ODPOWIEDZ
36 y/o
Welkom in Canada
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

7.

Czwarta nad ranem miała swój własny ciężar — nie była już nocą, ale jeszcze nie należała do dnia. Miasto trwało w zawieszeniu. Ślady po niedawnym, wiosennym deszczu błyszczały na chodnikach, a powietrze było chłodne, wilgotne, niosące ze sobą zapach asfaltu i rozgrzanej wcześniej ziemi.
Inari zatrzymała się na moment przed wejściem do głównej siedziby Policji Toronto, zerkając w górę na bryłę budynku. Surowy beton, szkło i stal — architektura, która nie próbowała być przyjazna. Raczej funkcjonalna do granic chłodu. W latach, gdy powstawał, miał symbolizować przejrzystość i nowoczesność służb, ale z czasem nabrał czegoś cięższego — jakby historia, którą wchłonął, osadziła się w jego ścianach niczym kurz na półkach pełnych zapomnianych akt. Przez moment przyglądała się detalom — pionowym podziałom fasady, powtarzalności okien, rytmowi konstrukcji. Wszystko było logiczne. Przewidywalne. Projektowane z myślą o kontroli. Deszcz zostawił na fasadzie ciemniejsze smugi, które tylko podkreślały ciężar konstrukcji.
Westchnęła cicho.
Przynajmniej budynek wie, czym chce być — mruknęła pod nosem, poprawiając kołnierz skórzanego płaszcza. Jej strój był prosty, funkcjonalny — ciemny płaszcz, jeszcze lekko wilgotny na ramionach, pod nim dopasowana koszula i spodnie. Włosy, zwykle ujarzmione, teraz miały lekko podwinięte końcówki od wilgoci, pojedyncze pasma przyklejały się do skroni. Nie wyglądała na kogoś, kto spał. Raczej na kogoś, kto nawet nie próbował.
Weszła do środka. Recepcja działała na pół gwizdka. Kilku funkcjonariuszy przemykało korytarzami z tą specyficzną ospałością ludzi, którzy pracują w godzinach, w których organizm stanowczo się buntuje — przytłumione światło, cisza przerywana jedynie kliknięciem klawiatury i szelest papierów. Inari szła pewnie, jakby była tu nie pierwszy raz, choć pierwszy raz o tej porze. W jednej ręce trzymała termos z kawą, w drugiej niewielkie pudełko. Pojawiła się szybko. Zbyt szybko jak na kogoś, kto powinien spać. Ale nie spała. Ostatnie godziny spędziła nad papierami, w biurze, przy lampie, która była zbyt zimna, żeby można było przy niej odpocząć. Kiedy telefon od Zaylee przeciął tę ciszę, nie potrzebowała wiele, żeby podjąć decyzję. Zmiana otoczenia była wystarczającym argumentem. Zatrzymała się przy kontuarze odciętym od świata zewnętrznego okratowaną szybą.
Procedura była krótka, ale konkretna. Dowód osobisty. Spisanie danych. Krótkie spojrzenie funkcjonariusza, które mówiła „kolejna z tych spraw” albo powstrzymywał akurat ziewnięcie, kiedy wybrał numer wewnętrzny.
Pani doktor, przyszła Nilsin… — nie dokończył, najwidoczniej dostając od razu odpowiedź. Potaknął i odłożył słuchawkę do stacji. — Dowód. — Oddał dokument przez szparę w oknie i wstał. — Zaprowadzę.
Szli długo.
Korytarze zmieniały się z tych bardziej reprezentacyjnych w coraz węższe, bardziej funkcjonalne. Zimne ściany machnięte farbą olejną, drzwi z kontrolą dostępu, brak okien. Im dalej, tym ciszej. To była ta część budynku, która nie była przeznaczona dla przypadkowych odwiedzających — zaplecze operacyjne, miejsca, gdzie trafiały rzeczy, których nie wystawia się na widok publiczny. Każde kolejne drzwi otwierane kartą tylko pogłębiały wrażenie, że wchodzą w coś bardziej zamkniętego niż zwykły komisariat.
W końcu funkcjonariusz zatrzymał się przed jednymi z ostatnich.
Tu. — Zapukał krótko, uchylił drzwi i skinął jej głową. — Jest.
Inari weszła do środka bez wahania.
Pomieszczenie było inne niż reszta — mniej oficjalne, bardziej użytkowe. Biuro Zaylee nie miało w sobie nic z reprezentacyjności. Szafki, stół prosektoryjny, dokumentacja rozrzucona w kontrolowanym chaosie. Światło jarzeniówek — ostre, bezlitosne, podkreślające każdy detal. I zapach. Nieprzyjemny, ale znajomy. Chemia, metal, coś organicznego, co zostało już dawno oddzielone od swojego pierwotnego kontekstu.
Inari stanęła nieopodal małej szafki skrywającej zapas środków silnie żrących do czyszczenia metalowych stołów prosektorium. Dreszcz przeszedł jej po plecach, gdy kątem oka zerknęła w stronę otwartych drzwi śluzy prowadzących do chłodni. Miała wrażenie, że widzi kawałek nogi wystającej spod białego prześcieradła. Cyjankowa barwa. Szybko odwróciła wzrok na Zaylee przy biurku.
Mam nadzieję, że to coś wartego moknięcia — rzuciła na dzień dobry, stawiając termos na najbliższej powierzchni — wolnej od folderów. Zdjęła wieczko i przesunęła go w stronę Zaylee. — Dobra kawa. Nie komisariatowa. — Dopiero potem uniosła lekko pudełko. — I sernik kokosowy. Podwładny spędził urodziny w biurze. Uznałam, że nie wszystko musi cierpieć a ja naprawdę nie mam ochoty pić brazylijską sama i... — Dopiero teraz spojrzała właściwie na to, co Zaylee dla niej przygotowała. I na moment… zamilkła. Brwi uniosły się minimalnie, spojrzenie wyostrzyło. — To jest to, co nazwałaś „czaderskim”? — zaczęła, podchodząc bliżej. Nie sięgnęła od razu. Zbliżyła się powoli, jak ktoś, kto nie chce zakłócić układu, który właśnie analizuje. Pochyliła się lekko, przyglądając się strukturze z bliska.
Bryła nie była duża — może wielkości przedramienia — ale miała w sobie coś, co natychmiast przyciągało uwagę i nie pozwalało jej tak po prostu odłożyć w myślach na bok. Stała na niewielkim podeście, jak eksponat, który ktoś próbował uporządkować w chaosie biurka Zaylee. Pod nią rozłożono kawałek fizeliny, biały materiał już miejscami przesiąknięty szarością i drobnymi śladami pracy — cienkie rysy, pył, coś, co mogło być resztką zaschniętego preparatu albo po prostu kurzem tej części komisariatu.
Sam odlew… nie był jednolitą bryłą. Światło odbijało się od nierównej powierzchni betonu, podkreślając każdy odlany szczegół. Z centralnego, grubszego trzonu — odpowiadającego tchawicy — wychodziły rozgałęzienia, coraz cieńsze, coraz bardziej kruche w swojej formie. Beton, który zwykle kojarzył się z ciężarem i topornością, tutaj przyjął coś niemal organicznego. Linie nie były idealnie gładkie — miejscami chropowate, z mikropęknięciami, gdzie masa nie wypełniła formy równomiernie. Gdzie indziej przeciwnie — zastygła w zbyt dużej ilości, tworząc delikatne zgrubienia, jakby ktoś próbował poprawić projekt w trakcie. Im dalej od głównego trzonu, tym bardziej struktura wydawała się niepokojąco delikatna — cienkie odnogi przypominały gałęzie zimowego drzewa, pozbawionego liści, zatrzymanego w momencie pełnego rozgałęzienia. Niektóre kończyły się nagle, ułamane albo niedokończone, jakby beton nie zdążył dotrzeć dalej.
Inari wyprostowała się powoli, przekrzywiając głowę, jakby oglądała model architektoniczny, a nie coś, co jeszcze niedawno było częścią czyjegoś ciała.
I uznałaś, że to… sprawa dla mnie? — W jej oczach pojawiło się coś trudnego do jednoznacznego nazwania — mieszanka niedowierzania i… autentycznej ciekawości. Zrobiła krok bliżej i tym razem, założywszy lateksowe rękawiczki i upewniwszy że może, już sięgnęła, bardzo ostrożnie, jakby bała się, że struktura może się rozpaść pod palcami. — To jest absurdalne — stwierdziła cicho. Obróciła odlew lekko, śledząc rozgałęzienia. — I jednocześnie… imponujące. — Uśmiechnęła się pokątnie. — Wiesz, większość ludzi po prostu wysłałaby zdjęcie. Czemu chciałaś mi to pokazać...? — Odłożyła odlew na miejsce z wyraźną ostrożnością, jakby miał wartość wykraczającą poza dowód rzeczowy. — Opowiadaj — dodała, opierając się lekko o blat. — Bo zakładam, że to nie był element pierwotnego projektu.
Vitani
coś czaderskiego stoi na moim biurku
wpadnij na komisariat zanim brand to zabierze
albo uzna że to twoja robota
Wiadomość...
zaylee miller
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

059.
Komisariat w nocy był inny niż za dnia. Dla Miller była najbardziej uporządkowaną częścią doby. W nocy pracowało się łatwiej - mniej ludzi, więcej przestrzeni na skupienie. Lubiła ten porządek. Każdy wiedział, co ma robić, bo nikt nie wchodził nikomu w drogę. Policjanci przekazywali jej najważniejsze informacje, ona zadawała dwa, trzy konkretne pytania i przechodziła dalej. Bez zbędnego przeciągania. Ten układ działał i wszystkim to odpowiadało. Bywały noce spokojniejsze, kiedy dokumentacja zajmowała więcej czasu niż same przypadki. Wtedy siedziała przy biurku, uzupełniając raporty. To była część pracy, której nikt nie widział, a która miała największe znaczenie. Błąd nie wchodził w grę, bo każda informacja mogła później zdecydować o czyjejś winie lub niewinności. Niektóre sprawy zostawały z nią na dłużej, głównie dlatego, że coś w nich nie pasowało. W takich sytuacjach nie odpuszczała. Wracała do szczegółów, sprawdzała jeszcze raz, czasem zaczynała od początku.
Usuwanie zastygłych elementów z ciała, które zostało znalezione na budowie w odlewie betonu, trwało chyba całą wieczność. Zaylee w międzyczasie pracowała na autopsją dwóch chłopców - ich zwłoki znaleziono w dwóch różnych parkach w Toronto. Każde z dzieci zostało pozbawione jednej kończyny górnej i całego uzębienia. Makabryczne zbrodnie, które nie dawały jej zmrużyć oka. W końcu, kiedy już mogła dorwać się do mężczyzny wydobytego z odlewu, odkryła coś istnie niesamowitego. Beton wlany do środka zastygł tam, gdzie normalnie jest powietrze. Nie zważając na późną (albo wczesną, w zależności jak na to patrzeć) porę, natychmiast napisała do Nilsinger i kazała jej niezwłocznie przybyć na miejsce.
Metalowe drzwi uchyliły się, ale Miller nawet nie podniosła głowy znad papierów. Dopiero po tym, jak Inari postawiła przed nią termos z kawą, zerknęła na nią spode łba.
Lubię kawę komisariatową. Najlepiej taką lurę z automatu — skwitowała krótko i przeniosła wzrok na na sernik. — Och, już myślałam, że sama piekłaś — parsknęła pod nosem, chociaż tego to by się po niej nie spodziewała.
A potem oczy Zaylee rozbłysły w charakterystyczny sposób. Działo się tak za każdym razem, gdy znajdowała coś fascynującego. Poderwała się z miejsca, obeszła biurko i stanęła obok Nilsinger, która wpatrywała się w rzeźbę. Podniosła rękę i zawiesiła ją nad głównym trzonem, nie dotykając, tylko zaznaczając kierunek.
To jest tchawica. A dalej masz oskrzela — kąciki ust drgnęły jej w lekkim uśmiechu. — Wyciągnięty odlew to właściwie nic innego jak odwzorowanie drzewa oskrzelowego. Masa zastygała, tworząc w środku coś w rodzaju odcisku struktury. Udało mi się to wyjąć w jednym kawałku — zaznaczyła, bo to akurat ważne. — Wbrew pozorom całkiem czysto wyszło. Nawet te cieńsze odnogi się utrzymały. Fajna rzecz jest taka, że każdy detal się zachował. Wszystko widać dokładnie tak, jak było w środku. Beton zrobił za nas skan anatomii, który można postawić na biurku i oglądać z każdej strony. No nie powiesz mi, że to nie jest czaderskie — szturchnęła ją łokciem, zachęcając do sprawdzenia rozgałęzień.
Sama sięgnęła po termos i upiła łyk kawy. Dobra. Trochę słaba, ale nie była przypalona. Przyglądała się uważnie, jak Inari sięga po rękawiczki, żeby móc pomacać odlew. Niewątpliwie ją tym zaintrygowała.
Zdjęcie by tego nie oddało — powiedziała zgodnie z prawdą. — A może po prostu chciałam cię zobaczyć, bo liczyłam na to, że przyniesiesz deser? — tutaj mówiła już mniej poważnie, chociaż nie pogardzi sernikiem kokosowym. Żołądek doktor Miller nie miał dna. — Wiem, kim jest denat. To aktywista z New Rage, stąd ta ulotka, którą ściskał w dłoni. Niejaki Marcus Holloway. To, co zrobił było formą jakiegoś ekstremalnego protestu bezpośredniego. Stawiasz ten budynek na jakimś wrażliwym terenie, że aż wlazł w świeży beton, żeby bronić miejscówki? — zerknęła na Nilsinger znad termosu. Ciekawe, czy kiedykolwiek miała do czynienia podobnymi świrusami.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
Welkom in Canada
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Inari nie od razu odpowiedziała.
Jej palce, jeszcze przed chwilą ostrożnie śledzące jedno z cieńszych odgałęzień odlewu, zwinęły się w piąstkę. Beton pod rękawiczką był chłodny, nieruchomy — całkowicie obojętny wobec wszystkiego, co właśnie zostało powiedziane.
New Rage. Nazwa zawisła w powietrzu jak coś, co nie do końca pasowało do tej sterylnej przestrzeni, a jednocześnie tłumaczyło więcej, niż powinno.
Mhm — mruknęła w końcu, cicho, jakby bardziej potwierdzając ciąg myśli niż odpowiadając Zaylee. Wyprostowała się powoli, wyrzucając rękawiczki jednym, płynnym ruchem do kosza. Materiał zaszeleścił lekko. — Marcus Holloway… — powtórzyła pod nosem, jakby testowała ciężar tego nazwiska. Oparła dłoń o blat, palce zacisnęły się na nim nieco mocniej, niż było to konieczne. — Jeśli to był protest bezpośredni, to wyjątkowo… konsekwentny — dodała po chwili. Spojrzała jeszcze raz na odlew, na rozgałęzienia. Na coś, co jeszcze niedawno było funkcjonalnym układem w czyimś ciele, a teraz stało się obiektem do analizy. — Wchodzenie w świeży beton to nie jest spontaniczna decyzja — powiedziała spokojnie. — To wymaga przygotowania. Świadomości, jak szybko wiąże mieszanka. Jak długo masz, zanim przestaniesz mieć wybór. — Stuknęła paznokciami. — I akceptacji tego, co się stanie później. — Jej spojrzenie przesunęło się na Zaylee. — Więc albo był zdesperowany… albo bardzo dobrze wiedział, co robi. — Uniosła lekko brew. — Jedno nie wyklucza drugiego. Ale już ci mówiłam. Miałam do czynienia z aktywistami. Różnego kalibru. — Oparła się biodrem o blat, ramiona skrzyżowały się luźno na piersi. — Najczęściej kończy się na pozwach, blokowaniu inwestycji, medialnym teatrze. Transparenty, nagrania, dramatyzowanie pod kamery. Czasem ktoś przykuwa się do ogrodzenia i uznaje to za poświęcenie. Ale zdarzają się też tacy, którzy przestają traktować swoje ciało jako granicę. — Spojrzała znowu na odlew. — I wtedy zaczyna się robić… problematycznie. — Palcem wskazała delikatnie jeden z cieńszych odgałęzień. — Jeśli wlazł w beton na terenie budowy, to nie bronił „miejscówki” w sensie emocjonalnym — powiedziała ciszej. — Tylko próbował wymusić reakcję. Pytanie brzmi: czy ktoś miał go wyciągnąć? — Przeniosła wzrok na Zaylee. — Czy nikt nawet nie próbował... — Zamilkła na moment, jakby pozwalając tej myśli osiąść. — New Rage lubi spektakl — dodała po chwili, spokojniej. — Ale spektakl wymaga widowni. — Uniosła lekko głowę. — A beton… nie zostawia dużo miejsca na drugie podejście. — Sięgnęła po pudełko z sernikiem, otwierając je bez większego ceremoniału. — Więc albo coś poszło nie tak — dorzuciła, już bardziej neutralnie — albo dokładnie tak, jak ktoś planował. — Spojrzała na Zaylee kątem oka. — I wtedy masz mniej protes song, a bardziej… komunikat. Widelec?

zaylee miller
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była pewna, co kierowało Marcusem Holloway'em. Na pewno miał swoje powody, żeby wpierdolić się w beton. Cokolwiek próbował manifestować, nie przyniosło to należytych skutków. Narobił tylko problemów Nilsinger, Miller dołożył roboty, a media nawet niespecjalnie zainteresowały się całą sprawą. Całe Toronto i tak żyło teraz sprawą mordercy, który wyrywał swoim dziecięcym ofiarom zęby.
Teraz wszystko odbyło się bez transparentów i blokad, ale za to masz piękne drzewo oskrzelowe — odparła, zupełnie niewzruszona poczynaniami aktywisty. Na świecie nie brakowało świrów. Mężczyzna musiał być niezwykle zdesperowany, ale pozycja, w jakiej zastygł świadczyła o tym, że jednak zmienił zdanie. Tylko było już zbyt późno na ratunek. Jeśli wołał o pomoc, to nikt go nie usłyszał. — Chyba widać, że coś poszło nie tak. Tylko jakie to ma teraz znaczenie? Przeglądałam sociale New Rage, nie było nawet wzmianki, że ktoś od nich zginął w tak makabrycznych okolicznościach. Albo... Poczekaj, jak oni to nazywają? Poświęcił się dla dobra sprawy — zacytowała jedno z ich haseł przewodnich, bo właśnie w taki sposób określali te wszystkie swoje protesty.
No cóż, jeśli spektakl wymagał widowni, to Marcus Halloway dostał dosyć marny aplauz. Drugiego aktu na pewno nie będzie. Chyba że jego koledzy z organizacji planowali powtórkę z rozrywki. Inari powinna lepiej zabezpieczyć budynki, przy których pracowała.
Komunikat? Co ty w ogóle pierdolisz? Bredzisz trzy po trzy, Vitani — Zaylee odepchnęła się od biurka i przeszła szafki, w której trzymała jakieś sztućce. Wyjęła z niej dwa talerzyki, a potem wskazała na stół sekcyjny mieszczący się po drugiej stronie pomieszczenia. Tym samym dała Nilsinger do zrozumienia, że powinny się przenieść. Poczekała, aż kobieta dołączy do niej z sernikiem kokosowym i sama wskoczyła na stół. Wyłożyła po kawałku ciasta na talerzyki i od razu wbiła w ten swój sztuciec.
Wyborne — pokiwała głową. — Zapytaj podwładnego, w jakiej cukierni kupił ten sernik. Dalej nie mam jeszcze dopiętego menu na wesele — powiedziała, ewidentnie szukając inspiracji. Że tort miał być nie za słodki, to oczywiste, ale przydałoby się jeszcze kilka innych deserów w rozsądnej ilości, bo później pozostaje im tego żarcia nawet po tym, jak rozdadzą upominki gościom w ramach podziękowania. — A wracając do New Rage... — przełknęła kawałek i wymierzyła w Nilsinger. — Mają gdzieś jakąś siedzibę? Nie, żebym planowała dołączyć albo zrobić im wjazd na chatę, ale nie znalazłam w sieci żadnych informacji — wzruszyła lekko ramionami, bo skoro tak głośno było o ich działaniach, to gdzieś musieli urzędować.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
Welkom in Canada
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Inari przez moment zawahała się, zanim sięgnęła po widelec. Stół sekcyjny nie był miejscem, przy którym zwykle się jadło. Nawet jeśli był czysty — a Zaylee dbała o to aż nadto — coś w samej idei pozostawało… nieprzystające. Ale tylko przez chwilę. Przecież jeszcze przed momentem stała nad odlewem wyciągniętym z wnętrza trupa i analizowała go z autentycznym zainteresowaniem. Nie jak coś odpychającego — tylko jak formę. Strukturę. Brutalistyczny zapis anatomii, który równie dobrze mógłby stać u niej w biurze, na honorowym miejscu, jako studium formy i przypadku. To wystarczyło.
Usiadła wygodniej i bez większego oporu sięgnęła po sernik.
Nie mają jednej siedziby — odezwała się spokojnie. — To nie ten typ organizacji. Poprosiłam kogoś, żeby im się przyjrzał. — Oparła dłoń o blat, lekko odchylając się do tyłu. Przerwała tylko na moment, żeby spróbować kolejnego kęsa. Dobre. — New Rage działa jak rozproszona sieć. Więcej ideologii niż organizacji. Dużo postów na X, Redditcie. Chyba nawet mają kanał informacyjny na YouTube. Na dobrą, lub złą, sprawę - każdy może do nich dołączyć. — Przesunęła spojrzeniem po pomieszczeniu, jakby układała fakty gdzieś między ikonografią układu mięśniowego a płytkami na ścianach. — Najbliżej im do ekoterrorystów. Tylko mniej… widowiskowych. Zamiast wysadzać infrastrukturę, wolą ją sabotować od środka. Opóźnienia, błędy, „przypadkowe” niedopatrzenia. Trudniejsze do wykrycia. — Obróciła widelec w palcach i przyjrzała się swojemu zniekształconemu odbiciu między ząbkami. — Dowiedziałam się, że wszędzie, gdzie pojawiły się działania New Rage, ktoś odpowiedzialny za "zamach" niemal zawsze należał do szeregów poszkodowanego inwestora. O ile ten cały Hall... Holloway? Nie pracował przy budowie, to nie pasuje do schematu. — Spojrzała na Zaylee. — To nadal zbyt teatralne. Albo coś poszło nie tak. — Na ułamek sekundy jej wzrok przesunął się gdzieś dalej — jakby już układała kolejne kroki. W głowie miała jedną prostą myśl: sprawdzi go osobno. Bez pośredników, bez filtrowania przez cudze raporty. Jeśli Marcus Holloway gdziekolwiek zostawił ślad odbiegający od tej całej ideologicznej papki, ona go znajdzie.
Wróciła spojrzeniem do Zaylee.
Brand już zdążył się do mnie przypierdolić o dokumentację One Bloor West — rzuciła sucho. — Uparł się, że znajdzie tam powiązanie. Między mną a trupem. Albo trupem a barierką. Tą samą, która nie ma nic wspólnego z prywatnym ogródkiem. — Chwila ciszy. — Na razie nie ma nic konkretnego — podsumowała. — Same luźne tropy. — Przekrzywiła lekko głowę. — Siedzisz już w tym trochę. Teraz masz jeszcze wnętrze tego nieszczęśnika podane na tacy... Co ty o tym myślisz? Manifest… czy coś, co się komuś zwyczajnie posypało?

zaylee miller
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W świecie Zaylee wszystko musiało mieć swoje miejsce. A jeśli coś nie miało, to szybko je znajdowało. Mówiono o niej, że gdyby mogła, to poustawiałaby nawet atomy w równych rzędach. pedanteria osiągnęła już legendarny poziom. Stoły sekcyjne w jej pracowni lśniły tak, że można było się w nich przejrzeć jak w lustrze. I to nie byle jakim, tylko takim bez jednej smugi. Plotki głosiły, że były czystsze niż niejeden kuchenny stół w przeciętnym domu. Dlatego Inari zdecydowanie nie powinna obawiać się zarazków.
Każdy może do nich dołączyć? — uniosła brew znad widelczyka. — Nie robią wcześniej jakiejś selekcji? W sumie... — urwała, wzruszając przy tym ramionami. — Nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby brać w tym udziału — skwitowała, bo kto normalny chciałby być ekoterrorystą? Można segregować śmieci i nie wyrzucać petów na chodnik, ale żeby od razu zanurzać się betonie w ramach protestów, o których nikt nie słyszał i z których nikt nic sobie nie robił? Bez przesady.
Zamyśliła się nad słowami Nilsinger. Miała rację. Tylko teatralne rzeczy rzadko są przypadkowe. Pytanie brzmiało - czy to był jego pomysł, czy został może wytypowany spośród wielu innych osób. Na początku wydawał się wystarczająco zdeterminowany, jednak poza, w której zastygnął wyraźnie wskazywało na to, że w którymś momencie zmienił zdanie. Najpewniej wtedy, gdy mieszanka cementu, żwiru i wody, zaczęła wypełniać jego wnętrze.
Wbiła widelec w sernik i zmrużyła oczy, w milczeniu przyglądając się Inari. Miała wrażenie, że coś właśnie zrodziło się w jej głowie. Nie wiedziała jeszcze, co dokładnie, ale coś na pewno.
Co kombinujesz? — zapytała wprost, zamiast stawiać na domysły. — Masz zamiar przyjrzeć się New Rage na własną rękę, czy poczekasz na rozwój sprawy? — wcisnęła sobie do ust kolejny kawałek sernika. No fajny, taki nie za słodki. — Brand może sobie grzebać w tej swojej dokumentacji — dodała niewzruszona. — Jeśli znajdzie powiązanie, dobrze dla niego. Jeśli nie, to i tak będzie próbował je stworzyć. Tacy ludzie nie lubią pustych miejsc. Sugerowałam kilku śledczym, żeby się tym zajęli, ale żaden nie wykazał większych chęci. Nikomu nie chce bawić się w ekosamobójstwa — mruknęła, nieco zawiedziona postawą detektywów z wydziału zabójstw. Ale z drugiej strony, nie ma co się dziwić. Całość wyglądała dość niepoważnie, żeby nie powiedzieć komicznie.
Cmoknęła, oblizując z ust kokosowym posmak. Co ona o tym myślała? Niewiele. Raczej nie doszukiwała się w Marcusie Holloway'u niczego spektakularnego.
Jeśli już musisz wiedzieć, co uważam, to wydaje mi się, że coś poszło nie tak. Może nawet Holloway został zmuszony do tego całego manifestu? W końcu w ostatniej chwili próbował się wycofać, ale trochę się spóźnił — znów zerknęła na Vitani, wyczekując jej spojrzenia na takie prawdopodobieństwo.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
36 y/o
Welkom in Canada
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Inari zatrzymała widelec tuż nad talerzem, w pół ruchu, jakby nagle straciła zastosowanie. Sernik przestał być jedzeniem, a został tylko teksturą — miękką, jednorodną, nieistotną. Jej uwaga przesunęła się gdzie indziej, głębiej, tam gdzie słowa Zaylee zaczynały się rozkładać na części pierwsze. I... utknęła.

"Próbował się wycofać."

To zdanie nie pasowało do reszty. Zawisło gdzieś obok obrazu, który miała w głowie — zbyt lekkie, zbyt intuicyjne jak na coś, co powinno mieć ciężar betonu. Inari nie lubiła takich skrótów. Ludzie często widzieli w martwych ciałach ostatnią emocję i robili z niej historię. Strach stawał się dowodem. Napięcie — narracją, a ciało nie opowiada historii. Zostają za to ślady. Tak przynajmniej mówiła Alexis Mitchell — podcasterka z programu "Zbrodnię należy podać na zimno".
Jej spojrzenie przesunęło się gdzieś ponad ramię Zaylee, nieobecne, skupione. Widziała to już nie raz — różnicę między tym, co ktoś chciał zrobić, a tym, co faktycznie się wydarzyło, tylko nigdy w skali ludzkiego życia. Beton nie działa jak impuls. To nie nóż, nie kula. To proces, który daje czas. Wszystko, co nie odbywa się w ułamkach sekund, lecz trwa więcej niż pół godziny to najczęściej element konstrukcyjny w architekturze.
Inari próbowała porównać proces budowy do zatapiania człowieka w pułapce. Najpierw ciężar na stopach. Potem opór. Potem panika, która nie przychodzi od razu, tylko narasta — powoli, systematycznie. Jeśli ktoś naprawdę chciał się wycofać… miałby moment. Przestrzeń. Instynkt. Instynkt zostawia chaos, a chaos zostawia ślady.
Jej palce przesunęły się po krawędzi talerza, zbierając niewidoczny okruch. Mechaniczny gest. Coś, co pozwalało jej utrzymać ciało w miejscu, kiedy głowa zaczynała pracować szybciej niż powinna. Dopiero wtedy spojrzała na Zaylee.
Na jakiej podstawie to sądzisz? — zapytała. Głos miała cichy. Przez chwilę nic więcej nie dodała. Jakby dawała jej przestrzeń na uzupełnienie tego, co przed chwilą rzuciła tak lekko... ale w środku już układała alternatywę.
Jeśli to był jego pomysł — mógł spanikować. To się zdarza. Ludzie są odważni, dopóki ich decyzje nie zaczynają mieć fizycznego ciężaru. Dopóki nie czują ich na własnej skórze. Mimo to, panika w ostatniej chwili nie wygląda, jak decyzja. Wygląda jak walka.
Jej spojrzenie na moment przygasło, jakby coś przeliczała jeszcze raz. Jeśli ktoś tam był… jeśli ktoś kontrolował tempo, ilość, moment — to nie było wycofanie się. To było niedopuszczenie do niego.
Coś znalazłaś? — spytała w końcu. — Cokolwiek poza… interpretacją? Ślady oporu? — kontynuowała po chwili, już spokojniej, jakby mówiła bardziej do siebie niż do niej. Mikrourazy, napięcia mięśni, cokolwiek, co nie pasuje do biernego zanurzenia... Brak śladów też był odpowiedzią. Czyste sceny rzadko są przypadkiem. — Sama poza i betonowe drzewo oskrzelowe to trochę mało dla śledczych, aby nie uznać tego za nieszczęśliwy wypadek — mruknęła w końcu, wracając do niej spojrzeniem. — Na miejscu było za dużo odcisków butów, aby ktokolwiek stwierdził, że jakiś odstaje od reszty. Nikt też nic nie widział w sąsiedztwie. — Westchnęła. — Tyle mi Brand jeszcze mógł powiedzieć.

zaylee miller
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla niej całość układała się w sensowną, spójną i - co najważniejsze - absolutnie logiczną całość. Wszystko miało swoje miejsce, swoje uzasadnienie i odpowiednią kolejność. A Zaylee naprawdę kochała logikę. Lubiła moment, w którym rozproszone fakty zaczynały się ze sobą łączyć i kiedy coś, co na początku wydawało się niejasne, nagle nabierało sensu. Miała w sobie naturalną potrzebę porządkowania rzeczywistości. Układała ją w taki sposób, żeby była czytelna, przewidywalna i możliwa do ogarnięcia. Dzięki temu czuła, że ma nad czymś kontrolę. Nie chodziło nawet o to, że zawsze miała rację, mimo że uwielbiała ją mieć i rzadko się myliła. Bardziej o to, że potrzebowała, żeby wszystko do siebie pasowało. Żeby decyzje wynikały z czegoś konkretnego, a nie były tylko przypadkowe i oderwane od reszty.
Spojrzała na Inari znad swojego talerza, poprawiając się na stole sekcyjnym.
Na podstawie tego, jak został znaleziony — zaczęła pewnie. — Nie wyglądał jak ktoś, kto był zdecydowany do samego końca — zrobiła krótką pauzę, jakby chciała upewnić się, że Nilsinger nadąża za jej tokiem myślenia. — Zwróciłaś uwagę na ręce? — dodała, unosząc lekko brwi. — Nie były ułożone wzdłuż ciała. Jedna była wyżej, jakby próbował się podeprzeć albo odepchnąć. Druga nienaturalnie skręcona. To nie jest pozycja kogoś, kto spokojnie czeka. To jest ruch zatrzymany w połowie. Sama powiedziałaś, że beton nie zostawia zbyt dużo miejsca na drugie podejście — wzruszyła lekko ramionami. Dla niej to było oczywiste. Marcus Halloway wlazł w beton i w którymś momencie zmienił zdanie. Tylko było już za późno.
Miały sytuację, w której miejsce zdarzenia nie dawało im nic jednoznacznego. Problem zaczynał się przy śladach. Jeśli na miejscu są liczne odciski butów i żaden nie odstaje wyraźnie od reszty, to były dwie możliwości. Albo ruch był tam naturalny, w końcu na budowie kręciło się mnóstwo ludzi. Albo ktoś celowo tam nabrudził, żeby utrudnić identyfikację konkretnej ścieżki.
Brand i tak będzie szedł w morderstwo — powiedziała, opierając się wyłącznie na własnych spostrzeżeniach. — Znam ten typ myślenia. Jeśli coś wygląda nietypowo, to od razu zakłada, że ktoś w tym maczał palce. Wszystko, co mamy, pasuje do jednej osoby i jednej decyzji. Brak ingerencji. Sama przyznaj, że brakuje drugiego scenariusza, który trzymałby się faktów lepiej niż ten — wymierzyła w Inari sztućcem. Nie miała dla niej niczego więcej, chociaż bardzo chciałaby wpaść na jakiś genialny trop. Na coś, co przemówiłoby Brandowi do rozsądku. Śledczy był jednak uparty jak osioł i próbował doszukiwać się prawdy tam, gdzie jej nie było.

Inari Nilsinger
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”