
Prywatna szkoła okazała się być dla niej odskocznią. Tam zaczęła rozmawiać z innymi, wychylając się znad notatnika. Pierwszy raz zaczęła uciekać z rodzinnego domu, by spotkać się z chłopakiem, by plotkować z przyjaciółkami. To był dla niej prawdziwy szok. Ludzie i relacje z nimi. Do dziś pamięta pierwsze kłótnie o ten sam kolor sukienki. Później? Przerwa. Wielki rok podróżowania za pieniądze ojca, aż do momentu powrotu do Meksyku.
Grupa mężczyzn wyszła z posiadłości. Znała ich, kojarzyła, a rozmowy nigdy nie były przyjemne. Czasami słyszała krzyki, ale za każdym razem je ignorowała. Jej ojciec był inny. Jeszcze bardziej zdystansowany, chłodny. Wyglądał, jakby właśnie zobaczył śmierć. Bez żadnego słowa wytłumaczenia oświadczył, że przeprowadza się do Toronto, by rozpocząć tam studia. Toronto? Dla Herres był to niezrozumiały zlepek słów, a wpadła w jeszcze większe apogeum rozpaczy, kiedy sprawdziła prognozę pogody. Śnieg? Mróz? Wiatr? Co ona miałaby tam zrobić? Chciała uciec, zbuntować się, ale groźba odcięcia od pieniędzy ojca była na tyle skuteczna, że znalazła się w Toronto i poszła na studia.
