Planowanie
Lubił planować. Musiał planować. Spędzał przecież cholernie długie godziny, układając w głowie każdy etap operacji, którą miał wykonać. W jego pracy nie było miejsca na spontaniczność - nie przy czymś tak precyzyjnym. Owszem, czasami wszystko szło nie tak. Guz okazywał się położony inaczej, niż sugerowały badania obrazowe, albo był znacznie mocniej unaczyniony, niż pokazywał skan. Wtedy musiał działać szybko, bez zbędnego zawahania, podejmować decyzje natychmiast, żeby pacjent leżący na stole nie wykrwawił się i żeby uratować jak najwięcej. Najlepiej wszystko. Jednak jeśli chodziło o plany - lubił je mieć. Przynajmniej do momentu, w którym wszystko nie szło, kolokwialnie mówiąc, w cholerę. Spojrzał na Sofię z wyraźnym rozczuleniem i prychnął pod nosem.
- Zapomniałaś, że założyłem fejkowe konto tylko po to, żeby z tobą się zmatchować i trochę popisać? W pewnym sensie to też był plan. Tyle że powiódł się nawet lepiej, niż zakładałem. Liczyłem na rozmowę, a teraz mam na kolanach przepiękną kobietę, która jest tak kurewsko gorąca… - Posłał jej czuły uśmiech, nie mogąc przestać przyglądać się jej pięknym rysom twarzy.
Sposób, w jaki na niego działała, rozgrzewał go od środka. Dosłownie wystarczyło, że tylko na niego spojrzała, a on był gotów rozebrać i siebie, i ją, a potem zająć się nią tak, by następnego dnia nie była w stanie myśleć o niczym innym. To, jak ona również na niego reagowała, tylko bardziej go podsycało. Czuł to w sposobie, w jaki zaciskała się na jego palcach, w tym, jak bardzo była wilgotna. Zadziorny uśmiech pojawił się w kąciku jego ust, gdy poczuł, jak zaciska dłoń na jego nadgarstku.
- Mi petarda... nie mów mi, że się wstydzisz - wysapał cicho, składając długi, mokry pocałunek na skórze jej szyi, zasysając ją powoli, zanim zaczął obsypywać jej dekolt czułymi pocałunkami. Z każdą kolejną sekundą, z każdym urywanym oddechem, w mieszance ich perfum i feromonów unoszącej się w aucie, chciał już tylko ją wziąć... u siebie czy u niej w mieszkaniu, to naprawdę nie miało żadnego znaczenia. Zresztą, cholera, nad czym on się jeszcze zastanawiał? Mógł ją przecież wziąć tutaj. Nie czułby żadnego wstydu. Chciał jej…
teraz.
Plan pewnie nawet by się powiódł, gdyby nie fakt, że chwilę później samochód dosłownie się zatrząsł, a oboje usłyszeli głośne krzyki dobiegające z zewnątrz. Ezequiel szybko cofnął dłoń i odsunął się, zaraz potem prostując się gwałtownie, gdy dotarło do niego, że Sofia znała tę kobietę. Widząc, jak jego towarzyszka pospiesznie zaczęła poprawiać ubrania i wysiadła z samochodu, on również wyszedł za nią i stanął obok obcej kobiety, która wyglądała na cholernie niezadowoloną. Poprawił koszulę i przez moment postanowił tylko przyglądać się sytuacji. Chwilę później dostał odpowiedź, nawet nie musząc pytać. To musiała być jej matka... kobieta, która wyglądała, jakby była mniej więcej w wieku Garcii. Niezręcznie. Widział po zachowaniu swojej towarzyszki, po sposobie, w jaki odzywała się do Eleny, że ich relacja nie należała do najlepszych. Dlatego postanowił zrobić kilka kroków w stronę Torres, żeby chociaż stanąć obok niej i pokazać, że jest tutaj... i że w każdej chwili może wkroczyć, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Jednak kiedy usłyszał komentarz, który rzuciła ta niebywale „przemiła” kobieta, przewrócił oczami. Chwilę później zobaczył, jak ta wiedźma rusza w jego kierunku, dosłownie wpychając swoje łapsko w jego stronę. Spojrzał na nią z nonszalanckim uśmiechem, po czym wysunął dłoń, ujmując jej rękę, i złożył pocałunek na jej wierzchu.
- Ezequiel Garcia, neurochirurg w Mount Sinai Hospital. Niezmiernie mi miło. - uśmiechnął się delikatnie, prawie niezauważalnie, po czym dodał
,- ¿No crees que, si tu hija sale conmigo y me parezco a tu marido, es simplemente porque tiene muy buen gusto, como su madre?- Parsknął cicho pod nosem, próbując choć trochę rozluźnić atmosferę. Garcia spojrzał na Sofię, która ostatkami sił próbowała powstrzymać się od dosłownego wybuchnięcia. Widział to po niej. Widział też coś jeszcze.... jakieś dziwne skrępowanie. To nie była
jego Sof. Podszedł więc do niej i objął ją w pasie, składając czuły pocałunek na czubku jej głowy.
- El, bardzo chciałem cię poznać, więc na kawę możemy pójść do mieszkania Sofii. - uśmiechnął się.
- Opowiesz mi o sobie, ja opowiem ci o sobie, o tym, jak bardzo lubię twoją córkę i o naszym związku.- rzucił to, zastanawiając się przez moment, jak Sofia na to zareaguje. Elena otworzyła usta, wyraźnie zszokowana tym, co właśnie usłyszała.-¿¡Una relación?!- krzyknęła, ale szybko się powstrzymała, próbując odzyskać panowanie nad sobą.
- Ach tak, w sumie to jutro mieliśmy jechać na wakacje, żeby uczcić to, że jesteśmy razem. Prawda, Sofia? Więc będziesz mogła zostać u Sofii, dopóki nie pogodzisz się z mężem, a Sofia dzisiaj zostanie u mnie, żebyśmy rano mogli wyjechać.- Żadnych wakacji oczywiście nie było. Chociaż z pewnością gdy wkroczą do mieszkania Torres na tę niezręczną kawkę, pewnie zacząłby szukać lotów i poprosił o nagły urlop. Wiedział, że szpital mu nie odmówi.... potrzebowali go. Musiał tylko przebrnąć przez tego potwora z Loch Ness i upewnić się, że w tym wszystkim jego Sof będzie okej.
koniec
Sof