-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Lacey nie mogła ściągać go do siebie. Nie w obliczu tego, że pozostawała związana z kimś innym, choć prawdę powiedziawszy po ostatniej kłótni ze swoim partnerem nie była już nawet tak do końca pewna, czy rzeczywiście jeszcze go posiadała. W ciągu minionych tygodni wydarzyło się wiele, zdecydowanie z b y t wiele, za sprawą czego Tadwell straciła cierpliwość.
Otwarcie związku to jedno, a jednak ściągnięcie na siebie niepotrzebnego niebezpieczeństwa znacznie wykraczało poza granice tego, co ona była w stanie wytrzymać.
Wolała trzymać się tego, co bezpieczne. Mało tego, relacja z Radwellem była też niesamowicie przyjemna, co okazało się dla niej sporym zaskoczeniem. Kiedy ich drogi skrzyżowały się po raz pierwszy, Lacey naprawdę nie przypuszczała, że zdoła polubić go do tego stopnia, a jednak było w nim coś, dzięki czemu zapewniał jej niezbędny komfort. Przy nim czuła się na tyle swobodnie, iż relaksowała się bardziej, niż kiedy samotnie zaszywała się w domowym zaciszu. Obecnie to właśnie przy nim odpoczywała.
Nie zaprotestowała zatem, kiedy zasugerował, że noc mogli spędzić w swoim towarzystwie. Odpowiadało jej to, a poza tym też odezwało się w niej pewne zaciekawienie. Chciała przekonać się o tym, co jeszcze uda jej się odkryć, w pewnym sensie łamiąc przy tym zasady, które narzuciła sobie początkowo. Nie miała się do niego przywiązać, nie miała też próbować lepiej go poznać, a jednak mimowolnie właśnie w tamtym kierunku zmierzała.
Radwell sprawił, że nie umiała mu się oprzeć.
Taksówka zatrzymała się właśnie w okolicy, którą wskazał Sonny. Lacey już jakby odruchowo zerknęła przez okno, odrobinę zaskoczona widokiem, który tam zastała. Nie odezwała się jednak, dopóki nie wysiadła z auta. Dopiero, kiedy Radwell się z nią zrównał, brunetka zmierzyła go spojrzeniem. Kryło się w nim ciut powątpiewania. — Wyobrażałam sobie ciebie raczej w mieszkaniu — skomentowała, a na jej usta wkradł się łagodny uśmiech.
Nie była to wizja, do której byłaby szczególnie przywiązana, no bo dlaczego miałaby? Ostatecznie przecież aż tak dobrze go nie znała.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pod wpływem jej spojrzenia lekko się speszył, zastanawiając się nad tym, czy dobrze zrobił, zapraszając ją tutaj, ale teraz już nie było odwrotu… Ale właśnie dlatego wcześnie wzbraniał się przed ściągnięciem jej tutaj – chciał uniknąć podobnych spojrzeń i nie chciał, żeby pomyślała o nim gorzej przez jego sytuację mieszkaniową, która była zdecydowanie gorsza od jej własnej.
– Taki był początkowo plan, ale trafiła się dobra okazja i stąd mam bliżej do pracy – lekko wzruszył ramionami, nie potrafiąc uzasadnić swojego wyboru wspaniałą okolicą, marzeniem o mieszkaniu tu czy świetnym domu. Wybór był podyktowany kwestiami finansowymi i czasowymi – ze znajomymi sporo oszczędzali wynajmując bliźniaka zamiast mieszkania bliżej centrum, mogli tu się zmieścić większą grupą, a przy okazji Sonny miał stąd bliżej do pracy w zakładzie, który był ulokowany bardziej na obrzeżach niż w samym centrum.
Gdyby jednak miał wybierać sobie mieszkanie już na serio, na dłużej, a nie coś na chwilę, to na pewno nie zdecydowałby się na życie tutaj. Ale na razie była to dobra opcja, dlatego nie kręcił nosem.
– Chodźmy – zaproponował i skinął głową w stronę swojego domu, dokąd udał się i gdy znaleźli się przy drzwiach, otworzył je kluczem, ale nie wpakował się do środka pierwszy. Zamiast tego tylko zapalił w środku światło, bo włącznik znajdował się akurat w pobliżu drzwi, po czym zapraszającym gestem zachęcił Lacey do środka. – Mamy dziś dom dla siebie – poruszył zaczepnie brwiami, uśmiechając się przy tym zadziornie. Mogli dziś korzystać z niego swobodnie, co na pierwszą wizytę Tadwell było idealną opcją. Nie musiała czuć się przytłoczona tym, że kręcili się tu inni, obcy ludzie. Dziś powinno być tu na tyle pusto, że pewnie nawet nie musiał opowiadać o tym, że z kimś tu mieszkał, ale Radwell wolał o tym ostrzec na wypadek, gdyby brunetka wpadła tu na coś, po czym mogłaby dopowiedzieć sobie niewłaściwą historię. Nie chciał, żeby przez przypadek pomyślała o nim źle przez coś, co nawet do niego nie należało.
Chciał również w ten sposób podkreślić to, że była to tylko tymczasowa sytuacja.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Lacey miała uporządkowane priorytety. Już lata temu wiedziała, czego chce od życia i z przeogromną determinacją dążyła do tego, aby to osiągnąć. Była z siebie zadowolona, ponieważ do wyznaczonego sobie celu dotarła w dość krótkim czasie, mimo to nie mając zamiaru przestać się rozwijać.
Wiedziała jednak, jak wiele ją to kosztowało. Poza pracą niemal nie posiadała życia, ponieważ od wyjść z koleżankami ważniejsze było dla niej zagrzebywanie się w kolejnych raportach. Prawdę powiedziawszy nie pamiętała już miesiąca, w ciągu którego tak wiele wieczorów spędziłaby poza domem, a jednak w towarzystwie Radwella zdarzało jej się to coraz częściej.
Gdyby był tego świadomy, być może dostrzegłby to, że jego sytuacja finansowa nie miała dla niej znaczenia. Nie miała w żaden sposób zmienić tego, jak się przy nim czuła, ani też tego, w jaki sposób ją postrzegała. A gdyby nawet, współdzielenie domu ze znajomymi bynajmniej mu nie ujmowało. Mało tego, Tadwell już od samego początku była w stanie dostrzec dobre strony tego miejsca. — I masz ogródek, w którym możesz się bezkarnie wylegiwać? — dopytała, uśmiechając się przy tym łagodnie. Być może nie było to możliwe w towarzystwie współlokatorów, jednak gdyby ją o to zapytał, Lacey pewnie wpadłaby na kilka pomysłów, do których można byłoby to miejsce wykorzystać.
Sama nie zamierzała jednak zanadto rozwodzić się w kwestii tego tematu. Opuściła natomiast taksówkę i pomaszerowała prosto za Sonny’m, czekając już tylko na zaproszenie, aby przekroczyć próg jego domu. Nie odmówiła sobie tego, aby rozejrzeć się po jego wnętrzu, choć na chwilę obecną wyłącznie ukradkowo. W pierwszej kolejności wolała bowiem odwrócić się w stronę blondyna i za materiał koszulki przyciągnąć go bliżej siebie, aby czym prędzej zamknąć jego usta w pocałunku.
Miała na to ochotę, odkąd tylko wsiedli do taksówki.
Kiedy się wycofała, na jej ustach jeszcze przez moment majaczył zaczepny uśmiech. — To sugestia, że możemy przetestować wszystkie meble? — zapytała, lekko poruszając przy tym brwiami. Nie przestawała na niego spoglądać, kiedy kącik jej ust uniósł się jeszcze wyżej. — Możesz mnie oprowadzić — zasugerowała, choć wbrew pozorom wcale nie miała na myśli z w i e d z a n i a. Przynajmniej nie w standardowej formie.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Usłyszawszy jej komentarz uśmiechnął się, bo przypomniała mu o plusie jego domu, za który naprawdę go lubił, mimo że zaraz po drugiej stronie płotu miał sąsiadów. – Mhm, latem chyba w nim zamieszkam – zażartował, choć z drugiej strony to wcale nie było takie nieprawdopodobne, ponieważ Sonny w ciepłe miesiące uwielbiał przebywać na zewnątrz, więc na pewno dobrze wykorzysta to, że miał ogródek. I jeśli ich znajomość potrwa tak długo, to niewykluczone, że ściągnie tu Lacey. Dziś jednak musieli zadowolić się wnętrzem jego domu, ale je mogli dobrze wykorzystać dzięki temu, że byli tu sami.
I Lacey najwyraźniej od razu przystąpiła do wykorzystywania tej okazji. W pierwszej chwili blondyn był zaskoczony, gdy tak nagle został przyciągnięty, ale prędko odnalazł się w tej sytuacji i odwzajemnił pocałunek, który rozbudził jego apetyt. – Nie widzę innej opcji – odparł i tym razem to na jego twarzy pojawił się zaczepny uśmiech.
Kolejną prośbę doskonale zrozumiał, ponownie wpijając się w jej usta, aby mogli przystąpić do z w i e d z a n i a. Radwell przyszpilił brunetkę do najbliższej ściany, a jedna z jego dłoni od razu powędrowała na jej udo, po którym przesunął nią w górę, unosząc przy tym jej sukienkę. Ostatecznie chciał odnaleźć drogę do jej pośladka, na którym zacisnął palce, jednocześnie nie przestając jej całować, przy czym ten pocałunek zdążył już pogłębić. I nie spieszył się z przerwaniem go, ale kiedy już to zrobił, spojrzał Tadwell w oczy. – Co myślisz o przedpokoju? – zwiedzali, tak? Dlatego musiał zapytać o jej opinię.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
To może nie tak, że odczuwała doskwierające jej uczucie pustki, ponieważ przez długi czas nie była tego nawet świadoma. Czuła się ze wszystkim d o b r z e, a jednak w obecności Radwella poczuła się jeszcze l e p i e j. Pokazał jej to, co wciąż mogła mieć, a czym ona teraz rzeczywiście zaczęła się delektować. Miejsca, w których to robili nie miały większego znaczenia. Prawdę mówiąc, może nawet swobodniej miała poczuć się tu, w jego ciasnym kącie, niż czułaby się we własnym mieszkaniu, które ostatnio kojarzyło jej się przede wszystkim z chłodem.
— W towarzystwie zimnego piwa i roznegliżowanych dziewczyn? — zapytała i poruszyła zaczepnie brwiami, bo czy przypadkiem nie taka wizja pasowała do chłopaka w jego wieku? Do dziewcząt zresztą również, bo przecież Lacey też była kiedyś w jego wieku. Nie imprezowała aż tak bardzo, a jednak widziała, jak postępowały jej koleżanki. Radwell też musiał mieć takich na pęczki.
Teraz jednak to nie im poświęcał swoją uwagę. We własnym mieszkaniu był przecież z n i ą i to ona czuła teraz jego usta na własnych. Zadbała przy okazji o to, aby lekko przygryźć jego wargę, co było reakcją na to, jak jego palce dotknęły jej nagiej skóry. Wystarczyło, że odrobinę zakradł się pod jej sukienkę, aby Lacey nabrała przekonania o tym, iż w ogóle nie miała ochoty, żeby przestał.
Uśmiechnęła się zadziornie i na ułamek sekundy zacisnęła zęby na swojej dolnej wardze. Wsunęła palce w szlufki jego spodni i pociągnęła za nie gwałtownie, tym samym sprawiając, że ich ciał nie dzielił już nawet centymetr. Z tej niewielkiej odległości z pożądaniem spojrzała mu w oczy. — Jest niezły, ale chętnie wejdę głębiej — odparła, a później wychyliła się w jego stronę, aby językiem zaczepnie przemknąć po jego policzku. Stamtąd miała już prostą drogę do płatka jego ucha, który nieznacznie przygryzła.
Dobrze, że naprawdę nie było tu nikogo, kto teraz by im przeszkadzał.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
– Zimne piwo pewnie się znajdzie, ale zamiast dziewczyn, to prędzej będą się tu kręcili roznegliżowani faceci – i jego mina, choć kryło się za nią rozbawienie, dodatkowo zdradzała, że nie była to wymarzona przez Radwella wizja. Wiedział jednak, że prędzej byłby tam otoczony przez swoich kumpli, z którymi tu mieszkał i pewnie jakichś innych, niż przez tłumy dziewczyn, nawet jeśli na zainteresowanie nie narzekał.
Ale rzeczywiście teraz to nie na nich, a na Lacey był skupiony, bo ostatnio to ona niemal w pełni kradła jego uwagę. Było w niej coś, co go do niej przyciągało. Na tyle, że jeśli miał wybierać między nią a innymi, to bez wahania decydował się na jej towarzystwo. Nie bez powodu był z nią dziś tutaj i przeciągnął to spotkanie, teraz pragnąc nacieszyć się jej bliskością, po którą sięgnął od razu, gdy nadarzyła się okazja.
Kiedy przyciągnęła go do siebie, Sonny już jakby odruchowo poruszył się, ocierając się o nią, przy czym uśmiechnął się łobuzersko. – Nie tylko ty – odparł z nieplanowaną, lekką chrypką w głosie, również patrząc na nią z pożądaniem. A chociaż mógłby stać tu i delektować się tym, jak bawiła się z nim, sprawiając mu przyjemność, to nie mógł pozwolić na to, żeby ta wycieczka na długo utknęła w jednym punkcie, dlatego dość gwałtownie zmusił Lacey do tego, aby obróciła się. I pozostając blisko niej, z jedną dłonią opartą na jej biodrze, zaczął prowadzić ją ku salonowi. Po drodze zgarnął z jej ramienia włosy i gdy przekroczyli próg pomieszczenia, pochylił się nad jej uchem. – Coś konkretnego wpadło ci tu w oko? – wyszeptał prosto do jej ucha, po czym powolnymi ruchami zaczął kreślić znaki na jej podbrzuszu i pochylił się, aby zacząć składać pocałunki na jej szyi. Co oczywiste, za tym pytaniem kryły się ukryte zamiary – Sonny chciał się dowiedzieć, który mebel chciała przetestować z nim w pierwszej kolejności.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To może powinieneś mnie tu zaprosić? — poruszyła zaczepnie brwiami, bo przecież z ich dwójki tylko on mógł być niezadowolony z wizji tego, że po ogródku kręcić mieli się głównie mężczyźni pozbawieni koszulek. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, Lacey wcale nie była zainteresowana ich większą ilością. Kiedy ich drogi skrzyżowały się po raz pierwszy, nie była zbyt doświadczona w romansowaniu i teraz też nie sposób jej tego zarzucić. Zbliżyła się do niego, a od tamtej pory myślała już głównie o nim.
Zresztą, jak mogłaby nie, kiedy tak intensywnie na nią działał? W jego wykonaniu każdy dotyk wydawał się kilka razy intensywniejszy, a przez to Tadwell całkowicie traciła głowę. Nawet wtedy, kiedy się o nią otarł, mógł zaobserwować, jak w jej oczach pojawiły się znajome iskierki.
Była go niesamowicie spragniona.
Mimo to pozwoliła, żeby robił z nią dokładnie to, na co miał ochotę. Kiedy ją obrócił, na ustach Tadwell wymalował się pełen zadowolenia uśmiech. Koniuszkiem języka oblizała dolną wargę, a później pozwoliła mu się poprowadzić, lekko też odchylając głowę w bok, kiedy postanowił dobrać się do jej szyi. Zanim cokolwiek mu odpowiedziała, z jej ust wyrwał się cichy pomruk zadowolenia.
— Poza tobą? — zapytała, najwyraźniej nie będąc w stanie odmówić sobie tego, aby przez moment jeszcze się z nim podroczyć. Rozejrzała się dokładniej po pomieszczeniu, a później obróciła się tak, by móc na niego spojrzeć. — Komoda wygląda, jakby potrzebowała rozrywki — zasugerowała, a chwilę po tym kącik jej ust powędrował nieco wyżej. Była w stanie wyobrazić sobie to, co mógłby tam z nią zrobić.
Sonny Radwell