Eric ani trochę nie żałował, że zaproponował spotkanie w National at the Well, bo przynajmniej naprawdę mogli tu fajnie spędzić czas - a przynajmniej na pewno Stonesowi się podobało. Nie dlatego, że wygrywał, bo chodziło wyłącznie o zabawę, a nie o rywalizację, a ponieważ przy Syd czuł się swobodnie. Śmianie przychodziło mu całkowicie naturalnie i poza dartami przyszła mu do głowy jeszcze jedna myśl - czy da radę zrealizować to, o czym pomyślał, cóż... wiele zależało od tego, czy po pierwsze nie zapomni, a po drugie, czy miał wystarczającą ilość drobnych.
Uśmiechnął się, słysząc, że Syd podziela jego zdanie, jednakże już nie kontynuował tematu randomowego dzieciaka, który pobiegł sobie kilka torów dalej.
- Ciekawe, czy wkrótce znowu coś podłapie i wyrośnie jak grzyb po deszczu. - powiedział, zakrywając sobie buzię rękami i zaraz odkrywając, jakby podczas zakrycia miał nie być widoczny, a po odkryciu tak - można by tu przytoczyć słynną scenę z Asterixa i Obelixa Misja Kleopatra, gdzie jedna z kobiet odwracała głowę i mówiła
Teraz nie widać, a teraz nie. Widać, nie widać. Widać, nie widać. Trochę widać, trochę nie widać. Natomiast jeśli o prawdziwe grzyby chodziło to Eric je BARDZO lubił. Szczególnie, gdy były jako sos, którym był polewany kotlecik albo ziemniaki. Sam natomiast raczej ich nie zbierał, bo jedyne co umiał rozpoznać, to muchomor.
Musiał przyznać Syd rację, dlatego skinął głową.
- Prawda. Nie wiem, czy oni klimy nie włączają, czy co... - odparł, łapiąc za T-shirt i wachlując się nim, choć i tak wcale mu to nie pomagało. Dlatego zaraz zdjął kurtkę i zostawił ją na jednym z krzesełek - tym najbliżej niego - zostając w białym t-shircie.
- I to ogromne. - odpowiedział zgodnie z tym co uważał. Nigdy wcześniej ani nie wiedział o istnieniu takiego budynku, który pomieścił wewnątrz mnóstwo torów, a przede wszystkim ludzi.
W weekendy to tam musiało być nieźle. Albo międzynarodowy dzień kręgli. Nie miał pojęcia, czy taki dzień faktycznie istniał, lecz podejrzewał, ba! Na 99% był przekonany, że tak, bo przecież było bardzo dużo dni podczas których obchodzone były różne rzeczy. Czasami z nudów, Eric sobie sprawdzał w kalendarzu świat nietypowych, co miało być wkrótce obchodzone lub jeszcze tego samego dnia. Dzisiaj nie sprawdził.
Stones spojrzał na Syd i po jej wyrazie twarzy wywnioskował, iż było tak, jak mówiła.
O kurcze... to ja muszę jej pokazać jak smakuje PRAWDZIWE sushi.
- To już wiem co nam zamówię na oglądanie Epoki Lodowcowej. - oczywiście miał na myśli sushi ze swojej ulubionej restauracji, którą poznał całkowicie przypadkiem, bo gdy wracał do domu strasznie głodny, nagle poczuł zapach z lokalu, który od razu przyciągnął jego uwagę Nie tylko zmysł węchu był ukontentowany, bo i kubki smakowe także. Od tamtej pory starał się głównie tam jeść sushi - o ile był niedaleko.
- Znaczy ogólnie dla jednych smakuje ziemią, a innym rybą ale jak dla mnie, ma całkiem ciekawy smak i nie ma takiego drugiego. - wzruszył ramionami.
- Ale ogólnie gdybyś kiedyś chciała się wybrać na degustację i testowanie matchy, daj znać. Bo co innego matcha w biurze, a co innego wykonana w miejscu, gdzie tylko taka zielona herbata jest podawana. - powiedział zgodnie ze swoim przekonaniem. Odwiedzał różne lokale, gdzie w menu znajdowała się matcha i gdyby miał przed sobą mapę, wskazałby te lokale, gdzie jego zdaniem serwowano najlepsze matche.
Ericowi ani trochę nie przeszkadzało, że Syd wyżaliła się na temat swojego szefa.
- Myślisz, że mogą go zwolnić? - spytał, choć pewnie wiele zależało od tego, czy miał wyniki. On jako IT był dostępny także dla działu logistyki, lecz nie wzywano go tam zbyt często. Ostatnio komuś musiał teamviewera ogarnąć ale nie kojarzył, by widział Syd.
Zawsze przecież mogła pracować zdalnie lub akurat pójść zrobić kawę lub do łazienki. taka prawda.
Ale no... Stones przeżył ogromny szok i zaskoczenie - co było widoczne na jego twarzy - bo jakie było prawdopodobieństwo trafienia na kogoś, kto pracowałby w tej samej firmie? Bądź co bądź, Toronto było całkiem spore. Przez sekundę pomyślał, że może o innym AG mówiła, lecz przypomniał sobie smsa, gdzie napisała, że biuro znajdowało się w centrum, a on przecież codziennie do firmy jeździł właśnie do centrum.
- Nic się nie dzieje. - powiedział, bo nie musiała go przepraszać za kaszlenie.
- Poklepać Cię po plecach? - spytał całkowicie poważnie.
- Mhm. - skinął głową.
- No to ja od września. - oj doskonale pamiętał, jak zmienił firmę i szczerze? Nie żałował. Jakoś tak w AG bardziej mu się podobało, no a teraz... chyba jego motywacja do przyjeżdżania do biura podwyższy się o kilka kresek w górę.
Westchnął słysząc, że ma nie odchodzić, a zaraz potem posłał Syd lekki uśmiech.
- Czasami po prostu czuję się przytłoczony i nachodzą mnie różne myśli no... nieważne. Nie będę Ci tym zawracał teraz głowy. - Bo nie chcę, żebyś się martwiła. dokończył w myślach, a wyjaśnił zgodnie z prawdą jak było, Czasami było dobrze, a czasami miał ochotę pierdolić wszystko i po prostu wyjechać gdzieś daleko.
- Pasuje. Zapisuję więc w kalendarzu. - i... serio zapisał, tj. wyciągnął telefon z kieszeni, kliknął ikonkę, która otwierała kalendarz , a potem kliknął najbliższy piątek, by utworzyć wydarzenie z porannym przypomnieniem.
- Kurczę. I cały plan na marne. Zawsze jeszcze mogę uciec... oknem. - zażartował, doskonale wiedząc, że ucieczka w taki sposób, nie skończyłaby się zbyt dobrze. Z drugiej strony, uważał słowa Syd za naprawdę urocze, a konkretniej to, że zastawiłaby mu drogę, jeśli faktycznie chciałby się wymigać.
- Sam nie wiem czy przeznaczenie, czy co, ale to dziwne... znaczy bo bardzo rzadko zdarzało mi się zbić taką samą ilość kręgli, kilka razy pod rząd. - odparł, przypominając sobie poprzednie rozgrywki i no nie... zazwyczaj jednak zbijał różne ilości.
Ale może teraz faktycznie przeznaczenie przejęło jakąś kontrolę, czy coś...
Słysząc pytanie, po cwili skinął głową - no cóż, nic nie mógł na to poradzić. Od speed datingu, była szóstką.
Szczęśliwą, a zarazem przepiękną szóstką. Przełknął ślinę, gdy usłyszał, że bardzo lubiła numer 7.
- Czy to zabrzmi dziwnie jeśli powiem... że szóstka to moja ulubiona liczba? Zawsze gdy grałem w piłkę i jechałem na zawody, wybierałem koszulkę z szóstką na plecach. - tak było. Aż wrócił pamięcią do czasów szkolnych, gdy jeździł na zawody.
Stare, dobre czasy... poza zawodami z piłki nożnej, jeździł też na zawody z pływania i z tego odnosił naprawdę niezłe sukcesy. W pokoju nawet miał półkę, na której stały jego różne puchary za udziały w zawodach.
Parsknął śmiechem, słysząc, że byłaby jego dłużniczką do końca życia, gdyby poszedł za nią siedzieć.
- Doceniam. - naprawdę doceniał, poza tym, zaśmiał się, gdy zobaczył ukłon wykonany przez Syd. Sam też lekko dygnął, jakby właśnie był na jakimś średniowiecznym balu.
- Biegnę! - rzucił, by Syd wiedziała, że nie zostawał w tyle.
Zaraz jednak musieli uciekać przed wściekłym
wilkiem typem i Eric biegł tak szybko, jak tylko mógł.
- Tam? - spytał zaskoczony, nie spodziewając się, że koniec końców wylądują w... kantorku. Serce mu biło i sam zaczął mieć wątpliwości, czy to z powodu tego, że praktycznie się o siebie ocierali, czy miał tak po bieganiu, czy może obie te propozycje były prawdziwe. Czuł perfumy Syd, które mu się bardzo podobały. Miał ochotę sztachać się więcej, lecz nie chciał być uznany za jakiegoś creepa. Miał ochotę ją przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie okej, lecz go zwyczajnie.. zaskoczyło to wszystko. Ta kula lądująca na stopie nieznajomego, bieg, który przypomniał mu dawne czasu. Oczywiście nie odrzucił otrzymanej słuchawki, bo był ciekaw, jaki utwór włączy.
- O, nie znałem tego. - powiedział nagle szeptem, wskazując na to, co Syd właśnie puszczała i poruszając głową. .
- Bardzo fajny kawałek. - pochwalił, planując go dodać do swojej playlisty na spotify.
- Wiesz co, a może... Ty tu zostań, a ja się po wszystko wrócę. - i chcąc jej dodać nieco więcej otuchy, nieśmiało przytulił ją do siebie. Krótko trwał ten przytulas, ale szczerze? Jemu się nigdzie nie spieszyło. Mógł sobie tu siedzieć. Poza tym, był po pracy. Nigdzie mu się nie spieszyło - a przynajmniej dopóki pęcherz nie kazał mu szukać toalety.
- W sumie... jest tu całkiem... miło. - rzucił nagle, jakby te słowa miały dawać zielone światło, by pobyli jeszcze w dłużej pobyli w tejże kanciapie. Ciekawiło go, po jakim czasie ktoś by się skapnął, że dwie osoby siedzą gdzieś, gdzie nie powinny były siedzieć.
A tam, wyjebane.
syd ashford