Zaśmiała się, bo cóż… na tym wyjeździe mogła się przekonać o wielu różnych jego przyzwyczajeniach i zachowaniach. Jednocześnie na razie nic szczególnie jej nie zaskoczyło, a tym bardziej nie spowodowało, że chciała uciekać albo wykreślać go ze swojego życia. Wręcz przeciwnie. Nawet to, że nie raz i nie dwa wychodziła z niego odrobina zaborczości… może to miła odmiana? Daniel był zazdrosny w inny sposób, wybuchowy i wybiórczy. Nie przeszkadzało mu, gdy tańczyła albo gdy
podziwiali ją u jego boku - strasznie nie lubiła, gdy tak mówił… czuła się jak małpka w cyrku - ale jednocześnie wpadał w szał, gdy z kimś rozmawiała, a on nie miał nad tym żadnej kontroli. Czasami miała wrażenie, że to właśnie bardziej na tej kontroli mu zależało i o to chodziło w jego złości. Cadwalader sprawiał wrażenie jakby po prostu chciał jej dla siebie… nie czuła jednak potrzeby szukać dodatkowych atrakcji. Niezależnie od tego, co o niej myślał - nie miała nowego faceta, co tydzień. Od bardzo dawna już nie -
Czyli sugerujesz, że prysznice z każdym z moich dziesięciu kochanków odpadają? - prychnęła przekornie i spojrzała na niego bardziej niż wymownie, bo przecież wiedział, że nie istnieli. I dlatego go właśnie pocałowała. Odrobina zazdrości nikomu nie zaszkodziła, ale teraz? Tutaj? Nie miała najmniejszego sensu. Nawet w klubie pełnym ludzi i tak zerkała w jego stronę. Tym bardziej, że mogła powiedzieć mu dokładnie to samo… czy widział się w lustrze?
Ona go właśnie w nim widziała. Obserwowała. I kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie zrobiło jej się przy tym odrobinę cieplej, a przez głowę nie przeszła jej myśl, żeby tam wrócić, ale nie… była dorosła i dojrzała, potrafiła nad sobą zapanować. Zwłaszcza jeśli chciała wprowadzić swój plan w życie. I oczywiście, że gra nie była w jej stylu, ale jednocześnie odbierała
rozmowie bardzo poważny ton, nawet jeśli mieli odpowiadać na poważne pytania. Chociaż sama zaczęła raczej lekko! Kiedy jednak go obserwowała… nie mogła sobie tego odmówić.
- Lawinowo… - zaśmiała się, bo patrząc na jego tatuaże można stwierdzić, że to spore niedoszacowanie! Ale potrafiła zrozumieć… w końcu sama miała kilka, więcej raczej nie planowała i z większości nie była szczelnie dumna, bo nie były to wybitne dzieła sztuki i robiła je, gdy była młoda, głupia i spłukana, ale jednocześnie żadnego nie chciała usuwać. Nawet tych durnych gwiazdek na bikini! -
Lubię je… - on mógł trzymać ręce przy sobie, ale ona sięgnęła do jego klatki piersiowej i lekko opuszkami palców przesunęła po wytatuowanej męskiej piersi -
Za jakiś czas zdecyduje, który jest mój ulubiony. No chyba, że wytatuujesz sobie moje cycki… wtedy ten od razu awansuje, - głupio sobie zażartowała i wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu. Zabrała od niego dłoń, zacisnęła je na krawędzi blatu i wbiła w niego uważne spojrzenie -
Zaczęłam miło i spokojnie, ale widzę, że Ty nie bierzesz jeńców. - prychnęła, ale bez grama pretensji… w końcu sama to wymyśliła! Nie mogła mieć teraz pretensji, że wybrał chyba najtrudniejszy temat.
- Nie mam rodzeństwa, a przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. Wyszłam z domu jak miałam niewiele ponad szesnaście lat i nigdy tam nie wróciłam. Mieszkałam po kątach u znajomych… myślę, że część ich rodziców się domyślała o co chodziło i dlatego mi na to pozwalali. - i tylko dlatego skończyła chociaż tą szkołę średnią -
Mój ojciec pił i bił… mnie i moją matkę, a ona nic z tym nie zrobiła. Nigdy nawet nie wspomniała o odejściu, więc może jestem niesprawiedliwa, ale trudno mi jej współczuć. Godziła się na to. Nie mam pojęcia, co się z nimi teraz dzieje, nigdy mnie to nie interesowało. - zamknęła ten rozdział razem z drzwiami od domu -
Tego się spodziewałeś? - tak marnowała swoje pytanie, żeby poznać jego zdanie, ale chyba trochę była ciekawa… jak sobie wyobrażał jej rodzinę?
Arvel Cadwalader