Może powinna nieco dosadniej dać Trevorowi do zrozumienia, żeby dał jej spokój i nie pozwalał sobie na podobne teksty. Bo to już nie było takie drobne droczenie się jakie praktykowała z Dante podczas ich wspólnych korepetycji, bo przecież tylko wtedy się zazwyczaj widywali, nie wspominając o sytuacjach, kiedy zabierała go od kolegów i za rączkę — a raczej za nadgarstek — ciągnęła w stronę sali, w której miał za moment pisać sprawdzian. To co robił jej kolega z klasy można by spokojnie podciągnąć pod molestowanie i to bardzo proste do przedstawienia w sądzie i wygrania całej założonej sprawy. Elsa jednak tłumaczyła sobie, że to
tylko pijackie wygłupy i może faktycznie była za trzeźwa, aby zrozumieć i jeszcze odpowiedzieć w podobnym tonie. No i robienie awantury na środku holu, kiedy to ledwo pojawiła się na tej całej imprezie również nie byłoby zbyt dobrze odebrane. Nie żeby się przejmowała, że już nigdy więcej nikt jej nie zaprosi. Chyba po prostu nie chciała kraść show małej Mii, która ewidentnie marzyła o zgarnięciu tytułu
drama queen. I była na zajebistej drodze, aby dostać swoją koronę. Zrobioną z zębów tych wszystkich, którzy jej się narazili w przeciągu ostatnich pięciu minut, a z tego co widziała, to takich osób było naprawdę sporo. Spokojnie starczyłoby jeszcze na berło i to jabłko, z którym władcy pozowali do swoich portretów.
Patrzyła z niedowierzaniem jak ten mały potworek potrafił porozsadzać po każdym kącie salonu chłopów cztery razy większych od niej, zarówno wzwyż jak i wszerz. Jak tutaj przychodziła to naprawdę wyobrażała sobie małą księżniczkę, która zamknie się w swoim pokoju i będzie bała się wyjść, żeby tylko nie spotkać tych zapijaczonych mord. A tutaj najwidoczniej nie ona potrzebowała ratunku, a całe otoczenie.
— Church? Chłopaki no… trochę szacunku do Churcha, ok? — Podparła się dłońmi na biodrach, patrząc jak znajomy z klasy Chrisa, którego kojarzyła z widzenia, ale nie mogła przypisać ani imienia, ani nazwiska do twarzy, robi z pluszakiem dziewczynki dziwne… mocno sugestywne rzeczy. Wręcz obrzydliwe. Dlatego w ogóle się jej nie dziwiła, że tak wydarła swoją niewinną z pozoru paszczę i niczym zawodowy miotacz kadry narodowej w baseballa, rzuciła żelkami w tego zboczeńca. Ona sama zareagowałaby podobnie, gdyby ktoś w ten sposób traktował jej pluszową pandę, a przecież była o dobrych kilkanaście lat starsza od niej.
Co prawda, było jej trochę szkoda żelków, bo specjalnie oszczędzała jedną paczkę i nie zeżarła jej w taksówce, ale nie zamierzała jeszcze bardziej denerwować tego małego szatana.
Ale kiedy tak nagle dołączył do niej Dante i ułożył dłonie na jej ramionach aż podskoczyła. Przez chwilę się bała, że Trevor wrócił próbować dalej swoich specyficznych zalotów, ale kiedy rozpoznała głos swojego ucznia, ewidentnie się rozluźniła. Uśmiechnęła się mimowolnie, słysząc tę dosyć groteskową wymianę zdań między nim a Mią, jednak nie protestowała, gdy obrócił ją w stronę wyjścia z salonu i zabrał do kuchni, gdzie było zdecydowanie ciszej. A może to Chris w końcu ogarnął siostrzyczkę? Ciężko było określić.
— Weź… mam młodszego brata i myślałam, że to będzie mniej więcej ten sam poziom. Lars jest raczej spokojnym i nieśmiałym chłopcem. Ja chyba też byłam dosyć cicha. No ale nie miałam za starszego brata Chrisa, który robi raz w miesiącu imprezy. Wtedy pewnie też bym wyrobiła w sobie tryb obronny, żeby żaden przyglup nie wszedł mi na głowę. — Wzruszyła ramionami, biorąc zaraz od Dantego kubeczek z tym samym dziwnym napojem. Zaczęła się zastanawiać kto wpadł na taki
genialny pomysł, aby wymieszać wódkę z winem, które leżało na tak niskiej półce, że trzeba było się położyć na podłodze w sklepie, aby móc po nie sięgnąć? Domyślała się, że chodziło w tym wszystkim o czystą ekonomię i to nie tylko ze względu na samą cenę składników, ale na ich działanie na organizmy imprezowiczów. Przecież wystarczyło kilka takich drinków i można było zbierać ludzi z podłogi, modląc się przy okazji, żeby nie była potrzebna karawana. Sama z jednej strony chciała spróbować czegoś innego, ale znała starą zasadę, że jeśli zaczęło się pić jeden rodzaj alkoholu tudzież drinka to należało przy nim pozostać i nie mieszać. Nawet jeśli smakował on jak słodki denaturat.
Raz kozie śmierć.
Wzięła łyka tej niesamowitej mieszanki i jak się skrzywiła, tak miała wrażenie, że zaraz zobaczy na nowo zjedzone w bibliotece żelki. Oj cholernie się nie przyjęło.
— Chyba spasuję — mruknęła, odkładając na bok kubeczek. I w tej samej chwili między nią a chłopaka wbiły się trzy dziewczyny. Kojarzyła tylko jedną z nich, blondynkę o imieniu Ashley i jeśli dobrze łączyła kropki to chodziła z Dante do klasy. Dwie pozostałe wyglądały jak jej kopie, nawet rzęsami trzepotały w podobny sposób.
— Dante! Super, że przyszedłeś! Och, czy to nowe dziarki? Mega ci pasują — Jasnowłosa złapała go za ramię, sugestywnie jeżdżąc po nim palcami, jakby chciała się przyjrzeć każdemu tatuażowi z osobna i zbadać strukturę tuszu. Albo po prostu go zmacać. Wersja była dowolna i każdy mógł to interpretować po swojemu.
Norweżka pokręciła głową z rozbawieniem, widząc jaki wianuszek otoczył jej dzisiejszego towarzysza. Cóż, nie zamierzała mu przeszkadzać, w końcu był jej własnością tylko na czas korepetycji, a poza nimi mógł się skupiać na czym i na kim chciał. Dlatego, nie chcąc mu przeszkadzać w ewentualnych podbojach, i dostrzegłszy wcześniej przez okno, że w ogrodzie trwa istna dyskoteka, usunęła się cichaczem z kuchni, a potem wyszła na zewnątrz, aby dołączyć do tańczących do ludzi. W końcu na tym polegały też domówki! Na tańcach! A ona uwielbiała się bujać do rytmów znanych utworów i chyba nawet nie wyglądała przy tym dosyć pokracznie. Mogłaby zaryzykować stwierdzeniem, że wychodziło jej to całkiem nieźle, a przynajmniej na tyle, że gdyby nie różowe włosy to nie wyróżniałaby się jakoś szczególnie w tłumie bawiących się licealistów.
W tym samym czasie trójka klonów zagadywały intensywnie chłopaka aż w końcu jedna wygadała się, że tydzień temu chłopaki z ich rocznika założyli się o to, kto pierwszy zaliczy dziewicę, ale w ich szkole mieli spory problem ze znalezieniem takiej, która przy okazji nie odrzucałaby swoją brzydką, pryszczatą mordą.
— No i Trevor mówił, że jesteś chujem, bo mu przeszkadzasz w wygraniu tego zakładu. Próbuje się zakręcić wokół jednorożca, bo to chyba jedyna dziewica. Legalna, mają zakaz dobierania się do dzieci. No… chyba, że ty już ją zaliczyłeś? Tyle czasu ze sobą spędzacie, że serio zaczynam być zazdrosna… — Ashley wydawała się być wielce rozbawiona całą sytuacją, a jej koleżanki tylko jej przyklaskiwały. Uniosła dłoń i ułożyła ją na karku Dantego, aby w następnej chwili zacząć bawić się lekko przydługimi loczkami, które na niego opadały, nie odrywając jednocześnie od niego wzroku. Tak jakby liczyła, że zrozumie te drobne gesty i aluzje, która się za nimi kryła.
Dante Levasseur