34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara czasami się zastanawiała czy się nie wyprowadzić gdzieś, gdzie jest ciepło, słonecznie i można na spokojnie wygrzać tyłek, a nie musieć zawinąć się dwadzieścia trzy tysiące razy szalikiem zanim się wyjdzie z domu, aby nie zamarznąć. Zazdrościła Willowi, który teraz pewnie wylegiwał się na plaży popijając drinki z palemką i wyrywając każdego dnia inną laskę. Że też skubany nie dał znać, że ucieka z Toronto. Wzięłaby urlop i poleciałaby z nim popatrzeć na ładne, umięśnione ciała bez koszulki. Zamiast tego musiała zostać w tym zimnym, deszczowo - śniegowym mieście, w którym wiało i było paskudnie. Tak, miała dzisiaj zły humor. Tak, marzyła o ciepłym, przyjemnym miejscu, gdzie będzie mogła ogrzać swoje zmarznięte dłonie.
Wracała akurat ze spotkania w jednej z prywatnych placówek, gdzie wzięła dodatkowe godziny. Co innego mogłaby robić jako samotna kobieta w ciągu tygodnia wieczorami poza pracą? Chyba tylko pić, ale tak do lustra, to jednak trochę żałosne. Tak samo jak żałośnie zapowiadał się powrót do domu, gdy wychodząc z budynku przed jej twarzą była zakorkowana cała ulica. Próbowała znaleźć w aplikacji jakąś taksówkę, ale bez szans przez wypadek na drodze. Nie pozostało jej nic innego jak przejść przez park na drugi koniec, licząc że stamtąd będzie łatwiej coś złapać.
Idąc alejką trzymała mocno w ręku parasol, aby schronić się przed opadami oraz wiatrem. Droga jej się niestety dłużyła i już przeklinała w duchu ten dzień. Nagle jej uszu dobiegły dziwne odgłosy… stada ptaków? Rozejrzała się wokół dostrzegając po chwili, całkiem niedaleko, chmarę gołębi wokół jakiejś postaci próbującej się przed nimi obronić. Rudowłosa niewiele myśląc podbiegła i używając swój ulubiony zielony parasol, zaczęła je nim odganiać.
- Wypierdalać!- krzyknęła jakby chciała wyrzucić z siebie złość o pogodę i korki na te biedne istoty, które w rzeczywistości takie niewinne nie były, skoro całą grupą atakowały jednego osobnika! Oby tylko Mara nie przywaliła jej swoim parasolem. Oczywiście nie celowo!


syd ashford
Jakoś miło
Dogadamy się
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Toronto. Przeogromna metropolia. Miejsce, w którym Syd w dalszym ciągu próbowała się odnaleźć. Po jednej ze zmian postanowiła po prostu wyjść na spacer. Jej szef był przerażający. Niesamowicie przystojny, jednak nadal przerażający. I właśnie to przerażało ją chyba najbardziej… że w ogóle tak o nim myślała. O jego aparycji. Nie powinno jej to przecież obchodzić, prawda? Powinna skupiać się wyłącznie na pracy, raportach i na tym, jak dobrze wyjdzie jej projekt, który jej powierzył. Przez ostatnie dni pracowała do późnych godzin, więc dzisiaj chciała skończyć o w miarę normalnej porze. Wychodząc z biura, założyła kurtkę, owinęła się szalem, naciągnęła czapkę i wzięła głęboki wdech, zanim wyszła na zewnątrz z plecakiem zarzuconym na ramiona. Zimno uderzyło ją w policzki, wywołując to dziwnie nieprzyjemne kłucie. Zmrużyła oczy i ruszyła przed siebie, gdziekolwiek poniosą ją nogi, przy okazji jedząc kanapkę, którą wyciągnęła kilka chwil wcześniej w windzie.

Wtedy zaczęło padać… najpierw lekko, a później coraz mocniej. Zauważyła wejście do parku, w którym jeszcze nigdy nie była, więc wbiegła do środka. Po chwili dostrzegła ogromne drzewo, pod którym mogłaby się schować, jednak kiedy szła w jego stronę, usłyszała to znajome, przerażające gruchanie. Zaraz potem trzepot skrzydeł. A chwilę później jeszcze więcej tego dźwięku. Spięła się w miejscu. Nie wiedziała, czy krzyczeć, czy może się nie ruszać, ale ptaki zbliżały się do niej coraz bardziej. Dopiero wtedy zorientowała się, że wciąż trzyma w ręku kawałek kanapki. O NIE... CHCĄ MOJĄ KANAPKĘ!!! pomyślała przerażona po czym rzuciła ją odruchowo, a one wzbiły się do góry tylko po to, by po chwili znowu polecieć w jej kierunku. Wydobyła z siebie piskliwy okrzyk, a chwilę później usłyszała soczyste przekleństwo i jakiś zgiełk. Nie widziała, co się działo, bo miała zamknięte oczy, ale gdy po chwili zorientowała się, że sytuacja została opanowana - poza kilkoma miejscami na chodniku, które zostały porządnie obsrane - było już dobrze. Stabilnie.
Spojrzała na rudowłosą dziewczynę, a potem na jej zielony parasol. Syd szybko się wyprostowała, odgarnęła włosy z twarzy i posłała jej nieco zawstydzony uśmiech. - Um, dzięki za pomoc. Wcale nie musiałaś! - zerknęła na nią speszona. - Jak widać… nie lubimy się z... gołębiami.

redhead
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara z kolei chodziła do łóżka ze swoimi pacjentami, byłymi, byłym narzeczonym siostry czy nawet swoim dawnym profesorem. Daleko jej było do tego co powinna robić, a tym bardziej do oceniania ludzi. Z tym drugim może niekoniecznie, bo ostatnio opieprzyła Cynthię równo za przespanie się z byłym, ale poza tym starała się być wyrozumiała, więc jeżeli Syd podzieli się z nią informacją o seksownym przełożonym, Lakefield zdecydowanie będzie chciała zobaczyć jego zdjęcie i dopingować ją do zrobienia kroku do przodu.
Na razie jednak musiała ją uratować przed atakiem szalonych gołębi, które wzięły ją sobie za swój cel. Mara chyba złość i frustrację za dzisiejszą pogodę wyładowała na tych brudnych ptakach, odganiając je niczym profesjonalista swoim pięknym parasolem, który pozostał bez szwanku po tej brutalnej bitwie, którą wygrała.
- No co Ty! Nie zostawiłabym Cię na pastwę losu tych obsrajtków- spojrzała zaskoczona na kobietę, że w ogóle przyszło jej coś takiego do głowy! Zaczęła się jej jednak przyglądać swoim profesjonalnym, intensywnym spojrzeniem. Poprawiła szalik i podeszła bliżej, aby złapać z nią kontakt wzrokowy. - Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?- spytała z troską oczach. Rudowłosa była momentami szalona, a pijąc i sypiając z pacjentami bardzo nieprofesjonalna, ale miała w sobie duże pokłady empatii. Gdyby sama została zaatakowana przez chmarę głodnych gołębi, byłaby pewnie nieźle obsrana. Niestety może nawet dosłownie. - Niestety straciłaś kanapkę…- rzuciła szybkim spojrzeniem na rozgrzebany chleb leżący niedaleko. - Może chcesz skoczyć coś zjeść? Będziesz mogła spokojnie ochłonąć oraz napełnić żołądek - zaproponowała znając w okolicy fajny lokal z dobrym jedzeniem i drinkami. Alkohol po takich przygodach , to zawsze dobra myśl. Tym bardziej, że działa odkażająco!


syd ashford
Jakoś miło
Dogadamy się
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zabawne, w jaki sposób działa świat... jak spotykamy ludzi, którzy okazują się jedynie fillerowym epizodem, i takich, którzy zostają w naszym życiu na dłużej. Ashford nie potrafiła tego wyjaśnić ani dobrze opisać, ale coś podpowiadało jej, że ta dziewczyna nie będzie tylko chwilowym odcinkiem w jej historii. Energia, która od niej biła, była wręcz zaraźliwa. To było prawie jak wygrzewanie się w promieniach słońca podczas burzliwego dnia. O tak, właśnie tak.

Uśmiechnęła się szeroko, po czym parsknęła śmiechem, słysząc, jak tamta nazwała te parszywe, latające szczury. Wiatr uderzał ją w twarz, szczypiąc w policzki i mieszając włosy, ale w tamtym momencie zupełnie jej to nie przeszkadzało.- Uff, dzięki. Już myślałam, że to mój koniec, a przecież to dopiero mój pierwszy miesiąc w Toronto. - Uśmiechnęła się do niej ciepło.- Tak, tak, już wszystko dobrze, dzięki!-Zerknęła na resztki swojej kanapki i wykrzywiła się lekko. Była strasznie głodna, a świadomość, że właśnie straciła jedyną sensowną rzecz do jedzenia, była niemal tragiczna. Dlatego kiedy usłyszała propozycję dziewczyny, niemal od razu się rozpromieniła.- Serio?! Z chęcią!- Ruszyła obok niej, po czym na moment się zatrzymała, znaim znowu dorównała jej kroku,- Mogłabyś tylko prowadzić? Nic tutaj nie znam, więc nawet nie wiedziałabym, gdzie nas pokierować.- Zaśmiała się, poprawiając plecak na ramieniu.- Ach, i ja płacę! W ramach podziękowania za uratowanie mnie przed nieuniknioną śmiercią. - Nie było nawet nad czym się w tej sytuacji zastanawiać. Rudowłosa dziewczyna pomogła jej, zupełnie bezinteresowanie, a poza tym, Syd jescze nie miała okazji poszastać pieniędzmi, które zarobiła w nowej firmie jako Data Analyst. Zerknęła na nią z uśmiechem.- Tak w ogóle, jestem Syd. Może być też Sid.- Powoli coś się w niej zmieniało. Powoli burzyła tę gardę nieśmiałości, którą przez lata zbudowało w niej wychowanie rodziców. Powoli odnajdywała siebie i, choć była to tylko chwila, podobało jej się to bardziej, niż chciała przyznać.

saviour
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara uważała, że wszystko dzieje się po coś. Spotykamy ludzi, spóźniamy się na pociąg, przesypiamy dzwonek budzika… Niektórzy mówią na to przeznaczenie, a jak wiadomo - je ciężko oszukać. Dlatego Lakefield od jakiegoś czasu w pełni mu się oddawała. Nie walczyła, nie wkurzała. Była otwarta na wszystko i wszystkich. Za dużo już w swoim życiu planowała i się zawiodła na ludziach, dlatego teraz brała życie takim jakim jest. Przynajmniej się starała na tyle, na ile potrafiła.
- Serio??- spojrzała zaskoczona na kobietę i zaraz podparła się wolną dłonią o biodro. - To skubane patrz jak chujowo Cię przywitały w mieście- pokręciła z niedowierzaniem głową i lekko się uśmiechając. Czasu nie cofną, nikomu się nic nie stało, więc Mara starała się rozchmurzyć nieznajomą, a wszyscy, którzy ją znali, to wiedzieli, że ma raczej cięty język. Ale poza tym była przede wszystkim otwartą osobą, co oczywiście ułatwiało jej pracę w zawodzie. Uważała także, że ma szósty zmysł odnośnie ludzi. Niestety pomyliła się bardzo w stosunku do własnego męża, ale jak to mówią - najciemniej pod latarnią. Z kolei kobieta wydawała jej się naprawdę sympatyczną i nieco przestraszoną osobą, więc chciała ją otoczyć wsparciem. To chyba się już nazywało zboczenie zawodowe.
Ruszyły przez park, trzymając się obok siebie, a rudowłosa nawet podzieliła się swoim dużym parasolem.- Chodź, udowodnię Ci, że mieszkańcy Toronto są całkiem spoko i nie zawsze atakują-zaśmiała się spoglądając na brunetkę. - Jestem Marianne, ale mów mi Mara- podała jej jeszcze dłoń i po chwili wchodziły już do małego, acz przytulnego lokalu znajdujące się w małej oddali od głównej ulicy, co przyczyniło się, że przychodzili tu głównie lokalni. Siedząc przy stoliku i wybierając burgera, za którego Syd miała zapłacić, Marę naszło pewne przemyślenie. - W sumie to czuję się teraz trochę jak na pierwszej randce- poruszyła wymownie brwiami i ramionami, zaraz się jednak śmiejąc głośno. Po kilku minutach kelner zebrał od nich zamówienie na burgery, Mara poprosiła o Kieliszek wina.- Dobra Syd, to może zdradzisz mi, co Cię skłoniło, żeby się tutaj przeprowadzić?- spytała , kiedy zostały same. Nie chciała być wścibska i zrozumiałaby, gdy kobieta nie chciałaby się z nią tym podzielić, ale jednak chyba warto się poznać?


syd ashford
Jakoś miło
Dogadamy się
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Syd nigdy nie miała zbyt wiele szczęścia ani do przyjaciół, ani do nowo poznanych ludzi. Zresztą nie miała też zbyt wielu okazji, żeby kogokolwiek poznawać, przez to, że całe życie tkwiła w czterech ścianach rodzinnego domu w Calgary, otoczonego farmą, gdzie spędzała czas pomiędzy pomaganiem przy obejściu a wysłuchiwaniem kazań ojca w kościele. Nie wierzyła w tę wiarę, nie podzielała tych poglądów i nie wiedziała, jak ma się porozumieć z tymi ludźmi, kiedy tak bardzo ciągnęło ją do życia w wielkim mieście. Więc kiedy jej matka zgodziła się i namówiła ojca, by pozwolił jej wyjechać na rok, musiała to przyjąć, nawet jeśli nadal była skazana na wyjście za mąż za kogoś, kogo jej ojciec wyobrażał sobie jako idealnego kandydata. Starała się o tym za dużo nie myśleć, ale nie bardzo potrafiła inaczej. Dlatego, kiedy poznała tutaj tę dziewczynę, pomyślała sobie, że może jednak warto byłoby zacząć otwierać się na nowe osoby i próbować nowych rzeczy. Czas tykał, jakby nie patrzeć - Serio? - wybuchnęła śmiechem Rudowłosa dziewczyna wydawała jej się naprawdę przemiła i Syd czuła tę zaraźliwą, pozytywną energię bijącą od niej - To ja wpakowałam się na ich teren, ich natural habitat - machnęła ręką i szła obok dziewczyny, kryjąc się przy jej boku pod parasolem, unikając spadających kropel deszczu, które głośno odbijały się o materiał chroniący je przed ulewą - Już na razie ciebie poznałam i powiem ci szczerze, wydajesz się całkiem spoko - posłała jej ciepły uśmiech - Miło cię poznać, Mara.

Gdy siedziały już w środku knajpki, do której zabrała ją Mara, wybuchnęła śmiechem, słysząc o randce - W sumie to nigdy nie byłam na randce - parsknęła śmiechem, troche zawstydzona tym wyznaniem.- Widziałam ostatnio jakąś ulotkę o speed datingu. Myślisz, że może powinnam się tam wybrać?- zerknęła na nią z ciekawością Usiadła wygodnie i spojrzała na dziewczynę, - Czemu się przeprowadziłam? Mam rok, żeby popracować sobie w wielkim mieście, a potem muszę wracać do Calgary, wyjść za mąż za mężczyznę, którego nie znam, i pomagać w kościele mormońskim - rzuciła jak gdyby nigdy nic. Nie lubiła kłamać i też nie wstydziła się tego aż tak bardzo. No, może trochę, ale czuła, że może jej to powiedzieć - A ty? Jak ci minął dzień? Co sprawiło, że znalazłaś się w parku? - zapytała Syd z czystą ciekawością. Była ciekawa co nowopoznana dziewczyna robiła ze swoim życiem i ogólnie jakim typem osoby tak naprawdę była. Podobało jej się to, że poznały się w tak randomowej sytuacji i miała cichą nadzieję, że może faktycznie uda im się zaprzyjaźnić.

Mara
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara czasami zapominała, jakie miała szczęście urodzić się w danym miejscu - w kraju wysoko rozwiniętym oraz w bogatej, wykształconej rodzinie, dzięki której miała pełny dostęp do wszystkiego. Poza tym jej rodzice mimo tego, że nie poświęcali jej i siostrom zbyt dużo czasu, z uwagi na bardzo czasochłonną pracę, to i tak okazywali im tyle miłości i uwagi , ile byli w stanie. Rudowłosa czuła, że starają się znaleźć oni równowagę pomiędzy karierą zawodową, a byciem rodzicem i partnerem. Im była starsza, tym częściej się zastanawiała czy takie rozwiązanie było najlepsze? Czy warto wydawać na świat dzieci, jeżeli nie możemy im poświęcić odpowiednią ilość czasu? Czy stawianie kariery na równi z rodziną jest w porządku? Były momenty, że miała do nich o to żal. Jako środkowa z rodzeństwa często była w pewien sposób pomijana. Szczególnie, gdy najstarsza z sióstr również zdecydowała się iść na medycynę, a najmłodsza z uwagi na nieco większą różnicę wieku, była małym oczkiem w ich głowie, której we wszystkim pobłażano. Mara kochała je nad życie, ale czuła się jednak w ich cieniu. Teraz po latach, gdy przespała się z byłym narzeczonym jednej z nich, do dzisiaj miała poczucie żalu i wstydu, przez który się wciąż jej do niczego nie przyznała.
Natomiast ze względu na wykonywany zawód, Lakefield miała możliwość poznani ludzi z przeróżnych środowisk. To najbardziej przekonywało ją do tego, jakie miała szczęście mając takie życie i dzieciństwo. Poznała wiele kultur, usłyszała wiele historii, więc nie była zamknięta na świat. Wprost przeciwnie - Mara Lakefield była ciekawa świata.
Dlatego też nie zastanawiała się dwa razy, co zrobić, gdy zauważyła kobietę atakowaną przez latające szczury. - Bez przesady. To teren publiczny, więc niech zluzują- przewróciła oczami nie mogąc uwierzyć, że kobieta jeszcze ich broni! Była miła, za miła. A kolejne jej słowa, tylko potwierdziły myśli rudej, że trafiła na wyjątkowo empatyczną kobietę. - O jak miło to słyszeć! Dziękuję i również się cieszę, że mogłam Cię poznać - uśmiechnęła się w drodze do baru, nie mogąc się doczekać aż w końcu coś zje.
Nie sądziła za to, że swoim tekstem o randce rzuconym w formie żartu, dowie się takiej rzeczy o Syd. Na oko wydawała jej się na kobietę niewiele młodszą od niej, więc była zdziwiona, że nigdy nie była na randce. - Oh rozumiem…- powiedziała lekko speszona, ale zaraz chrząknęła i dodała. - Myślę, że powinnaś się zastanowić jak Ty się z tym czujesz. Nigdy nie byłaś na randce, więc z jednej strony rozpoczęcie swojej przygody od speed datingu może być skokiem na głęboką wodę . Z drugiej strony to też ciekawa forma poznania kogoś, bo gdy nie ma chemii, to nie ma ciśnienia , że musisz dłużej siedzieć, tylko zaraz przechodzisz do kolejnej osoby- tak, właśnie odezwała się w niej Mara terapeutka, ale ciężko jej z tym walczyć. - Dlatego powinnaś przede wszystkim zadać sobie pytanie, dlaczego nie byłaś jeszcze nigdy na randce?- spytała wyraźnie zainteresowana tym faktem, jakby faktycznie próbowała przeprowadzić terapię i zaraz uzyskała odpowiedź na swoje pytanie. Słyszała co nieco o mormonach, więc teraz wszystko do siebie pasowało. - Oh to już wiele wyjaśnia…- skinęła głową z lekkim uśmiechem i słuchała dalej. - Czyli pewnie masz wiele takich swoich „pierwszych razów” przed sobą?- poruszyła wymownie brwiami, bo cóż to musiała być za ekscytacja!
Z kolei na jej pytanie zaśmiała się krótko, bo i jej odpowiedź wiele wyjaśni.- A ja byłam teraz w pracy. Jestem psychoterapeutką- zaczęła mając nadzieję, że to nie speszy Syd. - Stąd ten mój przydługi wywód o randkach. Wybacz, zboczenie zawodowe.



syd ashford
Jakoś miło
Dogadamy się
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozchyliła lekko usta, kiedy Mara powiedziała, że jest psychoterapeutką. W jej spojrzeniu od razu pojawiło się coś na kształt czystego zaciekawienia. To nie było coś, co słyszała na co dzień. W świecie, z którego pochodziła, nie mówiło się o emocjach w taki sposób. Nie szło się do kogoś, żeby rozmawiać o sobie, swoich problemach, pragnieniach czy lękach. Tam modliło się, zaciskało zęby i robiło to, czego oczekiwano. A jej ojciec - mormoński wysłannik, człowiek, który całe życie podporządkowywał religii i zasadom... raczej prędzej kazałby jej szukać odpowiedzi w Piśmie, niż u psychoterapeutki. Dlatego właśnie ten temat wydał jej się aż tak interesujący. Mara wydawała jej się zadziwiająca! - Naprawdę? - wypaliła od razu, pochylając się odrobinę nad stołem, zafascynowana tym faktem, - Wow, nie wiedziałam, że możesz być jeszcze bardziej niesamowita! - parsknęła cicho śmiechem, zaraz kręcąc lekko głową. - Chyba nigdy wcześniej nie poznałam psychoterapeutki. W sensie… po ataku latających szczurów.

Uśmiechnęła się szerzej, ewidentnie rozbawiona samą absurdalnością tej sytuacji, ale w jej oczach dalej błyszczała autentyczna ciekawość. Mara naprawdę ją interesowała. Nie tylko dlatego, że wydawała się miła, ale też dlatego, że reprezentowała coś zupełnie obcego dla świata, z którego Syd uciekła. - W sumie to nie musisz przepraszać - dodała,- bardzo mnie to ciekawi! Masz jakiegoś ulubionego pacjenta? -na moment spuściła wzrok na swoje dlonie- U mnie w domu nikt raczej nie zadawał takich pytań. U nas wykonywało się rozkazy. - westchnęła cicho, zanim jej wzrok wrócił ku górze by zetknąć się z tęczówkami Mary. - I chyba właśnie dlatego nigdy nie byłam na randce - przyznała po chwili, unosząc wzrok z powrotem na Marę. - Bo nawet nie bardzo miałam kiedy. Ani z kim. Ani… przestrzeń, żeby w ogóle pomyśleć, czy ja tego chcę. - wzruszyła ramionami - U mnie wszystko było bardziej pod hasłem - kiedyś wyjdziesz za odpowiedniego mężczyznę i tyle. Bez etapu testowania, poznawania, popełniania błędów. Po prostu od razu 'właściwa'droga. - Parsknęła śmiechem kręcąc głową z niedowierzania. - Więc tak, chyba mam przed sobą sporo tych pierwszych razów. I chyba trochę mnie to przeraża, ale bardziej mnie ciekawi. - uśmiechnęła się delikatnie. - W sensie… speed dating brzmi strasznie, ale też trochę ekscytująco? - Brakowało jej tego w życiu. Ekscytacji. - A ty? Lubisz swoją pracę? - zapytała od razu. - Bo brzmi jak coś strasznie intensywnego. Słuchasz ludzi cały dzień, ich problemów, sekretów, które noszą w sobie… i co potem? Wracasz do domu i umiesz to zostawić za drzwiami? Czy to wszystko jakoś z tobą zostaje? - Syd oparła łokieć o stół i podparła brodę na dłoni, była już kompletnie wciągnięta w rozmowę. Na moment spojrzała gdzieś za okno, na deszcz rozmazujący przepełnione ulice po drugiej stronie szyby, po czym wróciła spojrzeniem do Mary i uśmiechnęła się ciepło. Bardzo się cieszyła, że ta nietypowa znajomość zaczęła się od tych przerażających latających szczurków.

Mara
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słowa Syd totalnie ją zaskoczyły. Teraz to Mara siedziała z szeroko otwartą buzią, a spojrzenie się zmieniało- początkowo była w szoku, potem rozbawiona, zmartwiona, zła (na rodziców Syd!), a na końcu wzruszona… Tak, kobieta ją rozczuliła i Mara szczerze ledwie powstrzymywała łzy, chociaż miała wrażenie, że już ją w nosku kręci. - Oh jestem niesamowita?- spytała łapiąc się za pierś i patrząc na swoją rozmówczynię z jeszcze większym rozczuleniem. - Jak mi miło! Nikt mnie nigdy tak nie nazwał- przyznała szczerze i zrobiła coś, co jako doświadczona terapeutka doskonale wiedziała, że jest nieco niebezpieczne - przytuliła ją. Emocje całkowicie nią zawładnęły i odczuła ogromną potrzebę uściśnięcia świeżo poznaną kobietę za tak miłe słowa. Zaraz jednak się wycofała z nadzieją, że nie sprawiła, że teraz Syd poczuje się niekomfortowo. - Wiesz, że nie pamiętam, żeby ktoś kiedykolwiek się mnie zapytał czy lubię swoją pracę i jak radzę sobie z emocjami?- spojrzała na nią przelotnie, ale zaraz uciekła wzrokiem za szybę wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. - Kocham moją pracę. Naprawdę kocham słuchać ludzi, pomagać im, uczyć ich jak sobie radzić z problemami, bo sama ich za nich nie rozwiążę. Jednak faktycznie, momentami bywa ciężko całkowicie oddzielić pracę od życia prywatnego. Czasami jestem w tym totalnie beznadziejna- na koniec roześmiała się kręcąc głową. Był to raczej śmiech pełen litości nad własnym , żałosnym losem. - Natomiast ulubiony pacjent? Hmmm…- zaczęła przeszukiwać pamięć aż natrafiła na pewną postać i uśmiechnęła się szeroko, ponownie odwracając się w stronę brunetki. - Oh mam takiego jednego. Jest prezesem jednej z firm i spotkania zawsze mamy w nietuzinkowych miejscach, które oczywiście on sponsoruje i jeszcze za terapię płaci znacznie więcej. Wiesz, spotkanie w wykwintnej restauracji czy w SPA podczas masażu. Dzięki niemu bez problemu kupiłam sobie ostatnio nowe auto- o takich pacjentów trzeba dbać jak najbardziej! Najlepiej tak, żeby byli szczęśliwi, ale na tyle, aby wciąż potrzebowali terapii ( :lol: ).
Miło było dla odmiany być tą osobą, która odpowiada na pytania, a nie tą, która zadaje. Tym bardziej, że kobieta wydawała się szczerze zainteresowana tym, co Mara miała do powiedzenia. To jej niezwykle schlebiało. To też działało w drugą stronę i Lakefield bez dwóch zdań wiedziała, że Ashford ma znacznie ciekawsze historie do przedstawienia… W międzyczasie podano ich burgery, więc Mara słuchając zajadała się bułką z mięsem. - Aż mam ciarki jak o tym opowiadasz…- wtrąciła między zdaniami i kęsami. - To naprawdę dorastanie w ciężkich warunkach. Jasne, miałaś dach nad głową, ciepły posiłek, ale zabrakło możliwości poszukiwania własnej tożsamości. Z góry rodzice narzucili jaka jesteś i jaka masz być przez resztę życia. A co gorsza jeszcze za kogo wyjść!- pokręciła główą tym razem z frustracji, że w XXI wieku w kraju wysoko rozwiniętym miały miejsce takie rzeczy! Dojadła burgera i wytarła usta oraz ręce w chusteczkę. - Jak Ci się udało od tego uciekać? Nie chodzi mi o samą wyprowadzkę do Toronto, ale wiesz tak mentalnie - pomimo wychowywania w rodzinie mormońskiej, to raczej nie brzmisz jakbyś się zgadzała z ich nauką- spytała żywo zainteresowana jej historią. Naprawdę chciała ją poznać, bo dziewczyna była interesująca i wzbudzała sympatię obok której nie dało się przejść obojętnie. - I w sumie to masz rację. Jebać ograniczenia. Idź na ten speed dating! Zaszalej dziewczyno. Poderwij kogoś i się zabaw porządnie- uśmiechnęła się szeroko, gdy zmieniła zdanie odnośnie randkowania. Po przedstawieniu kilku szczegółów i przemyśleniu tej opcji, Mara uznała, ze może faktycznie to całkiem dobry pomysł.! - W ogóle pijesz, prawda? Bo bym zamówiła kolejkę czegoś mocniejszego, żebyś mogła do listy swoich pierwszych razów wpisać upicie się z pogromcą latających szczurów - a to naprawdę niezłe osiągnięcie!


syd ashford
Jakoś miło
Dogadamy się
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znajomości... przyjaźnie.. to było dla niej coś zupełnie nowego... wcześniej nieosiągalnego, więc, gdy Mara ją przytuliła... to przez pierwszą sekundę po prostu zamarła, jakby ktoś nagle wcisnął pauzę w całym jej układzie nerwowym. Ramiona miała sztywne, usta lekko rozchylone, palce zawieszone gdzieś nad blatem. Nie dlatego, że było jej nieprzyjemnie. Wręcz przeciwnie. Było jej… dobrze. Po prostu nie miała pojęcia, co robi się w sytuacji, kiedy kobieta poznana po ataku latających szczurów nagle przytula cię tak, jakbyś powiedziała coś naprawdę ważnego. Po chwili odwzajemniła uścisk. Trochę nieporadnie, ale szczerze. Kiedy Mara się odsunęła, Syd zamrugała szybko i zaśmiała się bardziej z zakłopotania niż rozbawienia. - Przepraszam, ja… - zaczęła, po czym pokręciła głową. - Nie, właściwie nie wiem, za co przepraszam. To było bardzo miłe. Chyba po prostu nie jestem jeszcze ekspertką od spontanicznych uścisków. U mnie w domu przytulanie było raczej zarezerwowane dla zdjęć rodzinnych. - Uśmiechnęła się do niej ciepło, bo naprawdę nie chciała, żeby Mara pomyślała, że zrobiła coś złego. Nie zrobiła. Syd miała tylko w sobie za dużo starych odruchów, które czasami odpalały się szybciej niż rozsądek.

Kiedy podano burgery, podziękowała kelnerowi i od razu chwyciła frytkę, zanim wrzuciła ją sobie do buzi. Słuchała Mary uważnie, a kiedy ta opowiedziała o swoim ulubionym pacjencie, Syd najpierw uniosła brwi, potem otworzyła usta, a na końcu parsknęła śmiechem. - Przepraszam, ale to brzmi jak terapia VIP - powiedziała, rozbawiona. - Restauracje, SPA, masaże i trauma w pakiecie? To jest właściwie genialne. Trochę moralnie podejrzane, ale genialne. Czy psychoterapeutki mają jakiś kodeks w stylu.... nie wolno ci lubić pacjentów, którzy fundują ci masaże? Czy to już szara strefa? - Ugryzła kawałek burgera i niemal od razu przymknęła oczy. - Okej. Wow. To jest mega yum. - Jej uśmiech na moment stał się szerszy, ale przygasł odrobinę, kiedy Mara wróciła do tematu jej domu. Syd przeżuwała wolniej, a potem odłożyła burgera na talerz. - Chyba najpierw uciekłam w głowie - powiedziała ostrożnie. - Zanim uciekłam fizycznie. - Spuściła wzrok na swoje dłonie i przesunęła palcem po krawędzi serwetki. - Najpierw były małe rzeczy. Książki, których nie powinnam czytać. Muzyka, której nie powinnam słuchać. Pytania, których nie powinnam zadawać. - parsknęła cicho, - To było chyba pierwsze pęknięcie. Zobaczyć, że świat nie kończy się tylko dlatego, że kobieta ma własne zdanie. Albo własne konto bankowe. Albo idzie na randkę bez planowania ślubu trzy miesiące później. - Uniosła wzrok na Marę i wzruszyła lekko ramionami. - A potem odkryłam dane. Liczby. Rzeczy, które mają sens, nawet kiedy ludzie go nie mają.... Nagle mogłam być dobra w czymś, co nie polegało na byciu dobrą córką. - Uśmiechnęła się słabo, ale tym razem było w tym trochę dumy. - Więc kiedy pojawiła się okazja, żeby wyjechać, złapałam się jej. Toronto było przerażające. Ale pzrynajmniej nie muszę przejmować się tym, że zaraz wyjdę za faceta, którego ojciec mi wybrał.

Na szczęscie Mara rozładowała atmosferę i kiedy rzuciła swoje ''jebać ograniczenia'', Syd zmrużyła oczy i wskazała na nią frytką. - To powinno być na koszulce - stwierdziła. - Jebać ograniczenia. Małym drukiem - zakryła usta bo przeklinanie nie było czymś co robiła na co dzien. Zaśmiała się, a napięcie powoli zeszło jej z ramion. Mara miała w sobie coś niebezpiecznie zaraźliwego. Przy niej łatwiej było mówić rzeczy, które Syd zwykle trzymałaby zamknięte za zębami. - Okej - powiedziała nagle, prostując się trochę. - Pójdę. Na ten speed dating. Chyba. To znaczy… tak. Pójdę. Najwyżej umrę ze wstydu, ale technicznie rzecz biorąc, to też będzie jakieś doświadczenie. - Na pytanie o alkohol zawahała się jednak wyraźnie. - Piję… trochę - przyznała ostrożnie. - To znaczy, raz się napiłam i skończyło się tym, że ojciec zabrał mnie z uczelni, a studia musiałam dokończyć zdalnie. - Nachyliła się odrobinę nad stołem, po czym uśmiechnęła się szerzej. - Ale z tobą chętnie się napiję, Mara. Bo co może się stać?

Och.

Gdyby Syd i Mara wtedy wiedziały, że cały wieczór jest jeszcze przed nimi.


tylko jeden drink prawda?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Corktown Common”