Poszukiwanie ofiary, która jednocześnie będzie ją pociągać, należało do prawdziwych wyzwań w życiu Luny. Za to Leo? Przystojny, bogaty, a dodatkowo miał w zielonych tęczówkach coś, dla czego chciała przepaść. Nie wiedziała, w którym momencie ich rozmowy zdała sobie z tego sprawę. Wtedy kiedy już zaczynał brać, co chciał? Kiedy zaczął ją czarować? Czy kiedy próbował z początku podważać prawdziwe rozumienie świata. Nie miała zielonego pojęcia. Za to w głowie kołatała coraz głośniej myśl o wspólnym poznaniu własnych ciał, o kosztowaniu go ustami każdego kawałka ciała. Kawałek po kawałku. Nie myślała już o czarowaniu go, teraz musiała wzbronić się przed tym, by on nie oczarował jej.
— Później — stwierdziła, unosząc dłoń, by przejechać nią delikatnie po linii szczęki Rosenhalla — na razie chciałabym, żeby moje usta zajęły się kimś innym — konkretniej nim. Spodziewała się smaku whiskey, ale czy kryło się za tym coś więcej? Od Leo biła niesamowita aura zwycięzcy. Kogoś niesamowicie silnego z ogromnymi siłami witalnymi. Robiło się jej od tego gorąco, dlatego przysunęła się jeszcze bliżej, tak by na uchu czuł ciepło jej oddechu — zrobię, ale właściwie to ty zrobisz ze mną, co tylko chcesz — wyszeptała Rivera, odsuwając się, by raz jeszcze spojrzeć mu w oczy. W głębi duszy liczyła, że nie trafiła do chorego pojeba. Sama miała wiele różnorodnych fantazji i fetyszy, a seks z nowo poznanymi osobami nigdy nie sprawiał jej problemów. Ale nawet ona miała swoje granice, tylko przy Rosenhallu mogłyby one nie istnieć — powiedz... co ci chodzi po głowie — wystarczyło jedno słowo, jedno skinienie głową, a już by go prowadziła do toalety w kasynie. W domu zaczarowałaby go różnymi afrodyzjakami, teraz musiały wystarczyć tylko te, które dodawała do własnych perfum. Tyle czy one miały jakiekolwiek znaczenie?
— Na pewno mamy ze sobą wiele wspólnego — wymruczała cała zadowolona, że jadł z jej ręki. Był dla niej spełnieniem marzeń tego wieczoru, choć kto wie czy nie nocy. Intensywnie wpatrywała się w jego oczy, poszukując w nich pierwszych iskier pożądanie i oznak, że zwariował dla niej. Nie był typową ofiarą.
— Przeznaczenie zawsze znajdzie drogę — i to było jedno z praw rządzących światem, w które Rivera naprawdę wierzyła — a my jesteśmy sobie przeznaczeni — wszystko było przecież ukryte w horoskopie. Wystarczyło zaledwie do niego zajrzeć, poznać przyszłość, by dowiedzieć się, że miłosne uniesienie miało zostać miłością jej życia. Może za bardzo to wyolbrzymiała, ale to wszystko przez spożywaną ilość drinków — a pełne imię, Libra? — dopytała, unosząc do góry jedną ze swoich brwi. Leo, Libra, a cała godność? Pełne imię sporo mówiło o jego właścicielu. Luna symbolizowała magię, piękno, intuicję. Wszystko, z czego słynęła sama jego właścicielka.
— Ja nie dam — iść dziesięć minut bez smakowania jego ust, powstrzymywała dłonie, by nie rzucić się na niego teraz. Wystarczyło, by uniosła delikatnie oczy, aby zajrzeć w nie głęboko. Zresztą jak on na nią dział, wystarczyło by dotknął płatka jej ucha, z już musiała wstrzymać na moment oddech.
— Piękniejsze jest, kiedy je wymawiasz, Leo — odparła od niechcenia, ale była już całkowicie gotowa. Uniosła delikatnie głowę, wpatrując się w niego intensywnie. Dobrze, lubił władzę, a ona mogłaby mu ją przekazać — nie mogę się doczekać — puściła mu to cholernie oczko, zanim nie chwyciła za drinka, by wypić go na raz. Teraz zastanawiała się jedynie... które z nich było ofiarą? Wypatrzyła go, potrafiła ocenić jego wartość, ale nie rozumiała, dlaczego działał na nią bardziej niż jakikolwiek inny mężczyzna, którego spotykała w Las Vegas.
— Kłamstwo. Chcę być tylko twoja. Karmy nie oszukasz — odparła, schodząc z krzesła. Gdyby chciała barmana, to znajdowałaby się po drugiej stronie. Chciała Leo i była tego bardziej niż cholernie pewna. Z zawadiackim uśmiechem na twarzy, piersią dumnie wypiętą szła za nim, trzymając mocno ich splecione dłonie. Czyżby wszechświat właśnie mówił im, że byli dla siebie stworzeni? Wręcz czuła magiczną, nierozerwalną nić, kiedy szła wraz z nim ramię, w ramię. Nigdy tego nie wyczuła z nikim innym. Wyczekiwała już przekroczenia jego pokoju i... nie spodziewała się pocałunku we windzie. Drzwi się ledwie zamknęły, a ona czuła chłód przechodzący przez jej plecy. Dopiero po paru sekundach odwzajemniła z równą żarliwością pocałunek. Dźwięk otwieranej windy przywitała z widocznym rozgoryczeniem. Przestały wystarczać jej jedynie pocałunki, a w trakcie trasy próbowała przedłużać pocałunki. Finalnie dotarli. Znów przybił ją do ściany, ale ona nie chciała uciec wręcz przeciwnie. Nawet przez ułamek sekundy się nie zastanawiała, poszukiwała w jego marynarce karty i otworzyła drzwi do środka. Misja wykonana sukcesem.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description