ODPOWIEDZ
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

017.


And I know it makes you nervous
But I promise you, it's worth it
To show 'em everything you kept inside
Don't hide, don't hide
Too shy to say, but I hope you stay
Don't hide away
Come out and play


Ostatnie dni były dla niego ciężkie.
Kurewsko ciężkie nawet, jeśliby wziąć pod uwagę, że w zaledwie czterdzieści osiem godzin wywrócił całe swoje życie do góry nogami.
Wszystko miał już ułożone — mieszkanie, awans w pracy i kochająca dziewczyna, z którą było… stabilnie. Dobrze. Bezpiecznie. Po raz pierwszy od lat miał w swoim życiu strukturę, jakiś szablon funkcjonowania, który świadczył o tym, że wszedł w dorosłe życie. Był szczęśliwy. A przynajmniej tak myślał.
Do momentu, w którym znowu nie pojawiła się Indie i nie wypierdoliła wszystko do góry nogami. Dopóki nie przypomniała mu o swoim istnieniu i na nowo zawładnęła wszystkiego myśli.
Próbował z tym walczyć.
Naprawdę próbował.
Wmawiać sobie, że nic do niej nie czuł, że to były tylko stare, nostalgiczne emocje, kiedy była obok; że nawet ten pocałunek na wyjeździe integracyjnym było czymś przypadkowym, czymś co niby się stało, ale jednak nie będzie mieć wpływu na przyszłość. A jednak miało. I to kurwa jak.
Bo to właśnie od tego pocałunku i wspólnego picia na ganku, kiedy wyznali sobie wszystko, co siedziało głęboko zakorzenione w sercu, Lucas nie mógł przestać o niej myśleć. Fiksował się na jej punkcie, zachodził w głowę, zastanawiał… a przede wszystkim to walczył. Walczył z samym sobą, z tym co powinien zrobić, co wypadało, a co tak naprawdę chciało jego serce. Próbował ratować to co było między nim a Charlotte, a jednak… przegrał.
Poległ w tej bitwie, podejmując decyzję, która byłaby już bezpowrotna. Powiedział jej. Powiedział jej o wszystkim. Był na tyle p i r e d o l n i ę t y, żeby powiedzieć swojej obecnej dziewczynie, że był ktoś inny. Że muszą to zakończyć. To nie była prosta rozmowa. Chyba jedna z trudniejszych w jego życiu, nie pamietał kiedy ostatni raz się tak bardzo popłakał, a jednak kiedy obudził sie kolejnego dnia, czuł się… wolny? Bez ograniczeń? Miał nagłe przeczucie, że teraz mógł wszystko. Chociaż z tyłu głowy wciąż miał płacz Charlotte i cholerne wyrzuty sumienia.
A jednak skontaktował się z Indie po kilku dniach.
Obiecał sobie, że da temu czas, ale nie mógł wytrzymać. Nie umiał z nią nie rozmawiać, nie przebywać w jej towarzystwie. Szczególnie teraz. W końcu to ona zawsze była przy nim, kiedy życie mu się waliło. Kiedy usłyszał diagnozę związaną z kolanem i koniec kariery koszykarskiej. To ona postawiła go na nogi. I może teraz też mogła to zrobić? Może im obojgu należało się kilka chwil beztroski? Zaszaleć na diabelskim młynie, zjarać się i hej-ho!
Dlatego na dworcu pojawił się o czasie. Nikogo jeszcze nie było, dlatego podszedł do tablicy z odjazdami i upewnił sie, że pociąg, którym mieli dotrzeć do Richmond Hill faktycznie stąd odjeżdżał, a kiedy zobaczył w oddali Indie, rozłożył ręce, posyłając jej uśmiech.
No proszę — krzyknął zadowolony. — Idzie handlarka! — podszedł bliżej w jej kierunku, przy okazji poprawiając siatkę, którą trzymał w ręku. Zastukała, odkrywając sporą ilość szkła, która się pod nią chowała.

Indie Caldwell
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
Welkom in Canada
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
‘cause i’m gonna mess your life up, gonna wanna tape my mouth shut
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, jak tam chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

11
✩ ✩ ✩
Cieszyła się, że napisał.
Zrobiłaby to pierwsza, ale nie do końca była pewna, czy powinna. Czy wypadało. Cisza doprowadzała ją do szału, trzymając w niespecjalnie przyjemnym stanie ciągłego napięcia, jakiejś dziwnej i nieznajomej formie niepewności, a z drugiej... potrafiła ją zrozumieć. Bardzo dobrze. Nie przerywała jej, chcąc dać Lucasowi czas oraz należytą przestrzeń i z tego tytułu wymuszając na sobie wstrzemięźliwość, jak się okazało zupełnie słusznie. Bezpośrednio potwierdziły to jego wiadomości, bo w zasadzie dokładnie o to ją prosił: o właściwe tempo, o to, żeby tym razem dać sobie temu czas, robić to wszystko powoli. Powoli. Z całego serca chciała to zrozumieć i uszanować, ale był to dla niej całkiem obcy koncept — Indie niczego przecież nie robiła powoli i z namysłem, zwłaszcza w emocjach, więc powiedzieć, że było to dla niej wyzwaniem, to jak nie powiedzieć nic. Ba, wydawało się to jedną z najtrudniejszych rzeczy, o jakie Miller mógłby zaapelować, ale nie znalazła się jeszcze przecież taka rzecz, której nie byłaby gotowa dla niego zrobić, więc... próbowała.
Propozycja wspólnego skucia się w wesołym miasteczku i chwilowego zapomnienia o wszystkim, co działo się w ostatnich miesiącach, brzmiała wprost fenomenalnie, więc Caldwell nie trzeba było powtarzać dwa razy — na miejscu pojawiła się nie tylko na czas, ale też w doborowym nastroju.
We własnej osobie — odpowiedziała entuzjastycznie, zatrzymując się w pół kroku na rzecz wykonania teatralnego, jakże dystyngowanego ukłonu. — Handlarka, przedsiębiorczyni, rekin biznesu... — zapowiedziała się oficjalnie, uroczyście, z pasją i profesjonalizmem godnymi światowej klasy komentatora sportowego. — Tak się zajebiście pięknie uśmiechnęłam, że buch był za darmo — pochwaliła się na dzień dobry, ewidentnie szalenie z tego faktu dumna. Tej zniżki stulecia co prawda nie zapewnił jej czarujący uśmiech, tylko zagranie kartą zbliżających się urodzin i fakt, że nawet tych bardziej szemranych kumpli miała równych, ale nie miało to większego znaczenia — liczył się rezultat, bardziej niż zadowalający. — No na co czekasz? Wyciągaj telefon i dzwoń do redakcji Forbesa, przecież trzeba im kurwa powiedzieć, że mają nową kandydatkę na tegoroczną listę 30 przed 30 — ponagliła ze śmiertelnie poważną miną, choć tej nie zachowała specjalnie długo — uśmiech jakoś sam cisnął się jej na twarz i zagościł na niej z powrotem raptem kilka sekund później. Po prostu... dobrze było wreszcie widzieć go pogodnego, a nie wściekłego albo rozczarowanego. Zdążyła zapomnieć, jak bardzo lubiła ten widok. — A jak już przy dzwonieniu jesteśmy, to brzmisz jak mój plecak przed przeciętnym nocowaniem w dziewiątej klasie — wytknęła z rozbawieniem, zerkając głową w stronę jego siatki, żeby zaraz pokiwać głową z uznaniem i dodać tonem pełnym aprobaty: — i to się chwali.
Dopiero co spaliła peta po drodze na stację, ale pusty peron i kilka minut do pociągu aż prosiły się o to, żeby zapalić, więc z wyciągniętej z kieszeni paczki wyciągnęła dwa papierosy, jednego dla siebie i jednego dla Millera. Nawet nie pytała — po prostu podała mu go bez słowa, to samo chwilę później robiąc z zapalniczką.
Mam nadzieję, że zabrałeś drobniaki, bo zamierzam brutalnie ograć Cię w cymbergaja — rzuciła przekornie, czy też może raczej oznajmiła, z pełnym przekonaniem i bez cienia zwątpienia we własne możliwości.

Lucas Miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ ⭑
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze było ją widzieć.
Kurwa, jak dobrze było widzieć Indie Caldwell w pełnej okazałości i to jeszcze z uśmiechem na twarzy. Autentycznie nie pamiętał, kiedy ostatnim razem widział jej kąciki ust w górze na tyle, by odsłaniały śnieżnobiałe zęby. Chyba jeszcze zanim wyjechała rok temu z pizdu na drugi koniec świata. Aż coś zakuło go w klatce piersiowej na ten widok. Oczywiście odpowiednio zamaskował to głośnym śmiechem na jej słowa.
Za darmo?! — zrobił wielkie oczy, przy okazji kręcąc głową ze szczerym niedowierzaniem. — Nie no kurwa, w takim razie kłaniam się mocno i czyszcze buciki — jak powiedział, tak też zrobił. Pierwsze zarzucił jedną nogę do tyłu, dygnął w przód, a potem zszedł do poziomu podłogi, by brzegiem kurtki w y c z y ś c i ć jej laczka. Oczywiście nie było to potrzebne i przy wykonywaniu tej czynności prawie wyjebał z reklamówki wszystkie browary, jakie kupił w sklepie po drodze, ale było warto. Bo przecież piwo nijak miało się do towaru, który Caldwell załatwiła.
Następnie jak na zawołanie wyciągnął telefon i chwile porobił z siebie debila, udając, że dzwoni do Forbesa, ale niestety okazało się, że nie odebrali. Masz ci los! Może następnym razem.
Słuchaj no, będę jechać pociągiem chyba pierwszy raz odkąd zrobiłem prawko — wyjaśnił jej, szeleszcząc reklamówką jeszcze mniej, w której kryły się procenty. — Mam zamiar wykorzystać tą okazję w pełni — to nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji. Poza tym, każdy wiedział, że podróżowało się pociągiem tylko po to, żeby przy okazji zrobić biforek. Czy nie każdy? Cóż, może i byli ludzie, którzy używali go jako normalnego środka transportu, ale na pewno nie Miller.
Sprawdził zegarek. Mieli jakieś pięć minut do przyjazdu podwózki, dlatego uśmiechnął się, kiedy Indie wyciągnęła paczkę fajek z kieszeni i poczęstowała go jednym. Jakby czytała mu w myślach. Niby miał swoje, ale przecież co w rodzinie to nie zginie, nie? Zawsze wszystkim się dzielili i nigdy z niczego nie rozliczali i tym bardziej teraz nie powinno się to zmieniać. Wsadził filter do ust, chociaż zapalniczki użył już własnej, po czym mocno zaciągnął się dymem.
Zabrałem w CHUJ drobniaków — przerwał jej w pół słowa, doskonale zdając sobie sprawę, co chciała powiedzieć. Następnie nachylił się w jej kierunku i rozejrzał, jakby chciał się upewnić, że nikogo nie było dookoła. Oczywiście, że kurwa nie było. Może po prostu chciał być bliżej? — Nie mów tego Ruby ale zajebałem całą kasę drobniaków z wczorajszej zmiany — spojrzał na nią poważnie. — Wszystko rozmieniłem i zostawiłam im na dzisiaj tylko trzy stówy w banknotach — a więc ktokolwiek przyszedł rano na zmianę musiał mieć wkurw, jakiego jeszcze Fox Theatre nie widziało. Jednak czy to jakkolwiek ruszało Millera? Absolutnie nie, bo przecież sam miał dzisiaj wolne. Nie jego problem. Poza tym wziął to przecież w słusznej sprawie — planował r o z j e b a ć Indie w każdej możliwej atrakcji.
Przygotowałaś już przemowę? — spytał po chwili, przyglądając się jej i wypuszczając z ust gęstą smugę dymu. — No wiesz, jak już cie pokonam, a ty dostaniesz order największego frajerstwa w całym Richmond Hill.

Indie Caldwell
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
Welkom in Canada
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
‘cause i’m gonna mess your life up, gonna wanna tape my mouth shut
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, jak tam chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No w chuj, za darmo!! — potwierdziła bardzo elokwentnie, kiwając przy tym energicznie głową w wyrazie szczerej ekscytacji. Była z siebie niesamowicie dumna, jak sądziła chyba całkiem słusznie — w życiu przecież za darmo można było dostać co najwyżej w mordę i raczej niewiele więcej, więc... W oczach Indie dopisanie tego do listy swoich największych osiągnięć z ostatnich lat było nie tylko jak najbardziej uzasadnione, ale wręcz konieczne. Może powinna była to sobie wrzucić do CV? Raz tam wpisać coś reprezentacyjnego? Zwłaszcza, że ewidentnie zasłużyła sobie na ogromne uznanie, bo zanim się zorientowała, Miller stał zgięty w pół i polerował jej ogumienie z wprawą zawodowego pucybuta. Nie zdążyła nawet do końca przestać chichotać z tego pod nosem, a już śmiała się znowu, gdy dawał oskarowy występ z sceny telefonu do Forbesa. — Dokładnie takiego poziomu entuzjazmu oczekiwałam, dziękuję bardzo — wyraziła swoją aprobatę, potakując z uznaniem.
Co? Oczywiście, że powiem Ruby. Od razu poinformuję ją też o tym, że regularnie rozmieniam sobie z kasy po dyszce albo dwóch, żeby zawsze mieć na szafkę w klubie albo bilarda — oznajmiła z pełną powagą, zupełnie jakby była gotowa tu i teraz zacząć spisywać na niego oficjalny donos. Co najmniej tak, jakby sama wcale nie była jednym z mocniejszych kandydatów na zaszczytny tytuł najbardziej niepoważnego pracownika Fox Theatre. — To nie ja jutro otwieram, więc... jaja wyjebane, że tak powiem — skwitowała dyplomatycznie, zaciągając się dymem i wzruszając beztrosko ramionami.
Tak, przygotowałam. Chciałbyś usłyszeć? — odbiła jak gdyby nigdy nic. Nie czekała na odpowiedź, w ogóle — zaraz odchrząknęła głośno, szykując się do teatralnego wygłoszenia swojego przemówienia. — Z tego miejsca pragnę podziękować rodzicom i wujkowi za wszystko co dla mnie zrobili, swoim fanom za wsparcie, no ale tak przede wszystkim to chciałabym podziękować Twojej starej za wczorajszą noc — wyrecytowała najbardziej uroczystym tonem, na jaki potrafiła się w tym momencie zdobyć, a na koniec jeszcze uraczyła Lucasa cukierkowym uśmiechem. — Pozdrowisz ją potem ode mnie, dobrze? A jak już ją będziesz pozdrawiać, to przy okazji szybciutko ją tylko podpytasz, czy widzę się z nią w przyszłą środę, czy jednak dopiero za dwa tygodnie, bo nie wiem czy mam sobie w kalendarzu wolny wieczór wykreślać.... napięty grafik, wiesz o co chodzi. — Tematu szanownej Dorothy nie kontynuowała tylko i wyłącznie dlatego, że z oddali zaczęły wyglądać światła pociągu, wobec czego zgodziła się jednorazowo — ale serio, tylko ten jeden raz — dać sobie spokój, tak na rzecz pospiesznego dokończenia swojego peta. — Dobra, starczy uprzejmości — zarządziła, klaszcząc dłońmi. — Zwijaj bazarek i spadamy sobie wyjaśnić kto tu tak naprawdę jest największym frajerem, co?
Podobnie jak peron, pociąg nie był specjalnie zatłoczony i były to fantastyczne wieści, bo znaczyło to, że mogli kompletnie bezkarnie rozjebać się na najbliższych czteroosobowych siedzeniach i rozsiąść się na kiczowatej tapicerce jak bogowie na pierdolonym Olimpie.
Nie no, kurwa, klasa... jeszcze browar? Niby zwykły podmiejski, a jednak Orient Express — oceniła fachowo, gdy już siedziała wygodnie naprzeciwko Lucasa, oczywiście z nogami obowiązkowo zarzuconymi na puste siedzenie obok niego. Słowem: po królewsku. — Czyń honory lepiej, a nie się patrzysz.

Lucas Miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ ⭑
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchaj no, Caldwell — machnął jej ręką przed twarzą, przyciskając ją do jej ładnej kurteczki — Jak ty jej powiesz, że podmieniłem wszystkie drobniaki, to wyśpiewam o tych wszystkich czekoladkach, które podpierdalasz z szafki przed zmianą! — proszę bardzo, ciężkie działa argumentów na poziomie dziesięciolatków zostały właśnie wytoczone i jedno było pewne: nie brały jeńców. Lucas również nie brał, bo tak naprawdę to uważał podpierdalanie czekolady przez Indie za u r o c z e, ale przecież tego nigdy jej nie powie!
Wysłuchał jej przemowy z należytą uwagą. Była kurewsko poruszająca, szczególnie te podziękowania dla fanów, których pewnie miała w pokaźnej liczbie zero. A kiedy wspomniała o jego starej, Lucas naprawdę starał się nie zaśmiać. Zacisnął usta w wąską linię, gryząc policzek od środka i powtarzając pod nosem klasyczne mm-hm, jednak finalnie nie wytrzymał i ryknął śmiechem.
Dorka nic nie wspominała, a akurat wczoraj byłem u niej po słoiki — zaznaczył, chociaż przecież gdyby Dorothy Miller praktykowała wszelkie cimcirimcim z Caldwell z pewnością by się do tego nie przyznała. Swoją drogą, mama Miller była kobietą, która jako jedyna z jego otoczenia wcale nie cieszyła się z jego że Lucas był z Charlotte. Wiecznie tylko powtarzała, że go to przytłoczy. I co, i chyba miała rację? — Dała mi też cztery kawałki brownie, które… — poklepał się po plecaku. — Tam czekają na solidne opierdolenie — skwitował, uśmiechając się dumnie. Jeszcze jak byli szczylami, uwielbiali zajadać się ciastem jego matki. Lucas niekiedy potrafił ukraść z domu całą brytfankę i zwalić na brata, żeby razem z Indie mogli usiąść nad rzeką i zjeść dosłownie w s z y s t k o.
Tym razem nie mieli wszystkiego, a marne cztery kawałki, ale za to przyjechał pociąg, więc można było sytuację uznać za win-win. Szczególnie, że zaraz się okazało, że w środku było prawie pusto. Większość przedziałów była wypełniona na marne czterdzieści procent, a ten na końcu, do którego oni z premedytacją przeszli był prawie cały puściutki. Żyć nie umierać.
Spokojnie napalona-na-browara kobieto — pokręcił głową w geście dezaprobaty, chociaż z ust nie schodził mu uśmiech. — Nawet usiąść człowiekowi nie da — trochę sobie pomarudził, coś tam jeszcze pomemlał pod nosem, ale finalnie wyciągnął z reklamówki dwa piwka w butelce, a do tego pudełko z ciastem i położył tuż koło butów Indie. Następnie wspiął się na palcach, wrzucajac plecak na półkę nad oknem. Trochę poświęcił Caldwell tuż przed nosem swoim gołym brzuchem, kiedy koszulka poszła mu do góry, ale zaraz już siadał wygodnie i również wywalił nogi naprzeciwko, tuż obok niej. Oczywiście, że siadł na przeciwko, żeby lepiej ją widzieć.
Słyszałaś, że będzie w Toronto koncert mr. Worldwide?! — spytał, na końcówkę naturalnie robiąc odpowiednie efekty dźwiękowe. — Wczoraj ogłosili — złapał za jednego browara, a następnie zwinnie otworzył go kant stoliczka i podał Indie. — I tak możemy iść, ale tylko pod warunkiem, jak opierdolimy się na łyso — spojrzał na nią wymownie. Wiadomo, że finalnie pewnie skończą w perukach, ale zawsze można było sobie popierdolić, nie? Lucas lubił swoje włosy, nie chciał się ich pozbywać. Otworzył piwo również sobie i upił kilka łyków. Było idealnie chłodne żeby smakowało wybornie, ale nie na tyle, żeby mroziło zęby. A zaraz potem jeszcze władował sobie do ust brownie.

Indie Caldwell
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
Welkom in Canada
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
‘cause i’m gonna mess your life up, gonna wanna tape my mouth shut
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, jak tam chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mam pojęcia o czym mówisz — odparła z skonfundowaną miną i ściągniętymi brwiami. — Nigdy w życiu nie dopuściłabym się takiego nadużycia — oświadczyła, ledwo zachowując przy tym powagę, bo oboje dobrze wiedzieli, że owszem, dopuściłaby, takiego i wielu innych. Szkoda, że nie można było lecieć sobie w kulki zawodowo, spełniłaby się w tej karierze jak nikt inny. O, i w końcu miałaby też na siebie jakiś pomysł! Wiedziałaby doskonale, jak odpowiedzieć na pytania Marv o to, gdzie widziała się za dziesięć lat albo jaka praca była jej przeznaczona.
Zawsze kochała pajacować, ale dźwięk niekontrolowanego śmiechu Millera sprawiał, że z każdą chwilą uwielbiała robić to tylko coraz bardziej i bardziej, choć dotąd wcale nie sądziła, że było to możliwe. Miała ochotę nie przestawać już nigdy — za widokiem jego beztroski stęskniła się tak bardzo, że teraz nie mogła się nim nacieszyć, nieironicznie gotowa na jego rzecz robić z siebie idiotkę nawet i dwadzieścia cztery godziny na dobę. Wszystko, zrobiłaby dosłownie wszystko, żeby na twarzy Lucasa już nigdy więcej nie zabrakło tego promiennego uśmiechu.
No, ale nieważne już. Może trochę się zapatrzyła. Na moment tylko.
No oczywiście, że nic nie wspomniała, to złota kobieta przecież. Nie chciała żeby Ci przykro było — odparła tak, jakby była to największa oczywistość pod słońcem, kręcąc pobłażliwie głową. — Wiedziała, że będziesz jej zazdrościć... nie da się ukryć, że jest czego — wytłumaczyła mu uprzejmie z nonszalanckim wzruszeniem ramion, ale zaraz ożywiła się z powrotem, gdy padło hasło-klucz. — Do tego wszystkiego jeszcze brownie Dorothy? Kurwa, weź, bo się czuję jak piętnastoletni labrador z białej bogatej rodziny... jutro muszą mnie uśpić, więc dziś jedziemy na plażę, wpierdalamy czekoladę i robimy wszystkie moje ulubione rzeczy — wyraziła swoje uznanie, posługując się jakże poetyckim porównaniem.
Mówiła zupełnie poważnie — po tym, co działo się między nimi w ostatnich miesiącach, dzisiejszy wieczór brzmiał sielankowo, kurwa, wręcz idyllicznie. Aż trudno było jej uwierzyć, że po tym wszystkim siedziała teraz naprzeciwko Lucasa w pociągu do Richmond Hill, w dodatku jeszcze z zapasem browarów, prowiantem i skrętem wciśniętym w wewnętrzną kieszeń kurtki. No czego niby chcieć od życia więcej?
ŻARTUJESZ? — Dobrze, że dookoła nie było zbyt wielu osób którym mogłaby przeszkadzać piłując ryja, bo z ekscytacji centralnie wydarła się na pół wagonu. — Nie no, kurwa, ¡DALE!, googlujemy bilety tu i teraz — zarządziła tonem nieprzyjmującym sprzeciwu, w międzyczasie przyjmując od Lucasa browara. Nie żartowała: jak powiedziała, tak zrobiła i zaraz zaczęła szukać po kieszeniach swojego telefonu, z wielkim zacięciem i pełną determinacją na twarzy. — Nie ma żadnego możemy pójść, tylko idziemy — poprawiła go, upijając z butelki kilka porządnych łyków. Kilka sekund później siedziała już pochylona do przodu, z otwartą łapą wyciągniętą w stronę Millera, domagając się kawałka brownie. Musiała w tym celu na chwilę odłożyć telefon i zawiesić pilne poszukiwania wejściówek na Pitbulla, ale dla wypieków Dorothy była gotowa przerwać sobie nawet w czymś tak ważnym i pilnym. — Ja akurat postoję, obejdę się czepkiem, ale nie ma problemu, jak bardzo chcesz to zgolę Ci ten pusty łeb — zapewniła z uprzejmym uśmiechem. — Już się o to kiedyś zakładaliśmy, więc wiesz, że zrobię to z ogromną radością — przypomniała beztroskim tonem, przyglądając się mu uważnie. — Właśnie. O co się zakładamy, że skopię Ci dziś dupę?

Lucas Miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ ⭑
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że będziesz jej zazdrościć... nie da się ukryć, że jest czego.
Chociaż słowa Indie były czystym żartem, wypowiedzianym w przypływie chwili, Lucas i tak był świadomy tego, że tak — zazdrościłby własnej matce, gdyby w jakikolwiek sposób, miała z Indie więcej wspólnego niż on. I faktycznie było czego. Oprócz pięknych oczu i ciętego języka, nie można było zapomnieć o wybitnym poczuciu humoru, którego… kurwa brakowało mu. Bardzo. Nawet nie był świadomy jak bardzo, dopóki nie przypomniał sobie, jak dobrze potrafili spędzać wspólne chwilę.
Przez moment to wszystko, co działo się przez ostatnie tygodnie wydało się odległe. Poprzednim sezonem, w dodatku tak chujowym, że nie chciałby do niego wracać nawet, gdyby ktoś zaoferowałby mu za to sporą sumkę pieniędzy. Zdecydowanie wolał, kiedy między nim a Caldwell nie stał ogromny, ceglany mur, którego niczym nie dało się przebić, a w który oni w pewnym momencie już walili własnymi głowami, wariując jeszcze bardziej.
I chociaż teraz nie było jeszcze w stu procentach okej, szczególnie u niego, był w stanie to przy niej schować. Chociaż na chwile, na jeden wieczór zapomnienia. Taki, w którym nie musieli się przejmować tym co było i co będzie, a po prostu być. Jak kiedyś. Lucas i Indie przeciwko całemu światu. I kiedy ona nawijała o pieprzonym labradorze, w głowie Millera już tworzyła się narracja, że…
Powinniśmy tak zrobić — podniósł na nią spojrzenie, osadzając swoje niebieskie ślepia na jej obłędnie szarych. Minę miał lekko bardziej poważną, chociaż wciąż radosną. — Zróbmy to, Caldwell. Dokładnie tak jak mówisz — aż się poprawił na siedzeniu, opierając głowę o chłodną ścianę i biorąc łyka piwa. — Weźmy ten wieczór, jakby miał być ostatnim. Jakbyś była jebanym piętnastoletnim labradorem z bogatej rodziny, któremu daje się czekoladę i robi wszystko, na co masz ochotę — wyjaśnił w końcu, nawet na moment nie spuszczając z niej spojrzenia. Znała go. Mogła zobaczyć po jego twarzy, że wcale nie żartował. Był w tym śmiertelnie poważny. W ostatnim czasie napluł jej tak wiele krwi, że należało się jej jak psu buda. Dzień Indie. I chociaż on miał być tylko podwykonawcą, tak ekscytowało go to równie bardzo. Chciał sprawić jej przyjemność.
Dokładnie tak samo jak chciał iść z nią na koncert jebaniutkiego Pitbulla. Pitbulla. Typa, którego każdy zarzekał się, że nie słucha, a tak naprawdę znali jego każdą piosenkę z top pięć na spotku. Oni przynajmniej nie kryli się ze swoją miłością dla łysego w garniaku.
No to kupuj — rzucił, kiedy tylko oznajmiła, że robi to już teraz w tym momencie. — Ja ci zaraz przeleje hajs. Albo kupie nam merch i outfity — wydawał się to całkiem uczciwy podział. Nachylił się do przodu, by widzieć, co ona tam wybierała za miejsca, bo przecież wiadomo, że nie interesowały ich jakieś marne trybuny. Trzeba było iść na płytę! No tylko Indie odstawiła telefon i chciała sięgnąć po brownie, więc co zrobił Lucas? Z a b r a ł jej kawałek brownie sprzed nosa. — Nie — pokręcił głową. — Ty klikasz, a ja cie karmie — oznajmił. — Przecież te bilety rozejdą się jak świeże bułeczki. Sprawdzaj to. I otwórz buzię — poprosił grzecznie, a kiedy ona faktycznie to zrobiła, Miller podsunął jej ciasto pod same wargi i chociaż nie powinien… na moment się na nie zapatrzył i sposób, w jaki miękka skóra otoczyła czekoladowe brzegi. Przełknął mocno ślinę. Oprzytomniał dopiero, gdy zapytała go o karę za frajerstwo.
Zakładamy się… — zaczął, podstawiając jej kolejnego gryza. — Że frajer robi jedną rzecz, którą zażyczy sobie wygrany. To może być cokolwiek. I nie można odmówić — czuł, że pewnie będzie tego jeszcze żałować, ale z drugiej strony, trzeba było mieć mindset zwycięzcy i nastawić się na powodzenie! — Co myślimy?

Indie Caldwell
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
24 y/o
Welkom in Canada
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
‘cause i’m gonna mess your life up, gonna wanna tape my mouth shut
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, jak tam chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinniśmy tak zrobić. Tak, okej, w porządku. To i wszystko inne, co tylko chciał. Nie istniała chyba taka rzecz, na którą nie byłaby gotowa przytaknąć teraz głową i tak też z resztą zaraz zrobiła, kiwając nią krótko na tak, powinniśmy. Cokolwiek przyszło mu na myśl, a jak się okazało akurat było to coś, co chcąc nie chcąc wywołało w Indie natychmiastowe poruszenie. Z początku nie rzucało się w oczy aż tak bardzo, bo spędziła dobrą chwilę usiłując zachować je dla siebie, ale ożywione spojrzenie szybko rozbłysnęło lśniącą ekscytacją, a kąciki ust z każdym kolejnym słowem mimowolnie unosiły się coraz bardziej ku górze. Zróbmy to, Caldwell. Nie musiała pytać, czy była to prawdziwa oferta — wiedziała, że mówił poważnie, rozumiała to od samego początku, nawet jeśli niełatwo było uwierzyć w to, że na wyciągnięcie ręki miała szansę taką jak ta. Nie wiedziała, czym dokładnie sobie na nią zasłużyła, ale nie zamierzała pytać. W ogóle jej to nie interesowało – zamierzała skorzystać z niej tak czy inaczej.
Okej — potwierdziła więc. Nie musiała w tym celu zastanawiać się bardzo długo, bo nie istniało takie miejsce w czasie i przestrzeni, żaden taki wszechświat, w którym jej odpowiedź brzmiałaby inaczej niż... — Zróbmy to — powtórzyła zgodnie, wpatrzona w Millera równie uważnie, co on w nią. Dobrze było móc nie tylko przyglądać mu się do woli, ile jej się tylko podobało, ale też móc robić to zupełnie bezkarnie, bez nieustannie ciążącego poczucia, że było w tym coś niewłaściwego.
Tak jak ceniła sobie fakt, że Lucas rozumiał powagę sytuacji i adekwatnie podchodził do tematu koncertu Mr. Worldwide, tak zrozumiale oburzyła ją kradzież brownie sprzed nosa. Dobitnie wyrażało to pełne dezaprobaty spojrzenie, które natychmiast rzuciła w jego kierunku.
Wypraszam sobie? — wtrąciła się jeszcze zanim zdążył się wytłumaczyć, wyraźnie niezadowolona. Po chwili namysłu doszła jednak do wniosku, że było w tej logice trochę sensu — sprawa biletów rzeczywiście była dosyć nagląca, więc... niechętnie musiała przyznać mu rację: były rzeczy ważne i ważniejsze. — Niech będzie — zgodziła się ostatecznie, łapiąc telefon z powrotem w dłoń. Musiała aktywnie pilnować się, żeby nie zatrzymywać spojrzenia na Lucasie na dłużej niż sekundę lub dwie, kiedy podsuwał jej pod nos kolejny kęs brownie, bo za każdym razem przynajmniej trochę wybijało ją to z rytmu.
Powodów do pośpiechu miała zatem więcej niż tylko jeden, toteż zamiast próbować protestować z czystej krnąbrności, tym razem wyjątkowo zgodziła się kooperować z Millerem wedle jego planu. Prawie całą swoją uwagę chwilowo zadedykowała sprawie biletów, regularnie robiąc sobie przerwę na kolejnego gryza, tak, że w którymś momencie osiągneli najprawdziwszy flow state, trwający aż do momentu, w którym mieli pewne wejściówki na koncert Legendy.
Mamy to — oznajmiła z ukontentowanym uśmiechem, odwracając ekran swojego telefonu w kierunku Lucasa, żeby mógł na własne oczy zobaczyć maila z potwierdzeniem zakupu. — To Ty ogarniasz czepki, garniaki i resztę — zarządziła, uznając to za sprawiedliwy podział. Z resztą nie tylko sprawiedliwy, ale i sensowny, bo miała wrażenie, że z ich dwójki to Lucasowi mogło być trochę łatwiej wytrzasnąć dwa garnitury. Bo tak, zamierzała przybyć na miejsce w pełnym pitbullowskim mundurku, z okularami przeciwsłonecznymi na nosie włącznie.
Podzielność uwagi miała raczej przeciętną, zwłaszcza przy takich poziomach zaaferowania, więc dopiero teraz mogła wrócić do kwestii warunków zakładu, tymczasowo porzuconej na rzecz skoncentrowania się na biletach.
Wracając: co myślimy? — powtórzyła po nim, chowając telefon z powrotem do kieszeni. — Myślimy... — zaczęła, drapiąc się po brodzie niby w zamyśleniu. — Że masz totalnie przejebane — odpowiedziała z cwanym uśmiechem na twarzy, zaraz ponownie wychylając się w jego kierunku, żeby wyciągnąć w jego stronę dłoń. Wiadomo, że prawdziwy układ trzeba było przypieczętować formalnym uściskiem dłoni. — Stoi — potwierdziła. — To ja się już lepiej zacznę od razu zastanawiać — stwierdziła po chwili, nie przejmując się faktem, że to wcale nie tak, że miała jakąkolwiek gwarancję wygranej. — Powiedziałabym, że Ty też powinieneś, ale szkoda żebyś tak marnował energię — dodała. — Długo jedziemy? Bo się normalnie doczekać nie mogę, żeby z Tobą wygrać.

Lucas Miller
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ ⭑
wszystko, tylko nie chat gpt i ai slop
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W życiu były rzeczy ważne i ważniejsze.
Koncert Pitbulla był n a j w a ż n i e j s z y.
To nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji. Wiedział to on i wiedziała to ona. Cały jebany pociąg to wiedział oraz dziesiątki tysięcy innych osób, które rzuciły się na bilety. Dlatego trzeba było działać szybko. Tylko głupiec myślał, że bilety na Mr Worldwide’a będą jeszcze potem. Miller akurat na tych sprawach się znał, dlatego zabrał Indie brownie sprzed nosa i kazał jej zająć się kupnem odpowiednich miejscówek. Oczywiście na płycie, bo tylko frajerzy kupowali trybuny, żeby siedzieć na tyłkach jak ostatnie lamusy, kiedy można było wywijać do Time of our lives pod sceną. P r o s t e.
No raczej, że ogarnę — skinął głową, gdy przydzieliła mu odpowiednia zadania w postaci przygotowania outfitów na to wielkie wydarzenie. — Gurl, nawet wiem skąd załatwić nam kozią bródkę, sztuk DWIE — pokazał jej na palcach, jakby ze słuchu nie wiedziała ile to dwa, po czym znowu przystawił brownie do pełnych ust przyjaciółki, spinając się cały w sobie, żeby przypadkiem znowu nie zapatrzeć się na jej wargi. Ale to wcale nie było proste, dlatego kiedy tylko bilety zostały zakupione, Lucas wcisnął jej resztę ciasta do ręki, a sam opadł na swoje siedzenie, zabierając się za butelkę piwa.
Z niedowierzaniem słuchał tego jej przesadnego nakręcania własnego zwycięstwa, kręcąc głową z bezczelnym uśmiechem wymalowanym na twarz. Lubił jej pewność siebie; lubił kiedy trash talkowała wszystkich dookoła, jakby w jej głowie nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby przegrać. W pewnym sensie go to rozczulało.
Ty już nie bądź taka hop do przodu, bo ci tyłu zabraknie, Caldwell — a jednak tak ją podsumował, żeby sprowadzić ją nieco na ziemię i przypomnieć jej, że przecież nie miała na przeciwko siebie byle jakiego przeciwnika, a człowieka, który również nie lubił przegrywać i który chociaż może i był życiowo niedorozwinięty tak we wszelakich grach festiwalowych maści był ś w i e t n y. — Ja tam nie muszę myśleć, już wiem, co będę chciał — dodał po chwili, stukając palcami o szklaną butelkę. Ale zaraz też musiał ją schować pod materiał kurtki, bo nie wiedzieć kiedy, nagle wyrósł przed nimi konduktor, żeby sprawdzić bileciki. Lucas przez moment się obsrał, że w ogóle zapomniał ich kupić, ale jego działająca jeszcze półkula okazała się być całkiem przydatna i miał je już na telefonie, bo przecież kupował je dwa dni temu. Pokazał, ziom skasował, opierdolił, że butów nie trzyma się na siedzeniach, a potem jeszcze posłał im jakieś podejrzane spojrzenie. Chuj, że z chwilą, w której poszedł oni i tak wywalili sobie nogi do góry. Najwidoczniej życie było im niemiłe.
To o czym ja to… — zaczął, próbując sobie przypomnieć, na czym miał polegać jego wygrany zakład. — A tak. Jeśli ja wygram, zostajesz w przebraniu Mr Worldwide’a na bite dwa tygodnie. Chodzisz w tym codziennie do roboty i każdego klienta w okienku witasz DALE! — nawet jej pokazał jakim tonem to sobie wyobrażał, imitując dźwięk z każdej, jebanej piosenki na którym był Pitbull, jakby tym samym nakładał sobie watermarka na nutę.
Chwile jeszcze podyskutowali, jeszcze więcej czasu się przekomarzali, wypili wszystkie piwka i nawet raz pokłócili się z konduktorem, który faktycznie się wrócił, żeby znowu ich opierdolić. Nawet zastraszał się, że wysadzi ich na kolejnej stacji, ale całe szczęście świetnie się złożyło, że następna stacja była tą ich, więc tylko uśmiechnęli się bezczelnie, pozbierali rzeczy i wyskoczyli na dworzec główny w Richmond Hill.
Przygodo trwaj!

mrs worldwide!
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”