-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Menendez nie zauważył, podobnie jak Isla, że Saula dręczyły pełne niepokoju myśli propo tego, że "drugiego tatusia" wprowadził zbyt szybko i bez ustalenia tego z Meksykaninem; pewnie głównie dlatego, że niespecjalnie mu to przeszkadzało. No dobra, początkowo może nie był pewien jak się z tym poczuł, ale nie znaczyło to, że był niezadowolony; bał się przede wszystkim reakcji dziewczynki, a gdy zobaczył, że zareagowała jak najbardziej pozytywnie, to kamień spadł mu z serca i wśród jego emocji dominowało teraz głównie szczęście. Trochę się obawiał, że coś może pójść nie tak, że w pewnym momencie okaże się, że zajmowanie się dzieckiem nie jest dla niego, że sobie po prostu nie radzi, ale nie pozwalał tym niepokojom jakoś bardzo rozprzestrzeniać się w swoim umyśle.
- Może być Sally, jeśli ta ksywka ci pasuje - uśmiechnął się do dziewczynki i odprowadził ją wzrokiem na kanapę, po czym przeniósł spojrzenie na Saula. Objął go ciaśniej w pasie, przyciągając go do siebie bardziej i cmoknął go głośno w policzek.
- Dziękuję za awansowanie mnie na tatusia - zaśmiał się cicho, przytulając policzek do jego skroni i pocierając nim lekko, łasząc się w ten sposób. Wciąż obejmował go mocno, w każdym razie dopóki Isla nie zawołała ich, najwyraźniej zniecierpliwiona. - Idziemy, idziemy - odpowiedział jej na tyle głośno, żeby na pewno go usłyszała z salonu, po czym niechętnie puścił Saula, chwycił swój kubek, Saulowi podał ten należący do niego i pociągnął go za rękę w stronę kanapy. Usiadł obok młodej, uznając, że musi jakoś przeżyć to oddalenie od ukochanego i wziął do ręki pilota, po czym po chwili zastanowienia włączył jakiś Disney czy inny Netflix i podał pilota Isli.
- Wybierz coś, co na co masz ochotę. Tylko niech to będzie faktycznie bajka. - spojrzał na nią niby ostrzegawczo, a potem ponad dziewczynką popatrzył na Saula, uśmiechając się do niego ciepło.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Kiedy więc Isla podreptała na kanapę, Saul popatrzył niepewnie na Salvadora, przygryzając wargę i nie wiedząc, czego może się spodziewać. A właściwie wiedział: spodziewał się połajanki i stwierdzenia, że to wszystko idzie zdecydowanie za szybko, że na to się Menendez nie pisał i że powinni jednak zastanowić się nad tym, czy ten związek ma sens. Poczuł więc niewysłowioną ulgę, kiedy Salva go przytulił i podziękował za nazwanie go tatusiem. Saulowi zakręciło się w głowie - dosłownie i dość mocno, ale zwalił całe te zwroty na tę właśnie ulgę. Było jednak po nim widać, że zakręciło mu się w głowie, bo lekko się zatoczył i przez moment miał zamglony wzrok. Wtulił twarz w szyję Meksykanina i odetchnął głośno, a jego napięte mięśnie rozluźniły się wyraźnie po słowach Salvadora; a serce Saula obijało się mocno o jego pierś.
- Nie ma za co - powiedział niewyraźnie, wciąż z twarzą w szyi przyjaciela. Nie chciał się od niego odrywać, trzymał go kurczowo za koszulkę na wysokości bioder, ale skoro Isla ich zawołała, chwycił podany mu kubek i powędrował do salonu. Usiadł obok córki, wyraźnie szczęśliwy, obejmując naczynie obiema dłońmi.
Mała spojrzała na Salvadora, mrużąc oczy jak mały kombinator i zaczęła klikać. Weszła w kategorię "horrory" i zatrzymała znacznik na pierwszym lepszym, którym okazał się akurat "Sicin"
- Ten - oświadczyła, jednak chwilę później parsknęła śmiechem i przeszła do kategorii kreskówek, machając nogami - Daliście się nabrać! - zawołała, niezależnie od reakcji ojców. Saul spiorunował ją spojrzeniem, ale w żartobliwy sposób. Za moment jednak spoważniał, napił się i odezwał:
- Nabrać, nabrać... Ale nie oglądaj takich rzeczy. Horrory są w porządku i moim zdaniem jakieś mogłabyś obejrzeć już w tym wieku. Siedem lat to całkiem dużo. Ale tylko z nami i tylko te, które pozwolimy ci obejrzeć, bo jednak nie każdy byłby taki, że nie przyprawiłby cię o wielomiesięczne koszmary w nocy. "Sicin" akurat byłby zdecydowanie jeszcze nie dla ciebie, obejrzysz go sobie za kilka lat.
Isla poparzyła na niego zaskoczona, na chwilę przerywając wybieranie bajki.
- Naprawdę mogłabym obejrzeć horror? - zapytała.
- Tak, ale tylko z nami i tylko taki, jaki pozwolimy ci obejrzeć - powtórzył Saul stanowczo, patrząc małej w oczy. Isla wyraźnie się rozpromieniła, podskoczyła kilka razy na kanapie i powróciła do wybierania bajki. W końcu którąś zatwierdziła i rozsiadła się wygodniej, moszcząc się na siedzeniu. Saul popatrzył na Salvadora ponad jej głową, trochę niepewny, czy podjął dobrą decyzję: nie miał ani trochę doświadczenia w wychowywaniu dzieci, ale uważał, że siedmiolatka jest już na tyle duża, żeby coś tam obejrzeć. Sam w tym wieku oglądał różne rzeczy - co prawda w tajemnicy przed rodzicami, ale pamiętał niektóre horrory, oglądane w tamtym wieku.
------------------------------------
Po filmie i wypiciu kaw oraz czekolady całą rodziną wsiedli w samochód i pojechali do sklepu meblowego, w którym spędzili kilka godzin, wybierając odpowiednie meble i dywan. Głównie to dziewczynka wybierała i wciąż nie mogła się zdecydować, zmieniała zdanie, decydowała się na coś, a później dostrzegała coś piękniejszego. W końcu jednak kupili dwa regały, dywan w radosne zwierzątka i lampę, rzucającą cienie jednorożców; wrócili do domu i poskręcali meble. W ten sposób też nastał wieczór, więc młoda została zagoniona do kąpieli, a później do łóżka. Saul również się wykąpał, po czym padł w piżamie na łóżko z ciężkim westchnieniem.
- Wszystko mnie boli - wymamrotał, leżąc na brzuchu.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wizyta w sklepie meblowym okazała się dość wyczerpującym przedsięwzięciem, bo Isla nie mogła się zdecydować od razu na coś konkretnego, tylko wybierała, wybierała i wybierała, a gdy już wydawało im się, że wszystko jest już odhaczone i mogą udać się w stronę kasy, to wtem okazywało się, że jednak dywanik nie jest tak mizialny, jak dziewczynka sobie wymarzyła, więc musieli wrócić do odpowiedniego działu i znów pozwolić jej miziać wszystkie dywany, aż znajdzie ten idealny. Gdy więc w końcu zapakowali się z tym wszystkim do samochodu Salva odetchnął z ulgą, całkiem dosłownie, po czym - czekając aż Isla zapnie pas i umości się wygodnie, bo uznała, że poradzi sobie sama - położył dłoń na kolanie Saula i przytulił czoło do jego ramienia, po prostu ciesząc się jego bliskością.
Gdy wszystko było już poskręcane i na swoim miejscu, gdy Isla została zagoniona do łóżka ("A mogę jeszcze trochę poczytać? Proooszę!") po kąpieli ("A muuuszę?") i umyciu zębów i gdy zarówno Saul jak i Salva byli wykąpani, Menendez padł na łóżko obok niego, przeczesując wilgotne włosy palcami i spoglądając na mężczyznę z uśmiechem.
- Nie marudź, fajnie było - parsknął śmiechem, chociaż w rzeczywistości on też był wykończony; parę godzin tańca w klubie nie było tak męczące jak ten dzień spędzony na przywożeniu dziewczynki do domu, robieniu najważniejszych dla niej na ten moment zakupów i skręcaniu mebli. Przysunął się do niego trochę, kładąc się na boku, podparty na łokciu, a wolną dłoń ułożył na jego plecach i przesunął nią powoli w górę i w dół.
- No już, już... póki co chyba mamy z głowy skręcanie mebli, a w każdym razie na jakiś czas powinno jej to wystarczyć. - dodał nieco ciszej, uspokajająco, muskając wargami jego ramię.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Nie masz nic przeciw temu, że powiedziałem jej, że jesteś jej drugim tatą...? - zapytał dla pewności. Niby wcześniej zauważył, że Salva nie ma nic przeciw temu, ale wolał to usłyszeć - Zapędziłem się, przepraszam, powinienem to z tobą uzgodnić, nie powinienem tak wyskakiwać, ale... jak się tak nad sobą zastanowiłem, to zauważyłem, że ja w ogóle jakoś tak mam, że jak na czymś mi zależy, to się w to rzucam natychmiast w całości, choćby to nie był dobry pomysł, choćby to miało zaszkodzić mnie czy komuś innemu; a dopiero potem się nad tym zastanawiam. Ale natychmiast się zapalam, mimo powtarzania sobie, że nie powinienem, że powinienem być bardziej rozważny... Zresztą to, że natychmiast się angażuję nie zmienia tego, że się tego zaangażowania boję, zwłaszcza, jeśli to dotyczy związków, bo tak cholernie mi zależy na tym, żeby osoba, do której coś poczułem, kochała mnie i żeby ten związek był prawdziwy, żeby się udał i żebym był dla tej osoby istotny...
Przymknął się zauważywszy, że chyba gada za dużo - jak często, kiedy się denerwował. Wyrzucał wtedy z siebie potoki słów, próbując się wytłumaczyć, żeby nie zostać źle zrozumianym i żeby jego rozmówca się nie odwrócił na pięcie i nie odszedł. W jego błyszczących przed chwilą miłością oczach widać było teraz niepokój, a Saul odwrócił się na bok, opierając się teraz na łokciu i wpatrując w Menendeza. Również przeczesał wilgotne włosy palcami i przymknął oczy, zaciskając zęby.
- Przepraszam. Za dużo gadam.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie powiedziałem, że się zapędziłeś - pokręcił powoli głową, uśmiechając się do niego łagodnie i sięgnął do jego policzka, tą dłonią, którą wcześniej gładził go po plecach. Tym razem pogłaskał czule jego policzek, przysuwając się do niego jeszcze trochę i oparł czoło o czoło młodszego, przymykając oczy. - Nie mam nic przeciwko temu, że powiedziałeś, że jestem jej drugim tatą. Zresztą, podziękowałem ci za to, pamiętasz? - trącił nosem jego nos. - Zrobiło mi się bardzo miło. Jasne, to trochę przerażające, że zostałem tatą i to tak nagle, ale głównie dlatego, że nie byłem pewien jak zareaguje Isla i jak będzie się nam razem żyło. - uznał, że skoro Saul był z nim szczery co do swojego zaangażowania w związki, to on również może być szczery w temacie swoich lęków. - Nigdy wcześniej nie miałem pod opieką dziecka tak na dłuższą metę, jeśli nie liczyć młodszych dzieciaków z okolicy, gdy mieszkałem jeszcze w Meksyku i gdy sam byłem dzieciakiem. Ale to nie znaczy, że miałem coś przeciwko temu, co powiedziałeś. - przesunął dłoń nieco niżej i ujął jego podbródek, unosząc jego głowę minimalnie, by Saul spojrzał mu w oczy. - Jesteś dla mnie ważny i zależy mi na tobie, Devlin - uśmiechnął się do niego ciepło, zakładając mu kosmyk włosów za ucho. - I nie uważam, że gadasz za dużo. Co najwyżej trochę za szybko. - zaśmiał się cicho, znów opierając czoło o jego czoło, po czym sięgnął do jego ust i musnął je ostrożnie swoimi. - Spokojnie, Sa-ul.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Ja też nie wiem, jak nam się będzie razem żyło - wymamrotał, wciąż z tą samą miną, ale nieco już bardziej uspokojony. Odetchnął w końcu z ulgą i uśmiechnął się niepewnie, ale chwilę później, kiedy poczuł jego usta na swoich i usłyszał to uspokajanie, przymknął oczy i poczuł, jak robi mu się gorąco. Z jakiegoś powodu te słowa w połączeniu z delikatnym pocałunkiem podziałały na niego jak afrodyzjak. Jego oddech stał się nieco cięższy, a serce zaczęło tłuc się w piersi; poczuł też pewien przyjemny ucisk w dolnych partiach ciała. Położył dłoń na biodrze Salvadora i oddał pocałunek równie delikatnie, jak Menendez.
- Lubię, jak wypowiadasz moje imię w ten sposób - wyszeptał, wciąż z zamkniętymi oczami i muskając jego wargi swoimi, gdy wypowiadał te słowa.
Nie był pewien, czy to dobrze, że te słowa i gesty tak na niego podziałały: czy to odpowiedni moment? Czy to nie będzie za szybko? Czy Salva też by tego chciał? A jeśli to jednak jeszcze za szybko albo jeśli Menendez chciał teraz po prostu iść spać, bo był zmęczony i obolały po skręcaniu mebli?
Nie był jednak w stanie do końca panować nad reakcjami swojego ciała, tym bardziej, że Meksykanin mu się tak cholernie podobał; a tego typu uspokajanie zawsze go rozbrajało.
- Nie uspokajaj mnie w ten sposób, jeśli nie chcesz mnie nakręcać - ostrzegł, dla pewności, nadal szeptem i nadal muskając jego usta swoimi. Nieświadomie zacisnął palce nieco mocniej na jego biodrze czując, że mimo usilnych prób uspokojenia się, to uspokajanie raz za razem do niego wracało, działając na niego coraz mocniej. To tak, jak w momentach, kiedy miało się nie myśleć o różowym słoniu.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Bardzo się cieszę - odpowiedział cicho, odwzajemniając te delikatne muśnięcia i przysuwając się do niego jeszcze bliżej, aż w końcu klatką piersiową przylgnął do jego piersi, a biodrami do bioder przyjaciela. - Ja z kolei lubię twoją dłoń na moim biodrze - dodał po chwili, chichocząc cicho i przechylił nieco głowę, a kolejny pocałunek, którym obdarował Saula, był już bardziej prawilnym pocałunkiem, nie tylko delikatnym muśnięciem. Przytrzymał nawet jego dolną wargę pomiędzy swoimi wargami, mrucząc cicho.
- Och, doprawdy? - zapytał, znów kokieteryjnie, obejmując palcami jego kark i zaciskając na nim lekko palce, żeby Saul poczuł się przyjemnie unieruchomiony, ale nie zagrożony w żaden sposób; nie chciał też sprawiać mu ani bólu, ani nawet dyskomfortu. Usta z kolei przysunął do jego ucha i wymruczał:
- Ćśśś, Sa-ul... Todo está bien, cariño. - tak, robił to z premedytacją, ale prawda była taka, że on również leciał na Saula i również miał na niego ochotę; mężczyzna podobał mu się od momentu ich pierwszego spotkania i już wtedy ledwo nad sobą panował w jego obecności, a teraz, gdy na dodatek miał większe prawa do większej ilości rzeczy, skoro był jego facetem, to wszelkie tamy i próby kontrolowania siebie i swoich żądzy, delikatnie mówiąc, poszły w zapomnienie.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Chwile później zadrżał i znów jęknął, czując zawroty głowy, gdy usłyszał te słowa "uspokajania", wypowiedziane wprost do swojego ucha. Dłoń na biodrze Salvadora, do tej pory leżąca na nim płasko, teraz zacisnęła się w pięść na jego koszuli, a oddech Saula stał się jeszcze cięższy. Przełknął z trudem ślinę, leżąc nieruchomo, skoro został unieruchomiony - poddawał się Meksykaninowi, pozwalając sobie jedynie na rozluźnienie tej zaciśniętej przed chwilą pięści i ostrożne wsunięcie palców pod jego koszule, by poczuć pod nimi skórę na boku chłopaka.
- Boże, uwielbiam, jak mówisz po hiszpańsku - wymamrotał, błądząc delikatnie palcami po jego boku i żebrach.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnął się z satysfakcją, gdy usłyszał kolejny komplement z ust Devlina, a chwilę później podniósł się nieco, opierając się dłonią przy jego głowie i zawisł nad nim, patrząc na niego z góry płonącym, nieco dzikim teraz wzrokiem. Puścił jego kark i przesunął palcami w jego włosach, przepuszczając je sobie pomiędzy palcami, po czym popchnął go lekko, w taki sposób, by jego przyjaciel wylądował na materacu na plecach. Salva oparł się teraz na obu dłoniach po bokach jego głowy, rozsuwając sobie jego nogi kolanem, żeby ułożyć się pomiędzy nimi.
- ¿Oh sí? - zapytał z nieco mrocznym uśmiechem, wpatrując się w twarz partnera pełnym pożądania wzrokiem. Chwilę później oparł się bardziej na kolanach i na przedramieniu, a wolną dłoń przesunął po jego policzku, potem po boku szyi, klatce piersiowej i boku, odnajdując w końcu zakończenie bluzki, którą uniósł nieco, wsuwając dłoń na jego brzuch. Miał słabość do męskich brzuchów, nie mógł na to nic poradzić. Zamruczał, zadowolony, a jego palce przesunęły się od prawego biodra Saula do lewego, podczas gdy Menendez nie spuszczał z niego wzroku.
- Eres hermoso, ¿sabes? - uśmiechnął się szerzej, po czym znów złączył ich usta, a spomiędzy jego własnych wyrwał się kolejny, zachwycony pomruk.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Salvador Menendez