ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
175 cm
dziennikarka / freelancerka
Awatar użytkownika
when I'm down on my knees, you're how I pray.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

uno

No, było miło, Mirello — wypowiedziane mimochodem zdanie przypieczętował rzuceniem kilku banknotów na blat.

Twarz królowej Elżbiety na dwudziestodolarówce zetknęła się z mokrym okręgiem whisky, którą blondyn wypił za jednym zamachem, jakoby demonstrując swój zawód chylącym się ku końcowi spotkaniem. Rinaldi mogłaby przysiąc, iż na zmarszczce pośrodku jego czoła widniał napis: szmata. Szklankę odłożył z hukiem, przyciągającym uwagę osób siedzących na pozostałych wysokich krzesłach. Na sekundę zacisnął palce na brzegu drewnianego baru aż zbielały mu knykcie, jakby czekał na jej odpowiedź. Na zmianę zdania, na stwierdzenie, że tylko żartowała i przyszła na randkę w tym samym celu, co on. Że to całe jej gadanie o chęci głębokiej konwersacji to wyłącznie blef. Że pod golfem i luźną spódnicą czeka na niego skąpa koronka.

Brunetka oparła brodę na wnętrzu dłoni, palce drugiej zaś sunęły w górę i w dół cienkiej nóżki na wpół pustego kieliszka. Uśmiechnęła się pięknie, pozwalając sobie na subtelny śmiech. Znajomy z aplikacji randkowej zawahał się – zsunął się już z siedzenia, ale nie ruszył. Spojrzał na nią z czymś na wzór nadziei w oku. Może temperamentne Europejki lubią się droczyć?

Marcella — odezwała się wreszcie, prostując się na niewygodnym hokerze. Do tej pory siedziała zwrócona ku towarzyszowi tak, jak nakazywały dobre maniery. Teraz jednak ciało skierowała na wprost całej kolekcji różnorakich trunków i szkła po drugiej stronie baru. Prosty i niezauważalny dla obojętnego człowieka gest miał sugerować bezwzględny finisz farsy. Głupi rechot, paplanina o inwestowaniu pieniędzy i niezgrabnie wpleciona propozycja wynajęcia pokoju – to za dużo dla kogoś, kto nie lubi tracić czasu na płytką przelotność. Blondyn starł ostatnie ślady wilgoci z wąsów, wciąż nie rozumiejąc — Mam na imię Marcella.

Prychnął w odpowiedzi na jej czelność i włożywszy portfel do kieszeni, żwawym krokiem udał się do wyjścia. Dziennikarka w końcu mogła wziąć głęboki oddech i zmyć z twarzy sztuczny uśmiech. Przysunęła kieliszek bliżej siebie, lecz nie zdecydowała się na dopicie drinka. Wreszcie miała okazję do dokładnego przyjrzenia się otoczeniu. Osądzając po braku okrycia wierzchniego, uznała, że większość gości do baru zeszła z wynajmowanych pokojów. Jako jedna z nielicznych nie planowała zostać w budynku na noc. Podobny do niej intruz zajmował miejsce tuż obok. Dotychczas miała go za plecami, ale teraz mogła go zlustrować. Pomimo wysokiej temperatury w pomieszczeniu i niepodważalnemu oddziaływaniu alkoholu, nie zdjął płaszcza.

Zdawał się nie dostrzegać niczego, co znajdowało się poza telefonem. Intensywnie pracował palcami, co rusz pocierając skroń. Marcella nie była ekspertką od mowy ciała, ale na podstawie własnych doświadczeń wysnuła tezę o ciężkim do opanowania stresie. Odwróciła wzrok, dopiero gdy mężczyzna się poruszył. Gwałtownie wstał i po równie szybkim umieszczeniu opłaty na blacie, wyszedł.

Rinaldi odruchowo obejrzała się za nim – szedł pewnie, nie oglądając się za siebie. Przeniosła spojrzenie na siedzenie, które jeszcze moment wcześniej okupował. Hoker dalej nie był jednak pusty – leżała na nim czarna, na oko skórzana, teczka, wyczekując właściciela. Ten z kolei nie wrócił po swoją własność, choć brunetka strzegła przedmiotu przed potencjalną kradzieżą. Mijały minuty, a samotne posiedzenie zaczęło nużyć Włoszkę. Z cichym westchnieniem postawiła stopy na podłodze i podeszła do pozostawionej rzeczy. Neseser był niezamknięty, a ciekawość radziła zajrzeć do środka. Marcella oparła się pokusie i posłała barmance porozumiewawcze spojrzenie. Gdy pracownica zatrzymała się naprzeciwko, brunetka uniosła teczkę.

Pan, który tutaj siedział, musiał ją zostawić. Wygląda na drogą i, sądząc po jej wadze, jest w niej wiele skarbów — przed wyjściem musiała upewnić się, że zrobiła to, co w takiej sytuacji powinna. Zguba pod nieobecność samozwańczej opiekunki mogła być bezpieczna tylko po drugiej stronie baru.

Rinaldi postawiła neseser pionowo, jednak ten, w krótkim okresie pomiędzy przejściem z jednych rąk do drugich, przewrócił się, wypluwając na zewnątrz część swojej zawartości. Bez chwili zastanowienia zaczęła chwytać przedmioty, w międzyczasie bełkocząc przeprosiny, chociaż winna była wyłącznie grawitacja. Grawerowana zapalniczka, pudełko miętówek i garść innych elementów chciała z powrotem włożyć do teczki. Odsunąwszy klapę, dostrzegła fragment fotografii. Zdjęcie było niewyraźne, ale widać było na nim coś, co Marcella uznała za fragment ludzkiego ciała. Skóra pokryta czerwienią – czymś, co do złudzenia przypominało krew. Brunetka spojrzała na barmankę, jakby chciała upewnić się, że to nie wymysł jej wyobraźni.

To chyba nie są dokumenty podatkowe — wymamrotała, jednak nie zamknęła teczki.



Liyana Sinclair
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marcella
27 y/o
For good luck!
176 cm
polewa piwo w hotelowym barze
Awatar użytkownika
The risk I took was calculated, but man, am I bad at math.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.
Od ostatniej rozmowy z poznanym lekarzem, Lina zaczęła nieco inaczej patrzeć na swoje otoczenie – tutaj, w hotelowym barze. Rzucona wtedy w eter uwaga, dotycząca podobieństw pracy tu i na oddziale ratunkowym, a także idąca za nią dyskusja, którą podjęli, wciąż siedziała w głowie Sinclair (może na równi z samym mężczyzną, choć tę myśl akurat całkiem skutecznie odpychała) i sprawiła, że teraz chyba nawet z większą uwagą przypatrywała się gościom.
Tamta kobieta w rogu sali, co rusz nerwowo unosząca rękę, by spojrzeć na drogi zegarek, zapięty na jej szczupłym nadgarstku. Co jakiś czas rozglądała się po wnętrzu, ale jej wzrok uporczywie wracał w okolice wejścia do baru; wyraźnie na kogoś czekała. Lina nawet wiedziała na kogo, bo ona i młodszy mężczyzna, z którym umówiła się tego wieczoru, nie pierwszy raz byli tu gośćmi. Jej mąż może czekał w domu, a może też był w jakiejś delegacji, gdzie również zapominał o tym, że przecież ślubował wierność. Liyana wiedziała, że mąż musi istnieć, bo kiedy kobieta wyciągała dłoń po szklankę wody, którą zamówiła, na jej palcu błysnęła obrączka. Może to przez wzrok Liny, a może była to jej standardowa procedura, ale ciemnowłosa widziała, jak po dotarciu do stolika, ściągnęła natychmiast pierścionek.
Tamta para, siedząca niedaleko baru, Lina mogła przysiąc, że była to ich pierwsza randka i strzelała, że chyba też ostatnia. Mężczyzny zbyt dobrze nie widziała, choć jego mowa ciała zdradzała kilka informacji o nim, ale znacznie ciekawiej było obserwować jego partnerkę. Kobieta wydawała się lekko znudzona, a nawet Linie wydawało się, że dostrzega w jej twarzy zniesmaczenie. Sytuacją? Randką? Tamtym gościem?
Obok nich samotnie siedział mężczyzna, który w ocenie Sinclair kompletnie nie pasował do tego miejsca. Po pierwsze, był ubrany w długi płaszcz, podczas gdy Lina miała na sobie bluzkę na cienkich ramiączkach, a i tak uznawała temperaturę tutaj raczej za wysoką. Po drugie, nie widziała w jego ruchach tego charakterystycznego oczekiwania, które się pojawia, kiedy wiesz, że ktoś zaraz do ciebie dołączy. Był zanadto skupiony na telefonie, jakby nie widział poza nim świata.
Głos klienta, który podszedł do baru, wyrwał Linę z tych rozmyślań i musiała skupić się na pracy. Gdy następnym razem spojrzała w tamtym kierunku, mężczyzny w płaszczu już nie było, podobnie jak tego z pary. Kobieta siedziała teraz sama przy stoliku, ale jej spojrzenie kierowało się w stronę miejsca, gdzie siedział tamten dziwny gość. Liyana również spojrzała w tamtym kierunku dostrzegając leżący neseser. Zmarszczyła brwi i po chwili zastanowienia ruszyła w tamtym kierunku. Gdy dotarły do niej słowa klientki, westchnęła cicho.
Jasne, zabiorę ją, pewnie facet zaraz się zorientuje, że coś zostawił i po nią wróci – powiedziała z pewnością w głosie, tuż przed tym, jak teczka się otworzyła, a jej zawartość wysypała na podłogę.
Kurwa – przeklęła odruchowo, widząc zdjęcie. Trybiki w jej mózgu zaczęły teraz działać na wyraźnie zwiększonych obrotach, ale jedyne o czym Lina myślała to fakt, że ta pieprzona walizka najwyraźniej oznacza kłopoty. Ale czy mogła już teraz jakoś im zaradzić? Jako pracownik tego miejsca przecież nie mogła tego zignorować. Liyana sięgnęła dłonią, by zamknąć teczkę i odezwała się do kobiety, wskazując na przejście za barem.
Proszę przejść z nią na zaplecze, ja skoczę na recepcję, zapytam, czy kojarzą faceta. – Nie czekając na odpowiedź ruszyła w stronę wyjścia, ale nie minęło pięć minut, kiedy wróciła. Kobiety nie było na sali, więc chyba wykonała jej polecenie. Przeszła za zaplecze z nieco marsową miną.
Nikt, zupełnie nikt go nie kojarzy, musiał być tu pierwszy raz. – Wolała już nie wspominać, że dziewczyna za recepcją akurat poszła zjeść, a ochroniarz uciął sobie drzemkę. Cóż, nie był to pięciogwiazdkowy hotel. Dostrzegając otwartą teczkę, Lina wróciła spojrzenie na swoją towarzyszkę. – To tylko jedno zdjęcie, czy jest tego więcej? – Czy na pewno chciała usłyszeć odpowiedź?

marcella rinaldi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
triggerują mnie oczywiste posty od ai, znikanie bez słowa i kontrolowanie mojej postaci
29 y/o
For good luck!
175 cm
dziennikarka / freelancerka
Awatar użytkownika
when I'm down on my knees, you're how I pray.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kurwa.

Komentarz barmanki pomimo lapidarności i surowości idealnie oddał esencję myśli nie tylko tych należących do niej, ale również tych kotłujących się w głowie Marcelli. Zamrugała prędko kilkakrotnie, jakby liczyła, że w tych krótkich interwałach niepokojący obraz zmieni swój kształt. Tak się jednak nie stało – szkarłatna maź z każdą mijającą chwilą kłuła w oczy coraz mocniej, powoli obracając podejrzenie w pewność. Jakość zdjęcia była niska, co, zamiast koić nerwy, rozbudziło je na dobre.

Brunetka obserwowała pospieszne ruchy pracownicy. Teczka wkrótce została zamknięta, na powrót połykając fotografię. Podążyła spojrzeniem za dłonią barmanki, która instruowała ją, gdzie powinna się udać. Bynajmniej nie chciała spędzić w tym miejscu ani chwili dłużej. Wiedziała natomiast, że sprawa może być poważna, zatem, bez zbędnej demonstracji niezadowolenia, zacisnęła palce na uchwycie nesesera i podążyła z nim we wskazanym kierunku.

Jak poparzona odłożyła teczkę na najbliższy blat i zamknęła za sobą drzwi. Wątpiła, iż ktokolwiek zajrzy do tego pomieszczenia, a nawet jeśli – nikt nie wiedział, co znajdowało się w środku skórzanego nesesera. Mimo wszystko zależało jej na zachowaniu jak najwyższej prywatności: tylko zguba, ona i barmanka, której nieobecność ciągnęła się w nieskończoność. Rinaldi skrzyżowała ręce na piersi, jakby ten gest miał zapobiec wyciągnięciu dłoni w stronę pozostawionego przedmiotu. Gapiła się w ciemny materiał, zastanawiając się, co jeszcze skrywa jego wnętrze.

Nie wytrzymała. Skróciła dystans do minimum i otworzyła klapę. Pochyliła się, usiłując dostrzec cokolwiek w czeluściach. Drzwi gwałtownie się otworzyły, a zaraz potem do uszu Marcelli dotarł głos barmanki. Spojrzała za kobietę, a następnie znów skupiła się na teczce.

Nie wiem, czekałam na ciebie — wymamrotała, odważając się w końcu na wysypanie wszystkiego na stół. Upewniła się, że w środku nic już nie zalega i pustą teczkę odrzuciła na bok — Marcella — pospiesznie wypowiedziała swoje imię i wyciągnęła rękę w kierunku towarzyszki. Nie był to perfekcyjny moment na formalności, lecz okoliczności nie zwiastowały poprawy atmosfery.

Zdjęcie to samo, co wcześniej, teraz leżało pośród kilku innych w podobnym klimacie. Niektóre były jeszcze mniej wyraźne, inne z kolei rozmyły wszelkie wątpliwości co do tego, co przedstawiały fotografie. Ludzkie, kobiece, ciało, czerwone plamy i ślady przypominające cięcia. Podobne obrazy widywała w filmach i nigdy nie podejrzewała, że dane będzie jej poczuć się jak w jednej z produkcji.

Rinaldi sunęła wzrokiem po kolejnych przedmiotach, szukając czegoś konkretnego. Dokumentu tożsamości, portfela albo czegokolwiek innego, co mogłoby naprowadzić je na trop właściciela teczki. Jej spojrzenie przyciągnął notatnik w raczej kieszonkowym rozmiarze. Przekładała kolejne kartki – większość była zapisana, ale treść nie miała żadnego sensu. Na niektórych stronach znajdowały się nieznajome symbole, dziwne ciągi liter, współrzędne geograficzne.

Wydaje mi się, że to jakiś szyfr — wygłosiwszy swoją tezę, przekazała notes barmance. Znów uderzyły ją mroczne obrazy. Wyglądały przerażająco prawdziwie, jednak Marcella w myślach zaczęła mnożyć mniej tragiczne scenariusze.

Nie myślisz, że to bez sensu? Facet nosi ze sobą neseser z taką zawartością i tak po prostu go zostawia? Zapomina go ze sobą zabrać? — przełamała się wreszcie i wzięła jedno ze zdjęć między palce. Przybliżyła je do twarzy, żeby dokładniej widzieć wszystkie szczegóły. Z tak niewielkiej odległości detale zdawały się jeszcze bardziej autentyczne. Może to tylko inscenizacja?

A może zrobił to celowo? Może chciał, żeby ktoś to znalazł? Może… ktoś miał ją przejąć? — zarzuciła kobietę kolejnymi domysłami, nie zastanawiając się, czy którykolwiek był prawdopodobny. To nie ona powinna wysuwać teorie, a policja, którą powinny zawiadomić jak najprędzej. Marcella miała ambiwalentny stosunek do służb – te w jej ojczyźnie działały raczej opieszale, do tych w Kanadzie brakowało jej zaufania.


Liyana Sinclair
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marcella
ODPOWIEDZ

Wróć do „Gladstone House”