Ludzki flirt nigdy nie był
bez celu.
Zawsze
po coś.
Pobudki może i bywały mniejsze lub większe, bardziej dobre i te zgorszone, zgniłe do szpiku kości — zawsze jednak po coś. To nie była rzecz, którą serwowało się drugiej osobie bezinteresownie. Niektóre kobiety może i robiły do dla zabawy, jeszcze inne dla pieniędzy, a kolejne dla spełnienia… A Pilar? Pilar potrzebowała
informacji. Potrzebowała odpowiednio podejść Enzo, zagadać go, w pierwszej kolejności, żeby
wyczuć grunt, zdobyć jego zainteresowanie, sprawić, żeby się nią zaintrygował, wybadać, czy na pewno był sam, na czym stał, a potem… a potem będzie mogła przejść do prawdziwego powodu jej wizyty i całej tej ustawki.
Na początek jedna zajęli się grą.
Grą, którą on sam swoją drogą zainicjował. Niby nie miała aż tyle czasu, ale z drugiej strony, przecież Pilar kochała gierki, uwielbiała się dochodzić, testować granice, sprawdzać, na co właściwie mogła sobie pozwolić. I robiła to. Nie tylko słowami, które wypowiadała, spoglądając mu głęboko w oczy, ale również
dotykiem mniej lub bardziej przypadkowym, kiedy to trącała łokciem jego ramię, a kolanem zahaczała o udo mężczyzny. A najlepsze w tym wszystkim było to, że Enzo zdawał się nie mieć nic przeciwko. Nie peszył się, nie uciekał. Nawet nie zauważyła momentu, w którym to on szczerze ją
zaciekawił.
—
To możesz zacząć już zadawać te pytania, bo akurat nauczyciel był prawdziwy — oznajmiła spokojnie, kiedy Lawrence wybrał już
kłamstwo. Bezczelny uśmiech ani na moment nie schodził z jej twarzy, kiedy przysunęła się nieco bliżej. —
Rączki mam akurat sprawne — dodała, oznajmiając tym samym, że to
złamania były kłamstwem. —
Często używane i nienaruszone — akurat Pilar zawsze miała dobre kości. Co swoją drogą było bardzo ciekawe, bo często
upadała. Czy to wspinając się po drzewach lub kiedy uciekała przez starszymi dzieciakami z bidula, kiedy znowu chciały podciąć jej włosy. Dużo krzywdy działo się w jej życiu, ale kości dzielnie trzymały się na swoim miejscu i nie łamały. I dobrze. Chociaż tyle.
Przyjęła kieliszek, który mężczyzna podsunął jej pod samą dłoń, oczywiście w pełni intencjonalnie muskając jego ciepłą skórę, a zaraz potem uniosła go do ust. Tym razem poczekała z wypiciem aż i Enzo wzniesie lekki toast i opróżniła zawartość jednym przechyleniem szkła. Kwaśna ciecz zalała gardło, pozostawiając charakterystyczne ciepło na długości całego przełyku, a Stewart poprawiła się na kanapie, przysuwając znowu nieznacznie bliżej, szczególnie, że dłoń Lawrenca już błądziła gdzieś po jej odkrytych plecach. Wzrok miała nieustannie wbity w jego hipnotyzujące oczy, szczególnie kiedy zaczął prawić
trzy fakty o sobie.
—
Aż taki byłby z ciebie przestępca? — zastanowiła się na głos, zaczepiając jego łydkę czubkiem obcasa, z każdą chwilą przesuwając się coraz wyżej. Nie było tej informacji w aktach, ale czy to znaczyło, że kłamał? Nie była pewna. —
Wyglądasz na takiego, co umie się posługiwać bronią, ale nie na mordercę — mówiła prawdę czy łgała? Cóż, jeśli Enzo faktycznie w trzecim fakcie nie skłamał, powinien znać odpowiedź na jej pytanie. Pilar jednak postanowiła pozostawić go bez większych wskazówek i po prostu odpowiedzieć, że… —
Chociaż uważam, że każdy z nas kiedyś wydaje omylne osądy i nie da się zawsze wiedzieć, kto cię manipuluje w pierwszych trzech minutach… stawiam, że kłamstwem będzie łatwość pociągnięcia za spust — oznajmiła w końcu, wybierając fakty numer dwa. Ale szczerze? Nie była pewna. Enzo był
zagadką. Nieznaną, którą miała pewien problem odczytać. A przecież na codzień też dobrze czytała ludzi. Znowu nachyliła się bliżej w jego kierunku i tym razem to ona podsunęła mu pod rękę kolejne kieliszki z napełnionym alkoholem. NIe omieszkała również rozejrzeć się dookoła, aby sprawdzić, ile właściwie ludzie siedziało dookoła nich. Na górnym piętrze byli praktycznie sami. Stuknęła swoje szkło o to jego, wlewając w siebie kolejnego szota, a swoją dłoń oparła na jego udzie. Naturalnie. Trochę jakby z przypadku, a trochę jednak jakby chciała, żeby ona znalazła się właśnie tam. A kiedy Enzo przyznał się do swojego faktu, Pilar od razu przeszła do swoich kolejnych, sama kręcąc tylko sobie znane ślaczki na materiale jego spodni.
—
Nigdy nie bawię się w small talki. Od razu przechodzę do rzeczy — zaczęła lekko
oczywiście, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. —
Nie mam dzisiaj na sobie bielizny — na fakt numer dwa uśmiechnęła się bezczelnie i… —
Od jakiś pięciu minut zastanawia mnie, jak smakują twoje usta — bezpośrednio i na temat. Bez owijania w bawełnę. Mógł to słyszeć w stanowczości w jej głosie, ktora nie opuszczała jej ani na moment, mógł również zobaczyć to w jej oczach, które
uwodziły. Które z każdą chwilą robiły się coraz ciemniejsze.
I chociaż powinna dać mu okazję odpowiedzieć, rozważyć wszystkie trzy opcje, wysnuć z tego jakieś w nioski i zastanowić się, co z tego było kłamstwem, to Pilar od razu postanowiła przejść do rzeczy i po prostu mu
p o k a z a ć. Z szalejącym w piersi sercem wyrwała się do przodu i w dwóch zwinnych ruchach nie tylko znalazła się tuż przy nim, ale też przerzuciła nogę przez jego uda, sadzając się na kolanach mężczyzny. A potem wbrew wszystkiemu po prostu złączyła ich usta w pocałunku. Gorącym, ognistym wręcz. Takim, który mieszał w sobie zwieńczenie gęstej atmosfery i smak shotów na językach. Czuła, jak serce w piersi uderza mocno, a krew szaleje w żyłach. Enzo natomiast po chwili mógł poczuć, jak między ich ciałami, do cienkiego materiału koszuli, którą miał na sobie przyciska się
twardy, metalowy przedmiot. A skoro umiał posługiwać się bronią, musiał doskonale wiedzieć, że było to nic innego jak
p i s t o l e t. Wymierzony prosto w niego. Dociśnięty do miejsca tuż pod żebrami.
Jej ciepły, nierówny oddech odbijał się od jego polików, kiedy usta Pilar zawisły znowu tuż przy jego twarzy. Pozwoliła mu spojrzeć w dół, chociaż ona ani na moment nie ściągnęła wzroku z jego twarzy.
—
To teraz już może bez zbędnego pierdolenia — rzuciła spokojnie, z każdym słowem prawie zahaczając wargami o te jego. —
Powiedz Enzo… zabijasz ludzi dla przyjemności czy tylko sprzątasz po mordercach?
Enzo Lawrence