- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Dłonią leniwie gładziła jego tors. Czuła się spelniona. Szczęśliwa. Zerknęła na niego z dołu.- Czemu znowu zespawnowałeś się w moim życiu, Bennett, huh?- mruknęła, przysuwając się bliżej. Po chwili musnęła ustami czubek jego nosa.- Złamiesz mi serce, eh?
lexie
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Leżał przy niej, zrelaksowany, spełniony i w ten najprostszy, beztroski sposób, najnormalniej w świecie szczęśliwy. Uspokoił oddech, obejmująca ją dłoń zjechała z ramienia, na odsłonięte plecy, sunął po nich spokojnie palcami, głaszcząc niekrytą troskliwością, czułością, przed którą zwykle się chował, a której miał tak naprawdę w sobie pod dostatkiem. Wszystko by jej oddał w tamtym momencie. Dłoń spod głowy przesunął na własną klatkę, gdzie złapał błądzącą dłoń Vity; podniósł do własnych ust, całując jej wnętrze i nadgarstek, zanim odłożył grzecznie na miejsce z którego ją zabrał. Dłoń spoczęła na jego własnym brzuchu, skupiając się na spokojnym oddechu. Uśmiechnął się, rozbawiony jej słowami, otworzył jedno oko, unosząc brew, by na nią zerknąć.
- Huh? To ty się pojawiłaś znikąd w mojej pracy.. I rzucałaś we mnie limonkami. Limonką. - wytknął jej, nie kryjąc własnego rozbawienia. Pieprzoną limonkę będzie jej wypominał do końca życia; pomyślał i sam się tą myślą lekko zawstydził. Do końca życia? Chłopczyku, dopiero co wylądowałeś w jej łóżku, wcześniej tylko poświęciłeś kilka ulotnych NAGRANYCH minut w składziku za barem, nie widziałeś jej latami i generalnie prawdopodobnie nawet nie powinieneś myśleć o przyszłości bardziej odległej niż tydzień czy dwa. Planowanie czegokolwiek nie leżało w jego naturze, spontaniczność i nieprzewidywalność bardziej mu pasowała. Jak kot, właśnie, który przychodził kiedy miał ochotę i tak samo znikał, kiedy tylko miał ochotę. Tyle że co, jeśli wcale nie chciał znikać? Czym był, jeśli chciał pozostać obok niej, ułożyć się wygodnie, czując ją obok siebie i tak.. po prostu trwać? Czy to dalej byłaby niezaplanowana chwila, gdyby po prostu wiedział, że gdziekolwiek go nie poniesie, chciał żeby była obok?
- Naah, nie mam w planach.. Ty moje? - zagadnął, kładąc swoją dłoń płasko na jej plecach, przyciskając ją na moment mocniej do swojego boku. Trochę jakby chciał się upewnić, że powie mu prawdę, trochę jakby chciał ją zapewnić, że to on mówił prawdę. Plany, plany.. Nie potrafił w plany. Nie chciał jej łamać serca, okay? Tylko tyle był w stanie stwierdzić, a jego własne serce.. No, dobra, wolałby, żeby nie wyrzuciła go na śmietnik po raz kolejny, ale niech będzie, że mogli to nazwać "łamaniem serca".
v
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
let it happen
let it happen
let it happen
Przechodziło jej przez myśl, kiedy uśmiechnęła się, czując, jak unosi jej dłoń i składa na niej czułe pocałunki. Zmrużyła oczy, po czym przekręciła się tak, żeby móc lepiej na niego spojrzeć.-Zasłużyłeś sobie! Byłeś wkurzający i w dodatku mnie nie pamiętałeś!- wysunęła język w jego stronę, po czym teatralnie położyła twarz na jego torsie, udając zbulwersowaną. Chwilę później wybuchnęła śmiechem i uśmiechnęła się pod nosem z wyraźnym zadowoleniem, przypominając sobie ich rozmowę z baru.- Nie zgadzałeś się ze mną, kiedy powiedziałam ci, że nie zapomniałbyś, gdybyś się ze mną przespał.-Uniósła znowu głowę, żeby na niego spojrzeć, i z cwaniackim uśmiechem uniosła brew.- A więc, podtrzymujesz to bluźnierstwo?- Przeskanowała jego twarz, czekając na potwierdzenie, że było nieziemsko, cudownie, tak cholernie idealnie, że nie będzie w stanie tego zapomnieć. Ba! Bo ona na pewno nie zapomni.
Chwilę później wtuliła się w niego mocniej. Nie była pewna, czy te żarty, zgryźliwość i potrzeba usłyszenia czegoś, na co i tak czuła, że zna odpowiedź, nie były po prostu jej sposobem na upewnienie się, że wszystko jest dobrze. Bo strach, że zaraz znowu go straci, że znikną sobie z życia tak po prostu… szczerze? Przerażał ją. Może po prostu śniła. Może to wszystko wcale nie działo się naprawdę. Bo jakim cudem spotkali się po dziesięciu latach? Kiedyś wiedzieli o sobie wszystko, teraz poznawali się na nowo, a jednak momentami miała wrażenie, jakby nie widzieli się ledwie tydzień. Holloway zdawała sobie sprawę, że musi zaufać. Otworzyć się. Skończyć z tym przekonaniem, że każdy prędzej czy później stanie się jej wrogiem, a jedyną wierną istotą w jej życiu zostanie kołtun, Milo. Może mogła zaufać właśnie jemu?
Słysząc jego odpowiedź, nie chciała się odsuwać, ale jednak podniosła się i usiadła obok. Przysunęła twarz do jego czoła i pocałowała je czule, a chwilę później wysunęła dłoń, wystawiając mały palec przed jego twarzą.- Oczywiście, że nie… - powiedziała pewnie. - Obiecuję. Pinky promise. - Wyszczerzyła się szeroko, pokazując górne zęby, i czekała, aż przypieczętuje tę obietnicę, mając szczerą nadzieję, że żadne z nich jej nie złamie.
lexie ⎚-⎚
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No bo przyszedłem do pracy, a tu jakaś na zastępstwo mi wyskakuje z wyrzutami... - kontekst był całkiem ważny, nie? Nie spodziewał się jej tam, generalnie nie spodziewał się na nią natknąć w swoim codziennym życiu i kiedy pojawiła się nagle, w restauracji jego rodziny, potrzebował momentu, żeby zaskoczyć. I było mu cholernie z tym faktem źle, kiedy już zaskoczył. Lata samotności, odrzucenia, ale też wyrzutów sumienia, których nijak nie mógł się pozbyć, nie ważne ile wypił; wszystko wypłynęło na wierzch, razem z dominującą tęsknotą. Chciał się ucieszyć na jej widok, a zamiast tego był wściekły. Wściekłość i namiętna pasja, swoją drogą, wydawały mu się bardzo podobnymi uczuciami, nawet jeśli przed momentem odkrył, że istniały też zupełnie inne połączenia..
Droczyła się i naprawdę to lubił. Chciał być wredny, sprowokować, powiedzieć, że nie, musiała go jeszcze przekonać, ale jakoś tak.. Miała rację. Nie mógłby zapomnieć bycia z nią, wszystkich przyjemności, które nadal krążyły leniwie po jego systemie, lepsze niż jakikolwiek narkotyk, którego w życiu spróbował. Uśmiechnął się krzywo, oczy zabłysnęły zatańczyły w nich chochliki, otworzył usta, by się jej odgryźć, spotkał jej oczy i... Nope. Wypuścił powietrze ustami, spojrzenie złagodniało, uśmiech stał się nieco bardziej budyniowy. Jak krowa w malowane wrota. - ..nie... - mruknął w końcu w odpowiedzi, nie podtrzymywał swojego bluźnierstwa i nie potrzebował więcej dowodów, nawet jeśli wcale nie miał zamiaru im odmawiać i chętnie by je przyjął. Może nawet sam zapyta. Zaraz. Zbyt dobrze mu było na razie, trwając w luźnej konwersacji. Gdy się w niego wtuliła, otoczył ją na moment mocniej ramionami, dłoń ze swojego brzucha przenosząc na jej głowę, przesuwając po długości włosów.
Mruknął z niezadowoleniem, kiedy się od niego odsunęła, jednak zerknął na nią z ciekawością, by zaraz z lekkim uśmiechem błądzącym po ustach przymknąć oczy, gdy dała mu całusa w czoło. Cute. Urocza i jego. Ha. Może mu się śniło? Wziął coś, przedawkował, przeholował i odleciał w kosmos?.. Właściwie, gdyby tak miała wyglądać śmierć, to mógłby nie mieć nic przeciwko. Ruch przed jego twarzą zmusił go do otwarcia oczu, zzezował na palec przed sobą, marszcząc brwi, potem je uniósł, przenosząc spojrzenie na jej twarz. No chyba żartowała. W jego oczach zaczaił się uśmiech, zanim dosięgnął ust, a potem zamienił w śmiech, kiedy złapał ją za nadgarstek dłoni, którą trzymałą przed jego twarzą i przyciągnął ją do siebie, wyprężając własne ramię, by nie miała innego wyjścia, jak runąć na jego klatkę. Dłoń, którą dotychczas trzymał na jej plecach, potrzymał sobie jej twarz, żeby skraść całusa, kiedy zamieniał ich miejscami. Zawisł nad nią, nadal trzymając nadgarstek V przyciśnięty do materaca nad jej głową, pocałunek przedłużył z zadowolonym pomrukiem.
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chciała poznawać go na nowo. Chciała przy nim trwać, dowiadywać się nowych rzeczy. Miała tylko cichą nadzieję, że mu się nie znudzi. Że ta wersja jej, którą się stała - ta bardziej oschła, ta, która gdzieś głęboko potrzebowała zapewnień, choć na zewnątrz udawała, że wcale tak nie jest... nie będzie mu przeszkadzać. Wiedziała, że jest trudnym towarzystwem, nawet nie zamierzała tego ukrywać. Nie będzie udawała kogoś, kim nie jest. Postara się więc być przy nim dokładnie taka, jaka jest, i mieć cichą nadzieję, że jednak… że to w zupełności mu wystarczy. Triumfalnie zaśmiała się pod nosem, gdy przyznał się do własnej porażki.- See? Następnym razem od razu uwierz mi na słowo, zamiast mnie tutaj podważać- prychnęła z uśmiechem, wtulając się w niego jeszcze mocniej.
Kwestia łamania serc albo ich niełamania była dla niej czymś logicznym. Oczywiście, że nie chciała mu niczego łamać. A jeśli jego greckie serduszko było choć trochę pokiereszowane, to z chęcią będzie siedziała przy nim tak długo, będzie się nim opiekowała, owijała je bandażem, zszywała, aż znowu stanie się całe. Aż zagoi się porządnie i zabije mocniej… teraz już tylko dla niej. Była tego pewna.
Siedząc tak obok niego, trzymając dłoń przed jego nosem i czekając, aż przypieczętuje jej propozycję, znowu ją zaskoczył. Nim zdążyła zareagować, poczuła jego dłoń na nadgarstku. Uchylając usta w szoku, opadła na jego klatkę piersiową i wybuchnęła śmiechem.- Lexie!- rzuciła z niezadowoleniem. Jednak już chwilę później przytrzymał jej twarz, kiedy ją uniosła, i pocałował ją. Przymknęła oczy i odwzajemniła pocałunek, muskając jego usta delikatnie, co kilka sekund odsuwając się tylko na moment, żeby złapać krótki oddech, by chwilę później znów do niego wrócić. Mogłaby się do tego przyzwyczaić. - μου έλειψες -mruknęła cicho przez pocałunek.
Pamiętacie tę część, która mówiła, że mózg w smutnych chwilach potrafi wyrzucić z siebie wszystkie wspomnienia o tej jednej osobie? A jednak czasami, w innych przypadkach, potrafi je też przywrócić. Od bardzo dawna chciała mu to powiedzieć… właśnie w ten sposób. Nie inny.
lexie
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdyby jej uwierzył na słowo, prawdopodobnie nie sprowokowałby jej do pocałunku. Gdyby go nie pocałowała, tarmosząc za włosy, do czego miał słabość, nie skończyliby na podłodze piwniczki w swoich ramionach. Gdyby nie to i rozmowa potem, nie byłoby ich teraz w jej łóżku, więc.. Nope, chyba czasami chciał się jej sprzeciwiać, dla zasady i może własnego zysku. Plus, była całkiem uroczą wariatką jak się wkurzała, ale tego na głos jej powiedzieć nie chciał; tylko się do niej głupio wyszczerzył, wiedząc, że zrozumie. Nie ma mowy, żeby następnym razem "uwierzył jej na słowo" jeśli będą się o coś sprzeczać. Zwłaszcza w tak głupi i mało istotny sposób, w jaki sprzeczali się w pracy, serio.
Zaatakował ją, przyciągnął do siebie i zaraz pod siebie, miał szczery zamiar się z nią podroczyć w trochę inny sposób, nie wymagający słów, ale... - ..co ty powiedziałaś? - odsunął się, marszcząc brwi i patrząc na nią z wyraźnym zaskoczeniem, którego nawet jakby chciał, to by nie ukrył. Powiedziała mu, że tęskniła, zrozumiał, ale to nie był angielski. Zamrugał, uniósł na moment brwi, głupie oczy mu się zaszkliły, zanim zanurkował po kolejny, znacznie bardziej zaborczy pocałunek. Mówiła do niego w języku jego matki. Ha. Nie sądził nawet, że drobna, króciutka fraza może go tak bardzo poruszyć. - Se agapó. Se latrévo. Mou éleipses. Eímai trelós gia séna. - tyle było z jego postanowienia trzymania języka za zębami, nie obnażania się emocjonalnego i generalnie obchodzenia się z nią, jakby zaraz miała uciec, bo powiedział trochę zbyt wiele. Czasami mówił zbyt wiele. Czasami zbyt dużo czuł. W tamtym momencie wyrzucał te małe frazy jedna za drugim, pomiędzy kolejnymi skradzionymi pocałunkami, wolna dłoń znów rozbiegła się po jej ciele, a jej właściciel nie wiedział jak sobie z tym natłokiem emocji poradzić. Uwielbiał ją. Szalał za nią. Kochał ją.
vita holloway
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Robił z nią coś, czego sama po sobie się nie spodziewała. Otwierała się. Mówiła rzeczy, które zazwyczaj przemilczałaby w przekonaniu, że jeśli powie za dużo, jeśli nazwie coś po imieniu, to nagle stanie się to zbyt prawdziwe, zbyt ciężkie, zbyt niemożliwe do cofnięcia. Dlatego właśnie tak bardzo ją zaskoczyło to, że wymsknęło jej się, iż za nim tęskniła. Powiedziała mu to już wcześniej, wtedy na przystanku, to prawda, ale teraz miało to w sobie coś innego. Coś głębszego. Szczerszego. Tym razem nie mówiła tego po prostu w emocjach, tylko naprawdę chciała, żeby zrozumiał, jak bardzo za nim tęskniła.. Uśmiechnęła się szerzej, słysząc jego pytanie.- A nie wiem - odparła. Chwilę później wyrwał jej się zaskoczony, półcichy pisk, kiedy nagle tak mocno wpił się w jej usta, że przez moment aż się zdekoncentrowała.Odwzajemniała jego pocałunki, szybkie i urywane, próbując jednocześnie nadążyć za tym, co do niej mówił. Niektóre słowa rozumiała, inne jedynie wyłapywała z kontekstu. Okej… tęsknił. Uwielbiał. Noted, noted. Ale te dwa pozostałe? Kompletnie za nim nie nadążała. Wsunęła dłonie w jego włosy i pociągnęła je delikatnie do tyłu, zmuszając go, żeby choć na chwilę zwolnił.- Spokojnie, kocie, nigdzie ci nie ucieknę - zaśmiała się cicho, opierając czoło o jego czoło i wpatrując mu się w oczy z zadziornym uśmiechem - Powtórzysz to jeszcze raz… tylko po angielsku?
kot
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Najpierw go rozluźnia, potem znowu mu podnosi ciśnienie, a teraz każe zwolnić i powtórzyć w innym języku? Nah. Naaah. W dodatku pociągnęła go za włosy, na co praktycznie warknął, zirytowany, że mu przeszkadzała, ale też mocno zadowolony, że jednak to zrobiła. Huh? Lexie definitywnie miał w sobie wiele sprzeczności. - Jak ci zaraz powtórzę po angielsku.. - wyburczał, chociaż nie miało to większego sensu i wiedział o tym doskonale. Nie chciał rozmawiać, znudziło mu się już, chciał robić z nią resztę rzeczy, o których wcześniej wspomniał i te, o które go pytała. Albo wydawało mu się, że pytała? Chyba wspomniała coś o.. tym co miał ochotę z nią zrobić? Co lubił może..? Coś w ten deseń?
Nie ważne. Zaatakował ją kolejnym pocałunkiem stwierdzając, że mogła sobie go ciągnąć za włosy ile chciała. Przesunął się trochę niżej, jego wargi zjechały na szyję, podgryzając, lubieżnie liżąc skórę i.. niby dosłownie przed chwilą skończyli jeden akt, może to źle o nim świadczyło, że rzucał się w kolejny tak po prostu, tylko dlatego, że powiedziała kilka słówek w innym języku, ale miał to gdzieś. Uczyła się po kryjomu? Języka jego matki. Dla niego. Lata wstecz. I dalej pamiętała? Do tego była w stanie namalować jego twarz z pamięci? I była tak idealna... O mój boże nie mógł za nią nadążyć.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
midnight snack