ODPOWIEDZ
23 y/o
I am made of memories
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
We only go out at night. Get drunk on shadows, just to feel alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

She says: haven't you heard?
You're playing with fire and you're gonna get burned.
I say: I don't mind, I play with fire nearly all the time.

Jechał prosto do domu, a przynajmniej taki był plan, kiedy wyjechał do Tristana wściekły jak osa. Po napisaniu do niego wiadomości rzucił telefon gdzieś w nogi przy miejscu pasażera i znowu docisnął gaz, zaciskając palce na kierownicy, jakby co najmniej planował ją udusić. Nie był pewien, kiedy zmienił swoje zamiary i skręcił, zamiast pojechać prosto, ale już po chwili zahamował z piskiem opon przed budynkiem, w którym mieszkała River. Zaparkował kilkoma szybkimi ruchami, jak zwykle sprawnie, ale jednocześnie niedbale - było go stać zdecydowanie na więcej, gdyby nie miał tak bardzo wyjebane. Kosmyki jego włosów zdążyły wyschnąć po niedawnym prysznicu i skręcić się w ciemne loki. Zmarszczył nos, jakby coś mu się nie spodobało, a potem skrzywił się, wyłączył silnik i wygrzebał się z auta, zostawiając w nim telefon i wszystkie irytujące myśli, przynajmniej taką miał nadzieję.
Rozpiął kurtkę i znowu zapalił, odchylając na moment głowę i powoli wydmuchując dym z płuc. Pod zamkniętymi powiekami widział jasność - podświetlone, skrytym za chmurą słońcem, niebo. Nie mógł uwierzyć, że Aaron wbił na chatę Tristana akurat wtedy, kiedy się pieprzyli. A co, jeżeli o tym rozpowie? Najbardziej jednak irytującym faktem, pełzającym mu nieprzyjemnie pod skórą było to, że klucz, którym Aaron otworzył sobie drzwi, dostał od Tristana. Swój własny klucz! Rzygać mu się chciało na samą myśl. Ciekawe komu jeszcze Tristan dał klucz do swojej chaty. Rozdawał je jak pieprzone cukierki?
Kurwa 一 warknął, opuścił głowę i kucnął przy aucie jak jebana pizda, którą chyba faktycznie był, skoro tak na to reagował. Przesunął dłonią we własnych włosach w nerwowym geście, czochrając kosmyki, które teraz sterczały już na wszystkie strony i pewnie nie będą chciały dać się ułożyć aż do następnego mycia.
Zaciągnął się mocno dymem, pociągnął krótko nosem i wydmuchał obłok w bok, zastanawiając się teraz co on tutaj właściwie robił. Nawet nie miał bladego pojęcia czy ta mała gotka w ogóle była w domu. Skoro już podjechał, to sprawdzi, nie będzie przecież siedział na chodniku do usranej śmierci. Podniósł się, rzucił peta na ziemię i przydeptał go butem, po czym wszedł do budynku i ruszył do dobrze znanego mieszkania.
Siema 一 mruknął, spoglądając na dziewczynę, gdy mu otworzyła. 一 Niespodzianka 一 dodał, unosząc nieco obie dłonie i poruszając nimi charakterystycznie, uśmiechając się przy tym szeroko, ale krótko i sztucznie. Wszedł do środka, zsunął z nagich stóp (bo przecież ewakuując się z chaty Tristana nie miał czasu włożyć skarpetek, jak na dramatyczną szmatę przystało) i zdjął z siebie kurtkę, zostając w odrobinę za luźnych, czarnych spodniach dresowych Tristana i jego koszulce na krótki rękaw. Odwrócił się do River z cichym westchnieniem, spoglądając na nią niezbyt zadowolonym spojrzeniem, ale ostatecznie zgarnął ją do siebie. Wsunął dłonie na jej uda i podniósł dziewczynę wyżej, żeby odpowiednio swobodnie i mocno się do niej przytulić, a potem ruszył w stronę kanapy, podrzucając ją lekko i podtrzymując za pośladki.
Mam nadzieję, że namalowałaś coś nowego, bo potrzebuję trochę agresywnej sztuki 一 mruknął z ustami przy jej ramieniu, a potem opadł na miękkie siedzisko, przykrywając drobne ciało River swoim własnym i ukrywając twarz w zagłębieniu jej szyi. 一 I daj mi jakieś skarpetki 一 dodał, chociaż nie zanosiło się na to, aby miał ją wypuścić, przynajmniej nie przez kilka najbliższych chwil.

River Cross
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002
Zazwyczaj nie była fanką dni, w których miała święty spokój. Stagnacja ją męczyła i stresowała, potrzebowała ciągłego dobodźcowywania się. Powinna mieć przy sobie zawsze zapasowy telefon, na którym będzie leciało w zapętleniu Subway Surfers. Ale to nie problem na dziś. Dziś było dobrze.
Czuła się bezpiecznie w spokoju, dawało jej to przestrzeń do myślenia. Mogłaby nawet zacząć się ogarniać. Zrobić coś pożytecznego. Jakiś czas temu wypadł jej ze ściany jeden z gwoździ, na którym wisiał metalowy wieszak przy drzwiach, na którym zawieszała wszystkie klucze. Przekrzywił się smętnie, wisząc tylko na jednym podparciu. Mogłaby wygrzebać z dna szafy narzędzia i to naprawić. Oczywiście, że się za to nie zabrała. Nie wzięła się też za zakupy spożywcze, nie zrobiła przeglądu szafy. Całą produktywność przelała na sztukę, wmawiając sobie, że dzisiaj ma do tego idealne warunki. Ale przecież robiła dokładnie to samo w każdy inny dzień, nawet w te najbardziej niesprzyjające. Po prostu nie miała głowy do bycia dorosłą. Jeszcze nie.
Poprawiła się na stołku, wpatrując się intensywnie w płótno przed nią. Niedokończona figurka konia z karuzeli wpatrywała się w nią tak samo zaciekle. Obojgu coś wyraźnie nie pasowało. Cross nie byla pewna, co zrobiła źle. Koń chyba po prostu wolałby urodzić się pod pędzlem kogoś innego. Wydmuchała dym ze skręta prosto na obraz, jakby chciała go w ten sposób ukarać. Plastikowy koń zakasłał nerwowo. Potrząsnęła głową, omotana tą idiotyczną wizją. Obraz cały czas był całkowicie nieruchomy i niewzruszony dymem. Westchnęła cicho, odkładając blanta do popielniczki, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Przejechała palcem po malutkiej plamie na rękawku o kilka rozmiarów za dużego t-shirta z okładką płyty Dead Boys, który służył jej za cały dzisiejszy strój. Farba oczywiście już zaschła. Pewnie tego, jak zwykle, nie dopierze.
一 Cześć, promyczku optymizmu i nadziei na lepsze jutro 一 przywitała się, zarzucając mu ręce na szyję. Nie trudno było zgadnąć, że spokój jej dnia właśnie został zburzony. Może to i lepiej? Brak wrażeń chyba jednak źle na nią wpływał. A może w mieszkaniu było po prostu zbyt bezgłośnie? Muzyka cichutko sącząca się z głośników nie wystarczała. Czyjś głos na pewno sprawdzi się dużo lepiej.
一 Akurat dzisiaj namalowałam straszne gówno. 一 Machnęła dłonią w stronę płótna stojącego niedaleko okna. Przesunęła palcami po jego miękkich włosach, drugą ręką objęła go mocniej, chcąc się nieco z nim stopić. Może powinna mniej palić, żeby łatwiej jej się oddychało po przygnieceniu przez takie cielsko? Nie, nie oszukujmy się, na pewno nie przestanie. Skręt w popielniczce przygasł, jakby chciał pokazać, że jest bardzo grzeczny i nie będzie się sam marnował.
一 Ale ostatnio cię narysowałam 一 dodała, uśmiechając się na samo wspomnienie szkicu. Od razu zaczęła szukać w pamięci, gdzie może leżeć to urocze dzieło. Wcisnęła je do jakiejś szafy? Chyba zamalowała już cały szkicownik, do którego akurat trafił. Na pewno go nie wyrzuciła, gdzieś się walał.
一 Nie powinieneś gubić butów, a nie skarpetek? Chujowa z ciebie księżniczka 一 zauważyła, zsuwając palce na jego kark, po którym zaczeła leniwie wodzić paznokciami.

Bowie Vance
23 y/o
I am made of memories
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
We only go out at night. Get drunk on shadows, just to feel alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bowie potrafił wysiedzieć na tyłku całkiem długo, jednak nie bezczynnie. Głównie siedział przed ekranem komputera, bo w wirtualnym świecie nie tylko grał, ale również tworzył muzykę i animacje, które jednak cały czas uważał za za mało dopracowane, aby pokazać je światu. Miał ogromny zbiór, czasami publikował coś pod pseudonimem, którego z nim nie łączono. Kiedy nie siedział przed kompem, to zazwyczaj musiał być w ruchu i nieważne czy był to zaplanowany, czy spontaniczny wypad. Odwiedzał znajomych albo umawiał się z nieznajomymi, wpadał do klubów, pubów, galerii, zapuszczał się do sieci podziemnych ulic albo odpalał motor lub auto i jechał, gdziekolwiek.
Ostatnio jednak jego plan dnia często kręcił się wokół spotkań z Tristanem, od kiedy po prawie roku milczenia znowu zaczęli się widywać, niby tylko w jednym celu. Więc dlaczego tak się dzisiaj przejął tym zjebanym Aaronem? Mniejsza, chciał o tym jak najszybciej zapomnieć. Teraz spontanicznie wpadł do River, więc to ona zyskała jego uwagę, a w nocy miał zamiar wziąć udział w ulicznym wyścigu i go wygrać, więc przydałoby się wcisnąć gdzieś później drzemkę i w końcu coś zjeść.
Chociaż obecnie miał to wszystko w dupie i chciał po prostu ugryźć Ri w szyję, bo pachniała farbą akrylową, a ten zapach całkiem miło mu się kojarzył. Nie planował zrobić jej malinki, jak Tristan dzisiaj rano jemu (w dodatku bez uprzedzenia), ale chociaż lekko skubnąć skórę, co zaraz zrobił. Zamruczał cicho i uśmiechnął się do siebie 一 a może do niej? 一 unosząc wzrok na twarz dziewczyny, gdy wspomniała, że ostatnio go narysowała.
Ah tak? Uwielbiam dobre fanarty 一 odparł żartobliwie i puścił jej oczko, by zaraz pokręcić lekko głową i zmrużyć oczy. 一 To prawda. Nigdy nie byłem zbyt dobrym kopciuszkiem, ale bez butów chujowo by mi się prowadziło auto, więc chyba można to porównać to do tej bajki z… groszkiem? 一 wymruczał w zastanowieniu, a potem podniósł się, wbijając w kanapę kolana i spoglądając na River z góry, z pół uśmiechem na twarzy. Zacisnął dłonie na jej udach i pogładził skórę kciukiem, a potem przekręcił głowę, przypominając sobie, że mówiła coś o gównianym malunku.
Koń? 一 rzucił, przyglądając się pociągnięcia pędzla w zamyśleniu. Nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatnio używał pędzla, który nie byłby funkcją w programie do rysowania. Na chwilę znowu dał Cross odrobinę uwagi, pochylając się nad nią, odkrywając brzuch, w który ją ucałował, aby następnie obciągnąć jej koszulkę i podnieść się, zmieniając obiekt zainteresowań na płótno i farby, a przy okazji bez skrępowania częstując się skrętem.
Zajął miejsce na stołku przed sztalugą, swobodnie opierając stopy na łączeniach drewnianych nóg i podpalił końcówkę bibułki płomieniem z zapalniczki, który pojawił się tuż po charakterystycznym kliknięciu. Wziął w dłoń pędzel i zaciągnął się dymem z tkwiącego mu między wargami zawiniątka, mrużąc przy tym lekko oczy.
Bozia obdarzyła go talentem, o którym jego matka mogła pomarzyć i chyba faktycznie marzyła, bo starała się zostać malarką, co wychodziło jej kiepsko, nawet jeżeli twierdziła inaczej. Może miał to po ojcu, który po prostu wybrał muzykę zamiast malarstwa? Sam nie wiedział i nie chciał wiedzieć. Gdyby koń faktycznie ożył, to pewnie zakrztusiłby się dymem po raz drugi, kiedy siwa chmura dotknęła cienkiej warstwy farby, z której był stworzony.
Brakuje mu odrobiny miłości, mon amour 一 powiedział, kiedy chwycił skręta palcami lewej dłoni, prawą mieszając pędzlem farbę, by uzyskać odpowiedni odcień i stworzyć z konia od karuzeli skrzydlate stworzenie, które w odróżnieniu od swoich kompanów, mogłoby zaznać odrobiny wolności. Miał trochę inny styl, co można było zauważyć chociażby po jego tatuażach, które projektował w większości sam, niektóre nawet sam wykonał. Skrzydła zaczynały tworzyć z resztą całkiem przyjemną całość.

River Cross
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niespodziewana wizyta z każdą chwilą sprawiała jej coraz więcej przyjemności. Może tego jej brakowało do tej pory? Była pewna, że potrzebuje spędzić ten dzień w samotności, bo tylko tak będzie mogła z niego czerpać, ale może to była po prostu bzdura? Wprawdzie w ogóle nie kusiło ją, by sięgnąć po telefon i po kogoś zadzwonić, a już na pewno nie miała ochoty wychodzić z mieszkania, by szukać towarzystwa poza nim. Ale skoro towarzystwo pojawiło się w jej czterech ścianach bez żadnej zapowiedzi, to przecież nie będzie się wzbraniać. Coś w tym po prostu działało. Może fakt, że obecność Bowiego była niezobowiązująca? A może potrzebowała nacisku jego ciała na własne? Wszyscy wokół powtarzają, że dla poprawy kreatywności niezbędne jest dotlenienie organizmu. Najwyraźniej nie zawsze. Czuła się zadziwiająco swobodnie z tą ograniczoną możliwością wzięcia pełnego wdechu.
Po jej ciele przemknął przyjemny dreszcz, gdy przygryzł jej skórę. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, najwyraźniej spragniona tej bezpośredniości. To działało dużo lepiej niż obudowywanie tej nagłej wizyty zbędnymi frazesami.
— Wszystkie te nieszczęśnice potrzebowały pomocy. Mam cię uratować, Księżniczko? — dopytała, przesuwając powoli palcami po jego torsie, gdy nad nią zawisnął. Nie wyglądał na skrajnie poturbowanego. Miał za sobą ciężki dzień, ale właściwie które z jego dni bywały lekkie? Może zwyczajnie nie musiała się fatygować i zmieniać w rycerkę.
— Zawsze wydawało mi się, że ten konie z karuzeli są wyjątkowo dziwaczne. Ale po tym nie widać, że nie ma duszy — wyjaśniła, śledząc uważnie jego ruchy. Nie przeszkadzało jej, że czuł się tu tak swobodnie. Przeciwnie. Szkoda jej było czasu, by wyjaśniać mu, że może korzystać z wszystkiego, co wpadnie mu w ręce. Na szczęście doskonale to rozumiał.
Podniosła się z kanapy i skierowała w stronę najbliższej szafki, gdzie trzymała część swoich prac. Pierwsze pomysły bywają najlepsze. Miała nadzieję, że nie będzie musiała przerzucać całego mieszkania w poszukiwaniu tego rysunku. Powinna częściej rysować przy komputerze. Miałaby wszystko na dysku, bardzo ładnie posegregowane i nie trudziłaby się teraz, przerzucając kolejne zeszyty. Jakoś nadal nie mogła się do tego przyzwyczaić. Nie stroniła od technologii, pracowała głównie na tablecie, ale gdy rysowała dla przyjemności jej pierwszą myślą zawsze była kartka i ołówek. A, jak już wiemy, pierwsze myśli są najlepsze.
Podeszła w końcu do chłopaka z rysunkiem w ręce. Zanim jednak mu go zaprezentowała, przyjrzała się krytycznie temu, co wyprawiał z jej obrazem. Może to faktycznie nie był taki głupi pomysł? Na pewno narysowałaby te skrzydła nieco inaczej, ale dzięki temu, że to on się za to zabrał, koń wyglądał jeszcze dziwaczniej. A o to przecież chodzi.
— Myślisz? Ja myślę, że zasługuje wyłącznie na nienawiść. — Nachyliła się i położyła mu na kolanach rysunek. Zarzuciła mu ręce na szyje, przysuwając tors do jego pleców. Przytuliła twarz do policzka, biorąc głębszy wdech, by móc zaciągnąć się jego zapachem. Zmarszczyła niezadowolona nos. Było czuć głównie prysznic i czyjeś mydło. Nie na to liczyła. Odsunęła się nieznacznie, by móc widzieć jego reakcję. Na szkicu faktycznie był Bowie. Leżał nago na jakiejś kanapie, wyginając ciało w lekki łuk. Wypychał niecierpliwie biodra do przodu, jakby nie mógł znieść, że wszystko zastygło w bezruchu. Między jego nogami klęczała jakaś bliżej niezidentyfikowana sylwetka, nachylająca się nad jego kroczem. Vance zaciskał z całych sił palce na kocu, na którym siedział. Unosił głowę w stronę nieistniejącego sufitu, zaciskając mocno powieki. Ściśnięte mięśnie jasno wskazywały na moment tuż przed osiągnięciem kulminacyjnego punktu rozkoszy. Z pomiędzy rozchylonych warg nie wydobywało się żadne słowo, ale można było się domyślić, że gdyby tylko dodać do szkicu fonię, rysunkowy Vance zacząłby poddańczo prosić o finał.
— Co innego ty — dodała rozbawiona, spoglądając raz jeszcze na rysunek. Miała ochotę poprawić w nim kilka drobiazgów, kilka kresek zarysować inaczej. To nic nowego, zawsze patrzyła na swoje szkice bardzo krytycznie. Mogłaby je poprawiać w nieskończoność, co raczej nie byłoby dla niej zbyt zdrowe. I nie przyniosłoby jej za dużo pieniędzy.

Bowie Vance
23 y/o
I am made of memories
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
We only go out at night. Get drunk on shadows, just to feel alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniósł lekko kącik ust, gdy podczas ich rozmowy na kanapie temat zahaczył o ratunek. Mimo, że wymiana zdań była jedynie żartobliwa, to niezależnie od kontekstu nikt nigdy nie zaproponował mu ratunku. Bowie nawet nie sądził, że można go uratować. Niby jak, skoro nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby być w jakichkolwiek tarapatach, nawet tych sidłach, które zakładał na niego jego własny umysł.
Może będę pierwszą, która nie potrzebuje 一 zauważył, chociaż zamruczał cicho w zastanowieniu. 一 A nawet jeżeli, to czy jesteś na tyle silnym rycerzem, żeby udźwignąć mój bagaż emocjonalny i wielkie ego? Bo konia już masz 一 dodał, kątem oka zerkając na zaczęty przez nią obraz. Lubił ich spotkania, zarówno te umówione, jak i spontaniczne. Poznali się przypadkiem i niewiele było trzeba, żeby odnaleźli wspólny język, w przenośni i dosłownie. Co prawda ich relacja zaczęła się od ekscytujących sporów i różnic w poglądach, ale Bowiego kręciły takie rzeczy. Lubił wyzwania, adrenalinę i podniesione ciśnienie. Lubił to, czego nie można było zamknąć w sztywne ramy. Nie chciał być jak ten koń z karuzeli na płótnie, krztuszący się dymem ze skręta tylko w czyjejś wyobraźni. Nie chciał też, żeby rzeczywistość wokół niego taka była. Chciał doświadczać, razem z tymi, którzy chcieli tego samego, nawet jeżeli na różne, pokręcone sposoby.
Bowie znajdował znajomych łatwo i szybko, przychodziło mu to wręcz naturalnie. Problemy zaczynały się, kiedy należało się w relacje zaangażować i ją utrzymać, dlatego nie miał wielu przyjaciół, raczej tak, jak przeskakiwał z imprezy na imprezę, tak i z jednego znajomego, na innego. Jak potrzebował kogoś obok siebie, to sobie kogoś organizował, a potem ruszał dalej, nie oglądając się za siebie. Zazwyczaj. Od każdej reguły były wyjątki i kilka tych wyjątków gościł w swoim życiu częściej. Na przykład River.
Nie zawsze wszystko widać na pierwszy rzut oka 一 mruknął w zamyśleniu, ale zaraz parsknął krótko, rozbawiony, bo tego typu teksty na pewno nie były w jego stylu, po czym wsunął skręta między wargi i znowu się zaciągnął, dym po dłuższej chwili powoli wydmuchując nosem. Rysował, oraz malował, szybko i zdecydowanie, również kierując się przekonaniem, że pierwsza myśl jest najlepsza. Stawiaj kreski i pociągnięcia pędzlem tam, gdzie nakazywała mu impulsywna myśl i powstały już dalszy obraz w wyobraźni.
W międzyczasie zerknął na dziewczynę, która podniosła się i zaczęła czegoś szukać. Domyślił się, że rysunku, chociaż dopuszczał margines błędu. Przyjrzał się skrzydlatemu, słuchając odpowiedzi River i jej słowa wydały mu się bardzo surowe, tym bardziej, że chyba brakowało mu jakiejś wiedzy, kontekstu, żeby mógł zrozumieć dlaczego akurat nienawiść. Albo zwyczajnie czegoś nie ogarnął, nie był specjalnie domyślny, żeby nie powiedzieć, że czasem był po prostu tępy.
Czemu? 一 zapytał ułamek sekundy przed tym, jak na jego kolana opadł bardzo interesujący szkic. Odłożył pędzel, sięgnął po skręta, żeby odsunąć go od swoich ust, a potem chwycił kartkę palcami i uniósł wyżej, aby lepiej się przyjrzeć. Zmarszczył delikatnie brwi, wydmuchując leniwie dym w bok. Nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobało i całkiem mu imponowało, że właśnie w takiej pozycji i takiej chwili River postanowiła go narysować, co oznaczało, że o nim myślała.
To moja ulubiona definicja miłości. To ty? 一 zapytał, mając na myśli drugą postać na rysunku, tą dzięki której jego papierowa wersja doznawała tak dużą przyjemność. Przekręcił głowę i przesunął spojrzeniem po profilu dziewczyny, unosząc lekko kącik ust. Bowie wcale nie był jakiś trudny w obsłudze, często było po nim widać co akurat myśli. Odchylił głowę, opierając ją na jej ramieniu, po czym wyciągnął do niej dłoń ze skrętem, częstując dziewczynę jej własnym towarem.

River Cross
Ostatnio zmieniony pt kwie 03, 2026 9:04 pm przez Bowie Vance, łącznie zmieniany 1 raz.
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła brew, spoglądając na niego pobłażliwie, gdy zasugerował, że nie będzie mu potrzebny ratunek. Nie poznała w życiu zbyt wielu osób, którzy nie nadawaliby się do nagłej i bardzo dużej pomocy. Z całą sympatią do Bowiego, na pewno nie zaliczyłaby go w poczet tych wyjątków. To oczywiście nic złego. Dobrze jest być po prostu samoświadomym.
— Nie zaskoczysz mnie niczym, czego nie byłabym w stanie udźwignąć. Trochę zaufania. — Stuknęła palcami w jego obojczyk, jakby to tam skrywał przycisk uruchamiający wiarę w ludzkość. Ni była pewna, czy obiektywnie nadawała się na kogokolwiek, kto powinien oferować ratunek, ale to nic. Miała masę chęci i była przy okazji strasznie uparta. Za własne przekonania była w stanie walczyć do ostatniego oddechu, a wierzyła między innym w sprawiedliwość oraz to, że dobrym ludziom należą się same dobre rzeczy. Nigdy nie nazwałaby Vanca kimś złym. Może nieco pokręconym, ale to zdecydowanie nie to samo.
— Bo jest plastikową imitacją dziecięcej radości i beztroski. A przecież jest pusty w środku, kręci się cały czas wokół tego samego i wykręca dziecięcą miłość do ostatniej kropli, wyżymając je z pieniędzy — wyjaśniła, przenosząc na moment wzrok znów na obraz. Kolorowe karuzele zawsze miały w sobie coś niepokojącego. Obiecywały same okropieństwa, a wygrywane przez nie melodyjki zbyt często były pełne defektów i katowały przechodzących obok ludzi fałszywymi nutami. Nie chciała myśleć o dzieciństwie w taki sposób, za bardzo je doceniała. Beztroskie chwile nie powinny kojarzyć się z bezdusznością kapitalizmu, a skoro to było pierwsze, co jej wpadło do głowy, to musiało być z tym coś nie w porządku. Z tym, bo na pewno nie z nią.
— No i zawsze malują im takie bezduszne oczy — dodała, wskazując palcem na oczy figurki na obrazie, którym starała się nadać ten sam, pusty wyraz, który pamiętała z festynów i wesołych miasteczek. Lśniące, tęskniące za rozumem, kompletnie do siebie nieprzyciągające. Po prostu zmyślone. Zdecydowanie dorabiała do tego zbyt dużo ideologii, ale zawsze to robiła, gdy siadła przed płótnem. Ołówek ani elektroniczny rysik nie wywoływały w niej takich emocji. Coś dziwacznego musiało być zaklętego w jej pędzlach.
— Chciałbyś? — mruknęła pytanie tuż przy jego uchu. Domyślała się odpowiedzi, ale to wcale nie oznaczało, że nie chciała jej usłyszeć. Obserwowanie, jak ktoś jej ulega, zawsze sprawiało jej masę przyjemności.
— Miałam ochotę obserwować twoją przyjemność. Spomiędzy nóg nie ma takiego dobrego widoku. Ale nie wiedziałam, komu powinnam cię oddać — wyjaśniła, przejmując wcześniej rozpalonego skręta. Zaciągnęła się dymem, dając sobie moment na zastanowienie. Mówiła szczerze, nie myślała o nikim konkretnym, dorysowując druga postać. Starała się, by była jak najbardziej uniwersalna, by mogła w dowolnym momencie zamienić się w każdego. Wolną rękę zsunęła po jego torsie niżej. Ciepła dłoń wsunęła się pod materiał jego koszuli, zatrzymała się na brzuchu.

Bowie Vance
23 y/o
I am made of memories
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
We only go out at night. Get drunk on shadows, just to feel alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bowie sugerował różne rzeczy, z czego większość była zwyczajną, chamską ściemą. Ktoś tak zepsuty z rozjebanym dzieciństwem i pierdolniętymi rodzicami musiał sobie jakoś radzić, żeby wchodzenie w dorosłość było chociaż częściowo znośne. Chociaż Vance Junior chyba wolał pozostać wiecznym studentem, bo chociaż dosłowne studia już jakiś czas temu ukończył, to nie zmierzał ze swoimi umiejętnościami i licznymi talentami w żadnym rozsądnym kierunku, dalej utrzymując się dzięki karcie bez limitu od rodziców.
Wiele razy potrzebował ratunku i gdyby chociaż raz go otrzymał, to może mógłby się teraz przyznać, że wcale nie ma wszystkiego gdzieś. A może to była część jego osobowości? Ukrywać wszystko pod warstwą bycia nieodpowiedzialnym, powierzchownym i płytkim. Tylko czy ktoś się skarżył? Jego stary czasami marudził, że wolałby bardziej ambitnego syna, ale poza tym jemu to odpowiadało, inni też nie narzekali (przynajmniej nie przy nim), więc mógł sobie dalej być taki, jaki chciał.
A teraz chciał spędzić trochę czasu z River, która skutecznie odciągała jego myśli od wszystkiego innego. Szczególnie od dzisiejszego poranka. Chociaż kiedy powiedziała, że niczym by jej nie zaskoczył i udźwignęłaby jego problem, to kiedy na nią spojrzał, można było przez ułamek sekundy dostrzec autentyczne powątpiewanie. Potem zaciekawienie, bo co, jeżeli naprawdę mogłaby to udźwignąć? Do tej pory sądził, że nikt by nie potrafił, nawet dzieci innych bogatych i sławnych rodziców, a co dopiero osoby z innego świata. Potem przyszło zwyczajowe dla niego powątpiewanie, kiedy sprowadził się na ziemię.
Na jego twarzy pojawił się więc ostatecznie arogancki uśmiech.
Oczywiście, uparta z ciebie dziewczyna 一odparł, co nie znaczyło, że wierzy, że River dałaby sobie radę, ale na pewno w to, że być może próbowałaby do upadłego. Jeszcze przez chwilę zaprzątał sobie tym głowę, ale ostatecznie porzucił ten temat. Raczej się nie uzewnętrzniał, nie licząc lekkich tematów albo błądzenia naokoło tego istotnego. Może można było coś odczytać między jego słowami albo czegoś się domyślić, ale raczej nie rzucał niczym ciężkim wprost.
Poruszył się na stołku, przyglądając obrazowi, kiedy słuchał opinii o koniach z karuzeli jako symbolu oszustwa, wyzysku i wykorzystywania niewinności. Przesunął językiem po wargach, zawieszając spojrzenie na oczach wymalowanych na płótnie. Uniósł dłoń, żeby podrapać się po nosie, a potem kątem oka zerknął na podchodzącą do niego River.
Myślałaś o pieniądzach jako dziecko? Wszystko da się kupić i sprzedać za odpowiednią cenę. Dorośli wykorzystują dzieci, które nie są tego świadome, bo płacą inni dorośli. One mają tylko kilka chwil zabawy i nie myślą wtedy o pustych oczach i pustce w środku. Dziecko by tak nie namalowało, bo dziecka nic nie ogranicza 一 powiedział, sięgając pędzlem do jednego z oczu konia i prostym muśnięciem nadając mu blask. W następnej chwili na jego kolana opadł rysunek będący przeciwnością niewinności, którą Bowie w sobie miał. Dawno temu. Co ciekawe została ona złamana właśnie w taki sposób, jaki przedstawiał szkic. Zdecydowanie zbyt wcześnie.
To nie do końca ode mnie zależy. Ale zawsze możesz sprawdzić 一 odparł na jej pytanie, z ulgą przyjmując zmianę tematu. Chwycił jej nadgarstek szczupłymi palcami i zsunął jej dłoń niżej. 一 A więc chciałaś mnie oddać? 一 rzucił zaraz, przekręcając głowę i z zawadiackim uśmiechem przesuwając spojrzeniem po twarzy dziewczyny.
Może najpierw chcesz dokończyć? 一 zaproponował, przyciągając ją bliżej i wciągając zdecydowanym ruchem na swoje kolana. Objął River w pasie, mocno do siebie przyciskając, a brodę ulokował na jej ramieniu, aby zaciągnąć się zapachem jej skóry i włosów. 一 Podejdź do tego jak wojowniczka, nie ofiara pieprzonego kapitalizmu 一 wymruczał jej prosto do ucha, maczając dwa palce w ciemnej farbie, którą przeciągnął zaraz po jej policzkach, zostawiając dwie kreski, oznaczające przygotowanie do walki. Do wieczora nie miał niczego ważnego w planach, więc mógł się upaprać farbą. Siebie albo kogoś innego.

River Cross
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła brew, spoglądając na niego z lekkim powątpiewaniem, jakby nazwanie jej upartą było zdecydowanie zbyt słabym wyrazem w całym arsenale. Właściwie tak o sobie uważała. Nie była taka bez przerwy. Nie każda sprawa, jaka zaprzątała jej głowę, była absolutnym priorytetem. Wiele przemykało przez myśli i szybko z nich znikało, odchodząc w totalne zapomnienie. Zdarzały się jednak takie, o które była gotowa walczyć, bić się z pazurami i nie brać jeńców. Jeżeli sobie coś postanowiła, to musiała to osiągnąć. Nie wątpiła, że gdyby nagle uznała, że niebo powinno z jakiegoś powodu zmienić na stałe kolor na różowy, to coś by wymyśliła, żeby do tego doprowadzić. Poskręcałoby ją, gdyby sobie odpuściła w połowie. Wszystko, co mógłby zrzucić na nią Bowie w porównaniu z takimi wyzwaniami to byłyby błahostki. Nie zamierzała go jednak naciskać albo zmuszać do jakichś dodatkowych zwierzeń. Wychodziła z założenia, że jeśli będzie miał ochotę mówić, to na pewno to zrobi. Nie był przecież niedomyślny, na pewno wiedział, że zostanie wysłuchany z należytą uwagą.
— Dorośli nie powinni oceniać prac dzieci, bo chuja z nich rozumieją. Nigdy nie będziemy już tacy nieograniczeni jak wtedy. — Westchnęła smutno do zamglonych wspomnień z pokręconego, dziecięcego umysłu. Niewinność i nieświadomość dawała nieograniczone możliwości, a żądze, którymi wtedy się kierowali, były nieporównywalnie czystsze i bardziej korzystne niż teraz. Chciałaby choć na jeden dzień wrócić do tamtego sposobu myślenia, zostawiając w dłoniach obecne zdolności rysownicze. Na pewno powstałoby z tego coś niesamowitego. Gorzej, jeśli faktycznie po powrocie do codziennej siebie, totalnie nie potrafiłaby zrozumieć albo docenić tego, co zrobiła jej dziecięca wersja. To dopiero doprowadziłoby ją do kurwicy.
— Pożyczyć — poprawiła go od razu. Oddanie na zawsze raczej nie wchodziłoby w grę, gdzie w tym byłaby jakakolwiek radocha? Starała się mieć wielkie serce do wszystkich, ale jednak była jedynaczką i ta samolubność często dawała o sobie znać. Czasem też do przesady. Nikt nie lubił dostrzegać w sobie cech psa ogrodnika, nie było to specjalnie nobilitujące. Ale nie było z nią aż tak źle, a przynajmniej nie w tej relacji.
Usadowiła się wygodnie na jego kolanach. Wplotła palce w jego włosy, zaczesując je do tyłu, żeby móc lepiej widzieć jego twarz. Część kosmyków i tak opadła na swoje miejsce, psując cały jej plan, co skwitowała tylko niezadowolonym zmarszczeniem nosa.
— Najpierw chcesz, żebym się zajęła tobą, a teraz wysyłasz mnie z powrotem do malowania? Bowie, słońce, zdecyduj się. — Przesunęła dłoń w dół na jego kark. Przemknęła po szyi, docierając aż do podbródka, który ujęła i uniosła, zmuszając go do spojrzenia sobie w oczy.
— Chyba że jednak chcesz być gwiazdą i zrobić z tego szkicu jakiś fragment tryptyku? To musiałbyś mi pozować — mruknęła tuż przy jego ustach, zanim delikatnie przygryzła jego dolną wargę. Przesunęła powoli palcami po jego torsie, zatrzymując się ostatecznie na pasie jego dresów. Że też nie pomyślała od razu, by zrobić z tego rysunku całą serię! Mogła go przecież umieścić jeszcze w tylu ciekawych kontekstach.

Bowie Vance
23 y/o
I am made of memories
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
We only go out at night. Get drunk on shadows, just to feel alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
ero
Chyba miała rację, chociaż Bowie nie bardzo chciał rozmawiać o dzieciach, nawet jeżeli miał na ten temat swoje przemyślenia. Ogólnie za dziećmi nie przepadał, ale z innych powodów, niż to, o czym teraz rozmawiali. Bo jeżeli chodziło o twórczość, wyobraźnię czy poczucie humoru, to kiedyś przyszła do niego taka myśl, że dzieci są wręcz niedoceniane. Z drugiej strony większość dorosłych była tak przeciążona albo przytępiona 一 stresem, lekami, alkoholem 一 że trudno im było się skupić nawet na nich samych, a co dopiero na innych. Nie to, że chciał ich usprawiedliwiać, chociażby biorąc za przykład jego własnych starych. Rzygać mu się chciało jak pomyślał, że miałby z nimi spędzić więcej czasu, niż kilka dni. Zjebali po całości.
Mruknął tylko cicho pod nosem na jej słowa i trudno było określić czy była to aprobata, czy jednak nie. Dawno temu skradziono mu dzieciństwo i czasami wydawało mu się, że nic już z tego nie zostało, nawet w jego wspomnieniach. Nie czuł się też tak do końca dorosły i miał nadzieję, że nigdy się tak nie poczuje. Może umrze robiąc coś, co lubi, zanim do tego dojdzie, to byłby całkiem przystępny koniec.
Uniósł nieznacznie kącik ust, słysząc, że swobodnie poczuwała się do tego, aby nim dysponować. Rozbawiło go to i przez chwilę przyglądał się jej, jakby oczekiwał, że jakoś to rozwinie, bo lubił grać w podobne gierki, o ile wiedział, że nic z tego nie jest na poważnie. Zobowiązania go nie interesowały.
No to całe szczęście. Chociaż znam pozycje, z których jest bardzo dobry widok na przyjemność 一 odparł, przytrzymując ją na swoich kolanach. Zerknął na obraz, a potem zmarszczył brwi i w końcu odchrząknął, kiedy zarzuciła mu niezdecydowanie. Taki był, zmieniał opinie, zainteresowania i zachcianki jak rękawiczki, chciał być jednocześnie w kilku miejscach naraz, czuć kilka doznań w tym samym czasie i odkrywać co najmniej pięć tajemnic dziennie, żeby zaspokoić ciekawość i potrzebę odczuwania otoczenia, byle nie zostać zbyt długo sam ze sobą.
Co w tym złego? Możemy chociaż spróbować być dzisiaj nieograniczeni 一 zaproponował, zaraz śmiejąc się pod nosem bezgłośnie. Na jej propozycję, zamruczał dziewczynie prosto do ucha i musnął je krótko ustami. 一 Już jestem gwiazdą skarbie, od tego nie ma odwrotu. Mam być twoją francuską dziewczyną i pozować nago? A może namalujesz mnie w zbroi, dając skrzydlatemu nowy cel? Będzie koniem w walce z rzeczywistością 一 powiedział, przenosząc spojrzenie na jej oczy, kiedy poczuł ucisk jej palców na własnym podbródku. Nie uciekł spojrzeniem, wręcz przeciwnie. Nie miał problemu z patrzeniem komuś w oczy, szczególnie komuś, kogo lubił. Przesunął lekko czubkiem nosa po jej nosie, kiedy przytrzymywała zębami jego wargę.
Mógłbym zażyczyć sobie, żebyś towarzyszyła mi podczas rozbierania się, co byłoby fair, ale już teraz nie masz na sobie zbyt wiele 一 zauważył, bo kiedy przesunął dłonią po jej nagim udzie i bezwstydnie wsunął ją głębiej, poczuł, że dziewczyna nie miała na sobie bielizny. Nie cofnął się, nawet mu to przez myśl nie przeszło. Zamiast tego wsunął dłoń jeszcze głębiej, pod jej pośladki, żeby kciukiem pogładzić dawno nieodwiedzane miejsce.
Malowałaś kiedyś w takich warunkach? 一 zapytał i tym razem to on zahaczył własnymi wargami o jej. Słodkawy zapach wypełnił jego nozdrza, co razem z dymem pozwoliło mu się znacznie rozluźnić, nawet zrelaksować i po burzliwym poranku chyba właśnie tego teraz potrzebował.

River Cross
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”