26 y/o
For good luck!
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciał. Nie mógł. Nie wiedział jak.
Brzydził się. Nienawidził. Samego siebie.

Jak niby jej miał to wszystko powiedzieć, ubrać w słowa masę negatywnych emocji i lat, w których miotał sobą na prawo i lewo, nie ważąc na nic. Tylko czasami był zbyt mało nawalony, by odpowiednio wyjść z własnego ciała i udawać, że nic się nie działo. Wszystko było ok. Wyjebał się. Nic takiego, nie? Nawalony, tańczył gdzieś, cholera wie gdzie, potknął się, bam, no i posiniaczył jak debil. Fuck around and find out.
Na moment wstrzymał oddech, kiedy usadowiła się za nim, mięśnie stężały, wyprężając jego ciało. Była zbyt blisko. Jak niby mógł zbudować mur ochronny wokół swojego zmęczonego ego, kiedy go obejmowała? Kiedy się do niego przytulała i głaskała, jak zranione zwierzę? Zadrżał, złapał raptowny oddech, zaklął pod nosem. - Nie chcę. - jego głos zabrzmiał żałośnie, słabo i drżąco, nawet jeśli starał się to zakryć, obniżając go o oktawę. Zaklął po raz kolejny, odkładając nieotwarte piwo znów na stolik, ściągnął okulary, ciepnął gdzieś za piwem. Nie czuł dłoni, własnej twarzy, karku. Nie mógł złapać głębszego oddechu, co tylko wybiło go z rytmu, a potem.. Zaczął się śmiać. Histerycznie. Drżąco. Płakał? Może tak, w sumie śmiech i rozpadanie się na kawałki w płaczu aktywowały dokładnie te same mięśnie. Pewny rodzaj emocjonalnej ulgi, której na razie jeszcze nie mógł poczuć, w połowie czując się jak szaleniec, a w połowie panikując o własny oddech. Co do chuja. Nie pozwolił sobie płakać w momencie. Nie pozwolił sobie płakać później, oprócz krótkiego momentu pod prysznicem, gdzie zwinął się w kulkę, chowając twarz we własnych kolanach. Obcy człowiek zabrał mu autonomię, użył siły, żeby poddać go własnej woli, zrobił krzywdę na wiele sposobów, o których nie chciał myśleć. Miał prawo się rozpaść. Miał prawo nie chcieć pamiętać.
Schował twarz we własnych dłoniach. Trząsł się, chociaż nadal nie wiedział dlaczego. Mrowiąca twarz, dłonie i nogi bolały. Mózg go bolał. Serce go bolało. Może umierał? Nigdy wcześniej nie przeżył napadu paniki zbyt otępiony, by cokolwiek czuć. Chyba naprawdę nie lubił być trzeźwy jednak.
- ...Nie..Nie mogę. - wymamrotał zza własnych dłoni, łapiąc głębokie, raptowne hausty, ale ledwo wypuszczając powietrze z płuc w krótkich, drżących oddechach. Nie mógł się uspokoić.
Żałosne, skrzywdzone zwierzę, pod czułym dotykiem kogoś, komu ufał. Kto kiedyś się o niego troszczył.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Vita momentalnie zesztywniała, kiedy usłyszała ten śmiech... to był ten rodzaj śmiechu, który nie miał w sobie absolutnie nic zabawnego, a brzmiał bardziej jak coś pękającego pod zbyt dużym naciskiem. Czuła, że coś musiało się stać. Inaczej nie miałby takiej reakcji. Serce ścisnęło jej się boleśnie, a cały gniew, złośliwość i potrzeba wyciągania z niego odpowiedzi zgasły w niej tak nagle, jakby ktoś dosłownie po prostu zgasił światło.- Hej, hej... Lexie...- odezwała się od razu ciszej, sprawiając by ten uścisk nie był już pułapką, a czymś łagodnym. -Dobrze. Nie mów. Nie musisz mi mówić. -Przesunęła się odrobinę, luzując uścisk i próbując zajrzeć mu w twarz, ale nie zmuszała go do niczego. Powoli wstała, a zaraz potem przykucnęła przed nim. Ostrożnie położyła swoje dłonie na jego i delikatnie odsunęła je od twarzy, żeby móc na niego spojrzeć.-Lexie, spójrz na mnie,- powiedziała cicho, lecz stanowczo. Chciała mu pomóc wrócić do tego momentu, do teraźniejszości, do nich... żeby mógł spokojnie złapać oddech.- Jestem tutaj.- Przejechała dłonią delikatnie po jego twarzy, a drugą ujęła jego drugi policzek, stabilizując delikatnie jego twarz. - Oddychaj, powoli.

Mówiła bardzo spokojnie, nie próbując wyduszac z niego słów. Po raz pierwszy od bardzo dawna po prostu odpuściła. Bo to nie wyglądało jak zwykły opór. To wyglądało jak coś, co rozrywało go od środka.- Nie musisz mi nic tłumaczyć. Chcę tylko, żebyś oddychał, okej? Tylko tyle. Nic więcej. - Kontynuowała, gładząc jego policzek, a potem powoli przesuwając dłoń z policzka na jego szyję. Przybliżyła się do niego jeszcze bardziej, ostrożnie przysuwając go do siebie i przytulając tak, żeby mógł oprzeć głowę na jej ramieniu albo schować twarz w zagłębieniu jej szyi. Gładziła jego włosy powolnymi, okrężnymi ruchami, chcąc go uspokoić, ukoić choć trochę to drżenie, które przechodziło przez całe jego ciało. -Już jesteś bezpieczny, maluszku. - Przygryzła wnętrze policzka, czując, jak sama zaczyna się rozsypywać na widok jego drżenia, ale nie mogła sobie teraz na to pozwolić. Nie teraz. Teraz to on się sypał, a ona musiała być czymś stabilnym. Czymś stałym. Czymś, co się nie cofnie.- Nic ci tu nie grozi. Jesteś w domu. Siedzisz na kanapie. Ja jestem tutaj. Nic więcej teraz nie istnieje, tylko to. Kanapa, stolik, piwo, ja i ty. Nic więcej.- Na moment zacisnęła powieki, czując, jak gardło zaczyna piec ją od emocji. Tak bardzo zależało jej na tym, żeby czuł się po prostu... bezpieczny.

lexie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
For good luck!
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jego mózg wyraźnie stwierdził, że są w niebezpieczeństwie. Że byli tam, gdzie nie mógł nic zrobić i musieli uciekać. Jej czułość była obca, czymś do czego nie przywykł, na co nie zasługiwał. Był śmieciem. Dziwką. Zepsutą zabawką. Porcelaną w kawałkach. Fala nienawiści zalała jego serce, z czym też nie potrafił sobie do końca poradzić, bo nie było nikogo wokół, kto mógłby być ofiarą jego złości. Może kanapa. Rozbić coś. Pokrzyczeć. Nie mógł sam siebie pobić, a najchętniej rozpędziłby się i przywalił z impetem głową do przodu w ścianę. Patrzyła na niego i była dla niego dobra, a on nie rozumiał dlaczego. Głaskała go, gładziła po twarzy, spokojnym głosem sprowadzała do pokoju. Do kanapy. Do jej dłoni. Zaśmiał się krótko, gdy kazała mu tylko oddychać, bo w momencie wydawało mu się to niemożliwe. Uległ jej, przesuwając się jak chciała, podążając za jej dłońmi posłusznie. - Nope. No. No pet names. - żachnął się, prostując, ale może to i dobrze; zdanie wymuszone na jednym oddechu, odrobinę pomogło. Idąc za tym tropem, skupił się na tym, by wypuszczać powietrze z płuc dłużej, niż je wciągał, zapobiegając hiperwentylacji. Uspokajając system nerwowy. Coś zakłuło go w klatce piersiowej. Głupia myśl, że właśnie sprawił, że już nigdy nie popatrzy na niego tak samo. Będzie widziała w nim tylko coś zepsutego, projekt do naprawienia, pieprzone DIY, którym trzeba się było opiekować. Nie chciał tego. Podniósł na nią wciąż dzikie, spanikowane oczy; przynajmniej już nie płakał, chociaż nadal zaciągał się głębiej powietrzem raz po raz. Odzyskiwał czucie w twarzy stopniowo, ręce i nogi też powoli się relaksowały. - Proszę nie patrz na mnie jakbym był zepsuty. - tym razem to on złapał ją za ramię, drugą dłonią sięgnął po jej, ściągając ją sobie z twarzy, by ją lekko uścisnąć. W tonie pobrzmiała desperacja, oczy gorączkowo szukały w niej chociażby cienia litości. Nie chciał tego. Nawet jeśli nie próbował zgrywać przed nią błazna czy boskiego żigolo i przyjmował, że może był wystarczający taki, jaki był, nie zniósłby jej litości. Nie od niej. Nie od kobiety którą..
Pragnął. Za którą szalał. Której chciał się oddawać. Która wydawała się go rozumieć, poruszać dokładnie tym samym rytmem. Potrzebował tego. Potrzebował się rozproszyć. Potrzebował jej.
Dłoń, którą przed momentem uścisnął, pociągnął w swoją stronę, przyciągając do własnego boku, a potem dalej, za plecy. Usiadł głębiej na kanapie, każdym ruchem prosząc, by znalazła się bliżej, usiadła na jego kolanach, nie znajdowała się tak daleko. By pozwoliła mu zatonąć w jej ustach, w dotyku, w niej. Zatracić się, zapomnieć, zachłysnąć nią raz jeszcze.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

‘’Nope. No. No pet names’’

Uśmiechnęła się szeroko, przewracając oczami,- Serio? Z tego wszystkiego, co ci powiedziałam, usłyszałeś tylko „maluszku”? - uniosła brew, skanując jego twarz. Przynajmniej zaczął znowu spokojniej oddychać, a to w pewnym sensie również ją uspokoiło. Widziała, że cierpiał, i sam widok jego w takim stanie rozsadzał ją od środka, rozbijając na maleńkie kawałki. Była bardzo przejęta tym, co musiało się wydarzyć, żeby wzbudzić w nim aż taką reakcję, ale nie chciała już naciskać. Kiedy będzie chciał, sam jej powie. Teraz po prostu chciała przy nim być. Pokazać mu, że nie ucieknie. Przesunęła kciukiem po jego policzku, ścierając lekko przyschnięte ślady łez. Delikatnie zmarszczyła nos, słysząc jego prośbę, która w tamtym momencie wydała jej się dość osobliwa. Ani przez sekundę nie przeszło jej przez myśl, że był zepsuty albo gorszy przez to, co właśnie się wydarzyło.

Uniosła lekko kącik ust, kiedy zsunął jej dłoń niżej i delikatnie ją ścisnął. Wciąż się w niego wpatrywała, ale na razie nie chciała nic mówić. Chciała po prostu trwać w tej chwili. Tylko oni.Czując, jak przyciąga ją do siebie, kiedy usiadł głębiej na kanapie, zrozumiała, że potrzebował bliskości. Ona zresztą też. Nie potrzebowała zachęty ani słów. Po prostu usiadła na nim okrakiem, układając jego dłonie tak, by objęły ją z tyłu. Dlaczego to wszystko było tak kurewsko naturalne? Czy wystarczyło tylko dorosnąć, żeby móc dotykać się w ten sposób... bez zawahania, bez niezręczności, jakby przez te wszystkie lata ich ciała tylko czekały na odpowiedni moment?-Alexisie Bennett, oboje jesteśmy damaged- powiedziała, kładąc dłonie na jego ramionach. - I to nie jest wcale tak złe, jak może ci się wydawać. - Dodała to, przybliżając się do niego, a jej niebieskie tęczówki dosłownie wpatrywały się w jego uroczą twarz. - Jesteś moim Lexiem i to się nigdy nie zmieniło. - Zawsze tak było. Była Vita i Lexie... oni przeciwko światu. Uciekający przed kauczukowymi piłeczkami albo żulami na fentanylu, biegający wokół stołu w domu Bennettów, czy śpiący na dachu domu Hollowayów i knujący jakieś niestworzone historie.

Nie dając mu możliwości odpowiedzi, przechyliła głowę lekko w prawo, przymknęła oczy i złożyła na jego ustach długi, czuły pocałunek. Taki, który miał mu pokazać i udowodnić, że nic się nie zmieniło. Że między nimi wciąż może być dobrze. Że nie będzie traktowała go inaczej, ani przez moment. Czy powinna to robić? Nie wiedziała. Jedyna rozsądna podpowiedz z tyłu glowy mówiła jej, żeby tego nier robiła. Ale w tamtym momencie wydawało jej się, że oboje pragnęli tego bardziej, niż chcieliby przyznać.

lexie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
For good luck!
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Małe załamanie nerwowe czy inny napad paniki, który skończył się przed momentem sprawił, że jego głowa i klatka wypełniły się pustką. Pamiętał, że to się jakoś nazywało, ale, właśnie, głowę miał pustą. Całkiem przyjemnie pustą. Może powinien płakać częściej, huh? Albo może było okay tylko dlatego, że nie był sam, nienawidził być sam ze sobą, zwłaszcza kiedy miotały nim emocje.
Mogła mieć rację. Może wcale to nie było takie najgorsze, że obydwoje byli trochę popieprzeni? Przyglądał się jej, gdy przysuwała się bliżej, posłusznie ją objął, dłonie leniwie przesunęły się od jej bioder, do talii, gdzie na chwilę spoczęły. "Jesteś moim Lexiem i to się nigdy nie zmieniło." Ciepło eksplodowało w jego klatce i gdyby się do niego nie przesunęła, sam by to zrobił, sięgając po jej usta. Była jak złapanie powietrza po wynurzeniu się z wody. Czułość, którą mu dawała, układały pogruchotane serce w całość. Pustkę w głowie wypełniło poczucie należenia i coś, co przypominało mu to uczucie, kiedy jechał do Kingston na wakacje, a potem wracał do domu. Ten moment, kiedy wyskakiwał z samochodu i w podskokach wbiegał do pokoju, nie mogąc się doczekać, żeby wskoczyć na własne łóżko. Mieszanka tęsknoty, która ustępowała uldze i poczuciu niewinnego bezpieczeństwa. Dłonie w jej talii przyciągnęły ją do siebie jeszcze odrobinę mocniej, kiedy oddawał pocałunek z tą samą czułą pieszczotą.
Swoją drogą odkrywał, że jedno nie wykluczało drugiego i mógł mieć obie dobre rzeczy; wszechogarniające płomienie, które pochłaniały ich ciała, ale też ciche, spokojne momenty i łagodne pocałunki. Mógł opuścić gardę. Nie musiał budować swojego starannego, wzmocnionego muru. Czasami lubił spokój, nawet jeśli zaczął godzić się z faktem, że jego ciało bardzo wyraźnie reagowało na jej bliskość. Jej zapach go odurzał. Jej usta całowało mu się zdecydowanie zbyt dobrze. Pasowała do jego dłoni idealnie i nie mógł temu zaprzeczyć. Jego dłonie chciały być rozbiegane, nadal niezaspokojone faktem, że ich mały wyskok w pracy był tylko tym, małym wyskokiem, ale.. Dobra, zupełnie szczerze, na tamtą chwilę wątpił, żeby kiedykolwiek miał przestać być tak łapczywy, być może przemawiała przez niego młodość.
W pocałunku, naparł na nią odrobinę mocniej. Dłonie zjechały znów na biodra, podążając za ich krzywizną do ud i zaraz zdając sobie boleśnie sprawę z faktu, jak krótkie były spodenki jej piżamy. Ciche westchnienie uciekło mu z gardła, kiedy lekko dotykał koniuszkiem języka jej dolnej wargi, bawiąc się dolną krawędzią jej spodenek. Jedzenie poczeka. Gra poczeka. Życie poczeka, traumy też. Były inne rzeczy, którymi chciał się cieszyć, póki miał je w swoich rękach.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czułość i bliskość nie należały do czegoś, co robiła na co dzień. Miała swoje potrzeby i nigdy się z tym nie kryła… z tym, że pomagała sobie, gdy napięcie stawało się zbyt duże, albo że raz na jakiś czas lądowała z kimś w łóżku. Była tylko człowiekiem, miała swoje naturalne żądze i potrzeby. Nigdy jednak nie robiła tego na tyle często ani na tyle długo, żeby móc się do kogoś przywiązać. Były to jednorazowe, szybkie chwile uniesienia, które pozwalały jej wygrzebać z siebie całą tę seksualną frustrację narastającą gdzieś pod skórą, bo wiedziała, że tej drugiej osoby więcej już nie zobaczy. Nie bawiła się w związki, w bliskość, bo po co? Prędzej czy później i tak ktoś by ją zdradził. Albo, nie daj Boże, ona zrobiłaby to komuś, bo przecież zdrada była we krwi, prawda? Płynęła w niej ta sama cząsteczkowa materia co w jej matce. Bała się samej siebie. Nie ufała sobie. Była tylko pyskatą, bezczelną dziewczyna bez większego taktu, która z zewnątrz zachowywała się tak, jakby była ponad wszystkim i wszystkimi, choć w środku krzyczała i płakała, próbując wydostać się z klatki, którą budowała wokół siebie przez tyle cholernie długich lat. Klatki, którą zaczęła stawiać dokładnie w dniu, w którym straciła z nim kontakt.

A teraz siedziała na nim, z jego dłońmi spoczywającymi na jej talii, trzymającymi ją mocno, sprawiającymi, że czuła się zauważona. To nie mogło się dziać. Nie było takiej opcji. Jeszcze tydzień temu nie było go w jej życiu, istniał co najwyżej jako drażniące wspomnienie, niedomknięty rozdział, coś, co bolało nawet po latach. A teraz… och, teraz odwzajemniał jej pocałunki. I to nie tak jak wtedy w piwnicy, gdzie wszystko było podszyte gniewem, żalem, chaosem i pytaniami, na które żadne z nich nie chciało odpowiadać. Ona zresztą też całowała go inaczej. Już nie z potrzebą udowodnienia czegokolwiek, nie z chęcią ukarania go czy sprawdzenia, czy jej pragnie. Teraz skupiała się na wszystkim, co było nim- na jego oddechu muskającym jej skórę, na zapachu, który mieszał się z ciepłem mieszkania i czymś znajomo kojącym... na miękkości jego ust i cieple zwinnego języka, który sprawiał, że coraz trudniej było jej zebrać myśli. Każde kolejne zetknięcie ich warg wywoływało iskrę, drobną i niepozorną, ale wystarczająco silną, by zaraz potem rozpalić w niej coś większego. Teraz, w momencie, gdy usłyszała jego westchnienie i poczuła, jak muska dolną krawędź jej spodenek, przez całe jej ciało przeszedł ciepły prąd. Uniosła się delikatnie, opierając dłonie o jego ramiona, by utrzymać równowagę. Potem wsunęła dwa palce pod jego brodę i uniosła jego twarz ku sobie, zmuszając go, by spojrzał jej w oczy.- Lexie, jak bardzo mnie pragniesz?

lexie ⎚-⎚
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
For good luck!
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Im mniej czuł, tym łatwiej spał. Proste w gruncie rzeczy, ale szybko się zorientował, że oddawanie używkom i prostym przyjemnościom ciała, hedonistyczne podejście do życia całkiem mu pasowało. W większości przypadków było lekkie, brak odpowiedzialności się z nim zgadzał, nie dbał o ludzi, którzy przewijali się przez urywany film, a ci, o których dbał, zwykle dorzucały oliwy do ognia i bawiły się razem z nim. Żyć szybko i umierać młodo. Bo na czym innym miało mu zależeć? W trzeźwości szybko orientował się, że nie miał zbyt wiele, że liczył się tylko, kiedy był sercem imprezy i oprócz tego nie miał zbyt wiele do zaoferowania. Serce z lodu, maska błazna czy innego amanta, piosenka na ustach i taniec w biodrze; jakoś do przodu, z miesiąca na miesiąc wydawało mu się czuć mniej i odcinać od rzeczywistości bardziej. Od tej konkretnej nie chciał. Tak, ich poprzednie spotkanie zaczęło się od wściekłości, ciętych słów i niechętnych spojrzeń, ale skończyło na absolutnie przeciwlegle leżącym punkcie skali. Brakowało mu emocjonalnej inteligencji, żeby zrozumieć co właściwie się stało, jak to się stało i jak mógłby ubrać w słowa wszystko, co działo się w jego głowie. Część którą rozumiał, była ta fundamentalnie cielesna. Nigdy wcześniej nie było mu tak dobrze, nigdy nie przeżył tak intensywnych doznań. A kiedy wszystko ucichło i się uspokoiło, nigdy wcześniej nie czuł potrzeby, żeby zostać, by sięgnąć po więcej, nie uciekać.
Nie było planu. We własnych myślach nie skakał do następnej rzeczy, którą miał zrobić, nie odliczał czasu do momentu, w którym będzie wolny, żeby iść swoją drogą. We własnej głowie zauważał jedynie kolejne małe rzeczy, które sprawiały, że ciepło w jego klatce przybierało na sile, rozlewając się w dół jego ciała, przyspieszając bicie serca. Jej miękkie usta, talię, którą mógłby objąć długimi palcami, gdyby odpowiednio ją ścisnął, krągłe biodra, silne uda, miękka skóra. Dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, stawiając włoski na karku i ramionach w oczekiwaniu na więcej; na kolejny pocałunek, kolejny dotyk, na wszystko to, co chciała mu dać.
Podniósł na nią rozpalone spojrzenie spod półprzymkniętych oczu, rozchylone wargi po których tańczył cień uśmiechu. Jej pytanie posłało mocniejszy dreszcz w okolice bioder, mięśnie klatki i ramion naprężyły się w głębszym oddechu, dłonie wsunęły pod materiał spodenek, nadal na bokach jej ud, sunąc do krągłych pośladków. Wyprostował się jeszcze odrobinę mocniej, by pogonić jej usta, sięgnąć po nie w odpowiedzi.. tyle że jak inni stali po wzrost, to on stał po dobrego pe- po głupotę. Z jego gardła tym razem wydobyła się skarga. - V.. - rozsunięte palce złapały za jej pośladki, przyciągając bliżej siebie, w piwnych oczach rozochocony płomień zatańczył pewniej. Dobry Boże, ten emocjonalny rollercoaster nie miał pasów. Kolejny cichy dźwięk wydarł się z jego klatki, tym razem we frustracji, że nie mógł tak po prostu dosięgnąć jej ust. - ...śniłem o tobie co noc w tym tygodniu. Wszystko co chciałem z tobą zrobić. Jakbym znów miał piętnaście lat, za dużo hormonów i idiotycznie nie mógł odwrócić spojrzenia od mojej pięknej przyjaciółki. Pragnę cię w sposób, którego nie rozumiem. Lubieżnie. Zaborczo. Desperacko. - zmuszała go do mówienia, kiedy rozmowa nawet nie znajdowała się na liście tych rzeczy, które chciał w tamtym momencie robić. Zapora otwarta, słowa wypływały z jego ust płynnie, pewnie, żarliwie, nisko. Dłonie chciały się rozbiec, na tamtą chwilę ograniczone materiałem jej bielizny, po którym sunęły, zmuszając się do cierpliwości, badając opuszkami ich teksturę.

vita holloway
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
hot
Zadając mu to pytanie, igrała z nim bez cienia iitości. Raz po raz przybliżała usta... na granicy dotyku... by zaraz znów się odsunąć, delektując się tą słodką, okrutną przewagą, jaką dawała jej pozycja nad nim. Była na tyle blisko, że czuła ciepło jego oddechu muskające jej wargi i policzki, a jednocześnie wystarczająco daleko, by nie mógł sięgnąć jej ustami wtedy, kiedy najbardziej tego pragnął. Gdy w końcu wymruczał tę jedną, samotną literę... niską, chropowatą, niemal wbrew własnej woli... po jej plecach przeszedł przyjemny, elektryczny dreszcz. Ale zanim zdążyła w pełni rozkoszować się tym drobnym zwycięstwem, on poruszył się gwałtownie.Jego silne dłonie chwyciły ją za pośladki i jednym zdecydowanym ruchem przyciągnęły w dół... tak nagle i tak mocno, że jej uda rozjechały się szerzej na jego biodrach, a resztki przestrzeni między ich ciałami zniknęły niemal całkowicie. Prychnęła cicho, prosto w jego usta... pół oburzona, pół rozbawiona, a w całości rozpalona tym nagłym przejęciem kontroli.- It’s cheating- mruknęła, po czym zaraz uniosła się z powrotem odrobinę wyżej, odzyskując kontrolę nad sytuacją.

Objęła dłońmi jego twarz, kciukami muskając linię zarostu, chłonąc każde wypowiadane przez niego słowo. Serce waliło jej w piersi coraz mocniej... raz chaotycznie szybko, raz niebezpiecznie wolno… momentami odbierało jej oddech. Przysunęła się bliżej, aż ich czoła się zetknęły. Patrzyła w jego piwne oczy z cholerną intensywnością. Ona też o nim śniła. Nie mogła przestać o nim myśleć. Budziła się w nocy, bo jego twarz wracała do niej z uporem- ta z piwnicy, ta zza baru, ta skupiona, kiedy zamykał lokal, i ta rozluźniona, kiedy zdejmował okulary. Chociaż sama lubiła go w nich nawet bardziej. Dodawały mu czegoś, czego nie potrafiła nazwać, ale co działało na nią zbyt skutecznie. Czuła, że zaraz rozsadzi ją od środka klatka piersiowa razem z sercem. Może naprawdę kochała się w nim już wtedy, kiedy byli gówniarzami. Może tylko bała się to przed sobą przyznać. Może jeszcze bardziej bała się odrzucenia, które i tak ostatecznie przyszło.

Trzymając jego twarz w dłoniach, z lekko uchylonymi ustami i spojrzeniem rozpalonym od emocji, przypomniała sobie wszystkie te chwile, kiedy wyobrażała sobie właśnie to. Że kiedyś w końcu się odważy. Że pocałuje go tak, jak chciała od dawna. Że przytuli go nie jak przyjaciela, ale jak kogoś, kto od zawsze zajmował w jej sercu zbyt dużo miejsca. I teraz miała to wszystko na wyciągnięcie ręki - a właściwie na odległość jednego oddechu.
Pochyliła się i pocałowała go znowu, tym razem intensywniej, zachłanniej, jakby nie chciała już zostawiać między nimi żadnych niedopowiedzeń. Wsuwając jedną dłoń w jego włosy, przytrzymała go blisko siebie, pogłębiając pocałunek, a drugą przesunęła po jego ramieniu. Chwyciła jego rękę i powoli wsunęła ją sobie pod materiał za dużej koszulki, a opuszkami jego palców przejechała po swoim brzuchu, talii, aż zatrzymała się na jednej z piersi. Oderwała się od niego tylko na moment, żeby zaczerpnąć tchu. Policzki miała zaróżowione, spojrzenie rozgrzane, a głos troche cichszy niż wcześniej, ale o wiele bardziej pewny.- Na co czekasz?- zapytała, nie tyle oczekując odpowiedzi, co tego, że chciałaby, by po prostu zaczął działać.

lexie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
For good luck!
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szczerze, już nic go nie mogło zdziwić w jej przypadku. Droczyła się z nim, prowokowała, podobnie jak wtedy, za barem, kiedy trafili do ciasnego, ponurego pomieszczenia i.. Cholernie mu się to podobało. W gruncie rzeczy było niewinne i gdyby nie kontekst, może nawet dziecinne. Jak wtedy, kiedy byli dzieciakami i zabierał jej coś tylko po to, by zmusić ją do pościgu. Albo pozwalał, by to on coś zachachmęciła ciesząc się pogonią, bo kiedy już ją złapał, miał z tego podwójną satysfakcję. Działało bardzo podobnie. Powoli też godził się z realizacją, że absolutnie uwielbiał, kiedy trzymała w dłoniach jego twarz, sunęła palcami po szczęce, zaczesując zarost, do listy też doszło ciepłe uczucie, gdy zetknęła ze sobą ich czoła, na co przymknął oczy, głaszcząc jej skórę kciukami. Może po prostu uwielbiał ją. Była taka opcja, że cokolwiek by nie robiła, podobałoby mu się cholernie, bo to były jej dłonie, jej usta, jej ciało, jej intencja..
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


v
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


lexie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”