Kto: Karrion Stifler
Gdzie: Kingsway Boxing Club
Wściekły umysł to wąski umysł.
Powtarzała w głowie jego słowa. Słowa, które powinna była usłyszeć lata temu. Może wtedy nie próbowałaby na siłę przetrwać wszystkiego. Nie musiałaby zaciskać zębów ani tłumić emocji. Ukrywać siniaków, złamań i blizn.
Piła wodę, przyglądając się, jak opowiada o ciosach sierpowych i jak je prezentuje. Czuła, że jej serce bije szybciej, a oddech przestaje być miarowy. Nigdy by nie pomyślała, że takie ruchy mogą być aż tak męczące.
- Czekaj… - zatrzymała go, odkładając wodę. - Czy ręka powinna iść bardziej tak… - wykonała ruch - czy w ten sposób? - powtórzyła go, tym razem trochę inaczej.
Nie była pewna, czy dobrze zauważyła i zrozumiała to, co jej pokazywał.
Kto: Karrion Stifler
Gdzie: SanRemo Bakery
- Jak będę grzeczny, hm? - powtórzył powoli. - No to teraz jestem ciekaw… co dokładnie muszę zrobić, żeby na to zasłużyć? - na moment zrobił niewinną minę, która zupełnie nie pasowała do jego gabarytów. - Może kolacja? - rzucił luźno, jakby proponował jej podzielenie się kawałkiem czekolady, a nie pseudo-randkę. - Albo jakiś niezobowiązujący drink? Albo zobowiązujący, jak wolisz - zachichotał lekko.
Kto: Ophelia Attwood
Gdzie: Ascari Enoteca
Rozwiodłam się.
Wiedziała, że Ophelia zrozumie, ale zasługiwała na przeprosiny w cztery oczy, więc poprosiła ją o spotkanie w ich miejscu. Udało się.
Tori siedziała przy ich ulubionym stoliku ze szklanką wody już od piętnastu minut i czuła, że nie może wysiedzieć. Dłonie jej się trzęsły, a w mostku gniotło. Miała ją zobaczyć po tych kilku latach – w końcu całe jej piekielne małżeństwo trwało aż dziesięć lat.
Z nerwów sprawdzała telefon co kilka chwil. W jednym momencie nawet wydawało jej się, że już ją widzi. Podniosła gwałtownie głowę i przez to aż coś jej strzeliło w karku. Żeby tylko Karrion nie zauważył jej nowej kontuzji, bo będzie niezadowolony.
Kiedy tylko zobaczyła ją w drzwiach, machnęła jej i musiała zacząć powstrzymywać łzy. Tak dobrze było ją widzieć i ciężko było myśleć o tym, że ją skrzywdziła, wypychając ją ze swojego życia.
– Tak bardzo cię przepraszam, Ophelia – nie powstrzymywała już łez, tylko rzuciła się na szyję przyjaciółki, przytulając ją bez zgody, z nadzieją, że ta jej nie odepchnie. Łzy leciały jej po policzkach, a ona nie przestawała powtarzać:
– Przepraszam.
Kto: Karrion Stifler
Gdzie: George Restaurant
Wiesz, co robisz. Powtórzyła to w myślach. Szczerze? Nie miała pojęcia. Działała na instynkt, który przez ostatnie lata był głęboko uśpiony, i jakoś nie spodziewała się, że obudzi się tak gwałtownie i przy kimś takim jak on.
Na trzymanie tempa tylko mrugnęła, udając skupienie na talerzu.
Kiedy nachylił się bliżej i zapytał, czy jest świadoma, odłożyła widelec. Powoli. Spojrzała na niego spokojnie, bez uciekania wzrokiem.
- Tak - powiedziała cicho. - Jestem.
Nie dodała nic więcej. Nie było potrzeby.