
Dziewczynka bez imienia przyszła na świat w chłodny deszczowy poranek, jakby świat już wtedy chciał pokazać jej, że nie będzie miała łatwego życia. Nie było nikogo kto utuliłby jej małe ciałko i kto całował by ją w czoło na dobranoc. Nikt nigdy nie nazwał jej swoją. Zostawiona w oknie życia, owinięta w zbyt cienki koc, który nie chronił ani przed zimnem, ani przed samotnością. Nikt nawet nie nadał jej imienia. Rodzina opiekuńcza nadała jej imię i nazwisko, jednak życie w takim systemie uczyło cię, żeby się nie przywiązywać, bo to przywiązywanie bolało najbardziej. Co chwila ktoś przychodził i odchodził. Odchodzący byli cichym pęknięciem na sercu osób, które się do niego przywiązały. Każda nowa twarz natomiast przypomnieniem, że ktoś inny został wybrany zamiast niej. Tori zrozumiała szybko, że jeżeli chce przetrwać w tym brutalnym miejscu, musi stać się silna i niewidzialna jednocześnie. Oduczyła się płaczu, bo nikt na niego nie reagował, a swoje problemy należało rozwiązywać samotnie. Zamiast tego obserwowała świat, ludzi, mechanizmy i sposoby myślenia. Tego nauczyła się sama, resztę zasponsorowało jej państwo. Podstawową naukę, pierwsze kroki w dorosłość i względnie spokojny start. Kiedy w końcu mogła podjęła pracę w restauracji jako kelnerka, a zapach jedzenia był dla niej jedynym luksusem, jaki znała. Ubierała do pracy maskę, która ukrywała wszystko co przeszła i wszystko co czuła. Wieczorami siadała przy oknie w swoim malutkim mieszkania i pisała. Nie wiedziała wtedy, że to słowa będą jej schronieniem. Historie o ludziach, którzy walczyli i wygrywali stały się jej wybawieniem. Ona nie miała takiej odwagi jak jej postaci.
DLA NIEGO
Pewnego dnia przyszedł do restauracji, która była wyjątkowo pusta. Siedział przy stoliku sam i ewidentnie na nikogo nie czekał. Jego spojrzenie wywołało w niej dziwne emocje, których nigdy wcześniej nie dane było jej poznać. Poczuła się pierwszy raz w życiu zobaczona. Ktoś kto nie był z jej poprzedniego otoczenia pierwszy raz z własnej chęci zapamiętał jej imię. Wracał do restauracji coraz częściej, aż w końcu przychodził tylko po to, żeby ją zobaczyć. Miał w sobie coś magnetycznego w połączeniu z uprzejmością. Był też niebezpiecznie przekonujący w swoich obietnicach. Opowiadał jej o świecie, którego nie znała. Twierdził, że zasługuje na więcej i może ja zabrać do miejsc o których nawet nie śniła. Zakochała się w snutych przez niego wizjach przed tym ni zdążyła zakochać się w nim. Tyle tylko, że nie pasowała do jego świata i czułą to od samego początku. Było tam za dużo blichtru, pieniędzy i ludzi patrzący na nią jak na wroga. Nikt nigdy nie zaakceptował jej obecności, a ich uśmiechy były zimne i pełne pogardy. Na początku był po jej stronie, ale później jego milczenie było gorsze niż ich słowa i spojrzenia. Do ślubu wszystko było idealnie, ale później zaczęło się zmieniać. Powoli, wręcz niezauważalnie. Z początku były to tylko drobne uwagi, które przerodziły się w krytykę wszystkiego. Początkiem finały był krzyk, który odbijał się echem w pustych ścianach domu, w którym działo się jej piekło. Po pierwszym razie, kiedy podniósł na nią rękę, przepraszał długo i przekonująco, a ona uwierzyła, że to był błąd. Kolejne razy nie miały w sobie już tak długiego błagania. Następne nie miały go wcale. Zamknął ją w świecie, który sam stworzył, odcinając ją od wszystkiego, co mogło dać jej siłę. Miała być tylko jego. Jego zdobycz. Jego trofeum w kolekcji. Zamknięta w złotej klatce. Kontrolował każdy krok, powtarzając, że bez niego nie jest nikim. W samotności pisała dalej, ukrywając pliki z tekstami na komputerze jak swoje myśli i prawdzie emocje. Tworzyła powieści pełne napięcia i ucieczek, jakby każda historia była próbą napisania własnego szczęśliwego zakończenia. W końcu odważyła się wysłać jedną z nich do wydawnictwa, podpisując ją pseudonimem, jakby bała się, że jej prawdziwe imię nie zasługuje na sukces. Tak naprawdę bała się własnego męża. Odpowiedź przyszła szybciej, niż się spodziewała, a książka została wydana. Tak samo jak kolejne, które okazały się sukcesem. Miała nawet swojego agenta, który zarobki z książek przelewał na konto, które było na jego nazwisko. Ona miała do niego tylko kartę. Wszystko musiało być ukryte przed mężem. To były te momenty w których miała coś tylko dla siebie. Wydawało się, że może to przetrwać. Aż do tamtej nocy. Wrócił z niej wyjątkowo pijany, wściekły i nieprzewidywalny. Znalazł jej notatki, jej tajemnicę, jedyne miejsce, gdzie była wolna. Krzyczał, że go zdradziła, że go ośmieszyła, że nie ma prawa do własnego życia. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, złapał ją brutalnie i pchnął z całej siły na ścianę. Jej plecy uderzyły o twardą powierzchnię, a lustro wiszące za nią roztrzaskało się z ogłuszającym hukiem. Odłamki szkła wbiły się w jej skórę, zostawiając rany, które miały nigdy się nie zagoić w pełni. Upadła na podłogę, czując, jak ból rozlewa się po całym ciele, a krew powoli przesiąka przez ubranie.
On stał nad nią przez chwilę, ciężko oddychając, jakby to ona była winna. A potem po prostu wyszedł, zostawiając ją w ciszy, która była gorsza niż krzyk. Leżała tam długo, patrząc na rozbite fragmenty lustra. Przyszedł ten sam nie reagujący lekarz. Ten, który składał ją za każdym razem, kiedy to niby przypadkiem spadła ze schodów czy uderzyła się szafką. Była przecież taką niezdarą. Miała wrażenie, że wszyscy widzą i nikt jej nie pomoże. Musi w końcu pomóc sobie sama.
DLA SIEBIE
Uciekła, kiedy tylko lekarz opuścił jego dom. Od dawna miała spakowaną walizkę i czekające w Toronto mieszkanie. Jej agentowi udało się je wynająć. Ucieczka była bolesna. Jej plecy były pokryte świeżymi ranami, które czasem zmieniły się w blizny o ostrych, nierównych brzegach. Niektóre były głębsze, inne wypukłe. Całe plecy w ranach, które do końca życia będą przypominać jej o wszystkim co przeszła. Były bólem i dowodem tego co przeszyła. Miała fundusze na to, żeby się rozwieść. Jej agent załatwił jej najlepszego agenta. Batalia trwałą bardzo długo, ciężko było cokolwiek udowodnić. Ona chciała jedynie uwolnienia się i zakazu zbliżania. Nie była jednak pewna czy ten mężczyzna będzie go przestrzegał. Przez cały ten czas próbował ją zniszczyć i odebrać jej wszystko – nawet godność i człowieczeństwo. Teraz jest zagubiona. Nie wie kim jest bez niego. Kim tam naprawdę jest Victora? Żyje w strachu pomieszanym z nadzieją. Miesza się w niej pryzmat bólu i siły. Chciała w końcu zacząć żyć dla siebie.
- Nie znosi ciszy absolutnej - zawsze musi mieć w tle jakiś dźwięk, choćby tykanie zegara.
- Zawsze śpi z zapalonym małym światłem, bo ciemność przypomina jej o przeszłości.
- Nie lubi, gdy ktoś nagle ją dotyka - odruchowo się napina.
- Lubi oglądać ludzi tańczących, ale sama nigdy nie tańczy. Nawet nie wie czy lubi i czy potrafi.
- Ma zwyczaj siadać tyłem do ściany w każdym miejscu, żeby widzieć całe pomieszczenie.
- Plecy stały się najbardziej wrażliwym miejscem na jej ciele. Nie wie czy to odruch fizyczny czy psychiczny.
- Jest jesieniarą i to ten klimat i czas lubi najbardziej.
