samolotem czy pociągiem, jednak nigdy nie potrafił przekroczyć bariery pierwszego kroku i wycofywał się nie wiedząc o czym ani jak przeprowadzić najprostszą rozmowę. Późniejsze lata przyniosły bardzo nieregularny tryb nauki na własną rękę, w książkach upatrywał głównie odskoczni od chaosu jakim w ówczesnym czasie było jego życie i większość treści przyswoił przez to bardzo powierzchownie. Zdaniem Sereny nie potrzebował wyższego wykształcenia, czemu wtórowała jego matka. Ukończył zaledwie kurs korespondencyjny i prześlizgnął się jakoś przez egzaminy na studia, głównie z uwagi na ich praktyczny charakter i temat trzymający się jedynej rzeczy, na jakiej się znał.
一
Czym jest orleń? 一 zapytał w końcu, jako że nie dawało mu to spokoju, a nie chciał sprawdzać wszystkiego w internecie. 一
Po nazwie domyślam się, że jest... w paski.
Bo dokładnie to oznaczało słowo
cętkowany.
Kilka loczków dziko wyrwało się Danielowi zza ucha i Lian miał tak przemożną chęć zawrócić je palcami z powrotem na miejsce, że aż ścisnęło go w środku, mimo to nie wyszedł do niego z żadnym gestem. Wątpił, całym sobą zresztą, żeby był w stanie utrzymać się na dystans do końca dnia, ale nie chciał od razu wyskakiwać do niego z rękami. Utkwił jedynie spojrzenie w kołyszących mu się koło skroni sprężynkach tak, jakby mógł przesunąć je siłą woli.
一
Średnio ze dwa, może trzy razy do roku? Nie będę kłamał, Konsāto Hōlu ma fantastyczną akustykę i po prostu lubię Kyoto. Okinawę zresztą też, nie będę faworyzował.
Dopiero w ostatnich latach, gdy umowa z
The Right Note przestała obowiązywać go w pełnym wymiarze zaczął przedłużać swoje pobyty w miejscach, w których grał. Dawał sobie kilka dni na poznanie z grubsza klimatu i tempa w jakim poruszało się miasto, zapędzał się w boczne uliczki odbiegające od głównego, polecanego przez internetowe poradniki nurtu i chętnie gubił się na obrzeżach, o ile w ogóle udawało mu się do nich dotrzeć.
Chwila poświęcona na kaprys dziecinnej przepychanki i krążenie nad sfrustrowanym Danielem była warta reakcji, chociaż z początku nie potrafił zrozumieć jak ten mógł pomyśleć o jajkach. Mrugnął zaskoczony, sam jeszcze raz spojrzał na wyświetlacz i zmarszczył brwi.
一
Jakie bułki? To są... takie ryżowe kluski? Ciastka, jeśli wolisz. Bardzo sprężyste i miękkie, lubię ich strukturę 一 wyjaśnił na tyle łopatologicznie na ile był w stanie. 一
Osobiście uwielbiam.
Miał pełną świadomość tego, że przyznanie się do swojej słabości względem niepozornych kulek w tym kontekście, zwłaszcza, gdy pochylał się wspierając dłońmi na kolanach i wisiał mu prawie nad tą zaróżowioną twarzą, wybrzmi co najmniej dwuznacznie. Właściwie to taki był zamiar.
一
Och, chcesz połamać sobie język? Odważnie 一 skwitował z oczywistą, choć niekrzywdzącą złośliwością słyszalną w sfingowanym podziwie. Uśmiechnął się cienko, wciąż zgięty w pół zmrużył sympatycznie oczy, mimo że cała jego poza zdawała się krzyczeć, że to wszystko było zgrabnym fortelem. Wiedział, że Daniel nie będzie w stanie wymówić nazwy prawidłowo od razu, był też absolutnie pewien, że jemu samemu sprawi to o wiele większą przyjemność niż natychmiastowy sukces.
一
Tang-yu-an. G jest praktycznie nieme, Y bezdźwięczne, ale musisz odpowiednio... nie nie, zupełnie nie tak, czekaj.
Od dawna szukał okazji, pewnikiem nawet gdyby Moore jakimś cudem ułożył usta jak należało, Lian i tak postanowiłby go skorygować. Widząc zbyt okrągły kształt chwycił go palcami jednej ręki za policzki i ścisnął je z niskim, schowanym za zamkniętymi wargami śmiechem, mruczanym i bez wątpienia - pełnym osobistej satysfakcji. Tak jak się spodziewał, Daniel był rozkosznie miękki, pyzaty i ciastowaty w tym najbardziej właściwym sensie.
Ciemne szarości pod oczami na chwilę złagodniały, gdy Lian z ciekawością doszukał się jego spojrzenia, wyraźnie oczekując, aż Moore wyda z siebie wreszcie jakiś dźwięk.
一
Pomyśl o ciastku. Ma brzmieć mięciutko.
Daniel Moore