-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaśmiała się, gdy w ten sposób skwitował stan swoich pleców. Nie wyglądał jakby mu się to nie podobało, więc ona też nie miała zamiaru żałować, że wbijała paznokcie w męską skórę odrobinę za mocno. Sam był sobie winny!
- Ekspresjonizm, Cadwalader, Ekspresjonizm. - bo może i można to było podciągnąć i pod abstrakcję, i pod sztukę współczesna, ale biorąc silny ładunek emocjonalny… tylko jedna odpowiedź była dobra. Ekspresja - I nie wstydzę się tego, co ze mną robisz… nie wydaje mi się, żebyś mógł się tak poczuć - że była wstydliwa albo wręcz pruderyjna. Świadoma swojego ciała i własnej seksualności była otwarta… oh, prawdopodobnie była bardziej otwarta niż powinna, ale życie było zbyt krótkie, żeby sobie czegoś odmawiać. Szczególnie, gdy trafiasz na sensownego partnera, który wie co robi i przede wszystkim - wie, czego chce - Ale jak widzisz kobietę z siniakiem na ulicy to, co pierwsze przechodzi ci przez myśl? - wyplątując sie z jego uścisku, usiadła na łóżku i spojrzała na Arvela. Nie czekała na odpowiedź, jej pytanie było czystko retoryczne, bo wiadomo, o co jej chodziło i co w większości przypadków przechodziło ludziom przez myśl. Bo wbrew pozorom seks nie był pierwszą myślą w takich przypadkach - No właśnie. Ostatni raz ktoś tak o mnie pomyślał, gdy byłam jeszcze w szkole i mieszkałam u rodziców. - a wtedy jej siniaki nie miały nic wspólnego z tym, że jej facet nie potrafi trzymać rąk przy sobie, zapominając o tym, że jego siła w łatwy sposób może zostawić ślady na jej skórze. Ani trochę nie wiązały się z przyjemnością - I pewnego dnia obiecałam sobie, że to ostatni raz, gdy ktoś tak o mnie pomyślał. Jestem dobra w maskowaniu… ale tuuuuu… tu nie mam najmniejszej ochoty na maskowanie. - uśmiechnęła się pod nosem i wzruszyła lekko ramionami. Czy to oznaczało ukrywanie się w domku? Tak. Czy jej to przeszkadzało? Nie. Było jej tu zaskakująco dobrze i wcale nie potrzebowała towarzystwa. Przy okazji zdała sobie sprawę, że chyba nigdy tak otwarcie nie wspomniała mu o czasach swojego dzieciństwa, ale wyszło jej to naturalnie, zaskakująco swobodnie i wcale nie żałowała, że nie ugryzła się w język - Idę pod prysznic… - rzuciła pochylając się do męskiej twarzy i zaczepnie skubiąc jego wargi - Zaprosić cię? - dodała przekornie i podniosła tyłek z łóżka, nie odrywała od niego spojrzenia, ale zrobiła kilka kroków tyłem w stronę łazienki.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- Oh... Tak to się nazywa? - zaśmiał się cicho raz jeszcze rozciągając nieco swoje plecy by poczuć to dzieło sztuki na swojej skórze - Chyba będziesz mnie musiała doedukować w sprawach artystycznych. Na nasze szczęście twoje ulubione płótno całkiem szybko się regeneruje. Co kilka nocy możesz mieć je zupełnie czyste. - uśmiechnął się do niej łobuzersko raz jeszcze sięgając jej ust na ulotną chwilę.
Jej pytanie sprawiło, że przez chwilę rzeczywiście się nad tym zastanowił. Tak, w pewnych sytuacjach bardzo łatwo było dopowiedzieć sobie swoją własną historię. Niekoniecznie uważał to za coś złego. Czasami lepiej było sobie dopowiedzieć niż pominąć pewne znaki. Ślady, które jej zostawił powinny być dość jednoznaczne, ale w tej kwestii szanował jej zdanie. Nie zamierzał teraz wdawać się z nią w jakiekolwiek dyskusje na ten temat. Miała wiele atutów, które nadal bardzo skutecznie go rozpraszały. Może nie nazwałby siebie artystą, ale może rzemieślnikiem? Czasami brakowało finezji, lecz zdecydowanie nigdy zapału.
- Jeśli pozwolisz mi mieć coś do powiedzenia na ten temat, nikt tak nigdy na Ciebie nie spojrzy. - powiedział dość poważnie patrząc jej w oczy i bynajmniej nie było w nich widać żadnego użalania się nad jej przeszłością, a jedynie trochę męskiej troski.
Zdecydowanie nie straciła nic w jego oczach. Wręcz przeciwnie. Dość dużo zyskała dzieląc się z nim swoją historią. Coś, czego do tej pory nie robiła. Nigdy nie zagłębiali się jakoś specjalnie w swoją przeszłość. Nie poruszali tych ważnych tematów. Po prostu dobrze się bawili. Doskonale wiedzieli kim są, co mogą sobie dać. Z czasem ich potrzeby chyba się po prostu nieco zmieniły. Arvel odkrył, że chciał wiedzieć więcej. Skoro mają zostać w domku przez następne kilka dni może zamiast kontynuować swój ekspresjonizm, trochę po prostu porozmawiają?
- Oh kochanie... - mruknął niskim tembrem głosy obserwując jej nagą sylwetkę gdy cofała się w stronę łazienki - Zaprosić? - zapytał wstając z materaca i robiąc kolejne kroki w jej stronę - Nie jestem mężczyzną, który potrzebuje zaproszenia. - złapał ją za te krągłe pośladki i po prostu uniósł do góry przywierając swoim ciałem do jej - Tworzę swoje własne szczęście i okazję. - uśmiechnął się łobuzersko wchodząc razem z nią do łazienki i od razu wchodząc pod prysznic.
Mogła po prostu włączyć wodę. Pierwszym, chłodnym strumieniem oberwie jego skóra pleców. Mogła również po prostu jeszcze trochę go pomacać. Poczuć pod palcami swoje arcydzieło.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jesteś niemożliwy, Cadwalader – skwitowała rozbawiona jego artystycznym nawiązaniem, zaśmiała się cicho i po prostu oddała temu pocałunkowi. Na chwilę, dwie lub pięć. Cieszyła się jednak, że koniec końców obrócił to w żart. Poniekąd. I to ona popsuła ten żartobliwy klimat. Czy żałowała? Nie. Chyba nie… Nie otwierała się często, nie mówiła dużo, ale jednocześnie ile można żyć w bańce – seksu i nieprzyzwoitych żartów. Nie zamierzała popsuć atmosfery, nie chciała, żeby brał jej słowa ZBYT poważnie i dlatego się uśmiechała. I zawiesiła nad jego propozycją…
Jeśli mu pozwoli. Kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo miała tysiące ripost na ten temat. Tysiąc rzeczy, którymi mogła odbić piłeczkę, ale nie zrobiła tego. Nie zrobiła nic. Uśmiechnęła się do niego… krótko musnęła jego wargi i wstała. Samej wracając do tego, co robili wcześniej – seksu i nieprzyzwoitych żartów. Wystawiła za bańkę mały palec, ale sama szybko do niej wróciła i nie była z tego dumna, ani trochę. Potrzebowała jednak jeszcze chwili albo dwóch… albo zimnego prysznica!
Zaśmiała się, gdy złapał ją w połowie drogi do łazienki i uniósł jakby ważyła tyle, co szmaciana lalka. Momentalnie objęła go łapskami za kark i udami w biodrach, czepiając się go i chowając twarz w zgięciu jego szyi. Na moment. Zaciągając się jego bliskością, ciepłem i zapachem. Odsunęła twarz tak, żeby na niego spojrzeć – Nie wiem, czy kiedyś ci to mówiłam, ale masz ładne oczy. – i teraz miała zdecydowanie więcej okazji, żeby mu się przyglądać – I czy ty właśnie nazwałeś prysznic ze mną swoim szczęściem i okazją? – dodała przekornie, szczerząc kły w szerokim uśmiechu, ale nie dała mu szansy na odpowiedź. Pocałowała go. Tak, żeby na ułamek sekundy brakło mu oddechu. Tak akurat zanim sięgnęła do termostatu i odkręciła wodę, która spadła im na głowy – A wracając do tego, co powiedziałeś wcześniej… pozwoliłabym ci na wszystko, ale nie jesteś w stanie kontrolować tego, co myślą i mówią ludzie. Tu możemy być kimkolwiek tylko chcemy, ale po powrocie do Toronto? – czy mógł mieć na to jakikolwiek wpływ? Na to jak ktoś na nią spojrzy? W jakiejkolwiek kwestii… nie wybrał sobie najłatwiejszej partii w mieście.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Przed chwilą pokazała mu przez chwilę, że potrafi się podzielić z nim czymś bardziej intymnym, czymś, czego jeszcze nie wiedział. Nie miał jej za złe, że tak szybko wróciła do ich normalnej dynamiki. Sam nie był zbyt dobry w rozmawianiu o uczuciach, rozwlekaniu jakichś głębokich tematów. Zazwyczaj robił to dość nieporadnie. Plątał się w tym wszystkim, więc nie wymagał od niej szczególnej dojrzałości emocjonalnej, skoro sam jej nie miał. Jego zdaniem mieli czas, nie zamierzał nigdzie uciekać.
Mruknął zadowolony czując jej ciało z powrotem na swoim. Zacisnął nieco mocniej dłonie na jej pośladkach gdy jej nos muskał skórę jego szyi. Podniecenie znów zaczynało narastać. W końcu zrobili to tak naprawdę dopiero jeden raz. Do ich rekordów jeszcze wiele zostało.
Kiedy powiedziała mu, że ma ładne oczy aż na chwilę przystanął i zamrugał oczami z absolutnie skonfundowanym wyrazem twarzy. Słyszał od niej wiele przyjemnych komplementów, lecz odnosiły się do jego bardziej fizycznych aspektów jak włosy, tatuaże, czy jego rozmiar tego, co ocierało się właśnie o jej pośladki.
- Emm... Nie, tego jeszcze chyba nie słyszałem. - zaśmiał się cicho nadal całkowicie zbity z tropu, bo to brzmiało nawet intymnie.
Chciał coś odpowiedzieć, ale nie dała mu na to szansy. Całkowicie zatracił się w tym namiętnym i głębokim pocałunku przyciskając ją do ściany i napierając na nią całym swoim ciałem. Nie potrzebował wiele by dostała jego niepodzielną uwagę.
- O czym Ty mówisz? - zapytał patrząc jej w oczy i rzeczywiście nie rozumiejąc do końca tego, co powiedziała - Czym różni się tu i tam poza tym, że jedno daje Ci niesamowicie podniecającą opaleniznę? - uśmiechnął się do niej zaczepnie bez pardonu zsuwając wzrok na jej dekolt, ramiona i z powrotem do oczu - To Ty wybierasz czy interesuje cię, co ktoś powie w Toronto. Nie masz dzieci, hipoteki, nawet męża. Jeśli chcesz po powrocie rzucić to wszystko i zrobić coś zupełnie innego, kto Cię powstrzymuje? Chcesz mieszkać w Toronto? Mieszkaj w Toronto. Chcesz mieszkać w Punta Cana? Mieszkaj w Punta Cana. Ograniczenia są tylko w twojej głowie. - puścił jej oczko z zawadiackim uśmiechem zbliżając swoją twarz do jej - Ja zadbam o to, żeby te ograniczenia rzeczywiście były tylko w twojej głowie. - zacisnął zęby na jej dolnej wardze muskając ją swoim językiem.
Tyle mógł i był w stanie dla niej zrobić. Naprawdę nie rozumiał ludzi, którzy tak bardzo przejmują się czymś innym, niż własnym życiem. Przecież nie byli tutaj nikim innym, jak po prostu sobą. W Toronto też mogą być sobą. Wystarczy chcieć i mniej się przejmować.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Czym różniło się tutaj od Toronto? Wszystkim. I kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu jeśli tego nie rozumiał. A może to wcale nie było takie dziwne? Może to ona miała tak pomieszane w głowie, że naprawdę nie wiedziała, czego chciała… i to nie byłoby dalekie od prawy. Nie wiedziała. Albo raczej chciała tak odległych od siebie rzeczy, że trudno było to ogarnąć rozumem – a nie oszukujmy się, Darcy ładnie wyglądała, a nie była szczególnie mądra. Za to chętnie jeszcze na moment lub dwa zamknęła mu usta pocałunkiem zanim znowu się odezwała.
- W mojej głowie jest bałagan, Cadwalader. – skwitowała z zaskakującą lekko i swobodnie, bo to była najbardziej oczywista rzecz na świecie – I wszystko, co mam w Toronto jest związane z nieustającymi problemami… a bez tego wszystkiego, co tam mam, nawet bez tych wszystkim problemów jestem nikim. Nie istnieję. I tutaj, teraz? Wspaniale być przez chwilę nikim… albo raczej kim tylko chcemy. – uśmiechnęła się i trąciła nosem jego policzek, a zaraz za tym zagryzła na nim zęby – Ale na dłuższą metę? Niekoniecznie. – zaczynała od zera. Uciekła z domu jako nastolatka, mieszkała kątem u znajomych, pracowała żeby się w ogóle utrzymać, a w końcu zaczęła tańczyć w klubie… małżeństwo z Danielem było momentem, w którym jej życie się zmieniło. Nie potrafiłaby już wrócić do Darcy sprzed małżeństwa i to ją trzymało w Toronto. A opinie innych ludzi… - A tym, co mówią ludzie… nie przejmują się tylko Ci, o których nikt nie rozmawia. – dodała przekornie, uśmiechając się pod nosem. Nie wierzyła, gdy ktoś twierdził, że nie brał do siebie słów innych ludzi na swój temat… po prostu nie wierzyła – Aleeee… może jestem dzisiaj po prostu zbyt pijana i mówię głupoty? – zaśmiała się, wzruszając beztrosko ramionami, chwytając jego twarz w dłonie i całując go. I tak… to ewidentnie była próba zmiany tematu. Jakby nagle zrobiło się... zbyt niewygodnie z mówieniem. Była najgorsza!
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- W głowie..? A myślałem, że przemeblowałem Ci coś innego. - zaśmiał się cicho zaciskając mocno dłonie na jej pośladkach i ocierając się o nią dość wymownie na granicy wejścia w nią ponownie.
Nie mógł powiedzieć, że całkowicie rozumiał jej perspektywę. Nie znał całej jej historii, początków. Nie miał nawet pojęcia dlaczego tak właściwie zaczęła tańczyć w tym klubie. To nigdy nie było coś ważnego. Teraz może powinno być? Może powinni któregoś wieczoru po prostu usiąść i porozmawiać zamiast się pieprzyć? Tak zdecydowanie zrobiłyby dorosłe osoby, ale spójrzcie na nią? Jak miał trzymać ręce przy sobie?
- Nie będę udawać, że wiem, jak się czujesz. Nie wiem co jest w twojej głowie. - pokręcił lekko głową na chwilę poważniejąc - Wiem natomiast jak to jest zaczynać praktycznie od zera w nowym miejscu. Możesz nie do końca pamiętać, ale jestem w Kanadzie historycznie imigrantem. - powiedział to ze swoim, bardzo wyraźnym, walijskim akcentem - Można to zrobić. Ty możesz to zrobić. Jesteś inteligentna, zaradna. Do tego piękna i masz całkiem wspierającego chłopaka. - wyszczerzył się do niej patrząc jej w oczy i wcale nie uciekając od tego, że nieco sobie teraz też słodził, lecz robił to przede wszystkim jej. Nieczęsto prawił jej tego typu komplementy. Zazwyczaj operował wokół tego jaka jest seksowna i jak go rozpala. Tym razem mówił o niej, nie tym jak wyglądała.
- A ja powiedziałbym, że Ci, którzy przejmują się tym, co ludzie powiedzą nie znają własnej wartości. - wystawił jej język puszczając oczko - Ja podchodzę do tego tak - czy płaci moje rachunki? Nie, więc się nie liczy. Czy jest kimś, na kim mi zależy? Nie, więc znów się nie liczy. W skrócie jedyne osoby, z którymi opinią się liczę jest moja rodzina. Jeden czy dwóch przyjaciół... I może trochę... czasami... też Ty. - nie zamierzał tego natomiast rozwijać.
Na rękę było mu to, że po prostu zamknęła mu usta w pocałunku. Bardzo chętnie go odwzajemnił przywierając do niej całym swoim ciepłym ciałem i przyciskając ją mocniej do ściany. Nie trzeba było z nim nigdy walczyć by okazał jej trochę namiętności. Był bardziej niż chętny by zafundować jej powtórkę z rozrywki pod prysznicem.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Jednocześnie miała wrażenie, że coś się zmieniło. Na chwilę, czy na dłużej? Nawet jeśli było to okraszone niewybrednymi żartami i niemożliwością trzymania rąk przy sobie – jednocześnie powiedzieli sobie więcej niż dotychczas. I przyszło im to łatwiej.
Uśmiechnęła się pod nosem, gdy wymienił wszystkie te jej pozytywne cechy… łącznie ze wspierającym chłopakiem! To też była dla niej nowość, ale wcale się przed tym nie wzdrygała. Wręcz przeciwnie… śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa i lekko zadrżała. Dużo łatwiej przyjmowało jej się komplementy o tym, że była seksowna – zwłaszcza wtedy, gdy chciała taka być. A z nim? W łóżku? Oczywiście, że chciała. Ale miło było usłyszeć – nawet jeśli gdzieś w środku się tego domyślała – że widzi w niej coś więcej. Nawet jeśli nie do końca wiedziała jak sobie z tym poradzić, bo znów dochodziła do momentu, w którym jej zwyczajnie brakowało słów. Bo może czasem jej zdanie się dla niego liczyło? Czyli mu na niej zależało… bo przecież nie płaciła jego rachunków! Uśmiechnęła się i przez moment się w niego wpatrywała, sunąc spojrzeniem od jego oczu do ust i z powrotem… tak zdecydowanie zrobiło jej się zbyt niewygodnie na mówienie. Dlatego zrzuciła wszystko na alkohol i dlatego go pocałowała.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- Do rozmowy, czy prawienia Ci tych komplementów? - mruknął przekornie w jej usta oblizując jej wargi gdy zamknęła je na jego dolnej wardze.
Sam nie wiedział czy chciałby wiedzieć, co jest w tym momencie w jej głowie. Był zwolennikiem tego, że związek nie musi się opierać na kompletnym zrozumieniu. Dla niego wystarczyła po prostu akceptacja. Nie sądził, że będzie kiedykolwiek w stanie ją całkowicie zrozumieć. Teraz byłby pewnie równie zagubiony, co ona. Sam nie wiedział czego dokładnie od niej chce, jak ma wyglądach ich przyszłość. Daleki był od planowania ich wspólnej przyszłości. Jednak wziął sobie za punkt honoru zaciągnąć ją na werandę przed domkiem blisko zachodu słońca i po prostu z nią porozmawiać. Siedząc przynajmniej pół metra od siebie. W przeciwnym wypadku oboje wiedzieli jak to się skończy gdy tylko rozmowa zrobi się nieco trudniejsza.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor