ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

006.
czasy licealne
Możliwość nauczenia się czegoś nowego zawsze ekscytowała Dianę. I to nie tylko w czasach obecnych, ale również i w przeszłości. Wtedy miała w sobie jeszcze swego rodzaju nieśmiałość, a nawet lekką obawę przed tym, co mogą pomyśleć o niej inni. Jej odporność na ludzką krytykę i przytyki dopiero się budowała, co prawda powoli, ale skutecznie. Najlepszym efektem może popisać się dopiero w dalekiej przyszłości, lecz sama droga z pewnością była dla niej równie wartościowa co rezultaty.
Nie od początku pasjonowała się końmi, choć od zawsze te zwierzęta zdawały się być dla niej na swój sposób wyjątkowe. Jeźdźców uważała za naprawdę interesujących, a nawet dość tajemniczych. Często dumała nad tym, jak musieli się czuć na konnym grzbiecie. Szczęśliwi? Wolni? Spragnieni przygody? Nie mogła nie przyznać, że konie prawie zawsze kojarzyły jej się z amerykańskimi westernami czy serialami opartymi na czasach średniowiecznych. Było to coś, czego nie znała i dość ciężko było jej sobie wyobrazić cokolwiek z tym związane, zwłaszcza bez udziału odczucia tego samego na własnej skórze.
To również popchnęło ją w kierunku zapisania się na zajęcia do szkółki jazdy.
Jej nowy, spontaniczny cel szybko uzyskał aprobatę rodziców. Carissoni była dobrą uczennicą, więc był to idealny pomysł w ramach nagrody za wzorowe wyniki w szkole. Poza tańcem próbowała wielu rzeczy, ale bezustannie brakowało jej wrażeń. Jazda konna była przy tym czymś nowym, a dodatkowo nieco odstającym od reszty. W trakcie przygotowań i przeglądania wstępnych informacji o jeździectwie jej zapał tylko się pogłębiał, przez co naprawdę nie mogła doczekać się pierwszych lekcji. Jedyne, czego mogła się obawiać, to dość restrykcyjnych instruktorów. Zróżnicowanie wśród nauczycieli często przyprawiało ją o gęsią skórkę, choć nigdy właściwie nie miała się czego bać. Jej najgorszym bossem do tej pory była nauczycielka baletu z dzieciństwa, którą ciężko było przebić pod tym względem.
Tata przywiózł ją na miejsce na umówioną godzinę. Przy wysiadaniu z pojazdu blondynka czuła, jak serce bije jej nieco mocniej na samą myśl o czymś, czego jeszcze nie znała. Wzrokiem zlustrowała całą scenerię, chłonąc nieco mniej miejski klimat i szeroko rozpościerający się krajobraz. To miejsce było inne. Czuła to od samego początku. To tylko skłoniło ją do skierowania swoich energicznych kroków w kierunku stajni, gdzie miał oczekiwać na nią instruktor bądź instruktorka. Wiatr mierzwił jej niesforne włosy, często zasłaniając jej widok. Doszła do wniosku, że chyba jednak będzie musiała użyć jednej ze swoich scrunchies, żeby ogarnąć cały ten rozgardiasz na swojej głowie. Ale to za chwilę.
Weszła do środka, trochę siłując się z drzwiami. W środku, poza rżeniem koni i skrobaniem kopyt o ziemię, nie słyszała właściwie niczego. W nozdrza uderzył ją specyficzny zapach, który od razu powiązała ze stajnią. Nie miała nigdy styczności z takim miejscem w przeszłości, ale potrafiła stwierdzić, że woń zdawała się pasować tu idealnie. Przystanęła tuż za drzwiami, trochę niepewnie kręcąc się w miejscu i w międzyczasie poprawiając włosy. Może była za wcześnie? Albo za późno? Ewentualnie była tylko jedną uczennicą na taką porę, a jej instruktor kręcił się gdzieś w pobliżu.
Um... Dzień dobry? — rzuciła z lekką obawą, nie za głośno by nie wystraszyć koni, ale i nie za cicho, by ktoś ostatecznie mógł ją usłyszeć.

Reece Covington
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
25 y/o
For good luck!
190 cm
Instruktor jazdy konnej what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003

Reece nigdy nie zastanawiał się, co właściwie czuł, siedząc na końskim grzbiecie. Od kiedy sięgał pamięcią, obcował z tymi majestatycznymi zwierzętami, a ich obecność w jego życiu stała się czymś naturalnym, a zarazem po prostu zwyczajnym. Nie analizował emocji, gdy pędził przez las; nie rozkładał ich na części ani w żaden sposób nie nazywał. Świat wokół zdawał się wtedy zwężać do tej jednej chwili, a on po prostu się wyłączał.
Matka była inna. Reece dostrzegał w niej pewną zależność, która ujawniała się zawsze wtedy, gdy życie zaczynało ją przytłaczać. W takich chwilach częściej siodłała konia i znikała na długie godziny. Robiła to szczególnie teraz, gdy kłótnie z Thomasem nabierały intensywności. Wcale nie był zdziwiony, że tego popołudnia znowu wybrała się na przejażdzkę. Poranek opiewał w kolejną awanturę z ojcem i najwyraźniej potrzebowała się wyciszyć.
Problem w tym widocznie zapomniała o tym, że miała umówioną kursantkę. Odkąd w ich domu zagościły kłótnie, Ha-Na bywała nieobecna myślami. Lawirowała w przestworzach i już niejednokrotnie pominęła zapisy.
Akurat oporządzał stajnię. Najpierw dorzucił koniom (było ich ośiem, nie licząc ciężarnej klaczy) świeżego siana, po czym, skryty za filarem, zajął się układaniem siodeł. Gdy usłyszał zgrzyt ciężkich drzwi, nawet nie wyjrzał zza drewnianej belki, przekonany, że to matka już wróciła. Chciał tylko szybko skończyć porządki i wrócić do domu, aby rozmówić się z siostrą, która bezczelnie ukradła mu dwie ulubione bluzy.
Problem w tym, że całkowicie obcy głos obiegł ściany stajni i mimowolnie zatrzymał swoje poczyniania, aby następnie wysunąć głowę zza filaru. Właściwie Reece nie był zdziwiony, że matka po raz kolejny pominęła spotkanie z kursantką. A jednocześnie zagościła w nim osobliwa domieszka niepokoju, gdy zdał sobie sprawę, że w szkółce nie było już żadnego innego instruktora.
Dzień dobry — odpowiedział z podobną niepewnością w głosie, co dziewczyna. Jeszcze wtedy, z tej odległości mierzącej całą długość stajni, nie dostrzegł w niej sylwetki koleżanki z klasy. Nieco opornie, zważywszy na prozkładane na podłodze siodła, wydostał się z wnęki, otrzezpał dłonie i ruszył w stronę gościa. — Przyszłaś na zajęcia? — Upewnił się.
W tamtej chwili zastanawiał się, co powinien zrobić. Od jakiegoś czasu szkółka miała nieco mniejszą liczbę uczestników, a zniechęcanie nowej kursantki przez brak obecności instruktorki, nie wpłynęłoby na dobrą opinię. Momentami zaczynało brakować im funduszy, więc matka niejednokrotnie czerpała pieniądze z prywatnych zasobów, co również denerwowało Thomasa.
Z drugiej strony Ree był za młody, aby mentorować kogokolwiek, chociaż jego umiejętności, dorównywały umiejętnością Ha-Ny.
Westchnął, kątem oka patrząc na stary zegar, wiszący na kolejnym filarze stajni. Kobiety nie było już trzy godziny, co znaczyło, że prawdopodobnie niedługo wróci. Mógł przynajmniej zacząć objaśniać podstawy zachowania. Tyle mógł zrobić; potaknął sam sobie.
Jestem... — zaczął, jednak w momencie, w którym przerzucił spojrzenie z zegara na dziewczynę, a odległość między nimi stała się dużo mniejsza, zdał sobie sprawę, że się znali. Wówczas trochę się rozluźnił. — Słuchaj... — Zawahał się i niezgrabnie podrapał się po głowie. — Moja mama prowadzi tę szkółkę, ale właściwie coś jej wypadło. Jeżeli chcesz, to mogę cię na razie oprowadzić i przedstawić konie. Możemy też któregoś wybrać i pokażę ci jak go osiodłać. Mama powinna w tym czasie wrócić.
Nie był do końca przekonany, czy tak rzeczywiście się stanie, ale chciał wierzyć, że miał rację. Uśmiechnął się delikatnie, trochę nieśmiało, trochę zawadiacko i sugestywnie wskazał ręką na wnętrze stajni, jakby zachęcając Dianę do przystania na tę propozycję.

Diana Carissoni
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bez względu na to czy jazda konna miała dać Dianie jakieś wyjątkowe uczucie czy też nie, doświadczenie czegoś innego było dla niej interesujące samo w sobie. I tak szczerze wątpiła, by cokolwiek przebiło u niej taniec czy muzykę samą w sobie. Była jeszcze nastolatką, której rodzice od kilku lat powtarzali, że pewnie zaraz jej się to znudzi i znajdzie sobie inne zajęcie. Trwało to jednak już na tyle długo, że jej rodzina zaczynała zdawać sobie sprawę, że słowa powoli przeistaczają się jedynie w drobne żarciki.
Dużo jednak mówiło się już o tym, by wreszcie znalazła sobie chłopaka. Jej starsze rodzeństwo w jej wieku już tam kogoś przyprowadzało, ale ona jak dotąd tkwiła w tej swojej tanecznej bańce, a także z nosem w książkach. To i tak był luz, ale nastolatka w tym wieku, której zainteresowaniem zdecydowanie nie byli chłopcy, trochę była zirytowana komentarzami na ten temat. To i tak było lepsze niż kłócący się rodzice. Jej dom był kochający, praktycznie bezproblemowy, jedynie z okazjonalnymi wtrąceniami właśnie w postaci bardziej przyziemnych spraw, które ją jeszcze nie interesowały. Diana była całkiem dojrzała jak na swój wiek, stąd też miała świadomość, że na wszystko przyjdzie czas. A kto wie, może jej rodzice też chętniej zgodzili się na realizację jej jeździeckiego wyzwania, wiedząc że może wśród innych kursantów spotka kogoś, z kim bardziej się polubi.
Tyle, że stajnia ziała pustkami. Tylko konie zdawały się być tutaj żywymi istotami poza nią, choć wkrótce dostrzegła czubek czyjejś głowy wystający zza filaru. Zmrużyła oczy, próbując wybadać z kim ma do czynienia, natomiast z takiej pozycji niewiele mogła stwierdzić. Dopiero gdy chłopak wyszedł jej naprzeciw, rozpoznała coś znajomego w jego twarzy. Potrzebowała jednak dłuższej chwili, by rozpoznać w nim kogoś, z kim uczęszczała na te same zajęcia w szkole.
Eee… Tak. Czy je przegapiłam? Bo nikogo nie ma... — podrapała się z zakłopotaniem po podbródku, rozglądając się dookoła. Wiedziała, że chłopak na pewno nie był instruktorem, skoro chodził z nią do szkoły. A propos tego… Zmrużyła nieco oczy, przyglądając mu się lepiej. Teraz wiedziała, kto stał tuż przed nią. W życiu nie powiązałaby go z okoliczną stajnią. Może nie znała go na tyle dobrze, ale mogła bez ogródek stwierdzić, że Reece i koń pasowali jej jak wół do karety. Nie było to natomiast wielkie zaskoczenie, bo zdarzały jej się już przypadki, gdzie ktoś okazywał się być kompletnie inny niż prezentował się w szkole.
Choć czuła się niepewnie, cierpliwie czekała na odpowiedź i wyjaśnienia chłopaka. Nawet, jeśli miała za chwilę zmierzyć się z zażenowaniem związanym z własnym spóźnieniem. A może pomyliła dni? Ale taką datę przekazali jej rodzice. Hm, dziwne.
Wyprostowała się od razu, gdy chłopak przemówił ponownie, lecz jej brwi zbiegły się niemalże od razu. Dostrzegła, że był widocznie niepewny. Nie miała bladego pojęcia, dlaczego wydawał się być nieco skrępowany, ale nie chciała do tego dokładać kolejnej cegiełki. Nie była tym typem osoby.
Och. — wyjaśnienia były dla niej trochę zaskakujące, co było dobrze widoczne po nagłej zmianie w jej mimice. Od razu jednak pokiwała głową, nie chcąc nikogo niepotrzebnie stresować. — Oczywiście, nie widzę problemu. Możemy tak zrobić. — co prawda przystała na propozycję, ale w jej głowie zaczęło się pojawiać trochę wątpliwości. Niby był to chłopak z jej klasy, natomiast jej licealni koledzy i koleżanki nie byli dla niej jacyś szczególnie bliscy. Miała parę wybiórczych znajomości, ale to tyle. Zwyczajnie nie wiedziała czego mogła się spodziewać, ale skoro przyjechała tutaj na zajęcia… Raczej nic poza końmi nie powinno jej tu interesować. Tak starała się myśleć, podchodząc bliżej chłopaka ostrożnym, ale wcale nie takim wolnym krokiem.

Reece Covington
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
25 y/o
For good luck!
190 cm
Instruktor jazdy konnej what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

U Ree nikt szczególnie nie interesował się tym, czy się z kimś spotykał. Dla jego rodziców byłby to zapewne tylko kolejny problem. Właściwie coś, co mogłoby jeszcze bardziej pogorszyć jego zachowanie w szkole, a i tak dostarczał im już wystarczająco wielu zmartwień, skoro raz za razem musieli pojawiać się u dyrektora.
Znacznie więcej uwagi Thomas poświęcał pod tym względem swojej biologicznej córce. To życie prywatne Adeline budziło w nim większe zainteresowanie, odkąd ledwie liznęła pełnoletności. Z drugiej strony był to jedyny obszar, w którym poświęcał dziewczynie więcej uwagi niż samemu Ree. Mimo braku więzów krwi, to właśnie z Reecem mężczyzna wiązał swoją przyszłość. To jego zamierzał kiedyś posadzić na czele firmy i uczynić z niego prawowitego dziedzica.
Sama myśl o tym budziła w Reecem niechęć, dlatego tak cenił czas, który mógł spędzić w stajni, co wielu osobom wydawało się dziwne. Rzeczywiście po tym, co reprezentował w liceum, nie pasował do roli opiekuna koni. Jego głośne, buńczuczne nastawienie i skłonność do pakowania się w kłopoty bardziej sugerowały przyszłość gdzieś za kratkami, aniżeli zajmowanie się jakimikolwiek zwierzętami.
Po ściągniętych brwiach widział, że nie takiej odpowiedzi spodziewała się Diana, jednak nie miał jej więcej do zaoferowania. Na obecnym etapie, będąc ledwie podlotkiem, nie mógł legalnie podjąć się nauczania jazdy konnej. Naprawdę liczył, że Ha-Na w porę wróci z tej terapeutycznej przejażdżki i nie stracą kolejnego klienta.
Chociaż tego nie pokazał, odetchnął z ulgą, kiedy Diana pokiwała głową, a następnie zgodziła się na jego propozycję.
W tamtym momencie Reece naprawdę nie myślał o dziewczynie, jak o koleżance z klasy. Chciał jedynie w jak najlepszy sposób zaprezentować ich rodzinną szkółkę i wszystko, co mogli jej zaoferować, gdyby zdecydowała się zostać na dłużej.
Posiadali dobrze utrzymane konie, kramione ekologicznymi paszami. Do tego przestronne boksy, w planach regularne treningi oraz tereny, które aż prosiły się o dłuższe wyjazdy, gdy tylko ich jeźdźcy poczują się wystarczająco pewnie.
Chodźmy. Przedstawię ci konie. — Ruszył pierwszy, prowadząc Dianę w głąb stajni. Przechodzili od boksu do boksu, a Reece co chwilę zatrzymywał się przy którymś z nich i opierając się niedbale o drewniane drzwiczki, opowiadał anegdotki z życia zwierząt.
W środku było siedem koni, a w tym również ciężarna klacz. Postali obok niej trochę dłużej. Pozostałe dwa pasły się za stajnią, o czym w międzyczasie także poinformował.
Prawdopodobnie urodzi jeszcze w tym tygodniu — rzucił bez większego powiązania do tematu jeździectwa, a następnie przesunął się na drugą stronę stajni. Znajdował się tam biały ogier. — Ten byłby dla ciebie dobry — rzucił, zerkając na Dianę kątem oka, po czym wyciągnął dłoń do zwierzęcia. Samiec z ufnością przysunął do niego łeb. — Jest bardzo cierpliwy i przede wszystkim nie panikuje. Ani razu nikomu się nie zerwał i naprawdę świetnie reaguje na komendy. Odbyłem na nim pierwsze samodzielne przejażdżki poza ośrodkiem, gdy miałem dziewięć lat.
Ree uśmiechnął się z dziwnym sentymentem. Zdał sobie sprawę, że od kilku miesięcy nie dosiadł tego konkretnego konia. Wydawało mu się, patrząc na usposobienie Diany, które prezentowała w szkole, że miała szansę się z nim dogadać. Zarówno ona, jak i zwierzę charakteryzowali się łagodnością, a przynajmniej tak mu się wydawało. Tak naprawdę niewiele mógł o niej powiedzieć.
Jeżeli ci nie odpowiada, to mogę zaproponować jeszcze Zefira. Jest na zewnątrz — dodał prędko, uprzednio wskazując kciukiem za plecy. Wtedy też uważniej przyglądnął się dziewczynie; jej mimice, rozpuszczonym, jasnym włosom i dopasowanemu pod jazdę ubraniu. Nigdy wcześniej nie patrzył na nią tak uważnie, ale obecnie wydawała mu się całkiem urocza.

Diana Carissoni
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kto wie, może to dość stereotypowe podejście do dzieci różnej płci przeminie w końcu po ich pokoleniu. Często chłopcom dawało się tak zwaną „wolną rękę”, gdy dziewczynki pilnowano na każdym kroku, by nie wpadły w sidła jakiegoś nieodpowiedniego gogusia. W przypadku Diany było również to, że jej rodzicom zależało na tym, by kogoś sobie znalazła. Jakby to definiowało jej przyszłość i od tego miało zależeć jej życie. A przecież już wtedy było wiadomo, że tradycyjny zawód pod tytułem żona odchodził w zapomnienie. Tym bardziej ona sama nie widziała siebie tylko przez pryzmat związku. Też chciała zrobić coś, co mogła nazwać własnym sukcesem. Przykładowo iść na studia z biologii morskiej i pomyśleć, co dalej. Była nawet bardziej zdania, że powinna bardziej interesować się swoją przyszłą karierą niż związkami, ale może jej sposób myślenia był zbyt… futurystyczny. Czy coś w ten deseń.
Ogółem jej sposób myślenia był dość nietypowy. Nigdy nie goniła za popularnością, nie wzdychała do niegrzecznych chłopców jak reszta nastolatek w jej wieku. Dlatego też Reece nigdy nie zwrócił u niej większej uwagi, bo dość dobrze wpisywał się w wyżej wspomnianą kategorię. Właściwie to nawet zastanawiała się, dlaczego dziewczyny jarało to, jak ktoś umyślnie ładował się po raz enty do gabinetu dyrektora. Jedyne co czuła w związku z tym to współczucie. Sama by umarła, gdyby dyrektor znał jej imię na pamięć tylko i wyłącznie przez fakt, że co rusz coś broiła.
Mimo wszystko, również i ona starała się patrzeć na chłopaka nie tylko przez szkolny pryzmat. Była już w takim wieku, gdzie zdawała się rozumieć więcej w kwestiach złożoności ludzi, choć był to ledwie czubek całej góry lodowej. Mogła być dość dojrzała jak na swój wiek, ale w dalszym ciągu nie była osobą dorosłą. Potrafiła nawet oszukać ludzi, gdy to zainteresowanie nowością przejmowało nad nią kontrolę. Tak, jak i w tamtym momencie, gdy usłyszała o przedstawieniu jej koni.
Oczywiście. — starała się brzmieć normalnie, ale oczy dosłownie błyszczały jej w trakcie mówienia. Niezwłocznie podreptała za kolegą, jednocześnie rozglądając się ponownie po całej stajni, badając ją z nowej perspektywy. Jednocześnie obserwowała również przedstawiane jej konie, zachowując całkowite skupienie i milczenie przy każdym z osobna. Kiwała jedynie głową od czasu do czasu, powoli analizując słowa padające z ust Reece. Oczy jednak ponownie zabłysły jej z ciekawości, gdy ten przedstawił jej ciężarną klacz.
Ojej… Nigdy nie widziałam na żywo konia w ciąży. Źrebak ma już imię? — nie mogła nawet powstrzymać się od zadania tego pytania. To idealnie pokazywało, jak nowości ekscytowały Carissoni. Aż ciężko było jej oderwać wzrok od klaczy, lecz ostatecznie przeniosła swoje spojrzenie na wspomnianego białego ogiera. Dość szybko skupiła się na nim, jak i na opowieści Covingtona. Ten przykuł jej uwagę na drobny moment, pokazując się jej od nieco innej strony niż w szkole. W tym momencie jawił się w jej oczach jako ktoś kompletnie inny i miała wręcz złudne wrażenie, że to może jakiś dużo spokojniejszy bliźniak czy coś w tym stylu. To też było dla niej intrygujące, natomiast dość szybko starała się wrócić tematem do koni, nie chcąc zbytnio się rozpraszać. — Brzmi jak idealny kandydat. — pokiwała głową, uśmiechając się dość nieśmiało w trakcie patrzenia na konia. Nie miała jeszcze odwagi, by sama go pogłaskać, zresztą wolała poczekać na pozwolenie kogoś obeznanego.
Zefir? Ładne imię. A jak nazywa się ten biały? — sam fakt, że jakoś nie mogła odciągnąć uwagi od tego poczciwego konia mówił sam za siebie. Nie zauważyła nawet, że jej rozmówca jej się przygląda. — I oczywiście, możemy zobaczyć również i jego. — chciała natomiast dać szansę i kolejnemu potencjalnemu kandydatowi, chociażby by poznać w skrócie jego charakter czy jakąkolwiek ciekawostkę.

Reece Covington
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
25 y/o
For good luck!
190 cm
Instruktor jazdy konnej what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reece, jakkolwiek źle to brzmiało, nadal nie wiedział, czym chciał zajmować się w przyszłości. Najbardziej przychylał się ku stajni, jednak wypadało mu pójść również na studia. Matka skończyła pedaogogikę i fizjoterapię koni; ojciec zarządzanie i marketing. Nawet Adeline miała wstępne plany co do edukacji, a on wciąż i wciąż zastanawiał się nad tym, co powinien robić.
Co do związków, Reece pozostawał raczej obojętny. Zdarzyło mu się spotykać z trzema albo czterema rówieśniczkami, ale żadnej nie przyprowadził do domu. Te znajomości kończyły się zaraz po pierwszych, nieco nieudolnych i pozbawionych głębi zbliżeniach oraz kilku rozmowach.
Dziewczyny widziały w nim to, co reprezentował w szkole: pewnego siebie chłopaka, frywolnego małolata, który idealnie wpisywał się w tę głupią definicję „łobuz kocha najbardziej”. Jednak żadna z potencjalnych kandydatek nie była w jego typie. Żadna nie zawróciła mu w głowie na tyle, aby był gotów ukraść dla niej gwiazdkę z nieba, dlatego szybko nudziły go takie płynące do nikąd relacje.
Łamał im wtedy serca, ale nigdy zanadto się tym nie przejmował.
Uśmiechnął się, gdy na wiadomość o przedstawieniu koni, dostrzegł w oczach Diany radosne ogniki. Mimo tego udał, że niczego nie zauważył i po porstu odwrócił się, aby swobodnie mogli przejść z boksu do boksu. Pozwolił sobie na drugie, mocniejsze uniesienie kącików ust, po tym jak w oczach dziewczyny po raz kolejny zamajaczyła domieszka ekscytacji na widok ciężarnej klaczy.
Imię? — zastanowił się przez chwilę, przy okazji uważniej przyglądając się napęczniałemu brzuchowi zwierzęcia. Zaraz znów odwrócił się do Diany. — Mamy w stajni taką tradycję, że nowo narodzone konie nazywa ten, kto jako pierwszy zauważy poród. Może będziesz to ty, jeśli dopisze ci szczęście. Zazwyczaj jest to moja matka, chociaż raz też mi się udało — wyjaśnił.
Na moment pozwolił, aby uderzyła w niego fala wspomnień. Miał wtedy jedenaście lat. W tamtym czasie widok porodu przyprawił go o dreszcze. Nie wytrwał do końca, ale rzeczywiście mógł nadać źrebakowi imię. Maddie. Koń został sprzedany, lecz właściciel co jakiś czas dawał im znać, że miał się dobrze.
Biały ogier w kolejnym boksie jak zwykle zachowywał spokój, dlatego mogli dalej swobodnie rozmawiać.
Na pewno macie dużą szansę się dogadać — dodał zachęcająco. — Podaj mi rękę — nakazał, choć starał się nie zabrzmieć nazbyt nachalnie. Jedną dłonią gładził pysk konia, a drugą wyczekująco wyciągnął w stronę dziewczyny. — Ma na imię Frost. Tego nazwał inny instruktor — rzucił kolejną anegdotkę, nawiązując do poprzedniej historii odnośnie tradycji stajni.
Ponownie zachęcająco poruszył ręką. Nie wiedział, jak Diana, ale jemu nie przeszkadzał żaden rodzaj dotyku — nawet ten bardziej intymny, przekraczający granice ludzkiej przyzwoitości. W ich przypadku jednak nie chodziło o taki dotyk. Chciał jedynie skłonić dziewczynę do przełamania pierwszej bariery w kontakcie z końmi.
Zawsze zaczynało się zwykłego od głaskania; od wzbudzenia w sobie odwagi oraz nawiązania pierwszej więzi ze zwierzęciem, z którym miało się później współpracować.
Właściwie podobnie było z ludźmi. Właściwie Reece i Diana w tym momencie nawiązywali tę pierwszą, delikatną i wciąż niepewną relacje, która dotychczas nie interesowała ich w szkole, a która przez zwrot wydarzeń zmuszała ich obecnie do rozmowy.
Zaraz wyjdziemy na zewnątrz — powiedział, wciąż przyglądając się Dianie z nieskrywaną ciekawością.— Skąd pomysł, żeby zapisać się do szkółki jeździeckiej?

Diana Carissoni
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”