Zablokowany
38 y/o
For good luck!
163 cm
przemytniczka i antykwariuszka w cabinet of curiosities
Awatar użytkownika
there's no more dreams for me to sell, I choose my nightmares wisely, I don't wanna ruin the story, but it doesn't turn out well
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiw 99% przeszły
postać
autor

Paloma Cortés Montenegro (wł. Victoria Paloma Sánchez)
Úrsula Corberó
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
17 września 1987 r. | Toronto, Kanada
zaimki
ona/jej
zawód
przemytniczka, od niedawna właścicielka małego antykwariatu
miejsce pracy
Cabinet of Curiosities
orientacja
biseksualna
dzielnica mieszkalna
Distillery District
pobyt w toronto
oficjalnie od miesiąca; w praktyce od zawsze z kilkuletnią przerwą
umiejętności
Posiada prawo jazdy kategorii G i M. Mówi po angielsku, hiszpańsku i francusku. Wiele lat trenowała karate, nie miałaby problemu z rozbrojeniem przeciwnika, choć zwykle posługuje się bardziej subtelnymi metodami. Sprawnie operuje nożami, potrafi posługiwać się bronią palną. Dobra negocjatorka, jeszcze lepsza manipulatorka. Obyta z kulturą i sztuką, obdarzona wysoką wrażliwością na piękno. Zmiennokształtna; w zależności od potrzeb potrafi dostosować swoją ogólną prezencję, wygląd, sposób wypowiadania się, akcent czy drobne manieryzmy do tego stopnia, że naprawdę ciężko ją rozpoznać. Skrupulatna, drobiazgowa, niekiedy do przesady.
słabości
Skłonna do uzależnień i ucieczki w zachowania ryzykowne. Niezdrowo zafascynowana bólem. Gdy w grę wchodzą emocje, potrafi zareagować impulsywnie, zapominając o kalkulacji czy zdrowym rozsądku. Dumna i arogancka, przekonana o własnej wyższości. Jest sprawnym, ale bardzo gwałtownym kierowcą. Ma duży problem z dopuszczaniem ludzi bliżej. Często fiksacja na jednej myśli lub zdarzeniu sprawia, że zamyka się w przeszłości i trudno jej brnąć naprzód. Nie wybacza błędów — również sobie samej.
Zapach smażonych churros wywabiłby z ukrycia nawet trupa, a przynajmniej tak oświadcza matce dziesięcioletnia Victoria Paloma Sánchez. Znoszone trampki bujają się w powietrzu — wciąż nie sięga stopami do podłogi.
— Poczekasz na ojca, czy znowu będę musiała dorabiać porcję tylko dla niego?
Zawadiacki błysk w oku uprzedza gest dłoni tylko o ułamek sekundy, a wciąż parujący, świeżo wyjęty z gorącego tłuszczu przysmak znika w dziecięcych ustach przy akompaniamencie dmuchania, pufania i innych donośnych dźwięków, z których można wywnioskować jedno. Gorące.
— Kiedyś naprawdę poparzysz sobie język i ciekawe, komu wtedy będę szykować słodkości! — gdera matka, zamierzając się przewieszoną przez ramię szmatką na plecy dziewczynki. Przez chwilę przekrzykują się, śmieją i ganiają po ciasnej kuchni; przynajmniej do momentu, w którym pani domu nie idzie po rozum do głowy. Obecność garnka z olejem nie sprzyja tym kuchennym harcom.
Żadna z nich nie słyszy trzaśnięcia drzwi, ale kiedy zdyszane wracają na swoje miejsca, wciąż przekomarzając się donośnymi głosami, w progu stoi już zwalista postać uśmiechniętego mężczyzny.
— Myślę, że znajdziesz innego chętnego, gdyby tej pannicy odpadł język.
To był ostatni raz, kiedy wspólnie jedli deser w sobotnie popołudnie.
Victoria nigdy nie poparzyła języka do tego stopnia, by przestać czuć smak ulubionych potraw, a jednak nie umiała się już nimi cieszyć. A może to matka, przygaszona i coraz bardziej nieobecna, zapominała każdego dnia o najważniejszej przyprawie, której źródło spoczęło bez fajerwerków na skromnym cmentarzu.
Odejście ojca nie było ciche, chociaż to właśnie dojmująca cisza odbijała się echem w całym domu, gdzie brakowało jego basowych pokrzykiwań i głębokiego, ciepłego śmiechu. Pierwszy raz w życiu dorastającej dziewczynki prawdą okazało się stwierdzenie, że to nie śmierć sama w sobie jest trudna; trudna jest dojmująca pustka, jaką śmierć niesie dla żywych.
Wraz ze śmiercią ojca pobożne życzenie zaklęte w imieniu Victorii straciło moc. Podświadomie wiedziała, że za sprzyjającą Fortunę odpowiadał właśnie on. Jej przyjaciel i obrońca, jej powiernik i opiekun, jej znikający na całe noce anioł stróż z zakrwawionymi knykciami i straszną blizną na twarzy, której historii nigdy nie chciał jej zdradzić.
Chronił ją i matkę przed tym, czym się zajmował. Victoria wiele razy słyszała nad ranem podniesione głosy dochodzące z kuchni, groźby, prośby i błagania, ale Antonio Sánchez był lojalny wobec swoich. To ta lojalność — myślała gorzko Paloma długie lata później — naprowadziła dwanaście kul na jego klatkę piersiową, szyję i głowę.

Nie bez powodu młodzi i zagubieni są najlepszymi rekrutami. Wkurwieni na świat, obrażeni na wartości wpajane im przez matki, często odczuwający bolesny zawód społeczeństwem, w którym mieli być przecież równi, a wystartowali z przegranej pozycji. Na tyle plastyczni, by dało się ich dowolnie formować. Na tyle zdefiniowani, by przyświecały im ich własne przekonania i pragnienia, zwielokrotnione przez narastające poczucie niesprawiedliwości i wyobcowania.
Dramatycznie i wzniośle zabrzmiałoby, że poprzysięgła zemstę na tych, którzy odebrali jej ojca, ale... chyba poniekąd taki cel jej przyświecał, kiedy regularnie wpadała w kłopoty, próbując wszelkimi możliwymi sposobami nawiązać kontakt ze wspólnikami Antonia. Jeden z nich w końcu dostrzegł w niej coś — zadziorność, spryt, potencjał, samego siebie; a może swoją własną córkę i życie, przed którym chciał ją ochronić.
Victoria już wtedy zdecydowała — a Martin Layton przez pamięć jej ojca mógł tylko prowadzić ją za rękę i próbować osłonić przed kulą, gdyby jakaś zmierzała w jej stronę.
Na jego nieszczęście — tak właśnie miało być, ale dopiero wiele lat po tym, jak wpuścił Victorię pod swój dach.
— Jesteś gotowa...
— Pojebało cię.
Bezpośredniość tego stwierdzenia najwidoczniej wydaje się mężczyźnie zabawna. Prycha krótko, po czym bierze za ramiona młodą kobietę o krótkich włosach. Jego palce mocno, niemal boleśnie wbijają się w ciało.
— Jesteś gotowa i dasz sobie radę. Potrzebuję kogoś zaufanego... i tutaj — głos lekko mu się chwieje, gdy szybkim kiwnięciem wskazuje na drzwi do drugiego pokoju — i w interesie. To teraz tylko kwestia czasu, kiedy... — Nie kończy. Oboje wiedzą, co znaczy zmarszczone czoło i zawieszona w powietrzu niema groźba.
— Dlaczego nie uciekniesz, skoro...?
— Paloma... czasami trzeba po prostu odpokutować to, co się zrobiło.
Wcale nie była gotowa, ale lojalność i poczucie obowiązku to doskonałe paliwo do działania. Zagryzione zęby pomogły jej przebrnąć przez pierwsze niepewne miesiące, gdy na jej głowie były obowiązki dotychczas oglądane tylko z daleka. Powoli odchodząca w świat fantazji żona Laytona, jego córka, którą z biegiem lat Paloma zaczęła traktować trochę jak młodszą siostrę, a trochę jak wrzód na dupie, interesy, które musiały się kręcić tuż poza czujnym okiem sprawiedliwości, które już dopadło jej protektora... było tego dużo, zbyt dużo jak na dziewczynę, która dopiero co weszła w dorosłość.
Dojrzała szybko — gdzieś między mrokiem wąskich uliczek a kłębami papierosowego dymu, między zapachem dawno zaschniętej farby, płócien i kurzu a zimnym szczękiem broni i echem głosów podniesionych w twardych negocjacjach, między liczeniem podrzuconej w umówione miejsce gotówki a ocieraniem krwi z podręcznego noża.
Nie wiadomo, kiedy z lekko skrzypiącego trybika w machinie stała się jej niezastępowalną częścią, kiedy jej kontakty przerosły te należące do jej ojca i Laytona, i kiedy w końcu sama została wzięta na celownik.
Potrafiła zadbać o siebie i dobro interesu. Wymagająca, twarda i zdystansowana wtedy, kiedy trzeba, w ułamku sekundy potrafiła zmienić się w przymilną kokietkę, jeśli to taką strategię uznała za bardziej optymalną. Nie przebierała w środkach, gdy naprawdę pragnęła coś osiągnąć, metodycznie poszerzając swoje wpływy; i chociaż nigdy nie zależało jej na tym, by zbudować oparte na przemycie nielegalnych środków, broni czy kradzionych dzieł sztuki imperium w samym sercu kipiącego udawaną poprawnością i zamiecionymi pod dywan występkami kraju, to w tym kierunku wydawało się to zmierzać. Zwłaszcza przy wsparciu równie wpływowych i ambitnych wspólników, których na przestrzeni lat potrafiła zmusić do zaciągnięcia sobie u niej długu wdzięczności.
Było tylko kwestią czasu, kiedy popełni błąd. W końcu się stało — nacisnęła zbyt mocno w negocjacjach, przekonana o swojej nietykalności i sile przekonywania. Źle trafiła, polała się krew, posypały groźby i żądania. Musiała zniknąć — bez pożegnania, bez wytłumaczenia, z dnia na dzień.

Śmierć odciska najstraszliwszy ślad na tych, którzy wciąż oddychają.
Większość ludzi jednak — o ile uznamy za prawdziwe założenie, że po śmierci świadomość bezpowrotnie gaśnie — nie ma szansy zaobserwować, jakie piętno pozostawia ich zniknięcie. Jak miejsca wypełniane dotychczas przez ich energię stają się puste i chłodne, a żywi muszą radzić sobie ze stratą.
Paloma miała taką możliwość.
Z bezpiecznej odległości obserwowała, jak jej bliscy radzą sobie z tragicznym zgonem Victorii Sánchez, która zaledwie następnego wieczoru zmartwychwstała po drugiej stronie kraju — jako Paloma Cortés Montenegro. Wkrótce dała się poznać jako koneserka sztuki, nieco próżna bywalczyni zamkniętych aukcji i prestiżowych bankietów, enigmatyczna do granic możliwości i nieznana przez nikogo dziedziczka majątku z Wyspy Księcia Edwarda.
Okazało się jednak, że ogary nie zadowoliły się ochłapami w postaci pustej trumny i zniknięcia konkurencji z miasta. Próby dotarcia do niej przez jej wspólników — choć ktoś o zdrowych zmysłach nazwałby ich już zdecydowanie "przyjaciółmi" — zakończyły się rozlewem krwi. Miała nigdy nie wracać do Toronto, trzymać się z daleka, by własną absencją chronić tych, którzy pozostali.
Gdy uwierzyła w powodzenie tego scenariusza, pierwszy raz w życiu wykazała się naiwnością.
Jej powrót... przeszedł bez echa. Choć wyraźnie odmieniona, z innym nazwiskiem i profesją, wciąż była jednak w stanie dotrzeć do interesujących ją informacji. Ptaszki nie wyćwierkały jej wszystkiego, ale wystarczająco, by spróbowała naprawić swoje błędy — i nie dopuścić do tego, by z jej winy przelano kolejny raz krew kogoś innego.

Czasami trzeba po prostu odpokutować to, co się zrobiło.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
tak
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
jak mnie rozpoznasz to stawiam gin&tonic
narracja pierwszoosobowa, brak zaangażowania, fikołki logiczne, wiele równoległych czasoprzestrzeni
0 y/o
Prepare to be a seasoned local
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Witamy na forum Paloma Cortés
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!
0 y/o
Prepare to be a seasoned local
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

ZDOBYTE TROFEA
ZDOBYTE NAGRODY


WYKORZYSTANE



ODZNAKI SPECJALNE
txt
Obrazek
txt
txt
Obrazek
txt
Zablokowany

Wróć do „ladies”