— Zupełnie niepotrzebnie, bo wciąż tu jestem. Ale wiesz, że wobec tego nie musisz mnie wiecznie kusić, żebyś miała całą moją uwagę? Zaczęliśmy od przyjaźni, seks z Tobą to dodatek. Z resztą, bardzo przyjemny. Ale widzę w Tobie o wiele więcej, niż obiekt pożądania - przyznał szczerze, starając się być przy tym delikatnym. Nie musiała obawiać się konkurencji i zachęcać go bardziej, bo i tak już dawno oszalał na jej punkcie. Tak naprawdę zakochał się w niej jeszcze zanim okazało się, jak bardzo są kompatybilni w łóżku. I jakkolwiek to teraz zabrzmi ze strony
— Nie, to Ty wybrałaś milczenie. Pisałem do Ciebie kilka razy, żeby dowiedzieć się, czy wszystko z Tobą w porządku, aż w końcu uznałem, że najwyraźniej w ogóle nie chcesz ze mną rozmawiać, skoro tak po prostu się odcięłaś. Nawet w biurze mnie unikałaś, bo robiłaś to ze względu na Logana. Cholera, przyjęłaś jego zaręczyny i postanowiłaś zwolnić się z pracy. Dla niego - westchnął nieco sfrustrowany tym, jak wszystko się pogmatwało. - Poza tym po Twoim powrocie zapytałem się, czy powinienem zostać w Toronto, ale stwierdziłaś, że to tylko moja decyzja. Jak miałem się domyślić, czego właściwie ode mnie oczekujesz, skoro odpychałaś mnie od siebie na każdym kroku? Wszystko wskazywało na to, że nie było już dla mnie miejsca - wzruszył ramionami, stając się coraz bardziej bezradnym w obliczu zarzutów i braku zrozumienia. Nie szukał wymówek na siłę, a jedynie zależało mu na tym, żeby pokazać jej swoją perspektywę. W gruncie rzeczy obie strony miały w sobie sporo racji, jednak przerażał go fakt, że wszystko stawało się jednym ogromnym nieporozumieniem. A wraz z każdym kolejnym wyrzutem cała historia ich relacji komplikowała się jeszcze bardziej.
— Myślisz, że gdybym wtedy dał Ci jakiś znak, że zależy mi na Tobie bardziej, niż tylko na przyjaciółce, albo nawet poprosiłbym o to, byś za niego nie wychodziła, to coś by to zmieniło? Zerwałabyś z nim, żeby ze mną być? Nie sądzę - stwierdził, starając się ukryć przekąs z tonu głosu. Czy była wtedy w stanie skoczyć na tak głęboką wodę tuż po tym, jak oboje ponownie zraniliby Logana? Tak samo, jak ona nie wpłynęła na jego decyzję o wyjeździe, tak on nie mógł wpłynąć na jej decyzję o zamążpójściu. To musiała być jej świadoma decyzja, a nie wybór pod wpływem emocji. - Skoro nie potrafiłaś odpowiedzieć na to pytanie, to czemu w ogóle przyjęłaś ten pierścionek? - dopytał jeszcze, nagle przypominając sobie o tej dręczącej go kwestii. Tego zdecydowanie nie rozumiał. Może, gdyby nie podjęła decyzji o swoim życiu w tak nieoczekiwany sposób, wiele rzeczy między nimi potoczyłoby się inaczej. To właśnie ta wiadomość upewniła Dominica, że nie miał na co liczyć.
Ale wtedy i tak nie zamierzał o niej zapomnieć, choćby dając jej naszyjnik, który właśnie na sobie miała. Zdążył na niego zerknąć, zanim ostatecznie Skye puściła jego dłonie i odwróciła się w stronę okna. Automatycznie sam postąpił o kilka kroków do tyłu, żeby opaść ciężko o oparcie kanapy. Zawsze unikał tego typu rozmów, a tu proszę, był w samym centrum jednej z nich. I miał wrażenie, że ktoś stanął mu stopą na klatce piersiowej, a każdy mięsień jego ciała był napięty niczym struna. Dopiero jej następne słowa przywróciły go na ziemię. Słuchał jej uważnie, zdając sobie sprawę, że Logan miał rację - tak bał się ją zawieść, że swoim zachowaniem, bez szczerej rozmowy z nią, właśnie tego dokonał. W tym momencie chciał do niej podejść i ją zwyczajnie przytulić, ale na moment zamarł, nie potrafiąc się ruszyć z miejsca, próbując przetrawić jej wyznanie. Niby zawsze wiedział, czego ona chciała w związku, wiedział też, że nie widział siebie u boku nikogo innego. Ale czy rzeczywiście był tym mężczyzną, o którym mówiła? Którego potrzebowała? Dlatego nie odezwał się słowem, aż usłyszał jej kontynuację, ale na wspomnienie o seksie aż go zakuło w sercu.
— Skye… - z jego ust wyrwało się westchnienie pełne bólu. Bez zastanowienia poderwał się i podszedł do niej, żeby zamknąć ją w swoich ramionach. - Przepraszam. Nie jestem w tym dobry. Ale wiedz, że nigdzie się nie wybieram - zapewnił ją, a ciepło jej ciała pozwoliło mu rozluźnić mięśnie i odczuł ulgę. Mimo wciąż jeszcze nie do końca rozwiązanych problemów czuł całym sobą, że mając ją przy sobie, wszystko się ułoży. Musiało. Ale żeby do tego doszło, musiał powiedzieć jej coś jeszcze. Odsunął się od niej tak, żeby znów złapać ją za ręce.
— Popełniłem już tyle błędów, że od czasu pierwszej nocy z Tobą chciałem postępować słusznie względem Ciebie, i Logana. Wiem, że przez wszystko, co działo się później, nasza sytuacja nadal pozostawiała wiele do życzenia, dlatego zaplanowałem ten wyjazd - bo działo się naprawdę dużo. Najpierw musiał skupić się na mamie, potem na pracy i wszystko odwlekało się w czasie. Teraz z perspektywy czasu zdawał sobie sprawę, jaki to był błąd. - Przyjechaliśmy tu, bo chciałem Ci wyjaśnić, co do Ciebie czuję, zrobić to świadomie, a nie zrzucać tego na przypadek. Bo w życiu nie ma przypadków. Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie i dyskusję na temat przeznaczenia? - zagadnął, unosząc przy tym nieco brew, a po jego twarzy przemknął cień uśmiechu. - Teraz przyznaję, że przeznaczenie istnieje, ale to my musimy zdecydować, czy je przyjąć. A ja wybieram Ciebie. Bo Cię kocham. I pragnę mieć Cię w swoim życiu już zawsze - wyznał jej, po raz pierwszy mówiąc to, co czuł już od dawna, ale z jakichś powodów nie potrafił zdobyć się na wypowiedzenie tych słów. Ciągle coś mu przeszkadzało, ciągle wydawał mu się to niewłaściwy czas ani miejsce. I choć teraz też w trakcie kłótni, sprzeczki czy jak nazwać obecną chwilę, w otoczeniu zgoła innym od tego, do którego zamierzał ją zabrać, odbiegało to kompletnie od jego wizji, ale wiedział, że nie mógł już dłużej tego odwlekać. Chciał, by Skye w końcu się o tym dowiedziała. I teraz z sercem wyrywającym się z jego klatki piersiowej patrzył się w jej błękitne oczy, szukając w nich potwierdzenia, czy ona również chciała tego samego.
Skye Murray