
• Nie poddaje się łatwo - to chyba zaleta?
• Jest baaardzo cierpliwy.
• Przestrzega wszystkich przepisów drogowych.
• Potrafi zachować zimną krew.
• Często doskwiera mu ból kolana po wypadku na torze.
• Ma słabą głowę do alkoholu.
• Mówi "tak" nawet najgłupszym pomysłom.
• Często zgadza się na różne dziwne rzeczy, a potem nie wie, jak się z tego wymigać.
Był typem chłopaka, którego lubili wszyscy - po szkole grał w hokeja na podjeździe, wieczorami pomagał mamie w ogrodzie, a w zimę odśnieżał sąsiadkom podjazdy. Nic nie zapowiadało, że ze zwykłego chłopca z sąsiedztwa nagle stanie się młodą gwiazdą wyścigów.
Wszystko zaczęło się od starego gokarta, który podarował mu sąsiad w ramach podziękowania za pomoc przy koszeniu trawnika. Maszyna była w opłakanym stanie, ale Leo postawił sobie za punkt honoru, aby doprowadzić ją do stanu używalności. Wieczory i weekendy spędzał w garażu razem z ojcem - a że jego ojciec był nauczycielem fizyki, to przy okazji tłumaczył mu zasady mechaniki.
Pierwsze lokalne zawody wygrał na pożyczonych oponach, startując z ostatniego miejsca. Żodyn się nie spodziewał, żodyn. A kiedy dwa lata później wygrał mistrzostwa Kanady juniorów - lokalna społeczność Oakville zorganizowała zbiórkę, by pomóc swojemu chłopakowi wziąć udział w testach dla młodych kierowców w Europie. Tego też żodyn się nie spodziewał. A już na pewno nikt się nie spodziewał, że po testach Red Bull Junior Team dostrzeże w nim potencjał i weźmie go pod swoje skrzydła.
Miał zaledwie siedemnaście lat, gdy przeprowadził się do Anglii. Na początku rodzicom nie podobał się ten pomysł - no, bo kto to słyszał, żeby dzieciaka samego do Europy puścić - gdy z odsieczą przybył wujek Peter, brat ojca, który postanowił wyjechać razem z Leonem, żeby młody chłopak mógł spełniać swoje marzenia.
Życie w akademii było… ciężkie. Przypominało obóz wojskowy. Pobudka, trening, lekcje, ćwiczenia w symulatorach, rywalizacja. No ale jakoś udało mu się przetrwać - ba, ukończył akademię z wyróżnieniem, a jego droga na szczyt od tej pory była bardzo szybka. Najpierw zdominował F3, rok później sięgnął po tytuł w F2. Wtedy świat o nim usłyszał i dzięki temu w wieku 22 lat spełniło się jego marzenie - podpisał kontrakt z legendarnym zespołem Ferrari w Formule 1. Wielokrotnie stawał na podium, jednak tytuł mistrza świata zawsze wymykał mu się o włos.
Wszystko zmieniło się w ostatni weekend lipca 2024 roku na legendarnym torze Spa-Francorchamps w Belgii. Przez dwa dni lało, więc niedzielne słońce zostało przyjęte z entuzjazmem. Leo był w ścisłej czołówce, miał szansę na wygraną tuż przed przerwą wakacyjną… Przynajmniej dopóki nie stracił przyczepności na wilgotnym asfalcie. Auto z potężną siłą uderzyło w bariery i stanęło w płomieniach.
Resztę znał tylko z opowieści. Podobno wyciągnęli go z wraku w ostatniej chwili. Podobno leżał w śpiączce dwa tygodnie. Podobno jego kolano było prawie że zmiażdżone, ale cudem je odratowali dzięki tytanowym śrubom.
Podobno powrót do pełnej sprawności sportowej był niemożliwy.
Gdy obudził się ze śpiączki, nie zostało mu nic innego, jak wrócić do domu rodzinnego w Oakville na wcześniejszą emeryturę i długą, kosztowną rehabilitację, dzięki której zaczął wstawać z wózka. Przez pierwsze miesiące czuł, jakby stracił cel w życiu - siedzenie na werandzie pomiędzy kolejnymi wizytami u lekarza, fizjoterapeuty i psychologa było męczarnią, a przynajmniej dopóki wujek Peter nie przekazał mu pewnego listu.
Okazało się, że otrzymał spadek po ciotce - stary, zakurzony pensjonat w Toronto. Budynek był w opłakanym stanie, miał przeciekający dach, szwankującą instalację i stary wystrój, ale… Leo dostrzegł w tym swoją szansę. Mógł wyrwać się z domu i zacząć budować swoją przyszłość na nowo.
No i zobaczymy, co przyniesie czas.
