-
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
kiedy skonczyl poranny trening, rozciaga sie w ogrodku, bo to bardzo ważna część treningu tak się rozciągać. Patrzy sobie przy okazji na to jak trawa już wysoko urosła, robi skłony i sprawdza jaką ma mobliność bioder... I skoro jest siódma rano w sobotę to oprócz niego chyba nikt jeszcze nie wstał, chociaż zapewne zaraz zejdzie matula, która ma pilates po ósmej i twierdzi, że zawsze musi wypić przynajmniej jedną szklankę wody z cytryną zanim pójdzie na zajęcia do centrum. Ojciec wstanie pewnie godzinę później i obwieści, że po śniadaniu szykuje się na golfa, co będzie trwało pewnie z dwie trzy godziny aż do południa. I w końcu wstanie Millie, która na pewno musi odespać bo pewnie była wczoraj na jakiejś długiej zmianie w szpitalu. Chociaż kiedy tak się Peter rozciągał, to nagle zobaczył, że Millie już wcale nie śpi, tylko parkuje auto na podjeździe. Zmarszczył brwi i poszedł zaraz do niej z ciekawskim wyrzem twarzy.
- A ty co tu robisz takim porankiem Mills - pyta, kiedy ta zatrzaskuje drzwi jakiejś wyjebanej w kosmos fury i patrzy na niego. Peter tak ją obserwuje i pomyslał sobie, że no jak nic to są ubrania z wczoraj. Ma też widoczne ślady makijażu... hm... były dwie opcje, jedna mozliwa druga niemożliwa. Peter obstawiał, że Millie musiała została na jakiejś nocnej zmianie w szpitalu. Niby jest dopiero studentką, ale on tam się nie zna na tych medycznych sprawach, bardzo zawiłe są przecież te studia. Natomiast ta niemożliwa wersja brzmiała tak, ze Millie spędziła noc u swojego CHŁOPAKA. Peter w życiu by nie postawił na tą opcję, bo przecież to jest jego baby sister, ale i tak marszczy czoło i nie daje jej przejść tarasując drogę do domu. A że jest wysokim gościem i szybkim (widać po spoconej koszulce, bo dziś rano już ćwierćmaraton walnął), to nawet jakby chciała robić uniki to by najpewniej jej się nie udało.
Millie Blythe
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkidamskietyp narracji3 osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Poprzedniego wieczoru troszkę się zapomniała. Razem z kilkoma koleżankami wyszły wieczorem do klubu, aby zapomnieć o dosyć stresującym dniu i troszkę się zabawić, bo przecież nie będzie żyła samą nauką i kolejnymi zaliczeniami na studiach. Wypiła kilka drinków, tańczyła prawie do samego rana, był to jeden z tych wieczorów, a raczej nocy, o których nie miała zamiaru nikomu opowiadać. Nad ranem wróciła wraz z koleżanką i kiedy przespała się kilka godzin oraz była pewna, że nie czuć już od niej wcześniej wypitego alkoholu, postanowiła wrócić do domu. Miała zamiar wejść po cichu, wiedząc że rodzice w sobotni poranek będą jeszcze spać, tak samo jak Peter — w końcu, kto normalny, wstawałby tak wcześnie w wolny dzień od pracy i obowiązków. Droga na The Kingsway minęła jej bardzo szybko, poranne słońce nieprzyjemnie świeciło jej wprost na zaspaną i zmęczoną twarz, a Millie myślała jedynie o tym, aby wziąć szybki prysznic i znaleźć się w wygodnym łóżku, wcześniej jeszcze zasłaniając zasłonki na oknach.
Zatrzymała samochód na podjeździe i sięgnęła po torebkę, która leżała na miejscu pasażera, zanim wyszła na zewnątrz. Krótko ziewnęła, udając się prawie od razu w stronę wejścia, zanim drogi nie zablokował jej Peter. Uniosła na niego zmęczone spojrzenie i przekrzywiła delikatnie głowę w bok.
— Wracam do domu? — odpowiedziała pytaniem, na pytanie, chociaż dobrze wiedziała że to nie wystarczy. Brat nie dosyć, że był od niej starszy, to jeszcze dużo większy i nie miała możliwości, aby go ominąć w żadną stronę. — Chcesz odpowiedź prawdziwą, czy wygodną, którą usłyszą rodzice? — przeczesała palcami długie blond włosy, w drugiej dłoni trzymając torebkę. Wiedziała, że się o nią martwił, było to na swój sposób urocze, ale miała wrażenie, że nadal wszyscy traktują ją jak małą dziewczynkę, pomimo tego, że była już dorosła.
— Nie możesz spać, jak każdy normalny człowiek w wolny dzień do południa? — dodała jeszcze, zanim zdążyłby jej odpowiedzieć na kolejne pytanie i posłała mu lekko zmęczony, ale rozbawiony uśmiech. Zawsze go podziwiała, że miał w sobie tak dużo samokontroli i chęci do ćwiczeń, bo Millie często się zmuszała, aby iść na siłownię i nie szukać kolejnych wymówek.
Peter Blythe