26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Dłonią leniwie gładziła jego tors. Czuła się spelniona. Szczęśliwa. Zerknęła na niego z dołu.- Czemu znowu zespawnowałeś się w moim życiu, Bennett, huh?- mruknęła, przysuwając się bliżej. Po chwili musnęła ustami czubek jego nosa.- Złamiesz mi serce, eh?

lexie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To, że nigdy wcześniej się nie kochał, to było wiadome, ale kolejnym odkryciem, które poruszyło jego martwe serce, było to jak go przytuliła. Bez podtekstów, bez zaborczości, nie było w tym żadnego podtekstu czy jakiegoś planu w bliższej czy dalszej przyszłości, nie było manipulacji; objęła go mocno, przycisnęła do ciebie, głaskała i, naprawdę miał wrażenie, że w tamtym momencie go kochała. Niczego więcej nie potrzebował i nawet nie musiała tego mówić na głos.
Leżał przy niej, zrelaksowany, spełniony i w ten najprostszy, beztroski sposób, najnormalniej w świecie szczęśliwy. Uspokoił oddech, obejmująca ją dłoń zjechała z ramienia, na odsłonięte plecy, sunął po nich spokojnie palcami, głaszcząc niekrytą troskliwością, czułością, przed którą zwykle się chował, a której miał tak naprawdę w sobie pod dostatkiem. Wszystko by jej oddał w tamtym momencie. Dłoń spod głowy przesunął na własną klatkę, gdzie złapał błądzącą dłoń Vity; podniósł do własnych ust, całując jej wnętrze i nadgarstek, zanim odłożył grzecznie na miejsce z którego ją zabrał. Dłoń spoczęła na jego własnym brzuchu, skupiając się na spokojnym oddechu. Uśmiechnął się, rozbawiony jej słowami, otworzył jedno oko, unosząc brew, by na nią zerknąć.
- Huh? To ty się pojawiłaś znikąd w mojej pracy.. I rzucałaś we mnie limonkami. Limonką. - wytknął jej, nie kryjąc własnego rozbawienia. Pieprzoną limonkę będzie jej wypominał do końca życia; pomyślał i sam się tą myślą lekko zawstydził. Do końca życia? Chłopczyku, dopiero co wylądowałeś w jej łóżku, wcześniej tylko poświęciłeś kilka ulotnych NAGRANYCH minut w składziku za barem, nie widziałeś jej latami i generalnie prawdopodobnie nawet nie powinieneś myśleć o przyszłości bardziej odległej niż tydzień czy dwa. Planowanie czegokolwiek nie leżało w jego naturze, spontaniczność i nieprzewidywalność bardziej mu pasowała. Jak kot, właśnie, który przychodził kiedy miał ochotę i tak samo znikał, kiedy tylko miał ochotę. Tyle że co, jeśli wcale nie chciał znikać? Czym był, jeśli chciał pozostać obok niej, ułożyć się wygodnie, czując ją obok siebie i tak.. po prostu trwać? Czy to dalej byłaby niezaplanowana chwila, gdyby po prostu wiedział, że gdziekolwiek go nie poniesie, chciał żeby była obok?
- Naah, nie mam w planach.. Ty moje? - zagadnął, kładąc swoją dłoń płasko na jej plecach, przyciskając ją na moment mocniej do swojego boku. Trochę jakby chciał się upewnić, że powie mu prawdę, trochę jakby chciał ją zapewnić, że to on mówił prawdę. Plany, plany.. Nie potrafił w plany. Nie chciał jej łamać serca, okay? Tylko tyle był w stanie stwierdzić, a jego własne serce.. No, dobra, wolałby, żeby nie wyrzuciła go na śmietnik po raz kolejny, ale niech będzie, że mogli to nazwać "łamaniem serca".

v
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wszystko działo się tak cholernie naturalnie. Bez wymuszenia. Miała wręcz wrażenie, że działa na automacie. Powinno być awkward, powinno być jej dziwnie, kiedy leżała tak wtulona w niego, gładząc opuszkami jego tors i czując, jak jego klatka piersiowa unosi się przy każdym oddechu. A jednak nie było. Nie była tylko pewna, co teraz. Co ma zrobić.

let it happen
let it happen
let it happen

Przechodziło jej przez myśl, kiedy uśmiechnęła się, czując, jak unosi jej dłoń i składa na niej czułe pocałunki. Zmrużyła oczy, po czym przekręciła się tak, żeby móc lepiej na niego spojrzeć.-Zasłużyłeś sobie! Byłeś wkurzający i w dodatku mnie nie pamiętałeś!- wysunęła język w jego stronę, po czym teatralnie położyła twarz na jego torsie, udając zbulwersowaną. Chwilę później wybuchnęła śmiechem i uśmiechnęła się pod nosem z wyraźnym zadowoleniem, przypominając sobie ich rozmowę z baru.- Nie zgadzałeś się ze mną, kiedy powiedziałam ci, że nie zapomniałbyś, gdybyś się ze mną przespał.-Uniósła znowu głowę, żeby na niego spojrzeć, i z cwaniackim uśmiechem uniosła brew.- A więc, podtrzymujesz to bluźnierstwo?- Przeskanowała jego twarz, czekając na potwierdzenie, że było nieziemsko, cudownie, tak cholernie idealnie, że nie będzie w stanie tego zapomnieć. Ba! Bo ona na pewno nie zapomni.
Chwilę później wtuliła się w niego mocniej. Nie była pewna, czy te żarty, zgryźliwość i potrzeba usłyszenia czegoś, na co i tak czuła, że zna odpowiedź, nie były po prostu jej sposobem na upewnienie się, że wszystko jest dobrze. Bo strach, że zaraz znowu go straci, że znikną sobie z życia tak po prostu… szczerze? Przerażał ją. Może po prostu śniła. Może to wszystko wcale nie działo się naprawdę. Bo jakim cudem spotkali się po dziesięciu latach? Kiedyś wiedzieli o sobie wszystko, teraz poznawali się na nowo, a jednak momentami miała wrażenie, jakby nie widzieli się ledwie tydzień. Holloway zdawała sobie sprawę, że musi zaufać. Otworzyć się. Skończyć z tym przekonaniem, że każdy prędzej czy później stanie się jej wrogiem, a jedyną wierną istotą w jej życiu zostanie kołtun, Milo. Może mogła zaufać właśnie jemu?

Could she let it happen?

Słysząc jego odpowiedź, nie chciała się odsuwać, ale jednak podniosła się i usiadła obok. Przysunęła twarz do jego czoła i pocałowała je czule, a chwilę później wysunęła dłoń, wystawiając mały palec przed jego twarzą.- Oczywiście, że nie… - powiedziała pewnie. - Obiecuję. Pinky promise. - Wyszczerzyła się szeroko, pokazując górne zęby, i czekała, aż przypieczętuje tę obietnicę, mając szczerą nadzieję, że żadne z nich jej nie złamie.

lexie ⎚-⎚
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niezręcznie to powinno być już wtedy, w restauracji, kiedy wrócili na piętro cali zmięci, z każdym włosem w inną stronę, on bez okularów, obydwoje ze znacznie większą ilością kolorów na twarzy, prawdopodobnie waląc seksem na metr. Ale nie było. Zamiast tego, jej ciało wydawało się go przyciągać i nie mógł przestać jej dotykać, używając każdej wymówki, żeby znaleźć się bliżej. Pragnął więcej, musiał mieć więcej, gdzieś dopiero na końcu tej listy był fakt, że wokół byli ludzie, kamery i generalnie nie wypadało mu być tak dotykalskim w miejscu publicznym.. Miał to gdzieś. Była jego. Chciała czy nie, wbiła się paznokciami w jego serce, prawie jak przed momentem w kark, nie było nawet opcji, żeby ją stamtąd wyciągnąć. Wszystko co się podziało w jej mieszkaniu, jego małe nerwowe załamanie, absolutne emocjonalne odkrycie się zaledwie przed ich małą przygodą w łóżku jak i po niej.. Nie, nie było opcji, żeby pozwolił by ktokolwiek mu ją zabrał. Nigdy nie widział w sobie zaborczego, zazdrosnego, zachłannego, ale być może miało się to zmienić. Należała do niego. I tyle. Kropka.
- No bo przyszedłem do pracy, a tu jakaś na zastępstwo mi wyskakuje z wyrzutami... - kontekst był całkiem ważny, nie? Nie spodziewał się jej tam, generalnie nie spodziewał się na nią natknąć w swoim codziennym życiu i kiedy pojawiła się nagle, w restauracji jego rodziny, potrzebował momentu, żeby zaskoczyć. I było mu cholernie z tym faktem źle, kiedy już zaskoczył. Lata samotności, odrzucenia, ale też wyrzutów sumienia, których nijak nie mógł się pozbyć, nie ważne ile wypił; wszystko wypłynęło na wierzch, razem z dominującą tęsknotą. Chciał się ucieszyć na jej widok, a zamiast tego był wściekły. Wściekłość i namiętna pasja, swoją drogą, wydawały mu się bardzo podobnymi uczuciami, nawet jeśli przed momentem odkrył, że istniały też zupełnie inne połączenia..
Droczyła się i naprawdę to lubił. Chciał być wredny, sprowokować, powiedzieć, że nie, musiała go jeszcze przekonać, ale jakoś tak.. Miała rację. Nie mógłby zapomnieć bycia z nią, wszystkich przyjemności, które nadal krążyły leniwie po jego systemie, lepsze niż jakikolwiek narkotyk, którego w życiu spróbował. Uśmiechnął się krzywo, oczy zabłysnęły zatańczyły w nich chochliki, otworzył usta, by się jej odgryźć, spotkał jej oczy i... Nope. Wypuścił powietrze ustami, spojrzenie złagodniało, uśmiech stał się nieco bardziej budyniowy. Jak krowa w malowane wrota. - ..nie... - mruknął w końcu w odpowiedzi, nie podtrzymywał swojego bluźnierstwa i nie potrzebował więcej dowodów, nawet jeśli wcale nie miał zamiaru im odmawiać i chętnie by je przyjął. Może nawet sam zapyta. Zaraz. Zbyt dobrze mu było na razie, trwając w luźnej konwersacji. Gdy się w niego wtuliła, otoczył ją na moment mocniej ramionami, dłoń ze swojego brzucha przenosząc na jej głowę, przesuwając po długości włosów.
Mruknął z niezadowoleniem, kiedy się od niego odsunęła, jednak zerknął na nią z ciekawością, by zaraz z lekkim uśmiechem błądzącym po ustach przymknąć oczy, gdy dała mu całusa w czoło. Cute. Urocza i jego. Ha. Może mu się śniło? Wziął coś, przedawkował, przeholował i odleciał w kosmos?.. Właściwie, gdyby tak miała wyglądać śmierć, to mógłby nie mieć nic przeciwko. Ruch przed jego twarzą zmusił go do otwarcia oczu, zzezował na palec przed sobą, marszcząc brwi, potem je uniósł, przenosząc spojrzenie na jej twarz. No chyba żartowała. W jego oczach zaczaił się uśmiech, zanim dosięgnął ust, a potem zamienił w śmiech, kiedy złapał ją za nadgarstek dłoni, którą trzymałą przed jego twarzą i przyciągnął ją do siebie, wyprężając własne ramię, by nie miała innego wyjścia, jak runąć na jego klatkę. Dłoń, którą dotychczas trzymał na jej plecach, potrzymał sobie jej twarz, żeby skraść całusa, kiedy zamieniał ich miejscami. Zawisł nad nią, nadal trzymając nadgarstek V przyciśnięty do materaca nad jej głową, pocałunek przedłużył z zadowolonym pomrukiem.

vita holloway
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przewróciła oczami i westchnęła głośno, teatralnie... tak, żeby już z samego tego wyduszonego powietrza wiedział, że pieprzył trzy po trzy.- Było to na tamtą chwilę dobrze uzasadnione - rzuciła, chowając twarz w jego torsie. - A tak poza tym jeszcze muszę tę skargę zgłosić do Cath.- Zaśmiała się pod nosem, po chwili zdając sobie sprawę, że to jednak nie byłby najlepszy pomysł. Przecież przespała się z jej bratem. W piwniczce. W godzinach pracy… Płacili jej za to, że.... oh, fuck…fuckiti fuck...- Odkaszlnęła cicho.- Albo lepiej nie. Forget about it. Tym razem ci się poszczęściło, Bennett - rzuciła rozbawiona. Po prostu wtedy miotały nią uczucia silniejsze, niż była wtedy w stanie ogarnąć. Rozgniewał ją… tak cholernie ją rozgniewał. Dawno nic nie wzbudziło w niej tylu emocji naraz... to przekonanie, że z niej drwił, że była nikim, że może faktycznie jej nie pamiętał. A może to była ta sama kwestia co w jej przypadku? Może po prostu wyzbył się jej z jakichkolwiek wspomnień, bo rozstanie bolało zbyt mocno?

Chciała poznawać go na nowo. Chciała przy nim trwać, dowiadywać się nowych rzeczy. Miała tylko cichą nadzieję, że mu się nie znudzi. Że ta wersja jej, którą się stała - ta bardziej oschła, ta, która gdzieś głęboko potrzebowała zapewnień, choć na zewnątrz udawała, że wcale tak nie jest... nie będzie mu przeszkadzać. Wiedziała, że jest trudnym towarzystwem, nawet nie zamierzała tego ukrywać. Nie będzie udawała kogoś, kim nie jest. Postara się więc być przy nim dokładnie taka, jaka jest, i mieć cichą nadzieję, że jednak… że to w zupełności mu wystarczy. Triumfalnie zaśmiała się pod nosem, gdy przyznał się do własnej porażki.- See? Następnym razem od razu uwierz mi na słowo, zamiast mnie tutaj podważać- prychnęła z uśmiechem, wtulając się w niego jeszcze mocniej.
Kwestia łamania serc albo ich niełamania była dla niej czymś logicznym. Oczywiście, że nie chciała mu niczego łamać. A jeśli jego greckie serduszko było choć trochę pokiereszowane, to z chęcią będzie siedziała przy nim tak długo, będzie się nim opiekowała, owijała je bandażem, zszywała, aż znowu stanie się całe. Aż zagoi się porządnie i zabije mocniej… teraz już tylko dla niej. Była tego pewna.

Siedząc tak obok niego, trzymając dłoń przed jego nosem i czekając, aż przypieczętuje jej propozycję, znowu ją zaskoczył. Nim zdążyła zareagować, poczuła jego dłoń na nadgarstku. Uchylając usta w szoku, opadła na jego klatkę piersiową i wybuchnęła śmiechem.- Lexie!- rzuciła z niezadowoleniem. Jednak już chwilę później przytrzymał jej twarz, kiedy ją uniosła, i pocałował ją. Przymknęła oczy i odwzajemniła pocałunek, muskając jego usta delikatnie, co kilka sekund odsuwając się tylko na moment, żeby złapać krótki oddech, by chwilę później znów do niego wrócić. Mogłaby się do tego przyzwyczaić. - μου έλειψες -mruknęła cicho przez pocałunek.
Pamiętacie tę część, która mówiła, że mózg w smutnych chwilach potrafi wyrzucić z siebie wszystkie wspomnienia o tej jednej osobie? A jednak czasami, w innych przypadkach, potrafi je też przywrócić. Od bardzo dawna chciała mu to powiedzieć… właśnie w ten sposób. Nie inny.

lexie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A skoro już wspomniała o Cath.. Rozbawienie przemknęło przez jego twarz po raz kolejny, bo sam miał czas, żeby sobie całą tą sytuację przetrawić przez tydzień. Pacnął ją otwartą dłonią lekko w plecy, chcąc żeby na moment się skupiła. - Cath wie. - zaczął, w momencie w którym usłyszał własne słowa przyszło mu do głowy, że może powinien ją trzymać w błogiej nieświadomości.. Czy to by nie było trochę jak kłamstwo? Ukrywanie prawdy, nie dawanie jej całego kontekstu? Tak czy siak, już zaczął, więc kontynuował. - Rano się dowiedziałem, że tam są kamery, więc zrobiliśmy szybką akcję, żeby skasować wszystko. Chyba skasowała cały miesiąc. - kochał swoją siostrę, okay? Jasne, potem mu nagadała o tym jak to się mogło skończyć sanepidem i że mogliby ich zamknąć i tak dalej; wszystko co wiedział, z czego dumny nie był i co należało mu się usłyszeć.. Ale najpierw skupiła się na tym, żeby pomóc mu ukryć ten fakt przed dziadkami. Prawdopodobnie bardziej dla nich, niż dla niego, ale to było mało istotne; była kochana i tyle.
Gdyby jej uwierzył na słowo, prawdopodobnie nie sprowokowałby jej do pocałunku. Gdyby go nie pocałowała, tarmosząc za włosy, do czego miał słabość, nie skończyliby na podłodze piwniczki w swoich ramionach. Gdyby nie to i rozmowa potem, nie byłoby ich teraz w jej łóżku, więc.. Nope, chyba czasami chciał się jej sprzeciwiać, dla zasady i może własnego zysku. Plus, była całkiem uroczą wariatką jak się wkurzała, ale tego na głos jej powiedzieć nie chciał; tylko się do niej głupio wyszczerzył, wiedząc, że zrozumie. Nie ma mowy, żeby następnym razem "uwierzył jej na słowo" jeśli będą się o coś sprzeczać. Zwłaszcza w tak głupi i mało istotny sposób, w jaki sprzeczali się w pracy, serio.
Zaatakował ją, przyciągnął do siebie i zaraz pod siebie, miał szczery zamiar się z nią podroczyć w trochę inny sposób, nie wymagający słów, ale... - ..co ty powiedziałaś? - odsunął się, marszcząc brwi i patrząc na nią z wyraźnym zaskoczeniem, którego nawet jakby chciał, to by nie ukrył. Powiedziała mu, że tęskniła, zrozumiał, ale to nie był angielski. Zamrugał, uniósł na moment brwi, głupie oczy mu się zaszkliły, zanim zanurkował po kolejny, znacznie bardziej zaborczy pocałunek. Mówiła do niego w języku jego matki. Ha. Nie sądził nawet, że drobna, króciutka fraza może go tak bardzo poruszyć. - Se agapó. Se latrévo. Mou éleipses. Eímai trelós gia séna. - tyle było z jego postanowienia trzymania języka za zębami, nie obnażania się emocjonalnego i generalnie obchodzenia się z nią, jakby zaraz miała uciec, bo powiedział trochę zbyt wiele. Czasami mówił zbyt wiele. Czasami zbyt dużo czuł. W tamtym momencie wyrzucał te małe frazy jedna za drugim, pomiędzy kolejnymi skradzionymi pocałunkami, wolna dłoń znów rozbiegła się po jej ciele, a jej właściciel nie wiedział jak sobie z tym natłokiem emocji poradzić. Uwielbiał ją. Szalał za nią. Kochał ją.

vita holloway
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniósła głowę, żeby na niego spojrzeć, wpatrując się uważnie w jego oczy, jakby chciała się upewnić, że z nią nie igra, że to nie był jakiś jego chory, śmiesznie-nieśmieszny żart. No bo… co jeśli… ona ich widziała? Tam? W piwnicy? Jej usta automatycznie rozchyliły się w szoku.- Żartujesz… nie… - przysunęła dłoń do ust, zakrywając je.- Lexie… nie…- Pokręciła głową z niedowierzaniem, wciąż nie do końca potrafiąc przyjąć to do wiadomości. Cath była osobą, którą Vita podziwiała od dziecka. Pomimo niewielkiej różnicy wieku, zawsze sprawiała wrażenie tej najbardziej ogarniętej. Była ciepła dla Holloway, a na samą myśl o niej Vita miała wyłącznie dobre wspomnienia. Po części było jej też wstyd, że odcięła kontakt również z nią… z nimi wszystkimi, odkąd oddaliła się od Lexiego. Ale tego, co się stało, nie dało się już cofnąć. Poza faktem, że teraz Cath zamiast po tylu latach zobaczyć Vitę, nie wiem, za barem, w domu, normalnie ubraną… ujrzała ją z gołym dupskiem. Na zmianie. W pracy. Przejechała dłonią po twarzy.- To nie może się dziać. Słabo mi. Zaraz się zrzygam. - Oczywiscie, że by tego nie zrobiła, ale dramatyczność była jej drugim imieniem, więc oczywiście musiała przeżyć to tak, jakby właśnie walił się cały świat, mimo że przecież potwierdził, że ogarnęli już z Cath całą sytuację.

Robił z nią coś, czego sama po sobie się nie spodziewała. Otwierała się. Mówiła rzeczy, które zazwyczaj przemilczałaby w przekonaniu, że jeśli powie za dużo, jeśli nazwie coś po imieniu, to nagle stanie się to zbyt prawdziwe, zbyt ciężkie, zbyt niemożliwe do cofnięcia. Dlatego właśnie tak bardzo ją zaskoczyło to, że wymsknęło jej się, iż za nim tęskniła. Powiedziała mu to już wcześniej, wtedy na przystanku, to prawda, ale teraz miało to w sobie coś innego. Coś głębszego. Szczerszego. Tym razem nie mówiła tego po prostu w emocjach, tylko naprawdę chciała, żeby zrozumiał, jak bardzo za nim tęskniła.. Uśmiechnęła się szerzej, słysząc jego pytanie.- A nie wiem - odparła. Chwilę później wyrwał jej się zaskoczony, półcichy pisk, kiedy nagle tak mocno wpił się w jej usta, że przez moment aż się zdekoncentrowała.Odwzajemniała jego pocałunki, szybkie i urywane, próbując jednocześnie nadążyć za tym, co do niej mówił. Niektóre słowa rozumiała, inne jedynie wyłapywała z kontekstu. Okej… tęsknił. Uwielbiał. Noted, noted. Ale te dwa pozostałe? Kompletnie za nim nie nadążała. Wsunęła dłonie w jego włosy i pociągnęła je delikatnie do tyłu, zmuszając go, żeby choć na chwilę zwolnił.- Spokojnie, kocie, nigdzie ci nie ucieknę - zaśmiała się cicho, opierając czoło o jego czoło i wpatrując mu się w oczy z zadziornym uśmiechem - Powtórzysz to jeszcze raz… tylko po angielsku?

kot
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra, wiedział, że jest zawodową królową dramatu, ale chyba się odzwyczaił. Przyglądał się jej, kiedy dotykała i pocierała swoją twarz, kiedy udawała, że zaraz się przekręci, bo kamerki ich widziały i wszystko nagrały i.. Nawet całkiem mu wyszło zachowanie przez moment powagi, zanim parsknął śmiechem. Zaraz się zrzygam okazało się być tą ostatnią rzeczą, która przechyliła szalę. - Ale słyszałeś, co powiedziałem, nie? Że skasowała ostatni miesiąc? Lubi cię, ale nie aż tak, żeby chcieć się patrzeć na twoje nagie pośladki. - podkreślił raz jeszcze, żeby może tym razem dotarło do jej chaotycznej głowy, że to w sumie już po wszystkim. Też był zszokowany jak usłyszał za pierwszym razem, definitywnie poczuł ukłucie paniki i w życiu jeszcze nie był tak zestresowany błaznując przed dziadkami, kiedy Cath próbowała odjebać mission impossible i szybciutko skasować materiał. W sumie było to całkiem zabawne, okay? Sanepid ich nie zamknął, dziadkowie nic nie wiedzieli, a on jedynie dostał pogadankę od siostry. Wszystko było pod kontrolą. Położył ciężko dłoń na jej ramieniu, licząc na to, że jej ciężar trochę ją ustabilizuje, nawet jeśli Holloway była jego królową dramatu. Lubił to. Nie zamieniłby tej bardzo quirky części jej osobowości.
Najpierw go rozluźnia, potem znowu mu podnosi ciśnienie, a teraz każe zwolnić i powtórzyć w innym języku? Nah. Naaah. W dodatku pociągnęła go za włosy, na co praktycznie warknął, zirytowany, że mu przeszkadzała, ale też mocno zadowolony, że jednak to zrobiła. Huh? Lexie definitywnie miał w sobie wiele sprzeczności. - Jak ci zaraz powtórzę po angielsku.. - wyburczał, chociaż nie miało to większego sensu i wiedział o tym doskonale. Nie chciał rozmawiać, znudziło mu się już, chciał robić z nią resztę rzeczy, o których wcześniej wspomniał i te, o które go pytała. Albo wydawało mu się, że pytała? Chyba wspomniała coś o.. tym co miał ochotę z nią zrobić? Co lubił może..? Coś w ten deseń?
Nie ważne. Zaatakował ją kolejnym pocałunkiem stwierdzając, że mogła sobie go ciągnąć za włosy ile chciała. Przesunął się trochę niżej, jego wargi zjechały na szyję, podgryzając, lubieżnie liżąc skórę i.. niby dosłownie przed chwilą skończyli jeden akt, może to źle o nim świadczyło, że rzucał się w kolejny tak po prostu, tylko dlatego, że powiedziała kilka słówek w innym języku, ale miał to gdzieś. Uczyła się po kryjomu? Języka jego matki. Dla niego. Lata wstecz. I dalej pamiętała? Do tego była w stanie namalować jego twarz z pamięci? I była tak idealna... O mój boże nie mógł za nią nadążyć.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przynajmniej miała już teraz stuprocentową pewność, że Cath nie ujrzała jej dupska na kamerach. Hallelujah! Reputacja Vity Holloway została uratowana. Kinda.- No dobra, dobra, hurrah, jesteśmy uratowani - prychnęła pod nosem, po czym szybko go pocałowała.- Żartuję. Dziękuję.- Uśmiechnęła się szczerze. Naprawdę była mu wdzięczna za tę pomoc i za to, że he was looking out for her. Nie dawało jej jednak spokoju to, że wciąż chciała wiedzieć, co dokładnie jej powiedział. Ciekawiło ją to za bardzo. Musiała się dowiedzieć, bo gdzieś głęboko w sercu coś podpowiadało jej, że musiało to być dla niego ważne… no chyba że po prostu podawał jej jakiś przepis na grecki posiłek, co akurat wcale by jej nie zdziwiło, ale no... musiała wiedzieć. Już. Teraz.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


midnight snack
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”