ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
190 cm
łyżwiarz figurowy, wieczny uciekinier
Awatar użytkownika
most days I am a museum of things I want to forget
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

styczeń, 2026
requiem ii. dies irae
giuseppe verdi

Mięśnie naprężyły się do idealnego ułożenia rąk w kolejnej figurze, powtarzanej w pamięci na korytarzu prowadzącym do szatni. Oparty plecami o chłodną ścianę, odtwarzał z przymkniętymi oczami cały układ. Rozkładał go w myślach sekunda po sekundzie na czynniki pierwsze, gdyż zatrzymanie groziło wyłącznie doszukiwaniem się na jaśniejącym wyświetlaczu komórki... ...jego imienia. Stop! Od p o c z ą t k u Al Khansa, od cholernego początku. Drgnęły mu kąciki ust w delikatnym grymasie, kiedy nieustannie dawał się złapać w tęsknotę sidła rozkojarzenia. Zatrzymał odtwarzanie wałkowanego od dobrych kilkunastu minut utworu, wykorzystując chwilową przerwę na rozmasowaniu obolałego od treningu karku. Przez moment pozwolił sobie na zajęcie własnych myśli czymś na pozór lekkim; czy powinien udać się na kolację do mamy? Kuszące wydawało się przerwanie diety dla popisowego koshari wuja-nie-wuja, który z wielką pasją powtarzałby mu nieustannie te same od lat własne historie miłosne, niczym święcie objawione porady. Nie zdołały jednakże uciec od mniej wygodnych matczynych pytań orbitujących wokół treningów syna, a dokładniej o p r z y j c i o ł a c h, o których coraz rzadziej zdawał się wspominać. Mamrocząc niejasne odpowiedzi, musiałby chować się wtedy za wazonem nakradzionych nazrywanych przez niego kwiatów, stojącym w centralnej części stołu i unikać przeszywających go na wylot spojrzeń z nikłą nadzieją na późniejsze próby zwalczenia chęci desperackiego oraz irracjonalnego wykonania telefonu za drzwiami swojego dawnego pokoju.
Wraz z głębokim westchnięciem opuszczającym jego ciało, pozwolił tym myślom spłynąć w dalsze odmęty jego umysłu i chcąc nie chcąc wyostrzyć przy tym uwagę na dwie młode łyżwiarki mijające go w korytarzu. Automatyczne odkiwnięcie głową na szczęście nie wymagało od niego szczególnej wiedzy o ich imionach, więc z bladym uśmiechem obserwował kątem oka jak znikają za drzwiami szatni tuż obok niego.
Skrzypnięcie drzwi; Nadir powoli sięgnął do telefonu z myślą o kolejnej choreograficznej powtórce, lecz mimo woli rozproszył go szept wędrujący za niedostatecznie dobrze przymkniętych drzwi. Dwa splatające się ze sobą szepty niepisane jego uszom, bo...

(Słyszałaś? Ponoć jeden z trenerów no wiesz... za bardzo pozwalał sobie przy jednej z podopiecznych. Ten nowy po transferze? Nie, też tak na początku obstawiałam, ale to ponoć ten cały Popov. On? Moja matka na początku na niego nalegała... czekaj, naprawdę jej to robił?)

I lawina otrzymanych informacji nie zmiotłaby Nadira z nóg - bo w łyżwiarstwie figurowym niestety takie sytuacje zdarzały się o wiele za często, aż człowiek przestawał odczuwać wielkie zaskoczenie - gdyby nie niewygodna i coraz bardziej rozpychająca się w nim myśl. Dla której szatniarskie podszepty zalały się w jeden niezrozumiały szum. Popov... Danya Popov? Momentalnie ścisnęło go w żołądku, by w ostatnim odruchu zwalczyć wstrząsające ciałem mdłości.
Oh,
C a s s i e,
أحا! Cassie - dlaczego ona? Przeszedł go dreszcz po całym ciele, gdy tylko zestawiał imię przyjaciółki z całym obrazem tragedii kształtującym się w umyśle. Nakładających się zdarzeniach, które teraz zdawały się wpasowywać z przerażającą precyzją do pozostałych. Wpatrując się niewidzącym wzrokiem w ścianę naprzeciw, próbował przekonać sam siebie, że wszystko to źle zrozumiał; Och, Nadirze! Niczym w transie podniósł się z zajmowanego na podłodze miejsca, zostawiając wszystkie rzeczy za sobą i pokonywał kolejne metry korytarzy prowadzących do miejsca jej aktualnego treningu. Od przyśpieszonego bicia serca każdy oddech wydawał się nieprzyjemnym dla organizmu, ale on nie potrafił załapać się już żadnej innej myśli rozpraszającej tak silne emocje. Wstrzymał na moment oddech, tuż po wyminięciu rzędów plastikowych siedzeń na opustoszałych trybunach, gdyż dostrzegł ich samych na lodowisku.
- Popov - Wykrzyczane w furii nazwisko przecięło ponad lodową taflą dzielący ich dystans, dosięgając ostrymi dźwiękami swą ofiarę. Gdyby wizji nie przysłaniała mu wściekłość, to może dostrzegłby te oznaki wzbierającego się niepokoju w ciele trenera. Nagłe spięcie ramion zniekształcało jego dumnie wyprostowaną sylwetkę, a spłoszone spojrzenie, doszukiwało się odpowiedzi na to nieoczekiwane wtargnięcie. Żadna wiadoma mu przesłanka zapewne nie wskazywała na powód, dlaczego teraz inny łyżwiarz niebędący pod jego opieką z impetem otwiera drzwiczki od bandy i wskakuje za nią bez najmniejszego zastanowienia. Podeszwy butów ślizgały się nieprzyjemnie na lodowej tafli, lecz w tym amoku nie znalazł czasu na odpowiednie przygotowanie. Od razu zatrzymał się przy mężczyźnie, by przyjaciółce posłać wyłącznie ukradkowe spojrzenie - on...
- Ty skurwysynie...- Zdążył jeszcze z siebie wyrzucić, nim odchylił się prawą stroną ciała na tyle, by wymierzyć mu zaciśniętą pięścią cios w twarz. Wyważony tak odpowiednio, iż w symfonii mało zrozumiałych przekleństw i okrzyków bólu, usłyszał znajome chrupnięcie kości, a szkarłatne krople świeżej krwi naznaczyły jasną taflę.
- Zabiję Cię! - Z tymi słowami o b i e t n i c y, złapał go kurczowo za kołnierz sportowej koszulki, wstrząsając nim przy tym, jak szmacianą lalką. Nie zastanawiał się nad odległością granicy wyrysowanej mu przez własne sumienie, kiedy Cassandra znajdowała się nadal na wyciągnięcie dłoni przeklętego trenera.
- Ty... - Niewyraźny pomruk z ust skąpanych w krwi ściekającej z rozbitego nosa został przerwany przez kolejne dość brutalne wstrząśnięcie. Dopiero wtedy Nadir poczuł jak boleśnie mocno zaciskają się palce mężczyzny na przegubach jego nadgarstków.

Cassandra Layton
26 y/o
For good luck!
161 cm
Krupierka oraz kasjerka kasynowa, dorabi Casino & Racetrack Woodbine/The Painted
Awatar użytkownika
I'm not clearing any rumours. I probably did do it, and if I didn't I might.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cassie, masz ogromny potencjał. Widzę twój talent, pasję, ale myślisz, że to wystarczy?


Dyszała ciężko, zgięta w pół. Kręciło jej się w głowie, ciało zwiotczało, buntując się przeciw dalszemu wysiłkowi. Mrugała, próbując odzyskać ostrość widzenia — rozmyty wzrok nie był zdolny skupić się na jednym celu. Oczy miała zaczerwienione, a ból, jaki odczuwała, powoli zabierał im blask.
Jego dłonie były zawsze chłodne. Ciało nienaturalnie wyginało się pod jego dotykiem, jakby instynktownie próbowało uciec od nieprzyjemnego uczucia jakie po sobie zostawiał. Chyba chciał ją pocieszyć, ale jednocześnie zabierając jej drogę ucieczki. Był wyższy, musiała unosić głowę, by spojrzeć mu w oczy. Czasem miała wrażenie, że specjalnie stawał na palcach, by tylko nie zapomniała, jak wysoko był. Rygor, jaki wprowadził, i dyscyplina, jakiej wymagał, najwidoczniej nie były wystarczające. Dawkował pochwały, ale nie szczędził krytyki.

Jeszcze raz! Cassandra, skup się! Nie wyjdziemy stąd, dopóki nie zrobisz tego dobrze!


Prosiła ojca o najlepszego trenera, najlepszego z najlepszych. Nigdy nie podzielił się, ile kosztowało go sprowadzenie Popova do Toronto, ale słyszała ściszone rozmowy odbywane późną nocą. Liczył na głos, pieniądze szeleściły, obracane w sprawnych rękach. W domu pachniało cygarami, whisky i wczorajszym obiadem odgrzewanym na kuchence gazowej. Słyszała, jak tato puszczał nagrania, a jego radosny okrzyk: „To moja córka!” zagłuszał wiwat zebranego tłumu na trybunach. Będąc na lodzie, to zawsze jego twarzy szukała, to jego pochwała była dla niej najważniejsza. Wiedziała, czym się parał, jak bardzo ryzykował, próbując spełnić każde jej życzenie, i ani razu się nie poskarżył. Zawsze na tak, zawsze z pełnym uśmiechem. Pełen dumy, która kipiała z jego umęczonej duszy.

— Dlaczego to robisz? — zapytała którejś nocy, opatrując mu rany.
— Bo jesteś całym moim światem. Nie byłbym w stanie spojrzeć sobie w oczy, wiedząc, że była możliwość, by zapewnić ci wszystko, czego zapragniesz, a ja z niej nie skorzystałem.

To było jej marzenie. Powtarzała sobie to w myślach, próbując zapanować nad irytacją, jaka w niej rosła, gdy słyszała kolejne przekleństwa. Musiała od siebie wymagać więcej, by być sprawiedliwą wobec niego. Poświęcenie nie mogło być tylko z jego strony. Takie było życie, tego ją uczył, ale uczył ją też, jak uderzyć, by zabolało — a bardzo chciała, by tego skurwiela bolało. Nie lubiła języka rosyjskiego, miał w sobie pewną manierę, która budziła w niej agresję. Niewiele potrzebowała, by wybuchnąć gniewem. Wtedy nie był bezpieczny nikt w promieniu dziesięciu kilometrów. Popov był pierwszym, który robił wystarczająco szybkie uniki, gdy ta rzucała czymś w złości. Jedynym, który był w stanie ją przekrzyczeć i twardo stanąć przy swoim. Śmiał się głośno, gdy wykrzykiwała mu to, co myślała, kompletnie niewzruszony jej agresją. Czasami kłócili się w dwóch różnych językach, których wzajemnie nie rozumieli. Krzycz, krzycz, nie jesteś w stanie powiedzieć mi niczego, czego bym wcześniej nie słyszał. Imponował jej, choć te słowa uznania nigdy nie wydostały się z jej ust. Rozmawiali po treningach. Opowiadał jej o chłodzie Rosji, o twardej ojcowskiej ręce, o ciągłym błaganiu o okruchy. Nie powiedział tego wprost, ale doskonale rozumiała, co miał na myśli. Miała dużo szczęścia — zasoby, których inni nie mieli.
Dzielił się papierosami, odpalał dwa na raz i jednego jej podawał. „Nie mów trenerowi” — żartował. Spędzała z nim większość czasu i chcąc nie chcąc zbliżyli się. Obserwowała, jak z lekkością, pełen gracji prezentował to, co jej sprawiało trudność. Robił to tak lekko, delikatnie — tak bardzo chciała to też potrafić. Płakała po treningach, zużywając na to resztki energii, jaka jej została. Przychodził, obejmował ją ramieniem, pozwalał się wypłakać, odgarniając włosy z jej twarzy. To były drobne gesty, ale tak bardzo ich potrzebowała. Pocieszał ją, choć był powodem, przez który płakała.
Ich rozmowy z czasem zmieniły ton. Stały się głębsze, bardziej szczere, bardziej od serca. Mówiła mu coraz bardziej intymne rzeczy, czując, że naprawdę jej słuchał. Samotność to ciężkie brzemię, zwłaszcza gdy otaczają cię ludzie, na których ci zależy. Zawsze to czuła — jak niewdzięczna i zepsuta jest. Wina dusiła ją, gdy czuła się sama w tłumie ludzi, bo jeśli ona była samotna, na jaki los byli skazani inni? Jeśli miała wszystko, czego chciała, nie było już niczego, co mogłaby zdobyć, by tę lukę wypełnić.
Był zaborczy, wymagający, nie przyjmował odmowy. Oddychał głębiej, gdy była w jego obecności, a jego dłoń zawsze była blisko, gotowa, by tylko mu się oddała. Była zafascynowana tym, jak na nią patrzył, obrzydzona tym, jak na to reagowała. Podsłuchiwała, gdy chwalił ją innym. Tak bardzo potrzebowała jego aprobaty. Gubiła się we własnym umyśle. Sprzeczne myśli rozrastały się niczym chwasty, tworząc labirynt, z którego nie mogła się wydostać. Podobał jej się. Nienawidziła go. Chciała być taka jak on. Popełniła błąd, mówiąc o wszystkim jednej koleżance. Myślała, że ich rozmowa zostanie tylko między nimi.

Wiesz, jest wymagający, ale ja sama tego chciałam. Nie miał lekko w życiu, wszystko, co ma, zawdzięcza tylko sobie. Tak, krzyczy, ale ja też to robię, wydaje mi się, że tak się po prostu komunikujemy. Tak, jest bardzo przystojny, ale to przede wszystkim dobry trener. No może trochę mi się podoba...


Był najlepszy. Musiał być. Odkąd rozpoczęli współpracę, ilość złotych trofeów podwoiła się. Jej nazwisko można było wyszukać w internecie, a liczba artykułów rosła. Chęć perfekcji była cholernie zaraźliwa — nie trzeba było długo czekać, aż też ją załapie. Zauważyła jednak pewną zmianę w nim. Częściej się uśmiechał. Przyjeżdżał wcześniej, chcąc ją wyprzedzić. Pomagał jej się rozgrzać, zimnymi palcami rozmasowywał obolałe nogi, a jego dłoń z każdym razem wędrowała coraz wyżej. Cassandra nie wiedziała, czym jest lęk. Uczucie było jej tak odległe, tak nieznajome, niemal mistyczne, że gdy pierwszy raz je poczuła, zamarła. Sparaliżowało ją, gdy dłoń po raz pierwszy sięgnęła materiału jej bielizny. Serce zaczęło dudnić mocniej, szybciej pompując krew. Zamroczyło ją. Niezdolna podjąć jakiekolwiek działanie, tkwiła w tej chwili. Tak bardzo chciała uciec, zrobić cokolwiek — nie zrobiła nic. Głupia idiotka. Mianowała się tym tytułem i nosiła go dumnie, wiedząc, że na niego zasłużyła.

Pamiętaj, Cassie, potrzebujesz mnie bardziej niż ja ciebie. Beze mnie nie dasz rady na igrzyskach. Gdyby nie ja, w ogóle by cię nie wzięli. Beze mnie będziesz nikim.


I tu ją miał. To było jedyne, co potrafiła. Jej jedyny talent. Poza tym nie miała nic, była nikim. Kolejną ładną twarzą z niewyparzoną gębą. Przecież właśnie tego chciała. Jej ojciec tak ciężko pracował, był z niej taki dumny. Nie mogła się teraz wycofać. Podniosła się, robiąc głęboki wdech i wydech. Jeszcze raz, do perfekcji.
Głos przyjaciela wyrwał ją z transu. Nie rozumiała, co się dzieje, dopóki nie zobaczyła, jak zaciska pięści. Wiedział. Dlaczego akurat on? Poczucie winy doprowadzało ją na granicę szaleństwa, linię, którą coraz śmielej przekraczała. Nie martwiła się o siebie, choć robił to w jej obronie. Cokolwiek usłyszał, musiała to naprostować. On nie rozumiał. Chciał dobrze, ale musiał zrozumieć, że nie miała wyjścia.
Nadir! — krzyknęła ostrzegawczo. To była lawina, której nie mogła powstrzymać. Czekała tylko na dobry moment, by dać upust swojej złości. Szkoda tylko, że akurat musiał to być on. Nie krzyknęła, nie drgnęła, nie zrobiła nic, gdy jego pięść spotkała nos trenera. Tę przemoc znała — była w stanie zrozumieć jej powody. Okrutne czyny, jakich dopuszczali się ludzie, można było wytłumaczyć koniecznością, siłą wyższą, nad którą nędzni grzesznicy nie mieli kontroli. — Nadir, przestań!
Nie słuchał jej. Wkroczyła w sam środek zamieszania, próbując rozdzielić dwóch mężczyzn. Nie widziała go jeszcze w takim stanie, ale od zawsze wiedziała, że nosił to w sobie — ona też. Uderzyła go, zamachnęła się tak jak on przed sekundą. Znała ten ból, a usta mimowolnie wygięły się w grymas. Ich krwawiące dłonie zaczęły tworzyć rytualne koło, gdy obracali się w szarpaninie. Oberwała, nie zwróciła nawet uwagi, czyj łokieć uderzył ją i sprawił, że straciła równowagę. Poleciała do tyłu, ciężko upadając na lód. Rosjanin szybko znalazł się obok, ale odsunęła się, wbijając się plecami w bandę.
Popov, wypierdalaj stąd! Zostaw nas samych! — krzyknęła najgłośniej, jak umiała. — Kurwa, nie słyszysz, co mówię do ciebie?! Idź stąd! Proszę, odejdź… — Zapłakała błagalnie. Uderzyła głową o metal — raz, potem drugi. Patrzyła na bladą dłoń, splamioną jej krwią, jego krwią. Czerwone krople spadły na jej błękitne ubranie. — Przepraszam, przepraszam, nie chciałam cię skrzywdzić. Przepraszam… proszę, Popov, zostaw nas samych, błagam. Ja nie chciałam, przysięgam. Nie chciałam cię zranić, nie chciałam tego. Musisz mi uwierzyć, proszę.

Wiem, że ci się podobam. Każdy o tym szepcze, Cassie. Dlaczego tak bardzo opierasz się własnym pokusom?


nadir al khansa
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
30 y/o
For good luck!
190 cm
łyżwiarz figurowy, wieczny uciekinier
Awatar użytkownika
most days I am a museum of things I want to forget
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ten strach wzrastał w nim powoli, a dopiero z czasem sukcesywnie zaczynał przybierać jaskrawe barwy odpowiednie dla młodzieńczego gniewu. Niepokój wkradł się po raz pierwszy zapewne wraz z matczynym zdaniem skierowanym do niego tuż po narodzinach młodszej siostry. Pochylony nad kołyską, nie potrafił oderwać wzroku od istoty o równie ciemnych oczach, jak on; gra w was ta sama melodia, nie pozwól jej ucichnąć.... Szeptem zapisujące się w pamięci słowa po latach zaczęły nabierać dla Nadira sensu, kiedy czujnie obserwował każdy smutek malujący na siostrzanej twarzy grymas.
Przerażała go myśl - do samego szpiku kości - iż zawędruje przemierzaną przez niego ścieżką, która prowadziła wyłącznie do lodowego chaosu. Pomimo całej miłości oddawanej niczym na ofiarnym ołtarzu dla przeklętego łyżwiarstwa, nie potrafił wyobrazić sobie siostry dźwigającej na barkach ciężar, dotykający tych wszystkich młodych sportowców z marzeniami sięgającymi samego nieba... w dodatku z ubogim zapleczem finansowym, które skazać ją mogło momentalnie na porażającą frustrację i wyrzeczenia niekiedy wzbudzające niekontrolowaną nienawiść do samego siebie.
Łączyła ich krew płynącą rzekami żył pod skórą pokrytą złocistą opalenizną, jak i korzenie sięgające gorących egipskich pisaków; jakżeby zdołał dzielić z nią również swój własny w s t y d? Wsiąkający w niego głębiej przy każdym rzucanym ukradkiem spojrzeniu współzawodników, gdy ciasno sznurował znoszone i odkupione z drugiej ręki łyżwy. I choć jego poświęcenie polegało głównie na balansowaniu zarobionymi ciężko pieniędzmi w kolejnej dorywczej pracy między opłaceniem przyszłych - lub w gorszym czasie zaległych - treningów a wykupieniem miesięcznej recepty na stabilizatory nastroju, leki przeciwpsychotyczne bądź kolejne pozwalające mu funkcjonować, to dostrzegał te zupełnie inne zagrożenia. Dlatego
o d e t c h n n ą ł,
kiedy wiatry przychylnego przeznaczenia poprowadziły siostrę daleko od tego nieszczęsnego padołu zdeptanych marzeń. Tragedie łyżwiarskiej społeczności nigdy nie miały dosięgnąć jej w sposób, w jaki to jego doprowadzały do szaleństwa. I przez lata czuł się naprawdę wolny od tego rodzaju obaw, choć sam niejednokrotnie ocierał się o mniej lub bardziej moralne propozycje. Czemuż więc nie zdołał wcześniej dostrzec tego u innej ważnej dla niego osoby?
Prawie jakby zawiódł własną matkę,
swoją siostrę,
siebie samego,
a przede wszystkim ją.
Wszelkie oznaki czające się gdzieś w zasięgu jego wzroku, przysłaniały chaotycznie pędzące myśli w tym całym przedolimpijskim popłochu, którego doświadczała cała kanadyjska kadra. Pozwolił ponieść się w tym pędzie, by teraz poczuć kłujący ból w klatce piersiowej od wyrzutów sumienia... bo był tutaj nieustannie, ale nie przy niej!
Nadir!Jego własne imię utkane krzykiem przyjaciółki wyłącznie na moment związało jego dłonie w chwilę otrzeźwienia, gdy szykował się do kolejnego uderzenia. Rozluźnił mięśnie ramion, starając się odszukać ją wzrokiem, lecz nim zdołał tego dokonać, to poczuł ciepło jej dłoni na własnym ciele. Początkowo delikatnie starającymi nakreślić granicę między tańczącymi w gniewie mężczyznami, a następnie - och, na wszelkie rodzime bóstwa! Zdążył jedynie zamrugać, nim dosięgła go zaciśnięta pięść łyżwiarki. Trafiła Nadira z taką siłą, aż zaszokowany poddał się bez oporu uderzeniu. Głowa mężczyzny lekko odskoczyła w bok, a w ustach rozszedł się znajomy rdzawy posmak krwi. Wprost z rozciętej wargi sączyła się teraz szkarłatna stróżka będąca namacalnym dowodem; czego? Czy powinien poczuć się zaskoczony a może zdradzony, że to właśnie na niego spadła jej złość?
Ze świstem wciągnął powietrze do płuc, nie pojmując nagłego zwrotu akcji, który okazał się tylko krótkim przerywnikiem w szarpaninie z Danyą pieprzonym Popovem.
- Cassie... - Momentalnie puścił koszulkę Rosjanina, gdy któryś z nich doprowadził do upadku Cassandry i w amoku rzucił się za mężczyzną w stronę przyjaciółki, by przede wszystkim sprawdzić jej stan ⁣, a nie dorwać przeklętego trenera. Opadł z takim impetem na kolana, że pejzaże barwnych siniaków jutrzejszego dnia były czymś nieuniknionym, lecz nie należących do tych wspominanych z przyjemną nostalgią.
- Zostaw ją... - Na tyle mocno szarpnął Popovem do tyłu, iż sam zdołał doczołgać się po tafli lodu do niej na jego miejsce. Zranić.... kogo; jego? Skrzywił się, gdy zdał sobie sprawę, jak panicznie przepraszała trenera. Szybko wsunął okrwawioną dłoń za głowę kobiety, chcąc tym samym zabezpieczyć ją przed kolejnym (samo)uderzeniem w tył głowy o bandę. - Cholera, Cassie, nic Ci nie jest?

Cassandra Layton
26 y/o
For good luck!
161 cm
Krupierka oraz kasjerka kasynowa, dorabi Casino & Racetrack Woodbine/The Painted
Awatar użytkownika
I'm not clearing any rumours. I probably did do it, and if I didn't I might.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jak się tutaj znalazła? Odpowiedź na to pytanie była całkowicie zbędna, bo absolutnie niczego nie zmieniłaby w obecnej chwili. A jednak uparcie szukała w pamięci konkretnego momentu, w którym popełniła błąd — tego jednego, który doprowadził ją właśnie tutaj. Uderzała głową coraz mocniej, jakby ten rytm miał przyspieszyć proces myślenia. Świat rozmył się jak tafla lodu pod ostrzem łyżwy. Dlaczego akurat on?
Wolałaby, żeby ktokolwiek inny — oprócz jej ojca — znalazł się tutaj zamiast Nadira. Obcego mogłaby łatwo zbyć, przekręcić wszystko, co usłyszał, utkać sieć kłamstw, w którą oboje by się zaplątali i nigdy nie doszli do tego, co było prawdą. Umiała kłamać, ale nigdy dobrze przed tymi, na których naprawdę jej zależało. A Nadir był właśnie taką osobą. To do niego zwracała się, gdy była wyczerpana treningami i czuła, że dłużej nie da rady. Zwierzała się z tego, co działo się w domu, zwłaszcza z mamą, której stan zdrowia gwałtownie się pogorszył. Dzieliła się marzeniami, niejednokrotnie czując, że tylko on rozumie, jak bardzo tego pragnęła. Jego dom był często schronieniem, gdy rzucali ją między kolejnymi placówkami. Dlatego jego nie mogła okłamać, choć bardzo chciała. Czuła się przyparta do muru, ale sytuacja dawno temu wymknęła się spod kontroli.
Zimny metal zastąpiła jego ciepła dłoń. Czując, jak potylica uderza o coś miękkiego, zatrzymała się. Nadir przerwał trans, w który wpadła. Wypłynięcie na powierzchnię nie było przyjemne, bo pierwsze, co zobaczyła, to jego zakrwawiona twarz. Choć wszystko wydarzyło się zaledwie kilka sekund temu, ciężko było jej przytoczyć, co właściwie miało miejsce. Patrzyła na krew. Na ich ranne dłonie. Ból odczuwała już wcześniej, ale jakby zza niewidzialnej bariery, którą przed chwilą się otoczyła. Zamrugała, ostatnie łzy pociekły po policzkach. Nabrała powietrza nosem, wypuściła ustami. Popov patrzył na nią. Myślała, że zna go wystarczająco dobrze, by bez słów wiedzieć, o czym myśli. Nie wiedziała. W jego oczach pojawił się strach, potem złość, potem zdrada, a na końcu rezygnacja. Umiała wskazać i nazwać każdą z najmniejszych emocji, którymi ją teraz obdarzył, ale to wciąż było za mało, by pojąć, co ukrywał pod jasnymi puklami włosów. Skierował się do wyjścia. Powoli. Dając jej czas, żeby do niego dołączyła. Dopiero gdy zniknął z jej pola widzenia, odetchnęła z ulgą.
Powinna zacząć od przeprosin. A może od wyjaśnień? Sęk w tym, że nie chciała nikomu o tym mówić. On wtargnął tutaj, wymuszając na niej rozmowę, której nigdy nie zamierzała przeprowadzić. Jego reakcja była słuszna — ktoś powinien przerwać ich trening, położyć temu kres. Ona jednak bała się konsekwencji, jakie mogło to za sobą nieść. Bała się tego, co on zrobi. To właśnie było najgorsze — władza, jaką nad nią miał. Jedno jego spojrzenie, a ona kuliła się w sobie, zgadzała się na wszystko. Rozmowa na ten temat z Nadirem wymagałaby od niej przyznania się do tego, jak bardzo się go boi. Ona. Ze wszystkich osób. Ta, która nie bała się niczego. Zawsze szła pierwsza, biorąc na siebie zło całego świata. Gdyby role się odwróciły, zapewne zareagowałaby tak samo jak Nadir, możliwe, że jeszcze gorzej.
Jest ok — odpowiedziała w nienaturalnie chłodny sposób. Czuła dyskomfort wywołany własnym tonem głosu. Podniosła się o własnych siłach. Dotknęła tyłu głowy, który pulsował w miejscu uderzenia. Drugą rękę wystawiła przed siebie, wyraźnie zaznaczając granicę między nią a przyjacielem. Rozejrzała się. Zostali tutaj sami. Prychnęła, kręcąc głową z dezaprobatą. No tak. Nikt nie chciał słuchać, jak Layton i Al Khansa wydzierają się na siebie, a awantura nadal wisiała w powietrzu.
Musiałeś? Kurwa, musiałeś tu przyjść? Ja wiem, że to z troski, ale nie potrzebuję tego teraz! Nie prosiłam cię o to! Wszystko miałam pod kontrolą, dopóki się tutaj nie zjawiłeś!
Odjechała i zeszła z lodu, zostawiając go w tyle. Nie uciekała przed nim, ale potrzebowała chwili, w której nikt nie znajdował się w jej przestrzeni osobistej. W swojej torbie z rzeczami znalazła papierośnicę, którą Popov musiał wcześniej włożyć do środka. Wyjęła jednego papierosa i odpaliła go, pozwalając, by dym wypełnił jej płuca. Zaciągnęła się głęboko, jakby wraz z nikotyną próbowała wypchnąć z siebie wszystko, co przed chwilą wydarzyło się na lodzie. Dopiero wtedy, stojąc plecami do tafli, zrozumiała co się wydarzyło i jak duże kłopoty mogli mieć.

nadir al khansa
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”