25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy dźwięk, który wydobywał się z gardła Prescott podnosił jej temperaturę o kilka stopni. Była święcie przekonana, że jej skóra powinna zacząć parzyć. Albo chociaż roztapiać się leniwie jak złoto. Powinna już dawno stanąć w płomieniach, powinno ją pochłonąć za karę piekło. Wszystko jednak wskazywało na to, że przy niej robiła się jakimś pieprzonym pirofitem.
Nigdy w życiu sama nie narysowałaby takiej sceny. Nie była pewna, czy to wszystko jest zbyt dziwaczne czy zbyt tandetne. Fakt, że kompletnie przez nią odlatywała na cmentarzu, w otoczeniu westchnień żałobników, był zbyt kretyński, by na niego wpaść. Z kolei fakt, że ich pierwszy drugi pocałunek odbywał się w strugach deszczu, był kompletnie przewidywalny i nudny. Na miejscu swoich redaktorów po prostu by samą siebie wyśmiała. Taka opowieść na pewno by się sprzedała, ale byłaby też bardzo daleko od jej poczucia estetyki i romantyzmu. A jednak trwała w tej sytuacji i ostatnie, czego chciała, to uwolnienie się z niej. Nie była gotowa wypuścić jej z objęć, nie chciała odmówić jej nawet najdrobniejszego pocałunku, chciała stworzyć z niej najlepsze dzieło w całej swojej krótkiej karierze. Bardzo to było nie w porządku ze strony świata, że zsyłał na nią taką inspirację.
Przygryzła wargę, próbując powstrzymać się od kolejnego uśmiechu. Oczywiście, że była niecierpliwa. Granice jej wytrzymałości zostały poszarpane wyjątkowo brutalnie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że miała wrażenie, że Prescott doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I bezczelnie się z tego cieszy. Nie chciała dawać jej tej satysfakcji zbyt szybko. Miała jej przecież namieszać w głowie, a potem jakoś okrutnie skrzywdzić. Żeby miała za swoje.
Otworzyła usta, chcąc się jakoś jej odszczekać. To jednak było bardzo zwodnicze. Do tej pory udawało jej się zachować względną ciszę, pozwalając reakcjom kotłować się w jej wnętrzu, doprowadzać ją wręcz do fizycznego bólu. Tym razem jednak spomiędzy jej warg uciekło głośne westchnienie. Urwała je szybko, zaciskając usta w wąską linię. Drzewo za plecami było jedynym ratunkiem, dzięki któremu się nie zachwiała i wciąż czuła jakiekolwiek połączenie z tym wymiarem.
— Nie potrafisz się przyznać nawet do czegoś takiego? — syknęła, wbijając jej paznokcie w kark. Po tym też na pewno zostanie ślad. Może mniejszy niż ten na szyi Cross, ale na pewno dużo bardziej uciążliwy i szczypiący. Ujęła jej podbródek drugą dłonią i zmusiła ją, by na nią spojrzała.
— Powiedz wreszcie wprost, o czym myślisz, Mała. — Musnęła językiem jej wargę i znów wzięła głębszy oddech, jakby chciała od nowa zapomnieć się w pocałunkach. Powstrzymała się jednak. Zastygła w bezruchu, wpatrując się w jej oczy z rosnącą niecierpliwością i niemożliwym do ukrycia pożądaniem. Nie chciała się dać znowu to wciągnąć, póki Prescott choć trochę się nie ugnie,

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było mowy o tym, aby była świadoma tego jak bardzo działała na River. Wszelkie jej wyobrażenia nijak nie miały się do rzeczywistości. To były jej własne podszepty, które nie uwzględniały w żaden sposób jakichkolwiek głębszych uczuć poza powierzchownym pożądaniem i dużo bardziej złożoną niechęcią odnośnie drugiej osoby. Poza tym raczej nic innego nie miało dla niej znaczenia.
To wszystko było zdecydowanie zbyt banalne. W dodatku naprawdę do nich nie pasowało. Sceneria była zbyt spokojna, zbyt romantyczna. Prescott prędzej spodziewałaby się burzowych gromów lub dziejącej się w tle Apokalipsy niż czegoś podobnego, co nadawało większej emocjonalności i patetycznego dramatyzmu ich pocałunkowi, któremu zdecydowanie było daleko od wyrazu dozgonnej miłości.
Przez chwilę nie były zdolne do tego, aby się od siebie oderwać. Zapewne nie zrobiłyby tego, gdyby nie paląca potrzeba zaczerpnięcia tchu. Inaczej Ruelle na pewno nie zrezygnowałaby ze smakowania jej zdecydowanie zbyt kuszących warg. Zadziwiające było również to jak łatwo były w stanie znaleźć wspólny rytm pomimo chaosu, w którym zdawały się pogrążać z każdym kolejnym pocałunkiem.
Sama nie była szczególnie lepsza. Również była zżerana od środka przez niecierpliwość. Jednak miała w sobie nieco więcej samokontroli niż Cross, co sprawiało, że kiełkowało w niej pewne uczucie wyższości. W końcu to nie ona ją desperacko przyciągnęła do siebie. Nie ona zagłębiała się tak zapamiętale w jej objęciach i wargach. To wszystko robiła River. Prescott po prostu rozkoszowała się każdym możliwym momentem. Bawiła się doskonale nawet jeśli czuła na języku jedynie przedsmak tego, co miało nadejść.
Panowała nad sytuacją. Czuła to doskonale w momencie, gdy dziewczyna nie próbowała jej się odszczekać po każdym drobnym komentarzu, a zamiast tego westchnęła, gdy tylko Rue pozostawiała na niej swój ślad. Zamaskowała też gardłowym mruknięciem ciche syknięcie bólu, gdy tylko paznokcie rysowniczki wbiły się boleśnie w jej kark. Wiedziała jednak dzięki temu, że z pewnością nie była jej obojętna.
Nie zamierzała jej odpowiadać. Było to jedno z tych pytań, które mogła zignorować i po prostu spokojnie kontynuować swoje zadanie, gdyby nie to, że River nagle ujęła jej twarz w swoją dłoń i zmusiła do tego, aby spojrzała jej w oczy.
- Myślę jedynie o tym jak niezwykle irytująca jesteś - powiedziała mrukliwym tonem, sięgając dłonią do szyi Cross, którą objęła swoimi palcami. - Oraz o tym jak bardzo chcę cię uciszyć...
Znała jeden wyjątkowo skuteczny sposób na to jak tego dokonać. Raz jeszcze pochwyciła jej wargi w żarliwym pocałunku. Nie dbała o konsekwencje ani o to, co w danym momencie czuła lub myślała rysowniczka. Jedyne czego była pewna to fakt, że nie potrafiły już dłużej nad sobą zapanować, a istniejące między nimi przyciąganie urosło do niewyobrażalnego wprost poziomu... A Prescott nie zamierzała się mu dłużej przeciwstawiać.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie powinny się dogadywać ze sobą tak dobrze. A przynajmniej nie w tej materii. Skoro nie były w stanie wytrzymać pięciu minut rozmowy bez wbijania sobie szpilek i nakręcania sprzeczki, to czemu nagle tak doskonale rozumiały się w tym zatracaniu się w namiętności? Nie mogą ich nakręcać wyłącznie negatywne emocje, to przecież nie byłoby w stanie pobudza tak mocno. A przynajmniej tak jej się do tej pory wydawało. Uznałaby Ruellę za ostatnią osobę, z którą bawiłaby się doskonale, pozbawiając się wszelkich hamulców. Bardzo by się w tej kwestii pomyliła. To też ją irytowało, nie lubiła nie mieć racji.
Chciała rozciągnąć ten moment w nieskończoność, a jednocześnie targała nią niecierpliwość. Przy początku każdego kolejnego pocałunku nie mogła się już doczekać następnego. Podobało jej się wszystko, co robiła z nią Prescott i wszystko, co robiła z nią Prescott, strasznie ją wkurwiało.
W ogóle nie spodobała jej się odpowiedź, którą otrzymała. Nie na to liczyła w tym momencie. Powinna wejść w tę przepychankę słowną i udowodnić jej, kto tutaj powinien się zamknąć. Problem w tym, że metoda obrana przez Ruelle okazała się paskudnie skuteczna. Warknęła tylko coś niezrozumiałego, zanim znowu pozwoliła się omotać jej pocałunkom.
Osunęła się nieco w dół, wciąż przyklejona plecami do drzewa, zrównując je wzrostem. Jedna z jej dłoni zsunęła się po plecach Prescott, mknąć bezwstydnie w stronę jej tyłka. Zacisnęła palce na jej pośladku, przyciągając jej biodra jeszcze bliżej do siebie, jakby chciała przebić ją na wylot albo chociaż zespolić się w jeden organizm. Przestała słyszeć jakiekolwiek głosy dobiegające z pogrzebu. Nie chciała nawet zgadywać czy to przez to, że wierni przestali gadać i trumna wreszcie zaczęła opadać do dołu, czy Prescott aż tak odcięła ją od rzeczywistości.
Wsunęła palce w jej włosy, odgarniając je na bok. Zsunęła pocałunki na jej szyję, chcąc odwdzięczyć się podobną pamiątką, którą Ruelle zostawiła na niej. Z premedytacją zassała skórę w miejscu, którego nie będzie w stanie zakryć włosami i błyskawicznie o nim zapomnieć. Zacisnęła palce na jej włosach, gotowa szarpnąć w każdej chwili, w której to ona zaczęłaby się niepotrzebnie szarpać. Przesunęła językiem po jasnym śladzie, który zostawiła na jej szyi. Kąciki warg Cross drgnęły w zadowoleniu. Nie miała żadnych wątpliwości, że jutro pieczątka będzie widoczna choćby i z kosmosu.
Deszcz był niemniej wściekły niż Cross. Nie dawał im już żadnych szans. Drzewo nie było perfekcyjną ochroną, nie przy takiej intensywności ulewy. Ściany deszczu nie trwają przecież długo, na pewno zaraz wszelkie zjawiska pogodowe zostawią je w świętym spokoju. Zsunęła dłoń z tyłka na jej udo, unosząc je nieco, by móc podciągnąć nieco wyżej materiał sukienki. Przesunęła palcami po zimnej skórze, badając uważnie jej miękkość. Miała bolesną ochotę zrobić to samo z każdym innym milimetrem jej ciała.
— Nie będę pieprzyć cię na cmentarzu — mruknęła między jednym pocałunkiem a drugim, licząc, że w ten sposób ją jakoś od siebie odsunie. Nie miała jeszcze ochoty robić tego fizycznie, słowa musiały wystarczyć. Nie było w nich za dużo szczerości. W tym momencie była gotowa utonąć w niej absolutnie wszędzie, nieważne, czy na cmentarzu, własnym mieszkaniu czy na księżycu.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyraźnie między nimi iskrzyło. Być może właśnie przez te zgrzyty, które powstawały między nimi z każdej możliwej przyczyny. Każda ich rozmowa była niczym prawdziwa potyczka. Przerzucały się złośliwymi komentarzami, szukały sposobu na to, aby uderzyć w czuły punkt i okazać się lepszą od tej drugiej.
Pragnęła ją rozszarpać, udusić, sprawić, że River już nigdy nie będzie mogła jej się odszczeknąć. Nikt na nią nie działał tak silnie jak Cross. Nie mogła się od niej uwolnić niezależnie od tego jak bardzo tego chciała... W zasadzie to zdawała sobie sprawę, że jeśli by się jej pozbyła to straciłaby szansę na przeżywanie czegoś podobnego. Nikt nie całowałby jej w ten sposób. Nikt nie doprowadzałby jej tak perfekcyjnie do szału i drażnił samym swoim dotykiem w podobny niezwykle przyjemny sposób. W pewien sposób już przegrała... Poddała jej się za bardzo i pragnęła wyłącznie więcej.
Zamruczała z zadowoleniem, gdy tylko rysowniczka oddała się jej pocałunkom. Obie pędziły teraz ku własnej rozkoszy, zapominając całkowicie o uprzednich sprzeczkach. Pozwoliła jej na to, aby zsunęła się odrobinę niżej. Zwolniła nacisk na jej szyi, ciekawa tego, co też właściwie River mogłaby wymyślić.
To krótkie warknięcie, którym obdarzyła ją między pocałunkami dziewczyna sprawiło, że wnętrze Ruelle zacisnęło się na chwilę z obezwładniającej przyjemności. Cholera jasna. Jak ona mogła tego dokonać pojedynczym dźwiękiem? Nic z tego wszystkiego nie miało dla niej najmniejszego sensu.
Siekące strugi deszczu zagłuszały głos księdza i żałobników, którzy właśnie spuszczali trumnę do grobu. Chociaż równie dobrze mogli oni zamilknąć przez to, że dostrzegli w oddali te bezeceństwa, które rozgrywały się w cieniu rozłożystego drzewa. Każda z tych opcji była jak najbardziej możliwa. Prescott czuła jak z każdą kolejną chwilą ubrania coraz ciaśniej przylegają do jej skóry, chłonąc krople, które spadały z gałęzi lub zacinały straszliwie, pchane przez zimny wiatr.
Nic jednak nie było w stanie ostudzić tego żaru, który się w niej obudził w momencie, gdy River wsunęła palce w jej włosy i zmusiła ją do tego, aby odchyliła głowę. Poczuła krótkie ukłucie bólu w momencie, gdy Cross postanowiła zassać mocno skórę na jej szyi. Spróbowała poruszyć się w jej uchwycie, ale zamiast tego zapiekł ją skalp, gdy została pociągnięta za włosy.
Westchnęła mimowolnie z rozkoszy, gdy język dziewczyny postarał się rozmasować miejsce, w którym z pewnością niedługo utworzy się trudny do zamaskowania krwawy ślad. Zupełnie jakby River postanowiła podpisać się na jej skórze w sposób, który nie budził wątpliwości, co do tego do czego między nimi doszło.
Naparła na nią jeszcze mocniej biodrami, domagając się jeszcze wyraźniejszego dotyku. Palce zaciskające się na jej pośladkach nareszcie postanowiły wtargnąć pod materiał sukienki, zadzierając ją wyżej. Nie sądziła dotąd jak bardzo pragnęła poczuć ją na swojej nagiej skórze.
- Mówisz jedno, a mam wrażenie, że dążysz do drugiego... - odparowała, nie zamierzając się jeszcze od niej odsuwać. - Nie chcesz dokonać świętokradztwa na kościelnej ziemi?
Zdecydowanie się zagalopowały. Ruelle powinna wziąć głęboki oddech, aby się uspokoić. Musiała spowolnić szaleńczo bijące w jej piersi serce oraz doprowadzić się do porządku. Trudno jednak było to zrobić w momencie, gdy miała tak blisko siebie rozpalającą jej zmysły River.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wydawało jej się, że słyszy jakiś stłumiony pomruk. Niebo się na nie aż tak wściekło, że zaczęło powarkiwać? Jeszcze tego brakowało, żeby się rozpętała burza. Wtedy bezeceństwa, które wyprawiały pod drzewem, na pewno zostaną ukarane. Cross nawet nie była pewna, czy dałaby radę to zauważyć. I tak już czuła się jak porażona piorunem. Jeżeli tylko nie wyzionęłaby ducha na miejscu, to wszystko pozostałoby bez zmian. A gdyby umarły obie, mogłyby kontynuować to, co zaczęły, bo kto duchowi zabroni? Szczególnie na cmentarzu. Istniała do tego wszystkiego opcja, że ten pomruk nie wydała sama natura, a Prescott. River nie potrafiła za nią nadążyć. Czemu się tak zachowywała, skoro kilka minut temu była kompletnie inna? Pokręcona dziewczyna.
Mokre ubranie coraz śmielej przylegało do skóry, a na smaganej chłodnym wiatrem skórze pojawiła się gęsia skórka. Nie było jej tak zimno, jak powinno. Na pewno się od tego przeziębi. Pochoruje się przez Prescott, tym bardziej tak naprawdę i bez żadnych kretyńskich metafor. Nie o takim zaszyciu się w łóżku myślała do tej pory. A jednak rozsądek nie był w stanie wygrać. Za młoda była na przejmowanie się głupotami jak zapalenie płuc. I tak paliły ją od środka, nie będąc w stanie uspokoić się przy Ruelle.
Uśmiechnęła się z satysfakcją, słysząc westchnienie, które wywołała. Od razu zaczęła zastanawiać się, jak mogłaby to powtórzyć. Najlepiej jeszcze minimum tysiąc razy w przeciągu najbliższych kilkunastu minut. Prescott przylgnęła do niej bliżej, zamiast się odsunąć, co jeszcze bardziej utrudniło jej walkę z samą sobą i znalezienie jakiegokolwiek argumentu, by to jednak przerwać.
— Nie. Obawiam się, że jak tu przede mną klękniesz, to piekło pochłonie cię żywcem. — Nie było szans, by się z nią zgodziła – nawet w takim momencie. Musiała mieć ostatnie słowo, musiała określić to po swojemu, żeby nie czuć się kompletnie bezbronną. Podsunęła dłoń jeszcze wyżej, przeklinając w głowie opięty materiał jej sukienki. Może i wyglądał dobrze, ale był strasznie niepraktyczny. Nie była w stanie dosięgnąć nawet jeden tysięcznej wszystkiego, czego była spragniona. Chciała ją mieć całą albo w ogóle. Zacisnęła palce na jej ujdzie, dając wyraz tej frustracji. Jej wargi zassały skórę na szyi Prescott, po drugiej stronie niż ślad zostawiony przed momentem. Ślady na pewni nie będą idealnie symetryczne. Była pewna, że Prescott w lustrze zauważy, że ten nowy jest kilka milimetrów za nisko. Absolutnie nieznośnie. Zupełnie jakby Cross chciała stworzyć iluzję symetrii i spróbowała ją rozbić w ostatniej sekundzie. Cóż, pewnie przez to, że dokładnie to się stało. Westchnęła rozkosznie tuż przy jej mokrej skórze.
— Nie wiem, czy zasłużyłaś na coś więcej — mruknęła, przesuwając obie dłonie na jej talię w niemalże niewinnym geście. Uśmiechnęła się kąśliwie, przywołując słowa, którymi Ruelle wcześniej zgasiła jej entuzjazm. Na pewno nie poda jej siebie na srebrnej tacy, niedoczekanie.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szelest szarpanych wiatrem drzew, szum i głuchy odgłos deszczu bijącego we wszystko wokół oraz nikłe odgłosy dobiegającego powoli do końca pogrzebu nie były wystarczające do tego, aby zniekształcić i zagłuszyć nawet te ciche dźwięki przyjemności, które wydawała z siebie Prescott. Nie potrafiła do końca zapanować nad swym głosem i zmusić się do tego, aby pozostawić dotyk i pocałunki River bez jakiejkolwiek reakcji. Nigdy nie posądziłaby się o utratę kontroli w tak łatwy sposób. Zwłaszcza z kimś takim jak Cross, a jednak były skłonne do tego, aby wspólnie popełnić niewypowiedziane bluźnierstwo.
Nie powinny tego robić z wielu powodów. Nie tylko dlatego, że tak nakazywała zwyczajna moralność. Zimne strugi deszczu powinny je skutecznie zniechęcić i sprawić, że raczej szukałyby schronienia niż brnęły w to wszystko, pogrążając się coraz bardziej.
Nie pomyślała nawet o tym, że przeszywający do szpiku kości ziąb mógłby przynieść jakieś konsekwencje. Powinna mieć tego nieco lepszą świadomość, zwłaszcza jako studentka medycyny, ale w tej chwili nie potrafiła myśleć o takich rzeczach. Wszystko ograniczało się jedynie do tego jednego momentu i tego jak kretyńsko dobrze czuła się z tym jak River jej dotykała.
- Miałabym przed tobą klękać? Nie wyobrażasz sobie za wiele? - zapytała, uśmiechając się jakby z rozbawieniem.
Znów powrócił ten ich złośliwy ton oraz przepychanki słowne. Wyglądało na to, że nie były w stanie zbyt długo się bez nich obyć. Nie potrafiła jej od tego odwieść nawet dłoń wędrująca pod materiałem klejącej się do ud sukienki. Być może powinny obie przejść w jakieś miejsce, które dałoby im schronienie od deszczu. Mogłyby tam swobodnie zrzucić przemoczone ubrania, które zbyt ciasno przylegały do skóry i rozgrzać się wzajemnie tak jak umiały najlepiej... Chociaż była to niezwykle durna myśl.
Wciąż czuła na sobie jej wargi i język. Palce wbijały się w ciało na wysokości uda, a Ruelle nie potrafiła zareagować na to inaczej niż krótkim urwanym dźwiękiem, który opuścił jej gardło. Za nic jednak nie przyznałaby się do tego, że mógł to być pełen przyjemności jęk.
- Zapewne nie... - odpowiedziała cicho, odsuwając się jedynie na kilka centymetrów, ale zaraz tego pożałowała, bo mimo wszystko bliskość ciała Cross zapewniała jej odrobinę ciepła. - Zdecydowanie nam odbiło.
Inaczej nie można było tego określić. W końcu dlaczego poddały się temu wszystkiemu aż tak bardzo? Zabrnęły zbyt daleko, ale może była szansa na to, aby się wycofać nim naprawdę będzie za późno.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była w stanie w tym momencie myśleć o czymkolwiek, co nie było Ruelle. Wypełniła całą jej głowę i każdą reakcję ciała, mimo że jej prawie nie dotknęła. A przynajmniej w skali tego, jak bardzo mogłaby ją jeszcze podotykać. Gdyby facet z trumny wstał i wyszedł z cmentarza o własnych siłach, pewnie umknęłoby to jej uwadze. Nic dziwnego, że w jej głowie natychmiast pojawił się obraz klęczącej przed nią Ruelle, gdy tylko zaczęła się z tej pozycji wykręcać. Skoro się buntowała, to River już nie miała wątpliwości, do czego chciałaby ją doprowadzić. Może być na tyle łaskawa, że nie zmusi jej do tego na mokrej trawie cmentarza. Ale w każdym innym zakątku świata? Zdecydowanie tak. Problem w tym, że to oznaczałoby, że chce ją w najbliższej przyszłości zobaczyć jeszcze raz i to w zdecydowanie jednoznacznej sytuacji. Niedobrze.
— Jak będę chciała, to klękniesz — mruknęła tonem, któremu zaledwie kilka milimetrów brakowało do bycia rozkazem. Nic do tej Prescott nie docierało. Powiedziała jej przecież, że sama sobie weźmie wszystko to, na co będzie miała ochotę. Dziewczyna niby to pamiętała, a jakoś nie potrafiła przyjąć do wiadomości. Nie szkodzi, Cross miała litościwe serce i była skora wyperswadować jej to jeszcze kilka razy. Nie miała wątpliwości, że najlepiej zapamięta, po prostu tego doświadczając.
Drgnęła odruchowo, słysząc odgłos przyjemności, który uciekł z jej garda. Garnęła się do niej, chciała być zdecydowanie bliżej tych fal dźwiękowych, najlepiej owinąć się nimi jak najciaśniej. A potem przydusić za karę, że sobie na to wszystko pozwoliła. Spięła mięśnie po raz kolejny, gdy Prescott w końcu się od niej odsunęła. Za jej ciałem chciała podążać nawet mocniej niż za głosem, ale musiała się wreszcie ogarnąć. Nie będzie za nią biegać jak stęskniony psiak.
Ściągnęła brwi, wpatrując się w nią intensywnie. Przez pół sekundy miała wrażenie, że może się przesłyszała. Ale usłyszała ją doskonale, przecież nadal była bardzo blisko. To był wynik czerwonej lampki, którą wcześniej zignorowała. A właściwie na co ona liczyła? Skarciła się w myślach, że o od razu nie założyła, że tak to się skończy. Prescott zachowała się dokładnie tak, jak mogła się tego po niej spodziewać. Prychnęła pogardliwe, czując, jak cały zapał ucieka z jej ciała, przygaszony chłodem tanatopraktorki. Miała wrażenie, że znowu dała się nabrać dokładnie na ten sam numer Ruelle.
— Mów za siebie, Prescott i nie mieszaj mnie do bałaganu, który masz w głowie — syknęła, odwracając od niej wzrok po raz pierwszy od kosmicznie długiej chwili. A może to był tylko moment? Nad jej ramieniem zauważyła żałobników gnieżdżących się pod parasolami. Wymieniali między sobą jakieś uprzejmości, pewnie zaraz będą się stąd zbierać. Komfort suchych butów był ważniejszy niż obserwowanie trumny nieboszczyka. Spojrzała znowu na Ruelle. Uniosła zaskoczona brew, jakby nie spodziewała się, że dziewczyna wciąż będzie znajdować się na wyciągnięcie ręki. Burzowi bogowie nie zmietli jej z powierzchni ziemi? Szkoda.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pozwoliły sobie zdecydowanie na zbyt wiele. Prescott nie chciała dopuścić do tego, aby rysowniczka zaczęła sobie zbyt wiele wyobrażać. Nie chciała, aby to miało jakiekolwiek znaczenie. W końcu była to jedynie czysta fizyczność. Dzika, niezrównana i ogłupiająca. Przecież nie widziały teraz świata poza sobą. Może i ten skąpany był w strugach deszczu, które utrudniały zobaczenie czegokolwiek, ale to nie znaczyło, że powinny być w siebie aż tak zapatrzone.
- Będziesz musiała mnie zmusić... - odmruknęła jej niskim tonem, rzucając niejako kolejne wyzwanie.
Biorąc pod uwagę to, co zadziało się chwilę temu, Ruelle musiała przyznać przed samą sobą, że zapewne dziewczynie udałoby się uzyskać upragniony efekt. Zwłaszcza, że sama myśl na temat znalezienia się w takim położeniu wywoływała niepokojąco przyjemny dreszcz w dole kręgosłupa. Nie oznaczało to jednak, że pozwoli na to, aby zadziało się to na warunkach dyktowanych przez River.
Nie chciała jej dawać zbytniej satysfakcji. Jej ciało jednak reagowało mimowolnie. To były automatyczne reakcje, które trudno było poskromić. Zwłaszcza w momencie, gdy władzę nad nimi przejęło coś tak... Pierwotnego. Inaczej nie potrafiła opisać tej żądzy, która nagle zapłonęła wewnątrz nich i nie chciała zniknąć.
Nie ulegało też wątpliwości, że zapewne zdaniem Cross nie zasługiwała na to, co tylko rysowniczka mogła jej zaoferować. W końcu była niewdzięczna. Irytowała ją i zasługiwała na to, aby River się nią zabawiła. Chociaż Prescott była przekonana o tym, że to właśnie River ma dużo mniejszą samokontrolę i jakakolwiek nauczka bardziej wymierzona byłaby w nią samą niż w tanatopraktorkę.
- Serio? - prychnęła, gdy tylko ta chwila między nimi została zaburzona, a River odwróciła wzrok. - Jakbyś to ty nie była pierdolonym chaosem, który próbuje mnie wciągnąć.
Sama miała wszystko ułożone w głowie. Tylko, że River uwielbiała ją prowokować i wciągać to, co aktualnie jej się roiło w głowie. Sobie samej nie miała kompletnie nic do zarzucenia. To wszystko była wina Cross...

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była pewna, czy czuła się bardziej zirytowana czy dodatkowo nakręcona jej odszczekiwaniem się. Co gorsza, nie była pewna, w którym momencie Prescott po prostu się z nią kłóci, a w którym celowo ją prowokuje. Może i świat przed chwilą skurczył się do jej obecności, ale nadal nie miała pojęcia, o co jej tak naprawdę chodzi i czego właściwie chce. Strzelanie, czy nadal z nią flirtuje, czy próbuje podkurwić, byłoby wyjątkowo uciążliwe i narażone na potencjalną porażkę. A przecież nie mogłaby się pomylić i wyjść na kretynkę, a przynajmniej nie tak, żeby było to widać. Obrzuciła ją więc tylko badawczym spojrzeniem, oceniając czy Ruelle się w ogóle nadaje do takich ekscesów, jakby oceniała konia przed postawieniem na niego w wyścigu.
Przełamanie kontaktu wzrokowego było świetnym pomysłem w całej swojej okropności. Spojrzenie na tłum obcych ją otrzeźwiało. Jej tętno wróciło do normy, organizm się wychłodził, przypomniała sobie, który mają rok. Teraz będzie mogła nad sobą panować i trzeźwo ocenić sytuację. Wszystko wskazywało na to, że ma absolutnie przejebane.
— Dziękuję za komplement, Słodka. — Uśmiechnęła się prowokująco, kompletnie nieprzejęta tą oceną. Wreszcie poczuła się w stu procentach bezpieczna w tej sytuacji. Teraz już na pewno nie straci rezonu ani pod wpływem jej wzorku, ani nawet dotyku. W potyczce słownej czuła się jak ryba w wodzie. Jak chaos moszczący się w skutkach tornada. To zdecydowanie do niej pasowało. Zawsze jej powtarzano, że jest totalnym zamieszaniem.
— Spełnienie twoich desperackich próśb to była czysta przyjemność — dodała, prostując się dumnie. Znów zyskała nad nią przewagę wzrostu, co dodało jej jeszcze więcej pewności siebie. Nie zrażały ją obcasy, przez które ta różnica była niewielka. Byłaby w stanie wpatrywać się w nią z wyższością nawet na kolanach. Ale przecież w życiu by przed nią nie klęknęła.
— Coś jeszcze? — Zaczesała wilgotne włosy do tyłu, spoglądając wymownie na wciąż bardzo niewielką przestrzeń między nimi. Kompletnie nie nadążała za jej sposobem myślenia i nie pojmowała, czego dokładnie teraz od niej chciała. Przytłaczało ją szaleństwo, a z drugiej strony twardo stała w tym wariactwie. Jak zwykle nie myślała logicznie i tylko robiła Cross wodę z mózgu.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Indulge in local cuisine
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie widziała żadnego problemu w tym czemu to wszystko nie miałoby być zarówno flirtem jak i próbą wkurwienia River. W końcu uwielbiała ją denerwować. Działało to zresztą w obie strony, bo Cross nie pozostawała jej dłużna. To właśnie dzięki temu tak cudowne było prowokowanie się nawzajem a to doprowadziło w końcu... No właśnie. Do czego? Trudno było jej opisać to, co się właśnie zadziało. Chyba jednak dobrze, że o przerwały póki nie było za późno.
W końcu rysowniczka sama powiedziała, że nie będzie jej pieprzyć na cmentarzu, a właśnie do tego dążyły z każdym kolejnym pocałunkiem oraz dotykiem odczuwanym na skórze. To jednak zdecydowanie nie był czas i miejsce na ich legendarny hatefuck. Jak dobrze, że zatrzymały się kiedy jeszcze był na to czas.
- To nie był komplement - sprostowała, ale nie sądziła, aby to w jakikolwiek sposób dotarło do River. - Jesteś taka... imposible.
Nie potrafiła znaleźć na nią odpowiednich słów, a gdy już to robiła to bywało, że przebijał się w nie hiszpański akcent. Nie tak to miało wyglądać, ale naprawdę Cross ją wybijała z rytmu i okazywała się nieznośna. Tylko, że tysiące wyrazów, które mogłaby skierować w jej stronę zwykle przychodziły jej na myśl, gdy już znajdowała się w samotności. Zwykle dopiero wtedy do głowy zaglądały najlepsze riposty oraz komentarze. Do tego w odpowiednim języku. Nienawidziła tych momentów, w których angielski wydawał się być dla niej jakąś obcą mową i nie potrafiła sobie przypomnieć w nim tego jednego określenia, które byłoby odpowiednie w danej sytuacji.
- O jakich desperackich prośbach mówisz? - prychnęła, czując jak pośród jej irytacji zaczyna kiełkować także oburzenie i rozbawienie podobną sugestią. - O nic cię nie prosiłam, Cross. To w tobie wyczuwałam desperację.
River była zbyt chętna. Za bardzo garnęła się do tego dotyku i zachłannych pocałunków, a Ruelle... Ona po prostu na nie odpowiadała. Reagowała, a nie inicjowała. Nie upraszała się o żaden z tych pocałunków, nie błagała jej o to, aby sunęła dłonią po nagiej skórze czy zostawiała na niej ślady, które teraz zdawały się płonąć żywym ogniem. To wszystko była ona.
- Po prostu się pierdol - mruknęła, nie mogąc wpaść na nic lepszego.
Trudno jednak było jej myśleć w momencie, gdy Cross przeczesywała w ten sposób swoje mokre włosy i ponownie stawała przed nią w całej swojej krasie. Wyprostowała plecy i powróciła do niej swoista nonszalancja, przez którą zdawała się być dużo bardziej pewna siebie oraz denerwująca.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”