-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wracała akurat ze spotkania w jednej z prywatnych placówek, gdzie wzięła dodatkowe godziny. Co innego mogłaby robić jako samotna kobieta w ciągu tygodnia wieczorami poza pracą? Chyba tylko pić, ale tak do lustra, to jednak trochę żałosne. Tak samo jak żałośnie zapowiadał się powrót do domu, gdy wychodząc z budynku przed jej twarzą była zakorkowana cała ulica. Próbowała znaleźć w aplikacji jakąś taksówkę, ale bez szans przez wypadek na drodze. Nie pozostało jej nic innego jak przejść przez park na drugi koniec, licząc że stamtąd będzie łatwiej coś złapać.
Idąc alejką trzymała mocno w ręku parasol, aby schronić się przed opadami oraz wiatrem. Droga jej się niestety dłużyła i już przeklinała w duchu ten dzień. Nagle jej uszu dobiegły dziwne odgłosy… stada ptaków? Rozejrzała się wokół dostrzegając po chwili, całkiem niedaleko, chmarę gołębi wokół jakiejś postaci próbującej się przed nimi obronić. Rudowłosa niewiele myśląc podbiegła i używając swój ulubiony zielony parasol, zaczęła je nim odganiać.
- Wypierdalać!- krzyknęła jakby chciała wyrzucić z siebie złość o pogodę i korki na te biedne istoty, które w rzeczywistości takie niewinne nie były, skoro całą grupą atakowały jednego osobnika! Oby tylko Mara nie przywaliła jej swoim parasolem. Oczywiście nie celowo!
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wtedy zaczęło padać… najpierw lekko, a później coraz mocniej. Zauważyła wejście do parku, w którym jeszcze nigdy nie była, więc wbiegła do środka. Po chwili dostrzegła ogromne drzewo, pod którym mogłaby się schować, jednak kiedy szła w jego stronę, usłyszała to znajome, przerażające gruchanie. Zaraz potem trzepot skrzydeł. A chwilę później jeszcze więcej tego dźwięku. Spięła się w miejscu. Nie wiedziała, czy krzyczeć, czy może się nie ruszać, ale ptaki zbliżały się do niej coraz bardziej. Dopiero wtedy zorientowała się, że wciąż trzyma w ręku kawałek kanapki. O NIE... CHCĄ MOJĄ KANAPKĘ!!! pomyślała przerażona po czym rzuciła ją odruchowo, a one wzbiły się do góry tylko po to, by po chwili znowu polecieć w jej kierunku. Wydobyła z siebie piskliwy okrzyk, a chwilę później usłyszała soczyste przekleństwo i jakiś zgiełk. Nie widziała, co się działo, bo miała zamknięte oczy, ale gdy po chwili zorientowała się, że sytuacja została opanowana - poza kilkoma miejscami na chodniku, które zostały porządnie obsrane - było już dobrze. Stabilnie.
Spojrzała na rudowłosą dziewczynę, a potem na jej zielony parasol. Syd szybko się wyprostowała, odgarnęła włosy z twarzy i posłała jej nieco zawstydzony uśmiech. - Um, dzięki za pomoc. Wcale nie musiałaś! - zerknęła na nią speszona. - Jak widać… nie lubimy się z... gołębiami.
redhead
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na razie jednak musiała ją uratować przed atakiem szalonych gołębi, które wzięły ją sobie za swój cel. Mara chyba złość i frustrację za dzisiejszą pogodę wyładowała na tych brudnych ptakach, odganiając je niczym profesjonalista swoim pięknym parasolem, który pozostał bez szwanku po tej brutalnej bitwie, którą wygrała.
- No co Ty! Nie zostawiłabym Cię na pastwę losu tych obsrajtków- spojrzała zaskoczona na kobietę, że w ogóle przyszło jej coś takiego do głowy! Zaczęła się jej jednak przyglądać swoim profesjonalnym, intensywnym spojrzeniem. Poprawiła szalik i podeszła bliżej, aby złapać z nią kontakt wzrokowy. - Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?- spytała z troską oczach. Rudowłosa była momentami szalona, a pijąc i sypiając z pacjentami bardzo nieprofesjonalna, ale miała w sobie duże pokłady empatii. Gdyby sama została zaatakowana przez chmarę głodnych gołębi, byłaby pewnie nieźle obsrana. Niestety może nawet dosłownie. - Niestety straciłaś kanapkę…- rzuciła szybkim spojrzeniem na rozgrzebany chleb leżący niedaleko. - Może chcesz skoczyć coś zjeść? Będziesz mogła spokojnie ochłonąć oraz napełnić żołądek - zaproponowała znając w okolicy fajny lokal z dobrym jedzeniem i drinkami. Alkohol po takich przygodach , to zawsze dobra myśl. Tym bardziej, że działa odkażająco!
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się szeroko, po czym parsknęła śmiechem, słysząc, jak tamta nazwała te parszywe, latające szczury. Wiatr uderzał ją w twarz, szczypiąc w policzki i mieszając włosy, ale w tamtym momencie zupełnie jej to nie przeszkadzało.- Uff, dzięki. Już myślałam, że to mój koniec, a przecież to dopiero mój pierwszy miesiąc w Toronto. - Uśmiechnęła się do niej ciepło.- Tak, tak, już wszystko dobrze, dzięki!-Zerknęła na resztki swojej kanapki i wykrzywiła się lekko. Była strasznie głodna, a świadomość, że właśnie straciła jedyną sensowną rzecz do jedzenia, była niemal tragiczna. Dlatego kiedy usłyszała propozycję dziewczyny, niemal od razu się rozpromieniła.- Serio?! Z chęcią!- Ruszyła obok niej, po czym na moment się zatrzymała, znaim znowu dorównała jej kroku,- Mogłabyś tylko prowadzić? Nic tutaj nie znam, więc nawet nie wiedziałabym, gdzie nas pokierować.- Zaśmiała się, poprawiając plecak na ramieniu.- Ach, i ja płacę! W ramach podziękowania za uratowanie mnie przed nieuniknioną śmiercią. - Nie było nawet nad czym się w tej sytuacji zastanawiać. Rudowłosa dziewczyna pomogła jej, zupełnie bezinteresowanie, a poza tym, Syd jescze nie miała okazji poszastać pieniędzmi, które zarobiła w nowej firmie jako Data Analyst. Zerknęła na nią z uśmiechem.- Tak w ogóle, jestem Syd. Może być też Sid.- Powoli coś się w niej zmieniało. Powoli burzyła tę gardę nieśmiałości, którą przez lata zbudowało w niej wychowanie rodziców. Powoli odnajdywała siebie i, choć była to tylko chwila, podobało jej się to bardziej, niż chciała przyznać.
saviour
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Serio??- spojrzała zaskoczona na kobietę i zaraz podparła się wolną dłonią o biodro. - To skubane patrz jak chujowo Cię przywitały w mieście- pokręciła z niedowierzaniem głową i lekko się uśmiechając. Czasu nie cofną, nikomu się nic nie stało, więc Mara starała się rozchmurzyć nieznajomą, a wszyscy, którzy ją znali, to wiedzieli, że ma raczej cięty język. Ale poza tym była przede wszystkim otwartą osobą, co oczywiście ułatwiało jej pracę w zawodzie. Uważała także, że ma szósty zmysł odnośnie ludzi. Niestety pomyliła się bardzo w stosunku do własnego męża, ale jak to mówią - najciemniej pod latarnią. Z kolei kobieta wydawała jej się naprawdę sympatyczną i nieco przestraszoną osobą, więc chciała ją otoczyć wsparciem. To chyba się już nazywało zboczenie zawodowe.
Ruszyły przez park, trzymając się obok siebie, a rudowłosa nawet podzieliła się swoim dużym parasolem.- Chodź, udowodnię Ci, że mieszkańcy Toronto są całkiem spoko i nie zawsze atakują-zaśmiała się spoglądając na brunetkę. - Jestem Marianne, ale mów mi Mara- podała jej jeszcze dłoń i po chwili wchodziły już do małego, acz przytulnego lokalu znajdujące się w małej oddali od głównej ulicy, co przyczyniło się, że przychodzili tu głównie lokalni. Siedząc przy stoliku i wybierając burgera, za którego Syd miała zapłacić, Marę naszło pewne przemyślenie. - W sumie to czuję się teraz trochę jak na pierwszej randce- poruszyła wymownie brwiami i ramionami, zaraz się jednak śmiejąc głośno. Po kilku minutach kelner zebrał od nich zamówienie na burgery, Mara poprosiła o Kieliszek wina.- Dobra Syd, to może zdradzisz mi, co Cię skłoniło, żeby się tutaj przeprowadzić?- spytała , kiedy zostały same. Nie chciała być wścibska i zrozumiałaby, gdy kobieta nie chciałaby się z nią tym podzielić, ale jednak chyba warto się poznać?
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdy siedziały już w środku knajpki, do której zabrała ją Mara, wybuchnęła śmiechem, słysząc o randce - W sumie to nigdy nie byłam na randce - parsknęła śmiechem, troche zawstydzona tym wyznaniem.- Widziałam ostatnio jakąś ulotkę o speed datingu. Myślisz, że może powinnam się tam wybrać?- zerknęła na nią z ciekawością Usiadła wygodnie i spojrzała na dziewczynę, - Czemu się przeprowadziłam? Mam rok, żeby popracować sobie w wielkim mieście, a potem muszę wracać do Calgary, wyjść za mąż za mężczyznę, którego nie znam, i pomagać w kościele mormońskim - rzuciła jak gdyby nigdy nic. Nie lubiła kłamać i też nie wstydziła się tego aż tak bardzo. No, może trochę, ale czuła, że może jej to powiedzieć - A ty? Jak ci minął dzień? Co sprawiło, że znalazłaś się w parku? - zapytała Syd z czystą ciekawością. Była ciekawa co nowopoznana dziewczyna robiła ze swoim życiem i ogólnie jakim typem osoby tak naprawdę była. Podobało jej się to, że poznały się w tak randomowej sytuacji i miała cichą nadzieję, że może faktycznie uda im się zaprzyjaźnić.
Mara
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Natomiast ze względu na wykonywany zawód, Lakefield miała możliwość poznani ludzi z przeróżnych środowisk. To najbardziej przekonywało ją do tego, jakie miała szczęście mając takie życie i dzieciństwo. Poznała wiele kultur, usłyszała wiele historii, więc nie była zamknięta na świat. Wprost przeciwnie - Mara Lakefield była ciekawa świata.
Dlatego też nie zastanawiała się dwa razy, co zrobić, gdy zauważyła kobietę atakowaną przez latające szczury. - Bez przesady. To teren publiczny, więc niech zluzują- przewróciła oczami nie mogąc uwierzyć, że kobieta jeszcze ich broni! Była miła, za miła. A kolejne jej słowa, tylko potwierdziły myśli rudej, że trafiła na wyjątkowo empatyczną kobietę. - O jak miło to słyszeć! Dziękuję i również się cieszę, że mogłam Cię poznać - uśmiechnęła się w drodze do baru, nie mogąc się doczekać aż w końcu coś zje.
Nie sądziła za to, że swoim tekstem o randce rzuconym w formie żartu, dowie się takiej rzeczy o Syd. Na oko wydawała jej się na kobietę niewiele młodszą od niej, więc była zdziwiona, że nigdy nie była na randce. - Oh rozumiem…- powiedziała lekko speszona, ale zaraz chrząknęła i dodała. - Myślę, że powinnaś się zastanowić jak Ty się z tym czujesz. Nigdy nie byłaś na randce, więc z jednej strony rozpoczęcie swojej przygody od speed datingu może być skokiem na głęboką wodę . Z drugiej strony to też ciekawa forma poznania kogoś, bo gdy nie ma chemii, to nie ma ciśnienia , że musisz dłużej siedzieć, tylko zaraz przechodzisz do kolejnej osoby- tak, właśnie odezwała się w niej Mara terapeutka, ale ciężko jej z tym walczyć. - Dlatego powinnaś przede wszystkim zadać sobie pytanie, dlaczego nie byłaś jeszcze nigdy na randce?- spytała wyraźnie zainteresowana tym faktem, jakby faktycznie próbowała przeprowadzić terapię i zaraz uzyskała odpowiedź na swoje pytanie. Słyszała co nieco o mormonach, więc teraz wszystko do siebie pasowało. - Oh to już wiele wyjaśnia…- skinęła głową z lekkim uśmiechem i słuchała dalej. - Czyli pewnie masz wiele takich swoich „pierwszych razów” przed sobą?- poruszyła wymownie brwiami, bo cóż to musiała być za ekscytacja!
Z kolei na jej pytanie zaśmiała się krótko, bo i jej odpowiedź wiele wyjaśni.- A ja byłam teraz w pracy. Jestem psychoterapeutką- zaczęła mając nadzieję, że to nie speszy Syd. - Stąd ten mój przydługi wywód o randkach. Wybacz, zboczenie zawodowe.
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się szerzej, ewidentnie rozbawiona samą absurdalnością tej sytuacji, ale w jej oczach dalej błyszczała autentyczna ciekawość. Mara naprawdę ją interesowała. Nie tylko dlatego, że wydawała się miła, ale też dlatego, że reprezentowała coś zupełnie obcego dla świata, z którego Syd uciekła. - W sumie to nie musisz przepraszać - dodała,- bardzo mnie to ciekawi! Masz jakiegoś ulubionego pacjenta? -na moment spuściła wzrok na swoje dlonie- U mnie w domu nikt raczej nie zadawał takich pytań. U nas wykonywało się rozkazy. - westchnęła cicho, zanim jej wzrok wrócił ku górze by zetknąć się z tęczówkami Mary. - I chyba właśnie dlatego nigdy nie byłam na randce - przyznała po chwili, unosząc wzrok z powrotem na Marę. - Bo nawet nie bardzo miałam kiedy. Ani z kim. Ani… przestrzeń, żeby w ogóle pomyśleć, czy ja tego chcę. - wzruszyła ramionami - U mnie wszystko było bardziej pod hasłem - kiedyś wyjdziesz za odpowiedniego mężczyznę i tyle. Bez etapu testowania, poznawania, popełniania błędów. Po prostu od razu 'właściwa'droga. - Parsknęła śmiechem kręcąc głową z niedowierzania. - Więc tak, chyba mam przed sobą sporo tych pierwszych razów. I chyba trochę mnie to przeraża, ale bardziej mnie ciekawi. - uśmiechnęła się delikatnie. - W sensie… speed dating brzmi strasznie, ale też trochę ekscytująco? - Brakowało jej tego w życiu. Ekscytacji. - A ty? Lubisz swoją pracę? - zapytała od razu. - Bo brzmi jak coś strasznie intensywnego. Słuchasz ludzi cały dzień, ich problemów, sekretów, które noszą w sobie… i co potem? Wracasz do domu i umiesz to zostawić za drzwiami? Czy to wszystko jakoś z tobą zostaje? - Syd oparła łokieć o stół i podparła brodę na dłoni, była już kompletnie wciągnięta w rozmowę. Na moment spojrzała gdzieś za okno, na deszcz rozmazujący przepełnione ulice po drugiej stronie szyby, po czym wróciła spojrzeniem do Mary i uśmiechnęła się ciepło. Bardzo się cieszyła, że ta nietypowa znajomość zaczęła się od tych przerażających latających szczurków.
Mara
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miło było dla odmiany być tą osobą, która odpowiada na pytania, a nie tą, która zadaje. Tym bardziej, że kobieta wydawała się szczerze zainteresowana tym, co Mara miała do powiedzenia. To jej niezwykle schlebiało. To też działało w drugą stronę i Lakefield bez dwóch zdań wiedziała, że Ashford ma znacznie ciekawsze historie do przedstawienia… W międzyczasie podano ich burgery, więc Mara słuchając zajadała się bułką z mięsem. - Aż mam ciarki jak o tym opowiadasz…- wtrąciła między zdaniami i kęsami. - To naprawdę dorastanie w ciężkich warunkach. Jasne, miałaś dach nad głową, ciepły posiłek, ale zabrakło możliwości poszukiwania własnej tożsamości. Z góry rodzice narzucili jaka jesteś i jaka masz być przez resztę życia. A co gorsza jeszcze za kogo wyjść!- pokręciła główą tym razem z frustracji, że w XXI wieku w kraju wysoko rozwiniętym miały miejsce takie rzeczy! Dojadła burgera i wytarła usta oraz ręce w chusteczkę. - Jak Ci się udało od tego uciekać? Nie chodzi mi o samą wyprowadzkę do Toronto, ale wiesz tak mentalnie - pomimo wychowywania w rodzinie mormońskiej, to raczej nie brzmisz jakbyś się zgadzała z ich nauką- spytała żywo zainteresowana jej historią. Naprawdę chciała ją poznać, bo dziewczyna była interesująca i wzbudzała sympatię obok której nie dało się przejść obojętnie. - I w sumie to masz rację. Jebać ograniczenia. Idź na ten speed dating! Zaszalej dziewczyno. Poderwij kogoś i się zabaw porządnie- uśmiechnęła się szeroko, gdy zmieniła zdanie odnośnie randkowania. Po przedstawieniu kilku szczegółów i przemyśleniu tej opcji, Mara uznała, ze może faktycznie to całkiem dobry pomysł.! - W ogóle pijesz, prawda? Bo bym zamówiła kolejkę czegoś mocniejszego, żebyś mogła do listy swoich pierwszych razów wpisać upicie się z pogromcą latających szczurów - a to naprawdę niezłe osiągnięcie!
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kiedy podano burgery, podziękowała kelnerowi i od razu chwyciła frytkę, zanim wrzuciła ją sobie do buzi. Słuchała Mary uważnie, a kiedy ta opowiedziała o swoim ulubionym pacjencie, Syd najpierw uniosła brwi, potem otworzyła usta, a na końcu parsknęła śmiechem. - Przepraszam, ale to brzmi jak terapia VIP - powiedziała, rozbawiona. - Restauracje, SPA, masaże i trauma w pakiecie? To jest właściwie genialne. Trochę moralnie podejrzane, ale genialne. Czy psychoterapeutki mają jakiś kodeks w stylu.... nie wolno ci lubić pacjentów, którzy fundują ci masaże? Czy to już szara strefa? - Ugryzła kawałek burgera i niemal od razu przymknęła oczy. - Okej. Wow. To jest mega yum. - Jej uśmiech na moment stał się szerszy, ale przygasł odrobinę, kiedy Mara wróciła do tematu jej domu. Syd przeżuwała wolniej, a potem odłożyła burgera na talerz. - Chyba najpierw uciekłam w głowie - powiedziała ostrożnie. - Zanim uciekłam fizycznie. - Spuściła wzrok na swoje dłonie i przesunęła palcem po krawędzi serwetki. - Najpierw były małe rzeczy. Książki, których nie powinnam czytać. Muzyka, której nie powinnam słuchać. Pytania, których nie powinnam zadawać. - parsknęła cicho, - To było chyba pierwsze pęknięcie. Zobaczyć, że świat nie kończy się tylko dlatego, że kobieta ma własne zdanie. Albo własne konto bankowe. Albo idzie na randkę bez planowania ślubu trzy miesiące później. - Uniosła wzrok na Marę i wzruszyła lekko ramionami. - A potem odkryłam dane. Liczby. Rzeczy, które mają sens, nawet kiedy ludzie go nie mają.... Nagle mogłam być dobra w czymś, co nie polegało na byciu dobrą córką. - Uśmiechnęła się słabo, ale tym razem było w tym trochę dumy. - Więc kiedy pojawiła się okazja, żeby wyjechać, złapałam się jej. Toronto było przerażające. Ale pzrynajmniej nie muszę przejmować się tym, że zaraz wyjdę za faceta, którego ojciec mi wybrał.
Na szczęscie Mara rozładowała atmosferę i kiedy rzuciła swoje ''jebać ograniczenia'', Syd zmrużyła oczy i wskazała na nią frytką. - To powinno być na koszulce - stwierdziła. - Jebać ograniczenia. Małym drukiem - zakryła usta bo przeklinanie nie było czymś co robiła na co dzien. Zaśmiała się, a napięcie powoli zeszło jej z ramion. Mara miała w sobie coś niebezpiecznie zaraźliwego. Przy niej łatwiej było mówić rzeczy, które Syd zwykle trzymałaby zamknięte za zębami. - Okej - powiedziała nagle, prostując się trochę. - Pójdę. Na ten speed dating. Chyba. To znaczy… tak. Pójdę. Najwyżej umrę ze wstydu, ale technicznie rzecz biorąc, to też będzie jakieś doświadczenie. - Na pytanie o alkohol zawahała się jednak wyraźnie. - Piję… trochę - przyznała ostrożnie. - To znaczy, raz się napiłam i skończyło się tym, że ojciec zabrał mnie z uczelni, a studia musiałam dokończyć zdalnie. - Nachyliła się odrobinę nad stołem, po czym uśmiechnęła się szerzej. - Ale z tobą chętnie się napiję, Mara. Bo co może się stać?
tylko jeden drink prawda?