35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie byli dobrymi znajomymi i nie wiedzieli na swój temat wiele, a jednak w ciągu tych kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu już miesięcy, kiedy ich drogi krzyżowały się na podłożu zawodowym, Harold zdołał przekonać się, że on i Vivienne nigdy się nie dogadają. Gdyby tego było mało, raz po raz szukali sobie powodu ku temu, aby jeszcze bardziej temu drugiemu dopiec.
Jak na złość, Morelisse radziła sobie z tym zadaniem równie dobrze, jak radził sobie z nim on.
Nic dziwnego, że towarzysząca mu irytacja w tym momencie sięgnęła zenitu. Gdy alkohol wylądował na jego spodniach, miał ochotę naprawdę ją rozszarpać. Wiele bowiem był w stanie zrozumieć - docinki, drobne wpychanie siebie nawzajem na minę, a jednak tego rodzaju kompromitacja to było w jego oczach zbyt wiele. Był w ś c i e k ł y i nawet gdyby jeszcze bardziej postarał się, aby tę emocję zamaskować, prawdopodobnie nie okazałby się w tym zbyt skuteczny.
A jednak takiej reakcji z jej strony się nie spodziewał. Nie był przygotowany do fizycznego kontaktu, dlatego pospiesznie podniósł na nią nieco zaskoczone spojrzenie. Widział, co próbowała robić - ewidentnie sobie z nim pogrywała, a jednak najgorsze było w tym to, że jej się to udawało. Tym razem naprawdę dał jej się rozegrać dokładnie tak, jak tego chciała i nie był w stanie odegrać się tak, by przy tym nie zachować się jak dziecko.
Zacisnął usta w wąską linię zaledwie na moment, nie do końca rozumiejąc odczucia, które to w nim obudziło. To zaś sprowokowało w nim jeszcze większą irytację, ponieważ była to jedna z tych sytuacji, w których odnosił wrażenie, że tracił nad wszystkim kontrolę. Szczerze tego nie znosił, dlatego w końcu zrobił jedyne, na co potrafił się w takiej sytuacji zdobyć - bronił się, a przecież najlepszą bronią, jaką znał, był atak.
Wycelował w nią, bo to ona za to odpowiadała.
Dbam o to, żebyś nie czuła się w tym osamotniona — wymamrotał w odpowiedzi, nie odmawiając sobie również tego, aby przy okazji posłać jej mordercze spojrzenie, które nie zelżało nawet wtedy, gdy raz jeszcze poprosiła go o wino. Miała tupet, to musiał jej przyznać, ale jednocześnie nie zamierzał mówić o tym na głos.
I być może by odmówił, ale powstrzymało go przed tym to, że nadal znajdowali się w towarzystwie. W dodatku byli pośród takich osób, w oczach których mimo wszystko pragnął wypadać dobrze, dlatego sięgnął po to cholerne wino i napełnił kieliszek Vivienne ostatkiem sił powstrzymując się przed tym, aby po prostu chlusnąć na nią napojem z butelki.
Uśmiechnął się sztucznie w odpowiedzi na uwagę Stevensa, a później sięgnął po własny kieliszek. — Za sukces, nawet jeżeli nie wszyscy powinniśmy — odparł, nie odmawiając sobie przy okazji tego, by wymownie zerknąć na blondynkę. Na krótko po tym podniosłe mowy dobiegły końca, a po lokalu rozeszła się muzyka, mająca zachęcić gości do tańca. Hal upił kilka łyków ze swojego kieliszka, a później wymownie zerknął na Vivienne. — Powinniście się zabawić. Sędzia Stevens to nie tylko świetny mówca, ale też i tancerz — zachęcił, nieznacznie szturchając blondynkę w ramię. Gdyby był większym chamem, zrobiłby to mocniej, ale przecież d ż e n t e l m e n o w i ani trochę nie wypadało.

Vivienne Morelisse
Magda
najbardziej to mnie w sumie wkurza chamstwo i wybiórcze stosowanie zasad
32 y/o
For good luck!
172 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Była cholernie zadowolona z akcji z winem. Harold nie musiał nawet nic mówić, bo żyłka, która pojawiła się na jego czole, doskonale mówiła Vivienne o tym, jak bardzo wkurzony był. I tak, odczuwała z tego powodu satysfakcję, ciągnąc to dalej i prosząc go o dolewkę. Jednocześnie była niesamowicie ciekawa, jak Carnegie by się zachował, gdyby teraz byli całkowicie sami? Czy nadal próbowałby zachowywać pozory, czy po prostu chlusnąłby jej tym winem prosto w twarz? Miała ten komfort, że dookoła było pełno wpływowych ludzi i była pewna, że blondyn nie zrobi niczego, co mogłoby naruszyć jego reputację. To samo dotyczyło się zresztą jej samej.
- Co za szczęście mnie spotkało, że mam wsparcie w takim wybitnym adwokacie - odparła z przekąsem, mocniej akcentując przedostatnie słowo. Absolutnie nie uważała go za wybitnego. Był dla niej co najwyżej przeciętny i czasami zachodziła w głowę, czemu sobie jeszcze nie darował i nie zmienił branży. Oczywiście jej personalne przeświadczenia nie przesądzały tego, że Harold rzeczywiście był słabym adwokatem. Gdyby tylko ich stosunki były odrobinę cieplejsze i Vivienne nie traktowałaby go jako wroga, to zapewne ta ocena byłaby całkowicie inna.
Podziękowała pięknym uśmiechem za uzupełnienie jej kieliszka i zaraz ujęła cienką nóżkę między palce, unosząc go do ust. Upiła niewielkiego łyka i krótko westchnęła czując, że na tej płaszczyźnie odniosła sukces.
Zaraz jednak pojawił się toast, a Vivienne prychnęła pod nosem w reakcji na słowa Carnegie i znowu przystawiła kieliszek do ust, tym razem już nie smakując trunku, lecz wlewając w siebie dwa duże łyki. Nadal miała lichą nadzieję, że może dzięki alkoholowi jej dzisiejsi towarzysze przestaną być aż tak irytujący. A jeżeli nie, to zawsze mogła rozlać drugi kieliszek na spodnie Harolda. Ciekawe, czy wtedy puściłyby mu hamulce, czy musiałaby się postarać jeszcze bardziej?
Rozbrzmiała muzyka, co nie wywołało u Morelisse żadnej reakcji, bo na pewno nie zamierzała pojawić się dzisiejszego wieczoru na parkiecie. Ani nie miała nastroju, ani odpowiedniego partnera do tego typu zabawy, a sugestia Harolda tylko wywołała na jej twarzy obrzydzony grymas. Choć tego nie chciała, to mimowolnie wyobraziła sobie obleśne łapska sędziego wędrujące po jej talii. Nie przeżyłaby tego, a przecież trzaśnięcie go po mordzie nie wchodziło w grę. I już miała coś odpowiedzieć, gdy w drugiej stronny dotarł do niej głos Stevensa.
- Uwielbiam tę piosenkę. Vivienne, musisz dać mi się porwać na parkiet, bo sobie tego nie wybaczę, jeśli z tobą nie zatańczę - powiedział i położył dłoń na jej przedramieniu. Zamarła. Otworzyła szerzej oczy i pierwszy raz nie wiedziała, jak z tego wybrnąć. Nie chciała stracić sympatii Stevensa, bo takie znajomości były jej bardzo potrzebne, ale jednocześnie nie zamierzała się z nim spoufalać. Spanikowała. Odwróciła głowę w stronę Harolda, rzucając mu bardzo wymowne spojrzenie. Jednocześnie wsunęła dłoń pod obrus i uszczypnęła go w udo, na tyle mocno, by nie miał najmniejsze wątpliwości, że to nie było przypadkowe. Sama za bardzo nie wiedziała, co sobie w tym momencie myślała, szukając u niego pomocy. I to jeszcze po tym, jak go pięknie urządziła z tym winem. A jednak, tonący brzytwy się chwyta i to powiedzenie idealnie pasowało do sytuacji, w której się aktualnie znalazła.

Harold Carnegie
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko to, co mogło postawić go w złym świetle, starał się załatwiać w białych rękawiczkach. Nie chciał bowiem, aby ktokolwiek z ich najbliższego otoczenia zwrócił uwagę na to, że na podłożu prywatnym również nie brakowało mu skrupułów. Nie miał jednak nic przeciwko temu, iż w ten sposób mógł być postrzegany na płaszczyźnie zawodowej, ponieważ to, jaką reputację wypracował sobie w ciągu minionych lat, obecnie przesądziło o tym, iż jego klienci nie obawiali się ruszyć razem z nim do świeżo postawionej kancelarii.
Zdaniem Harolda był to najlepszy dowód tego, jak dobrze sobie radził.
Uciekł w jej stronę spojrzeniem, a później obdarzył ją jednym z tych uśmiechów, które tylko z zewnątrz miały wyglądać szczerze. Nawet gdyby zadbała o to samodzielnie, Harold nawet przez sekundę nie uwierzyłby jej w to, że mogłaby zauważać jego wartość w jakimkolwiek względzie. Nie dbał o to jednak i to nawet w obliczu tego, że sam pomimo wszelkich uprzedzeń był w stanie dostrzec, jak dobrze ona radziła sobie w swojej roli.
Pożałował jednak jednego - tego, że zdecydował się na tę głupią zagrywkę, jaką była zamiana plakietek. Gdyby tego nie zrobił, na jego spodniach nie wylądowałoby wino, czym prawdę powiedziawszy zdołała zirytować go bardziej, niż wszystkim innym, co zrobiła czy powiedziała wcześniej. Harold był bowiem niesamowitym pedantem i wszystko na nim oraz wokół niego musiało prezentować się nienagannie. Vivienne zaburzyła ten stan rzeczy, przez co doskwierał mu pewien dyskomfort.
I za to najwyraźniej postanowił się na niej odegrać.
Skłamałby mówiąc, że reakcja sędziego nie przyniosła mu nawet cienia satysfakcji. Nie inaczej było zresztą z grymasem, który chwilę wcześniej wymalował się na jej ustach. Chciał odgryźć się za to, jak sama załatwiła go zaledwie przed chwilą, na co najwyraźniej znalazł skuteczny sposób. Nie próbował już nawet kryć zadowolenia, kiedy obserwował dalszy rozwój sytuacji.
Najwyraźniej zbyt mocno skupił się na zmianach, które zachodziły na jej twarzy, ponieważ ani trochę nie spodziewał się dłoni, która już moment później wylądowała na jego udzie. Drgnął lekko za sprawą uszczypnięcia, na szczęście jednak nie na tyle gwałtownie, by w ten sposób mógł przykuć czyjąkolwiek uwagę. Jego spojrzenie powędrowało do oczu blondynki, a on sam przez krótką chwilę zastanawiał się, w jaki sposób miałby to rozegrać.
A później doszedł do wniosku, że nie istniał powód, dla którego miałby jej odpuścić.
Nie daj się prosić, Vivienne — odezwał się, podczas gdy wyraz jego twarzy nieznacznie się zmienił. Teraz już spoglądał na nią tak, jak gdyby rzucał jej nieme wyzwanie. Znalazła się bowiem w sytuacji bez wyjścia i jeśli nie chciała stracić twarzy w oczach Stevensa, prawdopodobnie nie powinna mu odmawiać. Czuł, że i ona miała tego świadomość, a to z kolei musiało oznaczać, że udało mu się zapędzić ją w kozi róg.
Nie znaczy to jednak, że zamierzał pastwić się nad nią w nieskończoność. Jeśli zgodziła się i pozwoliła, aby Stevens zabrał ją na parkiet, ostatecznie postanowił przyjść jej z odsieczą. Nie od razu, dając sędziemu szansę, aby nacieszył się choć jedną piosenką, a gdy rozbrzmiewać zaczęła kolejna, znalazł się obok i dał tej dwójce sygnał, że tym razem zamierzał ją odbić.

Vivienne Morelisse
Magda
najbardziej to mnie w sumie wkurza chamstwo i wybiórcze stosowanie zasad
32 y/o
For good luck!
172 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Bardzo szybko pożałowała swojego żałosnego aktu desperacji. Może gdyby nie działała w tym momencie tak impulsywnie, gdyby miała choć pół minuty, by przemyśleć ewentualne konsekwencje… Ale nie. Było już za późno. Zrobiła ten błąd i poprosiła Harolda o pomoc, ukazując mu swoją słabość. Może nawet nie poprosiła, tylko raczej nakazała mu coś zrobić, wbijając w niego intensywnie błękitne oczy i szczypiąc w udo, ale zaraz i tak jej nadzieje prysły, niczym mydlana bańka. Dokładnie wtedy, gdy z ust Carnegie padły słowa, które miały ją zachęcić do tańca ze Stevensem, przed którym przecież tak się wzbraniała. W reakcji na to, jej oczy niemalże automatycznie ściemniały, a zęby zacisnęły się na tyle mocno, że na jej żuchwie uwydatniły się pospinane żwacze. Musiała bowiem bardzo się postarać, żeby nie odpowiedzieć czegoś, co byłoby teraz nie na miejscu, ale może wcale nie musiała tego robić? Jej spojrzenie mówiło samo przez siebie, co z pewnością przyniosło adwokatowi ogrom satysfakcji.
Jeszcze przez chwilę patrzyła mu w oczy, po czym odwróciła się do sędziego, a wyraz jej twarzy płynnie zmienił się o 180 stopni. Tylko wytrawny obserwator mógł dostrzec, że uśmiech na jej twarzy nie ma nic wspólnego ze szczerością, czego potwierdzeniem było chłodne spojrzenie, którego mimo starań nie była w stanie zmienić.
- No dobrze, ale tylko jeden taniec, Richardzie - zaznaczyła już na wstępie, unosząc przed siebie palec wskazujący. Wolała zarysować jakieś granice, bo nie zamierzała ani chwili dłużej zabawić na parkiecie. A już na pewno nie u boku sędziego.
- Naturalnie - przytaknął mężczyzna, po czym wstał i wystawił w kierunku prokuratorki ramię, z zamiarem poprowadzenia jej na parkiet. Westchnęła pod nosem i również podniosła się ze swojego miejsca, niechętnie zawieszając smukłe palce na materiale marynarki.
Dała się poprowadzić wgłąb sali, jednocześnie pilnując, by jej spojrzenie nie skrzyżowało się ze spojrzeniem Carnegie nawet na sekundę. Tak, próbowała go ignorować, bo nie była w humorze i jego rozbawione oczy były ostatnią rzeczą, którą chciała teraz widzieć. Zresztą, nie miała nawet kiedy o ty myśleć, bo jej głowa była zajęta pilnowaniem, czy ręka Stevensa nie próbuje zjechać za nisko. Sędzia przez cały czas coś do niej trajkotał, ale Vivienne tylko przytakiwała, nawet nie wsłuchując się w jego słowa. Odliczała czas do końca piosenki, mentalnie szykując się do ucieczki, ale wtedy stało się coś niespodziewanego.
Jej błękitne oczy jakoś automatycznie odnalazły te należące do Harolda i widząc, że próbuję ją odbić, zmarszczyła brwi, nie do końca rozumiejąc sens w jego działaniu.
- Już mi ją kradniesz Haroldzie? - zapytał z zawiedzeniem Richard, ale nie protestował i przekazał dłoń Vivienne w ręce Carnegie. Morelisse posłała sędziemu krótki uśmiech i zaraz zarzuciła lewą dłoń na ramię blondyna, prawą mu podając.
- Co ty wyprawiasz? - zapytała, łagodnie ale sztucznie się uśmiechając i patrząc nad jego ramieniem na odchodzącego Stevensa. A raczej upewniając się, że nie zawrócił.

Harold Carnegie
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Ritz-Carlton”