-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Evina była naprawdę wykończona, bo dwa ciała znalezione praktycznie w tym samym czasie oznaczały podwójną porcję pracy. Głowa eksplodowała jej od nadmiaru przeprowadzanych rozmów oraz poziomu niewyspania, od którego zdążyła się poniekąd odzwyczaić przez długi okres nieobecności na służbie. Miała zdecydowanie za dużo bodźców, które atakowały ją z każdej możliwej strony oraz zdecydowanie zbyt wiele informacji, które należało przyswoić.
Na razie udało im się ustalić jedynie tyle, że Tyrone'a i Charliego raczej nic nie łączyło. Jeśli gdziekolwiek się kiedyś spotkali to raczej przypadkiem. Starali się też zawęzić jakoś godzinę uprowadzenia każdego z nich. Ten pierwszy z pewnością zaginął po szkole. Wychowawczyni zeznała jak opuścił szkołę w towarzystwie kolegów jeszcze zanim jego starsza siostra, Aabria zdążyła po niego przyjść. Swoją drogą dziewczyna bardzo mocno przeżywała śmierć brata i obwiniała się za nią. Swanson wyczuwała, że miała sobie za złe, że nie znalazła się przed budynkiem te kilka minut wcześniej i nie powstrzymała go przed wyjściem z innymi chłopcami. Co jednak potem się stało? Tego nikt nie wiedział.
Druga ofiara nawet nie dotarła do szkoły. Nie było wiadomym czy został właśnie wtedy pochwycony przez mordercę czy może chłopak zdecydował się na wagary ze względu na cieplejszy dzień i dopiero później przykuł uwagę swojego przyszłego zabójcy. Wciąż mieli zbyt wiele niewiadomych. To właśnie ją najbardziej irytowało. Gabinet, w którym przesiadywała przesiąkł do końca wonią wypalonych papierosów, a sama detektywka zdawała się być na skraju wytrzymałości. Nie było wątpliwości, co do tego, że ta sprawa zepsuje jej nerwy.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Oba morderstwa bez najmniejszych wątpliwości były ze sobą powiązane. Łączyło je coś więcej niż tylko podobieństwo okoliczności. Ta świadomość nie dawała Miller spokoju. Myśli o sprawie powracały do niej uporczywie, nawet wtedy, gdy próbowała się od nich odciąć. Być może dlatego, że ofiary były dziećmi w wieku zbliżonym do Sama. Ten fakt sprawiał, że cała sytuacja nabierała dla niej osobistego wymiaru. Choć przez lata pracy nauczyła się oddzielać emocje od obowiązków, w takich przypadkach granica ta stawała się wyjątkowo cienka. Autopsje najmłodszych zawsze były dla niej najtrudniejsze, bo wymagały nie tylko profesjonalizmu, ale i ogromnej siły psychicznej. Tym razem było jeszcze gorzej. Świadomość, że na miejscu tych dzieci mógł znaleźć się Sammy, wdzierała się do jej myśli z niepokojącą łatwością. Zaylee wiedziała, że nie może sobie pozwolić na emocjonalne zaangażowanie, ale mimo to coś w tej sprawie nie pozwalało jej zachować dystansu. I miała pewność, że Evina czuje podobnie.
Obie pracowały po godzinach i prawie nie zaglądały do domu. Miller zaangażowała młodszych braci do doglądania kotów, żeby nie bez potrzeby nie opuszczać komisariatu. Od zabójstw minęły dwie doby, a ona dopiero teraz zamknęła protokoły z sekcji. Nie chciała niczego pominąć i naprawdę starała się, żeby ciała chłopców nadały się do oględzin. Wprawdzie rodzice po złożeniu zeznań dokonali rozpoznania, ale wtedy byli w takim szoku, że praktycznie nie byli w stanie patrzeć na zwłoki.
Przemierzając korytarz, zahaczyła jeszcze o kuchnię, żeby wziąć zieloną herbatę dla narzeczonej i kawę dla siebie, a do gabinetu Swanson weszła bez pukania, jak to miała w zwyczaju. Zmarszczyła nos na widok zasłony dymnej, która unosiła się pod sufitem i podeszła do okna, żeby wpuścić do środka trochę świeżego powietrza.
— Skończyłam — oznajmiła, rzucając na jej biurko teczkę z dokumentami. — Możesz powiadomić Powellów i Prestonów — dodała, zatrzymując się obok jej fotela. Wyciągnęła rękę i czule pogładziła Evinę po policzku. — W porządku? — zapytała i postawiła przed nią kubek z herbatą. Sama przywarła biodrem do biurka, łapiąc porządny łyk czarnej jak smoła kawy. Wypiła ich dzisiaj ze cztery, a i tak leciała na oparach energii.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Technicy starali się przejrzeć nagrania z monitoringu w pobliżu parków, aby postarać się znaleźć coś, co mogłoby zainteresować śledczą. W końcu wielce prawdopodobne, że któraś z kamer mogła uchwycić pojazd sprawcy. Na razie jednak nie udało im się wpaść na nic szczególnego podczas przeglądania całych godzin nagrań.
Swanson odbyła także rozmowę z funkcjonariuszami, którzy mieli zajmować się zgłoszonym zaginięciem chłopców. Chciała wiedzieć czy pomimo tak krótkiego czasu udało im się ustalić cokolwiek, ale ci nie byli zanadto w stanie pomóc. Przesłuchali kilka osób, które mogły pomóc im w ustaleniu miejsca pobytu chłopców i rozwiać wątpliwości, co do tego gdzie mogli się znajdować, ale ani te rozmowy ani przeczesanie okolic, w których zwykle chłopcy się kręcili nie dały szczególnych efektów.
Nie mieli nic konkretnego. Badania nie zdążyły jeszcze wrócić z laboratorium, potencjalni świadkowie na razie się kurczyli, a Evina musiała postarać się wyciągnąć coś z ich zeznań, co mogłoby stanowić jakąkolwiek wskazówkę odnośnie tego, co mogło się stać z chłopcami.
Uniosła spojrzenie, gdy tylko zauważyła otwierające się drzwi i wcale nie była zaskoczona widokiem koronerki przekraczającej próg. W końcu regularnie się upewniały w tym jak idzie tej drugiej i obiecały sobie, że wpadną do siebie, aby dać sobie wzajemnie znać o tym, co udało się im ustalić.
- Znalazłaś coś ciekawego? - zapytała, sięgając od razu po teczkę, aby chociaż prześledzić pobieżnie wzrokiem najważniejsze ustalenia z raportu. - Powiadomię ich w swoim czasie... Nie będę ich niepokoić o nieludzkiej godzinie plus wpierw sama chcę się ze wszystkim zapoznać.
Musiała wiedzieć, co im przekazać i w jaki sposób to zrobić. Dopiero po krótkiej chwili zarejestrowała obecność dłoni na swoim policzku. Odwróciła twarz ku narzeczonej i westchnęła ciężko, bo raczej nie musiała komunikować na głos tego, co obecnie czuła.
- Lepiej nie pytać - odpowiedziała szczerze i objęła ją luźno w pasie ramieniem, aby przynajmniej w tej bliskości znaleźć odrobinę wsparcia.
Obie nie spały od... W zasadzie to już straciła rachubę. Dni i godziny zlewały się w jedno. Czas odmierzały jedynie trafiające do niej, co jakiś czas informacje na temat postępów czynionych w sprawie.
- Jedziesz do domu się przespać? - zapytała automatycznie, bo w zasadzie praca Miller mogłaby się tutaj skończyć.
I tak ślęczała w prosektorium o wiele dłużej niż powinna. Zasłużyła na to, aby odespać to wszystko w swoim własnym łóżku. Chociaż domyślała się, że zapewne nie mogło to być takie łatwe. Nie dla Miller, która już dawno temu zaczęła powoli przekraczać granice tego czym powinna zajmować się koronerka.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Chciałabym wrócić z informacjami, które choć trochę przybliżyłyby nas do złapania tego skurwysyna, ale nie mam nic nowego — westchnęła ciężko. W jej głosie pobrzmiewało wyraźne rozczarowanie. Jeszcze podczas sekcji liczyła, że znajdzie coś przełomowego. — Obie ofiary zmarły wskutek wstrząsu hipowolemicznego, spowodowanego masywną utratą krwi. Rany na ciele powstały przy użyciu ostrego narzędzia. Charakter cięć sugeruje coś wysokiej jakości, być może profesjonalny nóż kuchenny albo inne precyzyjne ostrze. Zęby zostały usunięte mechanicznie, najprawdopodobniej przy użyciu kombinerek. Natomiast kończyny odcięto piłą, ale nie była tępa. Cięcia są stosunkowo równe, co wskazuje na narzędzie w dobrym stanie — wyliczyła skrupulatnie, a potem przetarła wierzchem dłoni zmęczone oczy.
Wszystkie materiały zostały zabezpieczone i przekazane do dalszych badań. Krew, fragmenty tkanek spod paznokci i wymazy ran. Wszystko poszło do laboratorium. Nic jednak nie wskazywało na to, że ofiary się broniły, więc Miller nie nastawiała się na to, że znajdą naskórek, włókna czy cokolwiek, co pozwoli zidentyfikować sprawcę.
Znów westchnęła cicho, jakby próbowała ostudzić własne oczekiwania.
— Sprawdzamy też obecność obcych substancji w organizmie. Toksykologia może wykazać, czy ofiary były wcześniej odurzone. To by tłumaczyło brak wyraźnych śladów walki. Oprócz tego zleciłam analizę mikrośladów — dodała, gładząc Swanson po włosach. — Zleciłam analizę narzędziową pod kątem pozostałości metali i smarów. Jeśli piła albo ostrze miały charakterystyczny skład, mikroskopijne drobiny mogły zostać w ranach. To może nam zawęzić typ sprzętu, a czasem nawet producenta — na razie tyle mogła zrobić.
Faktycznie, rola Zyalee kończyła się właśnie tutaj. Mogła pierdolnąć wszystkim i wrócić do domu. Ale jakoś nie widziało jej się tam wracać, mając świadomość, że Evina zostaje na komisariacie. I chyba nie chciała być sama.
— Zostanę z tobą — oznajmiła, spoglądając na nią z determinacją w oczach. — Najwyżej prześpię się biurze. Hackman chyba pogodził się z żoną, bo przestał okupywać kanapę — dodała i sięgnęła po paczkę papierosów, która leżała na biurku. — Też powinnaś złapać trochę snu — zasugerowała, chociaż wiedziała, że zmuszenie Swanson do czegokolwiek graniczyło z cudem.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- A jakieś ślady na ciele? Fragmenty naskórka pod paznokciami? Włókna? Czy cokolwiek z tego mogło być uczynione pośmiertnie? - zapytała, bo chciała poznać szczegóły odnośnie losu ofiar zanim trafiły do miejskich parków, aby mogły stać się przerażającym znaleziskiem dla postronnych ludzi.
Wiedziała, że będzie musiała się wkrótce zgłosić z tym wszystkim do profilera, aby pomógł jej ze stworzeniem profilu psychologicznego sprawcy. Rzecz jasna istniały jednostki, które wymykały się typowaniu i nigdy nie mogła polegać w stu procentach na tej procedurze, ale zawsze mogła okazać się dosyć pomocna. Zwłaszcza w momencie, gdy nie miała zbyt wiele.
- Brak śladów po wkłuciach albo więzach? Gdyby byli związani to mogliby nie mieć nawet jak się bronić. Wystarczyłoby ich jedynie wstępnie unieruchomić... - zasugerowała, bo jeśli taki dziesięciolatek trafił na kogoś kto go przewyższał siłą to wszystko mogło zostać dosyć szybko przesądzone.
Mruknęła z zadowoleniem czując dłoń przesuwającą się po jej włosach i mimowolnie przymknęła powieki, Wsłuchiwała się w melodyjny głos narzeczonej oscylujący w dolnych rejestrach. Przyswajała kolejno każde wypowiedziane słowo, które tworzyło nowe informacje.
- Zatem będziemy musieli poczekać na wyniki. Oby w tym czasie nic więcej się nie odjebało - westchnęła ciężko, bezwiednie wsuwając dłoń pod materiał koszulki koronerki, aby chociaż na chwilę nacieszyć się dotykiem ciepłej skóry, który zwykle dodawał jej nieco więcej energii.
Wiedziała, że czeka ją jeszcze prawdziwy ogrom pracy. Nie miała w żaden sposób jak od tego uciec. Albo trafi na coś obiecującego albo padnie nieprzytomna na pierwszej płaskiej powierzchni, gdy tylko zda sobie sprawę, że nie jest w stanie wymyślić nic nowego i utknęła w martwym punkcie.
- Nie wygłupiaj się... Powinnaś odpocząć we własnym łóżku - zaprotestowała, ale doskonale wiedziała, że na nic się to zda.
Zresztą sama była taka sama. Też wielokrotnie koczowała na posterunku, czekając na to, aż koronerka skończy swoją pracę, aby móc wspólnie wrócić do domu. Łóżko wydawało się zdecydowanie zbyt duże w momencie, gdy obok nie znajdowało się drugie ciało, do którego można było przylgnąć.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Sprawca był przygotowany — powiedziała, zaciągając się papierosem. Cienka smuga dymu rozmyła się w powietrzu, porwana przez lekki przeciąg wpadający przez uchylone okno. — Nie zostawił po sobie absolutnie nic. Żadnych odcisków, żadnych włókien, żadnego śladu, który można by podciągnąć pod przypadek. — Rękawiczki to pewnik. Może więcej niż jedna para. I pełna kontrola nad tym, co robił. Musiał zadbać o to, żeby nawet przy bezpośrednim kontakcie niczego nie przenieść. Ani na nich, ani z nich — starała się brzmieć rzeczowo, nie pozwalając, żeby w głos wdarła się jakaś rezygnacja. To było trudne, zważywszy na fakt, że sytuacja wyglądała na patową.
Wydała z siebie niekontrolowane westchnięcie, kiedy Evina wsunęła dłoń pod materiał koszulki i przesunęła palcami po nagiej skórze brzucha. Jej dotyk działał kojąco.
— Żadnych śladów po węzłach i wkłuciach. Jeśli coś im podano, to doustnie — mruknęła, ale na razie musiały poczekać na wyniki toksykologii, które powinny być dostępne w ciągu dwóch najbliższych dni. Zaylee bardzo naciskała na przyspieszony proces, ale w laboratorium mieli jakiś totalny młyn i awarię sprzętu.
Chciała wierzyć w to, że nic się nie odjebie, jednak zawsze, kiedy tylko traciła czujność, coś trafiało szlag. W ich zawodach nie można było osiadać na laurach i wychodzić z założenia, że teraz już wszystko pójdzie gładko.
— To wróć ze mną do domu — poprosiła, przejeżdżając paznokciami po jej karku. — Odpoczniemy i zjemy coś dobrego. Albo przynajmniej chodź do mojego biura. Zamówimy jakieś żarcie. Mam tam wygodniejszą kanapę, która się rozkłada — powiedziała takim tonem, jakby to miał być jakiś niesamowity luksus. I był. W takich momentach wszystko podchodziło pod wykwintny komfort.
Miller mogła po prostu odmeldować się i wrócić do wygodnego łóżka. Albo jaki w tym sens, skoro z samego rana i tak musiała stawić się na komisariacie? Jeśli miałaby pojechać do domu, to tylko ze Swanson, ale... No właśnie. Znała ją na wylot. Próba namówienia jej do powrotu do domu nie wchodziła w grę. Zaylee przewróciła oczami na samą myśl, wiedząc, że żadna nie odpuści. Obie były równie uparte i zazwyczaj żadna nie lubiła iść na ustępstwo. Wszystko finalnie i tak pewnie skończyłaby się długą wymianą argumentów, która wyssałaby z nich resztki cierpliwości i energii.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jest cwańszy niż można byłoby się spodziewać - mruknęła z niezadowoleniem i uniosła dłoń, żeby wyciągnąć papierosa narzeczonej spomiędzy jej palców.
Zaciągnęła się papierosem, rozkoszując się kolejną dawką nikotyny. W ostatnim czasie wypaliła już tyle sztuk, że jeszcze trochę, a uwędzi swój organizm od środka. Na razie jednak po prostu skupiała się na obecnym momencie i kolejnej porcji ukochanej używki. Przesunęła też powoli dłoń na talię narzeczonej, zahaczając kciukiem jej dolne żebro. Choć dotykała nagiej skóry pod materiałem ubrań nie było w tym nic seksualnego. Jedynie czysta potrzeba bliskości oraz dotyku.
- Czyli nie zostało nam nic poza czekaniem na wyniki badań - mruknęła z niezadowoleniem, oddając jej papierosa.
Wydawało jej się, że przynajmniej na razie wyczerpali wszelkie możliwe możliwości, które mogłyby im pozwolić na zbliżenie się do rozwiązania tej sprawy. Nie podobało jej się to, ale przez lata pracy nauczyła się dostrzegać momenty, w których nie była w stanie już niczego już zdziałać. Ta bezsilność była najgorszym uczuciem.
Poczuła jak przechodzi ją przyjemny dreszcz, gdy tylko paznokcie koronerki zarysowały jej kark. Normalnie zapewne zaczęłaby się z nią sprzeczać, ale zamiast tego po prostu spojrzała w oczy Zaylee i zastanowiła się przez chwilę. Powrót do domu nie musiał dla niej oznaczać końca pracy. Miała warunki do tego, aby kontynuować przeglądanie materiałów, a dodatkowo będzie miała możliwość, aby w końcu wziąć porządny prysznic i położyć się chociaż chwilę pod prawdziwą pościelą. To brzmiało jak prawdziwy luksus.
- Niech będzie - przytaknęła. - Postaram się uporządkować rzeczy w gabinecie, żebym mogła potem pracować z domu...
Było to przynajmniej połowiczne zwycięstwo dla Miller. Fakt, że Evina była gotowa zmienić swoje miejsce pobytu już dobrze świadczył. Kto wie: może w domu faktycznie kobiecie uda się zaciągnąć detektywkę do łóżka? Istniała też taka możliwość, ale z pewnością wymagałoby to od niej pomysłowości.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Staram się ponaglić analityków, żeby trochę podkręcili tempo, ale idzie im to jak krew z nosa. Z jednej strony rozumiem, mają dużo pracy, ale z drugiej prosiłam o zbadanie próbek na cito — prychnęła z wyraźnym niezadowoleniem. Każdy, kto znał Miller, wiedział, że nie lubiła czekać. Najchętniej chciałaby mieć wszystko na wczoraj, ale w ich pracy to tak nie działało. A jednak wymagała dużo nie tylko od siebie, ale także od innych. Niestety, w tym wypadku musiały uzbroić się w cierpliwość.
Uniosła wysoko brwi, kiedy Evina jednak przystała na jej propozycję. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Posłała jej delikatny uśmiech i nachyliła się, aby musnąć ustami jej czoło. Odpoczynek był czymś, czego obie potrzebowały. Prysznic, ciepły posiłek i chwila, żeby chociaż na moment przymknąć oczy i złapać godzinę snu. Zaylee nie oczekiwała, że w domu zdoła odciągnąć narzeczoną od papierologii, ale przynajmniej dopilnuje, żeby obie zjadły coś porządnego.
— Weź po prostu niezbędne dokumenty. Całą resztę możesz zrobić na laptopie — przypomniała, przechwytując od niej papierosa. Zaciągnęła się nim porządnie i spojrzała za okno. Nawet nie wiedziała, która była godzina. Na pewno późna. Albo wczesna? Trudno stwierdzić. — Skoczę do prosektorium po swoje rzeczy — dodała, jeszcze raz zaciągając się papierosem, a niedopałek wcisnęła do popielniczki, pomiędzy piętrzące się filtry. I to niby ona dużo paliła.
Pochyliła się ponownie, aby musnąć usta Swanson i ruszyła w stronę drzwi. Zanim zdążyła nacisnąć na klamkę, rozległo się głośne pukanie. Miller zerknęła na detektywkę i odsunęła się nieznacznie, kiedy ta zezwoliła na wejście.
Do gabinetu zajrzał młody, trochę zaspany funkcjonariusz, który dyżurował na parterze. Popatrzył najpierw na Zaylee, a potem na Evinę.
— Detektyw Swanson? — jego głos świadczył o tym, że został wyrwany ze snu jakimś nagłym wezwaniem. — Właśnie dzwoniła jakaś kobieta. W skateparku, który znajduje się dwie przecznicę stąd, znaleziono zwłoki dziecka — poinformował, a Miller obróciła głowę i wymieniła z narzeczoną szybkie spojrzenie. — Myślałem, że chodzi o nieszczęśliwy wypadek na deskorolce, ale wszystko wskazuje na to, że mamy kolejną ofiarę tego sprawcy od małoletnich — wyjaśnił pokrótce, dodając jeszcze, że wysyła ekipę na miejsce zdarzenia, po czym zatrzasnął za sobą drzwi.
Zaylee przycisnęła sobie palce do nasady nosa i westchnęła ciężko.
— No kurwa, nie wierzę — opuściła ręce wzdłuż tułowia. Teraz już mogły jedynie pomarzyć o faktycznym powrocie do domu. Wszystko wskazywało na to, że miały do czynienia z seryjnym mordercą, który nie pozwoli im zmrużyć oka.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Miejmy nadzieję, że dzień lub dwa nas nie zbawią - skomentowała cierpko, bo również wolałaby mieć już przed sobą wyniki i wiedzieć na co właściwie patrzy, ale pewnych rzeczy nie były w stanie przeskoczyć.
Wysłanie próbek do innego laboratorium jeszcze bardziej wydłużyłoby czas oczekiwania. Dlatego musiały liczyć na to, że ich znajomi postarają się na tyle, aby faktycznie zapewnić im jakieś odpowiedzi w jak najkrótszym czasie i oszczędzą im niezmiernie długiego czekania.
Zgodziła się, bo wiedziała, że na tym etapie nic się nie zmieni. Jeśli coś się stanie i tak zostanie wezwana. Miała przy sobie wiecznie telefon, gotowa na odebranie ważnych wieści. Mogła zatem swobodnie zmienić swoje położenie i wziąć ze sobą odpowiednie materiały do przejrzenia.
Przymknęła na chwilę oczy, czując jej usta na swojej skórze i mruknęła z zadowoleniem. Cholera jasna. Chętnie zasnęłaby po prostu w jej ramionach i pozwoliła sobie na odrobinę odpoczynku, ale nie nadeszła jeszcze na to odpowiednia pora.
- Zrobię tak, żeby było dobrze - odparła, bo zapewne każda z nich miała w tej chwili nieco inną definicję niezbędnych dokumentów.
Cofnęła rękę, pozwalając na to, aby koronerka uciekła z jej gabinetu. Odwzajemniła ten przyjemny pocałunek i sama miała zacząć zbierać swoje rzeczy, ale rzecz jasna coś jak zwykle musiało się spierdolić.
Dokładnie wiedziała, co czekało ją w momencie, gdy tylko młody funkcjonariusz pojawił się w drzwiach. Pełne niezadowolenia warknięcie nieopatrznie wyrwało się z jej gardła, gdy tylko usłyszała, co miał jej do przekazania. Czyli jednak. Kurwa mać.
- Będę tam za kilka minut - odpowiedziała, zbierając jedynie najważniejsze rzeczy z biurka i ruszyła w kierunku drzwi. - Weź sprzęt i widzimy się na miejscu.
Normalnie zaczekałaby na koronerkę, ale nie chciała marnować czasu na schodzenie do prosektorium. Wolała od razu udać się do pobliskiego parku i jak najszybciej przejąć kontrolę nad sytuacją.
Ich morderca nie próżnował. Nie zdążyli nawet dobrze przeanalizować śladów z pierwszych dwóch morderstw, a już rzucono im trzecią ofiarę. Swanson była szczerze wykończona, ale w tym momencie uderzyła w nią nowa dawka adrenaliny, która zapewne będzie ją napędzać jeszcze przez kilka najbliższych godzin. Później po prostu padnie gdzieś nieprzytomna, a jej sny zaczną przypominać raczej marne delirium niż faktyczny odpoczynek. Doskonale znała ten stan, gdy musiała pozwolić sobie na przerwę, ale pomimo leżenia w łóżku nie opuszczały ją myśli na temat prowadzonego śledztwa. To będzie prawdziwa męczarnia...
zaylee miller