-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teraz przyszła kolej Zelli na rzucanie, a Wendy mocno zacisnęła kciuki, kiedy ta brała zamach. Pech chciał, że siekiera nagle opadła w dół. Można by to skomentować klasykiem: każdemu się zdarza, ale przechodzący obok drwal, który wyglądał jakby wyrwał się z reklamy syropu klonowego, chyba był odmiennego zdania. Przechodził obok nich z miną pełną pogardy, ale Wendy posłała mu głupią minę komentując: — Typ patrzył na nas jakbyśmy upuściły noworodka, a nie siekierę — i nie czekając na ruch siostry podniosła ją i podała raz jeszcze.
— Spróbujmy innej taktyki — zaproponowała tłumacząc dalej — Musisz sobie wyobrazić, że to nie jest tarcza, a raczej ucieleśnienie no nie wiem… wszystkich upierdliwych pytań znajomych z rodzaju Kiedy kogoś sobie znajdziesz? — zasugerowała czując, że to może ją napędzić do trafienia w cel. — O, albo wyobraź sobie typa, który jednego dnia mówi ci, że nie jest gotowy na związek, a kolejnego leci z nowa laską do Paryża, by zamoczyć swoją bagietkę w nowej oliwie — no aż prosi się rzucić z impetem. — Pokaż temu kawałkowi sosny, że my Gardnerówny nie bierzemy jeńców — wykrzyknęła motywacyjnie, a na zachętę dodała — załatwię nam Ex-Zorcystę jak trafisz! — propozycja nie do odrzucenia. — Zella, Zella, Zella, Zella! — zaczęła jej kibicować nawołując jej imię coraz głośniej, nie wiedząc kiedy stało się to zbiorowym okrzykiem, bo szybko dołączyła do niej grupa mężczyzn zasiadająca przy barze i ktoś zajmujący tor obok nich. Okej, chyba jednak nie chciała wywierać na siostrze takiej presji, ale kto wie, może to jej pomoże.
Zella Gardner
-
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
Słaby rzut trochę ostudził jej zapał, bo mimo wszystko zależało jej na jakiejkolwiek satysfakcji z tego, że mogłaby bez problemu trafić w tarczę, a potem też ewentualnie klapkiem w swojego przyszłego partnera, gdyby tylko ten czymś sobie u niej nagrabił. Widok drwala, który natomiast skwitował ją pogardliwą miną tylko wywołał u niej wściekłość. To, że nie była napakowana jak on i burger opisany jego nazwą w polskim McDonald’s nie znaczyło, że nie zasługiwała na odrobinę wyrozumiałości. Niby tacy panowie często byli opisywani jako niebezpieczni z wyglądu, ale o pięknym wnętrzu, ale ten chyba zdecydowanie się w to nie wpisywał.
— Może sam upuścił noworodka i teraz się wyżywa ze swoimi minami na innych. — skwitowała, wzdychając ciężko, po czym przyjęła siekierę ponownie. — Ostatnio nikt mnie o to nie pyta, bo znają moje nastawienie. Ale… Mogę spróbować. — skinęła krótko głową tylko po to, by zaraz potem teatralnie przewrócić oczami. — Ale żeś dobrała porównanie. — chcąc czy nie, jej usta musiały wygiąć się w rozbawionym uśmiechu. — Moim przeciwnikiem nie jest sosna, tylko żywi ludzie. Ale w takich nie rzucę siekierą, bo bym poszła siedzieć. — niestety, tak prezentowała się brutalna rzeczywistość. A niektórzy faktycznie zasługiwali na taki topór w głowie za to, co zrobili. — Nie musi być to koniecznie ten drink, nie wiem czy mam odwagę go wypić. — widziała na wejściu jego opis i, nie będąc raczej zbyt wielką fanką wymyślnych koktajli, trochę obawiała się tej pozycji.
— Dopingu też nie potrzebuję... — zaczęła, z przerażeniem notując, jak do głosu siostry dołączają jakieś męskie okrzyki. Mało brakowało, a wykonałaby facepalma z siekierką w dłoni. Kto wie, może to wreszcie ukróciłoby jej cierpienia. Na amen.
Odwróciła się jednak plecami od całego stowarzyszenia zebranego pod jej imieniem, skupiając się w pełni na swoim rzucie. Nie musiała już sobie nawet wyobrażać niczego nieprzyjemnego, bo panowie skutecznie podrażnili jej nerwy. Siostra, chcąc nie chcąc, również. W końcu jednak ustawiła się, zamachnęła i…
Udało się, trafiła! Może nie w środek, ale przynajmniej siekierka trzymała się teraz planszy. Zella aż podskoczyła z radości w reakcji na ten cud. Bo inaczej tego nazwać nie mogła.
Wendy Gardner
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
UDAŁO SIĘ!
Może nie był to idealny rzut, ale dźwięk wbijanej siekierki o planszę już taki był - p e r f e k c y j n y! Głośny okrzyk Wendy wypełnił pomieszczenie, ale szybko został stłumiony też przez okrzyki radości w tyle, jakby teraz każdy w klubie żył właśnie rzutem jej siostry. Skakała teraz wesoło najwyraźniej dumna ze swojego dopingu, choć wiedziała, że on niekoniecznie siostrze pomógł. Ciężko było nie zauważyć spojrzenia Zelli, kiedy to rozgrywała się cała akcja.
— Och wybacz mi, poniosły mnie emocje — oznajmiła, gdy emocje już opadły, ludzie w lokalu zajęli się swoim życiem, a one mogły znów skupić się na sobie. — Ale fajnie było, co nie?! — zapiszczała jeszcze cicho z ekscytacji. — Obiecuję, że już nie będę tak skupiać uwagi tutaj zebranych — oznajmiła robiąc maślane oczy. — Chociaż myślę, że teraz to oni będą w centrum uwagi — wyznała dyskretnie wskazując parkę, która najwyraźniej stwierdziła, że rzucanie siekierami to dobry moment na lekcję czułości. Facet obłapiał od tyłu dziewczynę, szepcząc jej coś do ucha, kiedy ona chichotała, jakby miała zaraz pchnąć piłkę na polu golfowym, a nie rzucać śmiercionośnym narzędziem. — Halo, walentynkowa policja? Io, i o… mamy zgłoszenie! Skala kiczu niebezpiecznie wybija w górę, grozi eksplozją! — zażartowała śmiejąc się pod nosem. Ciekawe, czy za dwa tygodnie nie przyjdzie się tutaj wyżywać po zerwaniu z typem.
— Chodź, napijemy się czegoś — zachęciła siostrę widząc, jak tłum mężczyzn poszedł do swojego boksu i miejsce przy barze się zwolniło. — To co, na pewno nie chcesz spróbować? Ex-Zorcysta brzmi ciekawie, ja chyba sobie wezmę — może pora przepędzić wszystkie ex klątwy związkowe i spróbować czegoś na poważnie. Nie ma co ukrywać, że lata kolejne mijają, a ona jakby nie było stoi w miejscu. — Myślisz, że podczas speed randek można faktycznie kogoś poznać? — nie żeby rozważała to na poważnie, ale aplikacje randkowe nieco zawodzą.
Zella Gardner
-
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
Faktycznie cieszyła się wykonanym rzutem, natomiast przytłoczyły ją te wszystkie okrzyki radości. Gdyby to jeszcze była sama siostra to by przeżyła. Czuła się natomiast dość… dziwnie, że praktycznie pół klubu zdawało się wiwatować na jej cześć. Lubiła atencję, ale nie aż taką. I nie od obcych ludzi, których pewnie widziała pierwszy i ostatni raz w życiu. Widać to było po jej twarzy, gdyż na wszystko reagowała nieco wymuszonym, niezręcznym uśmiechem. Dobrze, że wszyscy dość szybko zapomnieli o jej wcale nie takim wielkim osiagnięciu.
— Ty to mnie nie przepraszaj. Chociaż nie, to przez ciebie uruchomili się ci panowie, więc musisz mi to wynagrodzić. — odpowiedziała w końcu, w połowie zdania zmieniając zdanie. Po raz kolejny się uśmiechnęła, ale tym razem z mniejszym ciężarem, a większym rozbawieniem. — Udany rzut był fajny, atencja już nie. — skwitowała krótko, z lekko kwaśną nutą w głosie. Zaraz jednak przewróciła oczami i tym samym dała sobie spokój z teatralnym udawaniem obrazy. — Obyś dotrzymała słowa. — pogroziła jej nawet paluszkiem dla większej mocy. Od razu jej uwaga skupiła się na osobach wskazanych przez Wendy, choć spojrzenie odwróciła równie szybko. Już myślała, że uciekły od tej walentynkowej pożogi, ale było to najwidoczniej złudne wrażenie. Aż prychnęła na ten przesłodzony widok. — Serio przydałaby nam się ta policja, bo to już zaczyna dążyć do przesady. — dosłownie, gdzie by nie poszły to i tak znalazłyby jakieś papużki nierozłączki. Takie, które pewnie po kilku dniach już będą się nienawidzić.
— Chętnie. — Zella niekoniecznie była fanką alkoholu wykraczającego poza wino, ale w tym momencie chyba aż wypadałoby coś łyknąć. By nie umrzeć z krindżu. Podążyła za siostrą do baru, zajmując tam miejsce obok niej. — Ja spasuję. Wezmę chyba zwyczajne piwo. — najprostsze i najbezpieczniejsze rozwiązanie. Nie był to jej ulubiony smak, ale ta goryczka przyda jej się, by zniwelować miłosne uniesienia z powietrza. — Poznać? Tak. Kogoś na dłużej? Wątpię. — trochę się skrzywiła przez temat, ale finalnie odpowiedziała, nawet wzruszając ramionami.
Wendy Gardner
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oooo błagam cię, czy ten cały wypad ze mną nie jest jak jedno wielkie wynagrodzenie? — powiedziała teatralnie przewracając oczami po czym zaśmiała się, bo oczywiście lekko się zgrywała. — To może spróbujesz raz jeszcze, ale tym razem bez atencji — wtedy będzie idealnie, co nie? Zaraz po tym jak wypiją sobie jakiegoś drinka lub piwo, też na spokojnie, bo obiecała, że już nie będzie skupiać uwagi tłumów. Nie mogła zagwarantować tego, że zaliczy wpadkę, przez którą zostanie zauważona, bo to miała wpisane w swoje geny, ale celowo nie zamierzała po raz kolejny porywac tłumów. Teraz i tak zakochane dzieciaki stanowiły główną atrakcję w boksach, bo pannie nie wychodziło to tak jak powinna, więc stres rozładowywała piskliwym chichotaniem. Szczerze współczuła chłopakowi, bo może nie wiedział w co się pakuje? Może to pierwsza randka, a on w myślach snuł już plan ucieczki, a może zwyczajnie bardzo chciał zaliczyć w walentynki, więc odpalił tryb przetrwania.
— Ok, więc jedno piwo i jeden Ex-Zorcysta — zamówiła siadając na stołeczku przy barze i zaczynając rozważać za i przeciw speed randek. — No przykładowo, bo czy to ma takie znaczenie czy poznam kogoś na radne ustawionej, na tinderze, czy na speedzie? Przynajmniej na tym ostatnim jest konkret, masz parę sekund by powiedzieć o siebie jak najwięcej… może to taka dobra forma dla zapracowanych i dla których liczy się czas — wyznała jednocześnie dochodząc do wniosku, że to chyba nie dla niej, bo ona lubiła rozmemłać się nad jakimś tematem i analizować, a pośpiech ją rozpraszał. — Ty byś poszła na takie coś? — zapytała z czystej ciekawości, nie zamierzała jej wkręcać w takie akcje, a już na pewno nie dzisiaj...chociaż, gdyby dla beki poszły nie jako one, ale jako zmyślone postacie. Kurczę, to mogłoby być nawet zabawne.
Zella Gardner
-
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Po części tak, ale za takie niespodzianki musisz wynagrodzić mi to ekstra. — odparowała siostrze, jednocześnie zabawnie poruszając brwiami. Zaraz jednak machnęła dłonią, niekoniecznie czując zachętę do kolejnego siłowania się z siekierką. — Może jak się napijemy, ale na razie odpuszczam. — i tak cieszyła się, że trafiła choć ten jeden jedyny raz jak na bycie dość fajtłapowatym typem sportowca. Stąd też posiadała opory z pójściem na siłownię, bojąc się że ze sprzętem może się tylko bardziej uszkodzić. Joga i pilates były jedynymi formami, w których czuła się pewnie i bezpiecznie.
W międzyczasie przyglądała się również owej parce, która prowokowała u niej odruch notorycznego przewracania oczami. Zwłaszcza ta panienka. Też mimowolnie zaczęła odczuwać współczucie dla jej wybranka. Ale, cóż, to wciąż był jego wybór. Może faktycznie nie wiedział na co się pisał, a teraz wszystko wychodziło na wierzch.
— Każda z tych form może mieć jakieś informacje, ale skąd pewność że będą one prawdziwe? — rzuciła pytaniem, gdy już siadły i zamówienie na ich napoje było w trakcie realizacji. Wzruszyła też ramionami, bo tak naprawdę to miała dość średnie doświadczenie w takich randkach. Dlatego też była raczej podejrzliwa, bo określone informacje mogły wiązać się z celowym zakłamaniem osoby, a potem wychodziły tylko większe kwiatki. — Szczerze? Nie. Chyba wolę już być pewna osoby, z którą poszłabym na randkę. W sensie znać ją trochę prywatnie, a nie opierać się na zlepku wiedzy, którą dostanę na szybko. — dążyła do raczej stałej relacji, zwłaszcza w swoim wieku, więc takie hop siup nie bardzo było jej na rękę. Nawet dla żartu. Szkoda jej było na to czasu.
Wendy Gardner
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— W takim razie wyślij mi dzisiaj swoją wish listę i coś na pewno z niej wybiorę — chociaż nie przemyślała tego, że siostra może nie bawić się w te wszystkie listy, mood boardy i inne duperele, które Wendy uwielbiała i praktykowała. Nie mając listy mogła stworzyć najbardziej wymagającą i podesłać jej, by stawała na głowie jak cokolwiek z niej zrealizować, bo przecież zaparła się, że coś wybierze. To by był dopiero numer.
— Okej — przytaknęła na luzaka i nie naciskała, choć ona z chęcią by ciskała toporkami raz po raz, bo sprawiało jej to czystą frajdę, bez względu na to czy trafiała w sam środek czy też nie. Z kolei gdyby ktoś chciał ją zaciągnąć na jogę albo pilates to chyba by się zaparła rękami i nogami by nie iść. Ostatnie wspomnienia z jogi miała takie, że ktoś rozluźnił się za bardzo i teraz za każdym razem, gdy natrafia na jogę nie może powstrzymać śmiechu, bo pamięta tylko tamto pierdnięcie. Na pilatesie nigdy nie była tak właściwie, ale nikt nie wyprowadził jej z błędu i chyba uważała, że to taka joga na wyższym poziomie.
Zakochana parka szybko znudziła Wendy, a kiedy usiadły przy barze skupiła się na drinku, choć pierwszy łyk był dla niej trudne. Było z nim coś kwaśno-gorzkiego, zwieńczonego ostrą nutą. Po wszystkim, aż ją otrzepało, ale z każdym kolejnym łykiem było już lepiej.
— W życiu nigdy nie mamy pewności Zella — wyznała wzdychając lekko — ludzie latami żyją wspólnie i nie takie przekręty wychodzą, więc w zasadzie zawsze jest ryzyko — stwierdziła po chwili zastanowienia. Ona sama pewna była tylko rodziny, paczki swoich ziomków i Petera. — Ja bym chyba poszła, ale nie dzisiaj, bo walentynki przyciągają samych wariatów — zaśmiała się lekko upijając ponownie swojego drinka. W tej swojej chęci do spotkania kogoś nie miała zbyt czystych intencji, bo prawdę mówiąc nie myślała o stałym związku i przyszłości, a raczej szukała kogoś, kto pomoże zająć jej myśli, które niespokojnie rwały się w nieodpowiednim kierunku.
Zella Gardner
-
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oo, dobra. — co prawda żadnej listy stworzonej nie miała, ale słowa siostry sprawiły, że aż wyprostowała się w miejscu. I faktycznie, mogłaby trochę zaszaleć, ale zamierzała się bardziej skupić na tym, co chciała zrobić, ale do tej pory jej się to nie udało. Jej marzenia niekoniecznie były wygórowane, choć to też zależało od kilku innych czynników.
Może gdyby miała wprawę lub większe szczęście to podzieliłaby zapał Wendy, natomiast dzisiaj wszystko składało się niezbyt fajnie. Oczywiście pomijając spotkanie z siostrą, bo to już miało dla niej ogromną wagę. Same Walentynki były natomiast jak -1 do szczęścia ogółem. I do frustracji w sumie też. Pomyśleć tylko, gdyby poszły na takie jogi czy pilatesy dzisiaj. Pewnie pełno byłoby propozycji zajęć dla par albo sale wypełnione byłyby po brzegi paniami chwalącymi się tym, co ich mężowie, chłopaki czy kochankowie by dla nich nie zrobili.
Dla Zelli lepszą frajdą było przyglądanie się siostrze, która powoli próbowała przyzwyczajać się do nietypowego drinka. Najpierw miała chęć spytać, czy wszystko gra, jednocześnie walcząc z chęcią wybuchnięcia śmiechem. Ostatecznie nie zrobiła żadnego, czując swego rodzaju dumę gry Wendy popijała trunek z coraz większą pewnością siebie.
— To prawda. Ale wiesz, że to tylko kolejny argument za tym, by zamiast tego zestarzeć się z dziesięcioma kotami? — w sumie to podzielała opinię siostry w kwestii zaufania. U niej ludzie grupowali się na dwie szufladki – bliscy i inni. O ile innym potrafiła po czasie bardziej zaufać, tak nie była to ślepa naiwność. Nie po tym, co przeszła. — Takie rzeczy zawsze przyciągają wariatów. Ale dzisiaj może być apogeum. — skinęła głową, zaraz potem pijąc parę łyków piwa. Tak czy siak, nie zamierzała przekonywać siostry by nie próbowała swoich sił na swojej własne sposoby. Ona mogła mieć inne przemyślenia na temat randek w ciemno, ale z drugiej strony nie była kimś, kto narzucał innym swoją własną opinię. Przynajmniej nie w tej kwestii.
Wendy Gardner