30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

- Nie, źle mnie zrozumiałeś! - zaprzeczył natychmiast, zaniepokojony faktem, że chłopak pomyślał, że słowa Saula oznaczały, że ten ma go za bandytę - Nie mówiłem, że ty jesteś bandytą, tylko właśnie odwrotnie.
Zamilkł, widząc, jak blisko niego stanął Meksykanin - trochę się tego wystraszył, ale starał się tego w żaden sposób nie okazać, Nie bardzo mu to wychodziło, bo ciarki, które przeszły mu po plecach, odbiły się w jego szerokich teraz oczach. Kiedy w dodatku poczuł jego dłoń na swoim biodrze, a usta tuż przy uchu, poczuł się trochę osaczony, nieświadomie przełykając nerwowo ślinę. Wszystkie jego mięśnie się napięły, a on znieruchomiał, nie bardzo wiedząc, jak ma się zachować - owszem, sprzedawał swoje ciało, ale bywały sytuacje, w których się obawiał swoich klientów, choć nie zawsze zdawał sobie sprawę z tego, dlaczego tak się boi: czasami to był jedynie odruch, cień dawnych przeżyć, a czasami ten strach przypisywał wyłącznie zachowaniu danego mężczyzny i nie doszukiwał się w nim nic więcej.
- Em... A jaką chciałbyś dostać? - zapytał, zaraz uznając to pytanie za głupie: wiedział przecież dobrze, po co został tu zaproszony i czego ten chłopak może od niego chcieć, to było przecież oczywiste. Saul prychnął, kręcąc głową i opuszczając wzrok zawstydzony - Tak, głupio pytam. Może więc inaczej.
Zebrał w sobie całą swoją odwagę, wyprostował się, założył maskę kogoś pewnego siebie, prawdziwej, rasowej dziwki i spojrzał prosto w oczy chłopaka, wydobywając z siebie całą swoją zalotność.
- Co konkretnie chciałbyś dostać jako nagrodę? - zapytał niższym, wibrującym głosem, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej. Nadal się go bał, ale zmuszał się, żeby zachowywać się profesjonalnie.
Nieco go zaskoczyła odpowiedź, że chłopak odpowiedział, że odpędził tamtego faceta, bo ten nie chciał traktować Saula jak człowieka, tylko jak przedmiot. Devlin nie był przyzwyczajony do bronienia go przed podobnymi rzeczami.
- O... - odpowiedział jedynie, nie bardzo wiedząc, jak na to zareagować.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się wesoło i puścił do niego oczko, widząc jak uroczo chłopak zaczyna się tłumaczyć; było to naprawdę rozczulające, ale sprawiło, że przeszło mu przez myśl, że może jest trochę za bardzo ostry, za bardzo agresywny czy coś w tym stylu...? Bo w sumie Salva niekoniecznie chciał, żeby ludzie się go bali - a w każdym razie nie wszyscy i nie zawsze. Bywały sytuacje, kiedy tego chciał, owszem, jak chociażby w przypadku kolesia, któremu groził nożem albo ludzi, którzy robili sobie u gangu długi, które niekoniecznie potem chcieli spłacać, ale w innych okolicznościach nie widział powodu, żeby straszyć ludzi, zwłaszcza nieznanych sobie i takich, którzy w niczym mu nie zawinili.
Saula za to w jakimś sensie polubił - albo przynajmniej wpadł mu chłopak w oko, co pewnie było dostrzegalne, zwłaszcza dla postronnych obserwujących tę dwójkę, dla tych, którzy znali Salvę i wiedzieli, że nie zwykł zachowywać się w ten sposób, nawet na imprezach i nawet, gdy był wstawiony. Nie flirtował raczej otwarcie, nie kładł nikomu dłoni na biodrze, nie pochylał się, by mruczeć coś komuś do ucha. Gdy z kolei ktoś podrywał jego Salva również był raczej wycofany; nie chodziło o nieśmiałość, raczej po prostu nie czuł potrzeby, żeby obściskiwać się z kimś publicznie. Być może była to kwestia wynikająca z tego, że podrywały go głównie dziewczyny, a on jakoś niespecjalnie oglądał się za płcią piękną...? No, może; w każdym razie Salvador flirtujący z kimś tak jawnie, jak tego wieczora, był raczej widokiem niespotykanym, więc wiele osób obecnych na imprezie niemal w ogóle nie spuszczało z Salvadora i Saula wzroku.
Ten niski, wibrujący ton w połączeniu z oparciem dłoni o pierś Salvy sprawił, że Menendez wyprostował się minimalnie, samoistnie właściwie, nieświadomie wciągając głośniej powietrze. Oczy mu się rozszerzyły, w taki sposób, jakby właśnie chwilę temu przyjął konkretną dawkę mocnego towaru - w tym wypadku jednak tym towarem ewidentnie był niepełnoletni Kanadyjczyk, którego żądza przygód przywiała do gorącego Meksyku.
Widząc, że go zaskoczył swoją odpowiedzią, Salva znów się uśmiechnął, tym razem delikatniej, bardziej nieśmiało i intymnie, po czym wyciągnął dłoń w jego stronę (choć nadal stał bardzo blisko niego, więc niespecjalnie musiał ją wyciągać, bardziej po prostu uniósł ją nieco wyżej, w taki sposób, że znalazła się teraz pomiędzy ich klatkami piersiowymi, oddzielając ich od siebie w pewnym sensie).
- Mi nombre es Salvador. - skinął nieco głową, przez co ich oczy na chwilę znalazły się na tej samej wysokości, a spojrzenia zderzyły się ze sobą niemalże z trzaskiem, który praktycznie dosłownie Menendez usłyszał. - ¿Bailarías conmigo?

Sa-ul
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Saul nadal bał się chłopaka, ale postanowił sobie, że będzie profesjonalny, więc nie będzie tego po sobie pokazywał w miarę możliwości. Uśmiechnął się połową ust i zmrużył trochę oczy, próbując być zalotnym. Przeniósł ciężar ciała na jedną nogę, eksponując tym samym biodro i podał mu rękę. Przez chwilę zastanawiał się, czy przedstawić mu się prawdziwym imieniem - nie był tego pewien, bo po pierwsze nie chciał być w razie czego znaleziony przez policję (o ile ta go szukała i o ile wpadłaby na pomysł sprawdzania w Meksyku), a po drugie może nie powinien się przedstawiać prawdziwymi danymi w takiej pracy. Przełknął nerwowo ślinę i wreszcie jednak wydukał swoje imię:
- Saul.
Popatrzył na ich złączone ręce i zmarszczył brwi, poruszając szczęką.
- Co to znaczy "bailaras konmigo"? - zapytał z wyraźnym angielskim akcentem - Przepraszam, nie znam hiszpańskiego, tylko część zdań czy pojedynczych słów potrafię wywnioskować z kontekstu albo znam z filmów, ale tak, to nie bardzo...
Podrapał się w głowę, nieco zakłopotany i uśmiechnął, nieco zawstydzony, że przyjechał do kraju, którego języka nie zna i jeszcze wbił tam na imprezę.
Cholera, jemu się również ten chłopak podobał. Owszem, Saul się go bał, ale jednocześnie jego uroda była zniewalająca i Devlin mimo obaw chciał spędzić z nim więcej czasu. Miał nadzieję, że chłopak się nie zniechęci faktem, że średnio mogą się dogadać, bo jeden nie bardzo zna angielski, a drugi hiszpański. Mimo wszystko miał ochotę bliżej go poznać - niekoniecznie cieleśnie, tylko po prostu był zainteresowany nim.
- Chodzi ci o to, czy z tobą zatańczę? - domyślił się po chwili, a jego oczy urosły - E... Nie bardzo umiem tańczyć. Zwłaszcza te latynoskie tańce, wiesz... Pewnie bym cię podeptał, chyba, że chcesz się po prostu pobujać...
Tak, fakt, że Salvador wyraźnie znał angielski w podobnym stopniu, jak Saul hiszpański, nie przeszkadzało Devlinowi nawijać jak nakręcony - tak miał, kiedy się stresował.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”