Nagła zmiana w jej głosie i oczach wywołała w nim dziwny, nieoczekiwany ból w klatce, ale to jej słowa uderzyły go najbardziej. Zabolało go podwójnie, bo mimo jego zapewnień nadal nie wierzyła, że brał ją na poważnie, jednocześnie potwierdzając jego obawy, że wciąż uważała go za bawidamka. Co więc z nim tutaj robiła? Pod wpływem jej reakcji na kilka sekund wstrzymał powietrze, po czym opuścił dłoń w akcie rezygnacji, czując, że ten wieczór jednak nie potoczy się tak, jak zaplanował.
—
No właśnie chyba nie znasz mnie wystarczająco długo. Albo niewystarczająco dobrze - stwierdził w odpowiedzi, z namysłem, ale bez wyrzutu. Przez lata pozwolił wszystkim myśleć, że związki nie były dla niego, kontrolował sytuację i zwiewał, gdy robiło się gorąco. Ba, sam wbił sobie do głowy, że nie warto było się w nic angażować. Wystarczył raz, żeby się zraził. Raz, żeby zamknąć się na tyle lat tak, że nawet najbliższy przyjaciel przyjął tę wersję Dominica jako coś naturalnego, z czym nie dało się walczyć. Tymczasem Reyes był po prostu uparty. Dopóki jedna osoba nie wkradła mu się do głowy, krusząc zbudowany przez niego mur, przez co zaczynał się zmieniać. Kontynuował, zanim Skye była w stanie mu odpowiedzieć: -
Nie wiem, czy kiedykolwiek chciałaś mnie poznać z innej strony, niż kobieciarza. Zresztą siebie też sam nie poznaję - westchnął mimowolnie, uciekając wzrokiem na ich splecione dłonie. W tej chwili odczuwał zaskakującą potrzebę odsunięcia się od niej, jego instynkt działał w samoobronie. W głowie paliła mu się dobrze znana lampka:
uciekaj! Mimo to mocniej zacisnął palce na jej dłoni. Ta rozmowa, do której się przygotowywał, nie przebiegała w takiej formie, w jakiej ją sobie wyobrażał, ale wiedział, że jeśli teraz się wycofa, cokolwiek jest między nimi, zakończy się szybciej, niż powinno. Jej dotyk miał mu dodać otuchy. Nawet wtedy, kiedy jego instynkt krzyczał jedno, serce podpowiadało mu, że potrzebował jej.
Fakt był taki, że Dominic nie znał oczekiwań Skye względem niego. Przez całą ich znajomość nie zadawała żadnych konkretnych pytań, przyjmując jego styl życia za normę tak, jak robił to każdy. Nic dziwnego, że w jego głowie teraz pojawiały się wątpliwości, czy rzeczywiście chciała go poznać bliżej, czy liczyła jedynie na dobrą zabawę? On był przy niej zawsze, ale do pewnego momentu z jakiegoś powodu nie była w stanie do niego dotrzeć. Nie poznała odpowiedzi na swoje pytania, bo w gruncie rzeczy w ogóle ich nie zadała, więc czy na pewno chciała?
—
Wiesz, że od tamtego styczniowego wieczoru w klubie nie spałem z nikim innym? - wypalił, po chwili zdobywając się na odwagę, żeby podnieść na nią wzrok. -
Może dla Ciebie czy Logana to nie jest jakiś szczególny wyczyn. Może jestem głupi i naiwny, ale już wtedy, wbrew rozsądkowi czułem, że łączy nas coś wyjątkowego - przyznał, a jego serce dudniło mu w uszach. Skoro nie żałowała tamtego wieczoru tak, jak go o tym zapewniała, to istniał cień szansy, że mieli podobne wrażenia. -
Po tamtej nocy nie chciałem już nikogo, bo to z Tobą jako jedyną w końcu miałem wszystko. Od tamtej pory przestały bawić mnie przelotne znajomości, bo nie wyobrażam sobie zastępować Ciebie kimkolwiek innym, bo i nikt inny nie jest w stanie Ci dorównać - wyznał, patrząc w jej błękitne oczy, pełen obaw, jak to odbierze, ale jednocześnie ciesząc się, że wreszcie dotarli do tego momentu, w którym szczerze może wszystko jej powiedzieć. Może godzina po przyjeździe na miejsce nie była odpowiednią chwilą na tak poważną rozmowę, ale w końcu mógł się przed nią odsłonić. I najwyraźniej to było jedyne wyjście, żeby jeszcze ten wyjazd uratować.
Skye Murray