33 y/o
For good luck!
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Boże - roześmiał się krótkim, gorzkawym szczeknięciem. Pamiętał jeszcze, że jako młodziutki nastolatek, dosłownie dopiero co przekroczywszy granicę pierwszej dekady życia, m a r z y ł o wielkiej miłości, o której chętnie pisali by Shakespeare i Neruda, tylko może jakimś cudem z zakończeniem szczęśliwszym niż nieuchronna tragedia takiej, czy innej maści. I wszechświat, choć milczący, musiał wysłuchać jego głupich, dziecięcych modlitw, bo Lazare dostał dokładnie to, o co prosił, choć w dość niespodziewanym wydaniu. Na tamtym etapie swojego życia nigdy nie sądził, że zakocha się w mężczyźnie, i nie przypuszczał też, że będzie to człowiek z zupełnie innego środowiska i klasy społecznej, z czym wiązały się dodatkowe, nieprzewiedziane przez Moreau wyzwania - I całe twoje szczęście!
Może była to kwestia środowiska, w jakim blondyn się obracał, ale nie zdarzyło mu się jeszcze chyba słyszeć o parze, w której obydwie strony były naprawdę szczęśliwe, jednocześnie pozostając wiernymi i przyzwoitymi na każdym etapie rozwoju związku. Nie wątpił, że takie rzeczy trafiały się ludziom, ale po prostu nie w jego kręgach, w których każdy miał jakiś problem, kręgosłup moralny dotknięty jakąś metaforyczną skoliozą, i sporo za uszami.
Spoważniał zaraz bardziej niż planował, pozwalając, by dotarł do niego wreszcie cały sens wypowiedzianego przez Love słowa. Skoro nie dzieliła jego doświadczenia - skoro nie wiedziała, jak to jest, zakochać się w drugim człowieku tak bardzo, że zaczynało się mieć wrażenie, że traci się rozum i panowanie nad własnymi zachowaniami i emocjami - nie było szansy, by zrozumiała co tak naprawdę doprowadziło Lazare do ostatecznej klęski. A on z kolei nie potrafiłby ubrać tego stanu w słowa, które odpowiednio oddałyby jego powagę. Nie był poetą, tylko łyżwiarzem, i to w dodatku skończonym.
Odchrząknął, a potem westchnął, starając się pozbierać myśli na tyle, by mimo wszystko udzielić Roderick względnie sensownej odpowiedzi.
- W zasadzie... Tak, chyba tak. Chyba właśnie to próbuję powiedzieć - powiedział w końcu - Chodzi mi o to, że straciłem czujność, spuściłem gardę trochę za nisko - dodał tak szczerze, jak nie zrobiłby tego w żadnym telewizyjnym czy prasowym wywiadzie. Może głupotą było z jego strony popełniać ten sam błąd, którego przecież dopuścił się z Johnny'm Grainierem, i który przypłacił karierą, bo przecież Love nadal była prezenterką z dostępem do mediów, w których mogłaby ujawnić wszelkie wyjawiane jej teraz przez Lazare kwestie. Ale sytuacja była inna, bo dziś, wiele miesięcy po skandalu, Moreau nie miał już żadnej kariery ani żadnej reputacji, którą mógłby tym sposobem stracić. Jeszcze gorzej: nikt się nim już nie interesował - O ironio, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę - zagadnął z lekką dozą gorzkiej ironii - Kto stoi za całą tą gównoburzą?
Nie wiedział, na ile blisko Love mogła znać Grainiera, ale przecież pracowali dla tej samej stacji, więc sprawa mogła okazać się dość ciekawa.

Love Roderick
joachim
przemocy względem zwierząt i rażąco niedbałej interpunkcji; poza tym, nic co ludzkie nie jest mi obce
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Prychnęła wymownie, gdy nazwał jej nie szczęściem. Czy się z tym zgadzała? Nie, nie mogła. Nie miała ku temu najmniejszych szans. A nie można czegoś tak… naprawdę ocenić, gdy się czegoś nie doświadczy. Chociaż nie spróbuję! A Love? Love nie była nawet blisko, co swoją drogą było całkiem zabawne… jakby noszone przez nią imię było swojego rodzaju przekleństwem. Jakby to była jedyna miłość, na którą mogła liczyć - ta matki, która była przy okazji szalenie dowcipna przy wyborze imienia jedynej córki. Chociaż nawet ta Roderick straciła znacznie szybciej niż powinna. Więc tak.,. Nie wiedziała, co mógł czuć Lazare. Nie wiedziała jak to jest i mogła się opierać tylko i wyłącznie na wyobrażeniach, być może mylnych. Teraz jednak wpatrywała się w niego intensywnie, czujnie… bo skoro nie rozumiała - liczyła na to, że jej wytłumaczy. Oświeci ją, chociaż w minimalny stopniu. Chciała to zrozumieć ze względu na niego, a przede wszystkim ze względu sympatię, którą do niego czuła.
Ściągnęła mocniej brwi i znowu chyba poczuła lekkie rozczarowane, które jednak tym razem jednak zachowała tylko i wyłącznie dla siebie. Bo teraz był to już tylko i wyłącznie jej problem. Bo może liczyła na coś więcej, a w rezultacie miłość – tym bardziej, że nie miała pojęcia o takiej miłości – wydawała jej się szalenie... tak, rozczarowujące. Zdała sobie sprawę, że wolała usłyszeć, że zrobił to dla siebie, że był po prostu głupi i myślał, że to nie wyjdzie na jaw. Miłość. Zmarszczyła śmiesznie nos i upiła kolejny łyk swojego drinka.
- Nie mam pojęcia. – przyznała szczerze, bezradnie wzruszając ramionami – I jeszcze pytanie… mówisz o tym, kto to ujawnił, czy o tym, kto do tego doprowadził? Czy to może jedna i ta sama osoba? Mało tego… moja wścibska natura potrzebuje więcej informacji. Albo może ta niedoświadczona? Nazywaj to sobie jak chcesz, Moreau. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu. W każdym razie dzisiaj, podczas tego wieczoru a już na pewno podczas tej rozmowy nie była dziewczyną z wiadomości… zresztą była tylko dziewczyną z wiadomości, a nie dziennikarką. Zadawała pytania, a nie szukała kolejnych sensacji – Jaki jest ciąg przyczynowo skutkowy… od miłości i opuszczonej gardy do dopingu. – bo tak… nadal naiwnie myślała, że gdy ktoś kocha nie pozwala ci robić głupot, które mogą zniszczyć twoje życie.


lazare moreau
33 y/o
For good luck!
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jeśli nadane ludziom przy urodzeniu imiona istotnie stanowić miały jakiś rodzaj fatum albo przynajmniej ironicznej przestrogi przed jakimś określonym losem, może i sam Moreau powinien więcej uwagi przykładać do tego, jak ochrzciła go matka. Jego imię przecież pochodziło prosto z wymownej, biblijnej opowieści o żebraku i bogaczu, których role odwracają się po śmierci. Ten, który cierpiał za życia, trafia do raju; ten, który na Ziemi nieskromnie cieszył się przepychem, teraz skazany zostaje na wieczne katusze.
Zabawne. Czasem samemu Lazare wydawało się, jakby w jego życiu ziściły się już obydwie części tej opowieści, bo czy nie było właśnie tak, że podświadomie i jego własna tożsamość dzieliła się na dwoje? Jakby jakaś część Lazare była tym właśnie cierpiącym biedakiem, inna zaś - chciwym krezusem, na którego jego własna łapczywość i brak ostrożności sprowadziły ostatecznie boską karę.
A może, tak naprawdę, imiona były tylko imionami. Dziełem przypadku, kaprysem rodziców, zbiegiem okoliczności - i to, że Love nie doświadczyła jeszcze miłości tak silnej i trawiącej wszystko, co stanie jej na drodze, jak niepowstrzymany pożar, nie miało a b s o l u t n i e nic wspólnego z noszonym przez nią imieniem?
Choć procenty zdążyły już odrobinę uderzyć mu do głowy, Lazare nie był przecież na tyle ślepy, głupi, ani też obojętny na nastroje Roderick, by nie zauważyć ewidentnej zmiany w jej mimice. To ściągnięcie brwi, ta konsternacja wyrażona w jej spojrzeniu... Zastanawiał się, które z jego słów miały taki wpływ na dziewczęcy humor, wyraźnie budząc w niej jakiś rodzaj niepokoju, albo...
Rozczarowania właśnie.
Cholera. Naprawdę nie chciał mącić jej nadziei i marzeń, ale najwyraźniej nie potrafił uwolnić się od skłębionego w jego wnętrzu cynizmu. Sam też przecież wolałby jej opowiedzieć, że do całego tego skandalu doprowadziła jego naiwność i głupota, ale teraz na błędach nauczył się o sobie więcej, z kryzysu wychodząc bardziej zmotywowany, mądrzejszy, i silniejszy.
Tylko, że nie byłaby to prawda. A ze wszystkich ludzi na świecie, w towarzystwie Love naprawdę starał się przynajmniej pozostawać szczery.
- Doprowadziłem do tego ja, to chyba jasne... - westchnął, znów wzruszając nieco dramatycznie ramionami. Nie było w jego tonie cienia zniecierpliwienia czy złośliwości - a jeśli tak, to wyłącznie względem samego siebie. Nagle zdał sobie sprawę, że jest teraz o wiele bardziej otwarty niż choćby na spotkaniach grupy wsparcia, na której posiłkował się ciszą i racjonalizacją, aby nie musieć na głos i bezpośrednio mówić o konsekwencjach własnego zachowania. W towarzystwie Love było jednak inaczej - może błędnie, ale przy brunetce nie bał się, że dziewczyna oceni go, a raczej zakładał, że mimo wszystko spróbuje zrozumieć jego perspektywę, choć oczywiście miała wszelkie prawo by się z nią nie zgadzać - Nie chciałbym po prostu brzmieć tak, jakbym starał wykręcić się od odpowiedzialności - dodał, co było nowością, bo w ostatnim czasie wydawało się, że właśnie to próbuje robić dosłownie na okrągło - Ale gdyby nie ta jedna osoba, świat pewnie nigdy by się nie dowiedział. Albo przynajmniej mógłbym to ujawnić na własnych warunkach... - wyjaśnił, choć jeśli miał być zupełnie szczery, pewnie w życiu by tego nie zrobił. Zmarszczył brwi, zastanawiając się ile wypada mu wyjawić brunetce, a potem - pewnie pod wpływem wypitego dziś alkoholu, i nadal tętniącego w nim bólu złamanego serca urażonej dumy, uznał, że nie ma nic do stracenia - Johnny Grainier. Twój kolega z CBC. Choć z tego co wiem, nigdy nie pracowaliście chyba w jednej sekcji? Ale może to nazwisko obiło ci się o uszy...
Dopiero teraz dotarło do niego, że wcale nie jest lepszy od Johnny'ego, rewanżując mu się pięknym za nadobne, i wyjawiając informację, którą być może sam dziennikarz nie chciał dzielić się z dziennikarskim światkiem... Ale Johnny był pierwszy. Więc Lazare łatwo było sobie wytłumaczyć, że mężczyzna zwyczajnie sobie na to zasłużył.
- To tak w ramach przestrogi, gdyby kiedyś przyszło ci z nim pracować... - zniżył głos do konspiracyjnego szeptu godnego gorącej plotki - Wtedy może lepiej uważaj na to, co mówisz. Ale jak coś... - zadziornie, i trochę żartobliwie, puścił do brunetki oko - Ale jak coś, nie wiesz tego ode mnie. Zgoda?

Love Roderick
joachim
przemocy względem zwierząt i rażąco niedbałej interpunkcji; poza tym, nic co ludzkie nie jest mi obce
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”