
Znowu śnił o tym samym; pod cienkim welonem powiek, na szwie wąskiego przedziałka wyznaczonego pomiędzy piętrzącą się świadomością a podszerstkiem instynktów dostrzegał zbliżony obraz. Przebieg jest identyczny, jakby ktoś wcisnął przycisk na projektorze i puścił od nowa film. Nie ma w nim żadnej myśli, jest tylko ciężarem ciała, jest wzrokiem wpuszczonym w przestrzeń, jest kłębem nici oddechów. Światło, które obmywa salę operacyjną wydaje się trupio blade; dociera na nią umyty, drzwi ustępują przed nim, wydając niemrawy szmer. Podchodzi w kierunku ciała, nie wkłada żadnych rękawic, nie pozwala zakleszczyć się fartuchem. Wyrywa w jednej chwili ze stołu instrumentariuszki największe ostre narzędzie, jakie jest w stanie znaleźć i wbija w podatny brzuch. Słyszy, jak inni krzyczą, ale nie może przestać.
Nie
Nigdy na pierwszym miejscu nie robisz tego dla innych. Nie wiesz, czym jest niezwykłe oraz niemal biblijne powołanie. Robisz to w dużej mierze dlatego, bo może posklejać chaos. Robisz to, bo inaczej...
Obudzi się z przerażeniem, dysząc przez chwilę ciężko jak nędzny, przegrzany pies. Wystrzeli przed siebie dłonią po omacku i włączy niewielką lampkę, wyczekującą niemal posłusznie na ten moment… i zacznie przytomnieć w drobnej, pełgającej poświacie rozchodzącej się z wyspy szafki nocnej. Zakrztusi się i wysunie spod pogniecionej kołdry. Co znowu jest z nim nie tak? W myślach zobaczy krew. Przez większość swojego życia widzi krew i wnętrzności poskręcane jak niezliczone, wymowne znaki zapytania. Nie umie nic odpowiedzieć. Możliwe, że wciąż nie dorósł, a rusztowanie ciała wezbrało, rozpraszając się niczym niewłaściwie dobrana marynarka. Wnętrze jest takie samo. Nic się w nim nie zmieniło; możliwe, że wciąż nie dorósł, że nosił ciężar przeszłości, kosmate, warczące zwierzę szczerzące perłowe sople swoich kłów. Po części był nadal chłopcem z niewielkiego miasteczka, który chciał je opuścić zamknięty w klatce splecionych ciasno znajomości, w warkoczach licznych pogłosek i stwierdzeń jakie powściągliwie muskały jego plecy. Pamiętał moment, w którym zaatakował tamtego dzieciaka z klasy kiedy zaczął wyśmiewać jego matkę; rozdzielono ich siłą, a on wie dobrze do dzisiaj, że byłby w stanie to zrobić, gdyby rzeczywiście nie zdołali ich rozdzielić, dokończyłby to, nie słuchając próśb wyrzuconych spomiędzy spuchniętych warg. Nigdy nie chciał być słaby; ludzie myśleli, że stawał w obronie innych podczas przeróżnych bójek, ale to nie jest prawda, bo robił to mając tylko na względzie samego siebie; ten gniew sterujący nim sprawiał, że zachowywał się dokładnie w taki sposób. Dopiero, gdy uświadomił sobie, jak mogło się to zakończyć, wydawał się oprzytomnieć. Spłoszony pod wpływem własnej impulsywności rozpoczął pracę nad sobą. Ukrywał się, tworzył maski. Przykładał się do nauki, uzyskał różne stypendia, zakończył wstępne kształcenie. W świecie, który wymagał oschłej decyzyjności nad polem operacyjnym, który tętnił od przekleństw i tłumionego pod skórą niepokoju, wydawał się tworzyć zgodną, wspaniale dobraną całość. Mógł być kimś innym, choć tak naprawdę nie przeżył nawrócenia.
Tkwił dalej w tym samym miejscu.
Narzucił tylko łańcuchy.
- jest znany z kilku rzeczy w szpitalu; po pierwsze, że nie należy do najmilszych osób na jakie można się natknąć na jego korytarzach, podobnie jak wiele zabiegowców potrafi skracać dystans w relacjach międzyludzkich, ma szorstkie, mało wybredne poczucie humoru i frustruje się przy najmniejszych opóźnieniach. Po drugie, że przynosi nieszczęście, bo na jego dyżurach zazwyczaj dzieje się bardzo dużo. Po trzecie, że nie boi się pracy i nie odkłada zabiegów operacyjnych, nie boi się brać na siebie odpowiedzialności
- nigdy nie opowiada o wspomnieniach z dzieciństwa. Pochodzi z rodziny obciążonej genetycznie chorobami przewlekłymi. Jego matka zmaga się z agresywną postacią łuszczycy skóry i stawów. Wychowywała go samotnie. Nigdy nie mogła liczyć na zrozumienie sąsiadów i rówieśników; śmiała się czasami, że są po prostu przeklęci i muszą się z tym faktem pogodzić. Kiedy miał kilka lat, również zdiagnozowano u niego łuszczycę skóry, ale w łagodnej formie. Jeśli tylko ma zmiany, stara się je możliwie najszybciej leczyć i zakrywać. Boi się, że na pewnym etapie choroba zajmie mu stawy i przekreśli jego plany zawodowe. Popada czasem w paranoję, dopatrując się bólu swoich rąk, obrzęku, sztywności palców. Sumiennie dba o paznokcie
- nie powinien, ale i tak pali papierosy, chociaż twierdzi, że stara się ograniczać ich ilość do maksymalnie kilku dziennie
- można odnieść wrażenie że jakby na przekór postrzeganiu rodzinnego schorzenia jako czynnika który tylko oszpeca, zajmuje się hodowlą gadów. W jego mieszkaniu znajduje się kilka terrariów, którym poświęca dużą część swojego wolnego czasu
- interesuje się literaturą. Ma talent do rysowania, choć ogranicza to zazwyczaj do kilku luźnych, komiksowych szkiców wciśniętych w gardło szuflady
- w przeszłości trenował boks. Obecnie regularnie spędza czas na siłowni; stara się dbać o swoje zdrowie i sylwetkę
