-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs outnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bardziej jednak, niż swoim zdrowiem, przejmowała się zaniedbanymi relacjami. Nie potrafiła sobie przypomnieć kiedy ostatni raz widziała się z rodzicami, rodzeństwem czy przyjaciółmi - twarzą w twarz, a nie tylko przez ekran telefonu. Nie zapomniała jednak do czego się zobowiązała wobec swojej siostry i przyszłej szwagierki, tak więc tego dnia wygospodarowała czas, robiąc sobie wolne od piętrzących się w jej mieszkaniu, niedokończonych obrazów - na które, swoją drogą, zamówienia napływały cały czas od tego samego, anonimowego kupca - i umówiła się z Eviną na spotkanie, między innymi po to, by omówić sprawy związane ze zbliżającym się ślubem i weselem. Miała się przecież zaangażować i to mocno, a jedyne co do tej pory zrobiła, to przesłanie im inspiracji wystroju w kilku różnych stylach, w postaci fotek z pinteresta. To zdecydowanie za mało. Chciała je obie wesprzeć, ulżyć im jakoś, bo zdawała sobie sprawę, że nie miały na to za dużo czasu ani też pewnie chęci. Zarówno Zaylee jak i Evina miały wymagające posady, do tego niedawno doszła też opieka nad Samem, co już samo w sobie było nie lada wyzwaniem. Młodsza Miller wzięła więc sobie za cel, by jak najbardziej je w tym stresującym czasie odciążyć, o ile to w ogóle możliwe.
Kończąc zmianę, zapakowała na wynos kilka słodkości z lady, które własnoręcznie przygotowywała tego ranka, by od razu po pracy ruszyć do domu siostry w Guildwood. Wysłała jeszcze wiadomość do Swanson z informacją, że jest w drodze, na wypadek gdyby ta jednak zapomniała o tym, że Bonnie miała do nich wpaść. Zdecydowanie nie uśmiechała jej się jazda uberem (bo to kompletnie nieodpowiednia pogoda na rower) na drugi koniec miasta tylko po to, żeby pocałować klamkę i wracać. Odetchnęła z niemałą ulgą, widząc sms’a z potwierdzeniem, że zastanie kobietę w domu.
— Hej, hej! Jak się czujesz? Słyszałam, że zdążyłaś już wrócić do pracy — zagadnęła, przytulając ją na powitanie i już w progu wręczyła jej zawiniątko z wypiekami — To na osłodę, bo zamierzam cię trochę pomęczyć!
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Całe szczęście miała to już za sobą i może noga wciąż potrafiła ją boleć jak cholera oraz wyobrażała sobie nieco inaczej powrót do pracy to mimo wszystko była już na dobrej drodze do tego, aby powrócić o dawnej formy... Oraz usamodzielnić się na tyle, że nikt nie wciskałby jej chłopca na posyłki.
Ostatnią rzeczą, na którą miała ochotę w takim rozrachunku była myśl o organizowaniu ślubu. Owszem, wciąż chciała ożenić się z Zaylee i to bardzo, ale niestety żadna z nich nie nadawała się do planowania podobnych uroczystości. Nawet jeśli miały czas to nie wiedziały jak się za to zabrać ani czego właściwie chcą. Mogły zawsze zlecić to jakiemuś profesjonaliście, ale koronerka ze swoją obsesją na punkcie kontroli dostałaby pierdolca, gdyby ktoś inny miał o wszystkim decydować i jeszcze starał jej się wciskać jakieś popularne trendy, które zdecydowanie nie były w jej stylu.
Całe szczęście była Bonnie. Przynajmniej ona nie dość, że miała zmysł estetyczny to jeszcze znała gust siostry na tyle, aby być dla nich konkretną pomocą. Poza tym na pewno dużo łatwiej będzie im rozmawiać z kimś kogo dobrze znały[./akapit]
Faktycznie prawie zapomniała o wizycie, którą miała jej złożyć szwagierka, więc z pewnością przydała się pewna przypominajka. Choćby po to, aby zdążyła się doprowadzić do stanu, w którym mogła się komuś pokazać, bo dotychczas paradowała po domu w samych majtkach i za dużym t-shircie.
Całe szczęście zanim usłyszała dźwięk dzwonka u drzwi wszystko było już opanowane i mogła powitać swojego gościa z otwartymi ramionami. Chociaż szczerze to akurat Bonnie rzuciła się pierwsza do tego, aby ją uściskać.
- Cześć. Może być... - odpowiedziała, wpuszczając ją do środka. - Niby tak, ale dalej starają się mnie nie męczyć, co bywa frustrujące...
Przyjęła od razu wręczone zawiniątko i wiedziała już, że część na pewno będzie musiała odłożyć dla Zaylee. Wiedziała, że narzeczona nie wybaczyłaby jej faktu, że zjadła jakieś słodkości z Bonnie i nie pomyślała o tym, aby się podzielić. Evina miała jedynie nadzieję na to, że nie były one zbyt słodkie, bo była już w tym wieku, co większość ciotek na imieninach, które preferowały właśnie takowe wypieki. Choć ona na pewno całkowicie zniszczyłaby werbalnie taką abominację jak beza z kremem kawowym.
- Zamierzasz mnie zabić cukrem i jakimś gadaniem o dekoracjach? - zapytała od razu, zmierzając do kuchni, ale uprzednio dała młodszej sygnał do tego, aby podążyła jej śladem. - Masz już jakiś plan na dzisiaj?
Musiała całkowicie zdać się na młodszą Millerównę. W końcu kiedy tylko próbowały coś ogarnąć z Zaylee to zaraz się zniechęcały, przeżywały niesamowitą frustrację lub znajdowały milion ciekawszych rzeczy do roboty...
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs outnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bonnie oczywiście również zamierzała potraktować to śmiertelnie poważnie. Wprawdzie posiadała zerowe doświadczenie w organizowaniu tego typu imprez, ale miała przede wszystkim chęci, dobry zmysł estetyczny i głowę pełną pomysłów.
Z drugiej strony, para była tak pochłonięta pracą i innymi obowiązkami, że obie sprawiały wrażenie, jakoby planowanie zaślubin było absolutnie ostatnią rzeczą jaką chciałyby się zająć. Z tym młodsza Miller była sobie w stanie poradzić, podobnie jak z niezdecydowaniem. Miała tylko nadzieję, że żadna z nich nie zamieni się po drodze w jakąś totalną bridezillę i nie urządzi wszystkim dookoła piekła na ziemi.
— A to źle? Nie kapuję… — bo zdaniem Bonnie zachowanie współpracowników i przełożonych Eviny, którzy wciąż dbali o to, by jej za nadto nie obciążać, było racjonalne. Wiedziała jednak, że szwagierka - nawet jeśli trochę nie domagała fizycznie - mogła dostać pierdolca, będąc zbyt długo pozbawiona roboty i adrenalinki, której ta jej zapewniała. Za nic tego nie rozumiała, ale nie zamierzała się też z tym kłócić ani próbować przekonywać kobiety do tego, że powinna może jeszcze przez chwilę zwolnić tempo i troszeczkę bardziej się oszczędzać.
— Oj tam zaraz zabić — parsknęła cicho śmiechem, wywracając przy tym oczami — Bez przesady. Troszkę tylko cię pomęczę — dodała zaraz, zdejmując z siebie okrycie wierzchnie i podążając za Swanson w kierunku kuchni. Naprawdę nie zamierzała być mocno upierdliwa, niczym wrzód na tyłku. Nie naciskała by, gdyby Evina nagle zdecydowała, że nie ma tego dnia ochoty na gadanie o ślubie. Wiedziała, że tak czy siak, pod nieobecność Zaylee nie zdołają ustalić zbyt wiele, ale chciała pomóc chociaż w ogarnięciu z grubsza jakiegokolwiek planu działania, bo jak się domyślała, do tej pory kobiety nie załatwiły jeszcze nic.
— Oczywiście, że mam. O nic się nie martw! — zapewniła z uśmiechem, zajmując miejsce przy stole. Nie mogła przecież przyjść na spotkanie kompletnie nieprzygotowana. Po lekturze kilkunastu internetowych poradników na temat organizacji ślubu i wesela, stworzyła dokładny spis wszystkich koniecznych do załatwienia rzeczy, włączając w to nawet te najmniej przyjemne do ogarniania, papierkowe formalności.
— Mam tutaj listę, ułożoną mniej więcej w kolejności w jakiej powinnyście wszystkie te kwestie dopiąć. Możemy przejść po niej po kolei i wstępnie omówić, a z decyzjami poczekamy oczywiście na Zaylee — zaproponowała, odpalając notatki w telefonie i gdy tylko detektywka usiadła obok, od razu przeszła do rzeczy — Przede wszystkim data. Rozmawiałyście już o tym? Od razu uprzedzam, że odpowiedź „chcemy pobrać się na wiosnę”, nas już nie satysfakcjonuje. Potrzebujemy konkretów, żeby z czymkolwiek ruszyć dalej. — oznajmiła, czując się zadziwiająco pewnie w swojej roli. Cóż, może minęła się z powołaniem i zamiast sprzedawać kawę i obrazy (choć głównie kawę, nie oszukujmy się), powinna zostać ślubną wróżką chrzestną? Who knows.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Swanson była święcie przekonana o tym, że niezależnie od wszystkiego to właśnie Bonnie była lepiej przygotowana i nadawała się bardziej do tego, aby planować coś takiego jak wesele. One z Zaylee nie miały tego w sobie. Nie miały pojęcia za co się zabrać, a wybór aranżacji kwiatowej czy inna podobna głupota wydawały im się całkowicie nieinteresujące i o wiele chętniej spędziłyby wolny czas na czymś o wiele przyjemniejszym niż sprawy organizacyjne na imprezę dla najbliższych.
- Wolałabym, żeby wszyscy wokół mnie tak nie skakali i dali mi w końcu wrócić normalnie do pracy. Robią za dużo zamieszania - przyznała z pewnym niezadowoleniem, bo po tak długiej nieobecności chciała w końcu wrócić do normalności i prowadzić sprawy tak jak zwykła to robić kiedyś.
Nie chodziło nawet o to, aby rzucać się w wir akcji. Po prostu miała dosyć tego, że wszyscy stali nad nią i chuchali, aby sobie tylko nie zrobiła krzywdy. Była w stanie się o siebie zatroszczyć. Zdecydowanie nie potrzebowała niańczenia, które doprowadzało ją do frustracji.
- Pomęczysz mnie? To brzmi na pewno zachęcająco - zażartowała i sprytnie wyminęła leżącą na podłodze szarą kotkę, aby sięgnąć po talerzyki do ciasta.
Musiała jakoś rozdzielić te słodkości, pamiętając przy tym również, że powinna odstawić do lodówki część, którą potem mogłaby beztrosko spałaszować Zaylee. Nie mogła zdecydowanie zaniechać pozostawienia jej przynajmniej części dobroci, którymi obdarowywała ją Bonnie.
- W takim razie widzę, że naprawdę się porządnie przygotowałaś - stwierdziła jeszcze i sięgnęła po spoczywającą już na blacie butelkę wina, które musiała rozlać do dwóch kieliszków.
Evina była naprawdę rozsądną kobietą. Nie zamierzała mieszać leków z alkoholem... Dlatego ich nie brała, aby móc bezkarnie osuszyć tę butelkę w towarzystwie swojej przyszłej szwagierki.
Zdążyła już upić pierwszy łyk, gdy pochylała się nad telefonem młodszej kobiety, aby spojrzeć na tę przygotowaną w naprawdę profesjonalny sposób rozpiskę. Może tak będzie im łatwiej, bo przynajmniej wiedziały jakie punkty po kolei należało odhaczyć na liście.
- Mamy już datę. W kwietniu - powiedziała, bo przynajmniej tyle udało im się ustalić. - Mamy też na oku konkretną miejscówkę, musimy znaleźć czas na to, aby ją odwiedzić i zobaczyć jak się prezentuje na żywo.
Był to jednak wciąż jakiś już sukces. Mogły chyba zatem przejść już do tych bardziej skomplikowanych i nieprzyjemnych kwestii związanych z drobnymi pierdołami.
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs outnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Po prostu się martwią. — odparła, wzruszając ramionami, jednak uśmiechnęła się przy tym pokrzepiająco, doskonale rozumiejąc niechęć do zbędnego użalania się nad sobą i robienia wokół siebie zamieszania - nieważne, że był ku temu solidny powód.
— Widzisz tu coś w ogóle? — spytała, zerkając na Evinę, gdy ta tylko usiadła i pochyliła się nad telefonem. Miller zaraz zaczęła kombinować z ustawieniami w smartfonie, zwiększając czcionkę i jasność obrazu, by lista i zmiany jakie miała w niej wprowadzać były jak najbardziej czytelne. — W sumie mogłam to wydrukować, ale pomyślałam, że tak będzie mi wygodniej ją edytować i szybko wam podesłać. — wyjaśniła sięgając wolną dłonią po kieliszek wina, za który uprzednio grzecznie podziękowała. Upiła kilka małych łyków i odstawiła szkło, by móc swoje notatki uzupełnić o informacje, jakie dała jej szwagierka. Odznaczyła od razu dwa pierwsze punkty - data oraz miejsce, dodając przy tym drugim dopisek “do sprawdzenia”.
— Świetnie! Czy to jedno z miejsc w Whitby, które upatrzyła mama, czy coś zupełnie innego? — pociągnęła temat, zaciekawiona — Dajcie znać jak się już zdecydujecie. Chciałabym zobaczyć zdjęcia, żeby sprawdzić jakie dekoracje sprawdziłyby się tam najlepiej. Chyba, że macie dawno wybrany jakiś motyw przewodni, kolory i ogólny… vibe? Miałyście okazje przejrzeć inspiracje, które wysłałam? — spytała, unosząc w końcu spojrzenie znad telefonu, choć spodziewała się negatywnej odpowiedzi i wcale jakoś mocno by jej to nie zdziwiło, biorąc pod uwagę masę rzeczy jakie obie panny młode miały na głowie.
— Kolejna rzecz to oczywiście lista gości i mam nadzieję, że macie już chociaż wstępnie ustaloną jakąś liczbę. — przechyliła lekko głowę i po chwili powróciła wzrokiem do ekranu telefonu — To właściwie powinno być pierwszym punktem — dodała już ciszej, bardziej do siebie niż do niej, zauważając wspaniałomyślnie, bo przecież to dość istotny szczegół, który należałoby ustalić na samym początku, by móc w ogóle zacząć rozglądać się za odpowiednim miejscem zaślubin.
— Kupiłyście już obrączki? — spytała, gdy jej kciuk zawisł nad kolejnym punktem do odhaczenia — Zaylee mówiła mi, że macie już na nie konkretny pomysł.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wiem, że się martwią, ale mnie to powoli doprowadza do szału... - mruknęła, bo praktycznie każdy wiedział, że kto jak kto, ale Evina nie cierpiała, gdy tylko ktoś wokół niej skakał i starał się ją odciążyć pod każdym możliwym względem.
Może i teraz faktycznie wydawało się, że jest niedysponowana czy wręcz niepełnosprawna, ale to nie znaczyło, że jej charakter uległ zmianie. Już i tak znosiła wszystko wystarczająco dobrze jak na swoje standardy. Zwłaszcza, że Zaylee również zdawała się na nią zbytnio chuchać w domu, co tylko przekładało się na niezadowolone pomruki.
- Widzę... Czy wszystkie Millerówny muszą sugerować, że mam kiepski wzrok? - odparowała, gdy tylko Bonnie dopytała czy widzi to, co znajdowało się na ekranie.
Nie zliczyła już jak wiele batalii stoczyła z koronerką o to, że powinna zacząć nosić okulary przynajmniej do czytania. Nie musiała o to walczyć jeszcze z jej siostrą. Chociaż może faktycznie była w tej chwili nieco zbyt ostra dla szwagierki, która przecież chciała naprawdę dobrze.
Skinęła głową na jej kolejne słowa. To nie był problem. Zresztą w razie potrzeby miała działającą drukarkę, więc zawsze mogły coś przelać na papier, aby lepiej się temu przyjrzeć i porobić sobie jakieś notatki na marginesach w wygodny sposób.
- Inne. Znalazłyśmy coś pomiędzy Whitby i Toronto. Mniej więcej w połowie drogi. Dosyć urocze miejsce - odpowiedziała i zaczęła szukać laptopa, aby znaleźć w historii przeglądarki odpowiednią stronę, na której przeglądały zdjęcia z wybranej wcześniej lokacji.
Pytanie o inspiracje zbyła niezidentyfikowanym mruknięciem. Coś tam chyba próbowały przejrzeć z Zaylee, ale miała wrażenie, że to niezbyt dobrze im wyszło. Szybko się rozproszyły i zaczęły robić coś zupełnie niezwiązanego z planowaniem wesela.
- Pewnie jakoś do pięćdziesiątki. Nie mamy konkretnej liczby czy listy na ten moment - odparła i odwróciła ekran komputera w jej kierunku, gdy znajdowała się już na nim otwarta karta z wybraną przez nie wstępnie lokalizacją.
Skinęła głową na ostatnie pytanie. To była w zasadzie ta najprostsza część. Nie chciały jakiś szczególnie wyszukanych obrączek, a raczej coś prostego i nie pozostawiającego wątpliwości, co do tego czym był znajdujący się na palcu pierścionek.
- Już dawno. Z tym nie było problemu - uśmiechnęła się delikatnie, bo przynajmniej z czymś się nie męczyły.
Może jednak faktycznie odhaczenie całej tej listy przygotowanej przez Bonnie nie będzie aż tak skomplikowane?
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs outnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Wiesz, skoro mówią ci to wszystkie Millerówny, to jednak coś w tym musi być — stwierdziła, tym razem siląc się przy tym na absolutną powagę, jednak długo tak nie wytrzymała i już po paru sekundach, znów uśmiechnęła się szeroko. Lubiła się czasem trochę podroczyć, to chyba u nich rodzinne.
— Kompromis, wspaniale. Przynajmniej ojciec nie będzie psioczył, że za daleko — rzuciła, choć była pewna, że znajdzie on sobie jakieś inne powody do narzekania. Jak zawsze. — Chociaż to i tak bez znaczenia, to wasz ślub. — dodała zaraz, zbyt późno zdając sobie sprawę, że może powinna sobie darować ten komentarz. W końcu nie wszystko kręciło się wokół Otto Millera. Dobrze, że chociaż przywykł do myśli, że jego córka planuje ożenek z kobietą. Jak na niego to duży postęp.
— No pokaż, pokaż! — zachęciła jeszcze, gdy Evina wróciła już na miejsce z laptopem. W międzyczasie upiła jeszcze trochę wina, zaglądając znów do listy w telefonie i szybko wystukała odpowiednią notatkę przy punkcie z listą gości.
— Okej, to chociaż mamy określoną maksymalną liczbę. — mruknęła, trochę zamyślona, ale zaraz już całą swoją uwagę skupiła na zdjęciach. Miejsce naprawdę było urocze i nie omieszkała pochwalić ich wyboru. Potrafiła już sobie wyobrazić jak wszystko pięknie będzie wyglądało w ich wielki dzień. Idealna pogoda, kwiatowe dekoracje, panny młode w zjawiskowych kreacjach.
No właśnie! Przecież to jedna z ważniejszych kwestii!
— A co ze strojami? Co zdecydowałyście? — spytała, domyślając się przy tym, że ani Zaylee ani Evina nie należały raczej do grona tych kobiet, które już od najmłodszych lat miałyby w głowie wizję idealnego ślubu, włączając w to wymarzoną białą suknię z welonem. — Sukienki? Garnitury? Biel, czy może jednak coś niestandardowego? — dodała, nim Swanson zdążyła jakkolwiek zareagować.
Odhaczając na swojej liście punkt z obrączkami, zauważyła że nie pozostało im już wiele do omówienia. Uśmiechnęła się usatysfakcjonowana, choć tak naprawdę nadal sporo rzeczy wymagało dopięcia.
— Dalej mamy już usługodawców. DJ, fotograf, catering, fryzjer, kosmetyczka i tak dalej… wypisałam wszystko co przyszło mi do głowy, bo nie byłam pewna z czego będziecie chciały skorzystać. — zaznaczyła i wskazała palcem na punkt „florysta” — Zajmę się zamówieniem w kwiaciarni. Dekoracje no i oczywiście bukiety dla was. — zapewniła, unosząc w końcu wzrok na kobietę. — Jeśli jeszcze w czymś będziecie potrzebowały pomocy, to śmiało mówcie!
Evina J. Swanson