-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
W przygotowywaniu randek, a już tym bardziej weekendowych wyjazdów, nie miał żadnego doświadczenia. Działał więc intuicyjnie, biorąc pod uwagę każdy szczegół, żeby jak najlepiej zaplanować ten czas. Oczywiście, pozostawiał miejsce na spontaniczność, ale były sprawy, których nie chciał poddawać przypadkowi.
W czwartek wieczorem wszystko było już gotowe. Dopiero wtedy wysłał Skye smsa, uprzednio upewniając się, że nie miała jakichś szczególnych planów. Cały piątek spędzony w pracy wydawał się dla niego torturą, zwłaszcza, gdy przechodząc przez open space, w przelocie wyłapywał spojrzenie Skye. Nie zdradził jej żadnych szczegółów oprócz sugestii, co powinna spakować, więc na odległość czuł jej wyczekiwanie i rosnącą z każdą godziną ekscytację. Miał dokładnie to samo.
Gdy wybiła siedemnasta, w biurze nie było już nikogo. Oprócz niej. Kiedy wyszedł ze swojego gabinetu, od razu odkrył, że znajdowała się już w połowie drogi do niego, w ręku trzymając torbę. Nie potrafił powstrzymać się przed objęciem jej. Potrzebował jej ciepła i dotyku, dzięki któremu momentalnie poczuł się lżejszy i spokojniejszy. A skoro już znajdowała się tak blisko, niewiele myśląc, pocałował ją czule, z wyraźną tęsknotą tłumioną przez cały dzień.
— Gotowa na podróż? - mruknął, odsuwając się od niej nieznacznie, i chłonął dzielone przez nich powietrze oraz otaczający ją niezmienny zapach wanilii. Każdego dnia w duchu gratulował sobie, że tyle był w stanie bez niej wytrzymać. Na szczęście, już dziś nie musiał się w ogóle hamować. Każda komórka jego ciała mówiła mu, jak bardzo mu jej brakowało. - Jeśli chcemy zdążyć na naszą randkę, musimy ruszać - wyznał z zawadiackim uśmiechem, bardzo niechętnie się od niej odsuwając, ale tylko po to, żeby odebrać od niej torbę. Drugą dłoń zaś wsunął między jej palce, prowadząc ją do windy. Miał nadzieję jej nie zawieść.
Przez całą podróż autem nie była w stanie wyciągnąć z niego, dokąd zmierzali. Na szczęście miejscowość, do której jechali to tylko dwie godziny drogi od Toronto, które spędzili na swobodnych rozmowach i przekomarzaniu się. Musiał przed sobą przyznać, że bez względu na cel podróży, uwielbiał wspólnie pokonywać z nią każde kilometry trasy. Przypomniało mu to, jak wiele czasu spędzili razem w tym Mustangu, wliczając w to podróż na punkt widokowy na przedmieściach miasta, na który kiedyś zabrał ją po jednej z kłótni z Loganem. Tym razem było inaczej. Tym razem wszystko zaplanował. Dla niej.
Ich domek znajdował się na uboczu drogi, oferując im prywatność i ciszę. Po wejściu do klimatycznej, ładnie urządzonej kwatery, na stoliku czekała na nich butelka wina i krótka adnotacja od właścicieli z podziękowaniem za przybycie. Za salonem znajdował się taras z przeszkleniem z jacuzzi i widokiem na winnicę oraz światła pobliskiego miasteczka. Dominic rzucił na podłogę ich torby, po czym stanął za Skye.
— Jak Ci się na razie podoba? - mruknął do jej ucha, otaczając ją ramionami od tyłu tak, by mogła swobodnie oprzeć się plecami o jego tułów, i skradł jej buziaka w policzek, po czym ułożył głowę w zagłębieniu jej szyi. Naprawdę strasznie za nią tęsknił.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego Skye wciąż miała poczucie, że potrzebuje wyjaśnienia kilku kwestii. Nie wiedziała na czym stoi, a jej życie toczyło się wbrew założonym sobie celom. Po rozstaniu z Loganem planowała pobyć sama, skupić się na sobie i tego czego ona chce, a nie wchodzić w kolejną relację. Jednak życie toczyło się własnym torem i zanim się zorientowała, to jej relacja z Dominicem stała się znacznie intensywniejsza. Poczucie kontaktu fizycznego się tylko wzmagało każdego kolejnego dnia. Byli jak dwoje zakochanych w sobie ludzi, którzy po latach rozdzielenia mogli być w końcu razem. Czy to był urok tak zwanego miesiąca miodowego? Czy może to było coś więcej? Niestety tego brunetka nie wiedziała.
Za to nie miała problemu z oznajmianiem, że tęskni za Reyesem, a praca w Forward Interiors stała się męczarnią. Wcześniej była w związku z innym mężczyzną, więc tym bardziej się hamowała przed bliższym kontaktem z mężczyzną. Teraz natomiast powstrzymywało ją tylko jak to będzie odbierane w oczach zespołu. Poza ich wzrokiem najchętniej chciałaby cały czas być w jego ramionach. Dlatego, gdy w piątek wybiła godzina siedemnasta, a w biurze byli już tylko oni, momentalnie ruszyła w jego kierunku widząc go w drodze do niej rzuciła torbę na ziemię i ostatnie metry prawie, że podbiegła do niego uwieszając mu się na szyi i odwzajemniając pocałunek, który od razu doprowadził ją do gęsiej skórki.
- Pierwsza randka i od razu cały wspólny weekend? Jesteś na to gotowy?- spytała unosząc znacząco brew, gdy zerkała na niego pomiędzy pocałunkami. Pracowanie z nim było pod tym względem straszne - powstrzymywanie swoich uczuć przed innymi.
Całe szczęście w końcu mieli przed sobą cały weekend. Tylko dla siebie. Tylko we dwoje. Z jednej strony czuła ogromną ekscytację- budzić się i zasypiać w jego ramionach, nie myśleć o godzinie i innych, a z drugiej strony obawiała się czy to nie będzie za dużo dla ich dwójki. Dwa dni tylko w swoim towarzystwie bez osób trzecich potrafił być niezłym sprawdzianem dla par. Szczególnie takich, których przynajmniej jedno z nich nigdy w związku nie było. A czy Skye i Dominic byli w związku? Tego kobieta nie wiedziała. Wszystko toczyło się tak naturalnie i szybko, że zabrakło pewnych podstaw.
Starała się jednak pozytywnie nastawić na ten weekend, o którym skubany nie chciał jej nic zdradzić. Odpuściła więc i cieszyła się z podróży będąc typową Księżniczką, która siedząc na miejscu pasażera miała najważniejsze zadania - ustawiać najlepszą temperaturę i muzykę. Trasa minęła jej dosyć szybko, tak jak zawsze czas z Dominicem. Kiedy dojeżdżali na miejsce skupiała już głównie uwagę na mijanych krajobrazach chłonąc widoki i czując niesamowitą radość. Tłumiła w sobie wszelkie obawy dając szansę tylko na szczęście. Dlatego od ostatnich minut podróży nie odzywała się słowem rozglądała się uważnie, a po dojechaniu na miejsce była pod ogromnym wrażeniem. Stanęła w oknie i aż wciągnęła głośno powietrze w reakcji na widok przed sobą. Dopiero kiedy ją przytulił, poczuła jak jej ciało automatycznie się rozluźnia opierając się na nim.
- Jest….- zaczęła poważne, ale zaraz przerwała szukając odpowiedniego słowa. - Jest cudownie- położyła swoje dłonie na jego, by czerpać z tego kontaktu jak najwięcej. Przymknęła też oczy chłonąc resztą zmysłów szczęście w jakim się znalazła - jego zapach, który ją podniecał czy ciepło ciała, którym ją obejmował. - Dziękuję Ci kochanie- szepnęła nie otwierając oczu i pierwszy raz nazywając go tak czule. Mogli nie rozmawiać o sobie, swojej przyszłości, ale uczuć, które w niej budził nie była w stanie się wyprzeć.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Czy to znaczyło, że tym wyjazdem porywał się z motyką na słońce? Sam wyjazd dużo już znaczył, ale widział to inaczej, niż Skye - dzięki temu mieli szansę poznać się lepiej, niż tylko jako przyjaciele, którymi byli dotychczas. Mieli również szansę spędzić czas tylko we dwójkę, bez całego świata zewnątrz i po prostu poddać się temu, żeby zobaczyć, do czego to wszystko prowadzi. On również wyobrażał sobie chwile, gdy zasypiał i budził się przy niej, gdy jedli razem śniadanie czy kolację i spędzali czas razem. Ten wyjazd był namiastką tego, co mogło ich czekać i był tego niezmiernie ciekawy.
Czy wobec tego czuł stres? Z pewnością obawiał się, że coś mogłoby Skye nie przypaść do gustu mimo, że przecież bardzo dobrze ją znał. Aczkolwiek do tej pory była wyłącznie jego przyjaciółką i jedynie mógł się domyślać, jakie mogła mieć potrzeby jako partnerka. Miał wiele obaw, które spychał na dalszy plan, zwłaszcza, gdy widział jej uśmiech i czuł na sobie jej dotyk tak, jak w końcu stało się to w biurze. Nadal nie rozumiał, jak tak drobna istota potrafiła na niego działać, przynosząc mu spokój i wytchnienie, niemniej poddawał się temu bez żadnego wahania.
— Bardziej już nie mogę - przyznał, biorąc głębszy oddech. Była wszystkim, czego było mu potrzeba. I musiała w ten weekend się o tym przekonać.
Z każdą chwilą w jej towarzystwie czuł coraz większe odprężenie. Jakby wszelkie obawy względem ich relacji pozostały w Toronto. Jej towarzystwo, śmiech i bliskość, którą czuł zwłaszcza, gdy w trakcie drogi trzymał ją za udo, rozwiewało wszelkie wątpliwości, jakie dotychczas tliły się w jego umyśle. Go big or go home, right?
Po dotarciu na miejsce znowu stał się mniej pewny siebie i choć może tego nie okazywał, tak szukał potwierdzenia w jej zachowaniu, gestach i słowach, że wszystko było w porządku. Instynktownie znalazł się przy niej, wiedząc, że tylko ona była w stanie rozwiać wszelkie jego wątpliwości i obawy oraz ukoić jego nerwy. Gdy usłyszał jej słowa, odetchnął mocniej. Ale kiedy dotarło do niego słowo kochanie, niemal się rozpłynął. - Nie, Słońce. To ja dziękuję, że jesteś tu ze mną. - Musnął czule ustami jej szyję, jednak nie potrafił poprzestać na jednym pocałunku, dlatego odsunął jej włosy, żeby uzyskać do niej łatwiejszy dostęp, i zostawił na niej kilka mokrych śladów. Naprawdę w jej obecności głupiał.
— Powinniśmy przygotować się do wyjścia - przyznał pomiędzy pocałunkami. - Samochód pojawi się po nas za niecałą godzinę - dodał zaraz. Wszystko dobrze zaplanował, pozostawiając im chwilę czasu na odświeżenie się, zanim udadzą się w następną podróż - krótką, ale jakże ważną. W tym momencie pozostawiał Skye decyzję, w jaki sposób zamierzała ten czas poświęcić.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- W takim razie się przekonajmy- odpowiedziała zmierzając z nim pod rękę przez biuro. Kolejne dwa dni mogło być ich być albo nie być. I tak idąc do łóżka za pierwszym razem postawili wszystko na jedną kartę- związek Skye, przyjaźń między nią, a Dominicem i przede wszystkim wieloletnią przyjaźń między mężczyznami. Pomimo alkoholu w ich krwi, byli świadomi tego, co zrobili. Co więcej - nie żałowali tego. Jeżeli cała trójka była w stanie sobie z tym poradzić, może dla nich i ich ewentualnego związku była prawdziwa szansa?
Ponieważ Skye wiedziała już, że Dominic całkowicie skradł jej serce. Kiedy kochali się w łazience w restauracji - intensywnie, namiętnie- w jej głowie wręcz krzyczała myśl, że kocha tego mężczyznę. Że chce być cała jego - tylko i wyłącznie jego. Był wszystkim czego chciała i potrzebowała, a miłość, która ją wypełniała była całkowicie inna niż dotychczasowe, którymi obdarzała facetów w swoim życiu. Ta była dojrzała - rosła w niej powoli, stopniowo wypełniając każdą cząstkę jej ciała. Nie zostawiała pustych przestrzeni. Miała wręcz wrażenie, że z każdym kolejnym dniem ta miłość jest coraz większa. Czy będzie mieć swoje granice? Nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie, więc pozostawało jej się tylko o tym przekonać, ale czuła, że blondyn jest tego wart.
Szczególnie kiedy właśnie byli w drodze na randkowy weekend. Była cholernie ciekawa dokąd ją zabiera i co dla nich zaplanował. Sądziła, że uda jej się coś z niego wyciągnąć, ale był zbyt uparty. Całe szczęście, że nie wyciągnęła swoich największych dział, bo wtedy szybko by wszystko wyśpiewał. Uszanowała jednak jego wolę niespodzianki i po pewnym czasie dała sobie spokój, a skupiła się po prostu na jego towarzystwie. Prawda była taka, że gdziekolwiek wylądują- byłaby szczęśliwa, oby tylko był obok niej i zabijał pojawiające się pająki i wszelkie robactwa.
Stojąc przed oknem otulona jego, gorącym jak zawsze, ciałem, resztki jej obaw uciekały w niepamięć. W jego ramionach wszystko wydawało się proste i osiągalne. Nawet podziwianie widoku przyrody było znacznie przyjemniejsze, gdy robili to razem. - W sumie to nie miałam wyjścia. W Twojej wiadomości nie było żadnego pytania przecież- zaśmiała i odchyliła jeszcze bardziej głowę w niemej prośbie o więcej pocałunków. Wspólna praca nie była już taka przyjemna - teraz się pilnowali jeszcze bardziej, więc pozostawały im w ciągu dnia jedynie pikantne SMS-y, a także schadzki w aucie podczas przerwy na lunch. W sumie na to ani trochę nie narzekała.
Sądziła, że ze względu na późną porę, zostaną już w domku rozkoszując się wolnym czasem i sobą nawzajem. Dlatego była nieco zaskoczona jego wiadomością. Pewnie powinna teraz przerwać pocałunki i zadać mu to pytanie, patrząc mu w twarz, ale jego pocałunki były zbyt przyjemne, żeby miała je tak brutalnie przerwać. Jeszcze kilka i pójdzie się szykować, ale potrzebowała jeszcze trochę zachęty!
- Oh a gdzie jedziemy? Muszę wiedzieć jak się przygotować- czy założyć coś eleganckiego czy będzie kazał jej się wspinać na
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Poznawanie siebie w tej wersji było zaskakujące nawet dla niego samego, ale przez ostatnie dwa miesiące od pierwszej wspólnej nocy z ciemnowłosą, zdążył się trochę oswoić ze swoimi uczuciami i nową sytuacją. To także musiało mieć wpływ na obecne postrzeganie relacji ze Skye. Mimo że nie był do końca pewien, jak określić to, co się między nimi działo, to miał pewność, że związek z nią był wart podjęcia każdego ryzyka.
— Miałaś wyjście. Mogłaś się nie zgodzić - mruknął między pocałunkami. - Mogłaś nie zaczekać na mnie. Mogłaś wyjść do klubu z Hailey i znowu zostać oblaną przez jakiegoś typa, który zawróciłby Ci w głowie - powiedział żartobliwym tonem, którym próbował ukryć swoją niepewność, a nawet lekkie ukłucie zazdrości. Przecież doskonale zdawał sobie sprawę z tego, o czym mówił. Ostatnio dużo myślał o ich pierwszym spotkaniu. Nie dało się walczyć z przeznaczeniem, choć wtedy to Logana uznała za swoje przeznaczenie. Czy teraz był nim dla niej Dominic? Nie wiedział. Natomiast wiedział, że gdyby ktoś inny zawrócił jej w głowie… nie chciał o tym teraz myśleć, dlatego skupił się na pocałunkach, obsypując nimi jej szyję i ramię.
— Dla mnie wyglądasz idealnie tak, jak teraz - stwierdził bez namysłu. Dla niego nie musiała jakoś szczególnie się przygotowywać. Najważniejsze było, że naprawdę przy nim była. - Otóż, Słońce moje piękne, jedziemy na kolację do jednej z kilku w okolicy winiarni - zdradził jej w końcu, opierając brodę ponownie na jej zagłębieniu. Oboje nie potrafili odmówić sobie dobrego jedzenia, a do tego połączono to z degustacją wina, co miało ich dobrze zrelaksować przed snem. No i podczas tego wyjazdu, mimo kuchni w domku, nie zamierzał gotować, chcąc się w pełni skupić na Skye.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jednak pomimo przyjaźni budowanej od miesięcy, tak nagle ostatnie tygodnie przybrały na znacznie na intensywności. W ciągu raptem trzech miesięcy w ich życiu się wydarzyło więcej niż przez cały poprzedni rok, co niekiedy ją przytłaczało i nie potrafiła się odnaleźć. Tak jak wtedy, gdy po zerwaniu z Loganem zamierzała nie wchodzić w żadną relację i skupić się na sobie, by po kilku godzinach wylądować w łóżku z Dominicem. Reyes ewidentnie zawrócił jej w głowie.
- Oh jak szef mi mówi, że mam siedzieć do siedemnastej to grzecznie się go słucham- wtrąciła uśmiechając się pod nosem, bo przecież była posłusznym pracownikiem. Powinien odpowiednio ją za to wynagrodzić, jednak w zamian dostała komentarz, który wywołał zmarszczkę pomiędzy jej brwiami. Doskonale pamiętała jak się poznała z Haynesem i nie wiedziała jak teraz odczytać słowa Dominica. Był zazdrosny? A może dawał jej do zrozumienia, że jej nie ufa, skoro zdradziła swojego partnera? Może powinna pociągnąć ten temat i dopytać się, co miał na myśli, ale w ich przypadku od dawna po prostu poważne tematy zamiatali pod dywan żartując z nich. - Hmm nie wiem czy komuś udałoby się teraz wcisnąć do mojego umysłu. Ktoś się w nim za dobrze już zadomowił- lecz to akurat żartem nie było. Skye nie miała ochoty teraz spędzać wieczoru w klubie tańcząc i ryzykując, że przyczepi się do niej jakiś zboczeniec. Jeżeli ma iść tańczyć, to tylko z tym blondynem u boku.
Jednak dzisiejszego wieczoru mieli najwyraźniej innej plany. Na jej ustach momentalnie znowu pojawił się uśmiech, a po plecach przebiegły ją dreszcze. Kochała jego czułe pocałunki i to jak obejmował jej drobne ciało, jakby zgarniał je całe dla siebie i rzecz w tym, że ona była już cała jego.
- Bo teraz przez Ciebie przemawia napalony facet, który chce wykorzystać ten czas inaczej- zaśmiała się i w końcu odwróciła się przodem do niego, zarzucając mu ręce na szyję i wpatrując się w jego tęczówki . - Potrzebuję wziąć chociaż prysznic po całym dniu w biurze i wyglądać lepiej niż idealnie podczas pierwszego pobytu w winiarni- dodała i żeby nie dyskutował w tym temacie, zamknęła mu usta całując go. Nie spieszyła się napawając się tą chwilą. Całowała go namiętnie, z wyczuciem, aż z jej ust wyrwało się ciche jęknięcie. Całował zbyt dobrze i zbyt długo dzisiaj musieli się powstrzymywać od pocałunków.- Ale myślę, że przydałaby mi się jakaś pomoc przy myciu pleców…- odezwała się w końcu delikatnie od niego odsuwając. Zaczęła też pomału wycofywać się do łazienki, a przy tym rozpinać koszulę, która miała na sobie. - Sam wiesz… kogoś kto mi podpowie i wskaże miejsce, gdzie jeszcze powinnam sięgnąć dłonią z żelem- mówiąc to ostatecznie rozpięła już całkiem koszulę, a jego oczom ukazał się (jego ulubiony) czarny koronkowy stanik. Patrząc mu prosto w oczy, zdjęła go, pozwalając by jego oczom ukazały się piersi w całej okazałości. - Tylko wskazywać. Możesz popatrzeć, ale nie dotykać- zaznaczyła jasno i wyraźnie z zadziornym uśmiechem , a następnie odwróciła się w stronę łazienki, gdzie wylądowała, aby naprawdę się doprowadzić do porządku.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Rok w przyjaźni ze Skye pozwolił mu dostrzec pewne rzeczy. Będąc świadkiem związku między dwójką bliskich mu osób, widział z boku, co się z tym wszystkim wiązało. Ile wysiłku należało włożyć, żeby relacja funkcjonowała tak, jak należy. Na jakie kompromisy należało pójść, żeby obie strony były zadowolone. I jak pewnych spraw czasem nie dało się przeskoczyć, jeśli działało się wbrew sobie. Wiedział też, jak nie należało traktować kobiety. I że Skye zasługiwała na wszystko, czego pragnęła.
— To szef zabrał Cię na randkę? - mruknął. Choć wyczuwał w jej słowach żartobliwy ton, tak zastanowiło go, czy przypadkiem zbyt wiele jej nie narzucał. Chciał, by miała świadomość, że zawsze miała wybór. Był jej szefem w pracy, ale miał też inną rolę. Której jeszcze nie określił. To jedna z najważniejszych kwestii do poruszenia przez nich w najbliższym czasie. Cholera, sam zaczynał się w tym gubić. Jej następne słowa nieco go uspokoiły. Właściwie chyba po raz pierwszy przyznała się do tego na głos.
— To dobrze - uznał krótko, postanawiając nie drążyć tematu. Żałował, że pozwolił sobie na chwilę zbłądzić swoim myślom w tym niezbyt przyjemnym kierunku. W tym momencie było to zupełnie niepotrzebne. Może to przez zmęczenie? Mur, który przed sobą postawił, wraz z jej bliskością mimowolnie coraz bardziej malał, uchylając przed nią słabości, o które nigdy by siebie nie podejrzewał. Musiał się przywołać do porządku. To nie był odpowiedni na to moment.
— Och, to tak o mnie myślisz? - Uniósł wysoko brwi z udawanym oburzeniem i wypuścił ją z objęć tuż zanim odwróciła się przodem do niego. Fakt był taki, że sama przyzwyczaiła go do takiej dostępności, a on nie ukrywał, że uwielbiał się z nią kochać na wszelkie możliwe sposoby. - Mogę trzymać ręce przy sobie. Przez cały wyjazd - powiedział z łobuzerskim uśmiechem, chowając dłonie za swoimi plecami, traktując to jako kolejną próbę siły woli. Zwłaszcza, że właśnie zarzuciła mu ręce na szyję, przywierając do niego całym swoim ciałem. Zacisnął mocniej pięści, bo aż go mrowiło, żeby znowu objąć ją w talii. Była zbyt przebiegła, doskonale wiedziała, że blefował. Już miał coś jej odpowiedzieć, ale skutecznie powstrzymała go pocałunkiem, tak namiętnym, że po chwili poddał się kompletnie, splatając ich wargi z równym oddaniem, dłońmi wędrując na jej plecy, żeby zamknąć ją w swoich ramionach.
Kiedy w końcu się od niego odsunęła i wspomniała o pomocy, zmrużył oczy. - Hm… naprawdę? - przekrzywił nieznacznie głowę, obserwując, jak się od niego oddala, odpinając koszulę guzik po guziku i mimowolnie oblizał wargi. Mała, podstępna prowokatorka. - No cóż, nie możesz sobie pozwolić na żadne niedopatrzenie - stwierdził zgodnie, ściągając przy tym brwi. Ciężko było sprzeczać się z takimi argumentami. A gdyby tego było mało, argument w postaci koszuli właśnie wylądował na podłodze, ukazując czarną koronkę, która po chwili również zniknęła, przedstawiając jego ulubiony widok, któremu nie sposób było już odmówić. Dopiero jej słowa sprowadziły go z powrotem na ziemię. - Wiesz, że to tak nie działa. Takich inspekcji dokonuje się osobiście. Poza tym mi też przyda się kąpiel. Bądźmy eko, nie marnujmy wody - odparł piekielnie poważnie, ale idąc za nią, kąciki jego ust rozszerzyły się pod wpływem szelmowskiego uśmiechu. Oszalał. Kompletnie oszalał na jej punkcie.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie, szef mi kazał zostać do siedemnastej. Na randkę zabrał mnie… zabrałeś mnie Ty- zaczęła odpowiadać bez większego zastanowienia z uśmiechem na twarzy, ale gdy przyszło jej doprecyzować, kto ją zabrał na randkę, to na ułamek sekundy zamilkła. Bo kim po pracy był dla niej Dominic, skoro nie szefem? Spędzali wspólnie wieczory rozmawiając o wszystkim, tylko nie o swojej relacji i wspólnej przyszłości. Czy jakąkolwiek mieli? Skye zawsze wchodziła w związki z nadzieją, że to będzie ten jedyny i zawsze kończyła ze złamanym sercem. Po rozstaniu z Loganem chciała przemyśleć parę spraw, ale… Ale obecność Reyesa na to nie pozwalała. Z jednej nie miała na co narzekać - gwarantował jej niezapomniany seks za każdym razem i uśmiech przy każdej możliwej okazji. Lecz kiedy nie było go obok, ilość pytań w jej głowie się mnożyła, zamiast maleć.
Jednak jednego była pewna - z Dominicem było jej po prostu dobrze. Ilekroć znajdowała się w jego ramionach, wszystko było idealne. - Też mi to pasuje. Nie zamierzam na to narzekać- dodała gładząc czule jego dłoń, którą obejmował ją w talii. Nie było szans, aby ktoś teraz zawrócił w jej głowie tak jak blondyn, a trzeba wziąć pod uwagę to, że zna go od ponad roku i to całkiem dobrze.
- A nie masz na mnie ochoty?- spojrzała na niego znacząco. Serio myślał, że ją przekona, że wcale tak nie jest? Wystarczyło ostatnio jedno zdjęcie, a już rezygnował z lunchu, żeby się wymknąć tylko we dwoje w ustronne miejsce. I nie przeszkadzało jej to ani trochę - wręcz schlebiało. - I dałbyś radę trzymać ręce przy sobie przez cały wyjazd?- spytała stając na palcach, by wyszeptać mu to prosto w usta. Nie czekała na żadną słowną odpowiedź. Wystarczyło, że wpiła się w jego usta, by po chwili poczuć, że nie był w stanie wytrzymać nawet niecałej minuty, by jej nie objąć. Drgnęła, gdy przycisnął jej ciało do swojego i wiedziała, że też by nie dała rady. Przecież wtedy wyjazd byłby torturą, a nie przyjemnością, gdyby nie mogła poczuć jego ciała. Tym bardziej, że większość dnia pracowali razem i wtedy nie mogli się dotykać. To była już wystarczająca męka.
Dlatego nie zamierzała też się wielce przeciwstawiać zabawie na tym wyjeździe. Skoro mieli niecałą godzinę, to jeżeli się odpowiednio pospieszą, to zdążą ze wszystkim. A wolała jednak nie torturować zbytnio Dominica , bo podejrzewała jaka może być jego reakcja, gdy zobaczy jaką sukienkę miała wybraną na dzisiejszą kolację.
Podobał jej się ten wzrok, którym ją obdarzał. Czuła się wtedy cholernie kobieco i pociągająco. Logan również patrzył na nią pożądliwym wzrokiem, ale już od dawna nie czuła przy tym żadnej ekscytacji. Wszystko się wypaliło równie szybko, co rozpaliło. Z Reyesem ten ogień rozpalał się powoli wraz z każdym wspólnym projektem w pracy, nadgodzinami biurze, lunchami na mieście… Doszło do tego, że bardziej działał na nią delikatny dotyk Dominica niż namiętny pocałunek z Loganem. To blondyn ją rozpalał i doprowadzał do tego, że stała teraz w łazience rozbierając się przed nim. - Nie jestem pewna czy w tym przypadku to byłoby eko- zaśmiała się i weszła w końcu pod prysznic. Włączyła wodę i odwróciła się do niego plecami, pozwalając aby woda spływała po jej nagich plecach i pośladkach. - To gdzie powinnam zacząć?- spytała figlarnie rzucając mu spojrzenie zza ramienia.
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Na jej przytaknięcie i czuły gest odetchnął nieco głośniej, nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów, by jakkolwiek jej odpowiedzieć. Była dla niego całym światem, nie wyobrażał sobie, żeby ktoś inny zajął jego miejsce nie tylko w jej głowie, ale i w jej sercu. Czy on rzeczywiście wypełniał je w całości? Ciemnowłosa w tej kwestii również nie była zbyt wylewna, do tej pory to on zapewniał ją, że była dla niego ważna. Zdawał sobie sprawę, że ostatnio zachowywał się, jakby brał wszystko za pewnik, ale tak naprawdę czuł podskórnie, że dopóki nie wyjaśnią sobie, na czym stali, nie miał pewności co do swojej pozycji. A najstraszniejsze dla niego było odsłonić się, nie wiedząc, czy Skye odwzajemniała to w takim samym stopniu. Kto wie, czy nie był tylko fascynującą przygodą, za którą miała go każda poznana dziewczyna?
Dlatego następne jej słowa nieco uderzyły w jego dumę. Sam był sobie winien, do niedawna wiodąc rozpustne życie i nie potrafiąc niczego Skye odmówić, ale finalnie jej opinia wiele dla niego znaczyła. Jej słowa więc potwierdzały jego obawy. Najgorsze jednak było to, że miała rację - miał na nią ochotę. Zawsze. Niezmiennie. I zbyt bardzo, żeby potrafić się przy niej zachowywać. A że do tego prowokowała go niczym bezlitosna diablica, miał przejebane.
— Myślę, że to działa w obie strony. Inaczej nie próbowałabyś mnie właśnie uwieść - zauważył, jeszcze przez tę krótką chwilę próbując się powstrzymać przed jej kusicielską mocą, ale i tak był już na przegranej pozycji. Nie pozostało mu więc nic innego, jak oddać się chwili namiętności, przez którą zupełnie wyrzucił z głowy wszystko, co przed chwilą zajmowało mu głowę, bo w niej pozostała tylko Skye.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Hipotetycznie to wszystko wydawało się możliwe, ale w praktyce nie dałaby rady oszukać własnego serca, które rwało się do niego. To wszystko mogło się okazać zabawą. Mogli skończyć ze złamanym sercem. Rozczarowani. Ale wiedziała, że nigdy nie będzie żałować żadnej wspólnej chwili. Szczególnie od czasu, gdy poszli do łóżka i mogli dać się pochłonąć namiętności. W końcu nawet tamtej nocy nie żałowała ani przez ułamek sekundy. Całkowicie zawładnął całym jej ciałem.
- Muszę przyznać, że nie mam do tego żadnych kontrargumentów. Zostałam zdemaskowana- przyznała z uśmiechem przybliżając się do niego jeszcze bardziej. Może i nie była zbyt wylewna w słowach bojąc się tak jak on - odrzucenia. Mogła trochę go jeszcze potrzymać w niepewności, ale godziny spędzane razem w biurze, gdy muszą trzymać emocje i żądzę na wodzy, wystarczająco ją wyniszczają. Gdy zostają sami, oddaje się w pełni pożądaniu, które w niej rozpala, nie chcąc i nie potrafiąc z tym walczyć.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Dominic Reyes