-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Mayfield zaczął biec chyba najszybciej w swoim życiu aby obstawić flankę, wręcz pamiętał dokładnie zarys tego kto gdzie miał być, jak szybko mógł dotrzeć lub zmienić swoją pozycję. To nie tak, że chciał komuś chronić dupę, zamiast pilnować swojej ale jednak... On miał już swoje doświadczenie, nie które rzeczy umiał przewidzieć, tak samo jak od początku ten jeden samochód mu nie pasował do reszty. Dilerzy byli cwani, zawsze mieli kogoś na czuju, zawsze ktoś grzał silnik i tym razem było podobnie. Oprócz jednak samego auta ich szyby były odsunięte w ferworze całej akcji, ktoś strzelał na ślepo w kierunku całej ekipy, a kto tylko mógł chronił tyłek drugiej osobie. Jemu przypadła June, akurat w chwili gdy się przemieszczał chcąc przeciąć uliczkę, w którą pojazd miał wjechać chcąc im uciec. Wszystko trwało sekundy, może nawet i krócej - chociaż ciężko to stwierdzić w takiej sytuacji. Nie musiał może w nią wpadać aby się uchyliła, ale jednak zrobił to bo zawsze myślał o krok dalej, a skoro on czuł zagrożenie, to pewnie każdy inny na jego miejscu by to zrobił. Proste, skuteczne działanie.
Nie liczył na żadne podziękowanie, wręcz czuł wściekłość bijącą od kobiety gdy tylko wrócili na komendę, gdy rozbierali swoje kamizelki i odkładali sprzęt. Kamerka wyłączona, przeładowany pistolet i wszystko zdane na miejscu. Gdy na nią patrzył, uśmiechał się szelmowsko pod nosem po swojemu, tradycyjnie. Co z tego, że sama akcja nie poszła tak jak należy, a oni mieli tylko dziuplę z towarem bo reszta... zwiała. On i tak miał ten plusik, że znów zadziałał jak jakiś superhero.
- Nie wiem czy mam do Ciebie podchodzić. Wyglądasz jakbyś sama chciała mi władować kulkę. Czy to źle, że uratowałem Twój śliczny tyłek? Myślałaś, że wyskoczysz z pistoletem a oni się przed Tobą zatrzymają? - zapytał żartobliwie, lustrując ją wzrokiem gdy się tak poprawiała nieopodal szafek czy ogólnie jakiegoś miejsca, w którym to aktualnie wspólnie przebywali. Nie żeby coś ale Nate często myślał o jej zgrabnych czterech literach, które przewijały się czasem nieopodal jego biurka. Byłoby mu szkoda gdyby... ucierpiała. To, że była kobietą pewnie robiło większą różnicę bo łatwo można było wywnioskować skąd z jego strony taki gest, którego raczej nie skierowałby w stronę faceta gliniarza. To był mały szczegół robiący jednak strasznie dużą różnicę.
June Harrison
-
you don't own me, i'm not just one of your many toys.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W teorii plan był prosty. Tylko że praktycznie nigdy nic nie szło w stu procentach zgodnie z założeniami. Nieważne ile asów mieli w rękawie podczas akcji, ile różnych możliwych wersji zdarzeń - zawsze mogło przytrafić się coś, czego nie byli w stanie wcześniej przewidzieć.
Dość wcześnie zauważyła to samo, podejrzane auto i zdecydowała się przez to zwinnie zmienić pozycję, gdy tylko nadarzyła się ku temu odpowiednia okazja. Czekała, ukryta w bocznej alejce, zakładając, że to właśnie to jest najbardziej prawdopodobna droga ucieczki mężczyzn. June to nie głupia gęś, za jaką najwyraźniej uważał ją Nate - oczywiście, że nie zamierzała wyskakiwać nikomu przed maskę z pistoletem, licząc na to, że dilerzy wystraszą się i poddadzą! Miała jednak nadzieję, że uda jej się zatrzymać pojazd w inny sposób. Albo chociaż spowolnić.
Niestety,
Będąc już po wszystkim na komendzie, nie odezwała się ani słowem, dopóki jej nie zaczepił w szatni. Wolała trzymać się od niego z daleka; przynajmniej przez jakiś czas zachować dystans, zarówno dla dobra swojego, jak i Mayfielda. Potrzebowała ochłonąć i nie miała najmniejszej ochoty go widzieć. Nie potrzebowała kłopotów, a pewnie przysporzyła by ich sobie, gdyby nawrzucała starszemu od niej rangą inspektorowi, na co miała prawdziwie nieodpartą chęć.
Próbowała się uspokoić. Gryzła się w język, w myślach odliczając głębokie oddechy. Nie podziałało.
— Pierdolony bohater — trzaskając metalowymi drzwiami szafki, mruknęła do siebie pod nosem. Być może na tyle głośno, że był w stanie to usłyszeć - nie miała pojęcia i w sumie, w tamtym momencie, mało ją to obchodziło.
Była wściekła, a jego postawa w dalszym ciągu nie pomagała. Ten jego ton. Ten głupkowaty uśmieszek, który nie schodził mu z twarzy. Zerkała na niego w odbiciu lustra, rozpuszczając włosy ze starannego upięcia.
— Masz mnie za kretynkę — nie zapytała, a stwierdziła, po wysłuchaniu jego wywodu. Nie potrzebowała ratunku. Potrzebowała, by ktoś w końcu jej zaufał i pozwolił działać. Nie pomógł jej tym posunięciem, a przeszkodził. Kto wie, gdyby nie to, być może cała akcja zakończyła by się inaczej i udałoby się zdobyć coś więcej, niż tylko towar.
To jednak nie był jedyny i najważniejszy powód jej irytacji. Znacznie bardziej zdenerwowała ją świadomość, że nie zachowałby się w ten sposób, gdyby była mężczyzną, a to dla niej prawdziwy cios, jako że z podobnymi sytuacjami i uprzedzeniami musiała radzić sobie już od pierwszych dni pracy na tym posterunku. Nadal niestety bez zadowalających rezultatów.
— Niczego nie uratowałeś, a wręcz zjebałeś szansę na złapanie ich — to akurat nie do końca prawda, a Harrison w całej swojej złości zaczęła wyolbrzymiać jego winę — Miałabym ich, gdyby nie ty — dodała jeszcze, przeczesując palcami włosy i w końcu zwróciła się w jego stronę, by wbić w niego spojrzenie,
— Kolegom też tak słodzisz, Mayfield? — spytała, krzyżując ręce na piersiach — Dobrze ci radzę. Mnie i mój tyłek zostaw w spokoju.
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Mayfield był jaki był i miał swoje specyficzne podejście, radował się tym co widział, jak reagował i wciąż jak ten szczeniak, zawsze uśmiechał się nawet po akcji jak ta. To po prostu już był cały on - wariat kiedy potrzeba, gnojek gdy sytuacja wymaga, cham jak ktoś go wkurzy. Tutaj to ona była wyprowadzona z równowagi, trzask szafki tylko go w tym upewnił. Ale to było też coś co potrafił zrozumieć w przypadku młodszych od siebie, mniej doświadczonych policjantów. Liczyli na ten jeden złoty cel, sprawę która odmieni ich karierę, może nawet da jej dodatkowego kopa, ale to nie była też taka forma pracy. Policjantem trzeba być z głową i rozsądkiem, nie stawiać za tym za wszelką cenę rozwój czy karierę, tu chodziło bardziej o dobro ogólne, o dbanie o mieszkańców tego miasta. To na pewno miało do niej dojść, więc on sam aż takiego wielkiego kazania nie zamierzał jej wygłaszać, na pewno nie dziś.
- Nie. Mam Cię za policjantkę z potencjałem. Ale musisz jeszcze trochę się nauczyć i przeżyć. Dzisiaj wydaje Ci się to głupie i masz mnie za pojebusa - innego dnia wrócisz do mnie i podziękujesz za coś takiego jak dziś. - stwierdził delikatnie, dalej się uśmiechając szeroko i roztaczając swoją aurę. Powinna się cieszyć, że był wobec niej... ciepły? Nathaniel potrafił zachowywać się jak skurwysyn, jak dzicz i inne tego typu ogólniki, o czym pewnie miała posłuch i co nieco wiedziała. Dlatego ta wersja powinna jej bardziej odpowiadać, nawet jeśli to było z lekka seksistowskie?
- Gdyby nie Ty, nie miałbym siniaka, złotko. - rzucił, rozpinając swoją koszulę by ocenić jak tam jego bok, w który nieźle przydzwonił. To nic, że robił tutaj jakiś pierdolony striptiz obok niej, chociaż fakt - na nią uwagi nie zwracał, bardziej przeglądał się w lustrze jak jakiś zadufany w sobie narcyzm. Po chwili jednak ogarnął się i pozapinał ładnie, poprawiając swoje nieco zmierzchwione włosy.
- Właśnie nikomu tak nie słodzę, powinnaś być dumna z siebie. Myślisz, że kto pomógł Cię wkręcić w tą akcję albo kto coś delikatnie zasugerował? - mruknął, zamykając zaraz swoją szafkę z której wyciągnął kilka brudów i swoją sportową torbę. Na dzisiaj miał mieć już w teorii fajrant, a przynajmniej do momentu aż nie dostanie gorącego telefonu z centrali, że znów coś mają. Ale ci...
- Ten tyłek Ci słuchaj pomaga jakby nie patrzeć, chociaż jest cholernie rozpraszający.. chwilami. Ale zamykając jego temat, chcę dla Ciebie dobrze. Chcę przekazać swoje tajniki jakiejś rozsądnej osobie na tym kurwidołku, mogłabyś być więc trochę milsza.. - nie zrobił miny urażonego misia, który był łasy w tym przypadku na nią jak na miodek, ale bez przesady też. Nie chciał walić jej kolejnych tekstów bo obawiał się, że jednak coś nieco ćwiczy po godzinach i może sprzedać mu limo do kolekcji. Tak czy inaczej jarał się tym, że mógł się z nią podroczyć, to miła odskocznia po akcji z wybuchami czy kulami latającym obok uszów. Nathaniel Mayfield jednak kochał różnorodność w tym nędznym życiu.
June Harrison
-
you don't own me, i'm not just one of your many toys.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Bez przesady. Podziękowań to się nigdy nie doczekasz — mruknęła, nie spuszczając z niego wzroku, z rękami wciąż skrzyżowanymi na piersiach. Słuchając go, próbowała zachować kamienną twarz, jednak mimika z każdym jego słowem zaczęła powoli wymykać się spod jej kontroli. Zmarszczyła czoło.
Jego pogodnej miny i spokojnego tonu głosu nie odbierała jako ciepło i sympatię. Sam był sobie winien. Przez to co mówił, czy przez to jak na nią patrzył, dopatrywała się w jego zachowaniu i słowach drugiego dna. Miała go za zarozumiałego dupka, który pod pozorem troski, potraktował ją lekceważąco. Widziała w jego uśmiechu wyższość, pobłażanie. To, w połączeniu z niewybrednymi komentarzami, tworzyło niebezpieczną mieszankę, która działała na nią jak płachta na byka.
— Sam się o to prosiłeś — rzuciła chłodno, wzruszając ramionami i nie odwróciła wzroku, gdy rozpinał przed nią koszulę, by ocenić obrażenia. W końcu jednak wywróciła oczami, gdy już trochę zbyt długo podziwiał w lustrze swoje ciało.
— Czasami naprawdę powinieneś ugryźć się w język — zwróciła uwagę, choć i tak była pewna, że puścił to mimo uszu — Raz jeszcze - nie potrzebuję twojej litości ani pomocy. Do tej pory radziłam sobie bez twoich wspaniałomyślnych sugestii do przełożonych i dalej też się obejdzie, więc daruj sobie.
Nic do niego nie docierało. Każdy kolejny tekst utwierdzał ją w przekonaniu, że nie mogła zrobić ani powiedzieć niczego, co by go powstrzymało. Mogła jedynie zacząć go skuteczniej niż do tej pory unikać. Ewentualnie nauczyć się z tym żyć, ale to akurat nie wchodziło w grę. Słuchając jego „mądrości”, miała ochotę palnąć sobie z otwartej dłoni w czoło. Albo przyłożyć jemu. Tak, to zdecydowanie przyjemniejsza wizja.
— Jeszcze jedna taka odzywka i przysięgam, Mayfield, rozproszy cię mój prawy sierpowy — warknęła, opuszczając dłonie, które natychmiast zacisnęły się w pięści. Oczywiście, że nie miała zamiaru go uderzyć - nie mogło się to przecież dobrze dla niej skończyć. Pokusa była jednak silna.
— Może byłabym milsza, gdybyś nie był taką świnią i gdybyś okazywał mi choć trochę szacunku. Na to nie wpadłeś, co? — rozluźniła się nieco, ciężko wzdychając. Nie czekając na jego odpowiedź, pokręciła głową i znów odwróciła się do niego plecami, by spakować leżąca na ławce torbę — Spadam, zanim się tu pożremy — dodała ciszej. W przeciwieństwie do niego, nie czerpała ani przyjemności ani satysfakcji z tej wymiany zdań. Lubiła się czasem droczyć, jednak ich relacji w ten sposób nie postrzegała. Wystarczyła jedna akcja, by kompletnie wytrącił ją z równowagi i to również jej się nie podobało. Irytował ją. Wkurwiał. Jak nikt inny na świecie.
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
- Nie zjebałem Cię od góry do dołu, nie krzyczałem i nie darłem się, chociaż mogłem. Jestem nad wyraz dobry i cierpliwy, ale Twoje ego.. - rzucił nieco mocniej i oskarżycielsko, a to wywrócenie oczami świadczyło, że chyba odpuści sobie bycie miłym i grzecznym. Czy to źle, że naprawdę chciał jej pomóc w karierze, pokierować w taki sposób aby wybiła się spośród innych policjantów? Poniekąd kierowała nim sympatia do niej, a z drugiej strony zaś po prostu sam szukał kogoś kto zajmie drugie miejsce, stworzy z nim duet. Od jakiegoś czasu pracował głównie jako samotny strzelec, ale fakt - potrzebował kogoś kto czasem go zgasi, trochę uspokoi czy przynajmniej ochroni mu plecy. To nie tak, że był niezniszczalny bo nie był - o tym choćby świadczył siniak, którego dotknięcie nieco go zabolało ale nie dał po sobie tego poznać, tryb maczo. Zresztą świadomy był, że wciąż na niego patrzy czy zerka, więc małe przedstawienie jej zrobił, czemu by nie.
- Jesteś dziwna, serio. Każdy inny policjant by się cieszył ze wsparcia inspektora, rozumiem że Tobie to koło tyłka lata. Tylko pamiętaj, że moja oferta ma datę ważności, następnym razem nie będę miły. Będę suchy i gówno mnie będzie obchodzić, że dziewczynka chce dołączyć do zabawy chłopców. - odburknął, nieco mocniej trzaskając szafką gdy się już ubrał, poprawił koszulę i mankiety. Cholernie nie podobało mu się to jak odbiera jego intencję, bo jednak mimo wszystko był dobrym człowiekiem, może aura i historie o nim krążące trochę popsuły mu PR i stąd, działa więcej w ostatnim czasie sam.
Powstrzymał się jednak i zostawiając torbę zwrócił się do niej aby podejść bliżej, zmniejszyć dystans i spojrzeć jej w oczy, nieco bardziej mrocznymi swoimi, co miało jakiś pewnie dziwny wydźwięk.
- Wkurzona June, seksowna June. A tak poważnie, może faktycznie urządzimy sobie jakiś sparing. Dam Ci się pobić za darmo i wyżyjesz się ile będziesz chciała, co? Zainteresowałaś mnie tym sierpowym, a po za tym to będzie taka czysta rywalizacja. Może dam Ci potem już spokój. - widział te pięści kątem oka ale nic sobie z tego do końca nie zrobił, wręcz uśmiechnął się w momencie, kontrolując swoje własne emocje. Ona miała problem? No cóż, może powinna poćwiczyć.
- Mam do Ciebie szacunek, inaczej nie dałbym Ci szansy w ogóle wziąć udział w tej akcji. Poz tym robię casting na partnera. Mam dość roboty samemu, nie umiem już pokryć własnych pleców za każdym razem. Przydałby się ktoś odpowiedzialny. Jestem inspektorem więc w teorii dają mi trochę wolną rękę w wyborze. - postanowił wywalić to otwarcie, kawa na ławę. To już w Harrison rękach czy to przyjmie do wiadomości czy też nie. Zgadywał, że nie obchodziło ją to za bardzo, miała go dość a jej postawa tylko to sugerowała z każdą kolejną minutą wspólną, którą mieli w tym samym pomieszczeniu. Nie chciał jej prosić czy cokolwiek, to była lużna informacja rzucona w eter, kwestia do zastanowienia czy lepiej się boczyć i obrażać jak dziecko czy może postawić na naukę i jakiś awans w karierze. Przy jego boku mogłaby to osiągnąć, tak myślał. - Boisz się mnie czy swoich odruchów? - igrał z ogniem, że naprawdę dostanie w twarz ale co tam, był ciekawy czy wybierze ucieczkę czy chociażby spróbuje wejść w jego grę. On już jej oferował swoje, to jej pozostawało zasądzić czy chce mieć cokolwiek wspólnego z inspektorem Nathanielem Mayfieldem.
June Harrison
-
you don't own me, i'm not just one of your many toys.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zdecydowanie obrał złą taktykę.
—Och, ludzki pan! — rzuciła sarkastycznie, po czym pokręciła głową z cichym parsknięciem, słysząc jak wypomniał jej przerośnięte ego. Co to to nie! Aż chciałoby się rzec „chyba ty”, bo naprawdę w życiu nie spotkała nikogo, kto byłby aż tak zadufany w sobie, ale nie chciała zniżać się do poziomu tak słabych „argumentów”.
— Czy ty się słyszysz w ogóle? — spytała już nieco ciszej, panując znów nad swoim tonem głosu. Miała znów ochotę go wyśmiać, a w szczególności fakt, że nazywał to wszystko wsparciem. Nie potrafiła dostrzec w nim dobrych intencji, gdy w jednym momencie twierdził, że chciałby jej pomóc, a za chwilę znowu z niej kpił, mówiąc że jest dziwna czy rzucając durny tekst o chęci “dołączenia do zabawy chłopców”. Czyżby naprawdę sądził, że wywyższanie się to solidny fundament do stworzenia z nią duetu i mentorowania jej?
Moja oferta ma datę ważności.
Przygryzła wnętrze policzka, obserwując jak zmniejszał między nimi dystans. Przyszła chwila zawahania. W jej głowie przewinęła się myśl, że być może skreślała szansę życia z powodu błahostki, jednak wiedziała, że na dłuższą metę nie będzie potrafiła w spokoju znosić jego zachowania.
— Dasz się pobić? Masz jakieś masochistyczne zapędy, czy coś? — spytała, trochę rozbawiona, patrząc pewnie prosto w jego oczy. Nie rozumiała czemu nagle stanął tak blisko niej, ale nie cofnęła się, nie chcąc dać mu satysfakcji z poczucia, że zdołał ją onieśmielić. — Miałam już kilka takich propozycji i dziwnym trafem za każdym razem okazywało się, że to tylko podpucha, żeby położyć na mnie łapska. Coś mi się wydaje, że w tym przypadku nie jest inaczej — mruknęła przesuwając powoli spojrzenie w dół, by po chwili powrócić wzrokiem do jego tęczówek —Chyba, że potrafisz spojrzeć mi w oczy i powiedzieć, że nie masz ochoty mnie przelecieć. Wtedy się zgodzę. — wzruszyła ramionami i uniosła brew, jakby naprawdę rzucała mu wyzwanie —No, dawaj. Tylko otrzyj najpierw ślinę. Niech to chociaż wygląda przekonująco! — po chwili ciszy i napięcia znów parsknęła cichym śmiechem i potrząsnęła głową, w końcu się od niego odsuwając pod pretekstem zgarnięcia swojej torby. Zarzucając ją na ramię, ostatni raz spojrzała w lustro i od razu poprawiła włosy.
— A tak poważnie, Nate, to wątpię, że nadaję się do tego twojego… castingu. — wyznała z cichym westchnieniem — I nie mówię tego dlatego, że się czegokolwiek boję czy wątpię w swoje umiejętności, bo tak nie jest. Po prostu… — zrobiła krótką pauzę, szukając odpowiednich słów — …po prostu wiem, że to nie ma prawa zadziałać. Współpraca nam się nie uda.
Harrison chciała się rozwijać i uczyć od najlepszych, ale nie za wszelką cenę. Nie byliby dobraną parą i raczej nie musiała mu tego tłumaczyć, sam powinien to już po tym jednym dniu dostrzec.
— Weź sobie do zabawy chłopca. Najlepiej takiego, który nie będzie strzelał fochów, a wręcz przeciwnie - będzie całować cię po stopach za możliwość bycia przez ciebie gnojonym. Ja nie jestem tą osobą. To nie mnie szukasz. — wyjaśniła dość dosadnie i nadal lekko zaintrygowana jego wcześniejszym pytaniem, odwróciła się znów w jego stronę, by na niego spojrzeć. — Dlaczego miałabym się ciebie bać?
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Pomijając ten wywód, on sam nie wiedział chyba do końca bo by od niej chciał, czy było to czyste przekonanie, że się nadaje czy może jednak ta słabość, piękna i zgrabna kobieta - jedna z tych, które zapadały w pamięci, mieszały w głowie. Słysząc jej słowa gdy podszedł bliżej, faktycznie rozważał ile w nich prawdy, kręcił głową ze zrozumieniem, wiercił butem niewidzialnego papierosa po podłodze. Jako glina miał już kilka akcji pod przykrywką, umiał dobrać emocje i słowa do sytuacji, zagrać na tyle aby być przekonującym. Dlatego też gdy uniósł na nią wzrok i wyprostował barki, mogła zauważyć zmianę w nim, ciemniejszy wzrok i powaga a także ten chłód, którym raczył wiele ludzi na komendzie. Nie był przekonujący w tym co powie? Trudno, dla niego to było w sumie obojętne czy mu uwierzy czy nie.
- Policjantko Harrison.. na komendzie myślę tylko o pracy i wykonywaniu swoich zadań. Jestem profesjonalny w tym co robię. Po za tym...honey... - zaczął, opierając swoje dłonie na biodrach, wbijając przy tym w nią swoje spojrzenie i całą gammę różnych emocji, które były jedną wielką mieszanką. ... nie jesteś w moim typie i nie mam chęci Cie przelecieć. A jeśli już się to wydarzy to jedynie dlatego, że sama mnie o to poprosisz. Tutaj na komendzie jestem jakby nie patrzeć nad Tobą, czy kiedyś skończę pod? Wątpię. Więc chyba mamy jasność, że T O się nie wydarzy. - stwierdził po chwili analizy i jakiegoś udawanego zamyślenia. No te słowa brzmiały w jego ustach dobitnie, cała postura jaką przyjął wydawała się mówić prawdę. Czy na pewno tak myślał? Nie do końca, ale skoro już rzucił wyzwanie takie a nie inne, więcej zabawy dla niego.
- Ahhh.. i nie. To nie zapędy. Po prostu mam czasami dość sparowania z samymi facetami, chciałbym poprawić umiejętności w konfrontacjach z kobietami.. - to akurat było mocno ważne i przydatne, aby czasami w bezpieczny sposób rozpracować jakąś kobietę właśnie, bez wyrządzenia jej krzywdy ponad stan. Sam Mayfield ostatnie odsunął się aby zarzucić własną torbę na ramię, poprawić także skórzaną czarną kurtkę, którą na siebie narzucił w międzyczasie szykując się także do wyjścia.
- Po zastanowieniu też uważam, że się nie uda. Nie lubisz mnie i nie pewnie moich działań i tak nie będziesz pochwalać. Po za tym ciągłe chronienie Ci tyłka.. - nie mógł nie wrócić do tematu ale tym razem zaśmiał się mocniej, jak normalny spoko gość, który tylko się drażni, troszkę droczy. Nie chciał jednak dostać od niej więc odsunął się i zrobił jej przestrzeń aby wyszła pierwsza, chociaż fakt - i tak podążali na parking w tym samym kierunku więc.
- Nie wiem. Mam wrażenie, że boisz się mnie i tej współpracy. Nie chcę jednak sugerować, że to przez mój urok bo znów uznasz mnie za narcystycznego dupka. Ale fakt.. czasami wiem co o mnie gadają inni i znam plotki. Przez to ciężko mi znaleźć kogoś do współpracy.. - miał dodać ckliwy tekst o tym, że się starzeje i już nie wydaje pracować solo ale powstrzymał się. Nie chciała i dała mu do zrozumienia, nie będzie się prosił i płaszczył, hasło nie rozumiał doskonale i nie zamierzał z tym walczyć.
June Harrison
-
you don't own me, i'm not just one of your many toys.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Harrison jednak, przyzwyczajona do głupich, szowinistycznych zagrywek swoich kolegów po fachu, zaczynała we wszystkim dopatrywać się podstępu, drugiego dna. Złe doświadczenia sprawiły, że przestała ufać temu, że ktoś mógł mieć dobre intencje. W dodatku Mayfield na pewno nie pomógł sobie tym w jaki sposób próbował rozluźnić atmosferę. Nawet jeśli miały być to żarty, to zdaniem June - zdecydowanie nie na miejscu. Takie spoufalanie się nie przystoi inspektorowi. Z dwojga złego, wolała chłód - ten wydawał się bardziej profesjonalny.
Cofnęła się lekko, gdy się wyprostował, a kąciki jej ust powoli uniosły się do góry. To jasne, że nie wierzyła w żadne wypowiedziane przez niego słowo w tamtym momencie, ale przyjęła jego wywód skinieniem głowy. Mówił dokładnie to co chciała usłyszeć i choć wiedziała, że Nathaniel mija się z prawdą, postanowiła nie drążyć już tego tematu i nie wbijać kija w mrowisko, drocząc się z nim niepotrzebnie.
— Już sobie tak nie schlebiaj. I nie martw się, nigdy się nic między nami nie wydarzy — potwierdziła, nadal z lekkim uśmiechem — O nic cię nie poproszę. Prędzej świnie zaczną latać — dodała jeszcze, by nie miał już żadnych wątpliwości. Jego pewność siebie potrafiła być irytująca.
Zatrzymując się w wejściu do szatni, jeszcze przez chwilę go obserwowała. Tak naprawdę nie widziała powodu dla którego miała odmówić wspólnego sparingu. Nate co prawda był wkurzający, ale z drugiej strony raczej niegroźny. Mógł gadać głupoty, ale tak naprawdę to nie podejrzewała go o to, że zachowałby się tak obleśnie jak na przykład Baker, który najpierw próbował wszystkich sposobów, by się do niej zbliżyć, a potem, gdy dostał już kosza, usiłował zniszczyć jej karierę.
Otworzyła już usta, by coś powiedzieć, gdy Nathaniel nagle znów zabrał głos. Wypuszczając głośno powietrze z płuc, znów pokiwała głową twierdząco.
To się nie uda.
— Skąd to przekonanie, że musiałbyś mnie nieustannie chronić? Takie gadanie tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nigdy nie potraktujesz mnie jak równego sobie. — oznajmiła spokojnie i uniosła brew. — Czy może się mylę? W dodatku mi nie ufasz. Wydaje mi się, że to dwie dość istotne kwestie dla dobrego partnerstwa. — była prawie pewna, że Nate swoją propozycję zaraz obróci w żart, by to wszystko odkręcić i przy okazji jej dopiec. Oczami wyobraźni już widziała jego kpiący uśmieszek, gdy mówi jej „myślałaś, że to na poważnie?”. Oczekując jego reakcji, przygryzła nerwowo wargę i gdy już zabrał swoje rzeczy, skierowała swój powolny krok ku wyjściu z komendy.
Jego kolejna wypowiedź sprawiła, że Harrison zrzedła mina. Nie, nie zrobiło się jej go żal. Nie miała wyrzutów sumienia. Jednak z pewnością mogła przyznać to, że akurat w kwestii plotek aż nazbyt dobrze go rozumiała. Na jej temat też krążyły różne historie - w większości totalnie wyssane z palca. Wiedziała jak to jest, szczególnie gdy nie ma się wpływu na to co o tobie gadają.
— Tak już jest. Ludzie zawsze gadali i będą gadać. Lepiej chyba pracować z pojedynkę, niż być zmuszonym do roboty z kimś, kto łyka te brednie. — przyznała, dając równocześnie do zrozumienia, że ona się do tych osób nie zaliczała.
— Bycie twoim partnerem może nie jest mi pisane, ale myślę, że wspólne ćwiczenia nam nie zaszkodzą. — odezwała się, gdy przystanęli na chwilę przy jego aucie. — O ile propozycja nadal jest aktualna.
Nathaniel Mayfield