30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
Ten dzień od samego początku był zakręcony. Harley mogłaby powiedzieć, że nie wiedziała nawet, co włożyć w swoje dłonie, ale odpowiedź była zaskakująco prosta. Aparat, rzecz jasna. Gorzej było z całą resztą. To był natomiast klasyk w jej wykonaniu, gdyż sama była wielkim, chodzącym chaosem. O dziwo takim, który nawet dobrze wykonywał swoją robotę. Czasami zdarzały się jej jakieś potknięcia, ale to niestety była norma dla każdego, kto nie był robotem-perfekcjonistą. A ona nim nie była. Chociaż pewnie nie raz i nie dwa rozważała, jakby w takim wypadku wyglądało jej życie.
Jej powrót do domu natomiast dość znacząco się przedłużył, przez co zawitała w progi swojego skromnego domostwa dopiero w okolicach wieczora. Już przez ostatnią godzinę widać było po niej drobne oznaki przebodźcowania ludzką głupotą, co nie było dla niej już nowością. Była i tak cholernie zadowolona, mogąc sobie klapnąć na kanapę w salonie z piwkiem zero w ręku. Relaks przejął ją tak mocno, że zapomniała odciszyć telefon i sprawdzić, czy ktoś do niej nie dzwonił. A tak się składało, że miała nieodebrane połączenia. I to trzy razy większą ilość niż zazwyczaj. Na ojca, zapisanego jako "nie odbierać nawet za milion dolców kanadyjskich", może nie zwróciłaby uwagi. Telefony od matki i ojczyma mogłyby jednak ją zastanowić, ale tylko wtedy, gdyby zachciało jej się wydobyć smartfona z torby. Zamiast tego dorwała się do laptopa, sprawdzając co tam dzisiaj wydarzyło się w kraju i na świecie.
Ta czynność została dość szybko przerwana przez uporczywy i irytujący dźwięk dzwonka do drzwi. Aż przewróciła oczyma, mając w zamiarze zignorowanie natręta, ale przypomniała sobie, że czekała na dość ważną paczkę. Chcąc czy nie, musiała zatem sprawdzić, czy to czasami nie kurier. Nie dostała żadnego sms'a, ale wolała nie dmuchać na zimne. Odłożyła laptopa na kanapę i pomaszerowała w kierunku drzwi, zawzięcie szurając swoimi kapciami z motywem Cinamonrolla.
Jakże się zdziwiła, gdy po otworzeniu zastał ją widok jakiegoś obcego typa. Zamiast paczki trzymał walizkę, co było jeszcze dziwniejsze. Harley aż zmarszczyła brwi, nie kryjąc się z taksującym spojrzeniem od stóp do głów. Wróciła jeszcze na twarz ziomka, ale niestety nic jej nie świtało. Gości na pewno się nie spodziewała, pod tym mogłaby się podpisać nawet i krwią.
Ktoś ty? — spytała w swoim stylu, no i oczywiście po angielsku. To, że nieznajomy był Azjatą nie oznaczało, że miała obowiązek zwracania się do niego w jakimś azjatyckim języku. Nawet jeśli to i tak nie wiedziała, w którym konkretnie. Przywitałaby się po koreańsku, a wyszłoby, że to Japończyk. I co wtedy?

Minjae Kang
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
32 y/o
For good luck!
177 cm
Software Architect Samsung
Awatar użytkownika
A Korean is somebody who knows how to navigate a fast-paced, technologically advanced society while balancing deep-rooted traditional values
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijoł joł
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.



Gdyby Minjae miał określić jak upłynął mu dzień, opisałby go jako długi i męczący. Nie przepadał za lotniskiem InCheon w Seulu. Było to największy i najbardziej zatłoczony port lotniczy w kraju. Do tego położony ponad pięćdziesiąt kilometrów za miastem. Kang musiał wstać bladym świtem na zamówioną wcześniej taksówkę. Z bagażem nie przesadzał. Dwie eleganckie, czarne walizki musiały wystarczyć. Resztę potrzebnych rzeczy nadał pocztą i słusznie, bo kilka dni temu okazało się, że jego lokum w Toronto dostępne będzie najwcześniej za dwa tygodnie. Był trochę niepocieszony gdy się dowiedział, a potem przełożeni z kanadyjskiej odnogi firmy przypomnieli mu, że decyzję o zjawieniu się na miejscu wcześniej podjął sam. Na szczęście udało się załatwić coś tymczasowego. Ponieważ Minjae nienawidził dłuższych pobytów w hotelu, miał zamieszkać w pokoju gościnnym w mieszkaniu innej Koreanki. Znał jej imię, adres i telefon. To wszystko. Mężczyźnie taki układ odpowiadał. Chciał się dobrze zaaklimatyzować na nowym kontynencie i w nowej strefie czasowej.

To nawet zabawne, że lecąc z Seulu do Toronto właściwie zatrzymał się czasie. Lot trwał trzynaście godzin i niby wszystko się zgadzało. W samolocie wypił poranną kawę, a jakiś czas przed lądowaniem w Kanadzie podano im kolejna. Problem polegał na tym, że wylatując z Korei w sobotę rano, na miejsce dotarł również w sobotę rano. Spał niewiele, bo miejsce w biznes klasie wykorzystał na dalszy research na temat Toronto Sun. Ciemne worki pod oczami Minjae schował za parą ciemnych okularów. To jak bardzo był zmęczony poczuł dopiero w taksówce z lotniska. Kierowca nawet próbował podjąć z nim jakąś rozmowę, ale mężczyzna zbył go milczeniem. Marzył tylko o miękkim materacu i wygodnej poduszce. Właścicielce mieszkania, pod które podjechali, poświęcił niewiele myśli. Nie był uciążliwym lokatorem, więc nie przewidywał problemów. Wiedział jak utrzymać porządek, znał się na kuchni, a czas spędzać zamierzał albo w swojej sypialni albo na zewnątrz. Jeśli tylko taka będzie wola gospodyni, chłopak dołoży wszelkich starań by nawet nie zauważyła, że z nią mieszka.

- Dzień dobry. Nazywam się Kang Minjae i pracuje dla Samsunga. Przyleciałem dzisiaj z Seulu. Ufam, że poinformowano Cię, że zamieszkam z Tobą. Dziękuję za przyjęcie mnie pod swój dach. Proszę miej mnie w swojej opiece. Wierzę, że uda nam się znaleźć wspólny język i za bardzo nie wchodzić sobie w drogę - ignorując angielskie pytanie, przedstawił się we własnym języku zaraz potem jak zażądała tego Haerli. Ukłonił jej się też nisko, ale nie za nisko. Był w końcu jej seniorem.

- Proszę przyjmij te prezenty, symbolizujące moją wdzięczność - toreb było sporo, bo niewiele o niej wiedział. Zakupy zlecił młodszej siostrze, więc wśród podarków znalazły się najlepsze kosmetyki do cery oraz włosów, modne perfumy w pudrze oraz tradycyjne słodycze w gustownych pudełkach. Minjae był pewien, że jedną z torebek w całości wypełniają maseczki do twarzy. Przed wręczeniem wszystkiego blondynce, ściągnął z nosa ciemne okulary. Wcześniej o tym zapomniał. Ze swoją czarną grzywką oraz sińcami musiał trochę przypominać dziecko z Klątwy - Mam nadzieję, że przypadną Ci go gustu Haerli.


Harley Hwang
Stasz
nie czytaj mi w myślach i nie bądź bierny
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chociaż tyle, że jego męczyło tylko lotnisko. W przypadku Harley sprawa była dużo bardziej skomplikowana, przynajmniej jeśli chodziło o ojczyznę jej ojca. Nie jej, co też mówiło samo za siebie w kwestii tego, jak traktowała ten kraj. Bo szczerze go nienawidziła. Pod wpływem ojca szybko stał się on dla niej obłudny, pełen fałszywości i nieszczerych ludzi. Może i nie powinna była oceniać całego obszaru przez pryzmat jednej niewygodnej osoby, ale nie umiała tego zrobić inaczej. Dodatkowo, nigdy nie czuła się tam swobodnie. Dla niej lotnisko Incheon było za każdym razem niczym wybawienie. To tutaj mogła wreszcie wsiąść w samolot i wynieść się stąd w cholerę, byle jak najdalej. Cieszyła się też, że od kilkunastu lat jej stopa nie miała tej nieprzyjemności, by tam stanąć.
Nie sądziła natomiast, że Korea postanowi sobie ot tak przylecieć do niej, bez żadnego ostrzeżenia. Po części z jej winy, bo mogłaby odbierać telefony, chociażby od swojej prawdziwej rodziny. Od ojca nie odebrałaby wcale. Mogła jednak wytłumaczyć się nawałem pracy i tą samą chęcią odpoczynku, o której marzył jej przyszły gość. Świat natomiast bardzo się starał, by przypominać jej o pochodzeniu na każdym kroku, a to tylko prowokowało w niej rosnącą stale złość. To, że była Azjatką nie znaczyło, że musiała się podpisywać rękami i nogami za krajem azjatyckim. Uważała się w stu procentach za Brytyjkę, na każdym kroku podkreślając swój akcent i zamiłowanie do pozbawionego smaku jedzenia. Nie no dobra, może z tym jedzeniem to niekoniecznie prawda, ale zawsze wybrałaby fish and chips zamiast kimchi. Czy czegoś tam jeszcze.
Ale wróćmy do gościa, który niezapowiedziany zjawił się pod jej drzwiami i… Widocznie oczekiwał gościny. Hwang skomentowała to uniesieniem brwi, nieumyślnie najpierw tłumacząc sobie jego słowa zamiast skupić się na fakcie, że nie przemówił do niej po angielsku. W końcu jednak użycie języka, którego unikała za wszelką cenę, musiał rzucić się jej w oczy. I był on niczym cios poniżej pasa. Niezwłocznie zmrużyła oczy, a jej brwi zbiegły się, uwydatniając jej narastającą frustrację. I ona jeszcze chciała być miła. Mogła użyć paru słów, które znała w języku chińskim w ramach czystej złośliwości.
O niczym takim nie słyszałam. Musiałeś pomylić domy, sorry. — przemówiła oschle w języku angielskim, uparcie odmawiając przerzucenia się na koreański. Nawet nie była pewna, czy nieznajomy w ogóle znał angielski, ale miała to już głęboko w poważaniu. Zignorowała też jego ukłon. Może i był to przejaw czystej niegrzeczności, ale nie chciała mieć z tą kulturą nic wspólnego. Że też akurat coś musiało przywiać jakiegoś koreańca prosto pod jej próg, by wytrącić ją z ledwie co osiągniętej równowagi…
Na wspomnienie o prezentach tylko obrzuciła go oceniającym spojrzeniem. Tak, jakby fizyczne rzeczy miały kupić jej zaufanie z jakiejś racji. Chłop nawet się nie spodziewał, jak bardzo się w tym mylił. Ale, zanim go w ogóle uświadomiła, zesztywniała na dźwięk konkretnego imienia.
Trafił jednak pod dobry dom. Ale… Skąd w ogóle znał imię, które odrzuciła przed wieloma laty? Chyba jej ojczulek maczał w tym swoje palce, ale na tamten moment była w zbyt wielkim szoku, by skojarzyć ze sobą te dwa fakty.
Nie nazywam się Haerli, tylko HARLEY. — użycie koreańskiej wersji imienia, której szczerze nienawidziła (bo ojciec jej używał, duh) widocznie ją rozsierdziło, uwydatniając bardziej jej brytyjski akcent. Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze zamknie chłopu drzwi przed nosem.

Minjae Kang
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
32 y/o
For good luck!
177 cm
Software Architect Samsung
Awatar użytkownika
A Korean is somebody who knows how to navigate a fast-paced, technologically advanced society while balancing deep-rooted traditional values
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijoł joł
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby tak na to spojrzeć, Incheon było lotniskiem, na które Minjae powracał po każdej zagranicznej delegacji. Czasem były to tygodnie, czasem miesiące. Był szybki i skuteczny, więc wyjazdy trwały tylko tyle ile było to konieczne. To Korea Południowa była jego domem. Tam się urodził i wychował. Jak każdy kraj, miała swoje wady oraz zalety, tak samo mieszkający w niej ludzie. Kang w trakcie swoich podróży nauczył się raczej pozostawać otwartym na nowe miejsca i kultury. Choć nie należał do osób przesadnie towarzyskich, miał własne sposoby żeby zagłębić się w lokalną społeczność. Unikanie hoteli to był punkt pierwszy. Tam najprościej spotkać było innych turystów. W Toronto trafił chyba całkiem nieźle, oceniając po tlenionej fryzurze i krzykliwym stylu gospodyni, z którą właśnie wymieniał uprzejmości na progu mieszkania. Była całkowitą przeciwnością koreańskiego ideału: naturalna, skromna, nieśmiała, opiekuńcza. Do tego akcent, który sprawiał, że Minjae trudno było zrozumieć niektóre wypowiadane przez nią słowa. A może to zmęczenie?

Naprawdę marzył tylko o położeniu się do łóżka, więc skupienie przychodziło mu z trudem. Oczy piekły go przez godziny spędzone w suchym, samolotowym powietrzu, a kark był sztywny od ślęczenia nad laptopem. Nie to było jednak dla mężczyzny najgorsze. Najbardziej bolał go fakt, iż dzień przeżył pijąc kiepską lotniskową kawę i jedząc jeszcze gorsze samolotowe posiłki. Może po cicho nawet liczył na to, że zatroskana pani Hwang zadba o powitanie go domowym posiłkiem. Miał być jej gościem, więc wydawało mu się to słuszne, ale możliwe, że w jej domu obowiązywały zasady kanadyjskie, na czymkolwiek polegały. Brunet miał kilka tygodni by się z nimi zaznajomić. To jest, jeśli rzeczywiście nie doszło do jakieś pomyłki.

- Zaczekaj proszę! - niechcący Minjae podniósł nieco głos. Głodny i zmęczony, zaczynał czuć się lekko zirytowany całą sytuacją. Do tego dziewczyna naprawdę wyglądała tak, jakby gotowa była zamknąć mu drzwi przed nosem. Torebek z podarunkami nie przyjęła, pozostawiając chłopaka z rękami zawieszonymi w powietrzu. W reakcji uniósł tylko brew, nadal niedowierzając w tupet blondynki. Skąd brało się go tyle w kimś tak niewielkim? Słyszał, że Kanadyjczycy słyną z ogromnej gościnności. Chyba nie ta jednostka.

Mimo wszystko to nadal było za mało żeby wyprowadzić bruneta z równowagi. Upewniwszy się, że Hwang jeszcze z nim nie skończyła, z kieszeni wyciągnął czarny telefon grzebiąc w nim przez krótką chwilę.

- Ty mi powiedz czy to pomyłka - poprosił, wręczając go blondynce. Na ekranie otwarty był e-mail przesłany z domeny Toronto Sun, dział HR. Adres Harley, jej nazwisko oraz numer telefonu. Poniżej screenshot domu wklejony z Google Maps. Podpisano Cindy. Jeśli Harley miała rację, to mylić się musiała ona, Minjae oraz taksówkarz, który dostarczył go pod wskazany adres. 3:1, choć w głowie Koreańczyk i tak zaczynał formować plan awaryjny. Osoba odpowiedzialna za jego akomodacje ostrzegała go, że na przyjazd wybrał sobie weekend, w którym w Toronto odbyć miało się jednocześnie kilka dużych wydarzeń, w tym koncert jakieś supergwiazdy. Hotele pękały w szwach. Z zamyślenia znów wyrwała go niedoszła gospodyni.

- Przepraszam -
ukłonił się automatycznie, jakby gest spojony był nierozłącznie z tym słowem. Litera 'r' zawsze sprawiała mu problem, a koreański akcent jeszcze się nasilał w chwilach dużego zmęczenia. Czując na sobie płomienny wzrok blondynki, Minjae widocznie się zestresował, prostując się lekko - Hae.. Heyl.. HaRRRR-Li - przez chwilę brzmiało to jakby odpalał traktor, ale i tak był zadowolony, że udało mu się przebrnąć przez niespodziewany test. To jest, jeśli panna Hwang łaskawie mu go zaliczy - HaRlei - podjął ostatnią próbę na sam koniec. Dziewczyna go trochę przerażała.


Harley Hwang
Stasz
nie czytaj mi w myślach i nie bądź bierny
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kultura była zdecydowanie czymś, na co Harley bardzo się otwierała. Jedynym konkretnym wyjątkiem była Korea Południowa. Nawet mimo świadomości, że oceniała cały kraj przez pryzmat jednej okropnej osoby, ale nieśpieszno było jej do zmiany swojego nastawienia. Korea przede wszystkim nie pasowała do jej osobliwego charakteru i stylu bycia. Kanada też niekoniecznie była takim miejscem, bo przecież słynęła z naprawdę przyjaznych ludzi. Ona była natomiast z Wielkiej Brytanii, co miało również i swoje wady. Mogła pochodzić z rodziny Koreańczyków, natomiast zdawała się przesiąknąć całkowicie londyńskim klimatem i zawiłym akcentem. I było jej z tym dobrze. Po co zatem miała się przejmować opinią innych?
Ckliwa historyjka o zmęczeniu pewnie nawet nie ruszyłaby Hwang, nie w takiej sytuacji. Uchodziła trochę za samolubną osobę, dbającą tylko o swoje własne dobro. By zasłużyć sobie na jej dobroć, trzeba było nieźle się napracować. To grono było naprawdę wąskie i randomowy pan (tym bardziej z Korei Południowej) nie mógł ot tak wkupić się w jej łaski. Istniały natomiast różne okoliczności, do których podchodziła w różny sposób. Była nieobliczalna nawet z okazywaniem serca, więc na Minjae czekała tak naprawdę loteria. Dodatkowo zależna od humoru.
Jej brwi ściągnęły się jeszcze bardziej, słysząc podniesiony ton głosu. Jeśli myślał, że krzykiem coś zdziała… No to chyba dobrze myślał, bo nie zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Przynajmniej na ten moment. Myślała, by może skorzystać z okazji i podebrać to, co niby dla niej przyniósł… Ale mimo wszystko się powstrzymywała.
Nawet nie wiedziała, czemu w ogóle spojrzała na telefon obcego kolesia, ale chyba skusiła ją ciekawość. Jak zawsze. Zmrużyła oczy, wczytując się w napisanego drobnym druczkiem maila. Jej ściągnięte brwi jednak rozsunęły się na widok osoby, która się pod tym podpisała.
Pierdolona Cindy. No oczywiście. — aż przewróciła oczyma, pokazując tym samym pogardę, jaką darzyła ową panią. Z nią nigdy nie miała lekko. Połowa informacji do niej nie docierała, bo kobieta wolała popychać pierdoły zamiast zajmować się faktyczną pracą czy przydziałem informacji. Czasami wręcz miała wrażenia, jakby było to robione specjalne, by tylko wszystko burzyło się niczym domek z kart. — Przykro mi, bo trafiłeś na jędzę, która ma wszystko gdzieś. Nie udzielałam żadnej zgody na takie przedsięwzięcia, ba, nawet nie wiedziałam, że przylatuje do nas ktoś z Korei. — czyli przysłowiowy klasyk. Nikt nic nie wie, bo to z jakiejś racji wielki sekret. Harley miała już dość takiego traktowania, co było doskonale widoczne po jej naburmuszonej minie. Bo, oczywiście, to nie pierwszy raz. Tylko, że ktoś po raz pierwszy wylądował na jej głowie bez jakiegokolwiek uprzedzenia.
Uniosła brwi, gdy ten ją… Przeprosił. Tego się nie spodziewała, ale było jej bardzo miło. Przynajmniej do momentu, w którym zapowietrzył się, ewidentnie próbując sobie poradzić z jej imieniem. Wtedy, ni stąd ni zowąd… Wybuchnęła śmiechem.
Har-ley. Harley. Poćwiczysz parę razy to się nauczysz. — gdy już się nieco uspokoiła to przemówiła, dalej mając niezłą radochę. Chociaż tyle przyniósł jej ten nieszczęsny przypadek. — A ty jak się nazywasz? Bo zapomniałam już przez to wszystko. — i nawet nie kryła się z tym, jak zakręcona potrafiła być. Jeśli ktoś nie miał wstydu, to była to Harley. Na sto procent.

Minjae Kang
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
32 y/o
For good luck!
177 cm
Software Architect Samsung
Awatar użytkownika
A Korean is somebody who knows how to navigate a fast-paced, technologically advanced society while balancing deep-rooted traditional values
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijoł joł
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kraj nie pasował do jej charakteru? Ciekawe i odważne stwierdzenie. Człowiek chyba najlepiej czuł się tam, gdzie się wychował. Znajomość języka, obyczajów oraz krajobrazów dawała poczucie bezpieczeństwa. To i ludzkie relacje, z rodziną albo przyjaciółmi. Tak Minjae postrzegał korzenie, które podobno każdy musiał w końcu gdzieś zapuścić. Pytanie czy jedna toksyczna osoba była w stanie wpłynąć na postrzeganie całej nacji? Na myśl Kangowi nasuwał się jedynie przykład znanego austriackiego malarza. Pomimo jego niechybnych dokonań, świat nie skreślił kompletnie Niemców, ale kto wie, ojciec Harley mógł być nawet gorszy. Jeśli o Minjae chodziło, zdecydowanie nie zamierzał oceniać wszystkich Kanadyjczyków przez pryzmat blondynki. W normalnych okolicznościach pewnie też szybko by się zorientował, że mówi z brytyjskim akcentem. Miał przyjemność spędzić w Londynie trochę czasu. Teraz jednak był zmęczony, a przede wszystkim niezaznajomiony z lokalną fonetyką.

Poza tym, totalnie nie tak to sobie zaplanował. Wszystko szło perfekcyjnie do momentu aż nie otwarły się drzwi domu, w którym obiecano mu nocleg. Jeśli panna Hwang rzeczywiście o niczym nie miała pojęcia, to Toronto Sun wykazało się dużym brakiem profesjonalizmu. Kiepskie pierwsze wrażenie. Klienci bruneta bywali różni, ale jeszcze nie spotkał się z czymś takim. Oby we współpracy pokazali się z lepszej strony. Właściwie to wystarczyło, żeby dali Koreańczykowi działać na własną rękę. On doskonale wiedział co robić..

Choć może teraz niekonieczne. Było już dość późno i zdawało się, że został bez dachu nad głową w obcym kraju i nowym mieście. Cholera, powinien był wynająć jakieś auto na lotnisku. Przynajmniej miałby gdzie się przespać. Od pomysłu odwiódł go jedynie fakt, że Toronto było miastem dużym, ale mimo to dobrze skomunikowanym. Kolej, autobusy, metro. Minjae przewidywał, że łatwiej złapać tu przystanek niż znaleźć miejsce parkingowe dla własnego pojazdu. Cóż, miał nauczkę na przyszłość.

Gdy usłyszał przekleństwo z ust blondynki, brwi jeszcze raz uniosły mu się lekko ze zdziwienia. Rzadko spotykał kobiety korzystające z podobnych słów. Jej gniew też wydawał się nieudawany, a więc faktycznie musiało dojść do nieporozumienia. Kang nie wpadł jednak w panikę. To nie było jego pierwsze rodeo za granicą.

- Rozumiem - odparł krótko, chowając telefon z powrotem do kieszeni. Z kontaktu wzrokowego praktycznie zrezygnował, zrozumiawszy, iż nie jest tu mile widziany. Wbrew pozorom rozumiał podejście dziewczyny. Gdyby na progu jego domu niespodziewanie zjawił się zagraniczny, nieznajomy gość z walizkami, też nie wpuściłby go do środka - W takim razie przepraszam za całe zamieszanie HaRlei - jeszcze raz lekko jej się ukłonił, spojrzenie wbijając raczej w czubki pluszowych pantofli, które miała na stopach. Mało gustowne. Wzrok podniósł dopiero, gdy Kanadyjka zaniosła się śmiechem. Zaczynał podejrzewać, że może cierpieć na chorobę dwubiegunową.

- Jestem Kang Minjae - odruchowo prawie sięgnął po skórzany wizytownik, ale szybko uznał, że kartonik z jego imieniem najprawdopodobniej od razu wyląduje w śmietniku - i postaram się Pani więcej nie wchodzić w drogę. Prezenty proszę zatrzymać, towary są wysokiej jakości. Życzę spokojnego wieczoru - tu jeszcze raz skinął lekko głową, przełączając się na bardziej oficjalny koreański. Zaraz potem mężczyzna obrócił się żeby ruszyć przed siebie, walizki ciągnąc z tyłu. Chciał odejść kawałek dalej, a potem zamówić taksówkę i poszukać noclegu online. Lepszego planu nie miał.


Harley Hwang
Stasz
nie czytaj mi w myślach i nie bądź bierny
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Harley była… specyficzna. Trzeba to było mieć zawsze na uwadze, zwłaszcza przy jej zakręconym charakterze. Faktycznie, najlepiej czuła się w swojej rodzimej Anglii i nie zmienił tego nawet okazjonalny transport na drugi koniec świata, do Korei Południowej. Od bardzo dawna miała wrażenie jakby to były dwa różne, całkowicie odrębne światy. Tak, jakby nagle z Naboo wytransportowano ją na Dathomirę. Może i mało trafne porównanie, ale Korea i Dathomira miały, według niej, wiele wspólnego. Może dlatego, że wciąż była młoda, gdy poznała prawdę o swoim ojcu. Nastoletni bunt dołożył swoje trzy grosze, no i teraz mamy to co widać. Łatwiej było po prostu odrzucić całość przez jedną osobę niż na siłę doszukiwać się czegoś pozytywnego w całej reszcie. Ona nie miała na to ani czasu, ani ochoty.
Ciężko przewidzieć takie przypadki, zwłaszcza gdy wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik. Przykre, że Toronto Sun odwaliło taką manianę, ale czy Hwang to dziwiło? Nie. Pracowała tutaj już na tyle długo, by wiedzieć, że nie było to miejsce idealne. Takie po prostu nie istniało. Wszystko miało swoje wady, mniejsze czy większe. W tym momencie jednak przegięli i nawet Harley była tego zdania. A jak Cindy nie wyleci za taką zniewagę to tylko utwierdzi ją w przekonaniu, że przy pozycji trzyma ją tylko bogaty i wpływowy tatuś. I powstałby z tego naprawdę niezły artykuł, ale cóż… Pewnie nawet nie przeszedłby dalej.
Dwubiegunówka doskonale pasowała do Harley. Jej zachowanie było nieprzewidywalne i zaskakujące, czasem nawet i dla niej samej. Nie inaczej było w tym momencie. Przed chwilą się śmiała, natomiast zderzając się ze ścianą w postaci spokojnego Minjae, jej rozbawienie zaczęło ustępować miejscu nieco bardziej poważnej mimice. Nie spodziewała się absolutnie, że ktoś taki mógł okazać skruchę. Chłop z Korei Południowej i szczere przeprosiny? Dla niej to nigdy się nie wydarzyło. Słowa jej ojca zawsze były pełne obłudy i fałszywości. Jakim cudem stał przed nią Koreańczyk, który w niczym nie przypominał jej własnego ojca?
Poczekaj… Minjae. — nawet się lekko skrzywiła, wymawiając jego imię, automatycznie akcentując je w nieco bardziej koreański sposób. Spędziła przecież te piętnaście lat po części u ojca, a tam brytyjski akcent z wymową to był przepis na katastrofę. Ona natomiast nie brzmiała śmiesznie, w porównaniu do jej niezapowiedzianego gościa. Tym razem jednak zaparła się z całej siły, by znowu nie wybuchnąć śmiechem. Albo złością.
I przestań gderać po koreańsku, for God’s sake. Jesteśmy w Kanadzie. Już prędzej bym zaakceptowała francuski. — przed tym już nie umiała się powstrzymać, a nawet przewróciła jeszcze oczami. Co z tego, że z francuskiego znała niewiele. Tylko klasyczne omelette du fromage, baguette czy kłasą. To znaczy, no, croissant. — Skoro już mleko się wylało to jednak głupio zostawić mi kogoś na pastwę losu. Możesz zostać tutaj na noc, żebyś nie szukał już niczego o tak późnej porze. Pewnie jesteś zmęczony. — o wow, Harley posiada serce? Bardzo rzadki event do uraczenia. Aż sama wydawała się być zakłopotana taką „troską”. Miała natomiast wolny pokój, więc jedną noc mogła przeżyć. — Jutro z samego rana porozmawiam z Cindy by ogarnęła ci szybko jakieś inne miejsce. I żeby chociaż raz poinformowała o tym drugą stronę. — prychnęła, a jej niechęć do panny z HR’u byłaby widoczna chyba nawet z Księżyca.

Minjae Kang
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
32 y/o
For good luck!
177 cm
Software Architect Samsung
Awatar użytkownika
A Korean is somebody who knows how to navigate a fast-paced, technologically advanced society while balancing deep-rooted traditional values
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijoł joł
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Minjae niestety nikt nie ostrzegł. O swojej gospodyni wiedział tylko tyle, że pracuje w Toronto Sun, ma koreańskie korzenie i wolny pokój gościnny. Podobno mieli się dogadać bez problemu. Nawet się ucieszył, że są w podobnym wieku. Kang lubił spokój, a ktoś młodszy mógłby wprowadzać zamieszanie. Romanse? Nie, nie po to przyjechał do Kanady. Miał tu pracę do wykonania, a czas wolny planował spędzić na poznawaniu lokalnej kuchni. Perfekcyjny lokator. Mimo wszystko do zwolnienia Cindy dążyć nie zamierzał. Podejrzewał, że może łączyć je z Harley jakaś bliższa relacja, skoro to jej adres mu zaoferowała. Cóż, jeśli myślała, iż blondynka nie będzie mieć nic przeciwko, była w grubym błędzie.

Skrucha. Chyba można tak to określić. Minjae posiadał empatii na tyle, by na chwilę postawić się w sytuacji dziewczyny. Zapewne spędzała spokojnie wieczór, kiedy wywołał ją na zewnątrz. On sam też, zamiast najpierw potwierdzić wszystkie ustalenia, wypalił od razu z podziękowaniami. Całkowicie rozumiał niezadowolenie Harley. Mogła to odebrać tak, jakby próbował dostać się do jej mieszkania nieproszony. Dlatego zaoferował jej przeprosiny, oraz prezenty. Nawet jeśli odmówiła mu noclegu i nie była przy tym najbardziej uprzejma, Kang nie miał dla nich lepszego przeznaczenia. Nie był też na tyle małostkowy by wszystko wyrzuć do kosza. Nie znosił marnotrawstwa.

W myślach powoli godził się też z wizją spędzenia nocy w hotelu, jeśli takowy uda mu się znaleźć. Minjae miał swoje standardy, poniżej których nigdy nie schodził. Upodobania również, ale to odrębna kwestia. Naprawdę nie wiedział ile jeszcze pociągnie na nogach. Liczba jego wymagań zapewne będzie spadać proporcjonalnie do upływającego czasu i kolejnych nieprzespanych godzin. W taksówce chyba zacznie się modlić o wolny apartament. Choć, może jednak nie będzie musiał? Słysząc swoje imię nie miał pewności co zaraz padnie z ust blondynki, ale zaryzykował i się obrócił.

- Je parle très peu français - wyjaśnił szybko, z akcentem wyjątkowo mało topornym jak na Azjatę. Od dziecka miał dobry słuch oraz dryg do języków, po prostu dotychczas skupiał się głównie na tych z własnego kontynentu. Jakoś łatwiej przychodziło mu przyswajanie kolejnych znaków niż liter alfabetu łacińskiego. Z tym drugim obył się jednak przez lata, nabierając sporo płynności. To był spory atut na koreańskim rynku pracy. Do tego Samsung oferował wiele możliwości pracy za granicą. Na kolejną wycieczkę Minjae mógłby wybrać każde z większych miast na świecie. Ostatnimi czasy mocno chodziła za nim kuchnia indyjska. Po Kanadzie chyba rozejrzy się za projektem w okolicach New Dehli.

- Słuchaj, chciałbym żebyśmy oboje czuli się z tym komfortowo. Jestem dorosłym facetem i jestem pewien, że w tym mieście znajdzie się jakiś inny wolny pokój - brunet miałby sobie za złe, gdyby Harley czuła się zobligowana do ugoszczenia go, szczególnie wbrew własnej woli. Próbował nawet rozczytać jej minę, ale wzrok miał coraz mniej wyraźny. Zmęczenie tylko pogłębiało nabytą wadę, a okulary schował w bagażu podręcznym - Ja po prostu.. nie znoszę hoteli. Z całego serca. Świadomość, że w tym samym łóżku i pod tą samą pościelą spały przede mną setki, a może tysiące osób … jest nie do zaakceptowania. Do tego sztuczne uśmiechy i powierzchowny porządek..- mógłby pewnie tak opowiadać godzinami, ale już i tak zrobił się za bardzo wylewny - Jeśli pozwolisz mi zostać na noc, dopilnuję, żeby firma zwróciła Ci jak za luksusowy apartament - nad doborem słów, szczególnie angielskich, Koreańczyk powinien jeszcze nieco popracować. Harley chyba powinna się cieszyć, że ich rozmowie na ganku nie przysłuchiwał się żaden z sąsiadów. Może byliby ciekawi kto też u panny Hwang 'zostaje na noc'.

- Dobrze. Ze swojej strony przed snem wystosuję do niej maila. Będzie brzmiał strasznie poważnie i wyrażę w nim swoje ogromne niezadowolenie. Załatw z nią sprawę jak tylko uznasz za stosowne - Minjae czuł się trochę w obowiązku zaoferować blondynce tą drobną kartkę przetargową. Cindy zdecydowanie zasłużyła by spędzić poranek w poczuciu rosnącej paniki. Harley albo ją z tego wybawi, albo wykorzysta na swoją korzyść. Biorąc pod uwagę jego dotychczasowego doświadczenie z nią, raczej wybierze to drugie. No chyba, że tylko dla niego była wredna.


Harley Hwang
Stasz
nie czytaj mi w myślach i nie bądź bierny
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bliższa relacja, jaka mogła łączyć Harley i przeklętą Cindy to tylko i wyłącznie czysta niechęć. Ta pierwsza nawet nie wiedziała, czy druga też jej tak nie lubi, ale skoro sprezentowała jej właśnie taką złośliwość to chyba the feeling was mutual. Tym samym przegięła się pałka, a Harley nie była osobą, która ignoruje tak kategoryczny brak szacunku w jej kierunku. Zrobienie porządku było jedynie kwestią czasu. Tyle dobrze, że trafił jej się „normalny” Koreańczyk dla odmiany, choć o tym też jeszcze nie miała pojęcia. Ale szczerze na to liczyła.
W rzeczywistości mieli parę wspólnych cech, choć na pierwszym spotkaniu nie było to jeszcze tak widoczne. Hwang również nie należała osób małostkowych i korzystała z każdej okazji, z której mogła. Prezenty i wynagrodzenie za fatygę? Mów jej więcej. Wolała coś przyjąć niż w żywe oczy udawać, że wcale jej to nie było potrzebne. Tu zaskoczyła ją informacja (nic dziwnego), ale już od początku gnębiła ją ciekawość, co ten „nieproszony gość” mógł jej podarować.
Może i nie było empatką roku, ale była dość spostrzegawczą osobą – w końcu zawód zobowiązywał. Widziała zatem, jak z minuty na minutę stojący przed nią mężczyzna zdawał się być coraz bardziej śpiący. Nie, żeby przesadnie ją to ruszyło. Z drugiej strony też nie potrafiła tego tak zignorować. Mogła być wredną jędzą, ale nie aż tak bezduszną wredną jędzą. Bezduszna byłaby, gdyby całkowicie poddała się wychowaniu swojego ojca. To na pewno.
Oui, oui. Zostańmy przy angielskim. — może kurczę dlatego, że ona niekoniecznie gadała po francusku? Ale przykładowo mogło jej zależeć na angielskim tak czy siak. Nie musiała się przed facetem chwalić, że języki nie fascynowały jej aż tak jak powinny. Kultura, historia czy inne aspekty były dla niej bardziej atrakcyjne niż nauka stołecznej mowy. Znała dwa języki, co dla niej i tak było o jeden za dużo. Może gdyby była mowa o czymś innym niż język koreański to wtedy chętniej by się chwaliła swoją wiedzą. W tym wypadku najchętniej zapomniałaby o tej mowie, ewentualnie zamieniłaby ją na coś innego. Może na hiszpański lub portugalski? Albo włoski.
Nie no, chill. Na jedną noc sobie zostań, a poszukasz coś rano na spokojnie. Widzę, że praktycznie się tu przede mną słaniasz, a wolałabym byś z powodu omdlenia nie zajmował szpitalnego łóżka. — w taki właśnie sposób Harley prezentowała swoje zmartwienie, bo tak – posiadała serce. Mogło się wydawać, że brzmiała całkiem beztrosko, skoro na dokładkę machnęła ręką, ale jednak natura jej słów była trochę głębsza. Zwłaszcza, że potencjalnie też myślała o kimś, komu Minjae mógłby zabrać miejsce w szpitalu. — Hotele są specyficzne, to fakt. Jak mówiłam, nie przejmuj się. Na tę noc możesz zostać. A ile mi zapłacą to już mniejsza. — też niby machnęła ręką, ale czuła się trochę pewniej, gdy na horyzoncie pojawiły się pieniążki. Może nie wszystko dało się u niej kupić, ale jedną noc w jej skromnych progach za jakąś porządną kwotę akurat można było ogarnąć.
Super. I załatwię, możesz być o to spokojny. — obiecała, nawet decydując się na uśmiech. Złowieszczy, z takimi iskierkami tańczącymi wściekle w jej oczach. Tak, jakby w jej głowie gotował się plan na najbardziej traumatyczną zemstę roku. — To, uhm, w takim razie zapraszam do środka? — znowu zrobiło jej się dziwnie, gdy odsunęła się na bok by zrobić mężczyźnie miejsce na wejście z walizkami, jednocześnie trzymając dla niego drzwi. Kompletnie nie wiedziała, co może z tego wyniknąć. I szczerze? Chyba nie chciała tego rozgrzebywać. To tylko jedna noc… prawda?

Minjae Kang
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
32 y/o
For good luck!
177 cm
Software Architect Samsung
Awatar użytkownika
A Korean is somebody who knows how to navigate a fast-paced, technologically advanced society while balancing deep-rooted traditional values
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijoł joł
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że przez 'złośliwość' Harley rozumiała brak poinformowania jej o przyjeździe Koreańczyka, a nie samego mężczyznę. Raczej nie byłby zadowolony z takiego określenia. Nie czuł, że na nie zasłużył. Dokładał przecież wszelkich starań by sprawę załatwić polubownie. Wydawało się nawet, że wszystko powoli zmierza w tym kierunku.

-Dziękuję. To prawda, jestem potwornie zmęczony - nie było co ukrywać. Nie spał od wielu, wielu godzin, a prawdziwy jetlag miał nadal przed sobą. Łatwo nie będzie, ale podróżował na tyle często żeby wyrobić pewne metody radzenia sobie z takimi problemami. Po powrocie do Korei zawsze zaliczał wizytę w publicznej łaźni. Gorąca woda pobudzała ciało i umysł. Minjae szczerze wątpił czy posiadają coś podobnego w Toronto. Będzie musiał sobie inaczej poradzić. Dobre nawodnienie, unikanie kofeiny, a wieczorem kilka żelków z melatoniną. To powinno pomóc wyregulować sen - Jestem Ci też okropnie wdzięczny. Jeśli dasz się zaprosić, postawię Ci duży obiad w twojej ulubionej restauracji - coś co mogło brzmieć jak flirt w Kanadzie, w Korei było zwyczajnym gestem. Posiłek, szczególnie z mięsem, był okazją albo by coś uczcić albo podziękować. Tak naprawdę korzystał Minjae, bo odwiedziłby lokal z polecenia. Hwang jeszcze nie miała pojęcia, jaki z niego smakosz.

Z uśmiechem było blondynce do twarzy. Również tym złowieszczym. Wydawała się inteligentna, a do tego pilnowała swojego interesu. Z miejsca zyskała szacunek chłopaka. Słodki, niewinny wygląd też działał na jej korzyść. Skutecznie usypiał czujność.

- Pójdę przodem - zaanonsował, gdy nareszcie ustąpiła mu miejsca w drzwiach. Nawet ruszył do przodu, ale wtedy kątem oka dostrzegł odłożone na ziemię torebki. No tak. Zapomniał o nich. Na chwilę odstawił walizki, schylając się po prezenty i przekazując je w ręce Harley. Dopiero wtedy wrócił po swoje bagaże, wnosząc je do środka. Buty ściągnął krótko za progiem.

- Jeśli wskażesz mi kuchnię, chciałbym skorzystać z czajnika żeby przygotować ramyeon. Mam w plecaku kilka awaryjnych opakowań na takie okazje. Jeśli jesteś głodna, mogę zrobić jeden dla Ciebie - ostatni posiłek jadł na lotnisku i brakowało minut żeby zaczęło burczeć mu w brzuchu. Ostry makaron wystarczy żeby zaspokoić głód do rana. Poza tym chciał też dać Harley kulturalnie chwilę na ogarnięcie mieszkania. Nie spodziewała się gości, więc na wierzchu mogły leżeć prywatne rzeczy, których może Minjae nie powinien oglądać.

- Potem chciałbym skorzystać z łazienki, jeśli nie masz nic przeciwko - jako intruz, wolał żeby znała każdy jego krok wcześniej. Był obcym facetem w mieszkaniu samotnej kobiety. Nawet przy jego najszczerszych intencjach musiała się z tym czuć nieswojo. Z drugiej strony, może to jednak on się powinien bać?

Harley Hwang
Stasz
nie czytaj mi w myślach i nie bądź bierny
ODPOWIEDZ

Wróć do „#27”