
Brak cudzej obecności nie dociera do aorty serca, nie ślizga się w tunelach żył, kiedy nachylony nad pacjentem, zachowuje spokój. Tęsknota za rozmową i bliskością nie sięga również jego oczu, gdy na przerwie z filtrem papierosa, wetkniętym między usta, wyciąga z płuc powietrze. Pozwala chmurze nikotyny osiąść tuż nad jego głową, by ledwie po paru seriach pociągnięć papierosa obserwować zastygłą w pokoju mgławicę dymu, blednąco-szarą, przemgloną i niknącą w przestrzeni – zupełnie jak jego gasnące z czasem emocje.
Nie jest bezradny. W reakcji na cudze ucieczki jest stanowczo im przeciwny, mimo że sam ma tendencję do wycofywania się w kluczowych momentach. Pozostaje jednak niezauważalnie apatyczny i wyczulony na odejścia, bo od dziecka życie pokazuje mu, że wyjście z domu z nikłym słowem pożegnania, to nie dobroć względem porzuconego, a wyraz najwyższego tchórzostwa. Nie zwiastuje powrotu. Jego ojciec udowadnia mu to już trzydziesty piąty rok z rzędu, bo od tylu właśnie lat Miles nie widział jego twarzy i nie słyszał jego głosu.
Wychowany przez samotną matkę czasem zdaje się, że chwyta w obręcz wzroku wszystkie dobre cechy kobiet: empatię, troskę o pacjentów i wrodzoną pracowitość, wyrażaną w zbyt częstych nadgodzinach. Kiedy jednak przyjrzysz się mu bliżej, być może przy odrobinie szczęścia dostrzeżesz pod dumnym, męskim korpusem mrowiącą ciało samotność, dreszcz niepokoju i drganie uśmiechu na każdy z danych mu przez ludzi komplementów. W szczelnie zamkniętej klatce emocji, chowa bowiem zwątpienie, złość, żal i frustrację. Chowa również niepewność ducha – nabytą przez życie małą ułomność, która nakazuje mu ostrożnie podchodzić do uczuć i zobowiązań.
Przypomina spalony papier lub suchą ziemię, która smagnięta promieniami słońca, wchodzi gładko w nozdrza.
Ludzie wpierw myślą, że to dobrze: zapach jego obecności, podobnie jak woń skóry, zraszanej ledwie arganowym olejkiem po wieczornej kąpieli, jest subtelny, ciepły, głęboki. Dopiero później co niektórzy, po dłuższym czasie, zdają sobie sprawę z tego, że ten sam zapach obecności bywa potężny. Ma bowiem swoje sposoby, by uchodzić za stanowczego i stabilnego; pewnego siebie i charyzmatycznego, czym wyrywa z serca partnerów mocne uderzenie serca, gdy wciskając się boleśnie w nozdrza kochanków, pozostawia w nich zapach potu, wysiłku i płomiennej pasji, jaką na pewnym etapie związku darzy niemal każdego swojego wybranka.
Dymne pragnienie bliskości i duchota przenikają wszystko, co jeszcze żywe w nim – zdają się w pnącym napięciu ogarniać przestrzeń.
Ma w sobie spokój cichej wody i namiętny temperament, wtłoczony w siatkę żył. Siłę niemych argumentów, rozproszonych w minimalistycznych gestach i niewymuszonym milczeniu, które jakimś cudem zajmują gęsto przestrzeń. Potrafi przy tym przyjąć formę prawdziwego ascety – nawet wtedy, gdy w głowie, niezmiennie od miesięcy, popada w samotność i we własne szaleństwo.
Więc tak... strata go dotyka, ale go nie łamie.
Strata sprawia, że dziś jest, kim jest.
Tym właśnie skrytym mężczyzną.
- Pochodzi z rodziny lekarzy. Jego matka jest stomatologiem, a ojciec znanym ortopedą, który wolał wyjechać za karierą do Australii, zamiast zająć się synem, gdy ten miał ledwie pięć lat. W efekcie nie znają się wzajemnie.
- Dzięki hojności matki studiował na Université de Montréal, dzięki czemu potrafi sprawnie posługiwać się językiem francuskim. Wybrał chirurgię urazową, bo najlepiej z rezydentów radził sobie w pracy pod presją czasu, wymagającą stalowych nerwów i szybkich decyzji.
- W zeszłym roku był o krok od wyjazdu na program Lekarzy Bez Granic. Powstrzymała go przed tym świadomość tego, jak bardzo ceni sobie wygodę życia w dużym mieście i poranki z gorącym prysznicem.
- Nosi obrączkę na palcu, w zasadzie tylko po to, by nie tłumaczyć się pacjentom z tego, czy jest singlem i z kim sypia (a te pytania zdarzało mu się słyszeć wcześniej).
- Posiada dwa dyskretne tatuaże na przedramionach, w zasadzie niewidoczne przy codziennym ubiorze, bo drobne i umiejscowione dość wysoko. Jeden z nich zawdzięcza matce, Irlandce: to obrys gwiazdy, w irlandzkich szpitalach, oznaczający szczęście. Drugi tatuaż to skrót S.L.R.S., którego nigdy nie rozwinął, ale twierdzi (prawdziwie lub nie), że to imiona osób, które miały znaczenie w jego życiu.
