ODPOWIEDZ
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatni przypadek, który im się trafił naprawdę potrafił zszargać im nerwy i doprowadzić na skraj wytrzymałości. Żadna z nich nie lubiła spraw, które dotyczyły dzieci, a dodatkowo miały już oficjalnie do czynienia z seryjnym, który polował na dzieci w wieku Sama... To zdecydowanie działało na psychikę.
Dlatego z pewnością mogły nieco odetchnąć ze względu na to, że za oknem znajdowała się wyjątkowo deszczowa pogoda, więc miały dodatkową wymówkę do tego, aby spędzić jego urodziny w zaciszu domu. Już wcześniej ustaliły z nim to, że jeśli nie będzie padać, a temperatura nie będzie najgorsza to udadzą się na jakąś drobną wycieczkę, aby uczcić fakt, że chłopczyk skończył całe dziesięć lat.
To był pierwszy raz, gdy wspólnie mogli świętować tę okazję i z pewnością każdy miał nadzieję, że były to jedne z wielu wspólnych celebracji, które je czekają. Na pewno w przyszłości będzie go bardziej ciągnęło do tego, aby dzień ten spędzić ze znajomymi, ale na razie takie rodzinne uroczystości była na wagę złota. Oby trwało to jak najdłużej...
Miały dla niego kilka drobnych raczej prezentów, którymi chciały obdarować chłopca. Evina musiała przy tym wysłuchać wywodu na temat tego dlaczego nie powinna dawać dzieciom scyzoryków, gdy tylko detektywka wspomniała, że kupiłaby podobny młodemu, gdyby tylko był bardziej ogarnięty. Niemniej wśród zapakowanych pudełek można było odnaleźć chociażby kilka mniejszych figurek postaci z Gwiezdnych Wojen czy uniwersum Marvela jak i jakiś drobny zestaw klocków lego.
- Wyszedł ten tort, co? - zapytała jeszcze narzeczoną, gdy wspólnie umieszczały dziesięć delikatnych świeczek na wierzchu tortu, który Swanson przygotowała według starego przepisu, który pamiętał jeszcze czasy jej prababci.
Miała nadzieję, że zasmakuje on młodemu, ale nie wzbudzi w nim tak wielkiej ekscytacji, że wszystko zostanie pokryte ciastem, gdy będzie łapczywie pochłaniał kolejne porcje wypieku. Niestety, dalej Sammy miał spore problemy, aby zachować uwagę i nie być zwyczajnym ciamajdą, gdy tylko coś wzbudzało w nim zbyt wielkie emocje.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

059.
Sprawa seryjnego mordercy małoletnich kompletnie je pochłonęła. Każdy dzień był wypełniony raportami, analizą dowodów i wynikami sekcji zwłok, które nie pozwalały im na chwilę wytchnienia. Zamiast ekscytacji i radości z przygotowań do ślubu, który zaplanowały na koniec miesiąca, w głowie Zaylee ciągle pojawiały się pytania o sprawcę i kolejne możliwe ofiary. Spędzała długie godziny w prosektorium, starając się zebrać jak najwięcej informacji z ciał ofiar. Wiedziała, że każdy szczegół może pomóc Evinie i jej zespołowi w prowadzeniu śledztwa. Było to wyczerpujące, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie.
Nie mogły jednak zapominać o tym, że były rodziną, której dopełnienie stanowił dziewięcioletni chłopiec. Przepraszam, dziesięcioletni. Sammy tego dnia miał swoje święto i to był doskonały moment, żeby faktycznie odciąć się od pracy i chociaż przez chwilę nie zaprzątać sobie myśli postępami w śledztwie.
Wybór prezentów nie był trudny. Zainteresowania Młodego na razie pozostawały bez zmian - Gwiezdne Wojny, superbohaterowie i zestawy lego, które bezpośrednio dotyczyły Imperium i Marvela. Do tego dochodziła piłka nożna i gry wideo, czyli nic, z czym do tej pory nie miały styczności. Z wiekiem pewnie jego hobby zacznie się trochę zmieniać, ale na razie nie musiały tak daleko wybiegać w przyszłość.
Wyszedł — zgodziła się z narzeczoną, wciskając w tort ostatnią świeczkę. A potem zgarnęła palcem trochę czekoladowej polewy z miski i skrupulatnie go oblizała, żeby zaraz złożyć na ustach Swanson słodki pocałunek. — Wspominałam, że dzwonili moi rodzice? Uparli się, że koniecznie chcą kupić coś Samowi. Na razie powiedziałam, żeby się wstrzymali. Nie chcę, żeby zasypywali go kolejnymi zabawkami, ale może przyda mu się nowy dres sportowy? Jeśli już mają sprawiać mu prezenty, to niech będzie to coś użytecznego — powiedziała, niechętnie odrywając się od ukochanej.
Lada moment Lily Rose miała przywieźć Sammy'ego, więc głupio tak, żeby zastali je w dwuznacznej sytuacji. Już wystarczy, że przechodziły przez coś podobnego, kiedy Swansonowie niespodziewanie wparowali do domu Eviny w Whitby, kiedy świętowały jej urodziny. Miller chyba nie potrafiła wyobrazić sobie gorszego zapoznania z przyszłymi teściami.
Z kolei Archie i Lucas chcieliby zabrać go któregoś dnia do kina, a Bonnie na zajęcia plastyczne — wyliczyła, bo każdy chciał spędzić z Młodym trochę czasu. W końcu nie codziennie kończy się całe dziesięć lat. — Mam jednak wątpliwości, czy chciałaby go wypuszczać na miasto — dodała, niezbyt przekonana co do tych pomysłów. Wszystko przez grasującego mordercę, który obrał sobie za ofiary dzieci w wieku Samuela. Niby działał według schematu, ale wciąż nie miały pewności, że nagle coś się nie zmieni. — Podejrzewam, że twoi rodzice również chcieliby się z nim zobaczyć? Możemy zaprosić ich w następny weekend. Albo pojechać do Whitby? — zaplanowała luźno, chociaż był to tylko wstępny zamysł. Nie miały przecież pojęcia, czy kolejnej soboty nie spędzą na komisariacie. Albo w terenie, bo seryjny nie próżnował.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trudno było zapomnieć o takiej sprawie. Nawet w dniu wielkiej radości. Zwłaszcza, gdy miało się przy sobie dziesięciolatka, który może i nie odznaczał się ciemniejszą karnacją, ale przynajmniej częściowo wpisywał się w upodobania seryjnego. Evina doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to śledztwo przez długi czas nie będzie dawało jej spokoju. Dlatego też obawiała się nadchodzącego na koniec miesiąca ślubu. Nie chciała, aby tak istotne dla nich wydarzenie zostało przysłonięte przez jej obsesję na punkcie mordercy, który grasował właśnie na wolności. Nie była w końcu w stanie zapanować nad swoimi myślami, które co chwila wędrowały w stronę śledztwa.
Całe szczęście Zaylee potrafiła działać niezwykle skutecznie jako rozpraszacz. Nawet jeśli mimowolnie uciekała do zgromadzonych dowodów oraz przesłuchań to zawsze mogła liczyć na delikatny dotyk, który przywracał ją do rzeczywistości, gdy tylko krzątały się po swojej kuchni.
Zamruczała z zadowoleniem, gdy tylko narzeczona przysunęła się bliżej, aby skraść z jej ust słodki pocałunek, który Swanson przedłużyła na tyle na ile się dało. Najchętniej posadziłaby ją na blacie i skorzystała z chwili samotności przed przybyciem ich jubilata, ale zdawała sobie sprawę z tego, że nie miały zbyt wiele czasu, a łatwo potrafiły się zapomnieć.
- Wspominałaś - przytaknęła. - Wiem, że zgodziłyśmy się z tym, aby nasi rodzice nie rozpieszczali Sama, ale ma urodziny. Jak najbardziej mają prawo mu coś dać... No, ale ten dres nie brzmi najgorzej. Ucieszy się chłopak.
Wciąż trudno było jej odsunąć się od koronerki. Jedną dłoń dalej trzymała na jej biodrze, zsuwając ją na pośladek, na którym zacisnęła łapczywie palce. Nie przeszkadzało jej to jednak w żadnym stopniu w prowadzeniu normalnej rozmowy na temat rzeczy przyziemnych i tego jak ich bliscy chcieli spędzić czas z pewnym niezwykle dorosłym już dziesięciolatkiem.
- Wiem, że się o niego martwisz, ale nic nie powinno mu grozić z twoim rodzeństwem. Nie możemy go też całkowicie izolować w domu... Dzisiaj mamy wymówkę - odpowiedziała, wskazując głową na strugi deszczu widoczne za oknem. - Niech go zabiorą do kina czy na zajęcia plastyczne. Wszystko będzie w porządku.
Musiały to sobie powtarzać, żeby nie zwariować. Skorzystała jeszcze z okazji, aby przyciągnąć do siebie Miller i otoczyć ją ramionami w ramach wsparcia. Wiedziała jak nadopiekuńcza potrafiła być Zaylee i obawiała się tego, że pewnego dnia faktycznie kobieta oszaleje przez zamartwianie się o ich syna.
- Dlatego myślałam, aby zabrać go na weekend do Whitby - mruknęła tuż przy jej uchu. - Będziesz spokojniejsza z nim poza miastem, młody zaliczy wycieczkę, a nawet jeśli nas wezwą do pracy to przynajmniej spędzi trochę czasu z dziadkami jak normalny dzieciak.
Miała nadzieję, że dla niej także będzie to brzmiało niczym dobry pomysł. Młody niezwykle dobrze dogadywał się zarówno z rodzeństwem Miller jak i dziadkami z obojga stron. Może i faktycznie najbardziej lubił spędzać czas właśnie z ich dwójką, ale na pewno nie będzie narzekał na podobną przygodę. Warto też było, aby powoli był przyzwyczajany do faktu, że mimo wszystko będą momenty, gdy będzie trafiał pod opiekę innych krewnych.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była dokładna do granic obsesji. Każdy szczegół miał dla niej znaczenie - drobne uszkodzenia skóry, napięcie mięśni, subtelne różnice w temperaturze tkanek. W normalnych okolicznościach potrafiła zachować dystans. Oddzielać pracę od życia prywatnego, zamykać za sobą drzwi prosektorium i nie wracać do tego, co widziała, dopóki nie było to konieczne. Tym razem jednak było inaczej. Sprawa seryjnego mordercy dzieci wciągała je obie, każdą na swój sposób, ale z taką samą siłą. Evina coraz głębiej wchodziła w śledztwo, a Zaylee dostawała kolejne ciała, które tylko potwierdzały, że mają do czynienia z kimś działającym według określonego schematu. To, co Millero dkrywała podczas sekcji, wracało do Swanson jako wskazówki. Ich praca kolejny raz zaczęła się zazębiać w sposób, który sprawiał, że trudno było znaleźć moment oddechu.
Równocześnie gdzieś obok tego wszystkiego istniała inna rzeczywistość. Koniec miesiąca zbliżał się nieubłaganie, a wraz z nim ich ślub. Wydarzenie, które powinno być dla nich najważniejsze. Powinny planować, ustalać szczegóły, myśleć o dopełnianiu formalności związanych z adopcją Sama. Problem polegał na tym, że tego czasu wcale nie przybywało.
Nie uważasz, że ma wystarczająco dużo zabawek? — zerknęła na Evinę, jednocześnie sięgając po ścierkę, bo dostrzegła na szafce jakiś brud, którego nikt normalny pewnie nawet by nie dostrzegł. — Na połowę nawet nie zwraca uwagi. Dres to coś, co mu posłuży. I buty. Ze wszystkich wyrasta w zastraszającym tempie — zaznaczyła, bo lada dzień, a Młody będzie nosił tenisówki w rozmiarze ich stóp.
Zaylee zawsze była praktyczna. Nie zamierzała niczego żałować synowi, ale starała się zachować rozsądek. Oczywiście Evina miała rację, nie mogły przecież zabronić dziadkom rozpieszczania wnuka w dniu urodzin, ale zawsze mogły szepnąć im kilka słów, co faktycznie przyda się Samowi i z czego na pewno się ucieszy. Tylko Sammy była bardzo wdzięczny i cieszył się ze wszystkiego, ale przecież żadna z nich nie chciała, aby wyrósł na rozpieszczonego jedynaka.
Wypuściła powietrze przez nos, ale trudno było stwierdzić, czy była to reakcja na słowa narzeczonej, czy na jej dłoń, która znalazła się na jej pośladku. Pewnie jedno i drugo. Jednak w drugi przypadku Swanson stąpała po bardzo cienkim lodzie, bo dobrze zdawała sobie sprawę z tego, jak łatwo Miller dawała się nakręcić. Sama najchętniej odstawiłaby tort w inne miejsce i pozwoliła się wziąć na blacie.
Nie ukrywa, że wolałabym wypuszczać go w miasto dopiero, jak wszystko się uspokoi — oznajmiła, choć nie miała pewności, kiedy to wszystko się skończy. Co z tego, że Młody miał być pod opieką jej rodzeństwa, skoro bracia umysłowo byli na poziomie Samuela? — Ale w porządku. Kino, zajęcia sportowe i przebywanie w zatłoczonych miejscach brzmi wystarczająco rozsądnie — zgodziła się w końcu. Znów musiała przyznać jej rację. Niechętnie, ale jednak. Nie mogła dać się zwariować, co wcale nie było takie proste, a świadomość, że seryjny morderca wciąż był na wolności i w każdej chwili mógł dopuścić się kolejnej zbrodni, wcale niczego nie ułatwiała.
Z kolei wycieczka do Whitby zdecydowanie była świetnym pomysłem. Nie dość, że Młody spędzi czas z dziadkami, to dodatkowo nałyka się świeżego powietrza jak dziki. Nie będzie miał tam czasu na ślęczenie przed telewizorem.
A jeśli nie wezwą nas do pracy, to zawsze będziemy mogły inaczej wykorzystać ten czas — poruszyła wymownie brwiami. Odrzuciła ścierkę na bok i zarzuciła Evinie ręce na szyję. Znów ją pocałowała, tym razem dłużej i bardziej żarliwie. — Mogłybyśmy... — wymruczała tuż przy jej ustach, ale nie dane było jej dokończyć, bo na zewnątrz rozległ się dźwięk gaszonego silnika, a później natarczywy dzwonek do drzwi. Zaylee wywróciła oczami tak mocno, że prawie zobaczyła własny mózg. To byłoby na tyle ze snucia przyjemnych planów.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Perfekcjonizm Zaylee był znany praktycznie całej policji w Toronto. Evina z kolei zawsze wchodziła całkowicie w prowadzone śledztwo. Zawsze czaiło się gdzieś z tyłu jej głowy. Nie mogła przestać o nim myśleć i niezwykle często analizowała poszczególne rzeczy czy też w jakiś inny sposób rozpracowywała sprawę nawet jeśli z pozoru zajmowała się czymś zupełnie innym.
Biorąc pod uwagę to jak niewiele czasu zostało do wesela, Swanson tym bardziej czuła presję, aby rozwiązać przypadek seryjnego jak najszybciej. Chciała ożenić się z czystą głową. Nie przejmować się tym, co mogło się czaić gdzieś w Toronto. Nie potrafiła się skupić zamiast tego na tak durnych rzeczach jak ostateczne przymiarki ślubnych kreacji, zatwierdzanie menu czy inne szczegóły, które traciły wyraźnie na znaczeniu w zderzeniu z powagą prowadzonego śledztwa.
- Wiem, że ostatnio nieco zaszalałyśmy na święta, ale to nie tak, że tonie w zabawkach - odpowiedziała, chcąc jeszcze jakoś przemówić do narzeczonej. - To normalne, że ma swoje ulubione. Będzie mu się to zmieniało, co jakiś czas. No, ale dres to dobry pomysł. Zwłaszcza jeśli byłby z jakimś fajnym nadrukiem.
Praktyczne prezenty nie musiały być w końcu nudne i nie sprawiać radości. Młody na pewno ucieszyłby się z prezentu i chętnie biegałby w nowym stroju sportowym wokół. Jeden taki prezent na pewno nie uczyniłby z niego roszczeniowego gnojka. Sam miał całkiem dobry charakter i nie wydawało się, aby mogły go tak łatwo zepsuć. Tym bardziej, że należało mu się coś od życia, które dotychczas za bardzo go nie rozpieszczało.
Stąpała po cienkim lodzie, ale nie mogła się od tego powstrzymać. Od dawna nie miały tak leniwego i przyjemnego poranka. Gdyby miały tylko nieco więcej czasu to zdecydowanie starałyby się go wykorzystać tak, aby zdążyć nacieszyć się sobą. Stres ostatnich dni robił swoje i musiały też to odreagować w jakiś sposób.
- Wiem, skarbie - mruknęła ze zrozumieniem. - Też wolałabym go trzymać od tego z daleka, ale nie mamy pojęcia jak długo to potrwa, a nie możemy go izolować od świata tygodniami.
Nawet gdyby miały taką możliwość to skończyłoby się zwyczajnie źle dla rozwoju i psychiki dziesięciolatka. Musiał wychodzić i mieć kontakt ze światem. Zresztą zawsze gdzieś na horyzoncie będzie się czaiło jakieś potencjalne zagrożenie, bo tak już ten świat działał.
- Nie będzie nigdzie puszczany samopas. Będzie dobrze jeśli tylko wszyscy będziemy uważać - powtórzyła, aby uspokoić jakoś narzeczoną.
Może faktycznie jej bracia nie grzeszyli zbytnio pomyślunkiem, ale Evina nie wątpiła w to, że byliby zdolni do tego, aby jednak skutecznie przypilnować dzieciaka na tyle, aby nikt im go nie uprowadził spod nosa.
Zaśmiała się krótko, gdy tylko usłyszała propozycję koronerki. No tak. Mogły zawsze wykorzystać weekend w ten sposób. Umieściła dłonie na jej biodrach i odwzajemniła pocałunek, zahaczając wargami o jej dolną wargę. Zdecydowanie podobały jej się takie plany.
- Wieczorem? - zapytała, całując ją jeszcze po raz ostatni. - Jak będziemy miały młodego z głowy to będziemy mgły przetestować te sposoby na wykorzystanie wolnego czasu.
Nie miała ochoty na to, aby się od niej odrywać, ale nie miała większego wyboru. Dzwonek nieubłaganie informował o końcu ich drobnej sielanki. Evina ruszyła ku wejściu, aby otworzyć drzwi i uśmiechnąć się na widok dziesięciolatka, który niemal od razu wpadł w jej ramiona.
- Cześć, młody - przywitała się z nim, ściskając go mocno. - Słyszałam, że dzisiaj jest wyjątkowy dzień.
Sam wydawał się już być w siódmym niebie, a to dopiero był początek. Jeszcze nie miał pojęcia, co właściwie na niego czekało podczas swojej wizyty.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”