-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miał już dość swojej roboty i z dnia na dzień ciężej mu było zwlec się z łóżka, zmusić do ogarnięcia, spaceru do roboty, by potem odbębnić zmianę byle było. Może był po prostu bardziej grumpy niż zwykle, bo już nie miał się do kogo cieszyć poza pracą? Motylki w brzuchu poszły sobie tak szybko, jak szybko sobie przyszły i generalnie nie zapowiadało się, żeby chciał szukać sobie kogoś innego. Może. Może kiedyś, ale nieprędko; za dużo roboty, za mało zysku i tak naprawdę wolałby się skupić na znalezieniu dla siebie ścieżki kariery, która rzeczywiście mogłaby zapełnić większość jego życia. Straż miała wszystko, w czym się odnajdywał, prawda? Działanie, zamiast siedzenia, szybka, fizyczna decyzja zwykle stała ponad staniem w miejscu i dyskutowaniem o opcjach, pomaganie ludziom w terenie, chaos w którym odnajdował się najbardziej.. Problem był tylko taki, że to trwało. Cały proces rekrutacji trwał cholernie długi i niby mógł to szanować, ale szlag go już trafiał w tym przypierdółku na plaży, okay? Ilość razy, kiedy przez ostatni tydzień czy dwa zastanawiał się, czy wskoczyć na wagonik dostawcy dla Uber Eats, ot, żeby coś ze sobą robić innego niż trwać w tym samym miejscu..
- Lillebror. - machnął na baby-face Marshalla, nadal w swoich kucharskich ciuchach, wyglądając do niego z zaplecza. Nie widział go wieki, a najlepiej się było mu zorganizować do socjalizacji zaraz po pracy; wiadomo, podążając za ciosem wielu godzin w pracy, w których chcąc nie chcąc musiał się komunikować z ludźmi. Fujka. - Co chcesz jeść, to pójdę zrobić. - mógł to potraktować jako oznakę sympatii, bo normalnie machnąłby ręką i pozwolił, żeby bilecik poszedł regularną drogą, przechodząc przez całą kuchnię, zamiast brać zamówienie na siebie.
I tak już w teorii skończył pracę. Ich zamówienie było ostatnim, co zrobił, zanim poszedł się przebrać, teoretycznie jeszcze zanim jego zmiana dobiegła końca... I miał to w dupie. Jak to teraz dzieciaki nazywają? Odchodzenie po cichu? Kiedy nie chciało ci się pracować tak bardzo, że wszyscy wiedzieli, że niedługo będziesz odchodzić..? Coś w tym stylu. - Yooo. - dołączył do niego przy stoliku w kącie, żonogijka (których miał chyba setki) i dresowe spodnie to była zdecydowanie jego ulubiona stylówa po pracy. Rzucił plecak z ciuchami pod swoje nogi, siadając ciężko. - Kurwa, stary, kopę lat. Wiesz, że mam być świadkiem na ślubie Charliego, nie? - zagadnął go od razu... Głównie po to, żeby móc go wyczuć, czy też zna sekrety swojego starszego brata, czy może Theo miał unikać tematu jak ognia, żeby się nie wygadać. Na tamten moment zatkał sobie ryłu kurczakowym burgerem z ekstra serem i bekonem za który nie zapłacił, bo jebać jebać nic się nie bać.
cas
-
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zdziwił się, gdy otrzymał telefon od Mattheo, który chciał się z nim spotkać, na tak zwany hang out. Był przyjacielem Charliego, znali się i kumplowali, ale Caspian nie miał pewności, czy Theo faktycznie by go polubił, gdyby nie fakt, że ich łącznikiem był właśnie Charlie. Swoją drogą Caspian bardzo lubił Mattheo. Był jednym z tych ludzi, którzy mówili wszystko, jak jest, i nie owijali w bawełnę. A w świecie udawanej sympatii i wymuszonej życzliwości Marshall naprawdę to sobie cenił.
Wchodząc do miejsca jego pracy, które znajdowało się przy plaży, opierał się o laskę i wszedł do środka, podnosząc rękę i posyłając mu delikatny uśmiech. - Vecchio - rzucił do niego, śmiejąc się pod nosem. Był od niego starszy, więc to chyba było zrozumiałe, że nazywał go staruszkiem, co nie? Tak było już za gówniarza i tak jakoś zostało.- Zabiłbym za jakiegoś burgera z pleśniowym serem i frytki - rzucił, znajdując stolik i rozsiadając się przy nim. Wyciągnął fajkę i bawił się nią pomiędzy palcami, czekając, aż Bachmann do niego dołączy. Nie był pewien, czy może zapalić w środku, więc najwyżej poczeka, aż zjedzą, i wyjdzie na zewnątrz. Wsunął papierosa za ucho, a gdy po chwili Theo do niego dołączył, dał mu na wpół przytulasa, podnosząc się kalecznie, po czym znowu usiadł, upewniając się, że laska oparta jest tuż obok. - Wygląda zajebiście - spojrzał na burgera i frytki, zgarnął wszystko w dłonie i odgryzł kawałek. Słysząc o Charliem, uniósł brew i spojrzał na Theo. - Znasz mojego brata. Nie uwierzę w nic, dopóki nie zobaczę, że ma na palcu obrączkę - prychnął, przeżuwając jedzenie. Przewrócił oczami na samą myśl. Nie był w stanie zrozumieć Charliego. Nie był pewien, co siedzi mu w głowie. Miał swoje historie z kobietami, a Caspian tylko przyglądał się temu z boku, nie wiedząc zbytnio, jak zapytać go, czy naprawdę jest szczęśliwy. Może to były te lata niepewności i zazdrości ze strony Caspiana, a może po prostu różnica wieku między nimi. Nie był pewien.- Jak u ciebie, Bachmann? Masz jakąś kobietę? Jak praca? - spojrzał na niego z ciekawością. Miał nadzieję, że opowie mu o sobie jak najwięcej i o tym, co się u niego działo, żeby Caspian mógł po prostu skupić się na tym, jak kurewsko dobrze smakował ten burger.
Bachmann
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Oy, uważaj na siebie. - klepnął go lekko po plecach, w sumie nie mając pojęcia co mu dolega w nogę czy obie, ale generalnie woląc dmuchać na zimne. Zauważył też fajka za jego uchem, skinął w stronę części praktycznie nie-używanych poza sezonem stolików na zewnątrz. - Jak chcesz palić, to możemy iść na zewnątrz.. Tylko nie zamarznij, nie chcę cię mieć na sumieniu. - o siebie się martwić nie musiał. Był zahartowany od małego przez Norweskie zimy i sposób wychowania, także te Kanadyjskie absolutnie niczym nie mogły go zaskoczyć, nawet przy zmianie klimatu i całej reszty katastrofalnych wydarzeń ekologicznych.. Nie zmarznie. Caspian był znacznie drobniejszy w budowie, Theo nie mógł być pewny, czy chęć palenia była silniejsza od chęci pozostania w cieple, więc pozwolił mu zdecydować.
- Mnie tam tylko zależy na tym, żeby pakował się w małżeństwo tylko dlatego, że wasi rodzice tak ustalili, okay. - rozłożył lekko ramiona, unosząc jedną brew w stronę młodszego Marshalla. Wszystko sprowadzało się do szczerej niechęci, jaką Bachmann darzył sposób, w jaki Charlie wydawał się kurczowo trzymać wszystkiego, co jego rodzina kazała mu robić i.. Dobra, mogło to być bardzo godne szacunku i tak dalej, ale czy w tym przypadku naprawdę było? Trochę jakby jego rodzice zrobili sobie dzieciaka po to, żeby mieć na kogo przepisać biznes, a potem postanowili postarać się o młodsze, żeby był jako "spare" gdyby jednak to pierwsze nie wypaliło. Bez sensu.
- Nope, jak zawsze sam sobie jestem, chyba tak po prostu wolę.. Żeby nie musieć odpowiadać za czyjeś emocje? Tak. - skrzywił się lekko na wspomnienie swojej ex-emocjonalnej ameby, ale zaraz wzruszył ramionami, machnął dłonią, stwierdzając w duchu, że nie ma co gadać nawet. - O stary, chcę zmienić zawód, nie? Strażakiem chcę zostać. I ja naprawdę nie wiedziałem, że to tak długo będzie trwało, a szlag mnie już tutaj trafia.. - zaczął, wywracając lekko oczami. Ogromnie szanował, że Cas zadawał mu pytania wprost i generalnie nie było w jego tonie ani postawie nic, co mogłoby sugerować, że pyta z uprzejmości. Nie chciał gadać o sobie i Theo mógł to szanować.
cas