33 y/o
Welkom in Canada
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Używki i kłamstwa były równocześnie podstawowymi elementami świata, w którym Lazare, przynajmniej do niedawna, poruszał się jak przysłowiowa ryba w wodzie, więc może cały ten pomysł z zamianą kariery łyżwiarza figurowego na tą aktora naprawdę nosił w sobie całkiem interesujący potencjał? Tak czy inaczej, rola Lazare wcale nie uległaby takiej znowu diametralnej metamorfozie: czy jako sportowiec, czy też jako aktor, i tak za zadanie miałby zabawiać, zadziwiać, poruszać publikę, z głodnymi wrażeń spojrzeniami śledzącą jego smukłą sylwetkę.
Zdarzyło się chyba nawet raz, czy drugi, że ktoś poruszający się na styku obydwu środowisk - jakiś dawny znajomy albo kochanek Lazare, który miał wejścia tak w świecie sportu, jak i w tym filmowym - zasugerował Moreau, że może to pora na rozszerzenie jego działalności przed kamerą ponad te jej formy, które nie były mu obce do tej pory: parę kampanii reklamowych, występ w jednym teledysku, i oczywiście całe mnóstwo mniej i bardziej reżyserowanych wywiadów. Tak, do świata wielkiego kina oczywiście przebić było się niezwykle trudno, ale zawsze pozostawała opcja z tworzeniem treści w mediach społecznościowych albo otworzeniem własnego kanału na YouTubie (w końcu na pewno istniała jakaś grupa osób, która chciałaby dowiedzieć się, co Lazare Moreau zwyknie jadać na śniadanie, albo posłuchać o jego traumatycznym końcu kariery, albo aktualnym planie treningowym...). Do tego pierwszego Lazare brakowało jednak talentu, a do drugiego - cierpliwości. Póki co unikał więc błysku reflektorów i fleszy, choć nie raz zdarzało mu się tęsknić do sensacji, którą potrafił kiedyś budzić jednym gestem, albo wyjątkowo błyszczącym, perfekcyjnie zaplanowanym uśmiechem.

Interakcja z Marą okazywała się być natomiast cudownie kojącym erzacem. Z jednej strony zapewniała mu dokładnie to, czego łaknął - atencję, ciekawe towarzystwo, jakąś dozę ekscytującej niepewności względem tego, w jakim kierunku potoczą się sprawy między nimi... Z drugiej strony, co może było mimo wszystko jakimś osiągnięciem terapeutycznym, Moreau czuł się przy kobiecie na tyle bezpiecznie, że nie podejrzewał, że cała ta interakcja jest na przykład jakimś sprytnym zabiegiem, i następnego dnia Lakefield sprzeda treść ich dzisiejszej rozmowy gazetom.
- Och, w takim razie to zdecydowanie sukces - odpowiedział prędko. Gdy dopisywał mu odpowiedni nastrój, Lazare lubił się droczyć, słowne potyczki wzbogacając swoim ładnym, szelmowskim nieco uśmiechem. Nieeleganckim byłoby jednak trzymać Marę w niepewności kiedy pytała tak otwarcie. Tym bardziej, że mówił to zupełnie szczerze.

Kolejna wypowiedź rudowłosej połaskotała sponiewierane w ostatnich miesiącach poczucie własnej wartości Lazare niczym ciepły promień wiosennego słońca. Nie było w końcu nic lepszego niż poczucie, że nie tylko go słuchano, ale również zapamiętywano jego słowa. Cóż, może nie powinien był myśleć o tym za dużo - w końcu umiejętność aktywnego słuchania i rejestrowania sporej dozy pozornie nieistotnych informacji o najróżniejszych pacjentach była niemalże wpisana w listę zawodowych wymogów Mary. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że tym jednym pytaniem kobieta zdobyła sobie u niego sporą porcję punktów.
Gdyby oczywiście takowe liczył.
- Jestem pod wrażeniem twojej uważności i pamięci... - przyznał, nie chcąc by uznała, że ich nie doceniał, wychodząc tym samym na jeszcze większego narcyza niż mógł się do tej pory wydawać - Nie wiem, czy mrozi ona krew w żyłach, czy jest raczej dowodem mojej szczeniackiej głupoty, ale musimy cofnąć się do turnieju łyżwiarstwa figurowego juniorów w... yyy... - zastanowił się na chwilę. Miał wtedy nie więcej niż trzynaście lat, więc było to jeszcze przed Nadirem. Samo wspomnienie bruneta sprawiło, że Lazare przenikł teraz nieprzyjemny dreszcz, szybko zapity przezeń kolejnym łykiem alkoholu. - ...dwutysięcznym piątym? W Paryżu. To była jedna z pierwszych tego typu eskapad, podczas których matka puściła mnie samopas. Kilka z najlepszych dni mojego życia... Dopóki w przerwie między treningami nie wpadło nam do głowy spróbować sławnych pieczonych kasztanów z Pól Elizejskich... - Rozgadał się nieco, z jakąś dozą rozczulenia wspominając tamtego nieopierzonego dzieciaka, którym był w opowiadanej Marze historii. Już wtedy łyżwiarstwo figurowe ewidentnie wypełniało największą, najważniejszą część jego życia. Gdyby tamten chłopiec tylko wiedział, jak się to wszystko skończy... - I nie obudziłem się dzień później w szpitalu, po szoku anafilaktycznym w centrum Paryża, którego i tak ani trochę nie pamiętam - Żachnął się - Także pewnie nigdy więcej nie dowiem się, jak tak naprawdę smakują kasztany... - Dodał, orientując się nagle, że znów pozwolił swojemu językowi rozplątać się o wiele obficiej, niż w większości innych okoliczności. A jednak Mara naprawdę musiała mieć prawdziwą, psychologiczną smykałkę; niezależnie, czy wykorzystywała ją w profesjonalnych i etycznych warunkach, czy też w tych nieco bardziej dwuznacznych - Ale dość o mnie. Lepiej sama mi powiedz, czy zdarzyło ci się w przeszłości coś równie... - mrożącego krew w żyłach - ...nie bójmy się tego powiedzieć. Coś równie idiotycznego.

Mara Lakefield
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara nie potrafiłaby żyć w blasku fleszy i na językach innych ludzi. Ceniła sobie bardzo swoją prywatność. Była osobą otwartą i chętnie nawiązującą relację z ludźmi, ale występowanie przed kamerą? Fani? Wrogowie? Oczekiwania społeczeństwa? I to oczywiście najczęściej zbyt wygórowane, wręcz chore? Tysiące plotek na temat jej brzucha - czy to ciąża czy zbliżająca się miesiączka czy zmniejszona liczba ćwiczeń przez chorobę? Oszalałaby, gdyby tak miała żyć, więc nie zazdrościła żadnym gwiazdom ani celebrytom, ponieważ wiedziała, że wszystko ma swoją cenę. Tym bardziej sława i blichtr miały nieraz cholernie zbyt wysoką cenę i bywały przereklamowane. Nawet teraz przed sobą miała przykład mężczyzny, który był na samym szczycie - wielbiony, ceniony i szanowany, by w mgnieniu oka zostać zmieszanym z błotem za błąd, który popełnił, by sprostać tym wszystkim oczekiwaniom.
Dlatego nie zazdrościła mu wszystkiego. Tego uroku, tajemniczości i gracji? Tak. Ale nie musiała być terapeutą, żeby wiedzieć, że musiał już wiele w swoim życiu przeżyć i to niekoniecznie dobrego. Z drugiej strony, sobie też za szczególnie nie zazdrościła. Była samotną i zagubioną rozwódką po trzydziestce na którą nawet kot nie czekał w domu. Miała rodzinę, przyjaciół, była zdrowa, osiągnęła pewien sukces zawodowy, ale brakowało jej czegoś. Brakowało jej pewnej iskierki w życiu. Co to mogłoby być? Sama nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie, a tym bardziej nie zamierzała z kimś o tym rozmawiać, bo przecież Mara Lakefield nie pójdzie na terapię.
Za to z chęcią poszła na drinka z pacjentem mężczyzną, który wydawał jej się cholernie interesujący i jak na razie ani razu w to nie zwątpiła. - W takim razie musimy zadbać o to, aby tym sukcesem pozostało- uśmiechnęła się delikatnie zanim uniosła kieliszek do ust i upiła łyk alkoholu. Czy miała coś konkretnego na myśli? Możliwe…
Ale była też ciekawa historii o której zaczął jej opowiadać Lazare ostatnim razem. Doskonale pamiętała tamtą rozmowę z dwóch względów- tak, miała bardzo dobrą pamięć do wyłapywania takich szczegółów, którą trenuje i szlifuje w pracy. Jednak drugim powodem było to, że była to dosyć nietypowa rozmowa, ponieważ tamtego wieczoru pierwszy raz została zaproszona na randkę w ramach wyminięcia odpowiedzi na pytanie.
- I ciekawości. Jestem cholernie ciekawska- wtrąciła jeszcze dumnym głosem nic nie robiąc sobie z tego, że większość uznałaby to za wadę. Może i tak było, ale Mara miała spory dystans do samej siebie. Słuchała więc opowieści Lazare z nieukrywanym zainteresowaniem, w pełni skupiając się na nim - na słowach i mimice, więc wyłapała tą zmianę na twarzy, która trwała raptem ułamek sekundy. Czy powinna to pociągnąć? Podczas terapii pewnie by to zrobiła, ale przecież na niej nie są.
- Idiotyczne by to było, gdybyś je zjadł z pełną świadomością, że dostaniesz wstrząsu anafilaktycznego. Natomiast w tym przypadku to było niezłe zrządzenie losu- zaśmiała się słysząc zakończenie historii i jego pytanie. Zaraz jednak oparła się wygodniej plecami o oparcie i zaczęła się zastanawiać, co mu zdradzić. Wpatrywała się przy tym w niego intensywnie jakby próbowała odszukać w odmętach wspomnień, którą historią się chce z nim podzielić.- Hmm… w sumie mam jedną naprawdę idiotyczną historię- odezwała się w końcu na powrót pochylając się w jego kierunku i opierając się na przedramionach o blat stolika. - Byłam trochę starsza niż Ty podczas zawodów w Paryżu . Miałam może osiemnaście lat? Na pewno byłam jeszcze w szkole średniej- kontynuowała łapiąc nóżkę od lampki wina i wodząc palcami wzdłuż niej. - Na wstępie dodam na swoją obronę, że byłam nieźle pijana i był to okres początków zaznajamiania się z alkoholem, więc wystarczyło naprawdę niewiele- uśmiechnęła się szerzej na wspomnienie tych szalonych, młodzieńczych lat. - A więc razem z koleżanką upiłyśmy się i uznałyśmy, że cudownym pomysłem byłoby w środku nocy pójść do parku i wykąpać się tamtejszej fontannie. Oczywiście to zrobiłyśmy dopóki nie przegonił nas o ochroniarz biorąc nas chyba za bezdomne- zaśmiała się ponownie i pokręciła głową sama do siebie na myśl o tym, co mogła złapać w takiej fontannie. Aż upiła kolejny łyk alkoholu. - Czy to jest wystarczająco idiotyczne?- spytała przechylając głowę na bok i wpatrując się w jego błękitne tęczówki, które w tym świetle niesamowicie błyszczały aż z daleka.


lazare moreau
Jakoś miło
Dogadamy się
33 y/o
Welkom in Canada
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Gdy zdarzyło się czasem, że w tym czy innym artykule albo radiowym reportażu nazwano w przeszłości Lazare - Lazare z jego skandalami i plotkami, w których zawsze grał główną rolę, z kompletami ubrań wysyłanymi mu przez największe domy modowe, z drogimi samochodami i jeszcze droższymi zegarkami - celebrytą, Moreau buntował się ostentacyjnie, swoje oburzenie wyrażając wymownym parsknięciem i wywróceniem oczami. On? Celebrytą? W życiu! Przecież tak bardzo pragnął wierzyć, że nie jest o tyle znany z bycia znanym jak wiele innych osób, z którymi ramionami ocierał się niejednokroć na fotograficznych ściankach i czerwonych dywanach, co sławny z racji własnego talentu i zgromadzonych za jego sprawą osiągnieć. A to, że do wielu z nich doszedł nie tylko ciężką pracą, ale także i ścieżką ubitą z odpowiednich koneksji i dopingu... Cóż, nikt nie był przecież idealny?
W ostatnim czasie z Lazare zaczynało jednak dziać się coś dziwnego, zupełnie jakby jednym, brutalnym ruchem ktoś zdarł mu z oczu ochronne klapki, które do tej pory pozwalały blondynowi, zaślepionemu własnym narcyzmem, żyć w świecie samoobronnych złudzeń. Może działał tak na niego upływ czasu i dodane mu lata, a wraz z nimi odrobina nowej dojrzałości, a może, choć Lazare zapierał się, że absolutnie tak nie było przyczyniła się do tego terapia... Tak czy siak, coraz trudniej było Moreau samemu sobie mydlić oczy i nadal łudzić się, że nie był właśnie tym: upadłą gwiazdką, która w wieku niewiele ponad trzydziestu czterech lat stawała przed niechcianą koniecznością odbudowania całego swojego dotychczasowego życia. Od podstaw.
Może i za sprawą tego cichego podobieństwa, między Marą i nim szybko zawiązywała się nić niewysłowionego porozumienia wykraczająca poza prosty fakt, że okazywanie mu zrozumienia wchodziło w zakres zawodowych obowiązków rudowłosej. Nie, to było coś więcej? innego. Coś, co sprawiało, że Lazare nie zauważał nawet jak prędko odsłania się przed rozmówczynią z kolejnych mechanizmów obronnych.
- I ciekawości - zgodził się z lekkim skinieniem głowy. - Ale to chyba atut w twojej profesji? - Lazare w gruncie rzeczy nie wiedział zbyt wiele o kulisach pracy psychologów i psychoterapeutów. Dawno już - przynajmniej w teorii - porzucił wprawdzie wiarę w powszechny mit, że potrafili oni czytać w myślach albo naprawiać ludzkie dusze, ale jego własne zawodowe środowisko za mocno różniło się od tego związanego ze zdrowiem psychicznym, by rozumiał wszystkie mechanizmy pracy Lakefield. A był coraz bardziej ich ciekawy.
Był coraz bardziej ciekawy niej.

Roześmiał się serdecznie i szczerze, na granicy fascynacji i rozczulenia starając się wyobrazić sobie osiemnastoletnią Marę, istotę zawieszoną gdzieś na granicy dzieciństwa i dorosłości, na tyle już samoświadomą i dorosłą, by podejmować własne decyzje, ale na tyle jeszcze młodą, by nie zawsze być w stanie zawczasu pomyśleć o ich konsekwencjach. Cóż, może był to kolejny wzgląd, pod którym byli do siebie całkiem podobni - bo czy nie było tak, że nawet teraz, zbliżając się przecież do połowy czwartej dekady życia, nadal nie udało im się tak zupełnie wyzbyć tej ekscytującej, ale potencjalnie niebezpiecznej tendencji?
- W której fontannie? - zapytał po prostu, i Mara nie była w błędzie: jego tęczówki rzeczywiście rozjarzyły się zupełnie nowym rodzajem blasku, czymś żywym i zawadiackim, czymś, co Lazare pamiętał we własnym spojrzeniu z czasów, w których czuł się naprawdę beztroski i szczęśliwy.
W międzyczasie kelner zdołał przynieść im pierwszą porcję zamówień - płytkie, szerokie talerze wypełnione kruchą sałatką z endywii i inną, z palonych porów i białymi jak śnieg kąskami drogiego, koziego sera; selekcję chleba, miękkiej chałki i dobrze wypieczonego pieczywa na zakwasie i ubijane masło, zupełnie, jakby w przeszłości Lazare aż obsesyjnie nie liczył kalorii. Teraz, między jednym słowem i drugim, blondyn rozłożył na szczytach własnych ud materiałową serwetkę i nie tyle łapczywie, co niemalże z jakąś dozą namaszczenia, zabrał się za pierwszy kęs chleba. Było jeszcze ciepłe.
- Domyślasz się chyba, dlaczego pytam? - Zagryzł dolną wargę, tym samym zlizując z niej kryształek soli - Może być na to jeszcze za zimno, ale...
W końcu popełnili wspólnie już więcej niż jeden błąd, w dodatku wszystkie błahe. Kolejny nie byłby przecież końcem świata...

Mara Lakefield
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara na pierwszy rzut oka nie pomyślałaby , że ona i Lazare mogą być do siebie podobni. Wydawali się w końcu tak różni - prawie jakby z dwóch przeciwległych światów. Moreau zabawiał ludzi, dostarczając im rozrywkę swoimi niesamowitymi występami. Lakefield z kolei sklejała ich i uczyła jak radzić sobie z problemami. Może jednak między tymi profesjami były jakieś powiązania?
Lecz w tym wszystkim chodziło o coś więcej niż maski, które przybierali na pokaz przed innymi. Chodziło o upadek i konieczność odbicia się od dna. Odnalezienia siebie w nowej rzeczywistości, kiedy mając już ponad trzydzieści lat na karku, człowiek najczęściej ma już pewną ugruntowaną pozycję, swoje przyzwyczajenia i oczekiwania, które chciałby, aby były spełniane. Nagle na tym dnie jest coraz więcej kompromisów, na które trzeba się godzić. Czasami trzeba ściągnąć maskę z twarzy. A czasami można spotkać drugiego człowieka.
Rudowłosa przychodząc na dzisiejsze spotkanie nie miała większych oczekiwań. Nie zakładała też z góry, że wieczór okaże się porażką, bo w przeciwnym razie przecież by tutaj nie przychodziła. Jednak miała pewną niepewność. Natomiast z każdą kolejną minutą w towarzystwie Lazare, jego obraz jako jej pacjenta zanikał coraz bardziej, aż nagle całkowicie go wymazała. Widziała w nim już tylko mężczyznę- przystojnego, inteligentnego z bystrym spojrzeniem i tajemniczością w oczach. Im więcej się o nim dowiadywała, tym jeszcze więcej chciała odkryć.
Podobało jej się jego podejście do tematów , które poruszali. Podobała jej się gra słowna i pewne niedopowiedzenia na które sobie pozwalali, sprawdzając granicę drugiej strony. Zdecydowanie mogłaby uznać już teraz to spotkanie za sukces. - W sumie gdyby na to spojrzeć z tej perspektywy, to faktycznie spory atut- uśmiechnęła się kiwając z wdzięcznością, bo jeszcze nigdy nie traktowała swojej ciekawości w ten sposób. Była to miła odmiana. - Chociaż w pracy wolimy mówić, że wykazujemy zainteresowanie. Podobno jakoś lepiej to brzmi- mówiąc to nachyliła się nieco w jego kierunku i ściszyła głos, jakby właśnie zdradzała mu sekret psychoterapeutów, ale na koniec uśmiechnęła się pogodnie prostując ponownie. Tak, bez dwóch zdań już dawno go przestała traktować jako pacjenta.
- To było w Scarbough, a dokładnie w Port Union. Tam miałyśmy najbliżej - odpowiedziała od razu nie zastanawiając się nad jego pytaniem. Doskonale pamiętała tamten wieczór chociaż minęło już kilka lat, a jej stan wskazywał jednak na bycie nietrzeźwą. Nie była bardzo szaloną nastolatką. Tak jej się przynajmniej wydawało, bo nie kojarzyła, aby sprawiała większe problemy rodzicom. Może dlatego, że byli oni zajęci pracą? Chirurdzy są dość czasochłonnym zawodem, więc niestety nie poświęcali go zbyt dużo swoim córkom, które same musiały dosyć szybko dorosnąć. Gdyby Mara miała siebie określić z tamtego okresu, to nazwałaby siebie jako ciekawą świata. Hmm, w sumie zostało jej to do dziś. Szczególnie wobec ludzi.
Uniosła wysoko brwi na widok dania podanego przez kelnera. Jak widać, wiele ją ominęło w życiu i podjęła bardzo dobrą decyzję, decydując się na gust Lazare. Jeszcze ciepły chleb był wręcz przepowiednią pozostałych dobroci, które czekały jej podniebienie. Kiedy w międzyczasie mężczyzna doprecyzował , skąd to pytanie, aż zastygła i spojrzała na niego najpierw lekko zaskoczona.- Oh… nie, nie spodziewałam się tego- przyznała szczerze, ale zaraz jej głowa przechyliła się na bok, a wyraz jej twarzy zdradzał, że była pod lekkim wrażeniem. - Nie sądziłam, że jesteś otwarty na takie szaleństwa- dodała po chwili i chwyciła kawałek sałatki. Podczas jedzenia pozwoliła im na chwilę ciszy - całkowicie specjalnie. Nie dlatego, że się zastanawiała nad odpowiedzią, bo tą znała już od początku. Bardziej była to kwestia zabawy.- Morsowanie jest podobno bardzo zdrowe. Podstawą jest się odpowiednio rozebrać, a po wszystkim oczywiście rozgrzać. Również w odpowiedni sposób- mówiąc o tym nie spuszczała wzroku z jego oczu, gdy sięgała po kieliszek z winem, aby ponownie nawilżyć gardło. Teraz tym bardziej tego potrzebowała, gdy rozmowa przechodziła na inne tory.


lazare moreau
Jakoś miło
Dogadamy się
33 y/o
Welkom in Canada
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Być może tym wspólnym mianownikiem, który mimo pozornych różnic w jakiś sposób łączył Lakefield i Lazare, byli właśnie inni ludzie, których obecność stanowiła przecież nieodzowny element zarówno profesji rudowłosej, jak i, do niedawna, branży Moreau. To prawda: zadaniem Mary było zapewniać im empatię i wsparcie oraz, tam gdzie się dało, pomagać im dawne, niekonstruktywne nawyki i zachowania zastępować tymi zdrowszymi, blondyn za to parał się dostarczaniem ludziom wrażeń, rozrywki i, w końcu, możliwości ucieczki od własnych problemów, choćby na moment, do świata sztuki i ekscytacji. Gdyby jednak nie inni ludzie, zarówno Mara, jak i Lazare, zwyczajnie poszliby z torbami. I być może ten element ich własnej egzystencji sprawiał, że z każdą chwilą zdawali się pleść coraz to grubszą nić porozumienia, choćby odbywało się to między słowami, na jakimś bardziej podświadomym, subtelnym poziomie. Jednym słowem, Lazare dawno nie czuł się tak komfortowo w towarzystwie drugiej osoby. Nie wspominając już o tym, że - zwłaszcza teraz, w ciepłym, przygaszonym świetle barowych lamp, wydobywającym z barwy jej włosów i tęczówek odcienie, których wcześniej kompletnie nie dostrzegał - zwyczajnie nie mógł oderwać od niej wzroku.
- Tak? - Z pewną szczyptą zaskoczenia zorientował się, że drobny, profesjonalny sekret zdradzony mu przez kobietę jakby przypadkiem, wzbudził w nim nagle autentyczne zainteresowanie, nie zaś wyłącznie potrzebę, żeby sprawić na rozmówczyni wrażenie, jakby ciekawiła go treść jej słów. Lazare od dziecka potrafił manipulować swoim otoczeniem, mówiąc to, co trzeba, takim tonem jakim należało, po to, by utrzymywać na sobie atencję środowiska, oraz pewien rodzaj społecznego kostiumu, który nosił niemalże na okrągło. W rzeczywistości rzadko jednak się zdarzało, żeby blondyn był swoich rozmówców faktycznie ciekaw tak, jak teraz był ciekaw Mary. Jakby dla potwierdzenia tego faktu, sam również pochylił się leciutko wprzód, unosząc przy tym brew, i dzielący ich do tej pory dystans, i tak już niewielki, niwelując do graniczącego z poufnym - Masz jeszcze jakieś inne zawodowe sekrety, którymi mogłabyś... I chciałabyś się ze mną podzielić? - Nie tyle podpuszczał ją, co zwyczajnie starał się wciągnąć na kolejny poziom rozmowy pozwalający mu dowiedzieć się o psycholożce jeszcze trochę więcej.

Gdyby Lazare był innym człowiekiem - mniej pewnym siebie, mniej świadomym własnej atrakcyjności (nawet, jeśli ostatnimi czasy jego pewność siebie kulała niczym zbity pies) i mniej przyzwyczajonym do towarzyskich gier często zakrawających o mniej lub bardziej subtelne formy flirtu - teraz pewnie zapłonąłby żywym rumieńcem, zachłysnąłby się endywią, i spanikował. I tyle by go widziano.
Ponieważ Moreau miał jednak w takich kontekstach całkiem przyzwoitą wprawę, i aktualnie z przyjemnością odświeżał sobie pamięć własnych umiejętności, bardzo, b a r d z o podobał mu się kierunek, w którym zmierzała ich rozmowa. Uspokajającym był też fakt, że dwuznaczność kolejnej wypowiedzi rudowłosej nie pozostawiała mu żadnych wątpliwości względem faktu, że ta musiała już dawno przestać widzieć w nim wyłącznie wymagającego wsparcia pacjenta. I całe szczęście. Z ulgą stwierdził, że nie musi już się obawiać, że zwyczajnie się wygłupi, lub jeszcze gorzej, sprawi, że Mara uzna go za chama niedelikatnego, jeśli pozwoli sobie na jakiś bardziej znaczący krok w stronę ostentacyjnego zabiegania o jej względy.
- Nie obawiałabyś się szoku termicznego? - Zapytał, unosząc kieliszek - Wiesz, jeśli jakimś przypadkiem rozgrzalibyśmy się trochę za bardzo? - Umoczył wargi w alkoholu, dochodząc do wniosku, że zanim opuszczą bar, dla kurażu potrzebować będzie pewnie czegoś odrobinę mocniejszego. Przynajmniej tyle, że nie na pusty żołądek - A potem rozebrali trochę zbyt entuzjastycznie? - Pociągnął z niemal-niewinnym uśmiechem - Mówiąc czysto hipotetycznie, rzecz jasna. Bo jeśli nie, to kto wie. Może miałbym dla ciebie propozycję...
I pomyśleć, że jeszcze parę tygodni temu, Lazare uważał swoje wizyty na spotkaniach grupy wsparcia za najnudniejszą z części własnego, i tak już dość nudnego ostatnimi czasy, życia.


Mara Lakefield
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ludzie.
Zdecydowanie inni ludzie to był ich wspólny mianownik. Istnieli dzięki temu, że ktoś chciał ich słuchać i podziwiał. Gdyby nie oni, Mara nie miałaby dla kogoś prowadzić terapii, a Lazare kogo zabawiać. Można by rzec, że momentami istnieli bardziej dla innych, aniżeli samych siebie. Mimo, że Lakefield sobie jeszcze nie uzmysłowiła jak wiele ich łączy, czuła kształtującą się między nimi nić porozumienia. Nieco specyficzną i nietuzinkową zważając na początek ich relacji i pobudki, którymi się kierowali podczas pierwszego spotkania, ale wpatrując się teraz w błękitne oczy, Mara nie widziała już w ogóle swojego pacjenta, któremu chciała pomóc za wszelką cenę. Dostrzegała tylko mężczyznę, który z każdym kolejnym słowem wzbudzał w niej coraz większe zainteresowanie, a nawet pewną dozę ekscytacji. Dawno nie była na tak interesującej randce, bo tym przecież to było - dwoje ludzi w restauracji jedzących wspólnie posiłek, wpatrzeni w siebie nawzajem i flirtujący… Jeżeli to nie była randka, to jak inaczej to nazwać? Rudowłosa jednak nie ganiała za nazewnictwem, bo przecież ono nie było kluczowe. Chodziło o to, że nie w ostatnich latach niezwykle rzadko miała okazję do tak ciekawych spotkań w równie interesującym towarzystwie.
Gdy tylko pochylił się jeszcze bardziej, do jej nozdrzy ponownie dotarł zapach jego perfum odurzając ją jeszcze bardziej. Rozbudzał w niej zainteresowanie swoją osobą tak umiejętnie i tak stopniowo, że nie byłaby w stanie wskazać momentu, kiedy zaczęła patrzeć na niego z innej perspektywy, a raczej kiedy stał się mężczyzną, któremu nie chciała pomóc w formie terapeutycznej, a któremu chciała się po prostu podobać jako kobieta. Już nie chciała wzbudzać w nim zaufania, ale ciekawość swoją osobą - nie swoją pracą. Poczuła przyjemne dreszcze łaskoczące jej kark, gdy jej wzrok mimowolnie uciekł na ułamek sekundy na jego usta. Zaraz jednak powróciła spojrzeniem na oczy, których błękit i blask momentami ją pochłaniał. - Myślę, że może miałabym jeszcze jeden lub dwa sekrety, którymi chciałabym się podzielić , ale nie jestem pewna czy mogłabym- odpowiedziała z lekkim, lecz zawiadackim uśmiechem. Całe szczęście Mara nie zawsze się zachowywała tylko tak jak mogła.
Niestety mimo tego, że nie powinna, Marze zdarzało się flirtować z pacjentami. Sama nigdy nie wychodziła z inicjatywą, ale… Ale była samotna. Nigdy się do tego nikomu nie przyznała, ale pomimo obecności przyjaciół i rodziny w swoim życiu, czuła cholerną samotność. Była po prostu kobietą żyjącą w tym brutalnym świecie , zdaną tylko na siebie, która nie potrafiła zawsze odejść obojętnie, gdy ktoś zwrócił na nią uwagę, a przede wszystkim - wzbudził jej uwagę. To musiało przecież działać z obu stron. A Lazare doskonale wkraczał w rejony jej umysłu wzbudzając coraz większe zainteresowanie oraz zniecierpliwienie na myśl o kierunku, w jakim zmierza dzisiejsza noc. Podobało jej się to, że nie był nachalny , a budował napięcie nie będąc przy tym dosłowny, ale jednocześnie nie pozostawiał żadnych wątpliwości odnośnie swoich zamiarów. Cholernie pociągające połączenie.
- Podobno kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana- uniosła znacząco brew, a także kieliszek na znak toastu, a następnie upiła z niego spory łyk opróżniając go do końca. Odstawiła go na stolik i ponownie się pochyliła w jego kierunku, odsuwając od siebie talerzyk z jedzeniem. - Całe szczęście wiesz już, że należę do tych niezwykle ciekawskich osób, dlatego koniecznie musisz mi zdradzić , co to byłaby za propozycja- odpowiednio zaakcentowała słowo musieć, by okazać swoje zniecierpliwienie, a także przygryzła dolną wargę walcząc z samą sobą, aby nie uciec spojrzeniem z jego oczu na usta, które kusiły ją coraz bardziej. Miała na nie o wiele większą ochotę niż na podane dania. - A wtedy całkiem możliwe, że nie byłaby już ona tylko czysto hipotetyczna- Mara czuła, że bardzo by chciała sprawdzić ową propozycję.



lazare moreau
Jakoś miło
Dogadamy się
33 y/o
Welkom in Canada
186 cm
łyżwiarz figurowy wygnany po aferze dopingowej
Awatar użytkownika
I always wanted to die clean and pretty, but I'd be too busy on working days - so I am relieved that the turbulence wasn't forecasted, I couldn't have changed anyways.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

A więc randka. I o ile jeszcze niewiele ponad godzinę wcześniej, przekroczywszy progi Poor Romeo, Lazare mógł posiadać względem tej kwestii jakieś drobne, racjonalne w dużej mierze wątpliwości, teraz nie pozostało mu nic oprócz absolutnej pewności, że właśnie tym było ich dzisiejsze spotkanie. To samo musieli zresztą widzieć inni goście lokalu za każdym razem, gdy na tej dwójce zatrzymali się wzrokiem na jakąś dłuższą chwilę: nie psychoterapeutkę i jej złamanego przez życie pacjenta, lecz dwoje atrakcyjnych ludzi w wieku, w którym było się już niby za starym na popełnianie kompletnych głupstw, ale równocześnie za młodym na mądrość, która by od tego człowieka zawsze powstrzymała, ewidentnie mających się ku sobie coraz to bardziej i bardziej z każdą spędzaną wspólnie chwilą.
W ostatnich miesiącach samoocena Lazare ucierpiała tak bardzo, że niemal kompletnie niemożliwym było dla niego uwierzenie, że w ogóle zasługuje jeszcze na cokolwiek dobrego - na wykwintną kolację, na chwilę przyjemności, na towarzystwo pięknej i czarującej kobiety. Miał tak silną potrzebę, by samemu sobie wymierzać jakiś dziwny rodzaj wewnętrznej kary za własne przewinienia, że nie do pomyślenia stało się dlań pozwolić sobie na choć krótką chwilę beztroski i szczęścia wolnych od poczucia winy i palących wyrzutów sumienia.
Teraz jednak - i to za sprawą niczego innego, jak właśnie obecność Mary - Lazare z każdym kolejnym oddechem i każdym kolejnym słowem czuł, jakby odzyskiwał tę wersję siebie, którą faktycznie lubił, a którą, wydawało mu się, stracił ostatnio bezpowrotnie. Okazywało się jednak, że nadal potrafił być tym człowiekiem, który wie, jak cieszyć się życiem i czerpać z niego pełnymi garściami nawet, jeśli uczucie to miało towarzyszyć mu przez pojedynczy wieczór.
I niech go diabli wezmą, jeśli samo w sobie nie było to jakimś rodzajem terapii, jakkolwiek niekonwencjonalnej. Ale też wyjątkowo skutecznej.
- Nie jesteś pewna, hm? - Pociągnął, bezwstydnie podtrzymując kobiece spojrzenie. Lazare nie był ani na tyle niewinny, ani na tyle głupi by nie wiedzieć, co oznacza sposób, w jaki Lakefield wiodła wzrokiem po ładnie wyciętej linii jego warg, zatrzymując się na dłużej na wysokości jego łuku Kupidyna, i niżej, w lewym ich kąciku. Schlebiało mu to, w jaki sposób mu się teraz przyglądała, i chciał więcej, niemal zupełnie zapominając o kolejnych kęsach jedzenia. Miał teraz wszak inne priorytety - Ze swojej strony mogę cię tylko zapewnić, że będę o nich milczał jak grób - Uśmiechnął się zadziornie, zastanawiając się, czy nie idzie w tej drobnej ironii za daleko. Nie powstrzymał się jednak przed dodaniem ostatniego, przekornego zdania, nawiązującego do psychoterapeutycznego żargonu: - Jak to się mówi? Będę przestrzegał zasady poufności?
Mowa ciała rudowłosej zdradzała wystarczająco wiele, i teraz - nie bez satysfakcji - Lazare naprawdę nie potrzebował więcej dowodów, że mówili dokładnie o tym samym. Uniósł dłoń, opuszką palca wskazującego wiodąc po krawędzi opróżnionego przez kobietę kieliszka. Powoli, p o w o l i. Z taką samą delikatnością z jaką - nietrudno szło sobie wyobrazić - przy odpowiedniej zachęcie potrafiłby dotykać także ciała kochanki.
- W takim razie moją propozycją jest ostatnia kolejka czegoś mocniejszego... - Powiedział, wymownym spojrzeniem omiatając ich kieliszki. Obydwa puste - Tak w ramach pierwszego etapu rozgrzewki - Prawie roześmiał się na myśl, że żargon sportowy jak widać musiał wkraść się nawet w jego nieco zardzewiałe, ale równocześnie szczere próby flirtu - Zanim przejdziemy do następnego.
I zbrodnią byłoby, gdyby Moreau nie przysunął się teraz ku Marze jeszcze bliżej, jeszcze bardziej sugestywnie, zmniejszając odległość między własnymi wargami, a jej uchem, do ledwie paru błahych centymetrów.
- I nie obraziłbym się, gdybyśmy zamiast do Scarbough, przenieśli się potem do mnie - Mruknął, osnuwając delikatną skórę kobiecej szyi ciepłem własnego oddechu. Kulturalnie, dla absolutnej pewności: - Co myślisz?

Mara Lakefield
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie nawet osoby patrzące z boku nie miałyby żadnych wątpliwości, że ta dwójka właśnie była na randce. Mowa ich ciała - wysunięte w swoją stronę, posyłane sobie uśmiechy i ukradkowe spojrzenia, to wszystko przemawiało za tym, że na pewno nie było to spotkanie terapeutyczne. - Akurat sekrety są ze mną bezpieczne, więc nie tak łatwo je zdradzam- nawet jeśli potrafiła czasami mówić aż za dużo, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Sekrety jednak pozostawały sekretami. Sama w końcu skrywała jeden i to dosyć istotny, a na domiar złego przed własną siostrą. Mimo tego z jej twarzy nie znikał uśmiech, a gdy powiedział o zasadach poufności, roześmiała się głośno niekontrolowanym śmiechem. Zaraz zasłoniła usta dłonią, a do oczu napłynęły jej łzy, gdy próbowała powstrzymać dalszy śmiech. Nie pamiętała , kiedy ostatni raz ktoś ją tak rozbawił, jak właśnie jemu się to udało. Przez tą krótką chwilę nie była tą nieco tajemniczą Marą, flirtującą i rzucającą w kierunku Lazare, słowami pełnymi niedopowiedzenia i dwuznaczności. Przez chwilę poczuła się tak lekko, beztrosko, że pozwoliła sobie na wybuch śmiechu. Miała nadzieję, że nie miał jej tego za złe, bo ona z kolei była mu cholernie wdzięczna, że przypomniał jej , że jeszcze potrafi się śmiać całą sobą, a nie tylko kącikami ust. - Chyba nie dam rady przejść obojętnie obok takich zapewnień - odpowiedziała z szerokim uśmiechem na ustach tuż po tym, gdy uspokoiła oddech.
Posłała mu przy tym spojrzenie pełnie wdzięczności i czegoś ciężkiego do opisania. Coś na kształt czułości wymieszanej z podziwem. Moreau wzbudzał w niej coraz więcej emocji. Oczywiście tych pozytywnych, bo od czasu ich pierwszego spotkania niczym jej nie zawiódł, a wprost przeciwnie - zadziwiał ją. Dostrzegała zachodzące w nim zmiany w ciągu tego wieczoru, kiedy jeszcze na samym jego początku był nieco bardziej skryty, jakby może faktycznie zaproszenie jej na drinka, było tylko głupią próbą odwrócenia jej uwagi od jego problemów. Teraz jednak odnosiła wrażenie, że jest bardziej odprężony, pewny siebie i nawet nieco radosny. Przez jej głowę przemknęła myśl , co takiego zadziało się w jego życiu, że nie był taki na codzień? Czy to chodziło tylko kwestię dopingu czy było coś jeszcze? Mara nie spłycała jego problemów, ale nie uważała też tego za coś okrutnego. Popełnił błąd, na którym tak naprawdę to on najbardziej ucierpiał, a kiedy zagłębiała się w jego przypadek, potrafiła natrafić w internecie na paskudne komentarze na jego temat całkowicie nieadekwatne do przewinienia.
Dlatego każda kolejna minuta w jego towarzystwie. Każde wymienione spojrzenie i zdanie. Wszystko to sprawiało, że coraz bardziej stawała się go ciekawa. Coraz bardziej pochłaniał jej umysł, a chęć spędzenia z nim kolejnych chwil dzisiejszego wieczoru była coraz większa. Dlatego jej gesty i słowa w jego kierunku były już bardziej konkretne, aby nie miał żadnych wątpliwości co do jej intencji.
Zwróciła też uwagę na jego palce delikatnie, powoli błądzące po kruchym szkle. Chęć poczucia tych dłoni na swojej skórze stawała się nie do zniesienia. Jednak to jego ostatnie słowa wywołały w niej przyjemne dreszcze rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa. Przymknęła oczy biorąc cichy wdech i nie ruszając się, a więc będąc w tej samej pozycji co on, również wyszeptała do jego ucha.
- Myślę, że pierwszy etap rozgrzewki nie jest obowiązkowy, ponieważ jestem już wystarczająco rozgrzana - każde słowo wypowiedziała wyraźnie, powoli, aby wszystkie do niego dotarły. Z tej perspektywy aż kusiło ją, aby pocałować go w cienką skórę na szyi. Jednak udało jej się utrzymać pragnienia na wodzy, więc cofnęła się, ale wciąż będąc pochyloną w jego kierunku. - Ale tak, skorzystajmy i zamówmy kolejkę czegoś mocniejszego - zgodziła się, bo nie czuła się pijana, więc dodatkowy alkohol jej nie zaszkodzi, - A co do kolejnego miejsca na naszej trasie, to ja bym mogła się obrazić, gdybyśmy pojechali do Scarbough zamiast do Ciebie- teraz jej twarz przybrała zadziorny uśmiech. Pewny siebie, ale także także wyrażający jej satysfakcję z kierunku w jaki poszło spotkanie.
Tak jak Lazare zaproponował, poprosili kelnera o jeszcze jedną kolejkę mocniejszego alkoholu, chociaż Mara czuła, że go nie potrzebuje, by wyjść z blondynem. Następnie po uregulowaniu rachunku, znaleźli się we wspólnej taksówce w drodze do domu wskazanego przez mężczyznę.


lazare moreau


Koniec
Jakoś miło
Dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”