ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oh mother mercy,
give me a sign

Drugi tydzień pracy w ogromnej korporacji. Dla Syd znaczyło to nic innego jak ucieczkę z miasteczka, które powoli ją dusiło, odbierając jej jakąkolwiek możliwość rozwoju... poza ślepym podążaniem za słowem ojca w kwestii religii, w którą sama nie wierzyła. Syd wierzyła w empatię, sympatię i bycie dobrym człowiekiem. Nie potrzebowała do tego żadnych zasad mówiących jej, czy może napić się piwa, czy powinna sięgać wyłącznie po konkretny rodzaj sody. Nie chciała siedzieć w domu i być przykładną żoną dla przyszłego męża. Ba! Nie chciała mieć męża w ogóle. Sam fakt, że ojciec postawił jej warunek, że może się wyprowadzić tylko wtedy, jeśli poślubi wybranego przez niego kandydata, był dla niej absurdalny. Świetnie, co nie? Po prostu świetnie. Ale Ashford nie dała się zatrzymać. W mgnieniu oka spakowała całe swoje życie do jednej wielkiej walizki i wylądowała we własnym mieszkaniu w Parkdale... małej klitce, która na początek w zupełności jej wystarczała. Zwłaszcza że nowa posada i tak płaciła na tyle dobrze, że w teorii mogłaby pozwolić sobie na coś większego. Tylko że Syd naprawdę niewiele było do szczęścia potrzeba. Dopóki mogła żyć po swojemu, malować od czasu do czasu i kodując.

Wsuwając laptop do plecaka, zarzuciła go na ramię i ruszyła na tramwaj do centrum Toronto, do swojej nowej firmy. Poprzedni tydzień minął jej na onboardingu... poznawała strukturę organizacji, ludzi, procesy i to, czego właściwie będą od niej oczekiwać. Oficjalnie została przypisana do zespołu analizującego dane dla supply chainu. Miała wyłapywać anomalie w raportach, sprawdzać rozjazdy między danymi z systemów, analizować wyjątki wpływające na zapasy, dostawy i planowanie, a z czasem budować z tego sensowne insighty dla ludzi wyżej. W pomieszczeniach socjalnych ciągle słyszała jedno i to samo... żeby uważała na Dyrektora ds. dystrybucji i logistyki, Toto Scuro. Podobno lepiej nie zachodzić mu za skórę, bo konsekwencje potrafiły być nieprzyjemne. Syd specjalnie się tym nie przejmowała. Była niczym cień. Nic nieznaczące drzewo stojące z tyłu sceny, którego nikt nie zauważał, ale które nadal tworzyło tło, bo po prostu tam było. Tak chciała funkcjonować. Robić swoje, siedzieć z boku i nie wchodzić nikomu w paradę.

Ekhm…

...jak to zwykle w życiu bywa, nie wszystko układało się tak, jak człowiek sobie życzył. Bo dosłownie chwilę po odpaleniu komputera zobaczyła maila z kilkunastoma osobami w threadzie i połową działu wrzuconą w CC. Dyrektor chciał spotkać się po kolei z osobami odpowiedzialnymi za poszczególne obszary supply chainu. Syd od dwóch dni siedziała nad zestawieniem wyjątków w danych - próbowała namierzyć, skąd biorą się rozbieżności między forecastem, poziomami zapasu i statusem dostaw w dashboardach. Poprzedniego wieczoru zaczęła przeglądać pliki w domu, bo część rekordów wyglądała tak, jakby coś nie spinało się między źródłami, ale nie miała jeszcze niczego gotowego. Nawet porządnego wniosku. - O nie… - wyszeptała do siebie, nagle prostując się na krześle. Chwilę później zorientowała się, że godzina spotkania, którą miała wpisaną w mailu, była… teraz. Dosłownie teraz.
Chwyciła laptop pod pachę i zerwała się z miejsca, niemal biegnąc w stronę jego biura. Mijała po drodze ludzi, rzucała szybkie „sorry” i „przepraszam”, ledwo łapiąc oddech. Kiedy w końcu stanęła przed drzwiami, zapukała trzy razy, trochę zbyt nerwowo. Zacisnęła palce na klamce i weszła do środka.- Syd Ashford. Chciał się pan ze mną widzieć- powiedziała szybko, prawie jakby miała się jeszcze zaraz ukłonić niczym w Bridgertonie. Zajęła miejsce na krześle przed biurkiem, kładąc laptop na kolanach. Wyprostowała się odruchowo, próbując wyglądać na dużo spokojniejszą, niż była w rzeczywistości, i czekała, co właściwie miało się za chwilę wydarzyć.

Dyrektor ds. dystrybucji i logistyki
42 y/o
For good luck!
187 cm
dyrektor ds. dystrybucji i logistyki Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
Give me all of that ultraviolence
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

𝚆𝚘𝚛𝚍𝚜 𝚕𝚒𝚔𝚎 𝚟𝚒𝚘𝚕𝚎𝚗𝚌𝚎 𝚋𝚛𝚎𝚊𝚔 𝚝𝚑𝚎 𝚜𝚒𝚕𝚎𝚗𝚌𝚎
Stukot klawiszy służbowego macbooka przerywał ciszę niczym strzały oddawane przez łowcę w kierunku ofiary. Toto Scuro pisał właśnie niewybredną wiadomość do całego działu Supply Chain, a każde kolejne słowo w korespondencji wydawało się być odrębnym sądem ostatecznym dokonywanym na kolejnej osobie z drużyny. Dyrektor do spraw dystrybucji i logistyki dopatrzył się bowiem w ostatnim czasie, że gdzieś na poziomie księgowości dochodziło do niedopełnienia obowiązków- przynajmniej taka była jego wstępna diagnoza. Ktoś z opóźnieniem procesował faktury armatorskie, za transport koncentratu... Ale na tym problem się nie kończył, bo te dokumenty, które zostały przez firmę zaakceptowane, bywały niejednokrotnie niezgodne z obowiązującymi kontraktami. Zareklamowanych przypadków było już w tym momencie tak wiele, że lada moment mogło dojść do wewnętrznej zapaści. Scuro był niemalże pewien, że mógł już ze spokojem wytypować winnego. Potrzebował tylko zrobić sobie korporacyjne plecy, potwierdzając swoje przypuszczenia analizą jednego z zatrudnionych w tym celu pracowników.
Wbrew pozorom Toto lubił takie przypadki. Czuł się wtedy niczym zegarmistrz pochylający się nad otwartym zegarem. Analizował pracę każdego komponentu i na tejże podstawie decydował, czy faktycznie to ten drobny fragment całości mógł być felerny. A potem go wyrywał, wyrzucał i wstawiał w jego miejsce nowy, błyszczący trybik, który podnosił jakość działania całego mechanizmu. Potrzebował tylko lupy, by móc zbadać tę część aparatu w należyty sposób. Tą lupą miała być Syd Ashford- nowy, rzekomo dobrze zapowiadający się, narybek w firmie. Miał więc zatem niepowtarzalną okazję do przetestowania kompetencji HR w dobierania mu pracowników i... faktycznie rozwiązać problem. To spotkanie zakolejkował sobie na sam koniec- jako tę przysłowiową wisienkę na torcie.
Uniósł absurdalnie małą filiżankę z parującą, czarną jak smoła kawą do ust zauważając, iż w zasadzie była już spóźniona. Nienawidził najmniejszych nawet przejawów braku profesjonalizmu a spóźnienie na spotkanie z dyrektorem czymś takim właśnie było. Upijając odrobinę kofeinowego napoju otworzył okno czatu z zaginioną pracownicą, kiedy jego drzwi otworzył dwudziestosześcioletni przeciąg. Wlepił w nią swoje ciemne spojrzenie, nie odezwawszy się nawet słowem. Uniósł jedynie brew widząc, jak siada naprzeciwko niego, nie czekając nawet na przyzwolenie. No tak, dzieciaki i ich cholerny brak etykiety. Kolejny dowód na to, że mieliśmy dziś do czynienia z humanistyczną klęską. Korporacyjne dzieciaki podtrzymywały w nim przekonanie, że podjął dobrą decyzję nie rozmnażając się.
-Chciałem się z tobą widzieć dziesięć minut temu, Ashford.- rzucił sucho, patrząc na nią zupełnie tak, jakby chciał jej wywiercić dziurę w duszy, jakby dokonała najgorszej możliwej zbrodni wojennej, a nie spóźniła się na korporacyjne spotkanie.- Pracujesz tutaj drugi tydzień i spóźniasz się na spotkanie z dyrektorem dystrybucji i logistyki? Wiesz ile firmę kosztuje godzina mojej pracy? Zdajesz sobie sprawę z tego, co mógłbym zrobić w tym czasie?- chciał, by to dobrze wybrzmiało. Ktoś mógłby powiedzieć, że się nad nią pastwił i... poniekąd tak było. Lęk oznaczał kontrolę, ta z kolei rodziła wydajność i skuteczność. W jego mniemaniu, w korporacji tylko one się liczyły.- Co jest przyczyną twojego spóźnienia?- nie odpuszczał, dalej wiercił jej dziurę w brzuchu. Coraz bardziej artykułował słowa, brzmiąc przy tym niemalże jadowicie, a jego spojrzenie na tym etapie dzieliło już chyba jej anatomiczne, człowiecze warstwy na poszczególne części w niewybredny sposób. Fakt, że ta szara myszka siedziała przed nim taka wystraszona jedynie podsycał jego pierwotną żądzę mordu... metaforyczno-korporacyjną, ma sierozumieć.

mouse
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
nah
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Siedząc tam, dosłownie drżąc w środku na myśl, że już w drugim tygodniu pracy narobiła sobie problemów, wpatrywała się w niego z przerażeniem. Już na pierwszy rzut oka widziała, że był bardzo eleganckim mężczyzną... jednym z tych, którzy doskonale wiedzą, jak się ubrać, by zrobić wrażenie. Ale nie o to chodziło. Chodziło o jego oczy. Ciemne tęczówki, które w tym świetle niemal zlewały się ze źrenicami, doprowadzając ją do absurdalnego wręcz przekonania, że może właśnie siedzi tu z samym diabłem w ludzkim wcieleniu. Sam ton jego głosu przesiąknięty był niezadowoleniem i wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że to spóźnienie uznał za karygodne. Dziesięć minut. Tylko dziesięć minut, co i tak wydawało jej się trochę nie fair, biorąc pod uwagę, że dopiero się tu odnajdywała. Z drugiej strony... miał rację. Powinna była okazać mu więcej szacunku. Nie tak została wychowana.

Kiwnęła głową, spuszczając wzrok i marszcząc lekko brwi.- Przepraszam, panie Scuro. To się nigdy więcej nie powtórzy- wydusiła z siebie, przymykając na moment oczy, zbyt zawstydzona, żeby od razu spojrzeć mu prosto w twarz. Po chwili jednak uniosła wzrok, bo przecież niegrzecznie było milczeć, kiedy ktoś zadał pytanie. Przełknęła ślinę i poprawiła się na krześle. Czy on naprawdę chciał wiedzieć, co myślała? Najwyraźniej tak, skoro zapytał. Serce waliło jej jak oszalałe, ale mimo wszystko chciała pokazać, że potrafi za siebie odpowiedzieć.- Domyślam się, że pana czas kosztuje bardzo dużo, panie Scuro.- Zerknęła na filiżankę, z której wciąż unosiła się ledwo widoczna para.- I zdaję sobie sprawę, że jest pan bardzo zajętym człowiekiem. Mam tylko nadzieję, że w trakcie tych dziesięciu minut mojego spóźnienia udało się panu chociaż wypić należytą kawę.- Palnęła to bez większego zastanowienia, nie wiedząc nawet, czy naprawdę o taką szczerość mu chodziło. Chwilę później otworzyła laptopa, uruchamiając raport, nad którym siedziała do rana.- Dyrektorze Scuro, spóźniłam się, bo wciąż próbuję przystosować się do Toronto i komunikacji miejskiej, ale mogę pana zapewnić, że nadrobię stracony czas.- Spojrzała na niego nieśmiało znad otwartego laptopa, jakby sam widok ekranu miał być dowodem, że naprawdę pracowała do późna. - Wczoraj pracowałam prawie szesnaście godzin, bo nie mogłam zrozumieć, dlaczego system błędnie mapował część danych dla shipmentów morskich. W niektórych rekordach nie zgadzały się wymiary ładunku, indeksy referencyjne i część danych szła dalej do raportów w nieprawidłowej formie. Próbowałam ustalić, czy problem leży w logice mapowania, czy w samym źródle danych, bo finalne zestawienia pokazywały inne wartości niż te, które faktycznie były w bazie. -Oderwała wzrok od laptopa i spojrzała na dyrektora, a potem, z wyraźną ostrożnością, postawiła komputer na jego biurku. Sama nie wiedziała, czy wypadało jej to zrobić, ale chciała pokazać mu, że nie rzucała pustych słów. Przerażał ją. Bała się, że zaraz usłyszy, że to koniec... że już w drugim tygodniu pracy zdążyła wszystko zaprzepaścić.

Dyrektor Scuro
42 y/o
For good luck!
187 cm
dyrektor ds. dystrybucji i logistyki Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
Give me all of that ultraviolence
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Jej przeprosiny nie były w stanie pozbyć się tego spojrzenia, które cały czas w nią wwiercał. Scuro wiedział, że tutaj zdecydowanie chodziło o coś więcej, niż przyznanie się do winy. W grę wchodziło coś zdecydowanie ważniejszego niż urażona duma czy zmarnowany czas. Tutaj chodziło o kunszt pracy. O tę zapomnianą sztukę, etykietę. Dzisiejsze pokolenia były zbyt egocentryczne, by zrozumieć jak istotną strawą dla ducha było precyzyjne i dokładne wypełnianie swoich obowiązków. Wszyscy chcieli być menagerami, leaderami, dyrektorami, a nie potrafili dać od siebie chociażby tej piekielnej punktualności. O ten żywy organizm korporacji należało odpowiednio dbać, wtedy odpłacał się dobrymi wynikami i tym, co napędzało wszystkich dookoła- pieniędzmi.
Nie potrafił zdecydować, czy ta uległość ze strony pracownicy (ubranej swoją drogą jak na szkolny apel) go zadowalała, czy wręcz podjudzała. Nie znał jej higieny pracy na tyle, by zrozumieć, czy stara się go podejść, czy faktycznie widzi i rozumie o co mu faktycznie chodzi. Miał zamiar się upewnić, że nie pozostawił jej żadnego pola do dywagacji.
-Nie, Ashford. Nie chcę tego słyszeć.- rzucił krótko, niemalże wojskowo, na jej żenujące próby uratowania swojego wizerunku, w dalszym ciągu naginając korporacyjną zasadę bycia "na ty".- Nie interesuje mnie, czy przyjeżdżasz tutaj z drugiego końca Torronto czy przylatujesz rano samolotem z Montrealu. Jeżeli torontońskie tramwaje cię zawodzą, to przyjeżdżaj wcześniej, albo zamów sobie bolta. -chciał rzucić uszczypliwą uwagą na temat ucyfryzowania dzisiejszej młodzieży i w jak wygodnym świecie oni żyją, ale uznał to za nieoptymalne marnowanie czasu.- Oczywiście, że zostaniesz dziś tyle, ile się spóźniłaś, ale jednocześnie ostrzegam cię, że spóźniłaś się dzisiaj po raz pierwszy i ostatni. Mam politykę zerowej tolerancji wobec braku profesjonalizmu. Potraktuj to jako szkolenie stanowiskowe.- nie urywając kontaktu wzrokowego wziął ponownie łyka kawy, ignorując zupełnie jej piekielną temperaturę. Lubił pić dosłowny wrzątek, nienawidził zimnej kawy. Odstawił filiżankę ze stukotem na podkładkę, gdy pożaliła się wczorajszą zmianą.- Jeżeli chcesz odnieść jakikolwiek sukces w tej firmie i coś faktycznie osiągnąć, przestań liczyć godziny i po prostu uwzględniaj je w SAP'ie. Wszystkie zatwierdzę pod wypadkiem, że udowodnisz mi, że wtedy pracowałaś. Książka zostawiona na klawiaturze w otwartym pliku worda nie przejdzie. Poza tym, nie chcesz zaczynać się ze mną licytować na ilość godzin przepracowanych w przeciągu dwudziestoczterogodzinnego cyklu dobowego. Twoja uwaga była nie na miejscu, nie życzę sobie ich tutaj. Skończ z wymówkami i pokaż mi wreszcie, że potrafisz pracować. Tylko to się dla mnie tutaj liczy. Radzę to na przyszłość dobrze zapamiętać.
I wtedy faktycznie pokazała mu laptopa. Toto wiedział, co tam znajdzie, a wyniki, które mu grzecznie wyrecytowała lekko połaskotały jego ego- znowu miał rację. Kącik jego ust drgnął lekko, w samozadowoleniu, toteż popił znów kawy skanując wzrokiem matrycę sprzętu dziewczyny.
-Chcę, żebyś przeprowadziła próby testowe z pracownikami odpowiedzialnymi za procesowanie dokumentów frachtowych i upewniła się, że jakość danych jest zgodna ze stanem faktycznym. Chcę, żebyś przygotowała mi raport dotyczący etapów, które stanowią najbardziej podatny na błędy grunt. Żeby zaoszczędzić ci czasu, radzę przede wszystkim zweryfikować dane wprowadzane przez Michaela. Uznaj to za prezent powitalny z mojej strony.- oparł się nonszalancko o biurko i zmierzył ją wzrokiem po raz pierwszy. Nie, to wcale nie był odruch współczucia czy chęć nawiązania nici porozumienia... Scuro chciał po prostu oszczędzić sobie czasu oczekiwania na wyniki. Wiedział, gdzie leży problem, potrzebował po prostu potwierdzenia ze strony analityczki danych, która wyglądała, jak myszka kościelna.

myszka
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
nah
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wydawało jej się, że odpowiedziała dokładnie tak, jak chciał to usłyszeć. Zresztą nigdy nie była przesadnie rozmowna, ale kiedy dostawała przestrzeń, potrafiła mówić więcej, niż sama zakładała... jakby jej struny głosowe nagle przypominały sobie, że jednak istnieją. Przeprosiła go, a to przecież było najważniejsze, prawda? Najwidoczniej nie. Przynajmniej nie dla niego. Rozchyliła delikatnie usta w czymś na kształt szoku, bo zupełnie nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Spięła się na krześle jeszcze bardziej i spojrzała na niego z wyraźnym przerażeniem.- Um… dobrze. Przepraszam - dodała jeszcze raz, nie wiedząc już, co właściwie powinna powiedzieć, żeby nie wywołać w nim podobnej reakcji. Poczuła, jak szkarlat oblewa jej twarz, a dziwny skurcz w żołądku zaciska się w coraz ciaśniejszy supeł. Było jej słabo ze wstydu, zwłaszcza gdy praktycznie wyłożył jej krok po kroku, jak ma więcej się nie spóźniać. Przytaknęła tylko głową, wydobywając z siebie głośne, Mhm.
W kącikach oczu zebrało jej się kilka łez, ale próbowała je powstrzymać. Nie chciała się rozpaść na jego oczach i wyjść na słabeusza... nawet jeśli dokładnie tak się teraz czuła. Opuściła głowę na chwilę, pozwalając, by włosy i grzywka częściowo zasłoniły jej twarz, po czym wydusiła z siebie już wyraźniej, - Już nigdy się nie spóźnię. - Powiedziała to stanowczo, tak żeby usłyszał i zrozumiał, że mówi całkiem poważnie. Nie chciała, żeby uznał ją za niekulturalną albo pyskatą. Problem w tym, że sama nie wiedziała do końca, jak powinna się do niego zwracać. Jak długo wolno jej było patrzeć mu w twarz? Czy powinna utrzymywać kontakt wzrokowy, czy może lepiej udawać, że patrzy na niego, a tak naprawdę skupiać wzrok gdzieś tuż za jego ramieniem? Była rozkojarzona i wystraszona.

Wspomnienie o tym, ile pracowała poprzedniego dnia, nie miało być próbą wybielenia się w jego oczach. Po prostu chciała pokazać, że naprawdę traktuje tę pracę poważnie. Że jej zależy. Słuchała go coraz bardziej spięta, aż w końcu uniosła głowę i spojrzała na niego przez krótką chwilę.- Przepraszam, dyrektorze. Naprawdę zależy mi na tej posadzie i pokażę, że jestem kompetentna. Traktuję tę firmę poważnie i szanuję pański czas. - Wbiła paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni, próbując jakoś poradzić sobie z emocjami ściskającymi jej klatkę piersiową i żołądek. Po chwili przechyliła laptop w jego stronę i uśmiechnęła się delikatnie... trochę nieśmiało, ale jednak z odrobiną dumy. Była zadowolona z własnego researchu i z tego, że mimo wszystko udało jej się znaleźć coś konkretnego. Patrzyła, jak upija łyk kawy, zanim zerknął na ekran. Słuchała uważnie jego poleceń, kiwając głową na znak, że rozumie, choć prawda była taka, że nie wszystko było dla niej jeszcze jasne. Praca w transporcie morskim była czymś, z czym stykała się po raz pierwszy w życiu. Była dobra w kodowaniu, znajdowaniu błędów i analizie danych, ale nie znała jeszcze całego procesu operacyjnego od początku do końca. Kiedy wspomniał o Michaelu, zmarszczyła nos na krótką chwilę... to właśnie przez dane przypisane do jego obszaru zaczęła podejrzewać, że coś w systemie się nie zgadza.

W końcu wstała, zgarnęła laptop i wsunęła go pod pachę, zerkając jeszcze raz na dyrektora.- Dziękuję za poświęcony czas. Wszystkim się zajmę i podeślę wyniki. - Znów nie była do końca pewna, czy powinna jeszcze czekać, czy to już moment, żeby wyjść, więc po prostu lekko skinęła głową i opuściła gabinet. Chwilę później znalazła się z powrotem przy swoim biurku.- Woah, przeżyłaś? Myśleliśmy, że cię wywalił - parsknął jeden z kolegów. Wzruszyła tylko ramionami, próbując się uspokoić i zignorować ich komentarze. Skupiła się na zbieraniu danych. Nim się obejrzała, była już dziewiętnasta, a ona wciąż nie rozumiała wszystkich etapów frachtu przy wprowadzaniu danych. Zerknęła na skrzynkę mailową, otworzyła nową wiadomość, wybrała adres dyrektora i nacisnęła „Wyślij”.

Dobry wieczór, Dyrektorze Scuro,

Pracuję nad raportem, który zlecił mi Pan podczas dzisiejszego spotkania. Chciałam dopytać o jedną kwestię, żeby mieć pewność, że analizuję dane we właściwym kontekście operacyjnym.

Czy przy weryfikacji rozbieżności powinnam opierać się przede wszystkim na danych z bookingu, czy na finalnych danych potwierdzonych po załadunku kontenera? W kilku rekordach wartości różnią się między etapem planowania a finalnym statusem shipmentu i chciałabym mieć pewność, który punkt procesu powinnam traktować jako referencyjny.

Pozdrawiam,
Syd Ashford


dyrektor scuro
42 y/o
For good luck!
187 cm
dyrektor ds. dystrybucji i logistyki Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
Give me all of that ultraviolence
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Jej odpowiedzi były... zadowalające. Prawda była taka, że Toto poniekąd badał w momencie tej krótkiej i intensywnej interakcji, z jakiej gliny ulepiona była jego nowa pracownica. Syd siedziała grzecznie, przepraszała, przyjmowała do wiadomości wszystko to, co jej przekazywał. Znał ten typ. Czuł, że ta jedna rozmowa starczyła, żeby obudzić w niej iskrę podsycaną lękiem i paranoją, a to z kolei... Oznaczało, że ją rozegrał. Że będzie mu tańczyć tak, jak jej zagra. Zupełnie jak balerina w nakręcanej pozytywce. Będzie obracać swoją zgrabną nóżką z prędkością i intensywnością zależną od tego, jak Scuro nakręci jej sprężynkę.
-Trzymaj się tego, a czeka nas owocna współpraca.- rzucił jej na koniec kość, jednocześnie broniąc się przed ewentualną interwencją HR'ów.
To nie tak, że się ich obawiał. Po prostu nie chciało mu się babrać w jakieś pracownicze wygibasy, nie miał na to czasu. Chciał nowy narybek zwyczajnie zmanipulować dając jej nadzieję na nawiązanie czysto mentorskiej relacji. Czy faktycznie taką planował? Cóż, zbyt wcześnie było na to, by to faktycznie stwierdzić. Najpierw chciał zobaczyć jakość wykonanego przez nią raportu. Gdy zbliżyła się do drzwi uprzednio dziękując mu usłużnie, podniósł się szybko z miejsca.
-Ashford.- rzucił, kiedy złapała za klamkę, zmuszając ją tym samym, by zwróciła się jeszcze do niego, bo najwidoczniej miał jej coś kluczowego do przekazania.- To ja decyduję, kiedy spotkanie jest zakończone. Jak będę chciał tutaj siedzieć i patrzeć jak skubiesz skórki przy paznokciach w nerwach, to będziesz to robić. Rozumiesz?- jego spojrzenie prześwietliło jej czerwoną i wilgotną od stresu twarz. Coś w niej sprawiało, że miał ochotę ją spoliczkować. Żeby wreszcie wzięła się w garść i pokazała mu swoją wydajność! Nie był jednak damskim bokserem.- Możesz wyjść.-Dodał po śmiertelnie długiej chwili ciszy, zamykając swojego laptopa i dopijając duszkiem kawę z filiżanki.
Resztę dnia spędził na mniej lub bardziej ważnych spotkaniach. Pojawił się temat otwarcia nowego centrum dystrybucji, a to z kolei zrzuciło na jego ręce kolejny temat wymagający odpowiedniej opieki. Nim zdążył się obejrzeć, minęła mu jedenasta godzina w głównej siedzibie firmy. Kończył właśnie dojadać przygotowanego dzień wcześniej pieczonego kalafiora w cieście z azjatycką sałatką z ogórka, gdy jego służbowy telefon zawibrował. Z zaskoczeniem odkrył, że to mysz kościelna posłała mu wiadomość w celu wyjaśnienia jakichś spraw. Cóż, podobało mu się, że podeszła do sprawy z innej strony, jednak niekoniecznie o to mu chodziło. Zadanie, które jej zlecił, u swojej podstawy było banalnie proste.
Skoro wysłała mu maila, to musiała tutaj jeszcze siedzieć, prawda?
Zamknął pudełko z resztą posiłku i przemaszerował do openspace, które o tej porze robiło za plac zabaw dla kurzu i przeciągu. Dzieciaki bardzo szanowały swój czas poza pracą, a więc widok zgarbionej nad laptopem myszki w niewielkim stopniu mu zaimponował. Zobaczmy najpierw, jak długo to potrwa- ostudził swój entuzjazm zatrzymując się zaraz przy niej.
-Ashford.- rzucił oficjalnie, ale spokojnie, starając się skupić na sobie jej uwagę.-Co do rozbieżności.- zaczął, by wyjaśnić swoją obecność i rozejrzał się, jakby upewniając się, że poza pająkami i klimatyzacją nikt nie usłyszy jego słów.- Posłuchaj mnie uważnie.- i chodź zabrzmiało to złowrogo, miał zamiar dać jej dziś nieco fory. Czyżby ruszyło go sumienie? A może po prostu czuł w niej potencjał? Skrzyżował ręce na piersi wciąż trzymając pojemnik z obiadem, potraktowanym dziś tak strasznie po macoszemu.- Michael nie sprawdza faktur z kontraktem. Wysyła je na ślepo nie weryfikując stawek. Potem dostajemy od armatorów korekty, a to z kolei tworzy niepotrzebne koszty korekty odpraw. Niektóre faktury pomija, a puszka czekająca w porcie generuje nam koszty postoju... Jesteś od analizy, nie musisz wiedzieć każdego szczegółu w transporcie morskim, jedyne czego od ciebie chcę, to żebyś zebrała mi przykładów rozbieżności danych z faktury z plikami przetargowymi. Chcę poznać, ile korekt celnych musieliśmy requestować w tym miesiącu... Ja wiem, jaki jest problem, Ashford. Michael nim jest i chcę usunąć wyszczerbiony trybik z naszego mechanizmu. Po prostu nie mogę go zgłosić bez poparcia tego danymi. Rozumiesz, o czym mówię?- patrzył na nią wymownie, chodź nieco łagodniej niż do tej pory. Zaraz potem jego twarz znów się napięła, jakby to co miał powiedzieć chwilę potem już w jego głowie budziło w nim irytację.- Nie marnuj czasu na rozumienie transportu i szykowanie raportów, które wydaje ci się ,że są poprawne. Pytaj mnie wprost, jak czegoś nie rozumiesz, uciekanie z mojego biura w tym nie pomaga. Rozumiesz, dlaczego powiedziałem ci dziś, że to ja kończę spotkanie? Mam dość bandy smarkaczy udających, że rozumieją importowy żargon. - chyba po prostu był zmęczony i zaczynał ventować nieco bardziej, niż to planował. Spojrzał ku sufitowi, jakby szukał tam ratunku u któregokolwiek ze świętych. -Pokaż mi, co udało ci się do tej pory przygotować.

myszka
Ostatnio zmieniony pn mar 16, 2026 7:22 am przez Toto Scuro, łącznie zmieniany 1 raz.
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
nah
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Budził w niej ogromny respekt. Bała się odezwać, jeśli wyraźnie na to nie pozwalał, a jednocześnie kompletnie nie potrafiła go zrozumieć. Miała wrażenie, że wysyła jej jakieś dziwne, sprzeczne sygnały… tak jak wtedy, gdy najwyraźniej nie spodobało mu się, że chciała wyjść. Przecież była przekonana, że spotkanie już się skończyło, a jednak musiała czekać, aż wyrazi zgodę, niemal jak w jakichś koszarach.
Poza tym jak miała prowadzić z nim owocną współpracę, skoro nawet nie wiedziała, jak powinna się z nim dogadać? Może najlepszym sposobem było po prostu zachowywać się przy nim tak samo, jak zachowywała się przy swoim ojcu… przytakiwać, zgadzać się ze wszystkim i upewniać go, że wszystko idzie dokładnie po jego myśli? Że jest z niej zadowolony? Syd bardzo potrzebowała zapewnienia, że dobrze jej idzie, a jeśli to miał być jej złoty środek, to naprawdę chciała pokazać dyrektorowi Scuro, że traktuje tę posadę poważnie. Dlatego właśnie wpadła na pomysł z tamtym mailem. Chciała mu po prostu pokazać, że wzięła sobie wszystko do serca. Kiedy tylko go wysłała, wzięła głęboki oddech i wróciła do pracy, zatapiając się w liczbach, wynikach, procedurach i kodach.

Ashford.

Słysząc swoje nazwisko, aż podskoczyła na krześle i momentalnie uniosła wzrok.- Pan Scuro! - rzuciła, prostując się tak szybko, jakby to miało uratować całą sytuację. Odruchowo poprawiła włosy, bo nie miała pojęcia, że jeszcze tu był.- T-tak, słucham.-Spojrzała na niego uważnie i natychmiast skupiła się na tym, co mówił. Uniosła lekko brew, zauważając, że trzymał w dłoni coś przypominającego pojemnik z jedzeniem, ale zaraz potrząsnęła głową, jakby chciała samą siebie przywołać do porządku. Ogarnij się, Ashford. Skup się. - Chwyciła długopis i zaczęła szybko notować wszystko, co mówił, nie zastanawiając się, czy zaraz skomentuje coś z przekąsem albo rzuci kolejną uwagę pod jej adresem. Chciała tylko mieć pewność, że nic jej nie umknie. Zwłaszcza że bez ludzi wokół jego perfumy były o wiele bardziej wyczuwalne... ciężkie, dziwnie rozpraszające. Nie mogła sobie na to pozwolić.- Um… dobrze, panie Scuro. Wszystko przygotuję i jutro przyniosę to na pana biurko. - uśmiechnęła się nieznacznie. Uśmiech zniknął jednak równie szybko, gdy dotarło do niej, jak nazwał Michaela. Nie spodobało jej się to, ale czuła do niego zbyt duży respekt - i zbyt dużo strachu - żeby cokolwiek komentować. Nie mogła znowu wpaść w tarapaty.

Słuchając go dalej, miała wrażenie, że z jednej strony próbował jej coś wyjaśnić, a z drugiej wcale nie ułatwiał jej życia. Gubiła się w tym.- A co jeśli chciałabym lepiej zrozumieć terminologię importu morskiego? -zapytała, tym razem już naprawdę zainteresowana.- Mogę pana zapewnić, że w godzinach pracy będę zajmowała się wyłącznie tym, do czego zostałam zatrudniona, ale czy mogłabym czasem wysłać panu maila z pytaniem, jeśli utknę na jakimś etapie procesu? Chciałabym rozumieć nie tylko same dane, ale też to, które pola są krytyczne operacyjnie przy bookingu, shipping instructions i draftach B/L. - Posłała mu nieśmiały uśmiech, który szybko zmienił się w bardziej szczery, kiedy pozwolił jej pokazać to, co przygotowała. - Proszę spojrzeć - powiedziała, wyraźnie ożywiona, i odsunęła laptop tak, żeby lepiej widział ekran. - To na razie jeszcze draft, ale próbuję zbudować walidację, która nie pozwoli przejść do kolejnego etapu, jeśli użytkownik nie uzupełni wszystkich wymaganych pól. Na przykład numeru bookingu, shippera, consignee, portów załadunku i rozładunku, numeru kontenera albo podstawowych danych ładunku. Jeśli te rzeczy są puste albo nie zgadzają się między rekordami, system nie powinien pozwalać na przekazanie danych dalej do dokumentacji.- Przesunęła palcem po ekranie, pokazując kolejne sekcje.- Część pól dałoby się uzupełniać automatycznie z wcześniej zapisanych danych… na przykład nazwy klientów, porty, część referencji albo stałe dane kontenerowe. To skróciłoby czas wpisywania i ograniczyło liczbę błędów manualnych. Ale pola zmienne, jak waga ładunku, liczba paczek albo konkretne dane shipmentu, nadal musiałyby być wpisywane ręcznie albo potwierdzane przez użytkownika- Na chwilę nabrała powietrza i dodała już trochę pewniej,- Próbuję też rozdzielić błędy na dwa typy… brak wymaganych danych i niespójność danych między etapem bookingu a shipping instructions. Bo jeśli te informacje różnią się za bardzo, to później draft B/L może zostać przygotowany na błędnych wartościach, a wtedy problem idzie dalej w proces. - Zerknęła na niego z ostrożną dumą.- Jeszcze tego nie skończyłam, ale myślę, że dałoby się ograniczyć część poprawek robionych później ręcznie przez zespół. - Specjalnie powiedziała zespół by nie wkopać Michaela. Uniosła dłoń, chcąc coś jeszcze dopowiedzieć, i dopiero wtedy zorientowała się, jak blisko stoi. Przełknęła ślinę, na moment kompletnie tracąc wątek, po czym spojrzała na przedmiot w jego dłoni- A… co to puszka?

dyrektor Scuro
42 y/o
For good luck!
187 cm
dyrektor ds. dystrybucji i logistyki Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
Give me all of that ultraviolence
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Obserwował w ciszy, jak sporządza notatki, z pewnym zadowoleniem dostrzegając, że jego podwładna wybrała nieco bardziej oldschoolowy sposób przygotowywania zapisków. W dzisiejszych czasach jego pracownicy dostawali dosłownego wylewu, kiedy nie mieli dostępu do swoich urządzeń służbowych- trzymali w nich wszystko. Ba! Sama korporacja w chory sposób wspierała ten dziwny rodzaj techno sapiens. Zamknięcie zespołu poza systemem oznaczało zazwyczaj brak jakiejkolwiek produktywności, a on... nie mógł wtedy niestety z tym nic zrobić. Mógł narzekać, zgłaszać potrzebę poprawy protokołów awaryjnych, ale efekt był zawsze taki sam- wszyscy pracownicy traktowali wtedy czas pracy jako darmowe, płatne wakacje. Brzydziło go takie roszczeniowe podejście dzisiejszej generacji. Chcieli mieć wszystko, nie dając z siebie absolutnie nic...
Miło więc było zobaczyć kogoś, kto potrafił posługiwać się kartką, papierem i do tego wydawał się nawet skupiać uwagę na tym, co mówił.
Gdy podkreśliła chęć rozwoju w temacie transportu morskiego, Scuro odłożył pojemnik na jej biurko i wcisnął dłonie w kieszenie swoich spodni, rozluźniając nieco swoją postawę. Spoglądając na nią z góry, słuchał jej uważnie, od czasu do czasu śledząc ruch jej ust, ostatecznie odnajdując jednak zawsze drogę do jej migoczącego w terrorze spojrzenia. Zaskoczyła go tą chęcią poszerzania swoich horyzontów i ewidentnie bardzo zapunktowała tego typu postawą. Tak, Toto był właśnie tym, stereotypowym, szefem-terrorystom.
-Słuchaj.- zaczął powoli, spoglądając gdzieś na świeże przyciski jej służbowego laptopa, jakby miał znaleźć w nich odpowiednią odpowiedź na pytanie.- Nasza firma oferuje finansowanie szkoleń rozwojowych dla pracowników. Podczas rozmów walidacyjnych deklarujesz mi, jaki obszar chciałabyś poszerzyć, a ja to odpowiednio uwzględnię. Niestety, zatrudniłaś się za późno, tegoroczne cele rozwojowe i indywidualne zostały już określone.- zawiesił na chwilę głos, jakby chciał zbadać jej reakcję. Jakby chciał wiedzieć, czy w jakiś sposób ją to rozczaruje. Skoro tak bardzo łaknęła wiedzy, to właśnie tak przecież powinno być, prawda?- Ale...- podjął znowu, bardzo powoli chodź oficjalnie, wciąż badając w skupieniu jej twarz.- Mogę zlecić, żeby kilku specjalistów dało ci krótkie szkolenia w temacie. Od siebie mogę dodać kilka przydatnych baz wiedzy. No i w drodze wyjątku mogę wydzielić ci jakieś regularne okienka konsultacyjne. Proszę cię tylko o to, żebyś dawała wcześniej znać, czy masz zamiar faktycznie o coś zapytać. Chciałbym uniknąć bezsensownych i nic nie wnoszących spotkań.- To, moi drodzy, była najbardziej uprzejma rzecz, jaką Scuro w ostatnim czasie zrobił. Przed samym sobą tłumaczył ten gest jako potencjalna inwestycja w lepszą jakość działania narybka.
Słynął raczej ze swojej nieprzystępności, wiecznym zabieganiu i surowości. Nie widział w ludziach niczego, poza wynikami. Dopiero wieczorową porą, kiedy spotkania się kończyły i pozwalał sobie na odprężenie, stawał się nieco bardziej przystępny. Bardziej ludzki. Nie było jednak wtedy w jego otoczeniu nikogo, kto mógłby takiego stanu doświadczyć. Wciąż bywał uszczypliwy, ale w jakiś sposób nieco bardziej... ospały? Tak, to chyba dobre określenie. Niemniej, wszyscy w Avalon bardzo cenili sobie ten pieprzony work-life balance, toteż wieczorową porą sunął się po korytarzach niczym zjawa, dopinając niektóre sprawy na ostatni guzik, dojadając posiłki, które dzień wcześniej z ogromną dbałością sobie szykował.
Pochylił się nieco, by móc lepiej zobaczyć jej raport i w ciszy przyglądał się efektowi pracy Syd. Gdy ta prowadziła go poprzez poszczególne elementy przygotowanego przez siebie projektu, Toto zwilżył delikatnie wargi w skupieniu. Jego ciemne spojrzenie śledziło wszystko, o czym opowiadała, a twarz nie zmieniała wyrazu. Bardzo spodobało mu się zaoferowane przez nią rozwiązanie, jednak nie był typem szefa, który wynosiłby pracownika pod sufit za najmniejsze zawodowe osiągnięcie:
-Postaraj się uwzględnić w tym systemie, że czasem już w trakcie transportu może dojść do zmiany danych. Do splitu na przykład. Przydałyby się też notyfikacje do zbliżających się kejsów.- skomentował spokojnie i znowu przeniósł spojrzenie z jej dzisiejszego opus magnum prosto na jej wystraszoną buzię. Widział, że mimo wszystko była zadowolona z tego, co przygotowała, ale za bardzo krępowała się, by to okazać. A niech stracę- przeszło mu przez myśl.- Dobra robota. Keep it up.- rzucił krótko, jakby miał nadzieję, że nie dosłyszy tego szybkiego komplementu.
Wyciągnął ręce z kieszeni i już miał odmaszerować do niej uznając sprawę za zamkniętą, ale to pytanie sprawiło, że prychnął głośno, rozbawiony.
-A transportem czego zajmują się armatorzy na swoich KONTENEROWCACH, Ashford? Co jest głównym naczyniem transportującym nasze dobra?- zapytał, jakby niedowierzając, że nie zrobiła tego połączenia w głowie. Oczywiście, że miał zamiar jej odpowiedzieć, ale w swój charakterystyczny sposób musiał jej to troszkę wetrzeć. Uśmiechnął się nieznacznie, mrużąc oczy.- Kontener. Puszka to kontener. Nieoficjalnie, ale lubię je tak nazywać.- wyjaśnił wreszcie i z westchnieniem zerknął po raz kolejny na matrycę jej laptopa.- Jutro do pory lunchu chcę mieć dowody na to, że Michael opóźnia cały proces dokumentacyjny. Możesz skupić się na rekordach z ostatnich dwóch tygodni. Myślę, że znajdziesz tam dostateczną ilość dowodów.- tym sposobem zakończył już temat, nie miał zamiaru dawać jej więcej wskazówek. Postanowił jednak mimo wszystko przypomnieć jej, jakie są jego oczekiwania.- Przykładaj się, wykonuj dobrą robotę, a na pewno to docenię i pomogę ci w rozwoju. Spróbuj robić jakieś dziwne manewry, unikaj odpowiedzialności i leć w chuja, a sprawię ,że twoja praca będzie prawdziwym piekłem. Rozumiemy się?- zawiesił głos i wwiercił spojrzenie w jej oczy. Trzymał tak jej uwagę przez chwilę, by w końcu rozładować to cholerne napięcie krótkim pożegnaniem.- Do jutra, Ashford.

myszka
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
nah
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Syd słuchała go w całkowitym skupieniu, choć z każdą kolejną sekundą miała wrażenie, że jej serce tłucze się o żebra tak głośno, że zaraz zagłuszy wszystko dookoła. Nie spodziewała się tego. Jeszcze chwilę temu była niemal przekonana, że zaraz dostanie kolejne ostre upomnienie albo po prostu usłyszy, że się do tego nie nadaje. A tymczasem… proponował jej pomoc. Szkolenia. Konsultacje. Jakieś okienka, w których mogłaby pytać. To było tak dalekie od tego, czego się po nim spodziewała, że przez moment po prostu patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, próbując zrozumieć, czy dobrze go usłyszała. Przełknęła ponownie ślinę i kiwnęła głową trochę zbyt szybko, jakby bała się, że jeśli nie zareaguje od razu, to cokolwiek co sie teraz dzialo zniknie i okaże się tylko jakimś dziwnym wytworem jej przemęczonego od informacji mózgu. - Dobrze, panie Scuro - wydusiła z siebie, czując, jak zaskoczenie miesza się z ulgą. - Dziękuję. Naprawdę. Nie chciałabym zawracać dyrektorowi głowy bez potrzeby, ale… jeśli naprawdę dostałabym możliwość lepszego zrozumienia tego procesu, to bardzo dużo by to dla mnie znaczyło. - Zawahała się tylko na moment, zaciskając palce mocniej na długopisie. - Jestem dobra w danych. W kodowaniu też. Potrafię znaleźć błędy, jeśli wiem, czego szukam. Po prostu… nie chcę być osobą, która patrzy tylko w cyfry i nie rozumie, co one właściwie znaczą dla całego procesu. Jeśli mam to robić, to chciałabym robić to porządnie.- Poczuła, że mówi może odrobinę za dużo, ale było już za późno, żeby się z tego wycofać.

Serce nadal waliło jej jak szalone, ale tym razem nie tylko ze strachu. Coś w środku jej serca poczuło się po prostu… zauważone. Kiedy usłyszała, że wykonała dobrą robotę, przez sekundę była pewna, że musiała się przesłyszeć. Ciepło rozlało się po jej karku i uszach tak szybko, że miała ochotę schować twarz za ekranem laptopa.- Dz-dz-dzziękuję- mruknęła ciszej, niż zamierzała, spuszczając wzrok na ekran, żeby nie było po niej aż tak bardzo widać, jak bardzo to jedno, krótkie zdanie w nią uderzyło. Poza tym, nie chciała, żeby widział jak się rumieni. A potem oczywiście musiała palnąć pytanie o puszkę. O puszkę. Naprawdę. Gdy tylko dotarło do niej, jak głupio to zabrzmiało, miała ochotę zapaść się pod ziemię. Zacisnęła usta, słuchając odpowiedzi, i tylko kiwnęła głową, usiłując zachować resztki profesjonalizmu.

Kontener. Jasne. Oczywiście, że kontener. Brawo, Syd.

Przynajmniej jednak zapamięta to już chyba do końca życia, a gdy wspomniał o rekordach z ostatnich dwóch tygodni i Michaelu opóźniającym proces dokumentacyjny, momentalnie wróciła do trybu zadaniowego. To już rozumiała. To mogła zrobić.Coś znacznie prostszego niż rozszyfrowywanie jego tonu, spojrzeń i wszystkich tych napięć, które pojawiały się między nimi niemal bez ostrzeżenia. Kiwnęła głową jeszcze raz, tym razem wolniej i pewniej. - Rozumiem. Przygotuję to. I znajdę to, czego dyrektor potrzebuje.
A kiedy padło to ostatnie ostrzeżenie, poczuła, jak znów prostują jej się plecy. Strach wrócił natychmiast, ale tym razem miał w sobie coś mobilizującego.- Rozumiemy się, dyrektorze- odpowiedziała od razu, może odrobinę zbyt szybko, ale szczerze.

''Do jutra, Ashford.''

To krótkie pożegnanie odbiło się jej w głowie jeszcze długo po tym, jak została sama. Syd siedziała nad tym wszystkim tak długo, że z czasem przestała już zwracać uwagę na godzinę. Najpierw analizowała rekord po rekordzie, porównując wpisy, wychwytując rozjazdy, zapisując sobie, które etapy procesu nie mialy zadnego sensu. Potem zaczęła wracać do wcześniejszych notatek, do nazw pól, do statusów, do tych wszystkich drobnych rzeczy, które dla kogoś z boku wyglądałyby jak niezrozumiały bełkot, a dla niej powoli zaczynały składać się w coś konkretnego. Zaczęła nawet widzieć schemat. Michael faktycznie zostawiał po sobie niebywały bałagan, jednak nie taki, który walił po oczach od razu. Była tak skupiona, że nawet nie zauważyła momentu, w którym oparła policzek o własne ramię. Potem czoło o dłoń. Potem tylko na chwilę przymknęła oczy...

Obudziła się dopiero, kiedy w biurze zapaliły się światła. Podskoczyła gwałtownie na krześle, z sercem w gardle, z zaspanym oddechem i kompletnie zdrętwiałym karkiem. Przez krótką chwilę nie wiedziała nawet, gdzie jest. Ekran laptopa świecił jej prosto w twarz, notatki walały się po biurku, a ona sama czuła się tak, jakby przejechał po niej walec.- O, nie - wychrypiała do siebie, zrywając się na równe nogi. Pierwsze, co poczuła, to pełny pęcherz. Drugie... głód tak silny, że aż zakręciło jej się lekko w głowie. Trzecie... panikę. Szybko złapała telefon, zerknęła na godzinę i niemal pobiegła do łazienki, modląc się w duchu, żeby nikogo jeszcze nie spotkać po drodze. Kiedy już dopadła kabiny i mogła w końcu odetchnąć, oparła czoło o chłodną ściankę i jęknęła cicho pod nosem. Spała w biurze. Naprawdę zasnęła w biurze. Jak bezdomny goblin, wiezien excela, tokijski pracownik po rozwodzie. Po wyjściu do umywalki spojrzała na siebie w lustrze i aż skrzywiła się nieznacznie. Miała na sobie te same ubrania co wczoraj. Włosy trochę odgniecione, twarz bladą, pod oczami delikatne cienie, które nawet zimna woda nie była w stanie ukryć. Przeczesała palcami grzywkę, poprawiła kołnierz, wygładziła materiał na ramionach i zmrużyła oczy wzdychajac. Oby nie zauważył, że jestem w tych samych ciuchach. O Boże. A potem, oczywiście, zamiast zrobić coś rozsądnego, jak choćby kupić kawę albo jakiekolwiek jedzenie, pobiegła prosto pod jego biuro. Bo przecież powiedział do jutra.

Laptop położyła na jego biurku z przesadną ostrożnością. Zerkała co chwilę na zegarek. Było jeszcze wcześnie. Biuro dopiero budziło się do życia, a ona czuła, że zaraz tam zejdzie. Dlatego usiadła na krześle, oparła dłonie o krawędź biurka. Tylko na moment. Musiała usiąść, żeby odciążyć nogi (nie wspominając już o tym, że do podeszwy jednego buta przykleił jej się długi pasek papieru). Tylko żeby dać pleckom sekundę. Potem położyła głowę na przedramionach. Tylko na chwilkę, powiedziała sobie w myślach.

Na jedną ulotną chwileczkę.


dyrcio
42 y/o
For good luck!
187 cm
dyrektor ds. dystrybucji i logistyki Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
Give me all of that ultraviolence
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy zaczęła mu się przedstawiać w dobrym świetle- standardowo nie zareagował. Z jednej strony doceniał, kiedy ludzie byli pewni tego, co wnoszą swoją osobą do zespołu i nie przeszkadzała mu tego rodzaju duma. Z drugiej strony, bardzo ostrożnie podchodził do tego typu deklaracji. Zdecydowanie o wiele bardziej wolał w praniu doświadczać rzeczonych superlatyw. Toto uważał, że przesadna skromność jest durna i nie miał nic przeciwko werbalizowaniu swoich mocnych stron. Ba, szczególnie w korporacji takie głośne ogłaszanie swoich umiejętności mogło się przydać. Skoro uważasz, że jesteś w czymś dobry- daj znać, Scuro z pewnością sprawdzi z jakiej gliny jesteś ulepiony. Zdecydowanie łatwiej jest w taki sposób wyłapać jakiś talent pośród morza szaraków zafiksowanych na work-life balance, bez ambicji.
Wychodząc z biurowca zastanawiał się, z jakiego rodzaju gliny ukształtowana jest jego nowa pracownica. Z jednej strony wydawała się mieć w sobie jakiś dziecięcy lęk przed byciem w centrum uwagi. Z drugiej strony... sama otwarcie przyznawała się do swoich umiejętności i mimo lęku starała się podejmować rzucane przez niego rękawice. W jego cholernej pracy nie działo się ostatnio nic innego, odmiennego i może to właśnie to sprawiało, że poświęcił jej AŻ TYLE czasu w swoich myślach? Może ruszyło go w jej kierunku dokładnie to samo, co Piker poczuł do niego, gdy Toto po raz pierwszy rzucił mu wyzwanie? Ta przedziwna chęć przekazania wszystkiego z nawiązką, uformowania tej bezkształtnej masy umiejętności i tchnięcia w nią nieco biznesowego ducha?
Biedna Syd nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że jego przychylna uwaga bywała jeszcze bardziej groźna od obojętności czy wzgardy. A w przedziwny sposób zaczynała jej coraz więcej zyskiwać.
Następnego dnia wstał jak zawsze o godzinie czwartej- Scuro miał swoją rutynę, której od kilkunastu lat skrupulatnie przestrzegał i nie widział przyczyny, by ją łamać. Jedynymi dniami na odpoczynek były wakacje i święta- chodź i one w jego życiu nie były taką oczywistością. Jak więc wyglądał jego dzień? Rano, po przebudzeniu biegał, później brał szybki prysznic, szykował sobie śniadanie i posiłek do pracy, prasował koszulę którą miał zamiar dziś ubrać, a następnie... następnie znikał na długie godziny w korporacji. Tam z kolei panował nieco inny grafik. Po powrocie stamtąd jadł jakąś szybką kolację, znów brał prysznic i odprężał się w preferowany w tamtej chwili sposób. W łóżku lądował zawsze o 23. Zmęczenie? Nie miał na nie zwyczajnie czasu. Scuro był niesamowicie aktywną osobą, napędzaną proteinowym koktajlem własnych ambicji.
Jego motor był jedynym pojazdem na parkingu dla pracowników. W biurze był jeszcze przed rozpoczęciem zmiany recepcjonistki, a światła paliły się nieśmiało, jakby niepewne swojej roli o tej nieboskiej porze. Przygotował sobie czarną kawę w kafeterii, a następnie ruszył prosto do swojego biura. Z lekkim zdezorientowaniem dostrzegł, że drzwi do jego poczwary są otwarte. Wszedł ostrożnie zwracając uwagę, że po drugiej stronie jego biurka siedzi wpół przytomna analityczka. Stanął przy niej i zmierzył ją spojrzeniem przyuważając oczywiście osobliwą ozdobę obuwia. Jakim cholernym cudem była tutaj szybciej od niego? Przez ponad dwadzieścia lat kariery zawodowej Scuro nikt nigdy nie był w pracy szybciej, niż on.
-Ashford.- mruknął w formie przywitania i zamilkł na chwilę wpatrując się w kawałek toaletowego ornamentu.- Na miłość boską, sprzątnij to.- mruknął z jakąś dziwną niemocą i ściągnął z ramienia torbę z laptopem, odkładając ją na swoim biurku. Zaraz obok postawił spodek z białą filiżanką. Zawiesił skórzaną, motocyklową kurtkę na wieszaku stojącym nieopodal okna i powrócił do swojego biurka, opierając się o nie dłońmi.
Oczywiście, że nie umknęło mu, że miała na sobie to samo- on był tutaj od wyłapywania takich drobnostek i czepiania się ich. To znaczy, może nie dosłownie w kwestii ubioru pracowników, ale... No, rozumiecie.
-Proszę, żebyś na przyszłość umawiała ze mną spotkania. Moje biuro to nie burdel, do którego można wchodzić i zostawiać drzwi otwarte. Mam swoją rutynę i mam od rana zadania, które nie cierpią zwłoki. Nie obchodzi mnie, czy budynek będzie ociekał pracownikami czy pojawisz się tutaj przed świtem. Zasady są po to, żeby ich przestrzegać.-zamilkł na chwilę, znów prześwietlając jej sylwetkę swoim średnio przyjemnym spojrzeniem. Czy jemu się wydawało, czy czuł... kobiecy pot tworzący dość przyjemną mieszankę z cienką warstwą perfum?- Wiesz, obiło mi się o uszy kiedyś takie powiedzenie. Ubieraj się adekwatnie do stanowiska, które chcesz objąć. Ashford, niekoniecznie rozumiem manifestację twojego stroju. Wczoraj wyglądałaś jak ktoś, kto faktycznie mógłby wylądować wyżej, niż jest aktualnie. Dziś.. cóż, sprzątaniem zajmuje się firma zewnętrzna.- musiał zwrócić jej uwagę. Nie znosił braku profesjonalizmu a jej dzisiejsza postawa póki co to właśnie mu krzyczała.- Czemu zawdzięczam więc tą pierwszą i ostatnią, nieoczekiwaną wizytę?

apelowe dziewcze
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
nah
ODPOWIEDZ

Wróć do „Avalon Global Industries”