21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Zerknęła na niego z ukosa, nieco podejrzliwie, gdy zaczął mówić w ten charakterystyczny sposób. Mówił coś, co gdzieś już słyszała, tylko w nieco innym kontekście rozmowy. I to często. To charakterystyczne podejście typu: muszę zrobić jak najwięcej przed śmiercią albo trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. Nie doszukiwała się w tym twierdzeniu jakiegoś głębszego sensu- potraktowała je raczej jako coś charakterystyczne dla ludzi po czterdziestce. Pedro też ciągle poświęcał się odhaczaniu okienek przy wiadomych tylko sobie celach. To z kolei sprawiało, że nikt nigdy nie mógł usadzić go na miejscu na dłużej niż chwilę. Ten bliższy sercu córki Torres również bez końca powtarzał takie farmazony. Wiecznie przypominał sobie samemu ograniczoną ilość czasu na tym pieprzonym padole. Na dobrą sprawę jedyne, co w głowie Sofii, odróżniało motywację jej ojca od Ezequiela, to fakt, że silnik jej tatka napędzany był pieniędzmi, a Eze... Cóż, wydawało jej się, że on chyba po prostu miał w sobie coś typowego dla adrenaline junkie.
-Pf, planować.- powtórzyła z manierą kogoś, kto niejednokrotnie zawiódł się na jakimś wcześniej utworzonym przez siebie scenariuszu i westchnęła z teatralnym przemęczeniem. - To, że sypiasz z sąsiadką, to raczej kwestia przypadku i spontanicznych decyzji, a nie planu.- mruknęła starając się coś mu udowodnić, ale kilka sekund później zdecydowała się obrócić to w żart.- Nikt tak błyskotliwy jak mój sąsiad nie wymyśliłby tak koślawego planu. No chyba, że trochę za bardzo cię romantyzuję i mam cię za bystrzejszego, niż faktycznie jesteś.- obdarowała go zadziornym uśmiechem drżąc delikatnie pod dotykiem jego dłoni.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Nagły huk sprawił, że latynoska odtrąciła od siebie szybko Eze, wydobywając jego dłonie głęboko zakopane pod warstwami jej ubrań. Pośpiesznie poprawiła swój uniform i poupychała za uchem kilka niesfornych kosmyków włosów, które postanowiły wydostać się spod ciasnego upięcia. Dźwięk głosu, który zaczął wyrzucać w jej kierunku pretensje drapał ją gdzieś w część mózgu, w którym ukrywała wszystkie, najmniej przyjemne wspomnienia. Nie raz słyszała już tego rodzaju uwagi, wypowiedziane dokładnie tym nieprzyjemnym skowytem. To mogła być tylko jedna osoba.
-Elena.- wyrzuciła z siebie gorączkowo i sięgnęła na tylne siedzenia po obcasy, które zdjęła z siebie w momencie, gdy wyjeżdżali z lotniska. Wsunęła je na stopy, otuliła się swoim płaszczem i wysiadła pośpiesznie z pojazdu, stając nieco pół kroku naprzeciw swojego starszego, choć nieco niższego lustrzanego odbicia.- To ty mnie w ogóle wychowałaś?- rzuciła krótko, upychając w tą szczypiącą uwagę cały jad, który kiedykolwiek wygenerowała w niej własna matka.
Torres szczerze nią gardziła. Elena była ucieleśnieniem tego, czym jej córka nigdy w życiu nie chciała się stać. Leniwa, ślepa na własne wady, bez ambicji, z typowym przerostem formy nad treścią. Niewiele od siebie dawała, jedynie wciąż miała roszczenia do swojego męża i córki. Podręcznikowy przykład oblężonej twierdzy. Jakby cały świat prowadził z nią niekończącą się potyczkę i jednocześnie był jej coś winien. Uważała, że znaczy więcej, niż faktycznie była w stanie zaoferować. Uzależniona od uwagi i luksusu. Elena Torres była wszystkim tym, co zawsze próbowano przypiąć Sofii bez poświęcania uwagi na faktyczne poznanie tej dziewczyny.
-Po co przyjechałaś? Nie rozumiesz, że skoro się do ciebie nie odzywam, to nie chcę mieć z tobą nic wspólnego?- zapytała przerażająco chłodno, w sposób, który wydawał się być zupełnie obcy nawet dla niej samej. Skrzyżowała ręce na piersi tasując spojrzeniem obrzydłą sobie twarz.
-¡Dios, Sofía! ¡Pero si se parece a Pedro! ¿Te estás tirando a un tipo que se parece a tu padre? ¡Es asqueroso!- So nie była pewna ,czy to głos matki piszczał w taki nieprzyjemny sposób, czy po prostu była na niego uczulona, ale... nie mogła go znieść. Kobieta przemaszerowała w kierunku nieznajomego sobie mężczyzny i wepchnęła mu rękę oczekując najwyraźniej grzecznego powitania.- Mów mi El. Sofia. Me lo quedaré yo, y tú búscate a alguien de tu edad.- rzuciła nie patrząc nawet w kierunku własnej córki, przesuwając językiem po wargach w geście, który ewidentnie miał być kokieteryjny. Nie była brzydką kobietą... Ale cały swój urok traciła w momencie, kiedy zaczynała się odzywać... lub ,zdaniem Sofii, głośniej oddychać.
So przełknęła ślinę czując, jak na żołądku zaciska jej się supeł. Już gdzieś kiedyś to przeżywała. Tak, Elena Torres przespała się kiedyś z chłopakiem własnej córki. Podrywanie obiektów westchnień Sof było jej swoistym hobby. Hmm... Może inaczej: przynajmniej tylko raz została faktycznie przyłapana na pieprzeniu się z chłopcem kręcącym się koło jej własnego dziecka.
W końcu wszystko jej się należało.
-Będę mieszkać teraz z moją So przez jakiś czas, bo jej ojciec to parszywa świnia i ... nie potrafi zająć się własną kobietą tak, jak się należy.- posłała mu ten swój uśmieszek. Ten sam, który sprzedawała każdemu mężczyźnie, który kiedykolwiek jej się spodobał.- Chodź! Zapraszam na kawę! Muszę Cię lepiej poznać!
Sofia stała bez ruchu czując się zupełnie tak, jakby uczestniczyła w jakimś śnie na jawie. Pierdolonym koszmarze, którego nie mogła za nic w świecie powstrzymać. Mimo, że chciała. Bez słowa wyciagnęła walizkę z samochodu i ruszyła w kierunku kompleksu apartamentowców zupełnie tak, jakby to wszystko nie miało miejsca.
Może jeżeli będzie udawać, że to wszystko się nie wydarzyło, to faktycznie tak będzie?

Osito
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
troszkę hot ahhhh
Planowanie

Lubił planować. Musiał planować. Spędzał przecież cholernie długie godziny, układając w głowie każdy etap operacji, którą miał wykonać. W jego pracy nie było miejsca na spontaniczność - nie przy czymś tak precyzyjnym. Owszem, czasami wszystko szło nie tak. Guz okazywał się położony inaczej, niż sugerowały badania obrazowe, albo był znacznie mocniej unaczyniony, niż pokazywał skan. Wtedy musiał działać szybko, bez zbędnego zawahania, podejmować decyzje natychmiast, żeby pacjent leżący na stole nie wykrwawił się i żeby uratować jak najwięcej. Najlepiej wszystko. Jednak jeśli chodziło o plany - lubił je mieć. Przynajmniej do momentu, w którym wszystko nie szło, kolokwialnie mówiąc, w cholerę. Spojrzał na Sofię z wyraźnym rozczuleniem i prychnął pod nosem. - Zapomniałaś, że założyłem fejkowe konto tylko po to, żeby z tobą się zmatchować i trochę popisać? W pewnym sensie to też był plan. Tyle że powiódł się nawet lepiej, niż zakładałem. Liczyłem na rozmowę, a teraz mam na kolanach przepiękną kobietę, która jest tak kurewsko gorąca… - Posłał jej czuły uśmiech, nie mogąc przestać przyglądać się jej pięknym rysom twarzy.

Sposób, w jaki na niego działała, rozgrzewał go od środka. Dosłownie wystarczyło, że tylko na niego spojrzała, a on był gotów rozebrać i siebie, i ją, a potem zająć się nią tak, by następnego dnia nie była w stanie myśleć o niczym innym. To, jak ona również na niego reagowała, tylko bardziej go podsycało. Czuł to w sposobie, w jaki zaciskała się na jego palcach, w tym, jak bardzo była wilgotna. Zadziorny uśmiech pojawił się w kąciku jego ust, gdy poczuł, jak zaciska dłoń na jego nadgarstku. - Mi petarda... nie mów mi, że się wstydzisz - wysapał cicho, składając długi, mokry pocałunek na skórze jej szyi, zasysając ją powoli, zanim zaczął obsypywać jej dekolt czułymi pocałunkami. Z każdą kolejną sekundą, z każdym urywanym oddechem, w mieszance ich perfum i feromonów unoszącej się w aucie, chciał już tylko ją wziąć... u siebie czy u niej w mieszkaniu, to naprawdę nie miało żadnego znaczenia. Zresztą, cholera, nad czym on się jeszcze zastanawiał? Mógł ją przecież wziąć tutaj. Nie czułby żadnego wstydu. Chciał jej… teraz.

Plan pewnie nawet by się powiódł, gdyby nie fakt, że chwilę później samochód dosłownie się zatrząsł, a oboje usłyszeli głośne krzyki dobiegające z zewnątrz. Ezequiel szybko cofnął dłoń i odsunął się, zaraz potem prostując się gwałtownie, gdy dotarło do niego, że Sofia znała tę kobietę. Widząc, jak jego towarzyszka pospiesznie zaczęła poprawiać ubrania i wysiadła z samochodu, on również wyszedł za nią i stanął obok obcej kobiety, która wyglądała na cholernie niezadowoloną. Poprawił koszulę i przez moment postanowił tylko przyglądać się sytuacji. Chwilę później dostał odpowiedź, nawet nie musząc pytać. To musiała być jej matka... kobieta, która wyglądała, jakby była mniej więcej w wieku Garcii. Niezręcznie. Widział po zachowaniu swojej towarzyszki, po sposobie, w jaki odzywała się do Eleny, że ich relacja nie należała do najlepszych. Dlatego postanowił zrobić kilka kroków w stronę Torres, żeby chociaż stanąć obok niej i pokazać, że jest tutaj... i że w każdej chwili może wkroczyć, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Jednak kiedy usłyszał komentarz, który rzuciła ta niebywale „przemiła” kobieta, przewrócił oczami. Chwilę później zobaczył, jak ta wiedźma rusza w jego kierunku, dosłownie wpychając swoje łapsko w jego stronę. Spojrzał na nią z nonszalanckim uśmiechem, po czym wysunął dłoń, ujmując jej rękę, i złożył pocałunek na jej wierzchu.- Ezequiel Garcia, neurochirurg w Mount Sinai Hospital. Niezmiernie mi miło. - uśmiechnął się delikatnie, prawie niezauważalnie, po czym dodał,- ¿No crees que, si tu hija sale conmigo y me parezco a tu marido, es simplemente porque tiene muy buen gusto, como su madre?- Parsknął cicho pod nosem, próbując choć trochę rozluźnić atmosferę. Garcia spojrzał na Sofię, która ostatkami sił próbowała powstrzymać się od dosłownego wybuchnięcia. Widział to po niej. Widział też coś jeszcze.... jakieś dziwne skrępowanie. To nie była jego Sof. Podszedł więc do niej i objął ją w pasie, składając czuły pocałunek na czubku jej głowy.- El, bardzo chciałem cię poznać, więc na kawę możemy pójść do mieszkania Sofii. - uśmiechnął się.- Opowiesz mi o sobie, ja opowiem ci o sobie, o tym, jak bardzo lubię twoją córkę i o naszym związku.- rzucił to, zastanawiając się przez moment, jak Sofia na to zareaguje. Elena otworzyła usta, wyraźnie zszokowana tym, co właśnie usłyszała.-¿¡Una relación?!- krzyknęła, ale szybko się powstrzymała, próbując odzyskać panowanie nad sobą.- Ach tak, w sumie to jutro mieliśmy jechać na wakacje, żeby uczcić to, że jesteśmy razem. Prawda, Sofia? Więc będziesz mogła zostać u Sofii, dopóki nie pogodzisz się z mężem, a Sofia dzisiaj zostanie u mnie, żebyśmy rano mogli wyjechać.- Żadnych wakacji oczywiście nie było. Chociaż z pewnością gdy wkroczą do mieszkania Torres na tę niezręczną kawkę, pewnie zacząłby szukać lotów i poprosił o nagły urlop. Wiedział, że szpital mu nie odmówi.... potrzebowali go. Musiał tylko przebrnąć przez tego potwora z Loch Ness i upewnić się, że w tym wszystkim jego Sof będzie okej.

koniec

Sof
owca
bring it on
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Pearson International Airport”