ODPOWIEDZ
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


027.
she had a plan
he didn't know about


Wrzesień, 2024
18:54

Dźwięk szpilek odbijających się o idealnie wypolerowaną posadzkę wybrzmiał dookoła, dogrywając się do rytmicznej melodii z głośników, kiedy Stewart weszła do klubu. W środku tygodnia nie było tu dużo ludzi — stałe grupki znajomych, zorganizowane wyjścia z pracy facetów w garniakach i spotkania biznesowe, które miały pójść łatwiej w towarzystwie dobrej szkockiej i drogiego rumu. Nieczęsto nosiła sukienki, a jednak tego dnia przyodziała się w najlepszą, jaką miała — obcisłą czerwoną, która nie tylko podkreślała ciało ale i jej ognisty temperament. Włosy rozpuściła, kręcąc je delikatnie, wszystko doprawiając równie krwistą szminką. Nagle o wiele bardziej pasowała do tego miejsca dla bogaczy. Jakby tu faktycznie należała. Była częścią tego skurwiałego świata, w którym wszystko dało się kupić za pieniądze. Nie przyszła tu jednak żeby się bawić, czy sprawdzać tą teorie. Miała robotę do zrobienia.

19:28

Obserwowała go już od jakiegoś czasu. Nie była pewna, ile minut dokładnie minęło, jednak wystarczająco długo, by upewnić się, że wszystko szło zgodnie z planem. Grupka mężczyzn jak co czwartek spotykała się przy loży najbliżej schodów, by rozmawiać o interesach i kryzysach. Większość z nich miała może po czterdzieści, pięćdziesiąt lat i włosy doczepiane prosto z Turcji. Był wśród nich również on — Lorenzo Lawrence. Człowiek, który chociaż dla policji wciąż był poniekąd zagadką, tak na ten moment wydawał się jedynym osobnikiem, który miał jakikolwiek związek ze sprawą morderstwa. Czyniło go to również jedyną osobą, która mogła im pomóc w śledztwie. Eliot jak na naczelnika przystało — w dodatku narwanego — od razu chciał zgarniać go na komisariat i rozmawiać w sali przesłuchań. Pilar jednak miała na to nieco inny plan. O wiele bardziej… kameralny.

19:31

Nagłe szuranie krzeseł przecięło muzykę, a wzrok Stewart powędrował w stronę loży. Koniec spotkania. Zeskoczyła z wysokiego stołka i szybko zamówiła u barmana kolejną porcję Martini. Pod pretekstem zapłaty, odwróciła się na moment w ich kierunku, odszukując wzrokiem Lorenzo. Korzystając z faktu, że skierował się jeszcze do toalety, naciągnęła bardziej sukienkę i przewiesiła torebkę przez ramię, wyczekując na odpowiedni moment. A potem wszystko poszło już jak po sznureczku: kiedy Enzo przechodził wzdłuż baru, Pilar w odpowiednim momencie odwróciła się z drinkiem, jakby chciała odejść od lady, wpadając prosto na niego. A raczej sprawiając wrażenie, jakby to on wpadł na nią, bo całe Martinii, które wcześniej było w cieniutkim szkle, teraz znajdowało się na jej piersiach i brzuchu.
Ah mierda — rzuciła pod nosem, bardziej do siebie niż do niego, spoglądając w dół na cały chaos, który właśnie się wydarzył, chociaż przecież Enzo doskonale znał hiszpański. Rozstawiła ręce szeroko, by już nikogo więcej nie ochlapać. Dopiero po chwili podniosła na niego ciemne spojrzenie. — Wybacz, nie widziałam cię — powiedziała spokojnie, malując na twarzy delikatny, zaczepny uśmiech, im dłużej mu się przyglądała wielkimi, brązowymi oczami. — Ale skoro jednego już zmarnowałam w tak mało efektywny sposób, może kolejnego wypijesz ze mną? — zaproponowała, nawet na moment nie ściągając z niego swojej pełnej uwagi.

Enzo Lawrence
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Two.


Miasto niknęło za kotarą zbliżającego się wieczora. Słońce zachodzące nad Ontario odbijało się od tafli wody, przyprószając ją złotem. Mieszkańcy miast wracali do domów z zamiarem odpoczynku po dłużącym się dniu. Prawdopodobnie większość marzyła o zjedzeniu kolacji, przebraniu się i położenia do łóżka. A jeśli nie większość, to przynajmniej część. Wśród tych ludzi byli też ci, którzy korzystając z wolnego popołudnia, raczyli się dobrodziejstwami oferowanymi przez nocne życie miasta rozpoczynające się chwilę przed zmrokiem. Spotkania towarzyskie przekładane z tygodnia na tydzień, w końcu miały okazję dojść do skutku. Lawrence należał do tych osób przekładających jedno z takich spotkań. W ostatnim czasie nie miał głowy do rozwijania sieci biznesowej, ani rozmów z kontrahentami. Zbyt zajęty szukaniem Chloe i odnalezieniem dowodów na niewinność klienta, który w ostatnim czasie się z nim skontaktował, zaniedbywał resztę obowiązków. Odkładał je na bok, skupiając się na nowym celu. Poszukiwania Chloe również stanęły w miejscu. Dziewczyna się rozpłynęła, o ile można było tak powiedzieć. Wiedział, że przebywała w Toronto, ale żeby ją odnaleźć, potrzebował informatorów. Zabawne, że w podmieście główną walutą były informacje. Plotki rozchodzące się po klubach i miejscowych barach potrafiły być pomocne — oczywiście po odpowiednim sprawdzeniu ich wartości. Niektóre były po prostu pustymi zdaniami pozbawionymi jakiegokolwiek znaczenia. Ludzie dopowiadali własne historie, przerabiali kilka razy pierwowzór i utrudniali ich weryfikację. Podążanie za nimi przypominało szukanie igły w stogu siana. Tyle, że Enzo był uparty. Jeśli istniał, choć cień szansy na to, że między słowami udałoby mu się znaleźć jakieś wskazówki dotyczące miejsca pobytu Wilson, był skłonny poruszyć piekło, by to zrobić. Między innymi dlatego tego wieczoru, przed godziną siódmą, pojawił się w klubie dla szanowanych biznesmenów i bogaczy.
Wystrojeni w dziwne obcisłe garnitury, marynarki i spodnie z idealnie wyprasowanymi kantami, wyglądali, jakby byli wyrwani z magazynów modowych z lat osiemdziesiątych. Rozumiał, że gust mężczyzn starszych od niego o mniej więcej dwadzieścia parę lat mógł być zgoła inny niż ten jego. Niektórzy nie szli z duchem czasu, woleli tkwić w latach, które uznawali za wygodne. Obserwując ludzi, nietrudno było wywnioskować, że lubili stagnację. Chęć zmian przychodziła im z trudem; z jednej strony nie było w tym nic dziwnego. Z drugiej, gdyby wszyscy mieli tak zamknięte umysły, świat wciąż nie wyrwałby się spod egidy ery kamienia łupanego. Postęp był potrzebny. Gdyby nie nowe technologie i możliwości, wiele systemów byłoby zawodnych. Podobno wszystko zmierzało w dobrą stronę. Oby tak było.

Idąc wzdłuż rozciągającego się przy ulicy budynku klubu, trzymał między palcami prawej dłoni papierosa. Obracał go co chwila i wsuwał ponownie do ust, zaciągając się nim głęboko. Nijak nie pasował do towarzystwa, z którym miał się spotkać. Obserwując go z boku, nietrudno było zauważyć, że wyróżniał się na tle elegancko ubranych mężczyzn. Garniturów ani koszul nie nosił. Chyba że sytuacja go do tego zmuszała. Stawiał w głównej mierze na wygodę. Spotkanie, na którym miał się stawić, było dość ważne z punktu widzenia rozwoju firmy; tyle że jemu na tym nie zależało. To była tylko przykrywka. Dzięki własnej firmie mógł pozwolić sobie na pracę w cieniu. Wywiązywał się ze swoich obowiązków i nie wzbudzał podejrzeń. Przynajmniej starał się tego nie robić. Z wprawą i precyzją czyścił po sobie wszelakie ślady obecności w sieci. Nie potrzebował dodatkowych kłopotów. Wystarczył mu konflikt z ojcem, nie chciał wchodzić w drogę również policji. Na spotkanie z niejakim Anthonym szedł nieświadomy tego, że policja już wpadła na jego trop. Nie wiedział, że był pod obserwacją — choć intuicja kazała mu się odwrócić i spojrzeć za siebie. Wolał mieć święty spokój. Skoro nikogo nie zauważył, uznał, że był sam.
Spotkanie ciągnęło się w nieskończoność. Siedział znudzony w miejscu dla vipów, popijając jednobarwny alkohol ze szklanki. Niewiele się odzywał. W tym momencie był tylko słuchaczem. Wtrącał się, gdy mógł światło stwierdzić, że był zaznajomiony z tematem. Wszystko w tym miejscu było przesadzone. Ten cały prestiż i kanapy, które gdyby tylko mogły, opływałyby złotem. Wypachnieni drogimi wodami kolońskimi mężczyźni po pięćdziesiątce i te kelnerki kręcące się wokół stolika. Musiały udawać choć trochę zainteresowania, żeby dostać napiwki. Ostatecznie ludzkie wartości i moralność dało się wycenić przy pomocy pieniędzy. W poszukiwaniu łatwego zarobku niejeden zaprzedałby duszę diabłu. Enzo wysłuchując przekomarzanek starszych od siebie mężczyzn, sprzedałby ją za ciszę i spokój. Z całej trójki to Anthony interesował go najbardziej i to właśnie jemu zamierzał poświęcić więcej uwagi. Słyszał, że ten szanowany biznesmen, właściciel kilku hoteli o nieciekawej opinii, lubił udzielać schronienia przestępcom. Gdyby nie te pogłoski, nie byłoby Lorenzo. Po zakończonym spotkaniu podniósł się z miejsca, żegnając się uściskiem dłoni z mężczyznami. To oni jako pierwsi opuścili klub — on zamierzał jeszcze zostać. Wypicie kilku dodatkowych szotów przed godziną ósmą było doskonałym pomysłem. Zszedł schodami prowadzącymi na parter. Tam znajdywał się parkiet i grupa pochłoniętych tańcem osób. Jego interesował tylko bar. Przecisnął się przez niewielką grupkę z nadzieją, że po drodze nie spotka go żadna niespodzianka.
A jednak się pojawiła.
Przybrała formę kobiety w czerwonej sukience. Nie był pewien, czy to on wpadł na nią, czy może ona na niego — choć drink spływający po jej biuście i brzuchu sugerował, że wypadek leżał po jego stronie. Spomiędzy jego ust wyrwał się dźwięk przypominający prychnięcie; rozbawiona reakcja spowodowana przekleństwem w języku hiszpańskim, które usłyszał.
— Culpa mía, ja ciebie też nie — A powinienem, dodał w myślach, przesuwając łagodnym spojrzeniem po sylwetce kobiety. Ostatecznie zatrzymał spojrzenie na wysokości jej oczu; zaczepne, może nieco osobliwe, zupełnie jak jej uśmiech. Z kobietami bywało różnie. W pierwszym momencie nie był pewien, co do tego, w jaki sposób się zachowa. Był przygotowany na odstawienie akcji rodem z tureckiej telenoweli. Spotkał się z miłym rozczarowaniem. Nieznajoma nie podniosła głosu, nie zrzuciła na niego winy. Zareagowała ze spokojem, którego zabrakłoby niejednej przewrażliwionej na punkcie swojego wyglądu kobiecie. — Wiesz, tak ostatecznie to martini wylądowało w dość intrygującym miejscu.
Słysząc propozycję, zsunął spojrzenie z jej twarzy, by przenieść je na chwilę w stronę baru. Westchnął cicho, teatralnie, jakby próbował podjąć najtrudniejszą decyzję tego wieczora. Wsunąwszy dłonie do kieszeni, przybrał nonszalancką pozycję. Niektórych ten sposób stania drażnił. Wmawiali sobie, że oznaczał brak szacunku — jemu było tak po prostu wygodniej.
— I jesteś pewna, że mokra sukienka nie będzie ci przeszkadzać? — Nie był co do tego pewien, próbował ją wybadać. Kobieta sprawiała wrażenie pewnej siebie i zdecydowanej. Skoro ona nie miała wątpliwości, to dlaczego on miałby je mieć?
— W każdej innej sytuacji bym odmówił. Ale tym razem zrobię wyjątek. Postawię ci to martini. W ramach odkupienia win zaproponował, wskazując otwartą dłonią miejsce przy barze. Przepuścił ją przodem. Mogła wybrać sobie miejsce, które jej odpowiadało. Mógł się dostosować; jemu było wszystko jedno czy usiądą przy końcu baru, czy bliżej miejsca, w którym muzyka rozbrzmiewała dużo głośniej.
Przysiadł obok Pilar, opierając ręce o blat. Barman krzątający się za ladą przygotowywał drinka. Zapach świeżo wyciśniętego soku z cytryny unosił się w powietrzu. Stojący obok shakera sok pomarańczowy i butelka blue curaçao sugerowały, że barman mógł pracować nad neon citrus rush. Kolorowym drinkiem idealnie pasującym do klubowego vibe’u. Orzeźwiający, egzotyczny drink mógł stać się hitem tej imprezy.

Pilar Stewart
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W życiu Pilar nie było przypadków.
Wszystko co robiła, było wcześniej starannie zaplanowane. Miała analityczny umysł. Nagminnie szyła w głowie różne wariacje scenariuszy, które potencjalnie mogły się wydarzyć. Lubiła przecież być gotowa na wszystko. Połowa życia spędzona w bidulu i lata w policji sprawiły, że potrafiła manipulować rzeczywistością. Zaplanować czynności, które doprowadzą ją do miejsca, które potrzebowała. Dokładnie tak samo było z drinkiem, który tego wieczoru skończył na jej piersiach.
Czuła, jak zimna ciecz wraz z lodem, spływa po rozgrzanej skórze, a czerwony materiał sukienki wchłania w siebie nadmiar wilgoci. Może i nie było to najbardziej przyjemne uczucie, ale przecież Pilar nie miała w sobie nic z damy. Nawet gdyby nic od niego nie chciała i tak nie zrobiłaby z tego afery. Ale chciała. Potrzebowała informacji. Jednak żeby je zdobyć, musiała pierwsze znaleźć się z Lawrencem w jakimś ustronnym miejscu.
Osobiście wolałabym, żeby skończyło w moim gardle — odpowiedziała od razu, intencjonalnie kładąc nacisk na ostatnie słowo, przy okazji przyglądając mu się uważnie. — Ale podobno jak się nie ma co się lubi… i takie tam — machnęła ręką, nawet nie kończąc, jasno dając znać, że przecież nie było to istotne, a poza tym oboje wiedzieli co miała na myśli.
Martini oczywiście.
Uniosła wysoko brew, gdy spytał, czy była pewna, że mokra sukienka nie będzie jej przeszkadzać.
Mi nie — uśmiechnęła się delikatnie, na krótką chwilę spuszczając wzrok na własne piersi, przez automatycznie i ciemne oczy Enzo musiały tam zawędrować. Materiał faktycznie był ciemniejszy praktycznie na całej szerokości, a gdzieś pośrodku nawet ostała się samotna oliwka nabita na cieniutką wykałaczkę. Stewart uniosła dłoń, by zgarnąć ją między palce, a następnie ściągnęła owoc z patyka i uniosła do czerwonych ust. — No chyba, że tobie będzie — dodała, po czym zjadła oliwkę na jego oczach. W końcu nie chciała, żeby się rozpraszał? Bardzo chciała. Dlatego gdy tylko oznajmił, że postawi jej drinka, uśmiechnęła się szeroko, lekko triumfalnie i zaraz opierała o chłodny blat, czekając, aż Enzo przywoła barmana.
Jesteś stąd? — zagadała, wyrzucając łokieć na blat i przysuwając się do niego nieznacznie bliżej. — Mam wrażenie, że słysze akcent — tak naprawdę gówno słyszała, ale przecież dobrze wiedziała, że nie urodził się w Toronto. Pomimo jego egzotycznej urody, na wygląd nie było się co podawać. W końcu sama była idealnym przykładem tego, że odcień skóry nie zawsze pasował do miejsca urodzenia.
Facet za ladą w końcu postanowił się do nich pofatygować, a Pilar gestem ręki dała Enzo jasno do zrozumienia, że sam mógł wybrać dla niej drinka. Nigdy nie wybrzydzała w alkoholach. Akurat w tych kwestia bardziej przypominała faceta i im mocniejszy trunek, tym bardziej jej smakował. Obserwowała uważnie, jak mężczyzna w białej koszuli przyjmuje zamówienie i nim jeszcze się odwrócił, Pilar wyrwała się do przodu, osadzając dłoń na przedramieniu Enzo.
Będziemy w loży na górze — oznajmiła, wolną dłonią wskazując stoliki na piętrze, a kiedy pracownik baru skinął głową, Stewart przeniosła spojrzenie na swojego nowego towarzysza i wymownym gestem zachęciła go do tego, by ruszył za nią po schodach.
Na piętrze praktycznie nie było nikogo. Kilka pojedynczych stolików było okupowanych przez naprutych już do granic możliwości facetów w garniakach, którzy ostatkami sił próbowali jeszcze prowadzić jakiekolwiek konwersacje. Pilar na szybko odszukała wzrokiem stolik najbardziej skryty w cieniu, gdzieś na samym końcu pomieszczenia, gdzie światło nadawała jedynie samotna, wolnostojąca lampka.
Tutaj? — spytała z grzeczności, jakby faktycznie dawała mu jakikolwiek wybór, a potem rozsiadła się wygodnie. — Zdradzisz mi swoje imię? — to również już znała, ale przecież dobre maniery wymagały tego, by zapytać, prawda?

Enzo Lawrence
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Większość relacji w jego życiu zaczynała się od przypadku. Ludzie, których nie znał, zagadywali do niego, prosząc o pomoc — albo o chwilę przyjemności, jeśli były to kobiety. Głównie te o jasnej karnacji i włosach, które kolorem przypominały złoty, plażowy piasek i zachód słońca nad morzem. Traktowały go jak cud i wiedział, że było to spowodowane latynoską urodą. Zapewne marzyły o płomiennym romansie rodem z książek Blanki Lipińskiej, ale Enzo ze swoją osobowością dużo bardziej przypominał górę lodową niż gorącego latynosa. Pole jego widzenia zwężało się do jednej, może dwóch kobiet i obydwie były nieosiągalne zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie — choć o emocjach mógłby napisać tyradę, albo raczej o braku emocji. Opanowany. Spokojny i zabójczo precyzyjny. Zanim cokolwiek zrobił, musiał to na chłodno przekalkulować i sprawdzić, jakie korzyści płynęłyby z podjętej decyzji. Zarzekał się, że nie będzie oceniał wartości ludzi po tym, co oferowali, lecz czas go sprecyzował. Rozumiał, że nie wszystkie relacje były ważne — rzekłby nawet, że większość była zbędna. Preferował samotność i ciszę. Angażowanie się w cokolwiek nawet nie leżało w okręgu jego zainteresowań. Przemoczona sukienka już tak, jak okazało się chwilę później, gdy mimowolnie zsunął wzrok na biust Pilar.
Rozpraszała go swoją osobą i wyglądem, czego nawet nie ukrywał. Czerwona sukienka leżała na niej bardzo dobrze. Podkreślała talię, biust, biodra... A ta wilgotna plama rozlana po materiale, dodawała jej zadziorności, którą ciężko było zignorować nawet jemu. Nieszczególnie wylewnemu człowiekowi, który nie znał pojęcia spontaniczności, bo trzymał się ustalonych wcześniej zasad. Gdzie się podziało to ograniczone pole widzenia, w którym była tylko Wilson i jego była ze studiów? Niemal poczuł się sobą zażenowany, gdy do jego świadomości dotarł pewien fakt. Mianowicie taki, że im śmielsza kobieta, tym bardziej wyłączał zdrowy rozsądek. Chociaż i tak próbował zawzięcie ze sobą walczyć — podwyższona ilość testosteronu nie pomagała w logicznym myśleniu. A logika mu podpowiadała, że choć Pilar była kurewsko atrakcyjna, to sobie z nim pogrywała — dlatego musiał trzymać poziom.
I nie ulec prowokacji.
Przyglądał się z dozą dystansu i rozbawienia, gdy w ten śmiały sposób przykładała oliwkę do ust. Czerwonych. Nie wierzył w przypadki — kobiety rzadko kiedy działały bez powodu. Czerwień była wyborem. Świadomym. Przyciągała wzrok, prowokowała skojarzenia, których większość mężczyzn nawet nie próbowała analizować. On analizował wszystko. I właśnie dlatego wiedział, że to nie był przypadek. Gdyby miał w sobie więcej wstydu czy niepewności, zapewne odwróciłby spojrzenie, bo poczułby się
s k r ę p o w a n y jej śmiałym zachowaniem. Ale nie, jego to kręciło.

— Przeszkadzać? Nie. Będzie mnie rozpraszać przyznał z lisim uśmiechem. Nie było w tym stwierdzeniu żadnego błyskotliwego spostrzeżenia, stwierdził tylko suchy fakt, który z całą pewnością obydwoje dostrzegli. Pilar była świadoma swoich atutów. I dobrze to o niej świadczyło.
Różnorodność drinków oferowanych przez barmana zbiła ciemnowłosego na chwilę z pantałyku. Nie znał upodobań swojej nowej, wciąż bezimiennej koleżanki. Zerkając na nią z ukosa, przywodziła mu na myśl kobietę, której mogłyby zasmakować egzotyczne drinki. Takie z feerią smaków pieszczących podniebienie swoją różnorodnością i ilością doznań. Z drugiej strony, sam ten pomysł wydawał mu się tak cholernie beznadziejny i prosty, że aż grzeszny. A wolałby zgrzeszyć inaczej, niekoniecznie poprzez częstowanie jej typowo kobiecym drinkiem. Dobrze, Enzo. Spróbujmy w ten sposób. — pomyślał, prosząc barmana. Postawił na double shot kamikaze. Podwójne proporcje każdego z alkoholi w małym kieliszku? W dodatku sześć sztuk na tacy? Idealnie.
— Z Mediolanu — odparł konkretnie. Osoba znajdująca się obok niego mogłaby dostrzec w nim nieruchomy posąg. Twarz bruneta nie zdradzała zbyt wielu emocji. Sprawiał wrażenie kogoś, komu było wszystko jedno, co się dalej wydarzy. Zareagowałby, gdyby ktoś go zaczepiał, bądź próbował szukać na siłę problemu. Dopóki nic mu nie zagrażało, po prostu był. Bardziej jako cień niż człowiek, ale był.
Odwrócił głowę w stronę Pilar, czując jej dłoń na swoim ramieniu. Zrozumiał ten gest i bez słowa sprzeciwu podniósł się z miejsca. Barman przyjął słowa kobiety i zanotował w myślach, zerkając jeszcze w stronę Pilar, gdy szła w kierunku loży. Faceci. Im bardziej ustronne miejsce, tym milej.
— Lorenzo. A teraz ty zdradź mi swoje. Chyba że mam zacząć zgadywać, hm? — prawdopodobnie i tak by nie zgadł. Imię nie było żadnym sekretem. Takich Lorenzo jak on w Toronto na pewno było wielu. Wyróżniało go to, że prawdopodobnie tylko on zajmował się tuszowaniem skandali i oczyszczaniem kryminalistów z zarzutów.
— Nudzi mi się, wiesz? Może w coś zagramy? Na przykład w prawdę? Wiesz. Rzucamy trzema pytaniami, albo stwierdzeniami, a druga osoba mówi, co jest kłamstwem, a co nie — zaproponował, przeciągając spojrzeniem po jej twarzy z wyraźnym zainteresowaniem. Kącik jego ust uniósł się lekko, jakby już znał wynik tej gry. Albo przynajmniej był pewien, że niezależnie od zasad, i tak znajdzie sposób, by ją wygrać. Oparł się wygodnie w loży, jedną rękę rozkładając swobodnie na oparciu za jej plecami, skracając dystans bardziej, niż wymagała tego sytuacja. Drugą przesunął po blacie stołu, zatrzymując palce tuż przy jej dłoni — nie dotykając, ale wystarczająco blisko, by było to odczuwalne.
— Chyba że boisz się przegrać — dodał ciszej, z nutą prowokacji, bardziej zapraszającą, niż wyzywającą.

Pilar Stewart
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała go rozproszyć.
Każdy jej ruch, gest, słowo, nawet spojrzenie w oczy było celowo wymierzone. Otulone nadmiarem kobiecości i pewności siebie, która mężczyzn albo peszyła albo kręciła. Enzo zdecydowanie należał do drugiej grupy. Wiedziała to nie tylko na podstawie głębokiego researchu, który zrobiła na jego temat, zarywając kilka nocy z rzędu, ale również łatwo szło to stwierdzić po chociażby sposobie, w jaki jego spojrzenie wodziło po jej ciele. Nie peszył się. Nawet kiedy bezczelnie bawiła się oliwką podniesioną spomiędzy własnych piersi, on nie odwrócił wzorku. Patrzył na nią jeszcze intensywniej. Z zainateresowaniem, które ona odwzajemnia na każdej płaszczyźnie.
Dużo o nim wiedziała, a jednak kiedy oznajmił, że był z Mediolanu, Pilar upewnia się, by na jej twarzy pojawiło się odpowiednie zaskoczenie. Brwi lekko uniosły się do góry, a usta wygięły w zaczepnym uśmiechu. W końcu kobiety kochały włochów, czyż nie? Wzdychały na lewo i prawo, łaknąc usłyszeć charakterystyczny włoski akcent, mówiący pięknie o miłości. Nawet przeszło jej przez myśl, aby go o to poprosić. Zagadać po włosku, zabłysnąć znajomością języka, tylko nie zdążyła, bo on już raczył ją swoim imieniem.
Spodziewała się, że skłamie. W końcu ludzie jego pokroju często chowali się przed prawdą. A jednak on postawił na szczerość.
Lorenzo — potworzyła zaraz po nim, sprawdzając, jak jego imię układało się na jej ustach, zawieszając spojrzenie na jego ciemnych oczach. — Ładnie — skwitowała, nie poświęcając temu więcej niż to jedno słowo. Może gdyby faktycznie usłyszała je po raz pierwszy, mogłaby się zachwycić, bo naprawdę było ciekawe. Gdy spytał, czy to jej będzie musiał zgadywać, zaśmiała się szczerze. — Mojego raczej byś nie zgadł, bo jest mało… Kanadyjskie — chociaż gdyby wziąć pod uwagę to, jak zostało jej ono nadane, można by się spierać, czy w ogóle miało jakąkolwiek genezę. W końcu jak mówić ładnie o imieniu, które zostało niechlujnie zapisane na pieprzonym kawałku papieru i wsadzone gdzieś pomiędzy szpitalne szmaty, w które była zawinięta, gdy własna matka porzuciła ją na wycieraczkę domu dziecka. Nie lubiła swojego imienia, a jednak nosiła je dumnie. — Pilar — wyznała w końcu, ani ma moment nie spuszczając z niego spojrzenia.
Z wyjątkową uwagą obserwowała, jak rozsiada się wygodnie. Jak jego ramie otula jej plecy, a dłoń sunie bezczelnie po stole do momentu, aż ich chciała p r a w i e się nie spotkały, chociaż ciepło dało się już odczuć na skórze. Uśmiechnęła się delikatnie na jego propozycje. Jak tak dalej pójdzie, może nawet nie będzie musiała się za bardzo starać, żeby to spotkanie poszło po jej myśli. A sposób, w jaki Enzo na nią patrzył jeszcze bardziej wszystko ułatwiał. Nawet nie musiała udawać zainteresowania.
Nie wiem — wzruszyła ramionami, unosząc jeden z kieliszków do ust. — Jeszcze nigdy nie przegrałam — rzuciła bezczelnie, po czym nawet nie czekając na niego, przechyliła zawartość szkła, wlewając szota prosto do gardła. Znajomy kwasno-gorzki posmak pozostał w ustach, kiedy jej nieznacznie przysunęła się jeszcze bliżej Enzo.
Dobra, niech pomyśle — cmoknęła. Miała w głowie kilka ciekawych faktów, które mogła mu zaprezentować, jednak większość z nich postanowiła zostawić na kolejną rundę. — Zajebiście posługuje się bronią — wbiła w niego intensywne spojrzenie. — Straciłam dziewictwo ze swoim nauczycielem od historii — przy prezentowaniu drugiego nawet brewka jej nie drgnęła. Twarz miała niewzruszoną. Może i nie grała dużo w pokera, ale doskonale wiedziała, jak trzymać nerwy na wodzy. — Miałam już trzy razy złamaną rękę z przemieszczeniem — dokończyła, przesuwając łokieć, który opierała na ściance kanapy nieco w przód, by całkiem przypadkiem zetknął się z jego przedramieniem. — Zaspokoiłam nieco twoją n u d ę? — dopytała, przy okazji niecierpliwie postukując paznokciami o stolik w oczekiwaniu na werdykt, podanie kłamstwa a także jego faktów. Właściwie tego ostatniego była najbardziej ciekawa.

Enzo °❀⋆.ೃ࿔*:・
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierzał kłamać w sprawie tak oczywistej, jaką było jego imię. Mógł wybrać każde inne, mógł nie udzielić odpowiedzi wcale, ale odparł szczerze — bo dla niego imię było tylko imieniem i nie przykładał do niego zbyt dużej uwagi. Wiedział, że osoba doświadczona w robieniu internetowego riserczu, mogłaby go po nim odnaleźć, ale nieszczególnie mu to przeszkadzało. Raczej nie krył się ze swoją tożsamością. Prowadził własną małą firmę, powołując się na wymyślone nazwisko, ale imię? Zbyt błahe, by je zmieniać dla źródła wątpliwych pieniędzy. W razie komplikacji zadbałby o nowe imię i nazwisko, ale jak na razie — oby jak najdłużej — nie ściągnął na siebie uwagi nikogo odpowiedniego. Nie licząc kobiety w czerwieni, którą w tym momencie obczajał w klubie, jakby była eksponatem wystawionym na pokaz. Różnica była taka, że eksponatów się nie dotykało, a Pilar zdawała się przykładać dużo uwagi do tego, by o ten kontakt fizyczny nieco zadbać. A on nie oponował, powtarzając jej imię, jakby sprawdzał, czy w jego ustach wybrzmi, choć po części tak intrygująco, jak w tych jej. Nie zabrzmiało. Dużo przyjemniej rozbrzmiało ciepło jej dłoni tuż obok jego palców — gra pozorów, tak by to nazwał. Odnosił wrażenie, że nie chodziło o zwykły flirt. Intuicja podpowiadała mu, by spojrzał na tę kobietę z dozą ostrożności. Nie miał co do tego pewności, ale wbudowany w system mechanizm nieufności załączał się niemal za każdym razem, gdy poznawał kogoś nowego. Nie mógł się odsłonić nawet przed atrakcyjną kobietą — zwłaszcza przed atrakcyjną kobietą. Kobiety przyciągające uwagę oznaczały kłopoty. To je najczęściej wystawiali detektywi przyjmujący zlecenie od podejrzewającej męża o zdradę żony i to te kobiety opanowały zdolność manipulacji do czystej perfekcji. Działały jak pajęczyce przyczajone w ciemnościach. Czekały cierpliwie na chwilę, w której naiwny samiec wpadnie w ich sidła. Lorenzo nie był naiwny, przynajmniej starał się taki nie być.
Lawrence nie odezwał się od razu.
Siedział rozparty w kanapie z tą charakterystyczną dla siebie swobodą człowieka, który nawet w obcych miejscach zachowywał się tak, jakby należały do niego. Jedno ramię nadal opierał za jej plecami, palce drugiej dłoni leniwie obracały pusty kieliszek po blacie stolika. Z cichym stuknięciem odstawił szklankę na blat, gdy Pilar wypowiedziała ostatnie słowa. Przez moment tylko na nią patrzył. Nie na jej usta. Nie na odsłonięty biust. Nie na kolana czy uda. Prosto w oczy; jakby próbował ściągnąć z niej kolejne warstwy bez użycia rąk. Kącik jego ust minimalnie drgnął. Wyglądał na kogoś, kogo trudno było zaskoczyć, ale lubił, gdy druga osoba próbowała to zrobić. Zrobiło się ciekawiej. Mruknął z uznaniem, przesuwając palcem wskazującym i kciukiem po kilkudniowym zaroście.
— Dobra, teraz masz moją pełną uwagę — miała ją już wcześniej, ale w tym momencie był gotowy na kolejny krok w tej zabawie. Przyglądał się jej z większą uwagą. Nie próbował nawet ukrywać, że analizował każdy szczegół. Rytm stukających paznokci. To, jak specjalnie ocierała się o jego przedramię. Nawet sposób, w jaki wypowiadała poszczególne słowa. Trochę prowokacyjnie, trochę z wyzwaniem.

Widział kobiety, które flirtowały dla zabawy.

Widział takie, które robiły to dla pieniędzy.

I takie, które chciały czegoś znacznie gorszego.

Pilar nie pasowała mu do żadnej z tych kategorii tak w pełni.


Nachylił się w jej stronę, gdy Pilar, podsuwając mu fakty i kłamstwa otarła się o jego przedramię.
Woń jej perfum stała się znacznie wyrazistsza niż chwilę temu, choć ich zapach już wcześniej dawało się wyczuć. Opuszkami palców musnął jej odsłonięte ramię i kark, jakby próbował zgarnąć jej włosy. Lubił pogrywać w taki sposób, niezbyt czysty. Intrygowały go reakcje na śmiałe, ocierające się o bezczelność gesty. I intrygowały go kobiety pokroju Pilar. Kobiety, które siadały tak blisko obcych mężczyzn, zerkały na nich w ten sposób i jeszcze mówiły, że nie przegrywają, był albo cholernie pewne siebie, albo lubiły ryzyko. Enzo miał słabość do obydwóch tych rzeczy.
— Broń jest prawdą. Ręka? Możliwe też. Wbrew pozorom zdarza się to dość często. Zwłaszcza jak nie jest się ostrożnym — przytyk do jej śmiałości? — Ale nauczyciel historii, serio? To brzmi jak coś, co wymyśliłaś na szybko, żeby sprawdzić, czy mnie przekona. Obstawiam, że to fałsz — przyznał, pocierając kciukiem wargę, jakby zastanawiał się nad dalszą częścią wypowiedzi.
— Chociaż jeśli okaże się prawdą, będę miał bardzo dużo pytań, co do systemu edukacji i twojego sposobu na przechodzenie do następnych klas — mówiąc to, uśmiechnął się wyraźniej. Krótko. Może nieco krzywo. Niebezpiecznie, jakby właśnie układał ryzykowny plan. Następnie sięgnął po kolejnego shota. Poczekał na Pilar, by wznieść wraz z nią toast i dopiero później, jak już do niego dołączyła, opróżnił zawartość szklanki. Odstawiając ją na stół, oznajmił ze spokojem w głosie, że przyszła jego kolej. Przez moment wyglądał, jakby naprawdę zastanawiał się, które wersje siebie jej pokazać. Między innymi właśnie na tym polegały takie gry — nie na samym kłamaniu, tylko na wybieraniu prawd, które brzmiały wystarczająco źle, by pomylić je z fikcją.
— Kiedyś ukradłem komuś dwa miliony dolarów — tego w aktach by nie znalazła.
— Nigdy nie miałem problemu z pociągnięciem za spust — przechylił lekko głowę. Dłonią, opartą tuż za plecami Pilar, co rusz kreślił nieznane sobie symbole na jej odsłoniętej skórze. Muskał ją opuszkami, delikatnie, jakby od niechcenia; jakby szukał drobnej zaczepki, niż faktycznego problemu. — I potrafię rozpoznać, kiedy ktoś próbuje mnie zmanipulować mniej więcej w pierwszych trzech minutach rozmowy — no dalej, Pilar. Rozczaruj mnie i zgaduj ostrożnie, jakby od tego zależał przebieg naszej dalszej rozmowy.

lady in red
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ludzki flirt nigdy nie był bez celu.
Zawsze po coś.
Pobudki może i bywały mniejsze lub większe, bardziej dobre i te zgorszone, zgniłe do szpiku kości — zawsze jednak po coś. To nie była rzecz, którą serwowało się drugiej osobie bezinteresownie. Niektóre kobiety może i robiły do dla zabawy, jeszcze inne dla pieniędzy, a kolejne dla spełnienia… A Pilar? Pilar potrzebowała informacji. Potrzebowała odpowiednio podejść Enzo, zagadać go, w pierwszej kolejności, żeby wyczuć grunt, zdobyć jego zainteresowanie, sprawić, żeby się nią zaintrygował, wybadać, czy na pewno był sam, na czym stał, a potem… a potem będzie mogła przejść do prawdziwego powodu jej wizyty i całej tej ustawki.
Na początek jedna zajęli się grą.
Grą, którą on sam swoją drogą zainicjował. Niby nie miała aż tyle czasu, ale z drugiej strony, przecież Pilar kochała gierki, uwielbiała się dochodzić, testować granice, sprawdzać, na co właściwie mogła sobie pozwolić. I robiła to. Nie tylko słowami, które wypowiadała, spoglądając mu głęboko w oczy, ale również dotykiem mniej lub bardziej przypadkowym, kiedy to trącała łokciem jego ramię, a kolanem zahaczała o udo mężczyzny. A najlepsze w tym wszystkim było to, że Enzo zdawał się nie mieć nic przeciwko. Nie peszył się, nie uciekał. Nawet nie zauważyła momentu, w którym to on szczerze ją zaciekawił.
To możesz zacząć już zadawać te pytania, bo akurat nauczyciel był prawdziwy — oznajmiła spokojnie, kiedy Lawrence wybrał już kłamstwo. Bezczelny uśmiech ani na moment nie schodził z jej twarzy, kiedy przysunęła się nieco bliżej. — Rączki mam akurat sprawne — dodała, oznajmiając tym samym, że to złamania były kłamstwem. — Często używane i nienaruszone — akurat Pilar zawsze miała dobre kości. Co swoją drogą było bardzo ciekawe, bo często upadała. Czy to wspinając się po drzewach lub kiedy uciekała przez starszymi dzieciakami z bidula, kiedy znowu chciały podciąć jej włosy. Dużo krzywdy działo się w jej życiu, ale kości dzielnie trzymały się na swoim miejscu i nie łamały. I dobrze. Chociaż tyle.
Przyjęła kieliszek, który mężczyzna podsunął jej pod samą dłoń, oczywiście w pełni intencjonalnie muskając jego ciepłą skórę, a zaraz potem uniosła go do ust. Tym razem poczekała z wypiciem aż i Enzo wzniesie lekki toast i opróżniła zawartość jednym przechyleniem szkła. Kwaśna ciecz zalała gardło, pozostawiając charakterystyczne ciepło na długości całego przełyku, a Stewart poprawiła się na kanapie, przysuwając znowu nieznacznie bliżej, szczególnie, że dłoń Lawrenca już błądziła gdzieś po jej odkrytych plecach. Wzrok miała nieustannie wbity w jego hipnotyzujące oczy, szczególnie kiedy zaczął prawić trzy fakty o sobie.
Aż taki byłby z ciebie przestępca? — zastanowiła się na głos, zaczepiając jego łydkę czubkiem obcasa, z każdą chwilą przesuwając się coraz wyżej. Nie było tej informacji w aktach, ale czy to znaczyło, że kłamał? Nie była pewna. — Wyglądasz na takiego, co umie się posługiwać bronią, ale nie na mordercę — mówiła prawdę czy łgała? Cóż, jeśli Enzo faktycznie w trzecim fakcie nie skłamał, powinien znać odpowiedź na jej pytanie. Pilar jednak postanowiła pozostawić go bez większych wskazówek i po prostu odpowiedzieć, że… — Chociaż uważam, że każdy z nas kiedyś wydaje omylne osądy i nie da się zawsze wiedzieć, kto cię manipuluje w pierwszych trzech minutach… stawiam, że kłamstwem będzie łatwość pociągnięcia za spust — oznajmiła w końcu, wybierając fakty numer dwa. Ale szczerze? Nie była pewna. Enzo był zagadką. Nieznaną, którą miała pewien problem odczytać. A przecież na codzień też dobrze czytała ludzi. Znowu nachyliła się bliżej w jego kierunku i tym razem to ona podsunęła mu pod rękę kolejne kieliszki z napełnionym alkoholem. NIe omieszkała również rozejrzeć się dookoła, aby sprawdzić, ile właściwie ludzie siedziało dookoła nich. Na górnym piętrze byli praktycznie sami. Stuknęła swoje szkło o to jego, wlewając w siebie kolejnego szota, a swoją dłoń oparła na jego udzie. Naturalnie. Trochę jakby z przypadku, a trochę jednak jakby chciała, żeby ona znalazła się właśnie tam. A kiedy Enzo przyznał się do swojego faktu, Pilar od razu przeszła do swoich kolejnych, sama kręcąc tylko sobie znane ślaczki na materiale jego spodni.
Nigdy nie bawię się w small talki. Od razu przechodzę do rzeczy — zaczęła lekko oczywiście, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. — Nie mam dzisiaj na sobie bielizny — na fakt numer dwa uśmiechnęła się bezczelnie i… — Od jakiś pięciu minut zastanawia mnie, jak smakują twoje usta — bezpośrednio i na temat. Bez owijania w bawełnę. Mógł to słyszeć w stanowczości w jej głosie, ktora nie opuszczała jej ani na moment, mógł również zobaczyć to w jej oczach, które uwodziły. Które z każdą chwilą robiły się coraz ciemniejsze.
I chociaż powinna dać mu okazję odpowiedzieć, rozważyć wszystkie trzy opcje, wysnuć z tego jakieś w nioski i zastanowić się, co z tego było kłamstwem, to Pilar od razu postanowiła przejść do rzeczy i po prostu mu p o k a z a ć. Z szalejącym w piersi sercem wyrwała się do przodu i w dwóch zwinnych ruchach nie tylko znalazła się tuż przy nim, ale też przerzuciła nogę przez jego uda, sadzając się na kolanach mężczyzny. A potem wbrew wszystkiemu po prostu złączyła ich usta w pocałunku. Gorącym, ognistym wręcz. Takim, który mieszał w sobie zwieńczenie gęstej atmosfery i smak shotów na językach. Czuła, jak serce w piersi uderza mocno, a krew szaleje w żyłach. Enzo natomiast po chwili mógł poczuć, jak między ich ciałami, do cienkiego materiału koszuli, którą miał na sobie przyciska się twardy, metalowy przedmiot. A skoro umiał posługiwać się bronią, musiał doskonale wiedzieć, że było to nic innego jak p i s t o l e t. Wymierzony prosto w niego. Dociśnięty do miejsca tuż pod żebrami.
Jej ciepły, nierówny oddech odbijał się od jego polików, kiedy usta Pilar zawisły znowu tuż przy jego twarzy. Pozwoliła mu spojrzeć w dół, chociaż ona ani na moment nie ściągnęła wzroku z jego twarzy.
To teraz już może bez zbędnego pierdolenia — rzuciła spokojnie, z każdym słowem prawie zahaczając wargami o te jego. — Powiedz Enzo… zabijasz ludzi dla przyjemności czy tylko sprzątasz po mordercach?

Enzo Lawrence
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
32 y/o
For good luck!
189 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Intrygująca.
Właśnie to słowo przeszło mu przez głowę, gdy przyglądał się Pilar i sposobowi, w jaki się z nim obchodziła. Pewność siebie tej kobiety i charyzmy, które od niej biły, sprawiały, że chciał poznać ją bliżej i lepiej. Najłatwiej rzecz w słowa ubierając, po prostu mu się spodobała. Lubił kobiety pewne swojej zmysłowości, takie, które igrały z ogniem, bo najwidoczniej pragnęły się poparzyć. Nie uważał, by w tym przypadku chodziło o chwilowe zainteresowanie. Zastanawiało go tylko to, dlaczego spośród wszystkich facetów, którzy zjadali ją wzrokiem i zapewne marzyli tylko o tym, żeby postawić jej drinka, ona flirtowała akurat z nim. Gdyby miał rozdmuchane ego, być może właśnie w tym momencie byłby z siebie dumny, chwaląc w myślach swoją zajebistość i magnetyczną osobowość, skoro laska taka jak Pilar — odstrzelona w tę czerwoną, piekielnie seksowną sukienkę — nie dość, że zgodziła się na wypicie z nim kilku szotów, to dodatkowo go dotykała. Szkoda, że nie był na tyle wyluzowany, żeby faktycznie tak to odebrać. Przywykł do tego, że jeśli wzbudzał jakiekolwiek zainteresowanie, to nie było ono bezinteresowne. W pewnym momencie okazywały się, że ktoś miał wobec niego jakieś oczekiwania, a on po prostu cierpliwie czekał na ten moment, w którym druga osoba zdradzi swoje zamiary. Później odmawiał, albo się zgadzał — w zależności od tego, jaką zaproponowano mu kwotę.
— Wow, niesamowite — podsumował krótko jej wyznanie o nauczycielu. Brak wylewności nadrobił iście szatańskim uśmiechem, jakby tylko czekał na to pozwolenie na zadawanie pytań. — Jesteś całkiem ładna i nawet bystra, a i tak wolałaś przespać się z nauczycielem? Widzę, że lubisz wyłamywać się ze schematów. Co takiego w sobie miał, że dałaś mu się przelecieć? — pytanie podszyte czystą ciekawością. W teorii nie interesowało go niczyje życie seksualne, ale miał przed sobą idealny przykład kogoś na tyle odważnego (albo głupiego), żeby zadziałać pod wpływem impulsu. Domyślał się, że kręgosłup moralny Pilar albo był chwiejny, albo nie istniał. Co czyniło ją nie tylko bardziej interesującą, ale i niebezpieczną, czy może nawet podejrzaną.
Ignorowanie znaków, które dawała mu Pilar, było niemożliwe — gesty ciemnowłosej były na tyle fizyczne, że naturalnie oddziaływały na jego reakcję. Czuł czubek obcasa zaczepnie wędrujący wzdłuż jego nogi, jak i ten dystans, który przestawał istnieć za każdym razem, gdy się do niego zbliżała, albo wtedy, gdy robił to on, pozwalając sobie na typowo cielesne gesty, takie jak muskanie jej włosów, czy dotykanie odsłoniętych części jej ciała. Nie stawiała oporu, a on także nie zamierzał tego robić, skupiając się raczej na tym, by pod grą pozorów, nie kryć swojego zainteresowania.
Wydawało mu się, że ona już znała odpowiedź. Może nagiął nieco rzeczywistość z tymi trzema minutami, ale był przesadnie ostrożny, zawsze zakładał manipulację. Przestępcą tak naprawdę, by się nie nazwał. Zdarzało mu się naginać fakty, potrafił kłamać, w dodatku sprzątał po ludziach, którzy w przeciwieństwie do niego, nie znali pojęcia ostrożności. Nigdy nie ukradł nikomu takiej sumy pieniędzy. Nie był złodziejem. Potrafił posługiwać się bronią i nie miał problemów z pociągnięciem za spust, ale nigdy nie zabił człowieka — nie w sposób bezpośredni. W ich rodzinie to stary Lawrence nie stawał oporem przed takimi rzeczami. Enzo po prostu ignorował tę woń krwi, gdy ojciec wracał do domu i próbował nie widzieć czerwonych smug na białej koszuli. Tak było prościej. Przynależność do cosy nostry dawała mu przywileje, ale za przywilejami, kryła się czarna robota, którą musiał wykonywać.
Więc tak. Trafiła.
— Zgadłaś — cholera, czyżby właśnie stracił punkt?
Kolejny zestaw faktów i kłamstwa brzmiał jak… Same fakty. Od początku zachowywała się cholernie śmiało i był ciekaw, kiedy w końcu przejdzie do rzeczy. Co do bielizny nie miał pojęcia, choć, korciło sprawdzić; zwłaszcza wtedy gdy położył dłoń na jej kolanie i wsunął ją pod tą czerwoną sukienkę, zatrzymując dotyk po wewnętrznej stronie jej uda — choć nie na tyle wysoko, by osobiście się przekonać, czy kłamała. Nie zdążył odpowiedzieć. Zgodnie ze słowami „od razu przechodzę do rzeczy”, znalazła się na jego kolanach. Dłonie Lorenzo momentalnie wtargnęły pod jej sukienkę. Docisnął jej ciało bardziej do siebie, dbając o to, by poczuł na swoim torsie jej unoszącą się w oddechu klatkę piersiową i ciepło bijące od jej ciała. Zwłaszcza z jego dolnych partii, bo tak, faktycznie nie miała na sobie bielizny — zrozumiał to, gdy zsunął dłonie niżej i wsunął je pod jej pośladki, zaciskając intensywnie palce na jej skórze. Pocałunek, w którym złączyła ich usta, sprawił, że krew w jego ciele zawrzała. Uderzyła mu do głowy. Nie było w tym nic przyjemnego ani łagodnego; raczej gwałtowne przeciążenie zmysłów, od którego mięśnie stwardniały, a oddech stał się cięższy. Chciał czuć przy sobie Pilar mocniej, bardziej, intensywniej. Bo choć ten pocałunek był ogniem samym w sobie i przypominał mu o wszystkich grzechach, których się dopuścił, to wciąż było zbyt mało.
Poza tym poczuł coś więcej — i doskonale znał ten kształt oraz chłód bijący od metalu. Napór tuż pod żebrami. Pilar przerwała pocałunek, zwiększając między nimi dystans. Ciepło krążyło między nimi, mieszając się z naelektryzowanym, pachnącym alkoholem powietrzem. Przemknął spojrzeniem po jej twarzy; intensywnym, zostawiającym cholerne ślady, a zarazem chłodnym, zatrzymując je ostatecznie na pistolecie, który trzymała.

— Poważnie? Trochę szkoda. Bo akurat pierdolić to teraz bym się mógł — mruknął nieco rozbawiony, zachowując spokój nietypowy dla kogoś, kogo życie było zależne od nieujarzmionej kobiety. Wystarczyło pociągnąć za spust. Zdawał sobie sprawę ze swojego beznadziejnego położenia i w myślach był nieco na siebie wkurwiony, bo bycie zależnym od czyjegoś nastroju w żaden sposób mu nie odpowiadało. Ale co mógł zrobić? Improwizować, oczywiście. Uniósł ponownie wzrok na jej twarz. Nie śpieszył się zanadto z tym gestem, jakby przyłożony do żeber pistolet był tylko częścią tego wieczoru i wstępem do jakiejś chorej gry erotycznej, a nie czymś, co mogłoby ją zakończyć jednym ruchem palca.

Przyglądał się jej przez chwilę. Rozszerzonym źrenicom. Nierównemu oddechowi, skupiając się głównie na tych szczegółach fizycznych, nie słownych. Nie widział w tej sytuacji nic zabawnego, ale nie był z tych, co od razu panikowali. W tym popierdolonym świecie nie było miejsca na strach. Tylko na kontrolę. Nie zrobił żadnego nagłego ruchu. Właściwie, odchylił nieco głowę, zwiększając jeszcze dystans między twarzą Pilar i swoją. Nie zrzucił jej z kolan, bo ta pozycja nawet mu odpowiadała. Nawet nie zabrał rąk z dolnych partii jej ciała; i nie zamierzał tego zmieniać, dopóki sama o tym nie zadecyduje.
— Kurwa. Większość ludzi, gdy chce kogoś zastrzelić, trzyma broń dalej. Ty zrobiłaś wszystko, żeby być bliżej. Przesłuchaniem też bym tego nie nazwał… — na pewno znalazłaby inny sposób, żeby to zrobić. Enzo wrócił do wcześniej pozycji, poprawiając się nieco i wsuwając w głąb kanapy. Wodząc opuszkami po jej ciele, zapewne wywoływał dreszcz przebiegający po jej skórze. Zdążył zauważyć, że Stewart lubiła ryzyko i coś mu podpowiadało, że niezbyt stosowne zachowania, jarały ją bardziej niż te przewidywalne i odpowiednie. — Chcesz mnie sprawdzić — nachylił się w jej stronę, muskając ciepłym oddechem jej szyję. — Prawda, pani władzo? — zapytał mrukliwie.
— Gdybym zabijał dla przyjemności, byłbym mniej cierpliwy. I dużo bardziej niebezpieczny. Teraz się zastanów, czy chcesz strzelić. Bo jeśli tak, to chociaż patrz mi w oczy jak będziesz to robić. A jeśli nie, to opuść tę zabawkę i wróćmy do tej milszej części twojej osobowości — zasugerował mniej przyjemnym tonem. Był bardziej stanowczy, zaś jego spojrzenie poważniejsze i ciemniejsze, przysłonięte powagą sytuacji i niekomfortowymi pytaniami.

Pilar Stewart
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”