
Kevin urodził się w Toronto, w dość zróżnicowanej rodzinie o przeciętnym statusie. Od strony ojca mają korzenie francuskie, a babka po stronie matki pochodzi z Polski. Ciekawa mieszanka, w której przyszło wychowywać się jemu oraz dwójce jego rodzeństwa. Kevin jest środkowym dzieckiem. Starsza siostra wyszła za Australijczyka, z którym wychowuje dwie córki. Młodszy brat po raz trzeci zmienił niedawno kierunek studiów i chyba nadal nie jest pewny czym chciałby się zajmować. Moena nieco to dziwi. W jego przypadku sprawa była dość jasna. Już w młodym wieku dał się zwerbować babci Jance na pomoc kuchenną. oczywiście po tym, jak stanowisko odrzuciła najstarsza wnuczka. Był bystry i dokładny, każde zadanie wykonywał najlepiej jak potrafił. Do tego stopnia, że jako dziecko potrafił popłakać się z irytacji kiedy coś nie szło po jego myśli. W takich chwilach staruszka zawsze zachęcała go by się nie poddawał i próbował dalej, bo tylko ciężka praca przynosi efekty.
Dzieciństwo Kevin wspomina ciepło, choć głównie dzięki zasłudze dziadków. Rodzice nie do końca przygotowani byli na jego przyjście na świat. Ojciec założył biznes krótko przed narodzinami syna, co pochłaniało większość jego czasu. Matka, z zawodu fryzjerka, też praktycznie zamieszkała w salonie, oscylując pomiędzy stałymi klientkami, uczesaniami okolicznościowymi oraz prywatą. Po godzinach zawsze przyjmowała koleżanki i znajome żeby dorobić. Nie trudno się domyślić, że nastoletniej wtedy siostrze też nie uśmiechało się zajmować dzieckiem, przez co Kevin najczęściej lądował u dziadków. Nadal byli wtedy w kwiecie wieku. Ich dom kojarzy się więc mężczyźnie z pracą w ogródku, robieniem przetworów, jazdą na rowerach, domowymi wypiekami i mocnymi nalewkami. Tego ostatniego spróbował, rzecz jasna, dopiero jak podrósł, ale wszystkie te doświadczenia ukształtowały go później jako człowieka.
Podejmując studia wcale nie celował w prestiżowe uczelnie. Koszty nauki przyszło mu oczywiście pokryć samemu, dlatego bardziej niż na edukacji, zależało mu na zdobyciu zawodu. Kevin zdążył się zorientować, iż branża gastronomiczna rządzi się własnymi prawami. Ważniejsze od papierów było zdobycie praktycznych umiejętności pod skrzydłami doświadczonych szefów. Jeszcze wiele lat po studiach był głównie na tym skupiony. Moen nie chciał ograniczać się tylko do jednej dziedziny, kuchni czy techniki. Był głodny wiedzy, miał wielkie plany i ambicje. Po drabinie kariery wspinał się miarowo, aż w końcu osiągnął impas. Dalszy rozwój oznaczał wyjazd do Francji na kilka lat. To nie wchodziło w grę. Nie znał języka, oszczędzał na otworzenie własnej knajpy i nie wyobrażał sobie zostawić dziadków na tak długi czas. Mężczyzna musiał zdecydować czy bardziej zależy mu na eleganckich tytułach czy raczej karmieniu ludzi najlepiej jak potrafił. Swoich sił spróbował w Burlington. Zaprzyjaźniony szef z tych okolic zawijał interes i był gotów okazyjnie odstąpić restauracje z wyposażeniem. Kevin zaciągnął kredyt, wybrał nazwę oraz kolor ścian.
Biznes utrzymał się dwa lata. Trudno stwierdzić co dokładnie poszło nie tak. Może brakowało mu doświadczenia w prowadzeniu lokalu, może wziął za dużo na swoje barki, a może kuchnia była zbyt droga lub zbyt wyszukana dla miastowych? Od tego czasu minęły kolejne dwa lata. Moen wrócił do Toronto i z czasem przetrawił tą życiową lekcję oraz nabrał pokory. Utrzymuje się i z płaca kredyt dzięki pracy w Café Polonez, co jest dla niego prawdziwym powrotem do korzeni. Jedzenie jest proste, ale ludzie je uwielbiają. W menu królują klasyki inspirowane kuchnią babci Janki. Sama seniorka, rzecz jasna, cieszy się z powrotu wnuka w rodzinne strony, ale coraz częściej nagabuje go o kwestie małżeństwa, prawnuków i tego kto się nim zajmie po jej oraz dziadka śmierci. Kevin tylko przewraca wtedy oczami.
+ dziadek nauczył go jak grać na harmonijce, łowić ryby i destylować domowe wino oraz nalewki na własny użytek
+ babcia nauczyła go jak hodować rośliny, gotować, piec i robić na drutach
+ po powrocie do Toronto przybłąkała się do niego maleńka tricolorka, którą nazwał Kabanosik
+ pomimo dodatku polskiej krwi, ma raczej słabą głowę do alkoholu
+ nienawidzi żarcia w proszku i półproduktów
+ do fastfoodów nic nie ma, ale sam odżywia się lżej
+ bliskich przyjaciół policzy na palach jednej ręki
+ relaksuje go pieczenie, sprzątanie oraz wysiłek fizyczny
+ lubi przyjemnie pachnieć, więc od krewnych zawsze dostaje perfumy
+ w przyszłości chciałby znów otworzyć własny lokal
